przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Stanislav Drahny: Skończyło się właśnie spotkanie prezydentów państw Grupy Wyszehradzkiej. W jakich kwestiach prezydenci się zgodzili? Czy miało ono jakieś praktyczne znaczenie?

Lech Kaczyński: Rozmawialiśmy o sprawach, w których łączą nas wspólne interesy. Zdecydowaliśmy, iż w takich przypadkach będziemy postępowali wspólnie, podobnie jak to robią państwa Beneluksu. W Lanach rozmawialiśmy głównie o wejściu naszych państw do strefy Schengen, ale również o obowiązku wizowym, obowiązującym naszych obywateli podczas podróży do Stanów Zjednoczonych.

Czego szczególnie dotyczyły Pana rozmowy z Prezydentem V. Klausem?

Z prezydentem V. Klausem rozmawialiśmy przede wszystkim o sytuacji politycznej w Polsce i w Republice Czeskiej. Mówiliśmy o przyszłości rządu pana premiera M. Topolanka, ponieważ naturalnie bardzo mocno interesuje nas rozwój sytuacji politycznej w RCz, podobnie jest zresztą i na odwrót.

A oprócz polityki?

Rozmawialiśmy również o autostradzie, która miałaby prowadzić z południa na północ przez terytorium RCz. Jest to wielka inwestycja Unii Europejskiej, która dla naszego kraju, a szczególnie jego południowej części, ma duże znaczenie

To, że pomiędzy naszymi państwami nie znikną kontrole graniczne, głównie w wyniku odłożenia rozszerzenia strefy Schengen, jest postrzegane w Czechach bardzo negatywnie.

Podobnie krytycznie wszyscy to oceniamy.

Czy jest możliwy wspólny nacisk na UE w tej kwestii?

To jest właśnie ten przykład, gdy nasza współpraca może nam bardzo pomóc. Mamy tu wszyscy wspólny interes. Pozostaje tylko pytanie, w jaki sposób możemy na Unię oddziaływać. Problem ten ma charakter techniczno-organizacyjny, ponieważ Unia jest bardzo skomplikowanym mechanizmem. Koordynacja jakiegoś stanowiska jest stosunkowo łatwa, ale przeforsowanie go w Radzie Europejskiej, jest już trudniejsze. W organach Rady, a mianowicie w poszczególnych Komisjach, które przygotowują odpowiednie dokumenty, jest to jeszcze bardziej skomplikowane. Kwestia granic jest dla nas na tyle ważna, iż mechanizm wspólnego postępowania powinien powstać. Musiałaby powstać jakaś struktura, która umożliwiłaby koordynację. Ale tak naprawdę jest to tylko kwestia technologii.

Wspólnie jesteśmy również zainteresowani zniesieniem amerykańskich wiz dla Europy Środkowej. Wiem, że Polacy wszelkimi siłami starają się o zlikwidowanie obowiązku wizowego.

Nie wiem, czy starania te zakończą się sukcesem, ponieważ zależy to głównie od decyzji Amerykańskiego Senatu. Zawsze powtarzam Amerykanom, iż jesteśmy gotowi solidarnie przyłożyć naszą rękę nawet do sprawy, która bezpośrednio nawet nie leży w naszym interesie.
Nie dotyczy to tylko Stanów Zjednoczonych. Podczas moich rozmów w Pradze zaproponowałem, abyśmy nawzajem wspierali się również pod tym względem. Podam przykład: czy Polska jest silnie zainteresowana Bałkanami? Oczywiście, że nie. Ale jesteśmy gotowi wspierać politykę węgierską czy słowacką, ponieważ dla nich region ten jest znacznie bardziej istotny.

Polska występuje jako wierny sojusznik Stanów Zjednoczonych, obecnie zamierza wysłać do Afganistanu ok. tysiąca żołnierzy, dalsi Polacy udają się na inne misje na Bliskim Wschodzie. Przypuszczam, że Pan Prezydent to popiera.

Decyzja o tym, że wyślemy do Afganistanu znacznie więcej żołnierzy zapadła dużo wcześniej. Inną kwestią była decyzja o wysłaniu naszych żołnierzy do Libanu. Musieliśmy podjąć szybką decyzję, ponieważ oczywiście nikt z nas nie mógł przewidzieć, że powstanie tu konflikt. W Polsce co prawda, Prezydent jest instancją, która ostatecznie zatwierdza wysłanie żołnierzy, ale decyzję podejmuje Parlament. Dążymy do prowadzenia aktywnej polityki zagranicznej, na przykład przedłużymy polską misję w Iraku o rok, chociaż początkowo miała się w tym roku zakończyć.

Jak tak duże zaangażowanie postrzegane jest przez polskie społeczeństwo?

Polska opinia publiczna, podobnie jak gdziekolwiek indziej na świecie, takich rzeczy nie lubi. Z drugiej zaś strony większość społeczeństwa nie uważa tego za zasadniczą sprawę, ponieważ ludzie, którzy tam walczą, są profesjonalnymi żołnierzami i idą tam dobrowolnie. Jeżeli wysyłalibyśmy naszych żołnierzy pod przymusem, to byłyby to całkiem inna sprawa. Oczywiście zgadzam się, iż w całej Europie opinia publiczna ma pacyfistyczne poglądy

Dotyczy to również amerykańskiej bazy antyrakietowej. Pod uwagę brane jest wybudowanie jej w Czechach lub Polsce. Jaki jest pogląd Pana Prezydenta?

My jesteśmy gotowi do rozmów z Amerykanami w tej sprawie. Warunki muszą być jednak jasno przedstawione i uzgodnione. Decyzja w tej sprawie na razie jeszcze nie zapadła.

Jak Pan ocenia wspólne rządzenie z bratem premierem (co więcej, bliźniakiem)?

Muszę powiedzieć, iż fakt, że mój brat został premierem, nie oznaczał żadnej rewolucyjnej zmiany. Niemniej przyniósł on pewne ograniczenia dla naszych kontaktów. Już jako przewodniczący partii dużo pracował, teraz będąc premierem jest pod tym względem jeszcze gorzej. W ostatnim czasie w większości jedynie do siebie telefonujemy.
Z drugiej strony, decyzję o wejściu do polityki podjęliśmy znacznie wcześniej. Wkrótce upłynie trzydzieści lat odkąd zinstytucjonalizowała się polska opozycja, trochę wcześniej aniżeli powstała Karta 77 w Czechosłowacji. Od tamtej pory jesteśmy z bratem mocno zaangażowani politycznie. Brat nawet parę miesięcy dłużej niż ja. W owych czasach pracowaliśmy dla zakazanej wówczas Solidarności.

Po objęciu funkcji prezydenta, krytykował Pan dziennikarzy za wrogość w stosunku do siebie. Czy nie zmienił Pan zdania?

Niestety nie. Już wcześniej przyznałem, iż próbowano mnie zwerbować do współpracy z polskimi tajnymi służbami. Było to w 1993 roku, gdy byłem szefem Najwyższej Izby Kontroli. Wtedy zostałem skonfrontowany z oficerem służb specjalnych – nie ma w tym żadnej tajemnicy. Jest to przykład produkowania sensacji tam, gdzie jej nie ma. A tak na marginesie: zasadniczym fundamentem demokracji jest to, iż obywatele są prawdziwie informowani.













Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.