przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Pełen zapis rozmowy z dziennikarzami AP przeprowadzonej w Nowym Jorku podczas wizyty Prezydenta RP w ONZ

Associated Press: Chciałbym zapytać na początek o Pańską ocenę aktualnej sytuacji, szczególnie w odniesieniu do Iranu oraz o stanowisko w kwestii możliwości wzbogacania uranu przez Iran.

Lech Kaczyński: Podstawową kwestią dotyczącą Iranu jest groźba stworzenia przez ten kraj broni nuklearnej. Według naszej wiedzy i oceny sytuacji, raczej nie nastąpi to aż tak szybko. Ale oczywiście zagrożenie występuje i to jest duży problem związany z Bliskim Wschodem. To newralgiczna część dzisiejszego świata. Dzisiaj trwają różnego rodzaju próby pokojowego rozwiązania sprawy. Polska jest bardzo zainteresowana takim rozwiązaniem. Ale też realistycznie oceniamy sytuację. Uważamy, że takie rozwiązanie nie jest absolutnie wykluczone, lecz nie można też wykluczyć, że będzie ono nieosiągalne. Staramy się być optymistami i jesteśmy gotowi do aktywności w tym zakresie. Niepokoją nas bardzo wpływy Iranu, jeżeli chodzi o Hezbollach i, w mniejszym stopniu, o Hamas, bo problem Iranu łączy się z problemem Libanu i Palestyny. Wszystko to razem tworzy mieszankę wybuchową, która, uzupełniana jeszcze przez nieco inne problemy Iraku i Afganistanu, powoduje, że nasz świat dzisiaj nie jest w sytuacji bezpiecznej. Stąd też nasza aktywność, w ramach naszych możliwości, w Libanie, Afganistanie, Iraku. Stąd nasza gotowość do działań dyplomatycznych, jeżeli tylko będzie to pomocne.

Chciałam zapytać, czy Pan Prezydent będąc w Izraelu zaoferował mediacje w konflikcie między Izraelem a Libanem i czy oferta mediacyjna została przyjęta?

Wyraziłem taką gotowość i chodziło raczej o odcinek palestyński, ewentualnie libański. Gotowość do pomocy – ale tylko jeżeli ona się przyda. Chętnych do tego, żeby to czynić, także wśród państw najsilniejszych na świecie, jest w tej chwili dużo. Nie chodzi o to, że my się z czymś narzucamy. Po prostu jesteśmy gotowi, ponieważ mamy dobre stosunki z Palestyńczykami, wyrażamy wobec nich też wiele współczucia i staramy się pomagać.

W obecnym świecie wydaje się, że jest to konflikt pomiędzy religiami – szczególnie było to widoczne w ostatnich dniach, kiedy było wiele gniewu i przemocy ze strony muzułmanów, którzy burzyli się na słowa wypowiedziane przez papieża Benedykta XVI. Czy sądzi Pan, że to jest konflikt pomiędzy religiami czy jest to próba ograniczania swobody wypowiedzi?

Byłem bardzo zaniepokojony tą próbą ograniczania prawa do wypowiedzi najwyższego autorytetu Kościoła katolickiego, a w jakimś sensie i chrześcijaństwa. Niepokoi mnie to bardzo, chciałbym wierzyć i wierzę, że bardzo wielu muzułmanów chciałoby żyć w zgodzie z chrześcijanami, żyć spokojnie, budując lepszą przyszłość. Ale tylko człowiek niewidomy może nie widzieć narastającego problemu. Ja, niezależnie od tego, czy to jest poprawne czy niepoprawne – bo w wielu kręgach jest niepoprawne – nie będę udawał, że go nie widzę.

Czy obawia się pan, że Europa zatraci chrześcijański charakter?

