przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Jacek Karnowski: Gość Sygnałów Dnia: Prezydent Lech Kaczyński. Dzień dobry, panie prezydencie.

Lech Kaczyński: Dzień dobry.

Panie prezydencie, wczoraj 11 Listopada. Najczęściej cytowane zdanie z pańskiego przemówienia to „Niepodległość nie była cudem”.

No bo nie była cudem, była wynikiem walki i pracy, to oczywiste. I, oczywiście, sprzyjającej koniunktury międzynarodowej.D

To próba odniesienia do współczesnej Polski? Dbajmy o tę niepodległość, nie liczmy na cuda?

Na pewno tak. A także nie liczmy na cuda, jeśli chodzi o rozwój kraju wewnętrzny. On jest możliwy, jest potrzebny, natomiast na cuda nie ma co liczyć.

Tegoroczne święto, jak żadne dotąd, związane z Katyniem, z awansowaniem oficerów zamordowanych w Katyniu.

To jest pewien zbieg okoliczności, ponieważ był tak bardzo silny nacisk, żeby nie uczynić tego w październiku, że przenieśliśmy tę uroczystość na listopad. Myślę, że to jest spłata długu, z wielkim zresztą opóźnieniem, ale nie byłem wcześniej prezydentem, w stosunku do tych, którzy tam zginęli.

Od kilkunastu lat trwają takie próby uczynienia Święta Niepodległości świętem radosnym, optymistycznym, ale pamiętamy o tym Katyniu i trudno o pozytywne nastawienie.

67 lat temu był Katyń. Oczywiście, należy o nim pamiętać, ale to nie zmienia faktu, że 11 Listopad jest dla Polaków świętem radosnym. To jest święto odzyskania niepodległości, w którą jeszcze na początku XX wieku niewielu wierzyło. Jeżeli weźmie się na przykład pod uwagę wydarzenia lat 1905-07, czyli na 13-11 lat przed odzyskaniem niepodległości, to w istocie nieliczne tylko ugrupowania, a w szczególności PPS, później PPS-Frakcja Rewolucyjna, stawiał bezpośrednio hasło niepodległości. Narodowa Demokracja z tego zrezygnowała, chociaż wcześniej stawiała tego rodzaju hasło. Wydawało się, że jest to niemożliwe. Jeszcze gorsza była pod tym względem sytuacja po rewolucji 1905 roku, gdzieś między tą rewolucją a rokiem 1914, jeżeli chodzi o Kongresówkę tak zwaną, czyli o zabór rosyjski, a także ziemie zabrane, także zabór rosyjski, czyli na wschód od Kongresówki. Oczywiście, w tym samym okresie kształtował się Ruch Strzelca, Drużyn Strzeleckich, Związek Walki Czynnej. To wszystko odbywało się raczej w Galicji. Oczywiście, sięgało Kongresówki, ale były to wtedy grupy odosobnione.

Wczoraj odznaczył też pan „żołnierzy wyklętych”.

Tak, to już nie pierwszy raz. Ja z wielkim uproszczeniem, oczywiście, dzielę konspirację na pierwszą - druga wojna światowa, drugą, czyli po drugiej wojnie światowej, i trzecią, która zaczęła się w 1976 roku, a skończyła odzyskaniem niepodległości. Oczywiście, jest to wielkie uproszczenie, bo po drodze działała niejedna podziemna organizacja. I my pamiętamy o wszystkich trzech konspiracjach, także o tych organizacjach, które działały niejako w środku, na przykład (...).

Panie prezydencie, pan bardzo konsekwentnie tę politykę odznaczeniową, nazwijmy to, prowadzi. To jest taki wyraźny rys pańskiej prezydentury.

Tak, ja chcę nadrobić czas tutaj. Jest rzeczą niezmiernie przykrą, że nie nastąpiło to kilkanaście lat temu, wtedy jednak dbano o to, by nie zabrać przywilejów Służbie Bezpieczeństwa. Tak, no, były przecież tego rodzaju problemy w pierwszej połowie lat 90. Dzisiaj wydaje się to nie do uwierzenia, ale tak było. Jak ktoś ten okres dobrze pamięta, to to też musi brać pod uwagę. Dlaczego żałuję? No bo kilkanaście lat temu ci ludzie, których dzisiaj odznaczamy, byli znacznie młodsi, a wielu, którzy wtedy żyło, dziś nie żyje.

