przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Katarzyna Hejke i Tomasz Sakiewicz: Jak Pan Prezydent ocenia politykę zagraniczną rządu PO-PSL?

Prezydent Lech Kaczyński: Rząd Donalda Tuska zmienił akcenty w polityce zagranicznej. Przynajmniej część tych innowacji może budzić zaniepokojenie. Mam na myśli choćby znacznie mniej intensywne zaangażowanie w kontakty z Ukrainą czy Gruzją. Ja i poprzedni rząd prowadziliśmy politykę zagraniczną opartą na założeniach zdawałoby się dość oczywistych i dobrze znanych - jednak nigdy nie uwzględnianych w polskiej publicystyce opisującej politykę zagraniczną. Uczucia solidarności z wszystkimi narodami, które podobnie jak Polacy zmagały się z sowieckim imperializmem, są we mnie bardzo żywe, jednak nigdy nie były jedynym motorem działań dyplomatycznych. Nasze ścisłe relacje z Ukrainą, Gruzją czy Azerbejdżanem nie tylko mogą zapewnić nam i Europie surowce energetyczne przesyłane nowymi drogami, ale także wzmocnić pozycję Polski w różnych strukturach międzynarodowych. Choć nie jestem entuzjastą wszystkich poglądów Jerzego Giedroycia, to w pełni doceniam jego zasługi dla Rzeczypospolitej i zgadzam się z głoszonym przez niego hasłem - im więcej Polski na Wschodzie, tym więcej na Zachodzie. Taka sama zasada dotyczy kierunku północno-wschod-niego, czyli polityki wobec Litwy, Łotwy i Estonii. Jeśli chodzi o zapewnienie Polsce bezpieczeństwa, kluczową rolę w polityce prowadzonej przeze mnie, jak i przez poprzedni rząd, odgrywały Stany Zjednoczone. Stąd nasze pozytywne opinie na temat rozmieszczenia u nas instalacji tarczy antyrakietowej, oczywiście połączone również z pewnymi warunkami.

Jaką pozycję Polski widzi Pan Prezydent w Unii Europejskiej?

Konstytucja europejska to był bardzo mocny krok w stronę federacji. Robiłem wszystko podczas wielomiesięcznych trudnych negocjacji, dziesiątków spotkań, aby te nowe zapisy nie szły za daleko. I to w istotnej mierze się udało. Celem było zagwarantowanie RP dobrej pozycji w Unii przy zachowaniu maksimum suwerenności. Gdybym miał opisać Unię Europejską obrazowo, podałbym przykład republiki arystokratycznej - formalnie wszyscy są równi, ale w praktyce głos decydujący w wielu przypadkach należy do silniejszych. Nie mam wątpliwości, że stan poważnej nierówności statusów krajów unijnych jest niedobry dla przyszłości Wspólnoty.

Platforma szła do wyborów z hasłem przywracania normalności w polityce zagranicznej Polski. Jak dziś, po kilku miesiącach rządów Donalda Tuska, można ten slogan rozumieć?

Z punktu widzenia dyplomacji to mało eleganckie zapowiedzi. A poza tym to zupełnie nieprawdziwe założenie. Podczas rządów poprzedniego gabinetu nasz kraj nie był w najmniejszym stopniu izolowany. Przeciwnie - był oblegany przez zagranicznych polityków. I to nie są puste słowa - wystarczy sprawdzić, kto w owym czasie gościł w Polsce.

Czy politycy Platformy dążą do zacieśnienia federacji w ramach Unii Europejskiej?

Takie stwierdzenie jest dziś nadużyciem. Platforma na pewno uważa, że Polska za wszelką cenę musi poprawić relacje z Rosją, i nie precyzuje przy tym, co faktycznie powinniśmy na tym zyskać. Oczywiście świetnie byłoby mieć dobre stosunki z Moskwą, ale pod warunkiem że nasze relacje będą oparte na partnerstwie, a polityka Polski i państw bałtyckich wobec Ukrainy, Gruzji i Azerbejdżanu nie będzie kwestionowana. Zdaję sobie sprawę z oczywistego faktu, że wielkość Rosji i Polski, a przez to siła oddziaływania na świat są bardzo różne. Jednak w dzisiejszym cywilizowanym świecie wielkość nie jest już jedynym kryterium. Rosja musi zaakceptować nas jako pełnoprawnego, suwerennego członka Unii. Dopóki tak się nie stanie, w naszych relacjach nic tak naprawdę się nie zmieni. Nie może być tak, że rozmawiając w Moskwie wysoki rangą polityk rosyjski mówi do wysokiego rangą polskiego gościa: "powiedzcie, jakie macie do nas sprawy, bo my do was nie mamy żadnych". Otóż nie mam wątpliwości, że spotkania w takiej atmosferze tylko szkodzą Polsce. Nic, dosłownie nic jej nie przynoszą. Tak samo jak szkodliwe jest zwiększanie masy prorosyjskie-go lobby w Europie - bo ona i tak jest bardzo duża.

