przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Czy spędzał Pan dzieciństwo w miejscowości Magna Brok?

Tak się to oficjalnie nazywa.

Czy w Pana pamięci są momenty z tego okresu?

Jest mnóstwo momentów, właściwie to z bratem zaczęliśmy tam bywać jeszcze wcześniej, niż właściwie pamiętam. Pamiętam na przykład, jak pierwszy raz wróciliśmy z Sopotu – później okazało się to miasto mojego przeznaczenia, ale tego przecież wtedy nie wiedziałem. Nie podobało nam się w Sopocie, chcieliśmy jechać do Ołdaków i pamiętam, że się złościliśmy, ze pojechaliśmy tam nie tego wieczoru, bo następnego dnia rano tam pojechaliśmy. Pamiętam, jak świetnie wyglądało gospodarstwo. Jak na tamte czasy było ono zdecydowanie duże. Sam dom stał tak po części od podwórza i po części od sadu. Wejście było kuchenne i to od sadu, pokoi pięć lub sześć, czyli bardzo duże gospodarstwo i tak troszeczkę przypominające dworek. Stodoła była jednak taka z trzema zasiekami i druga na polu. Był potężny chlew, obora, stajnia – w stajni jeszcze było miejsce dla owiec. Typowe gospodarstwo z tamtych czasów, czyli takie, w którym się produkowało wszystko, bo tam były świnie, konie, krowy, konie do celów pociągowych, było ich chyba pięć, cztery to nawet potrafię wymienić: „Dzika”, „Kara”, „Wałach” i „Bułanka” – ale to już strasznie dawno. Była stodoła stojąca poza terenem gospodarstwa, był piękny sad prowadzący w kierunku Broku i drugi, nowy sad, jakby po drugiej strony drogi od samego gospodarstwa. Ta wieś nie była ulicówką, gospodarstwa były rozrzucone. Brat tam czasami przejeżdża teraz i mówi, że to jest nie do poznania, czasami specjalnie przejeżdża, żeby zobaczyć, że jest nie do poznania, i że stoi taki dom, ładny – ale już w tym nowym stylu, taka willa można powiedzieć, a wtedy stał tam taki budynek przypominający dworek. Niedaleko były dwie sadzawki, teraz już ich nie ma, zresztą wtedy były zarośnięte. Piękne pole naprzeciwko, które charakterystycznie służyło nie krowom, tylko wyłącznie koniom. Za tym polem była stodoła i dalej takie podmokłe tereny, gdzie nawet podobno kiedyś próbowano poszukiwać ropy naftowej, ale nie bardzo coś z tego wyszło, a dalej był tak zwany gościniec, dzisiaj jest już normalna droga asfaltowa, która prowadzi z Czyżewa do Andrzejewa.

Panie Prezydencie, a jakąś ulubioną potrawę z tamtego okresu...?

W dzieciństwie uwielbiałem porzeczki, a było ich tam mnóstwo – i w jednym sadzie, i w drugim, ale przede wszystkim na pograniczu starego sadu. Pamiętam, rosły tam porzeczki i białe, i czerwone, a ja jedne i drugie bardzo lubiłem jeść. Z punktu widzenia małych dzieci – a nawet byłem tam dłuższy czas w wieku lat szesnastu, w każdym nie jako dziecko w ścisłym tego słowa znaczeniu – to też byliśmy we trójkę. To również było bardzo sympatycznie, to było dla dzieci miejsce idealne, poza tym to też było życiowe doświadczenie, bo ja trzymałem w rękach kosę, grabie, prowadziłem wóz konny, jechałem na koniu, choć to nie były konie do jazdy wierzchem, ale na takim koniu pociągowym na oklep oczywiście jechałem. Inaczej mówiąc, mam, jak na klasycznego mieszczucha, doświadczenie, jakiego przeciętni mieszkańcy miasta nie mają. Tam było tak, że w czasie gorących dni żniw po prostu nie wypadało nic nie robić, więc myśmy brali udział w grabieniu, w zbieraniu siana, czasem nawet może niezbyt udolnie braliśmy udział w koszeniu. To wszystko w życiu przeżyłem. Z tego się bardzo cieszę. Oczywiście, Ołdaki nie są nazwą klasyczną, Magna Brok to jest nazwa oficjalna, ale potocznie mówiło się Ołdaki. Obok mieszkali państwo Ołdakowscy, którzy byli sąsiadami Dekotowskich, a co ciekawe, oni są krewnymi jednego z moich bliskich współpracowników, dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego, jednego z głównych twórców tego Muzeum.

Panie Prezydencie ja chciałbym z tej przeszłości przenieść się w czasy zupełnie współczesne. Pana ostatnia wizyta w Niemczech i spotkanie z panią kanclerz Angelą Merkel – jest Pan zadowolony z efektów tego spotkania?