Panie prezydencie, jak tak się jedzie po ulicach polskich miast, to jednak widać, że tych flag na domach prywatnych wciąż jest bardzo mało.

Niestety, to niezmiernie przykre. W pierwszych latach ja to przypisywałem reakcji na poprzedni system, gdzie istniał obowiązek wywieszania flag...

W inne święta.

Tak, 22 lipca. Ale dzisiaj to już za dużo czasu minęło, minęło ponad pół pokolenia, 18 lat. Patriotyzm jest modny, ale nie w tym stopniu, jak widać, żeby wywiesić flagę, co niewiele kosztuje. Myślę, że to się będzie zmieniać. A to, że to się jeszcze nie zmieniło, wynika z olbrzymiej ilości zaniechań pierwszych 16 lat naszej niepodległości, bo w ostatnich dwóch latach tutaj następowały istotne zmiany. No, zaniechań, które wynikały z tego, że układ sił w Polsce po roku 89 był taki, jaki był, znaczy krótko mówiąc że ci, którzy brali aktywny udział w poprzednim systemie, nie mówię o szeregowym członkostwie w partii, tylko aktywnym udziale w organach Służby Bezpieczeństwa czy innych organach służb specjalnych, czy też jako aktywiści PZPR-u, nie tylko nie stracili przywilejów, ale w nowej postaci je w dalszym ciągu w znacznej części mieli. Bo, oczywiście, to nie dotyczy wszystkich, żeby było jasne. Jak ktoś przytoczy przykład ludzi zaangażowanych głęboko w poprzedni system, którzy w nowej sytuacji sobie nie dali rady, to ja powiem: tak, tak też bywało, takich przypadków było niemało. Natomiast jeżeli weźmiemy pod uwagę to, kto dostał się do klasy wyższej, czyli tych najbogatszych, i klasy średniej, no to tam jest bardzo zdecydowana nadreprezentacja ludzi, którzy byli aktywni w poprzednim systemie.

Panie prezydencie, mamy wciąż żołnierzy w Iraku, w Afganistanie. Wczoraj ostrzelano polską bazę Echo w Diwaniji. Pytanie o obecność polskich żołnierzy w Iraku przede wszystkim. Bogdan Klich, już oficjalnie kandydat Platformy na ministra obrony, mówi: w ciągu roku 2008 tych żołnierzy musimy wycofać.

No, to chwalić Boga, że i tak nastąpiła tu zmiana, bo...

Połowa roku była wcześniej...

...bo była połowa roku. Pod tym względem Platforma w niejednej sprawie po zwycięstwie wyborczym, istotnym zwycięstwie, dużym sukcesie, zmienia swoje opinie. To z jednej strony jest źle, bo kampania wyborcza powinna być poważna, czyli powinno się przedstawiać takie propozycje, które później będą realizowane, w każdym razie będzie je się usiłowało realizować, bo nigdy wszystko się nie udaje, to jasne, natomiast z drugiej strony to dobrze, dlatego bo szybkie wycofanie naszych wojsk z Iraku byłoby bardzo złą decyzją.

Koniec roku 2008 to pańskim zdaniem bezpieczna data?

To trzeba będzie zobaczyć. Proszę pamiętać, że mamy niebezpieczną sytuację w Iranie. My nie możemy podchodzić do tej sprawy w ten sposób: my się wycofujemy, inni niech zostają. Myśmy byli członkiem tej koalicji, powinniśmy być członkiem, który wykonuje swoje obowiązki. A jeżeli sytuacja w Iranie będzie coraz gorsza, no to wycofanie wojsk z Iraku byłoby zasadniczym zupełnie błędem.

Jeżeli pan, panie prezydencie, uzna, że to byłby błąd, będzie pan interweniował?

Oczywiście, że będę, ale to musi być wspólna decyzja rządu i prezydenta.

Co w przypadku konfliktu?

W przypadku konfliktu, jeżeli nie ma zgody obydwu stron, to, oczywiście, ponieważ decyzje są podejmowane w ten sposób, że się przedłuża okres pobytu wojska, nie odwrotnie...

To wygaśnie, tak?

...to ta obecność wygaśnie, ale to byłoby bardzo, ale to bardzo niedobrze.

Panie prezydencie, chciałem zapytać, nie mogę nie zapytać o ogólną ocenę relacji z desygnowanym już na premiera Donaldem Tuskiem. Media liczyły te sekundy – 36 sekund pan poświęcił. Konfrontowano to z poprzednimi aktami desygnacji.

