przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Rzeczpospolita, Piotr Zychowicz: W jednym z wywiadów udzielonych niegdyś izraelskiej prasie powiedział pan prezydent, że Polacy i Izraelczycy są jak bliscy krewni.

Lech Kaczyński: Bo tak w istocie jest. Przez osiemset lat duża część narodu żydowskiego żyła w ówczesnej Polsce. Liczba zamieszkujących Polskę Żydów była historycznie zmienna, tak jak zmieniały się nasze granice W ciągu tych ośmiu wieków Żydzi budowali tu swoją tożsamość i rozwijali swoją kulturę. Żydowskie oświecenie, żydowskie ruchy polityczne – m.in. syjonizm – oraz religijne, jak chasydyzm, rodziły się właśnie w Polsce. To tutaj mieszkali najwięksi żydowscy rabini i najbardziej znani cadykowie. Żydzi zajmujący się uprawą roli, a także tacy, którzy przeszli do stanu szlacheckiego.

Proces ten chyba z upływem czasu się nasilał?

Od XIX wieku na większą skalę rozpoczął się proces asymilacji Żydów i zwiększanie ich udziału w życiu społecznym, w tym w rodzącym się ruchu narodowo-patriotycznym. Warto przy okazji wspomnieć o ich udziale w polskich zrywach narodowych, na przykład o słynnym Berku Joselewiczu, pułkowniku wojska polskiego, uczestniku powstania kościuszkowskiego, a następnie armii Księstwa Warszawskiego (poległ w wojnie z Austrią 1809 roku), czy o żydowskich członkach Gwardii Narodowej podczas powstania listopadowego oraz o istotnym udziale Żydów w powstaniu styczniowym. Leopold Kronenberg, przywódca stronnictwa Białych przed powstaniem 1863 r., był przecież pochodzenia żydowskiego. Ktoś mógłby powiedzieć, że tak było i w innych narodach. Zgoda. Ale nigdzie nie odbywało się to na tak dużą skalę.

Współżycie w tamtych czasach nie zawsze jednak było sielanką.

Oczywiście występowała pewna obcość światopoglądowa, objawiająca się choćby w religijnym antyjudaizmie. Zdarzało się, że Żydzi byli wygnani z jakiegoś miasta, na przykład z Warszawy, jednak w XVIII wieku do niej powrócili. Po dziś dzień jedna z głównych ulic stolicy nazywa się Aleje Jerozolimskie. A przecież pochodzi od nazwy podwarszawskiego osiedla żydowskiego o nazwie Nowa Jerozolima. Należałoby też podkreślić udział polskich Żydów w naszej kulturze. Od mojej Mamy, która zajmowała się pseudonimami literackimi, dowiedziałem się o wielu twórcach Młodej Polski, a także XX-lecia międzywojennego, którzy w rzeczywistości mieli żydowskie nazwiska. I nie mówię tu wyłącznie o powszechnie znanych przypadkach, jak Leśmian, Brzechwa czy występujący pod autentycznym nazwiskiem Tuwim.

A co z XX-wiecznym antysemityzmem?

Nie twierdzę, że to zjawisko nie występowało. Antysemityzm, który zatruł umysły niemałej części ludzi, to nieszczęście dla Polaków. Jako zjawisko nie ma on żadnego usprawiedliwienia. Ja mam głęboką niechęć do endecji. Nie wynika ona z tego, że nie doceniam jej wielkich zasług w krzewieniu polskiej świadomości narodowej, na przykład wśród chłopów. Ale postawienie na antysemityzm jako element konsolidacji narodowej było zasadniczym błędem. To zresztą nie występowało od samego początku. Zaczęło się w momencie, gdy Roman Dmowski w 1912 roku przegrał w wyborach do rosyjskiej Dumy z pewnym żydowskim działaczem z Warszawy. Chciałbym jednak przy okazji, abyśmy zachowali pewne proporcje. Jest różnica pomiędzy tym antysemityzmem, który miał podłoże gospodarcze i ekonomiczne – jakkolwiek niesłuszne – a decyzją o przemysłowym wymordowaniu całego narodu: kobiet, dzieci i mężczyzn.

