przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
"Wierzę, że Ukraina utrzyma swój prozachodni kierunek"


Jesienią 2005 roku Polska A. Kwaśniewskiego przeszła do historii. W czasie dziesięcioletniej kadencji zostały odnotowane renesans i upadek lewicy; upadek i renesans prawicy; wstąpienie Polski do NATO; członkostwo w UE; wzrost gospodarczy, stagnacja i wyjście z niej. Jeszcze dziesięć lat temu mocno nie lubiliśmy Polaków za ich honorowość i nie spieszyliśmy się wykreślać z pamięci krwawych "wyczynów" Armii Krajowej. Oni zaś ze swojej strony "usadzali" na granicy nasze ukraińskie "mrówki" i o analogicznych "wyczynach" UPA nie mieli zamiaru zapominać. Dzisiaj wszystkie konfliktowe epitafia na mogiłach są już umieszczone. Polacy całym krajem głosowali na naszych nieporadnych "Gryndżołów". My zaś stawialiśmy w oknach świeczki i razem z nimi modliliśmy się za papieża, który odszedł z tego świata. Ich papieża. W ciągu tych dziesięciu lat miały również miejsce rozmowy z "przyjacielem" Kuczmą. Tak ciepłych rozmów, że razem byśmy nie przebrnęli przez nie Stenogramy rozmów z liderami ukraińskiej opozycji. Tak częstych, że razem byśmy ich nie policzyli. Stenogramy z okrągłych stołów władzy i opozycji. Tak ważnych, że razem ich nie zapomnimy. Zapisywać nowe karty w historii Polski bracia Kaczyńscy - Lech i Jarosław rozpoczęli od razu po zwycięstwie w wyborach parlamentarnych i prezydenckich. Stawiając na lidera przedwyborczych notowań Kijów nie był jedynym. Wielu na świecie stawiał na zwycięstwo ich oponentów nie wierząc w powodzenie prawicowej populistycznej siły. W związku z tym faktem (a także z niemałym rozczarowaniem Zachodu tym, co odbywa się na Ukrainie) niektórzy eksperci zaczęli mówić o tym, że Warszawa stanie się bardziej pragmatyczna w stosunku do Kijowa. I w zamian będzie próbować nawiązać jakościowo inne stosunki z Moskwą. Komentując takie prognozy, Andrzej Krawczyk, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta zajmujący się sprawami międzynarodowymi, oświadczył gazecie, że: "Chcielibyśmy z oboma krajami utrzymywać dobre stosunki. Jednak, nigdy nie zgodzimy się, aby odbywało się to kosztem Ukrainy. Nasze podejście do tematu nie jest wyłącznie pragmatyczne. Mamy też moralne tradycje. Jedna z tych tradycji jest zbudowana na zrozumieniu faktu, iż nie można kosztem jednego narodu mieć dobre stosunki z innym". Dzisiaj Polska znowu wyplata "makramę" starając się zawiązać jak najwięcej węzełków na nitkach interesów Waszyngtonu, Warszawy, Kijowa i Brukseli. Ze strony ukraińskiej w tym skomplikowanym zadaniu widać mało pomocy. Nie jest to dziwne, bo przecież jedna część elity nosi wyszywanki w stylu "Brioni"; druga zaś "rubaszki". Polska elita polityczna nie zważając na jej wielopartyjność bez wątpienia jest bardziej jednorodna niż ukraińska elita. Za to prezydenci dwóch sąsiednich państw, na pierwsze wrażenie, mają wiele wspólnego. Obydwaj podążają "na prawo". Obydwaj deklarują rozbudzenie duchu narodowego i budowanie nowego społeczeństwa. Obydwaj lubią rozmawiać o "czystych" rękach i nawołują do bezwzględnej wojny z korupcją. Obydwaj skłonni są do populizmu. Obydwaj są religijni. Biorąc pod uwagę przemówienia obu liderów, można odnieść wrażenie, że chodzi o to samo państwo. My rzeczywiście w wielu momentach jesteśmy do siebie podobni. Przynajmniej mamy wiele wspólnych problemów. Chociaż podstawowe rozbieżności jest