Po pierwsze nieprawda, bo później żeśmy ponad czy około 25 minut rozmawiali, więc pierwsza sprawa – jest to nieprawda. To, co widziała telewizja, radio to było 36 sekund, czyli wręczenie aktu nominacji, później była rozmowa. Zresztą desygnowany premier przyszedł w towarzystwie pana posła Grasia, pan Graś został doproszony do rozmowy i była zwyczajna rozmowa, gdzie ja zresztą postawiłem pewne sprawy merytoryczne, bo myślę, że nasz kontakt powinien być merytoryczny. Natomiast z drugiej strony jestem trochę zażenowany niektórymi wypowiedziami premiera, na przykład na temat polityki zagranicznej braci Kaczyńskich w Londynie czy na temat tego, że pan premier nie dopuści do tego, żeby ukazały się pewne publikacje, bo tak należy rozumieć...

To chodzi o publikacje na temat związków Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa szykowaną w IPN-ie, tak? Przygotowywaną?

Na temat dokumentów dotyczących Lecha Wałęsy, mówiąc dokładnie. Więc tego rodzaju wypowiedzi to jest jakby zapowiedź wprowadzenia cenzury. Ja rozumiem, że w tej chwili Platforma ma pewne poczucie triumfu, to jest zrozumiałe, że poczucie osobistego sukcesu ma pan premier Tusk, też to jest zrozumiałe, natomiast ten język, który jest przez niego używany jest językiem, który bym określił jako wysoce bardzo niefortunny, bardzo często obraźliwy i też wynikający z tego, że pan premier dobrze wie, że ma olbrzymią przewagę w mediach, znaczy że media obecne są niezwykle łaskawe dla Platformy Obywatelskiej, że to jest sytuacja przed dwoma laty, kiedy do władzy doszedł, dochodził PiS, dochodził, jeszcze nawet tej władzy nie miał, a obecna sytuacja to są zupełnie dwa różne światy. Dzisiaj można powiedzieć: jest oblewanie miodem, a wtedy od początku było oblewanie dziegciem, jeszcze zanim powstał rząd Kazimierza Marcinkiewicza.

Dziś Donald Tusk w tych dniach mówi: „Moim celem jest pojednanie narodowe”.

Pojednanie narodowe to rzecz piękna, tylko ona musi być oparta o prawdę. Ja w ogóle mam pewne wątpliwości co do tego, że Platforma Obywatelska była partią, która przeciwstawiała się tej rzeczywistości, która powstała po roku 89. Tutaj czasami nawet była bardziej radykalna jak PiS, na przykład jeżeli chodzi o model lustracji. W tej chwili nastąpił kompletny odwrót, chociaż widzę też i zmiany na lepsze, bo jeżeli pan premier mówi... pan premier desygnowany mówi o tym, że potrzebujemy Polski solidarnej, państwa solidarnego, no to jest zgodne z tym, co ja głosiłem, jest zgodne z tym, co głosiła partia, która za kilka dni stanie się opozycją.

Panie prezydencie, ta atmosfera jest tak chłodna, tak w pewnym sensie napięta, że właśnie przy każdej okazji pojawiają się doniesienia o rzekomych bądź realnych zgrzytach. Choćby wczoraj ponoć również sama ceremonia z okazji 11 Listopada była...

To są żarty, znaczy to jest rzecz w ogóle niebezpieczna, bo ostatni tydzień jest pełen medialnych prowokacji. Pierwsza sprawa to jest sprawa rzekomego niszczenia akt, znaczy wydanie przepisów, które są bardziej restrykcyjne niż dotychczasowe, jeśli chodzi o niszczenie akt, czyli rzadziej pozwalają niszczyć akta niż dotąd, można było więcej, jeżeli chodzi o niszczenie, a teraz wolno mniej, są utożsamiane z poleceniem niszczenia akt. To jest kompletna bzdura.

Mówi się, że ja mam jakieś taśmy na pana ministra Sikorskiego, że on był podsłuchiwany. Podsłuchiwany może i był, ale w odległych bardzo latach. Wtedy akurat PiS nie sprawował władzy. To wskazuje na to, że są w Polsce siły, które chciałyby rozprawy z opozycją po prostu, bo zarzuca się popełnianie poważnych przestępstw przeciwko demokracji. Nie mam żadnych taśm ani nigdy w życiu nie miałem, które by pochodziły z podsłuchu pana ministra Sikorskiego. To po pierwsze.