Jeżeli Pan mówi o zatraceniu chrześcijańskiego charakteru przez Europę, to zadaje Pan dwa pytania w jednym – dwa całkowicie różne pytania. Pierwsze pytanie brzmi: czy Europa nie stanie się kompletnie laicka, czy wiara chrześcijańska, a w szczególności rzymska, która leży w ogóle u podstaw tej cywilizacji, nie zaniknie? A drugie pytanie: czy Europa stanie się muzułmańska? Dzisiaj powiedziałbym raczej, że większe jest to pierwsze niebezpieczeństwo. Chociaż Polska czy Stany Zjednoczone są też przykładem na to, że nie musi tak być. Wśród Amerykanów są dziesiątki milionów ludzi o niezwykle fundamentalnym podejściu do wiary, chociaż na ogół nie są to katolicy tylko protestanci, tak zwana prawica protestancka. Czasem tak fundamentalnym, że dla mnie jest to trudno zrozumiałe. To drugie niebezpieczeństwo nie jest niebezpieczeństwem na dziś. Większość z dwudziestu milionów muzułmanów żyjących w Unii Europejskiej to ludzie, którzy chcą po prostu lepiej żyć. I istotnie żyją na ogół nieco lepiej, niż żyli w swoich krajach, ale pewien problem jest. I to jest problem, który może być rozwiązany w ramach Europy bardzo mocno odmienionej w stosunku do tego, co jest dzisiaj. Ja bym tej odmiany może chciał, ale jednocześnie nieszczególnie widzę jej objawy. To wymaga dużo większej woli działania. Jestem w ogóle zwolennikiem świata dużo łagodniejszego i mniej agresywnego niż jest, ale trzeba sobie zdawać sprawę z rzeczywistości, trzeba mieć silniejsze armie, trzeba mieć większą zdolność do działania pod tym względem. Trzeba bardziej skupić się na tym, żeby dysponować realną siłą. W przeciwnym razie ta jedyna realna siła jest tutaj, w Stanach Zjednoczonych, a to z kolei budzi opór u wielu. Więc sytuacja jest pełna sprzeczności i trzeba sobie z tego zdawać sprawę. Trzeba to powoli zaczynać mówić, chociaż nieraz jest bardzo trudno. Zdaję sobie sprawę, że to, co mówię, jest często niezgodne z poprawnością europejską, że to powoduje, iż przypisuje mi się poglądy, których wcale nie głoszę. Nie jestem zwolennikiem zawracania koła historii. Jestem na przykład bardzo zdecydowanym zwolennikiem równouprawnienia kobiet. Nie jestem też wrogiem ludzi o orientacji innej niż heteroseksualna. Uważam tylko, że nie można powiedzieć, że istnieją dwie równorzędne kultury. Przecież monogamiczne małżeństwo jest podstawą naszej cywilizacji. My, katolicy, uważamy, że nie można go rozwiązać, protestanci uważają inaczej, ale zawsze jest to jednak monogamiczne małżeństwo. To nie oznacza, że należy kogoś prześladować, nie pozwolić mu żyć, robić kariery, pracować w różnych zawodach, być żołnierzem i tak dalej, bo ci ludzie byli, są i będą. To nie jest na ogół ich wina, że mają tego rodzaju odmienność. Takimi się urodzili. Zdaję sobie sprawę, że jeżeli człowiek w jednej sprawie powie coś niepoprawnego, to przypisuje mu się od razu pięć innych poglądów. Ale trzeba umieć zwerbalizować nasze problemy w Europie, to jest dużo ważniejsze niż pośpieszna integracja. Pospieszne odchodzenie od państwa narodowego, które jest nieporównanie lepszym ośrodkiem konsolidacji ludzi niż anonimowa biurokratyczna i, można powiedzieć, zimna Unia Europejska. Chociaż ta ostatnia ma olbrzymie sukcesy i pod pewnymi względami jest olbrzymią wartością. Jest sukcesem na miarę nieznaną w cywilizacji.

Panie Prezydencie, chciałam zapytać teraz o plany polskich wojsk, bo Polska jest krajem, który stara się brać czynny udział w procesach pokojowych. Jak wyglądają decyzje dotyczące naszych wojsk w Iraku? Czy skłania się pan od przedłużenia aktywnej misji?

Do końca 2007 roku, nie dłużej. Wiele, wiele krajów opuściło już Irak. My będziemy czynni na większą skalę w Afganistanie, na większą skalę w Libanie, jesteśmy w Kongo, jesteśmy na wzgórzach Golan, jesteśmy na Bałkanach. Czyli, inaczej mówiąc, jesteśmy wszędzie tam, gdzie nas potrzebują. Skoro jednak na przykład Niemcy, kraj dwa razy większy od Polski i o gospodarce pięciokrotnie silniejszej niż Polska twierdzi, że w tym czy innym miejscu może wystawić tylko siły morskie, to trudno od nas wymagać, byśmy wszędzie byli obecni na bardzo dużą skalę. Związek 25 bogatych państw nie powinien mieć kłopotów z wystawieniem kilkunastu tysięcy żołnierzy, nie powinien mieć kłopotów z wystawieniem stu tysięcy żołnierzy i to świetnie uzbrojonych i wyszkolonych. Do tego trzeba dążyć.

Czyli jakie są decyzje konkretnie w Iraku – do końca 2007 i nie dłużej?

Musiałoby się zdarzyć coś nadzwyczajnego.

Będą się pakować, będzie powrót?

Tak sądzę. Już i tak dwukrotnie przedłużamy pobyt.