w stanie zauważyć każdy wtajemniczony. Głównie chodzi o to, że Polska bez wątpienia osiągnęła dużo więcej od Ukrainy w zakresie demokratycznych i gospodarczych zmian. Widać, że droga kolejnych polskich reform będzie mniej ciernista niż ukraińska. Ponieważ nasi sąsiedzi mają istotną przewagę: prawa, normy, standardy UE i NATO spełniają rolę swoistych drogowskazów, które nie pozwalają zboczyć z wyznaczonego kierunku. My zaś brniemy do Europy nie tylko pokonując geopolityczne bagna, ale też "boksując" się na naszych rodzimych wybojach. Polska, która ostatnio chętnie wykonywała rolę europejskiego adwokata i lobbisty Ukrainy mogłaby przyjąć funkcję naszego przewodnika do wspólnoty europejskiej. Czy tak się stanie, zależy od tego jak ułożą się stosunki obu prezydentów. Jedyna rozmowa, którą dotychczas przeprowadzili obaj prezydenci daje za mało podstaw do wyciągania wniosków i nie pozwala stwierdzić czy łatwo im będzie znaleźć wspólny język. Mimo podobieństw pomiędzy politykami Juszczenką i Kaczyńskim należy zauważyć, że Kaczyński jest bardziej doświadczonym politykiem. Doktor prawa, profesor Gdańskiego Uniwersytetu, i były prezydent Warszawy rozpoczął naukę sztuki niemożliwego jeszcze pod koniec lat 70, przeszedłszy szkołę polskich niezależnych związków zawodowych - poprzednika słynnej "Solidarności". Syn żołnierza AK ( organizacji, która walczyła z hitlerowskim okupantem, z radzieckimi "wyzwolicielami" i z bojownikami UPA), podczas wywiadu dla Zerkała Tyżnia chętnie demonstrował sympatię do kraju, gdzie mieszka wielu jego krewnych. Deklarował chęć dołożenia wszelkich starań, aby stosunki między naszymi państwami, tak jak poprzednio, pozostawały kontaktami geopolitycznych krewnych.
Dzerkało Tyżnia: Panie prezydencie, chcielibyśmy z pierwszych usta usłyszeć odpowiedź na następujące pytanie. W Warszawie usłyszałam, że A. Kwaśniewski, który przebywa za granicą obawia się powrotu do Polski. Czy były prezydent w związku z kilkoma skandalami korupcyjnymi rzeczywiście ma się czego obawiać?
Lech Kaczyński: Dzisiaj nie widzę podstaw do tego. Nie sądzę, że jest to dobra praktyka. Ja sam po zakończeniu kadencji chciałbym spokojnie żyć w Polsce.
Innymi słowy, uważa Pan, że polski wymiar sprawiedliwości nie będzie miał pytań do byłego prezydenta?
Oczywiście, że różne pytania mogą się pojawić. Kwaśniewski przecież był prezydentem przez dziesięć lat realizował różne działania na podstawie, których mogą też wyniknąć pytania bezpośrednio do niego. Na dzisiaj nie ma się czego jednak obawiać.
Doszedł Pan do władzy z celem zbudowania IV RP. Co jest podstawą tego programu?
Mówiąc krótko, celem jest budowa czystego i efektywnego państwa. I nie jest to cel nieosiągalny. Zadanie polega na maksymalnym zmniejszeniu zjawisk patologicznych i uwolnieniu samych siebie od związków i porozumień, które ciągną się jeszcze z czasów istnienia PRL. Oprócz tego chodzi o nowy system instytutów państwowych, szczególnie o antykorupcyjne zarządzanie i "Komisję Prawa i Sprawiedliwości"(utworzenie organu na kształt nienarodzonego ukraińskiego Narodowego Biura Śledczego, z kolosalnymi pełnomocnictwami do wykrywania przede wszystkim skorumpowanych urzędników we władzy państwowej- J.M.). Jednak są to jedynie wyjątki. Tak naprawdę chodzi o bardziej efektywne zastosowanie prawa. Powinniśmy stworzyć sytuację, kiedy obywatel będzie mógł w większym stopniu wierzyć i liczyć na państwo.