A jeżeli chodzi o te akta, to już wiem, jak było. To są rzeczy, powtarzam, niebezpieczne, dlatego bo trzeba sobie jasno powiedzieć: rządy ostatnich dwóch lat przestraszyły niektórych wpływowych ludzi ze względu na sprawę lustracji, ze względu na sprawę korupcji, a także ze względu na sprawę autorytetu, tak bym określił. To są trzy powody. I teraz istnieje pokusa odwetu. Chodzi o...

Pan widzi realny zamiar, panie prezydencie, eksterminacji, nazwijmy to, pod adresem...

Znaczy eksterminacyjny to pan idzie za daleko...

W sensie politycznym.

...ale w sensie politycznym to muszę powiedzieć, że ja się tego nieco obawiam. I to, oczywiście, już daleko wykracza poza granice demokracji. Już w ostatnich dwóch latach stworzono coś, co można określić jako nadrzeczywistość. W Polsce nie było najmniejszego zagrożenia demokracji, ale walkę z korupcją nazywano walką z przeciwnikami politycznymi, chociaż w ramach tej walki schwytanych zostało wielu ludzi obozu rządzącego, obóz rządzący sam siebie jakby tutaj ścigał. Można powiedzieć, że była to większa ilość przypadków, jeżeli chodzi o sprawy znane niż w przypadku drugiej strony, zdecydowanie większa, jeśli chodzi o ludzi istotniejszych. Więc to absolutny absurd, ale w ramach nowomowy, można powiedzieć, uznano, że to jest walka z demokracją. No, okazało się, że lustracja to jest naruszanie praw obywatelskich, z czego by wynikało, że być agentem, donosić na kolegów to jest prawo obywatelskie. No przecież to absurd. Więc myślę, że tutaj pewnie niebezpieczeństwo istnieje i jako prezydent Rzeczpospolitej będę starał się mu przeciwstawiać.

Panie prezydencie, wspomniał pan o Radosławie Sikorskim. Pański minister Michał Kamiński mówi: „Te zarzuty głowy państwa nie mają charakteru kryminalnego, są jednak poważne”. Czy mogę prosić o doprecyzowanie, o możliwie precyzyjne nazwanie ich?

Nie wszystkie. To są zarzuty związane, powiedzmy sobie, z jednej strony eksponowaniem i popieraniem osób, które zgoła na to nie zasługiwały, z drugiej strony z proponowaniem różnych zdumiewających wręcz decyzji, no i po trzecie jeszcze z pewną lekkomyślną wiarą w przekazywane informacje przez służby, które w Polsce się nie cieszyły najlepszą opinią.

A ten zarzut, który się pojawił w odniesieniu do nagrań, które – jak pan mówi – nie istnieją, czyli zarzut pewnej zbytniej otwartości, nazwijmy to, w relacjach prywatnych?

Ja nic nie wiem o prywatnych relacjach pana Radosława Sikorskiego poza kilkoma moimi spotkaniami z Radosławem Sikorskim, nawet z państwem, panią i panem Sikorskimi, to ja, oczywiście... znaczy nie oczywiście, bo to nie jest oczywiste, ale byłem też w towarzystwie swojej małżonki, takie spotkania się odbyły, było ich dwa czy trzy. Więc przebieg tych spotkań, w trakcie których nie stało się nic takiego, co można by określić jako nadmierną otwartość, mogę zrelacjonować. Innych kontaktów typu towarzyskiego pana ministra nie znam.

A te tajne informacje, których, jak rozumiem, jeszcze nie poznał Donald Tusk, czy one wnoszą...

Znaczy one wnoszą konkrety w sprawie, którą wymieniłem jako ostatnią, ale z oczywistych względów nie mogę precyzować.

Panie prezydencie, a pan jeszcze zgłaszał zarzuty czy wątpliwości co do kandydatury profesora Zbigniewa Ćwiąkalskiego, kandydata na ministra sprawiedliwości.

