przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Financial Times: Obecnie w Londynie przebywa wielu Polaków. Czy jest to zjawisko pozytywne?

Lech Kaczyński: Pozytywne jest to, że oni podnoszą swoje kwalifikacje, ślą pieniądze do Polski i polepszają jakość życia swoich rodzin. Jeżeli ludzie ci wrócą do kraju to, myślę, że będzie bardzo dobrze, natomiast jeżeli nie wrócą, to będzie źle.

Jak Pan widzi przyszłość Unii Europejskiej?

Problem jest podstawowy: czy mamy zrezygnować z państwa narodowego na rzecz jakiegoś rodzaju federacji czy też quasi-federacji. Co do tego jestem sceptykiem. Czy rządzenie Unią może odbywać się nadal w taki sposób jak obecnie? Nie, to jest niemożliwe w przypadku unii obejmującej co najmniej 27 państw. Moim zdaniem, to powinna nadal być unia państw, bo jestem przekonany, że państwo narodowe jeszcze nie zakończyło swojej misji.

Czy potrzebna jest nowa konstytucja?

Potrzebny jest nowy pakt podstawowy. Jeśli o mnie chodzi, nie ma znaczenia jego nazwa, czy to będzie konstytucja, czy coś innego.

Czy Polska ma jakiś pomysł na taki nowy traktat?

Naszą koncepcję przedstawimy do końca pierwszego kwartału przyszłego roku. Będzie to na pewno propozycja bardziej zwięzła niż obecny traktat konstytucyjny.

Rozszerzenie to kolejna ważna sprawa dla Europy.

Jest kilka mniejszych krajów, prawie gotowych do wstąpienia do Unii i są kraje w obszarze naszego zainteresowania, które mogłyby liczyć na przyjęcie w ciągu dziesięcioleci. Ważne jest, aby im taką perspektywę zaoferować.

Myśli Pan o Ukrainie?

Myślę o Ukrainie i Gruzji.

A Turcja? Czy Turcja powinna być członkiem UE?

Polska popiera członkostwo Turcji w Unii Europejskiej. Jest to zasadniczo sprawa cywilizacyjna. Decydując się na wspieranie członkostwa Turcji uważamy, że kraj ten będzie się europeizował.

A czy dostrzega Pan podobne sprawy cywilizacyjne w przypadku Ukrainy?

W przypadku Ukrainy te kwestie są zupełnie inne. Ukraina żyła pod rządami komunistów znacznie dłużej niż Polska, o 25 lat dłużej. I tam wiele musi się zmienić. Ale czym innym jest stwierdzić, że droga do przebycia jest daleka – nasza polska droga trwała 11-12 lat – a czym innym powiedzieć: kontynuujmy politykę dobrego sąsiedztwa i nic się nie zmieni.

Czy istnieje zagrożenie rosyjskie dla Polski i Unii Europejskiej?

Bezpośredniego zagrożenia militarnego nie ma. Ale z jednej strony jest znaczne uzależnienie od rosyjskiej energii, a z drugiej istniejąca wciąż potęga militarna. Stąd nieustająca rola NATO.

Czy nie ma Pan wrażenia, że unijni partnerzy Polski nie są zgodni co do ewentualnego rosyjskiego zagrożenia w dziedzinie energii?

Myślę, że świadomość tego jest coraz większa. Rosja dysponuje ogromnymi zasobami energii i trudno z nich nie korzystać. Ale to oznacza także tworzenie alternatyw na różnych kierunkach i tu potrzebna jest europejska solidarność.

A nie ma jej?

Żadnej, szczerze mówiąc.

Spodziewa się Pan, że Niemcy zrozumieją polskie problemy jeśli chodzi o energię?

My rozumiemy konieczność kompromisu, ale nie może być tak, że w tej dziedzinie jeden kraj europejski, nawet jeżeli jest to bardzo silny kraj, podejmuje decyzję w sprawie konkretnego rozwiązania tak, jakby na chwilę wystąpił z Unii, a następnie oświadcza, że decyzji nie zmieni, nawet jeżeli jest ona sprzeczna z interesami pozostałych państw Unii.

Ma Pan na myśli rurociąg północny?

Na przykład.

Czy Polska może jeszcze powstrzymać ten plan, czy jest już za późno?

Myślę, że oprócz Polski są jeszcze inne kraje niezbyt tym zainteresowane. My chcemy rozwiązywać problemy w sposób racjonalny, ale nie możemy zgodzić się na koncepcję sprowadzającą rolę Polski do uznawania priorytetów innych państw ponieważ mamy interesy własne.

To jest trudne do osiągnięcia w sytuacji gdy Polska nie należy do największych ani najbogatszych państw Unii.

Nie zgadzamy się z poglądem, że zrobiono nam grzeczność. Jesteśmy w sytuacji państwa, które było członkiem zwycięskiej koalicji, ale wskutek decyzji, na które nie mieliśmy wpływu, pozostawiono je bez szans na rozwój. Mówię to bardzo spokojnie. Nie zgodzimy się na taki punkt widzenia. W niektórych obszarach Unii Europejskiej działa zasada jednomyślności. Wiem, że niezbyt wygodnie jest być osamotnionym w Unii, ale też wcale się tego nie boimy.