To oznacza, że nie chodzi tylko o lustrację kadr a o "lustrację" reguł gry, systemu?

Zmiany kadrowe tez musza się odbyć. Jednak idea IV RP nie polega na przeprowadzeniu wielkiej kadrowej czystki. Nie można wszystkiego sprowadzać do tego gdyż byłoby to zbyt proste. Powinniśmy stworzyć państwo z inną niż dotychczas jakością i poziomem efektywności. Całkiem możliwe jest, że efektem tego procesu będzie nowa Konstytucja. Dzisiaj wszyscy żyjemy w III RP, a IV RP jest celem, programem, który rozpoczynamy realizować.
Stanisław Lem bardzo sceptycznie prognozował mówiąc, że za "cztery lata bracia utoną w niespełnionych obietnicach". Jak odpowiedziałby Pan pisarzowi?
Najpierw zaproponowałbym mu zajęcie się fantastyką, a nie polityką. Chociaż jak obywatel ma on prawo do wysławiania swojej opinii. Nasz program rzeczywiście jest bardzo ryzykowny: chcemy wiele zmienić, ale "opór" materiału jest bardzo duży. Kiedy jednak człowiek poważnie zajmuje się polityką, kiedy w tym celu rezygnuje z wielu rzeczy, przede wszystkim z własnej wolności, kiedy rezygnuje z dużych pieniędzy i kariery prawniczej (a ja uważam się za dobrego prawnika) oznacza to, że taki człowiek stawia sobie cel zrobienia czegoś, co jest niezbędne dla państwa. Zrozumiałym jest i to, że jeszcze nikomu na świecie nie udało się zrealizować swojego programu w pełni, na sto procent. Jednak daję głowę, że jeszcze kilka lat temu, pan Lem nie byłby w stanie przewidzieć, że ja będę prezydentem, a mój brat przewodniczącym partii rządzącej. Zresztą Lem powiedział także, że moja i mojego brata rola na przełomie lat osiemdziesiątych z dziewięćdziesiątymi była "zbiegiem okoliczności". Wtedy się mylił. Myślę, że i teraz też się myli.
Panie prezydencie, pewien klasyk powiedział: "Władza absolutna demoralizuje absolutnie". Jarosław Kaczyński jest pierwszą postacią partii "PiS", która kontroluje większość w parlamencie i formuje urząd. Pan jest prezydentem. Opozycja faktycznie pozbawiona jest możliwości wpływania na podjęte decyzje. Tworzy się "żyzny grunt" do pokus i pomyłek...
Prawdopodobnie ja i mój brat rzeczywiście jesteśmy wpływowymi polskimi politykami, ale w Polsce premier posiada dużą autonomiczną władzę. Chcę zapewnić, że K. Marcinkiewicz nie dzwoni codziennie ani do mnie a ni do mojego brata. My też nie nadużywamy takiego kontaktu w stosunku do Marcinkiewicza. Codzienne życie władzy wykonawczej leży w jego rękach. Strategiczne decyzje oczywiście podejmuje mój brat. Ja także zgodnie z Konstytucją nie jestem ostatnim człowiekiem w Polsce. Jednak do mówienia o naszej totalnej kontroli nie ma żadnych podstaw. Nie mogę zgodzić się z pani oceną dotyczącą możliwości polskiej opozycji. Ona ma wpływ i to niemały. Na przykład opozycja kontroluje znaczącą część "czwartej władzy". I to co można usłyszeć w "straszakach" o chęci wprowadzenia przez braci dyktatury w Polsce jest właśnie dowodem na możliwości opozycji. Dodam jeszcze, że w Polsce funkcjonują niezależne sądy. Jest także Sąd Konstytucyjny, który odegra bardzo ważną rolę. I sądząc po jego ostatniej dyskusji z moim bratem Jarosławem nie można powiedzieć, że sympatyzuje on z nową władzą.. Nie będę ukrywał, że wpływ prezydenta na politykę jest może nawet znacznie szerszy niż oficjalne ramy moich pełnomocnictw. To znaczy, że posiadam mniej władzy niż możliwości wpływania. Wpływowym politykiem jest także mój brat i co tutaj ukrywać? Jednak trzeba pamiętać o wielkiej roli i wadze premiera. A on nie jest już naszym bratem.
