przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
BBC: Słyszeliśmy wiele o emigracji młodych Polaków przyjeżdżających do Wielkiej Brytanii. Chciałem zapytać Pana Prezydenta, czy ta emigracja jest zjawiskiem dobrym, korzystnym dla Polski?

Lech Kaczyński: Jeszcze niedawno uważano, że jedną z większych zalet wstąpienia Polski do Unii Europejskiej, jest otwarcie rynków pracy. Dzisiaj niektórzy mają wątpliwości, ale sądzę, że one wynikają przede wszystkim z reguł związanych z walką polityczną w demokracji. Generalnie jest to zjawisko pozytywne, ale pod warunkiem, że ci młodzi ludzie będą wracać do Polski i że zjawisko to nie przybierze nadmiernych rozmiarów. Już teraz ma duże rozmiary i nie chcielibyśmy żeby zwiększało się nadmiernie.

Czy Polska pragnie powrotu swoich obywateli?

Tak, zdecydowanie chcemy, żeby ci ludzie wrócili do Polski.

Wspomniał Pan o tych, którzy nie są wstanie sobie poradzić. Co Pan dokładnie miał na myśli?

Tak, to było pytanie, które dotyczyło tych osób z polskim obywatelstwem, które tutaj są osobami bezrobotnymi i do tego bezdomnymi. Powiedziałem tylko, że Polska się nie uchyla od odpowiedzialności za swoich obywateli.

Przechodząc do spraw europejskich – chciałem spytać o to, jak Pan postrzega rolę Polski w Unii Europejskiej? Podczas kampanii wyborczej mowa była o patriotycznej polityce zagranicznej, ten patriotyzm bywał kojarzony z postawą nacjonalistyczną czy wręcz ksenofobiczną. Padło również oskarżenie o pewną niechęć, na przykład do Niemców. Jak postrzega Pan rolę Polski w Unii Europejskiej?

Jeżeli dobrze się temu przyjrzeć, a nie próbować wyjaśniać poprzez pewne schematy, to po roku nowych rządów sytuacja Polski w Unii Europejskiej nie jest gorsza, tylko lepsza niż przed rokiem. Natomiast w Polsce pojęcie patriotyzmu i pojęcie nacjonalizmu są zupełnie odmiennymi pojęciami. Nacjonalizm jest z reguły skierowany przeciwko komuś. Patriotyzm nie jest skierowany przeciwko nikomu. Staramy się prowadzić politykę patriotyczną, ponieważ Polska jest krajem, który ma swoje interesy. To są interesy, które mogą być bronione, tak samo, jak swoich interesów bronią Niemcy, Francuzi czy Brytyjczycy. Nie myślę, żeby Polska czyniła to dzisiaj bardziej intensywnie, niż inne kraje.

Chciałem spytać o obecny kształt polskich stosunków z Niemcami. Podczas niedawnego Pańskiego spotkania z kanclerz Merkel pojawiły się pogłoski, jakoby Stany Zjednoczone nakazały czy też wystąpiły z wnioskiem o polepszenie stosunków polsko-niemieckich, którym tak zaszkodziła antyniemiecka kampania prowadzona w czasie kampanii wyborczej. Czy były jakieś naciski ze strony Stanów Zjednoczonych?

Prosiłbym o pewną precyzję. Po pierwsze – to nie ja, tylko premier, który istotnie jest podobny do mnie, przed ośmioma dniami spotkał się z panią kanclerz Merkel. Po drugie, my nie działamy tutaj pod żadnymi naciskami, chociaż były to efektywne rozmowy. Po trzecie w końcu, między Polską a Niemcami pozostają kwestie nierozwiązane i my nie uważamy, żeby to była wina Polski. Taką sprawą jest sprawa rurociągu północnego.

Jakie nierozwiązane kwestie? Historyczne? Czy nie pora pogrzebać te historyczne żale i iść dalej jako dwa duże państwa w powiększonej Unii Europejskiej? Patrzeć w przyszłość?

Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że nie są to tylko sprawy historyczne – chyba żeby sprawę rurociągu północnego, który dopiero ma powstać, potraktować jako historyczną. Po drugie, problem historii podnieśli Niemcy, a nie Polacy – swoisty program rewizjonistyczny, jeżeli chodzi o ocenę tego, kto był ofiarą II wojny światowej, stawianie problemu wypędzonych, czyli osób przesiedlonych. To nie jest sprawa Polski, tylko Niemiec. Jest oczywiste, że nie chcemy sytuacji, w której okaże się, że głównymi ofiarami wojny, poza oczywiście Żydami, czego my nie kwestionujemy, byli Niemcy. Chciałbym też zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt. Niemcy jakoś nie stawiają sprawy bombardowań w czasie II wojny światowej, w trakcie których zginęło wiele całkowicie niewinnych dzieci i kobiet. Natomiast stawiają sprawę przesiedlenia ludności niemieckiej, która, po pierwsze, nie była decyzją Polski, tylko decyzją sprzymierzonych, czyli Stanów Zjednoczonych, Anglii, ZSRR i Wielkiej Brytanii. Po drugie, niezależnie od tego, że przesiedlenie jest oczywiście dramatem dla ludzi, których obejmuje, to jednak ci przesiedleni żyją. Dlatego też prowadzimy pewne spory historyczne, ale spowodowały je zmiany w Niemczech, a nie zmiany w Polsce.

Wspomniał Pan o zaszłościach historycznych, wspomniał Pan również o rurociągu północnym, który miałby ominąć Polskę. Wspomniał Pan też przy innych sprawach o niemieckiej dominacji w Europie. Czy uważa Pan, że pełni konstruktywną rolę w tworzeniu Europy przy takim stanowisku, przy takich wypowiedziach na temat Niemiec?

To są sprawy leżące na dwóch zupełnie różnych płaszczyznach. Nigdy nie mówiłem publicznie o dominacji Niemiec w Europie. Natomiast jest prawdą, że konstruktywna budowa Europy to jest budowa, która uwzględnia istnienie 27 państw w Unii Europejskiej – liczę już Bułgarię i Rumunię. Nie mam oczywiście najmniejszej wątpliwości, że wszystkie państwa europejskie mają swoje, dość często odmienne interesy i zasada współpracy europejskiej polega jednak na uwzględnianiu przynajmniej interesów elementarnych. Trzeba jeszcze na jedną rzecz zwrócić uwagę. Coraz bardziej ujawnia się – przynajmniej od strony rosyjskiej, bo nie twierdzę, że niemieckiej – fakt, że koncepcja rurociągu północnego wiąże się z koncepcją uczynienia z sojuszu rosyjsko-niemieckiego, a nie rosyjsko-unijnego podstawy funkcjonowania politycznego Europy. A to jest koncepcja, która, jak myślę, dla samych Niemiec nie jest do zaakceptowania. W każdym razie – z tego, co wiem na ten temat, Niemcy i rząd niemiecki tego nie akceptują.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.