przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Marcin Szczepański: Witam Państwa serdecznie z Pałacu Prezydenckiego. Moim i Państwa gościem jest dzisiaj Prezydent Lech Kaczyński.

Lech Kaczyński: Dzień dobry Państwu.

Panie Prezydencie, zacznijmy od prostego, ale najważniejszego pytania dla dyskusji o przyszłości Traktatu Lizbońskiego. Dlaczego ratyfikacja, Pana zdaniem, jest dzisiaj bezprzedmiotowa?

Bezprzedmiotowa – to nie oznacza, że traktat jest martwy. Jest zasada jednomyślności, po prostu. Irlandczycy odmówili, a więc nie będzie warunków do wprowadzenia traktatu w życie. Natomiast Irlandczycy mogą zmienić zdanie, sami, bez nacisku, bez arogancji wobec nich.

Czyli musimy poczekać? Powinniśmy poczekać?

Dzisiaj musimy poczekać. Powinniśmy rozmawiać z różnymi krajami, a także z samą Irlandią.

A dlaczego powinniśmy uszanować tak bardzo ich zdanie, a nie pokazać im, że wszyscy inni ratyfikowali więc może warto szybko zmienić zdanie?

Widzi pan, panie redaktorze, jeżeli ta zasada zostałaby przyjęta, takiego twardego, nie powiem brutalnego, nacisku na naszych irlandzkich przyjaciół, to wtedy zasada jednomyślności, która pozostaje w Traktacie Lizbońskim, choć w dużo węższym zakresie, niż była wcześniej, nie ma już żadnego znaczenia. A co to oznacza w praktyce? Że duże państwa będą zawsze we wszystkich sprawach dominować nad małymi. Polska jest państwem dosyć dużym, ale w końcu gospodarczo niezbyt silnym. To nie jest w naszym interesie. Ale ja tutaj występuję, broniąc takiego być może najsilniejszego wśród tych mniej silnych.

Ale stawia Pan, na przykład, w trudnej sytuacji Prezydenta Francji Nicolasa Sarkozyego. Francuzi przejmują prezydencję w Unii Europejskiej i nie kryją, że ich priorytetem jest to, by ta ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego postępowała do przodu.

Wcale się tutaj Panu Prezydentowi Nicolasowi Sarkozy nie dziwię. Na jego miejscu robiłbym dokładnie to samo i mogę podkreślić, po raz kolejny zresztą, że niezwykle mi zależy na osobiście dobrych stosunkach z Panem Prezydentem a także, przede wszystkim, na stosunkach między naszą Ojczyzną a Francją. I myślę, że one będą dobre. Ale to nie oznacza, że w każdej sprawie, w konkretnym momencie, musimy mieć takie samo zdanie. Mam nadzieję, że będę miał okazję przekonać Nicolasa Sarkozy’ego, że w tej sprawie postawa spokojna, postawa zrozumienia dla prawa narodu irlandzkiego, bo tam było referendum, jest postawą najlepszą, bardziej skuteczną.

No tak, ale z drugiej strony większość polityków europejskich bardzo krytycznie odniosła się do Pańskiej deklaracji. Niektórzy twierdzili, że skoro Polska nie chce ratyfikować Traktatu Lizbońskiego to po prostu Polskę należy wykluczyć z Unii Europejskiej.

To całkowicie niemożliwe. Ktoś mógł w chwili złości coś takiego powiedzieć, to są politycy nie pierwszego i nawet nie drugiego rzędu. Po drugie, tego rodzaju postulaty słyszałem już w stosunku do Irlandii. I to właśnie jest groźne ponieważ przy traktacie europejskim były dwa referenda negatywne i wtedy nie było tego problemu. Czy chodzi o to, że jeden kraj ma 4,5 miliona mieszkańców, a drugi 16,5 miliona, albo jeszcze dużo więcej?

A nie boi się Pan, że Polska znowu będzie nazywana „hamulcowym”?

Polska nie będzie hamulcowym, ponieważ jeżeli Irlandia ratyfikuje traktat, to Polska go również ratyfikuje.

Czyli…

Takie rozwiązanie w grę nie wchodzi. Natomiast trzeba doprowadzić do sytuacji, w której Irlandczycy z własnej, nieprzymuszonej woli, bez zmiany konstytucji, czyli w trybie referendum, zgodzą się na ten traktat.