Czy są szanse, plany zwiększenia tego, co zadeklarowaliśmy teraz do Afganistanu?

Do Afganistanu nie. I tak zadeklarowaliśmy w górnych rozważanych przez nas granicach. Tylko w Libanie widzę możliwość większego udziału niż jest deklarowany, ponieważ tam nas bardzo potrzebują. Na razie zadeklarowaliśmy pięciuset żołnierzy. W tej chwili jest ich tam 214.

Kiedy by to mogło być i o ilu więcej?

Nie sądzę, że przy naszych możliwościach więcej niż o dwustu, trzystu żołnierzy. Wtedy, kiedy będzie to potrzebne, w ciągu 2007 roku. Ale nie sadzę, żeby to mogła być większa zmiana niż do siedmiuset, ośmiuset żołnierzy. Przy czym nie mówię, że tak będzie. Ja tylko mówię, że tak może być

Jest taka możliwość i Pan Prezydent by się do tego skłaniał?

Tak.

Chciałem zapytać o stosunki z Rosją. Czy spotka się pan z Putinem, czy niepokoi Pana rurociąg, który budują pod Bałtykiem?

To, że ten rurociąg nas niepokoi, to jest sprawa powszechnie znana. Jeżeli będzie taka szansa, to się spotkam. Nie można jednak formułować takich pytań tylko w stosunku do jednej strony, bo chcieć muszą dwie. Ostatnio są pewne dobre sygnały. Minister Ławrow przyjedzie niedługo do Warszawy. Ostatnio spotkał się z pierwszym zastępcą ministra spraw zagranicznych, który jednocześnie jest moim bliskim współpracownikiem. Myślę, że Rosjanie o tym wiedzą. Staram się być optymistą, bo my naprawdę chcemy polepszyć te stosunki.

Chciałabym zapytać, czy to, co powiedział pan premier Ukrainy, że wstrzymuje rozmowy, negocjacje w sprawie wejścia do NATO... Czy Pan się czuje tym zawiedziony?

Po tej wypowiedzi powstało na Ukrainie pewne zamieszanie, wzbudziła ona też zasadniczy opór prezydenta Juszczenki. Musimy bardzo dokładnie obserwować sytuację na Ukrainie. Oczywiście, że mnie to zmartwiło. Cały nasz plan stabilizacji tej części Europy, na południowy wschód od Polski, opierał się o jak najszybsze przyjęcie Ukrainy do NATO. Ukrainy oraz Gruzji. Nie można wyłączyć z tego procesu również niewielkiej Mołdawii. Zawsze należy pamiętać także o małych państwach. Traktuję NATO jako eksportera pokoju i stabilizacji. To jest jego najważniejsza rola. Na Ukrainie obecnie nie ma szczególnej destabilizacji. Dla Gruzji członkostwo w NATO to jest już sprawa niezwykle wręcz istotna. Jest ona też istotna dla szerokiego zagwarantowania dostaw gazu i ropy do całej Europy. I nie chodzi tu tylko o Polskę. Polska korzysta z rosyjskiego gazu w tym stopniu, w jakim nie możemy pokryć swoich potrzeb własnym gazem. Pozostały import jest drobny. I to samo dotyczy ropy naftowej. Tylko, że my ropy naftowej mamy dużo mniej niż gazu. Nie przewiduję żeby w najbliższych latach Polska miała przestać importować gaz czy ropę z Rosji. Jak dotąd, nie mieliśmy tu złych doświadczeń. Był tylko jeden drobny incydent. Ale jeżeli się dowiadujemy, że ma powstać rurociąg, który ma nas omijać, to powstaje naturalne pytanie – po co? Po co, skoro przez Polskę byłoby taniej? Jesteśmy gotowi w każdej chwili budować drugą nitkę rurociągu. To rodzi napięcie, to rodzi poszukiwanie innych źródeł i ropy, i gazu. Polska pewnie pozostanie w dalszym ciągu dużym importerem dla Rosji. Chodzi o to, żeby do Polski i przez Polskę prowadziły także drogi z innych rejonów, a Polska będzie z nich korzystała w miarę potrzeby.

Jak wygląda w tej chwili sytuacja z wizami dla Polaków przyjeżdżających do USA?

O wizach wiemy, że są pomiędzy Senatem a Kongresem. Nie lubię chwalić dnia przed zachodem słońca. Proszę pamiętać, że jestem tutaj z wizytą w Nowym Jorku i ONZ. Oczywiście, Nowy Jork jest wielkim amerykańskim miastem, natomiast ONZ to co innego niż Stany Zjednoczone.
..................................................................................................................................................................

Wywiad przeprowadzili Monika Ścisłowska i John Daniszewski
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.