przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Przemysław Terlecki: Powiedział Pan przed chwilą na spotkaniu z dziennikarzami, że takie uroczystości, jak ta, tu w Poznaniu, pozwalają przywrócić pamięć Polakom, Europejczykom...

Lech Kaczyński: Polakom i Europejczykom przede wszystkim z tego regionu, w którym żyjemy. Ten region obejmuje właśnie te kraje, które były reprezentowane, i to przez prezydentów. To bardzo dobrze. Obejmuje oczywiście także niektóre inne kraje, jak na przykład Litwę czy kraje, które dzisiaj są jeszcze poza Unią, tak jak Ukraina. Ale powiedziałem w trakcie rozmów między prezydentami, że byłoby bardzo dobrze, gdyby historia tego regionu, a więc Polski, ale także innych państw, była nieco choćby lepiej znana na Zachodzie, bo ona jest znana niezmiernie wręcz słabo.

No, my też nie wiedzieliśmy o powstaniu w Niemczech w ‘53 roku, bardzo mało, ta data gdzieś była znana, ale szczegółów nie znaliśmy.

Ja muszę powiedzieć, że ja wiem o tym przynajmniej od ponad czterdziestu lat, że coś takiego się zdarzyło. Jest oczywiste, że Niemcy dzisiaj przypisują temu bardzo poważne znaczenie. Zresztą to był duży ruch, tylko proszę pamiętać, że świat roku ‘56 tutaj, świat tego regionu był już bardzo otwarty w porównaniu ze światem roku ‘53. Niemcy zbuntowali się niewiele ponad trzy miesiące po śmierci Stalina. To była jeszcze całkowicie zamknięta Europa i stąd oczywiście obieg informacji był inny, a poza tym proszę pamiętać, że to było zaledwie kilka lat po II wojnie światowej. No, Niemcy nie byli wtedy szczególnie popularni w Europie. To jest drugi powód, dla którego to zdarzenie istotnie trochę zostało zapomniane.

Panie Prezydencie, na placu Mickiewicza powiedział Pan dzisiaj parokrotnie, swobodnie zupełnie o Powstaniu Poznańskim. Nie ma Pan wątpliwości co tu się działo 50 lat temu? Historycy toczą spór w tej chwili.

Ja wymieniłem tę nazwę, bo tak to poznaniacy nazywają. Poznaniacy to pewna część moich rodaków, Polaków. Dlaczego mam tego rodzaj określenia nie używać? Zginęło 75 co najmniej, ja jestem przekonany że na prawdę więcej osób, pewnie ponad 100 co najmniej. Rannych zostało wiele setek. Szturmowano siedzibę Urzędu Bezpieczeństwa, jak to wtedy nazywano, szturmowano więzienie, więc były wszelkie oznaki, które wskazują na powstanie. Tyle tylko, że nie byli to powstańcy uzbrojeni w broń palną, chociaż tam niektóre osoby, które się przyłączyły do tego ruchu, taką broń miały. Ale trudno powiedzieć, że przypadkiem. Więc to w jakimś sensie było powstanie i to powstanie przeze mnie już oczywiście pamiętane słabo.

Miał Pan 7 lat wówczas.

Siedem lat miałem wtedy. Byliśmy na wakacjach w Muszynie. Pamiętam, że mama miała przyjechać, byliśmy z babcią, a nie przyjeżdżała, że krążyły jakieś wieści, że coś się dzieje w Poznaniu, a później, że nie tylko w Poznaniu, ale w Warszawie i Łodzi, co się okazało później nieprawdą. W końcu mama – nie dalej jak wczoraj rozmawiałem o tym – jechała okrężnymi drogami, pociągi stawały, trzeba było się przesiadać. W Polsce było olbrzymie napięcie i Poznań, tak jak dzisiaj mówiłem, Powstanie Poznańskie należy układać w dwóch oddzielnych porządkach. To znaczy, jeden porządek to jest to, że zło bywa większe i mniejsze, i na pewno Poznań się w olbrzymim stopniu przyczynił do tego, że to zło, jakim był ustrój komunistyczny, z natury swojej istoty, po roku ‘56 był jednak inny niż wcześniej. To jest sprawa pierwsza. I sprawa druga – to jest to, że w porządku drugim, który doprowadził w końcu do upadku komunizmu, wydarzenia poznańskie czy Powstanie Poznańskie są niezmiernie istotne.

Pan dzisiaj powiedział: „nie byłoby Solidarności bez czerwca ‘56”, a tu obok jest plakat „Pierwszy krzyk”. Czy to jest dobry plakat, Panie Prezydencie? Taki skrót tego wszystkiego, co się wydarzyło?

