przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Piotr Zychowicz: Dlaczego premier Tusk tak bardzo nie chciał, żeby wziął pan udział w szczycie w Brukseli?

Prezydent RP Lech Kaczyński: Chodzi o dwie sprawy. Po pierwsze osobiste, personalne uprzedzenia. Już przy sprawie negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej widać było, że one w działaniach Donalda Tuska odgrywają monstrualną rolę. Po drugie sprawa zupełnie innego rozumienia naszej obecności w Unii Europejskiej. Żeby nie było wątpliwości: jestem zdecydowanym zwolennikiem członkostwa w tej organizacji. Uważam, że podczas czterech i pół roku naszej obecności w Unii dała nam ona olbrzymie korzyści.

Czym więc się różni wizja pana prezydenta od wizji premiera Tuska?

Ja zdaję sobie sprawę, że bierzemy udział w pewnej europejskiej grze i ja staram się wykorzystać wszelkie możliwości, jakie pojawiają się przed Polską. Przede wszystkim przez budowanie rozmaitych koalicji, które wzmacniają pozycję naszego kraju w Europie. Bo ona nie jest najlepsza. Niestety, choć jesteśmy dużym krajem, rzeczywiste decyzje zapadają pomiędzy Berlinem i Paryżem, czasami też przy udziale Londynu. To nie jest sytuacja zdrowa, choćby z tego powodu, że często naruszane są nasze interesy. Dużo mówi się o wspólnej europejskiej racji stanu, ale jak przyjdzie co do czego, wszyscy na własną rękę walczą o swoje. Tymczasem po stronie rządu występuje przekonanie, że nie wolno nam choćby o pół centymetra wysunąć się przed szereg, aby bronić swoich interesów. Do tego dochodzą silne wpływy, jakie w Unii ma nasz rosyjski partner. Do tej pory Polska, w porozumieniu z kilkoma innymi krajami, starała się te wpływy ograniczać. Zerwanie z tą strategią może się dla nas okazać samobójcze. Najlepiej pokazał to konflikt gruziński. 

Czyli Tusk w Brukseli sam nie byłby w stanie zadbać o nasze interesy.

Tak. Zasadniczo nie zgadzam się z koncepcją unijnej polityki premiera. Poza tym wielu unijnych przywódców znam znacznie dłużej niż on. Mogę z nimi swobodnie porozmawiać.

Czy przed odlotem do Brukseli naprawdę nie można się było porozumieć?

Oczywiście, że było można. Ja zawsze jestem skłonny do rozmowy. Do poniedziałkowego spotkania z Donaldem Tuskiem doszło przecież z mojej inicjatywy. Niestety pan premier nie wykazał chęci do porozumienia. Myślę, że to w dużej mierze jest wina ministra Sikorskiego, który jest niezwykle pewny siebie i przekonany, że zawsze ma rację. 

Wczoraj emocje chyba sięgnęły zenitu - widać to było choćby po wyjątkowo brutalnym języku. Premier mówił wręcz, że „nie chce prezydenta na szczycie“.

To jest zadanie dla mediów. Chciałbym, żeby media traktowały tego typu słowa tak samo, jak traktują jakąś ostrzejszą wypowiedź polityków Prawa i Sprawiedliwości czy moją. Wtedy tego typu język zniknie. Niestety mamy do czynienia z zasadą podwójnych standardów. Język Platformy jest znacznie brutalniejszy - tak samo było zresztą, gdy partia ta była jeszcze w opozycji - niż mój, ale opinii publicznej przedstawiana jest jednak wersja odwrotna.

Czy nie obawia się pan, że w takiej napiętej atmosferze na szczycie może dojść do konfliktu między panem a premierem? Międzynarodowej kompromitacji?

Obawiam się, ale nie mam innego wyjścia. Musiałem polecieć na ten szczyt. Jako prezydent Rzeczypospolitej - to jest wyraźnie sformułowane w artykule 126 - jestem odpowiedzialny za bezpieczeństwo, niepodzielność i suwerenność państwa. Jestem najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej. Często się mówi, że takie czy inne działanie czy wypowiedzi są niekorzystne ze względu na reelekcję. Odrzucam takie argumenty. Jestem prezydentem dzisiaj i muszę wypełniać swoje obowiązki.

Co dalej? Jak pan prezydent wyobraża sobie teraz współpracę z rządem?

Nie wiem. Jak ostatnio wracaliśmy razem ze szczytu unijnego, byłem przekonany, że ta sprawa jest zamknięta. Że będziemy jeździć wspólnie, że nie będę zabierał głosu w sprawach, które leżą w kompetencji rządu - na przykład gospodarczych. Byłem przekonany, że rozstajemy się w najlepszych relacjach. Mówi się czasami, że kobieta zmienną jest (co zresztą dla wielu pań jest bardzo krzywdzące). W tym wypadku jednak to stwierdzenie najlepiej pasuje do Donalda Tuska. Premier zmiennym jest.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.