Jest też unijny wymóg wprowadzenia euro, a Polska jako nowe państwo członkowskie podjęła takie zobowiązanie.

Tak, ale nie jest powiedziane kiedy.

Nie chcecie tego?

Wprowadzenie euro spowodowało wyraźny wzrost cen. Inna kwestia to nasza własna polityka monetarna. Często spieram się o kształt tej polityki w Polsce, ale w tej sprawie ma też pewien wpływ polska opinia publiczna. Jest oczywiste, że jeżeli polityka ta będzie realizowana przez bank we Frankfurcie, to będzie ona związana, delikatnie mówiąc, nie wyłącznie z polską gospodarką, a nie muszę mówić kto ma tam najwięcej do powiedzenia. Nie znaczy to, że pod koniec mojej kadencji nie powinno odbyć się w Polsce referendum, gdzieś około roku 2010.

Czy uważa Pan, że euro to proces długofalowy?

To wciąż jest eksperyment.

Jeśli chodzi o Niemcy, to istniało wrażenie, że sprawy historyczne odchodziły w przeszłość. Dlaczego nie udało się zamknąć tych spraw i zostawić ich historykom?

Problem powstał w Niemczech. Nie ukrywam, że jest to dla mnie problem niewygodny.

Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, to Polska wniosła ogromny wkład wojskowy w Iraku, a teraz ma robić to samo w Afganistanie.

Dla nas bliskie stosunki z Waszyngtonem są ważne. Nie mamy poczucia żalu. Rozumiemy, że w naszym interesie leży silne NATO i solidarność z różnymi przedsięwzięciami Stanów Zjednoczonych.

Co do spraw wewnętrznych, można odnieść wrażenie, że rząd PiS-u bardzo koncentruje się na przeszłości.

Bez rozwiązania pewnych problemów związanych ze sposobem, w jaki zbudowano w naszym kraju kapitalizm, gospodarka rynkowa nie nabierze takiej dynamiki, jaką by mogła osiągnąć. System komunistyczny opiera się na siatce kontaktów osobistych i układ ten został przeniesiony do gospodarki rynkowej, która wskutek tego jest mniej wydajna niż by mogła być. Podkreślam, że przy tym skoncentrowaniu na przeszłości gospodarka rośnie znacznie szybciej niż przedtem. Wyniki rządów ostatniego roku nie są tylko dobre, lecz bardzo dobre i to dzięki rządowi, który nie ma powiązań z elitami zakorzenionymi w komunizmie czy z częścią elit postsolidarnościowych.

Rząd miał parę konfliktów z Leszkiem Balcerowiczem. Jak Pan ocenia jego pracę i kogo przewiduje Pan na jego następcę?

Nie kwestionuję zasług pana Balcerowicza, ale to on prowadził Polskę drogą reform, które były społecznie bardzo kosztowne. Mam o wiele bardziej krytyczny sąd o jego działalności po roku 1997, gdy został wicepremierem, ministrem finansów, a następnie prezesem banku centralnego, zwłaszcza dlatego, że nadmiernie schłodził gospodarkę. Gospodarkę należało schłodzić do minus 2 stopni, a nie minus 20. Ponadto, kraj na dorobku nie może stosować najwyższych stóp procentowych na świecie bo to niszczy opłacalność inwestowania. To było antyrozwojowe, nie prorozwojowe.

Czy według Pana bank powinien kierować się nie tylko stopą inflacji, lecz także innymi czynnikami?

Bank centralny powinien być instytucją współpracującą z innymi organami na rzecz możliwie najszybszego rozwoju, oczywiście biorąc pod uwagę jego podstawowe zadanie, czyli politykę pieniężną.

A jeśli chodzi o osoby, to kto zastąpi Balcerowicza?

Pan Balcerowicz jest w Polsce bardzo potężną osobą, a układ interesów powiązanych z sektorem bankowym jest wyjątkowo silny. To trzeba zmienić. Chciałbym, by jego następca, który niekoniecznie musi podzielać moje poglądy, był osobą wypełniającą nieco inną misję.

Dowiedzieliśmy się, że były sugestie ze strony Pańskiego brata dotyczące europejskiej armii. Czy rzeczywiście była taka propozycja?

Armii? Raczej jakiegoś korpusu. Mamy obecnie sytuację, w której UE potrzebuje około 8 000 żołnierzy w Libanie i jest problem skąd ich wziąć. Potrzebne są siły nie do zastąpienia armii poszczególnych państw, lecz takie, które można łatwo zgromadzić nie tylko wówczas, gdy potrzeba 8 000, ale nawet 25 000 czy 30 000 żołnierzy. Oczywiście, w razie jakiegokolwiek zagrożenia zewnętrznego, korpus taki wspomagałby każdego, kto znalazł by się w niebezpieczeństwie. Trzeba też jasno powiedzieć, że wchodziłby on w ramy NATO.

Aż do 100 000 żołnierzy?

Od 80 000 do 100 000.

Czy Polska prowadzi rokowania z innymi krajami?

Odbyło się kilka rozmów. Premier rozmawiał z kanclerzem, ja rozmawiałem z szefem Komisji Europejskiej José Manuelem Barroso.

A czy będzie Pan rozmawiał na ten temat z premierem Blairem?

Z Tonym Blairem odbędzie się bardzo krótka rozmowa, ale być może uda się poruszyć ten temat.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.