przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Dorota Gawryluk: Dobry wieczór Państwu w programie „Sam na sam”, dzisiaj z Pałacu Prezydenckiego. Dzisiaj naszym gościem jest pan Prezydent Lech Kaczyński. Witam Pana.

Lech Kaczyński: Dobry wieczór.

Panie Prezydencie, a zatem można z Panem porozmawiać, jak się ktoś bardzo stara. Dzisiaj Pan milczał w Sejmie. Starano się za mało?

To znaczy, ja mówiłem w Senacie, dzisiaj rano na otwarciu konferencji ministrów ochrony środowiska, przedtem jeszcze przemawiałem do nowych żołnierzy i funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Miałem wywiad dla „Rzeczpospolitej”, tak więc....

Oczekiwano Pana przemówienia w Sejmie. Oczekiwano wypowiedzi Prezydenta Rzeczypospolitej w tak ważnym momencie inauguracji szóstej kadencji Sejmu.

Pani Redaktor, chwilę po mnie przemawiałby premier, który jest dosyć podobny do mnie, co pewnie byłoby przedmiotem krytyki, że po jednym Kaczyńskim przemawia drugi Kaczyński. Jak nie przemawiałem – nie mam takiego obowiązku zresztą – to też to jest przedmiotem krytyki. Juz się do tego przyzwyczaiłem, że co bym nie robił, to jestem przedmiotem krytyki.

I nie oznacza to, że Pana milczenie było wynikiem jakiejś dezaprobaty dla tego, co się stało 21 października?

Ja nie kryję, że wolałbym, żeby był inny wynik wyborów, ale wybierają obywatele, a nie prezydent. Prezydent też wybiera, ale jako jeden z obywateli.

Panie Prezydencie, pan profesor Gebethner powiedział godzinę temu na antenie TV Biznes, że byłoby błędem, gdyby powołano pana Radosława Sikorskiego na szefa MSZ. Czy Pan uważa nadal, że to byłby też błąd?

Tak. Z dwóch powodów: po pierwsze, ja chyba zupełnie inaczej, niż, jak się domyślam, pan przewodniczący Tusk, oceniam kompetencje pana ministra Radosława Sikorskiego. A dlaczego tak oceniam? Bo miałem z nim okazję współpracować jako z ministrem obrony narodowej. Tutaj prezydent jako zwierzchnik sił zbrojnych też ma określone kompetencje. A po drugie, nie jest dobrze, żeby prezydent i minister spraw zagranicznych przy polskiej konstytucji byli skonfliktowani. Polska konstytucja wyraźnie mówi, że po pierwsze: prezydent razem z rządem sprawuje władzę wykonawczą, po drugie jest przedstawicielem kraju w stosunkach zewnętrznych. Z drugiej strony ta sama konstytucja mówi o rządzie, który prowadzi politykę zagraniczną. Inaczej mówiąc, mamy tutaj kondominium. I to było uznawane do tej pory, także w okresach kohabitacji. Myślę, że będzie uznawane dalej, tyle tylko, że myślę, ze na przykład kandydatura Bronisława Geremka dla Aleksandra Kwaśniewskiego w roku 1997, jak sądzę, była do zniesienia całkowicie. To samo dotyczy pana Bartoszewskiego, który zastąpił Bronisława Geremka.

Na ten element współpracy, a raczej na brak współpracy zwraca uwagę profesor Gebetner, natomiast nie bierze tego pod uwagę Donald Tusk, bo mimo wszystko ciągle mówi o tej kandydaturze i jeśli będzie się przy niej upierał, to jak Pan sobie wyobraża współpracę z ministrem spraw zagranicznych, który będzie się nazywał Radosław Sikorski?

To jest konstytucyjny obowiązek. Ale powiedzmy sobie w ten sposób: do konstytucyjnych obowiązków prezydenta należy powoływanie przedstawicieli Rzeczypospolitej w innych państwach i organizacjach międzynarodowych. To jest uprawnienie, które nie ma charakteru prerogatywy, czyli jest potrzebna kontrasygnata premiera, ale żaden ambasador nie będzie ani powołany, ani odwołany bez prezydenta. Chciałbym, żeby na to zwrócić uwagę. Tyle mam w tej sprawie coś do powiedzenia.

Czyli będzie Pan przeszkadzał w wysyłaniu ambasadorów?

Ja nie będę przeszkadzał, bo jeżeli jakiś ambasador będzie miał moją stuprocentową akceptację, to zostanie wysłany.

Czyli musi mieć stuprocentową akceptację i rządu Tuska, i prezydenta?

Konstytucja wyraźnie mówi, że to prezydent mianuje, więc nie wiem, dlaczego miałbym z tych kompetencji konstytucyjnych nie korzystać.

