przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Prezydent: Dziękuję Francuzom za pomoc

Kamila Wronowska: Panie prezydencie, był pan we Francji na miejscu wypadku polskiego autokaru...

Lech Kaczyński: Straszna tragedia. 26 osób nie żyje. Czyli ponad polowa osób, które były w autokarze. Olbrzymie zaangażowanie Francuzów w akcję ratowniczą. Włącznie z najwyższymi władzami, z prezydentem, premierem, z minister spraw wewnętrznych. Olbrzymi wysiłek szpitali: 24 chirurgów, 23 anestezjologów. Ponad 20 pielęgniarek z sal reanimacyjnych. Olbrzymia akcja ratunkowa.

Najpierw pojechał pan na miejsce wypadku czy do szpitala?

Na miejsce wypadku pojechałem na samym końcu. Na lotnisku czekał na mnie pan prezydent Sarkozy. Z nim pojechaliśmy do szpitala. Później pojechaliśmy do miejsca, gdzie były zwłoki tych, którzy zginęli. Tylko na miejscu katastrofy byłem sam z moimi współpracownikami. Chciałbym jeszcze raz podziękować panu prezydentowi Francji. To w ogóle było niekonwencjonalne zachowanie, i jego, i minister spraw wewnętrznych. Była także niesamowita mobilizacja ze strony miejscowego społeczeństwa, w tym mniejszości polskiej. Wszyscy bardzo serdecznie nas przyjęli. Ale to nie przekreśla rozmiarów tragedii, śmierci 26 ludzi. I to śmierci, do której nie musiało dojść. Według mojej wiedzy z chwilą kiedy ten autobus wjechał, ignorując zakaz wjazdu dla tak ciężkich pojazdów, to sprawa była przesądzona. Autobus bez trzeciego, specjalnego systemu hamowania nie był w stanie przejechać przez ten ostatni zakręt. Jest on niezwykle ostry. Ludzie, w tym znakomici kierowcy, mówili, że nawet przy dobrych hamulcach masa, jaką jest autokar pełen ludzi i ich bagaży, nie jest w stanie się utrzymać. Po prostu nabiera szybkości, niezależnie od hamowania. Gdy jej nabierze, pokonanie takiego zakrętu jest niemożliwe. Niezależnie od tego, że zawiodły hamulce.

Panie prezydencie, był pan w szpitalach. Rozmawiał pan z poszkodowanymi?

W jednym przypadku to była rozmowa z osobą, która wiedziała, że uniknęła śmierci. Była tam sama, więc nie denerwowała się o najbliższych. Ma dwóch dorosłych synów w Szczecinie. Miała niemałe obrażenia, ale nie zagrażające życiu. Była też dużo gorsza rozmowa. Z młodymi, 13-letnimi chłopcami, którzy nie wiedzieli o losie swoich bliskich. A on, niestety, nie jest dobry.

Można coś zrobić, by w przyszłości uniknąć takiej tragedii?

Przede wszystkim należy uczyć kierowców, że to oni decydują. Czyli gdy mają zakaz wjazdu, to nie wjeżdżają. To tzw. trasa Napoleona. Jest bardzo piękna. Rzeczywiście jest to trasa, którą żołnierze Napoleona wracali z Elby do Paryża. Słynne 100 dni. To wszystko prawda. Tylko że autobus się na tą trasę nie nadawał. Gdyby kierowca, świeć Panie nad jego duszą, nie wjechał na tę drogę, to ci ludzie by żyli.

Widzę, że jest pan, panie prezydencie, bardzo przygnębiony.

Trudno nie być przygnębionym. Tego samego dnia zginęły jeszcze dwie rodziny w wypadku awionetki, wywrócił się autokar pod Poznaniem. To był wyjątkowo feralny dzień. Miejmy nadzieję, że już nie będzie więcej takich dni, że już nigdy nie będę musiał ogłaszać żałoby narodowej.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.