przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Warsaw Point: Panie Prezydencie, jeszcze jako prezydent Warszawy określił się Pan mianem strażnika moralności publicznej. Czy dziś ta rola jest dla Pana nadal istotna? Jeśli tak, to dlaczego?

Lech Kaczyński: Przytoczył Pan tylko część mojej wypowiedzi – na pytanie jednej z dziennikarek, czy jestem strażnikiem moralności publicznej, odpowiedziałem, że jestem w takim zakresie, w jakim przewiduje to prawo. Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem każdy organ administracji rządowej lub samorządowej jest zobowiązany do tego, by prawo w obszarze jego właściwości było przestrzegane. Wówczas, gdy dziennikarka zadała mi cytowane przez pana pytanie, niezwykle żywe były kontrowersje wokół braku zgody na tzw. paradę równości. Manifestowanie seksualności nie ma bowiem nic wspólnego z wolnością wypowiedzi czy wyrażania swoich poglądów, a wręcz przeciwnie, narusza sferę prywatności. Słusznie domagamy się od demokratycznego państwa, by nie zmuszało obywateli do publicznego określania swojego wyznania, przekonań światopoglądowych czy orientacji seksualnej. Czy powinniśmy więc dopuszczać do sytuacji, w której określona grupa osób wręcz wymusza taką deklarację? Przy okazji sporu o paradę pojawiły się sugestie niektórych środowisk, że może powinno publicznie informować o orientacji osób publicznych. Ze strony kręgów lewicowych i liberalnych padło wiele głosów krytykujących zakaz parady, ale jakoś brak było stanowczego potępienia dla takich pomysłów, sprzecznych przecież z obywatelskimi swobodami.
Dziś także podtrzymuję swoją opinię w sprawie prawa do prywatności osób, które nie chcą, by ich bardzo osobiste sprawy stały się przedmiotem publicznych debat. To sprawa elementarnych wolności i zasad demokratycznych.

Czy państwo powinno starać się kształtować prywatne życie obywateli? Do jakiego stopnia jest to pożądane?

Co ma pan na myśli, mówiąc o kształtowaniu prywatnego życia? To komunizm zakładał, że władza będzie obywatelowi towarzyszyć przez całe życie, decydując, jakie winien mieć przekonania, jakie książki czytać, gdzie wyjeżdżać, gdzie pracować. Jest oczywiste, że w porządku demokratycznym sfera prywatności pozostaje poza regulacją i poza zainteresowaniem państwa. Nie można jednak powoływać się na prawo do prywatności, na swobodę wyboru podejmując działania naruszające wolność i prawa innych obywateli.

Czy każdy związek dwojga ludzi może być zalążkiem rodziny?

Tak, jeżeli mówimy o związku mężczyzny i kobiety...

Czy wyznawany i wybierany model rodziny jest sprawą tylko i wyłącznie osobistą? Czy państwo powinno starać się wpływać na obowiązujący w społeczeństwie model rodziny?

Takie wybory są naturalnie sprawą prywatną, co nie oznacza, że państwo nie powinno prowadzić polityki, która pozwoli uniknąć skutków ujemnego przyrostu naturalnego – a obecnie mamy z nim do czynienia także w Polsce. Myślę tu o różnego rodzaju rozwiązaniach ze sfery podatkowej i socjalnej. To źle, gdy rodziny o średnich dochodach – nie mówię już o rodzinach uboższych – nie decydują się na więcej niż jedno dziecko z powodów finansowych. Jeżeli państwo nadmiernie restrykcyjną polityką fiskalną utrudnia funkcjonowanie rodziny wielodzietnej, to jest to w pewnym sensie ograniczenie obywatelowi możliwości wyboru. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nasz budżet dziś jeszcze nie jest przygotowany do uruchomienia systemu rozległych świadczeń społecznych. Są jednak drobne ułatwienia, które można szybko wprowadzić i już się je wprowadza, jak np. becikowe.

Jak scharakteryzowałby Pan model rodziny pożądany w polskim społeczeństwie?

Jeszcze dwadzieścia-trzydzieści lat temu, nie mówiąc o czasach wcześniejszych, model rodziny „dwa plus jeden” był zdecydowanie rzadszy od modelu rodziny wielodzietnej. Teraz coraz częściej mamy do czynienia z parami, które w ogóle nie planują dziecka. Jeszcze raz podkreślam – to, czy ktoś wstąpi w związek małżeński, czy będzie miał dzieci, czy nie, to jego całkowicie prywatna sprawa. Państwo nie może jednak bagatelizować problemów, jakie niesie ze sobą stały ujemny przyrost naturalny. Jeżeli więc część rodzin rezygnuje z posiadania więcej niż jednego dziecka, bo nie ma na to pieniędzy, państwo powinno w miarę możliwości zmienić ten stan rzeczy. Nie jest prawdą, że model wielodzietnej rodziny się przeżył, że trzeba wybierać między karierą i wysokim statusem materialnym a dziećmi. Jest wiele zamożnych osób, które mimo wytężonej działalności publicznej i zawodowej nie rezygnują z posiadania kilkorga dzieci.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.