Platforma zapowiadała ocieplenie relacji z Niemcami.

Nic takiego nie nastąpiło. Co do tego chyba nie ma wątpliwości, skoro sami przedstawiciele rządu Donalda Tuska wypowiadają takie opinie. Chyba że za ocieplenie uznamy milczącą zgodę na kontrowersyjny projekt Centrum przeciwko Wypędzeniom. Ale przyznaję szczerze, że relacje polsko-niemieckie są dużym wyzwaniem dla naszej dyplomacji. Mimo moich bardzo sympatycznych spotkań z panią kanclerz, tamtejszy rząd wykazuje niewielkie skłonności do ustępstw w jakichkolwiek sprawach.

Czy to oznacza, że interesy Polski są zawsze rozbieżne z interesami Niemiec? Czy może nasi zachodni sąsiedzi w takim stylu prowadzą działania dyplomatyczne?

Polityka Niemiec to skomplikowany węzeł interesów. Z jednej strony mamy rząd koalicyjny, w którym jedna z partii jest nastawiona na bardzo bliskie relacje z Rosją, a druga też jest tym znacząco zainteresowana. Z drugiej strony jest kondycja samych Niemców - narodu, który znajduje się w fazie redefiniowania siebie, co zresztą przyznają sami Niemcy. Można powiedzieć, że relacje niemiec-korosyjskie wyznaczają kierunek polityki tych pierwszych wobec nas.

Czy nie jest przypadkiem tak, że rząd Donalda Tuska chce za wszelką cenę porozumieć się z Rosją, gdyż liczy, iż to poprawi także relacje z Niemcami?

Nadzieja na realizację takiego scenariusza bez wątpienia okaże się płonna. Rosja ma wobec Polski i wszystkich krajów byłego bloku wschodniego swoje cele. Zrezygnuje z nich tylko wówczas, gdy będzie musiała, a nie z powodu jakichś sentymentów. W normalizacji stosunków z Rosją może nam pomóc jednoznaczna polityka Unii Europejskiej, która konsekwentnie będzie bronić naszych interesów jako równoprawnych członków wspólnoty, co zresztą służy interesom całej Unii.

Jednak zdaje się, że i ten kij ma dwa końce: powierzając Unii swoje sprawy, ograniczamy w pewnym stopniu własną suwerenność.

Trzeba wyważać, kiedy lepiej załatwiać swoje sprawy via Bruksela, a kiedy poprzez relacje bilateralne. To zupełnie oczywiste. Wszystkie państwa tak robią. Właśnie w tym celu prowadziliśmy razem z Wielką Brytanią twarde negocjacje w celu zagwarantowania możliwości równoległego prowadzenia polityki zagranicznej przez państwa członkowskie. W mojej ocenie sprawy sporne między RP a Rosją powinny być traktowane jako dotyczące całej Wspólnoty. Natomiast kwestia tarczy antyrakietowej to już wyłącznie uzgodnienia pomiędzy Warszawą a Waszyngtonem.

Panie Prezydencie, kiedy ratyfikuje Pan traktat europejski?

Podpiszę go razem z uchwaloną przez parlament ustawą, której uchwalenie uzgodniłem z panem premierem Tuskiem.

Co się stanie, jeśli treść ustawy będzie odbiegać od tego, co Panowie uzgodnili?

W tej chwili nie biorę takiej możliwości pod uwagę. Nie ma takich przesłanek, które skłaniałyby do przypuszczenia, że pan premier nie dotrzyma naszych uzgodnień. Zakładam, że nasze porozumienie jest aktualne i nie zostanie złamane.

Poprzedni rząd bardzo intensywnie pracował nad stworzeniem możliwości dywersyfikacji źródeł energii dla Polski. Czy w ocenie Pana Prezydenta również ten gabinet uznaje tę sprawę za priorytetową?