Można to zmienić robiąc go ojcem chrzestnym. W Polsce problem jest z braćmi, a u nas z ojcami chrzestnymi.
Po pierwsze, my reprezentujemy prawicę. Po drugie, jesteśmy żonaci. Po trzecie, mamy już dorosłe dzieci. Kiedy zaś nasze dzieci były małe, nie znałem jeszcze premiera. A mówiąc poważnie, to w Polsce nikomu nawet nie przyszłoby do głowy żeby otaczać się ojcami chrzestnymi. Sam jestem z Warszawy, ale duża część mojego życia związana jest z Sopotem. Od razu po wyborczym zwycięstwie zebrałem moich przyjaciół w tym mieście. Na przyjęciu były trzy-cztery osoby, które zajmują się polityką. Reszta z czterdziestu zaproszonych gości to architekci, nauczyciele, prawnicy itp.
Dzisiaj u nas na Ukrainie dużo mówi się o zawyżonych oczekiwaniach społeczeństwa po zmianie władzy. Politycy są bardziej realistyczni w swoich opiniach, niż przeciętni obywatele. Jak Pan ocenia pierwszy rok pomarańczowej władzy na Ukrainie? Polska nie stała obok procesów, które odbywały się na Ukrainie. Czy spełniły się Pańskie oczekiwania?
Jak wcześniej tak i teraz wierzę, że Ukraina zachowa swój prozachodni kierunek. Jeśli chodzi zaś o istniejące problemy, to można było je przewidzieć. Doskonale pamiętam podziały w obozie Solidarności, które nastąpiły po zwycięstwie. Same związki zawodowe nie podzieliły się. Zaś obóz bojowników z reżimem się rozpadł. Wtedy bardzo aktywnie zajmowałem się polityką i analogicznie do sytuacji w Polsce chcę powiedzieć, że "pomarańczowi" zjednoczyli się w walce "przeciwko komuś". Dzisiaj zaś trzeba określić się "za czym jesteś?" A zrobić to jest o wiele trudniej. Czasy prezydentury Krawczuka i Kuczmy wyprowadziły Ukrainę z komunistycznej historii. Obecnie decydują się jej dalsze losy. Należy zadecydować dokąd prowadzić kraj dalej, jaki system budować.
Przez ostatnie dziesięć lat Polska na Zachodzie pełniła rolę ukraińskiego adwokata. Czy Warszawa zamierza nadal pełnić tę misję?
Ukraińska kwestia jest jednym z podstawowych priorytetów naszej polityki międzynarodowej. Jeszcze w XIX wieku w Polsce narodziło się hasło: "Za wolność Naszą i Waszą!" My sami przez 150 lat walczyliśmy o niezależność i suwerenność, dlatego też sądzimy, że naszym moralnym obowiązkiem jest pomaganie w tym, innym narodom. Przede wszystkim narodowi ukraińskiemu, który bez wątpienia jest naszym bratnim sąsiadem. My już dawno określiliśmy się słowami "Bez wolnej Ukrainy nie ma wolnej Polski". Dlatego też, jesteśmy bardzo mocno zainteresowani pełną ukraińską suwerennością, gospodarczym dobrobytem, wysoką stopą życiową obywateli Waszego państwa. Nie znam żadnego polityka w Polsce, który nie wspierałby takiego podejścia do ukraińskiej kwestii. To stanowisko nie podlega żadnym zmianom koniunktury politycznej.