Według doniesień prasowych pan minister reprezentuje pana Stokłosę, który ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości, pisał opinie na temat pana Krauzego i tutaj też doszło do pewnego nieporozumienia, bym powiedział, dlatego bo na pytanie w tej sprawie pan premier odpowiedział, że on nie zna Krauzego. Nikt nie mówi, że zna, ja nie wiem, czy pan profesor Ćwiąkalski zna Krauzego, czy nie, Ryszarda Krauzego, nie mam absolutnie pojęcia w tej sprawie, natomiast słyszałem, to jest informacja wiarygodna, że pisał opinie w jego sprawie. Ja mogę powiedzieć, że kiedy jeden z adwokatów, z którym współpracowałem jako minister sprawiedliwości, podjął się obrony pewnego domniemanego przestępcy, wszystko jedno, jak się ten proces skończył, ze Śląska, bo dokładnie z Zagłębia, to niezależnie od mojej sympatii, szacunku i wiary w kwalifikacje tego człowieka podziękowałem mu za współpracę, chociaż – powtarzam – osobiście było to dla mnie bardzo trudne, a on nie był ministrem, tylko doradcą w Gabinecie Politycznym Ministra.

Panie prezydencie, podsumowując, jak będzie wyglądała pańska postawa, pańska linia postępowania wobec tego nowego rządu?

Myślę, że w sprawach zagranicznych, chociaż tutaj też niektóre wypowiedzi pana premiera były zdumiewające o braciach Kaczyńskich, na przykład ta w Londynie, liczę na współpracę rzeczową. W sprawach obrony narodowej też na coś takiego liczę. Ja muszę powiedzieć, że nie znam bliżej pana przyszłego ministra, a dzisiaj eurodeputowanego, Klicha. Oczywiście, poznałbym go na ulicy, ale nie jest to żadna znajomość. Mam nadzieję, że tutaj wszystko się potoczy dobrze. I pan premier powiedział, że nasza pierwsza rozmowa ponadgodzinna, która dotyczyła spraw zagranicznych, znaczy dokładnie dwóch czy trzech problemów związanych ze sprawami zagranicznymi, była „do bólu konkretna”. A więc będziemy rzeczywiście rozmawiać, może aż do bólu konkretnie, bo konstytucja nakłada tego rodzaju obowiązek i ja ten obowiązek będę bez wątpienia realizował.

Panie prezydencie, jest jeszcze sprawa Jana Ołdakowskiego, dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego i jednocześnie...

Przedtem była jeszcze sprawa...

Doradczyni pańskiej.

...pani Leny Dąbkowskiej-Cichockiej i pani Nelly Rokity. Tutaj – jak wynika z pisma, ale na razie dyrektora Biura Prawnego Kancelarii, a nie samego pana marszałka – sprawa nie jest aktualna. Muszę powiedzieć, że to jest sprawa w najwyższym stopniu zdumiewająca. Problem związany z panem dyrektorem Ołdakowskim stanął w poprzedniej kadencji, bo chciałem przypomnieć tutaj szanownym słuchaczom, że pan Ołdakowski poprzednie dwa lata był posłem, były trzy opinie konstytucjonalistów, którzy wszyscy stwierdzili, że instytucja kultury, a taką jest Muzeum Powstania Warszawskiego, to nie jest instytucja administracji państwowej i w takim razie można sprawować ten mandat.

Ja chciałbym na jedną rzecz jako prawnik zwrócić uwagę. Jest prawdą, że konstytucja wyklucza łączenie mandatu z niektórymi stanowiskami w administracji, w sądownictwie, nie można być sędzią, prokuratorem, to wynika z ustawy. Zresztą nie można być pracownikiem Kancelarii Prezydenta i tak dalej. Ale to jest wyjątek od reguły. Z reguły pełnoletni obywatel, który ukończył lat 21, nie 18, może być posłem i to jest reguła, a wyjątków nigdy nie interpretuje się rozszerzająco. To jest taka podstawowa reguła wykładni prawa. Tutaj mamy do czynienia z niewątpliwie rozszerzającą wykładnią, a więc w tym sensie mamy do czynienia z naruszeniem prawa.

I ja się nie mogę tutaj powstrzymać od tego rodzaju refleksji, że być może chodzi o to, żeby ta grupa młodych ludzi, która zbudowała Muzeum w okresie, gdy byłem prezydentem Warszawy, przy naszym olbrzymim wspólnym wysiłku musiała stamtąd odejść i że wkrótce się dowiemy, że całkiem kto inny jest tutaj depozytariuszem pamięci Powstania Warszawskiego. Byłoby to z różnych przyczyn, zarówno ze względu na wysiłki tych młodych ludzi, jak i na politykę, którą ja prowadzę, a także na związki typu rodzinnego z poprzednich pokoleń, wielkie oszustwo.

