przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
„Polska nie jest antyniemiecka”

Przybywający w tym tygodniu do Kraju Saary prezydent Lech Kaczyński występuje na rzecz małych państw w UE i ostrzega Berlin przed rosyjskim sąsiadem

FOCUS: Panie Prezydencie, we wtorek przyjeżdża Pan do Niemiec na szczyt z udziałem Pańskiego francuskiego kolegi, prezydenta Chiraca, i pani kanclerz Merkel. Latem spotkanie to zostało przełożone — właśnie wtedy, gdy jedna z niemieckich gazet opublikowała złośliwą satyrę na Pana. Czy oczekuje Pan, że pani Merkel wypowie się w tak zwanej „aferze kartoflanej“?

Lech Kaczyński: Jadę na szczyt w nadziei na rzeczową rozmowę trzech partnerów o teraźniejszej Europie, o przyszłości Unii Europejskiej oraz o perspektywach niemieckiej prezydencji w Radzie. Pragnę też przypomnieć, że szczyt był już przekładany wcześniej, nie z naszego powodu. Jeżeli już pada jednak pytanie o "aferę kartoflaną“, to nie ona była przyczyną przesunięcia szczytu. Nie sądzę także, bym kiedykolwiek usłyszał stanowisko pani Merkel na ten temat.

Zarówno Panu jak i rządowi zarzuca się antyniemieckie nastawienie. A więc, czy to prawda, czy nie?

Polska nie jest antyniemiecka. Jest tylko brakiem realizmu wymaganie od nas, byśmy  pochwalali pomysły skierowane przeciwko naszym interesom, jak na przykład rurociąg bałtycki czy Centrum przeciwko Wypędzeniom. Oznaczałoby to mianowicie, że antyniemiecki nie jest tylko taki rząd, który reprezentuje w Polsce niemieckie interesy.

Z jednej strony Polska obstaje przy zachowaniu własnych interesów narodowych, z drugiej strony - chce wymusić solidarność Wspólnoty, jak na przykład przed dwoma tygodniami, gdy na spotkaniu Unii Europejskiej w Helsinkach zablokowała swoim wetem negocjacje z Rosją.

Mamy prawo oczekiwać solidarności, bo sami jesteśmy solidarni. Co prawda każdy kraj Unii Europejskiej reprezentuje swoje interesy, ale nie może być tak, że liczą się sprawy tylko niektórych. Rosja blokuje nasz eksport mięsa pomimo obowiązującego porozumienia z Unią, stąd weto.

A dlaczego protestujecie tak usilnie przeciwko niemiecko-rosyjskiemu rurociągowi bałtyckiemu zamiast skorzystać z proponowanego Polsce odgałęzienia?

Ponieważ naiwnością byłoby wierzyć, że Rosja nie mogłaby zastosować energii jako środka władzy, że Gasprom nie jest wśród przedsiębiorstw gospodarki prywatnej przypadkiem szczególnym. Co więcej, nikt dotychczas nie wyjaśnił nam, czemu Niemcy wybrały wariant droższy, czyli rurę pod wodą, zamiast rurociągu naziemnego. Poza tym to odgałęzienie jeszcze silniej uzależniłoby nas od rosyjskiej energii.

Rosja jest tak samo zależna od eksportu do Europy.

Nie mogę uwierzyć, by niemieccy politycy nie dostrzegali różnic między krajami takimi jak Francja, Niemcy i Polska z jednej a Rosją drugiej strony - Rosją z jej gigantycznymi wydatkami zbrojeniowymi i niebywałą ekspansją, rozwijaną mimo wielkich problemów socjalnych. Teoretycznie Rosja mogłaby przetrwać i bez dostaw gazu, natomiast Europa - nie. Najniebezpieczniejsze wśród tego, co ostatnio słyszałem, było jednak twierdzenie, że Rosja ma dwóch partnerów strategicznych, Unię Europejską i Niemcy. A ja sądziłem, że Niemcy są częścią Unii...

Czy zakłada Pan więc, że Rosja jest krajem niebezpiecznym dla całej Europy?

W ten sposób nie można zadać takiego pytania. Historia kilkakrotnie już pokazała, że Polacy potrafią bardzo realistycznie oceniać Rosję. W Rosji występują zjawiska, które nie zdarzają się gdzie indziej. Nie wszystkie fakty są znane opinii publicznej. Ale to, że pani Politkowska została zamordowana a sprawa Litwinienki wydaje się w najwyższym stopniu podejrzana, nie podlega dyskusji. W każdym razie, w Polsce w ubiegłych latach nie stracił życia żaden opozycjonista.

Tematem innego konfliktu między Niemcami i Polską stało się planowane Centrum przeciwko Wypędzeniom Eriki Steinbach. Czy Niemcy nie mają prawa dokumentować losów wypędzonych?

Wypędzenie z pewnością było bardzo bolesne, ale też na pewno nieporównywalne z holocaustem i stratami tych krajów, które zostały zaatakowane.

Ale pani Steinbach wcale temu nie zaprzecza.

Trzeba jednak wziąć pod uwagę i to, że wypędzenie było następstwem wojny, którą rozpoczęli Niemcy.

Także i to nie budzi wątpliwości w związku z koncepcją Centrum. Polscy historycy zostali nawet zaproszeni do współpracy.

Mam zasadnicze wątpliwości co do tego, czy to właśnie Niemcy powinni opisywać wypędzenia w Europie. Chodzi raczej o pewien rodzaj rewizjonizmu i przesunięcie definicji ofiar i sprawców. Nie zaprzeczam tym samym subiektywnym cierpieniom także ludności niemieckiej. Ale wypędzeni przeżyli, a nie mogły przeżyć miliony polskich obywateli, nieponoszących winy za wojnę.

Czy byłoby lepiej, gdyby takie Centrum powstało w Polsce?

Nie, nie jesteśmy zainteresowani tym, by takie centrum miało powstać. Badania tego tematu powinno się prowadzić tylko z perspektywy naukowej.

Dlaczego dla Polaków wciąż jeszcze tak ważna jest historia?

Jak to historia? Pani Steinbach to czysta teraźniejszość.

Ale reprezentuje ona zanikającą mniejszość.

Bywa jednak często wspierana przez elity polityczne w Niemczech.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.