Na Ukrainie tylko 1,5-2 % ludności uważa, że stosunki z USA są priorytetem. W Polsce natomiast mimo tego, że jesteście członkiem UE istnieje zgoda jak i w kołach elity tak i w społeczeństwie co do dominacji strategicznego partnerstwa z Ameryką. Dlaczego stosunek do USA jest tak różny u dwóch słowiańskich narodów?
U nas tak naprawdę, istnieją dwa priorytety. Dlatego nie chcielibyśmy, aby postawiono nas przed pytaniem: "Co dla was jest ważniejsze: eurointegracja czy stosunki euroatlantyckie?" To tak jak zapytać dziecko: "Kogo bardziej lubisz: mamę czy tatę?" Rozumiem, że ukraińska sytuacja jest trochę inna. Po pierwsze, kiedy rozmawiamy o spełnianiu kryteriów UE, to mamy na względzie trwały proces. Wielkim osiągnięciem dla Ukrainy będzie zamknięcie tego procesu w ciągu 10 lat. Najprawdopodobniej jednak potrwa to 20 lat. Kwestia NATO jest odmienna. Realia wskazują na to, że Ukraina może zostać członkiem aliansu już w ciągu 3 lat. Możliwe, że w krótkookresowym planowaniu należałoby skupić się na integracji euroatlantyckiej. W tej kwestii bowiem można dość szybko osiągnąć wyniki. Po drugie, Polska przebywając w kręgu wpływów Związku Radzieckiego nie była krajem suwerennym. Jednak mimo wszystko nie znajdowaliśmy się wewnątrz ZSRR tylko na zewnątrz. Na Ukrainie, części ZSRR, NATO zawsze było przedstawiane jako wróg zewnętrzny. Ogólne zasady socjologii mówią, że nie można szybko zmienić sztucznie tworzonego przez dziesięciolecia klimatu psychologicznego. Dzisiaj wiemy na pewno, że NATO i obecność USA w Europie przyniosły kontynentowi stabilizację i pokój. Dzięki takiemu sąsiedztwu Polacy i Ukraińcy mogą czuć się bezpiecznie. Szybciej rozumieją to fachowcy i analitycy niż prości ludzie, którzy tak jak wcześniej patrzą na świat oczyma jednego obozu. Sedno jednak nie w tym, że jeden z obozów stał się mocniejszy od tego, który się rozpadł. Najważniejsze jest to, że transatlantyczny obóz okazał się cenny i moralny. I zadaniem elity jest uświadomienie tego faktu zwyczajnym obywatelom.
Dlaczego Polska wstępując do NATO nie musiała organizować referendum?
Nasze prawo nie wymagało takiej procedury. Decyzja w tej kwestii zawierała się w kompetencjach parlamentu. A skład osobowy tego organu władzy jest przecież wyrażeniem woli narodu. Parlament posiadając prawo zmiany Konstytucji, zmiany podatków, kasacji kary śmierci absolutnie zgodnie z prawem uchwalił decyzję o wstąpieniu do NATO. Chcę zauważyć, że w społeczeństwie praktycznie nie było żadnych dyskusji na ten temat. Ponad 80% Polaków popierało przystąpienie do Sojuszu. Dzięki temu zdobyliśmy poczucie bezpieczeństwa, niczego przy tym nie tracąc.

Czy zna Pan Panie Prezydencie umowy gazowe, które Kijów i Moskwa podpisali na początku stycznia?