Panie prezydencie, a jak pan ocenia to, co dzieje się w Prawie i Sprawiedliwości? Trzech wiceprezesów złożyło dymisję. Pan jest, oczywiście, prezydentem, ale był pan honorowym prezesem PiS-u. No, to jest...

Znaczy byłem także i prezesem PiS-u, chociaż nie kryję, że faktycznie tę funkcję wykonywał Jarosław Kaczyński. Natomiast cóż ja mogę powiedzieć? Ja mogę powiedzieć, że jednym z mitów, które funkcjonują w naszych mass mediach jest mit o dyktatorskiej władzy Jarosława Kaczyńskiego w PiS-ie. Jarosław Kaczyński zawsze się musiał liczyć to z gorszym nastrojem jednego z wiceprezesów, to z olbrzymimi ambicjami drugiego czy trzeciego. I ja mu zawsze doradzałem pod tym względem wielką stanowczość... większą, przepraszam, stanowczość. Natomiast wbrew temu, co się mów, brat raczej działał na zasadzie godzenia, wytrzymywania. No i w końcu to pękło.

Przykro mi, że w czasie, kiedy skończyły się wybory, bo przed wyborami jakoś ten problem nie stawał. Nie o to chodzi, że nie stawał w trakcie kampanii, bo, oczywiście, w trakcie kampanii to byłoby jeszcze gorzej, ale chodzi o to, że nie stawał wcześniej. Z trzech wiceprezesów dwóch pełniło eksponowane funkcje w życiu publicznym, trzeci zresztą też był przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych, co wziąwszy pod uwagę, że w młodości był posłem, dość wczesnej, później przez wiele lat był poza polityką, później sprawował tylko krótko pewną funkcję samorządową, no to zostanie od razu przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych jest pewnym sukcesem. Tutaj zresztą podzielam pogląd prezesa PiS-u, że pozycja tego trzeciego wiceprezesa ma raczej towarzyski, a nie inny charakter, nie polityczny.

Jeżeli chodzi o panów wiceprezesów, ale z pominięciem pana Ludwika Dorna, to warto zwrócić uwagę, że ich postawa w ciągu ostatnich dwóch lat była taka, że owszem, roszczenie o bardzo wielkie wpływy, o bardzo wielką władzę w partii z jednej strony, ale z drugiej strony nie będziemy ponosić kosztów władzy, a koszty władzy w PiS-ie były olbrzymie, trwał nieustanny atak, trwało nieustanne obrażanie przywódców PiS-u, tych, którzy sprawowali wtedy władzę. I myślę, że tego rodzaju postawa nie zasługuje na szczególną akceptację. Zresztą ani w PiS-ie, ani w jakiejkolwiek innej partii. Jeżeli na przykład w Platformie by się zdarzyło to samo, to tak samo bym to ocenił.

Nie byli solidarni w tym boju?

Proszę pamiętać, że jeżeli czytamy opinie na temat ministrów Ujazdowskiego czy pana przewodniczącego Zalewskiego, to oni byli wręcz chwaleni przez media, te same, które niezwykle brutalnie atakowały innych przywódców PiS-u. I tutaj myślę, że jeżeli ktoś chce mieć poważny udział we władzy, to też musi się liczyć z jej kosztami, w przypadku PiS-u bardzo wysokimi. I chciałbym też podkreślić, że to nie jest też ocena dotycząca tylko PiS-u. To jest ocena dotyczy na przykład Platformy Obywatelskiej, gdyby ona się spotkała z krytyką. Ja w to głęboko wątpię, ale gdyby tak się stało, to moja ocena byłaby dokładnie taka sama. I tyle. Mogę powiedzieć, że wśród mnóstwa mitów, które funkcjonują w naszym życiu publicznym, był mit o dyktaturze Jarosława Kaczyńskiego. Ja bym życzył Jarosławowi Kaczyńskiemu, żeby miał taką władzę w PiS-ie, jak Donald Tusk razem ze swoją grupą w Platformie Obywatelskiej.

Bardzo dziękuję.

Dziękuję.

Lech Kaczyński, Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej, był gościem Sygnałów Dnia.

Źródło: www.polskieradio.pl
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.