Spółka Sarmacja nadal istnieje, zatem można zakładać, że podejście do dywersyfikacji nie uległo zmianie. Jednak dochodzą do mnie opinie, że nie ma najlepszych warunków do działania. To mnie bardzo niepokoi. Bo nie chodzi tu tylko o polski romantyzm, choć i ten ma oczywiście znaczenie. Gdyby w Polsce nie było romantyzmu, to prawdopodobnie dziś nadal siedzielibyśmy w Pałacu Namiestnikowskim. Pod tą szerokością geograficzną i w takich czasach, w jakich żyjemy, romantyzm sprawdza się znacznie lepiej niż pozytywizm.
Powrócę jeszcze do sprawy, od której zaczęliśmy naszą rozmowę. Zdobywanie silnej pozycji wśród krajów na południowym wschodzie czy północy Europy nie wiąże się z chęcią dominacji. To wyłącznie sprawa naszych wspólnych interesów. Wielokrotnie w rozmowach z panem prezydentem Adamkusem mówiłem: razem mamy 42 miliony obywateli i nie rozróżniajmy, kto ma ilu. To jest istota realizowanej przeze mnie i poprzedni rząd polityki zagranicznej. Skuteczność tego założenia widać było doskonale choćby podczas ostatniego szczytu NATO. To, co udało nam się podczas tego spotkania uzyskać, zawdzięczamy przede wszystkim jedności stanowisk Polski, Litwy, Czech, Łotwy i Estonii.

Czy doczekamy się publikacji aneksu do raportu o likwidacji WSI?

Niepublikowanie aneksu jest związane przede wszystkim z moim bardzo intensywnym kalendarzem. Zapisy dotyczące ochrony tajemnicy państwowej sprawiają, że muszę mu osobiście poświęcać dużo czasu. Aneks jest większy niż sam raport. A sprawy w nim poruszane wymagają niezwykłej roztropności i precyzji. Nie ukrywam, że mam także wątpliwości co do tego, czy niektóre spośród opisywanych tam spraw mogą zostać upublicznione.

Dlaczego?

Nie mam wątpliwości, że wiążą się one z działaniami WSI. Pod tym względem aneks jest precyzyjny, nie opisuje zdarzeń niebędących w związku w tymi służbami. Chodzi jednak o to, czy ujawnienie niektórych informacji nie będzie odsłaniało innych spraw, które z punktu widzenia interesów państwa powinny pozostać tajemnicą. Tę kwestię bardzo szczegółowo i skrupulatnie analizuję. Poza tym polskie przepisy dotyczące możliwości ujawniania informacji tajnych są bardzo niespójne. Już wkrótce zwołam specjalne gremium, którego zadaniem będzie właśnie ocena prawa w kwestii ujawniania tajemnicy państwowej.

Ale w końcu aneks będzie opublikowany?

Wywiążę się z obowiązku, który nakłada na mnie ustawa.

Czy w ocenie Pana Prezydenta aneks pod względem informacyjnym jest mocniejszy niż sam raport?

Takie jest moje zdanie.

Panie Prezydencie, mija prawie połowa kadencji. Czy podjął Pan już decyzję o ponownym ubieganiu się o prezydenturę?

Absolutnie tego nie wykluczam. Jeśli podejmę taką decyzję, będę walczył o zwycięstwo z równym zaangażowaniem jak podczas kampanii wyborczej w 2005 r. Zdaję sobie sprawę, że jestem przedmiotem nieustannego ataku. Społeczeństwu codziennie wbija się do głowy kompletnie nieprawdziwe informacje, które mają mnie kompromitować. Bo podstawową metodą atakowania mnie jest właśnie pisanie nieprawdy. Choćby dziś dowiedziałem się z mediów, że przez rok po zaprzysiężeniu na prezydenta RP byłem w ciężkiej depresji. Jak walczyć z takimi kłamstwami? Otóż w czasie mojej domniemanej depresji odbyłem więcej spotkań międzynarodowych niż mój poprzednik na tym etapie prezydentury. Zgłosiłem więcej projektów ustaw. Niezwykle aktywnie wspierałem projekt zakupu rafinerii w Możejkach na Litwie. Zupełnie zmieniłem polską politykę odznaczeń. Byłem mediatorem w sporach społecznych, doprowadzając do ich łagodzenia, godziłem zwaśnionych ministrów. W końcu odegrałem kluczową rolę w zmianie rządu. Ale w informowaniu o mojej działalności prawda nie ma większego znaczenia. Bardzo nad tym ubolewam, bo to niedobrze świadczy o naszej demokracji.

Skąd to się bierze?

Nie mam wątpliwości, że jestem przeszkodą w odbudowie państwa, w którym wszystko, co było najgorsze w III RP, miałoby powrócić w pełnej chwale. Mam jednak satysfakcję z tego, że jestem prezydentem z woli wyborców, którzy wykazali się wielką samodzielnością, przeciwstawiając się fali nieprawdziwych ataków na mnie.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.