Część środowisk piłsudczykowskich uważała, że Polacy ponoszą pewną odpowiedzialność wobec narodów, które niegdyś wchodziły w skład Rzeczypospolitej. Wtedy chodziło o Ukraińców i Białorusinów. Czy dzisiaj dotyczy to również założonego w dużej mierze przez byłych polskich obywateli Izraela? Czy czuje się pan prezydent spadkobiercą tego piłsudczykowskiego etosu?

W dużej mierze tak. Choć uparcie mi się zarzuca, że prowadzę romantyczną politykę zagraniczną, natomiast Platforma Obywatelska prowadzi politykę pragmatyczną. Nie zgadzam się z tym. To, że staram się związać z Polską kraje, które w historii były dla nas ważne, ma swoje określone cele. Mam tu na myśli bezpieczeństwo energetyczne, poszerzenie Unii Europejskiej i NATO w takim kierunku, żeby zmienić nieco na naszą korzyść układ sił w tych organizacjach czy chociażby ograniczyć imperialne zapędy niektórych naszych sąsiadów. Taka jest moja polityka i taka była polityka rządu PiS.

A jakie pragmatyczne cele chce pan prezydent realizować, zacieśniając stosunki z Izraelem?

Premier Ehud Olmert zażartował, że jeśli jakiś Izraelczyk mówi, iż nie ma polskich korzeni, to znaczy, że po prostu o tym nie wie Ostatnio można było w Polsce usłyszeć, że Izrael jest dla nas krajem peryferyjnym. Jednak ludzie, którzy tak mówią, nie znają się na polityce. Na Bliskim Wschodzie w dużej mierze toczy się teraz historia świata. Mieć dobre relacje z Izraelem to mieć dobre relacje z krajem, który ma wielki wpływ na światowy układ sił. Poza tym w Izraelu istnieją pewne kłamliwe stereotypy dotyczące Polski, które są dla nas bardzo niekorzystne. Mam tu na myśli sprawę rzekomej współodpowiedzialności za Holokaust. Podobne stereotypy nie tylko są nieprawdziwe, ale po prostu zabójcze z punktu widzenia interesów naszego państwa. Musimy z nimi walczyć, między innymi poprzez edukację.

Co powinniśmy zrobić, żeby przełamać te negatywne stereotypy?

Przede wszystkim powinniśmy mieć dobre stosunki z Państwem Izrael. A także z tą częścią diaspory, która takie stosunki chce mieć. Zdaję sobie bowiem sprawę, że są na świecie środowiska, w których chorobliwy antypolonizm ma już zgoła parareligijny charakter. Musimy jednak przede wszystkim działać. Działać, działać i jeszcze raz działać. Niech jako przykład służy tu idea budowy Muzeum Historii Żydów Polskich. To nie jest przecież inicjatywa państwowa. Wymyśliła to 15 – 16 lat temu grupa prywatnych osób. Ale gdybym nie udzielił im politycznego wsparcia, szczególnie gdy byłem prezydentem Warszawy, sprawa by przepadła.

Inne rzeczy, do których dążymy wspólnie z izraelskimi partnerami, to zmiana formuły wycieczek izraelskiej młodzieży do Polski i większa obustronna wymiana młodzieży. Godne obchody rocznicowe, na przykład 65. rocznicy powstania w getcie warszawskim, i wizyta prezydenta Szymona Peresa w Polsce. Wbrew pozorom istnieje olbrzymia ilość działań, które dopiero razem przynoszą pewne efekty. Powinny być intensywne po obu stronach, polskiej i żydowskiej. Jest ich sporo, ale musi być jeszcze więcej.

To już trzecia wizyta pana prezydenta w Ziemi Świętej. Czy pobyt tu ma dla pana prezydenta jakieś szczególne znaczenie?

To dla mnie wyjątkowe miejsce, bo przecież jestem katolikiem. Czuję się jednak również doskonale wśród Izraelczyków. Gdy spotykam się ze starszymi osobami, które przybyły tutaj z Polski, czuję się jak w domu. Rozmawiałem tutaj z ludźmi, którzy opowiadali, że byli tak mocno wrośnięci w polską kulturę, że nawet nie znali jidysz. Świadomość wielu z nich jest zupełnie polska. Nawet ich dzieci, dorośli ludzie urodzeni już w Izraelu, mówią doskonale po polsku. Premier Ehud Olmert podczas naszego spotkania zażartował, że jeśli jakiś Izraelczyk mówi, iż nie ma polskich korzeni, to znaczy, że po prostu o tym nie wie.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.