Te decyzje wywołują nasze wątpliwości. Na ten temat będę rozmawiał z prezydentem Juszczenką podczas mojej wizyty w Kijowie. Jest mi znany cały szereg opinii na ten temat. Sam od opinii na razie się wstrzymam. Pragnę jednak zauważyć tylko, że temat ten był szeroko omawiany podczas mojej wizyty w Waszyngtonie.
Wiadomo, że z Bushem rozmawialiście o Ukrainie. Chciałabym jednak dowiedzieć się o szczegółach tych rozmów?
Tematem rozmów był problem gazowy, jak dokładnie rozwijać się będzie sytuacja na Ukrainie, jak inne państwa mogą pomóc Ukrainie. Wnioski były następujące: nikt nie ma prawa być ukraińskim namiestnikiem. To jej naród ma samodzielnie decydować o niezależności państwa. Taki był ogólny kontekst rozmowy. Chcę zauważyć też, że ponad jedną trzecią czasu rozmowy poświęciliśmy Ukrainie.
Niektórzy światowi eksperci obserwujący zachowanie państw posiadających duże zapasy naturalnych źródeł energii zaczęli mówić o "drugiej broni jądrowej". Co Pan sądzi o tych opiniach i co to według Pana znaczy " broń odstraszająca"?
Nie nazywałbym tego "bronią atomową", a nazwałbym natomiast "silnym mocnym czynnikiem nacisku". Dzisiaj udaję się do Francji po to, aby przekazać pewne propozycje opracowane przez nasz rząd. Dzisiaj w Europie tworzy się nowa tendencja, której sednem jest uświadomienie konieczności walki o ogólne bezpieczeństwo energetyczne. Nie ma wątpliwości, że temat ten będę omawiał w Kijowie.
Jaki ma Pan stosunek do pomysłu utworzenia pomiędzy Ukrainą i Polską wspólnej przestrzeni tranzytowej? W ciągu najbliższych pięciu lat, w rzeczywistości, te dwa kraje będą kontrolować cały gaz, który będzie przesyłany tranzytem przez ich terytoria ze wschodu na zachód. Czy nie jest to czynnik "powstrzymujący" tych, którzy nadużywają czynnika "nacisku"?
Nie wykluczam, że prezydent Juszczenko zaproponuje podczas naszego spotkania jeszcze jakieś tematy do omawiania. Ja natomiast mam dwie główne sprawy do omówienia: sytuacja wewnętrzna w Polsce i na Ukrainie, bezpieczeństwo energetyczne. Tutaj jest dużo do omówienia: gaz, Turkmenia, Rosja, Morze Kaspijskie, Morze Czarne. Także i "Odessa-Brody", Brody i dalej na północ, Brody i dalej na południe. Do omawiania tematu bezpieczeństwa energetycznego należy podchodzić z różnych stron. W rzeczywistości omówienie tego tematu dla Ukrainy może stać się dużą szansą, która może przyspieszyć jej zbliżenie się do UE i NATO. Zrozumiałym jest fakt, że do NATO macie teraz bliżej. Jednak na obu kierunkach należy oczekiwać pojawienia się dużej ilości inicjatyw związanych z bezpieczeństwem energetycznym. Zastanawiam się nawet, czy gdyby Rosjanie mieli świadomość tego jakie skutki będą miały ich decyzje podjęte na przełomie roku, to czy w ogóle zdecydowaliby się je podjąć?
Uważa Pan, że w UE już uświadomiono sobie, że dzisiaj zjedzą Ukrainę, a jutro kogoś z nas?
Żeby otrzymać odpowiedź na to pytanie musiałaby pani objechać oprócz Warszawy jeszcze dwadzieścia cztery stolice. Ja osobiście uważam, że pewne zmiany nastąpiły: teraz przypomniano sobie to, co już poszło w niepamięć. Remedium na zapomnienie stała się sytuacja, gdy po zakręceniu kurka gazowego spadło ciśnienie gazu w odległych północnych Włoszech... Mimo tego dzisiaj nie jestem w stanie jasno powiedzieć jakie decyzje zapadną w sprawie zagwarantowania bezpieczeństwa energetycznego. Upłynęło zbyt mało czasu.