W jakimś sensie dobry. Oczywiście my wiemy, że były strajki na przykład w ‘51 roku w Zagłębiu – to znaczy nie na Śląsku, tylko w Zagłębiu - że pojedyncze przypadki strajków były w Łodzi w latach 40. Ja się kiedyś tym zajmowałem, bo starałem się tę wiedzę przekazać pod koniec lat 70. robotnikom w ramach wolnych związków zawodowych. Więc wiem o tym trochę, chociaż na pewno nie wszystko, że przypadki strajków się zdarzały. No, ale to był strajk, który wstrząsnął wtedy Europą. Skala zjawiska, sposób, w jaki on się przedostał do opinii publicznej, ilość ofiar w końcu – to było użycie wojska, to było zupełnie czymś innym niż wcześniej.

Tu, w Poznaniu, mówi się: Poznań pierwszy. Wrócę jeszcze do „Solidarności”. „Solidarność” dopiero 24 lata po Czerwcu przypomniała Czerwiec ‘56. Wcześniej nie było właściwie w świadomości Polaków tego wydarzenia.

Ja nie sądzę... To znaczy, oczywiście, w każdym społeczeństwie jest grupa ludzi, która się interesuje polityką, życiem społecznym, współczesną historią i taka, która się nie interesuje. Na tej zasadzie to Armia Krajowa została też wyparta swojego czasu z, powiedzmy, pamięci historycznej. W końcu lat 60., jak się pytano ówczesnej młodzieży już studiującej o Armię Krajową, to wiedza była wyjątkowo mizerna. A chodzi o młodzież studiującą. W latach 70. to w dużym stopniu już się zmieniło. Szczególnie w drugiej połowie lat 70. I w tym sensie był wyparty. Ale w świadomości nie tylko mojej, ale tego kręgu ludzi, w którym ja funkcjonowałem - i w Warszawie, i w Gdańsku, bo moje życie jest właściwie w Trójmieście, bo jest związane z tymi dwoma miastami - to pamięć tego była. Była w równym stopniu co najmniej z pamięcią wydarzeń z grudnia ‘70 roku. Ja już mówię o tej swojej trójmiejskiej części życia.

Pan dzisiaj spotkał się z tymi ludźmi, którzy rozpoczęli tę naszą polską drogę ku wolności. Miał Pan chwilę, żeby porozmawiać z uczestnikami „czarnego czwartku”?

Chwilę rozmawiałem, szczególnie wtedy, kiedy poszedłem, już tak nieformalnie, między tych ludzi, to wtedy rozmawiałem. To była krótka rozmowa. Będzie jeszcze oddzielne spotkanie, jak sądzę, albo z okazji rocznicy „Solidarności”, bo z tym Poznań się wiąże, albo z okazji rocznicy powstania zinstytucjonalizowanej opozycji, bo my tu o tym wszystkim będziemy myśleć i pamięć przywracać. Wtedy będzie okazja do rozmowy dłuższej. Bo ja rzeczywiście – na pewno Państwo się domyślacie - znam bardzo wielu uczestników wydarzeń z 70. roku w Trójmieście, znam uczestników 80. - sam byłem aktywnym uczestnikiem strajków w Stoczni Gdańskiej. To samo dotyczyło roku 76. Natomiast ja istotnie, to prawda, nie znam osobiście uczestników tego, co się zdarzyło 50 lat temu w Poznaniu.

Panie Prezydencie, po 50 latach ci ludzie wciąż nie wiedzą do końca, kim byli ludzie, którzy wydawali rozkazy, którzy do nich strzelali, zabijali – oni wciąż domagają się tego, by winni zostali ukarani.

Winni pewnie w olbrzymiej większości nie żyją, natomiast my też nie wiemy tak do końca, kto wydał rozkaz w roku 70. strzelania na przykład do ludzi w Gdyni – do ludzi, którzy w ogóle już nie demonstrowali, bo oni szli do pracy. To jest jedna z wad tego, co nazywamy III Rzeczpospolitą. Ja doceniam zalety, przede wszystkim jedną zaletę: III Rzeczpospolita jest wolnym państwem, wolnym krajem - to jest olbrzymi sukces naszego narodu, olbrzymi. Natomiast to, że doszło do swoistej ugody na zasadach trudnych do przyjęcia, a jednym z elementów tej ugody był, powiedzmy sobie, taki fakt, że było dosyć dużo ciekawych programów o tych dawnych czasach, o różnego rodzaju komunistycznych zbrodniach - tylko one były nadawane o godzinie 1 w nocy, 2 w nocy. No kto o tej porze ogląda telewizję? I to wcale nie z soboty na niedzielę czy z piątku na sobotę.

Panie Prezydencie, dziś rozmawiamy w najlepszym czasie o tym, co działo się tutaj 50 lat temu...

Ja mam nadzieję, że właśnie, Panie Redaktorze, teraz się o tych sprawach będzie rozmawiało w najlepszym czasie.

Przywracamy pamięć, bardzo dziękuję. Prezydent Rzeczypospolitej Lech Kaczyński. Serdecznie dziękuję za rozmowę. Dziękuję Państwu za uwagę.

Dziękuję bardzo.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.