Myśmy się tak umówili, oddzielnie, że kiedyś na wieczór i na popołudnie się umówimy na rozmowy w sprawach bilateralnych, bo tych problemów jest niemało i niestety jest coraz więcej, a nie coraz mniej. Miejmy nadzieję, że osiągniemy postęp. Natomiast ta nieco dłuższa niż półtoragodzinna rozmowa poświęcona była problematyce europejskiej i tutaj wygląda, że wszystko jest na dobrej drodze. Pewne sprawy postawiłem jasno, ale na pewno, jeżeli wziąć pod uwagę różnice między nami sprzed pół roku i teraz, to one się niezwykle zmniejszyły.

Spotykacie się Państwo niesłychanie chętnie, skoro na następne spotkanie się umówiliście...

To znaczy, Panie Redaktorze, to są zupełnie dwie różne sprawy. Czasami interesy dwóch krajów są w pewnych prawach obiektywnie sprzeczne. To nie oznacza, że ich przywódcy nie mogą się osobiście lubić – to znaczy, być może pani kanclerz mnie nie lubi, natomiast ja ją lubię.

Panie Prezydencie, chciałbym, żebyśmy porozmawiali chwilę o kampanii obecnej, która się rozgrywa, chodzi o formę tej kampanii. Mówi się, że jest ona personalna, bardzo ostra.

Tylko, że nie z wszystkich stron tak samo. Jest zdumiewająco ostry atak – to trwa od dwóch lat – na partię rządzącą, która czasami się odgryza, czasami też padają mocne słowa, ale tutaj jednak żadnych proporcji nie ma. Przede wszystkim nie ma czegoś, co mnie niezmiernie irytuje, mianowicie politycy opozycji świetnie wiedzą, co mają w głowach przywódcy obecnego obozu rządzącego. Trzeba powiedzieć, że w ten sposób przypisują sobie możliwości Pana Boga, ale nie mają tych boskich możliwości, bo jeżeli ocenić to, co mówią i to, co jest naprawdę, to są to dwie zupełnie różne sprawy. To znaczy, przypisują sobie boskie zdolności, posiadając zgoła wyłącznie ludzkie.

Ktokolwiek by te wybory wygrał, to będą politycy, którzy będą stanowili rząd, będą powoływali rząd i Pan będzie temu rządowi pomagał, prawda?

To znaczy, ja będę ten rząd formalnie powoływał, taka jest polska konstytucja i ja oczywiście konstytucji nie złamię, będę działał zgodnie z nią, zapewniam to.

Chodzi o alians polityka i polityki...

Natomiast jest rzeczą niedobrą, że tutaj rodzą się takie napięcia. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że przedmiotem ataków jestem również ja, chociaż nie jestem dzisiaj członkiem żadnej partii. Obiecałem, że wystąpię z PiS-u i wystąpiłem na pierwszym zjeździe po wyborach. Ale jestem bardzo często obiektem ataków, albo jako jeden z braci, albo po prostu jako ja. Politycy są ludźmi, chciałem to wszystkim tutaj słuchaczom wyjaśnić, i to bardzo trudne, gdy człowiek ciągle słyszy rzeczy, mówiąc szczerze, nieprawdziwe, i to wynikające często wręcz z jakiejś chorej imaginacji. Jest pewna mitologizacja przeciwnika. Sądzę, że podstawową przesłanką jest niemożność pogodzenia się z porażką sprzed dwóch lat. A przecież porażka w polityce jest rzeczą normalną. Gdyby teraz się taka zdarzyła obozowi rządzącemu – bo uważam, ze dla Polski nieporównanie lepiej by było, gdyby się nie zdarzyła – to zapewniam, że jej przywódcy zniosą to całkowicie spokojnie. Powtarzam, jestem głęboko przekonany, że się nie zdarzy – to znaczy mam nadzieję, nie jestem głęboko przekonany, sądzę, że różne plakaty od premiera z Krakowa, przy całym szacunku, czy prezydenta z Gdańska, przesądziły o losach poprzedniej kampanii.

Panie Prezydencie, ostatnie pytanie polityczne, obiecuję – chodzi o nasze wojska na misjach. Jest informacja ze strony NATO, że chcieliby, że oczekują, żeby więcej Polaków wyjechało do Afganistanu...

Bo się dobrze spisują....

Z drugiej strony opozycja chciałby wiedzieć, kiedy Polacy zaczną wracać, czy są jakiś terminy?