Premier Włoch Sylvio Berlusconi faktycznie zarzucił Ukrainie nielegalne podbieranie gazu. Polska też nie otrzymywała wystarczającej ilości gazu. Czy w związku z tym planujecie wysunąć w stosunku do Kijowa finansowe bądź werbalne pretensje?
Nie chcielibyśmy mówić źle o Ukrainie. Ale pod warunkiem, że nasza współpraca będzie się dobrze układać. Polacy dawno wiedzieli, że nasze miejsce jest w UE i NATO. Kropkę nad i postawiono ostatecznie w 1999 roku. Podobnie chcielibyśmy, aby w stosunku do Ukrainy w najbliższej przyszłości postawiono taką decydującą kropkę. Uważamy, że mamy w tym także swój cel.
Kiedyś A. Kwaśniewski mówił, że dobudowa naftociągu "Brody-Płock" powinna być realizowana za pieniądze polskich biznesmenów, a nie za pieniądze państwa. Czy są już chętni biznesmeni? I jeszcze pytanie w celu poznania stopnia gotowości do działania: czy wydzielono już w Polsce działki budowlane dla naftociągu?
Nie, działki nie zostały wydzielone. Ogólnie rzecz biorąc w związku z zainteresowaniem UE, które pojawiło się w tej kwestii sprawa trochę się komplikuje. Jej rozwiązania, tak jak i pani, na razie nie widzę. Projekt ten, rzeczywiście miał być realizowany przez pewnych biznesmenów. Jednak ten fakt nie czyni tego problemu prostszym; wręcz przeciwnie. Nie będę podawał ani nazwisk ani firm, ale w stosunku do niektórych pojawiły się u nas wątpliwości. Żeby zrealizować ten projekt niezbędne jest włączenie uczciwego biznesu. I nie ma znaczenia czy będzie on polski czy też zagraniczny.
Czy Polska zamierza rozpocząć budowę elektrowni atomowych? Przecież na świecie wielu zastanawia się nad tym.
Na razie nie. Zbyt silnym był szok związany z Czarnobylem. W 1989 roku na samym początku III RP w Polsce finalizowano budowę elektrowni atomowej. Jednak protesty obywateli nie pozwoliły zakończyć jej budowy. Nie myślę, że przyszedł czas, aby znowu powracać do tego tematu.
Jak wyobraża sobie Pan koalicję w przyszłej Radzie Najwyższej?
Odpowiedź na to pytanie chciałbym otrzymać od samych Ukraińców. Nasi eksperci mówią o dwóch możliwych wariantach. Osobiście, chciałbym wierzyć w to, że Ukraina nadal pozostanie pomarańczowa. Mam na myśli to, że będzie miała rynkową gospodarkę i będzie zorientowana na wartości europejskie. Jednak realizowanie prozachodniego kierunku musi przebiegać bardzo ostrożnie: należy go zrozumieć i przyjąć a nie wkuwać na pamięć.
Czy zgodnie z polską tradycją ma Pan zamiar spotykać się w Kijowie z ukraińską opozycją?
Czasy się zmieniły, ale tradycja pozostała. Mam pewne plany, ale nie chcę mówić o ich szczegółach. Przyznam się tylko, że istnieje część opozycji, z którą chciałbym się spotkać oraz istnieje też część, z którą nie za bardzo...
Czy to prawda, że w Odessie, którą ma Pan zamiar odwiedzić mieszka Pana rodzina?
Na Ukrainie mieszka czworo moich kuzynów. Ktoś w Połtawie, ktoś w Odessie. Gdzie obecnie mieszka mój kuzyn Wiktor - biznesmen, który zajmował się na Ukrainie Internetem, niestety nie wiem. W Odessie mam zamiar spotkać się z ciotką, siostrą cioteczną mojej matki.
 
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.