A jeśli chodzi o Radosława Sikorskiego jeszcze, to ten element współpracy, na który zwrócił uwagę profesor Gebethner i Pan, to jest jedyna sprawa, jedyny problem zachowania pana Radosława Sikorskiego, czy są jeszcze jakieś...?

Są sprawy, które nie są jawne, które przekażę jutro panu przewodniczącemu Tuskowi. W tej sprawie chcę się z nim spotkać, właśnie w tej sprawie.

A to jest jakaś straszna rzecz?

Pan premier Tusk oceni. Gdybym ja to mógł powiedzieć opinii publicznej, to bym powiedział, ale nie mogę, więc nie mówię.

A czy to jest słuszne mówienie, że to jest jakaś tajna rzecz i...?

To znaczy, to są sprawy, które mają charakter tajny. To znaczy, są sprawy, które nie są tajne, na przykład uparte promowania na różne stanowiska pana generała Dukaczewskiego, na różne, na trzy po kolei. W jednym przypadku pan generał Dukaczewski musiałby awansować o dwa stopnie jako generał – w wojsku to się bardzo liczy, czym innym jest generał z trzema gwiazdkami, czyli generał broni, a czym innym generał brygady, którym jest pan generał Dukaczewski. Później kolejne stanowisko z dwoma gwiazdkami, później – ważny w świecie – attachat. I to są sprawy jawne, które nie stanowią żadnych tajemnic, ale są sprawy, które powiem przyszłemu premierowi, ale bez towarzystwa nawet swoich najbliższych współpracowników.

Właśnie, Panie Prezydencie, czy nie lepiej byłoby dla dobra współpracy z przyszłym rządem Donalda Tuska powiedzieć o tych rzeczach wcześniej, zamiast w prasie dziennikarze się zastanawiają o co tu chodzi, właśnie przyszłemu premierowi?

Ja mówię bardzo jasno: jeżeli chodzi o pana Donalda Tuska, to gdyby on się chciał spotkać, to ja bym się z nim spotkał. Mówiłem w „Rzeczpospolitej”, że chciałem się spotkać z panem Donaldem Tuskiem, ale on odmówił. Prezydent jest głową państwa, nie należy mu odmawiać. To jest w bardzo złym tonie.

To było zaproszenie od Pana Prezydenta dla Donalda Tuska?

Tak. Przekazane przez pana ministra Łopińskiego już po tym spotkaniu sierpniowym. Chodziło o przebieg kampanii wyborczej, o to, żeby jej ton może nieco złagodzić. O to mi chodziło. Do spotkania nie doszło. Agresywność kampanii wyborczej była bardzo wielka i tutaj trzeba sobie jasno powiedzieć, że przede wszystkim po stronie zwycięskiej, która jakby obala pewien mit, mianowicie, że Polacy nie lubią agresji.

Napięcie jest ogromne po obu stronach, dzisiaj było to widać w Sejmie, kiedy kilka przerw spowodowało komentarze, że będzie obstrukcja ze strony Prawa i Sprawiedliwości

To znaczy, o przerwy prosiły różne strony. Ja w tej chwili nie będę wchodził w sprawy Sejmu. Jestem zdumiony informacjami – może nieprecyzyjnymi – które do mnie dotarły, że odłożenie posiedzenia Sejmu jest związane z konsultacjami ze mną, to znaczy chodzi o wybór wicemarszałków. Ja nie mam nic wspólnego z wyborem wicemarszałków. Chciałem to bardzo jasno powiedzieć.

Czyli to, co się stało dzisiaj, odłożenie do jutra, nie ma związku z Panem?

Tak, nie ma związku. Rozmowa z panem przewodniczącym, z panem premierem Tuskiem będzie dotyczyła kwestii związanych z polityką zagraniczną Polski, z kwestiami strategicznymi, z układem europejskim, z tarczą antyrakietową, bo tutaj chciałbym znać jasną opinię pana premiera – chodzi o rzeczy najważniejsze dla naszego kraju.

Panie Prezydencie, te konflikty, te napięcia – tak je nazwijmy – pomiędzy partiami prawicowymi, to jest PO i PiS-em z jednej strony, a z drugiej strony prezydent, i majestat pana prezydenta i właśnie, jakich narzędzi zamierza pan użyć żeby do tych konfliktów nie dochodziło, żeby one były jak najmniejsze.

Konflikty między opozycją a rządem są rzeczą naturalną Nie chciałbym do tego teraz wracać, bo to nie jest rola prezydenta. Myślę, że opozycja sama zdoła przedstawić dokumenty świadczące o tym, jak wyglądały polemiki ostatnich dwóch lat, no i one wyglądały tak, że nawet wypowiedź pana ministra Sikorskiego o watasze, którą należy dorżnąć – o ile pamiętam – to jeszcze nie jest coś najgorszego tutaj.