Polska jest pod tym względem w takiej sytuacji, że nie ma tu prostych rozwiązań. Polska musi być ze względu na swoją sytuację w Europie dobrym sojusznikiem w NATO, dobrym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Z drugiej strony rzeczywiście są dość istotne obciążenia, ale trzeba powiedzieć, że te obciążenia też ułatwiają modernizację naszych sił zbrojnych, które w latach 90. zostały zaniedbane. Ja bym, proszę Państwa, wolał świat bez armii, tylko że tak nie jest. My jesteśmy dużym dość narodem w Europie, średnim na skalę światową i nie jesteśmy w stanie tego zmienić. I nawet chyba najwięksi mocarze tego świata nie byliby w stanie tego zmienić. Proszę wyobrazić sobie, że wszystkie armie świata – od chińskiej przez amerykańską i rosyjską – zostają pewnego dnia zlikwidowane i nie będę podpowiadał, ale wyobraźcie sobie, co by się wtedy działo. Jakie ruchy, migracje na świecie zaczęłyby się odbywać, co z tego wszystkiego mogłoby wyniknąć. Armia to rzecz może niemiła, ale absolutnie konieczna. Taki kraj, jak Polska, musi ją mieć – i tyle. Natomiast my w Afganistanie bardzo dobrze się spisujemy. Myśmy w Iraku chcieli pełnić rolę wyłącznie szkoleniową. Chcieliśmy, mieliśmy najlepszą wolę, tylko się nie dało, bo były ostrzały, a po okresie tych ostrzałów nikomu się nic nie stało, żaden żołnierz nawet nie został poważnie ranny, lecz dzień po dniu tak było i trzeba było zmienić misję na bardziej bojową. Proszę Państwa, jeżeli ktoś obiecuje, że on się szybko wycofa z Afganistanu czy Iraku, to albo się mija z prawdą i ogłosi po wyborach, że teraz poznał nowe okoliczności i w takim razie się nie może wycofać, albo całkowicie nie liczy się z interesami naszego kraju, które nie są interesami abstrakcyjnymi, ale są interesami konkretnych Polek i Polaków, konkretnych polskich rodzin. To nie jest tak, że nasz status nie zależy od tego, w jakiej kondycji jest nasze państwo. Dostaniemy więcej środków od Unii, mniejsze będą zakusy na różną polską własność w różnych formach, będziemy mieli możliwości szybciej się rozwijać i bardziej będą nas szanować wtedy, kiedy będziemy przekraczać polską granicę, a przecież przekraczamy ją teraz niezwykle często, bowiem Polacy niezwykle dużo wyjeżdżają. Nie mówię nawet o tych, którzy wyjechali na dłuższy czas, tylko o tych, którzy wyjeżdżają sobie na wakacje czy do rodziny na krócej. Człowiek –Polak, czy Polka – dopóki jest w granicach Rzeczypospolitej, jest panią czy panem Kowalskim, Kowalczykiem, Nowakiem, Kaczyńskim – to jest popularne nazwisko w tej okolicy, w której teraz jesteśmy, natomiast poza granicami to nazwisko też ma znaczenie – ale przede wszystkim jest Polką i Polakiem. I od tego statusu Polski zależy też Wasz status, drodzy Państwo. Więc walczmy o ten status, bo jest o co walczyć i tutaj nie chodzi o rzeczy abstrakcyjne, tylko o to, co my sami...

Panie Prezydencie, i ostatnie pytanie: Pan Prezydent jest tutaj w przededniu Dnia Nauczyciela, Pana Mama podobno jest nauczycielką?

Była. Świętej pamięci Ojciec też był nauczycielem, Mama nim była, ja jestem przecież z zawodu nauczycielem. Mój brat stosunkowo krótko, ale też w życiu był nauczycielem. Także ja z takiej rodziny pochodzę.

Ale składacie sobie Państwo w tym dniu jakieś życzenia?

Nie. Mama przestała uczyć w szkole w końcu lat 60., potem pracowała w Polskiej Akademii Nauk. Ojciec nie żyje niestety, uczył na Politechnice ostatnie dwadzieścia kilka lat swojej zawodowej kariery, przedtem projektował, pracował nad wykonawstwem w tak zwanych stalinowskich czasach, był inżynierem energetykiem. Ja od dziesięciu lat na Uniwersytecie Gdańskim nie uczę, od siedmiu lat nie uczę w ogóle. Brat w rodzinie był najkrócej, bo był tylko około 5-6 lat nauczycielem, ale z kolei najbliżej stąd, bo był w filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku – dziś byśmy powiedzieli na Uniwersytecie Podlaskim – adiunktem w latach 1977-1981. To było prawie pięć lat.

Jakie życzenia miałby Pan dla wszystkich nauczycieli w Polsce?

Przede wszystkim, żeby nasza szkoła była spokojniejsza. To jest także w interesie nauczycieli, żeby mieli tam więcej porządku. W szczególności nauczyciele gimnazjalni mają pod tym względem ciężkie życie – życzę im życia lżejszego. Żeby uczyli poza tym, czego uczą w sensie profesjonalnym, nasze dzieci, młodzież – patriotyzmu zgodnego z ich przekonaniami. Tu nie trzeba być prawicowych przekonań, żeby być patriotą, można być lewicowym patriotą, ale patriotą. I w końcu, żeby żyło im się coraz lepiej, mimo że jest tu pewien postęp, to oczywiście wynagrodzenia nauczycielskie są w dalszym ciągu niezwykle małe w porównaniu do niezwykle trudnej pracy. Ja jestem nauczycielem akademickim, ale też wiem, że jest to praca niezmiernie trudna, szczególnie, że w życiu uczyłem zarówno studentów, którzy teraz są już dorosłymi ludźmi, ale też uczyłem ludzi tuż po maturze – bywało więc różnie.

Bardzo Panu Prezydentowi dziękujemy.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.