Panie Prezydencie, czyli reasumując sprawę Traktatu Lizbońskiego, sprawa ostatecznie nie jest zamknięta, jest szansa na to, że Pan podpisze ten traktat. Kiedy to faktycznie mogłoby nastąpić?

Wtedy, kiedy to nie będzie bezprzedmiotowe. A bezprzedmiotowe nie będzie wtedy, kiedy będziemy wiedzieli, że wszystkie kraje ten traktat ratyfikują. Zresztą chciałbym zwrócić uwagę na sytuację Republiki Federalnej, gdzie Pan Prezydent Koehler, który mówił mi o tym, stwierdził, że w tej chwili nie podpisze Traktatu, ze względu na trudności konstytucyjne, a tam Trybunał Konstytucyjny ma, bodajże – nie chciałbym wypowiadać się za ten Trybunał, nie jestem do tego upoważniony – nie do końca taką samą postawę jak nasz.

Panie Prezydencie, w swoim stanowisku w stosunku do Traktatu Lizbońskiego różni się Pan w porównaniu z premierem Donaldem Tuskiem, ale to nie jedyna kwestia, jeżeli chodzi o politykę zagraniczną, w której macie odmienne zdanie. Kwestia przyszłości tarczy antyrakietowej wydaje się być również kwestią sporną. Te sygnały, które dobiegają po poniedziałkowej rozmowie Panów są dosyć niepokojące. Niektórzy politycy twierdzą nawet, że dzisiaj w Platformie wygrał przede wszystkim pewien koniunkturalizm rywalizacji wewnętrznej, a nie interes Polski.

Cóż ja mogę tutaj powiedzieć? Jestem Prezydentem zarówno tych, którzy reprezentują Platformę i którzy są jej zwolennikami i tych, którzy reprezentują PiS i inne partie. Ale niestety moje wrażenie jest pod tym względem złe, że tu element konkurencji odgrywa olbrzymia rolę.

Czy myśli Pan, że możliwe jest porozumienie jeszcze latem tego roku z Amerykanami, tak żeby na jesieni już oficjalnie podpisać?

Bardzo bym chciał, żeby to było możliwe. Opowiadam się za jak najlepszymi warunkami dla Polski i tutaj nie ma żadnej różnicy między obecnym rządem, a rządem Jarosława Kaczyńskiego, a także mną. Rozmawiałem z Panem Prezydentem Bushem o modernizacji armii, rozmawiałem o wszystkich warunkach związanych z umową bazową, polityczną. Powtarzam, nie chcieliśmy dawać tarczy za nic, to nie jest prawda, to jest jedna z kwestii propagandowych. Natomiast to wpłynie zasadniczo na nasze stosunki z bardzo istotnym sojusznikiem – to po pierwsze. Po drugie jest to potrzebne dla polskiego bezpieczeństwa. To jest też bardzo istotne. To poprawia naszą sytuację w Europie, a nie pogarsza, to stwarza nam lepsze możliwości działania. I dlatego jestem „za”, zdecydowanie „za” i gotów jestem tutaj schować do kieszeni swoje osobiste żale po wypowiedziach pewnych młodych ludzi, którzy być może dopiero za 10-15 lat powinni objąć stanowiska tak poważne, jak w tej chwili.

Skoro z Pana ust padają takie deklaracje i zapewne padały w poniedziałek – dlaczego tak bardzo różnicie się z Donaldem Tuskiem?

To już jest pytanie do Pana Premiera

Panie Prezydencie, ostatnie pytanie, które zadają sobie wszyscy Polacy – czy będziemy organizatorami EURO 2012.? Wczoraj rozmawiał Pan o tym z prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenko, dzisiaj w Polsce jest Michel Platini. Czy możemy być spokojni?

Chciałbym, żebyśmy byli spokojni. Pan Prezydent Juszczenko jest spokojny, a to jest bardzo istotne i mam nadzieję, że nasz rząd też jest spokojny. Od wielu miesięcy za to odpowiada. Ja będę przekonywał Pana Michela Platini, żeby EURO było tam gdzie miało być. Moim zdaniem to jest jedyne rozwiązanie. Słowo się rzekło. Zapadła decyzja w marcu zeszłego roku.

Dziękuję Panie Prezydencie. Moim i Państwa gościem był Prezydent Lech Kaczyński.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.