Ale były, Panie Prezydencie, po obu stronach były mocne słowa.

W stosunku jeden do dziesięciu mniej więcej.

Aha. Pytam o to, bo może dla nas w Warszawie jest to zrozumiałe, napięcia między obydwoma partiami, natomiast dla mieszkańca małej miejscowości, daleko od Warszawy, może to być zupełnie niezrozumiałe

Nie jest zadaniem prezydenta, żeby to wyjaśniać, bo ja nie jestem w tej chwili przedstawicielem PiS-u, chociaż oczywiście z PiS-u się wywodzę.

Ja mówię o obu partiach...

Ale nawet najbardziej pobieżna obserwacja tego, co było, wskazuje na to, że ta agresywność nie była równa i ja, jeżeli o coś mam pretensje w ciągu ostatnich dwóch lat, to o to, że przekaz medialny był inny. Nie, to nie była równa agresja. Agresja była nieporównanie większa z jednej strony – ze strony opozycji – i tutaj, powtarzam, nie ma żadnego porównania. Myślę, że ci, od których to zależy – bo to nie są zadania urzędu prezydenta – potrafią to wykazać niejako na piśmie.

Panie Prezydencie, pojawiają się takie przypuszczenia, że Pan będzie próbował skrócić kadencję Sejmu.

W jaki sposób?

Manewrami przy budżecie.

Jest tak, że jeżeli budżet nie zostanie uchwalony bodajże w ciągu czterech miesięcy od zgłoszenia Sejmowi, to wtedy Sejm może być rozwiązany. Ja nie mam tutaj żadnych środków działania wobec rządu, który ma większość, chyba że ten rząd nie chce uchwalić budżetu, ale to stwarza mi jedynie okazję, nie obowiązek.

Tak, to jest właśnie pytanie: czy Pan będzie czyhał na taką okazję?

Prezydent Rzeczypospolitej może rozwiązać parlament, to znaczy nie tyle rozwiązać, co skrócić kadencję – tak to w Polsce wygląda – ona zawsze trwa do pierwszego dnia kadencji następnego parlamentu, czyli kadencja Sejmu V kadencji skończyła się wczoraj, dokładnie wczoraj, dzisiaj już jest następny Sejm. I ta sprawa jest zupełnie prosta. Mianowicie, jeżeli chodzi o najbliższy budżet, to, po pierwsze, myślę, że rząd, który ma większość, bez trudu go uchwali w przewidzianych terminach. Po drugie, nie widzę powodów do tego, żeby jedne wybory były kilka miesięcy po drugich. Miałem tego rodzaju okazję przed dwoma laty i z niej nie skorzystałem. Natomiast, kiedy prezydent ma obowiązek skrócić kadencję – potocznie się mówi „rozwiązać”? Tylko w jednym przypadku: kiedy w trzech krokach nie da się powołać rządu, przy czym drugi krok należy do parlamentu. Wtedy prezydent ma obowiązek powołania rządu w składzie, który przedstawi parlament, dokładnie Sejm, nie cały parlament, więc tutaj tego rodzaju możliwość jest jednym z mitów, które uparcie w Polsce krążą w mediach. Jeżeli ktoś elementarnie zna konstytucję w Polsce, to niczego takiego nie powie.

Panie Prezydencie, jeszcze ostatnie pytanie, bo dzisiaj też widziałam, jak Pan Prezydent klasnął w momencie, kiedy przysięgę składał Jarosław Kaczyński i nie było tych oklasków – nie wiem, czy były zasłonięte Pana ręce, albo ja nie zauważyłam, ale inni też nie widzieli – nie klasnął Pan, kiedy składał przysięgę Donald Tusk...

A czy Pani się jakoś szczególnie dziwi? Muszę powiedzieć, że byłem tą reakcją zaskoczony w pierwszej chwili, bo ja nigdy nie pamiętam w Sejmie – a byłem dwukrotnie posłem w życiu, raz senatorem, czyli trzykrotnie parlamentarzystą – żeby ktoś klaskał przy składaniu ślubowania. Myślę, że oklaski przy Jarosławie Kaczyńskim były po prostu następstwem oklasków przy Donaldzie Tusku, bo gdyby nie było oklasków przy Donaldzie Tusku, to nie byłoby przy Jarosławie Kaczyńskim – przy Donaldzie Tusku ja byłem po prostu zaskoczony tego rodzaju reakcją.

Dziękuję bardzo. Prezydent Lech Kaczyński był gościem programu „Sam na Sam”.




Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.