przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Parlamentni Listy: Panie Prezydencie, Pańska pierwsza podróż zagraniczna prowadziła do Stanów Zjednoczonych. Czy jest Pan zadowolony z jej wyników?
 
Lech Kaczyński: To nie była moja pierwsza podróż zagraniczna jako Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, lecz druga. Pierwsza była wizyta w Watykanie i Rzymie. Wracając do Pańskiego pytania – tak, jestem zadowolony. Moja rozmowa z prezydentem Bushem potwierdziła, że nasz kraj jest dla Stanów Zjednoczonych ważnym partnerem i sojusznikiem. Amerykański prezydent docenia rolę, jaką odgrywa Polska w Europie Środkowo-Wschodniej – także w zakresie wspierania środowisk demokratycznych na Białorusi i Ukrainie. Duże znaczenie dla bliskich kontaktów między naszymi państwami ma także udział polskich żołnierzy w misji stabilizacyjnej w Iraku. Amerykanie mają świadomość tego, że Polska jest pewnym, sprawdzonym sojusznikiem. Oczywiście w kontaktach między naszymi krajami jest jeszcze kilka kwestii wymagających pilnego uregulowania. Chodzi mi na przykład o sprawę zniesienia wiz dla Polaków. Ta sprawa leży w gestii Kongresu i doskonale zdaję sobie sprawę, że jej załatwienie jest kwestią raczej lat, niż miesięcy. Wierzę jednak, że znajdzie ona pozytywny finał. W Stanach Zjednoczonych są środowiska – nie tylko polonijne – na poparcie których możemy w tej kwestii liczyć.
 
Wiadomo o Panu, że jest Pan sceptycznie nastawiony do europejskiego modelu konstytucyjnego. Co Pan sądzi o fakcie, że w UE stale jeszcze nie ma jasnej definicji, czym właściwie jest Europa i które kraje mogą a które nie mogą być członkami UE? Jak postrzega Pan przyszłość Europy, zwłaszcza w odniesieniu do tożsamości europejskiej?
 
Mój sceptycyzm dotyczy Traktatu Konstytucyjnego w obecnym kształcie, co nie oznacza, że jestem przeciwny tego rodzaju uregulowaniu kwestii o podstawowym znaczeniu dla Unii Europejskiej. W samej Unii nie ma zgody co do kierunku, w jakim powinna się ona rozwijać. Model wskazany w Traktacie Konstytucyjnym – stopniowe przekształcanie UE w państwo federalne – jest moim zdaniem nie do przyjęcia. Pogląd, że dalsza centralizacja Unii i przenoszenie kolejnych obszarów decyzyjnych z poziomu państw członkowskich na poziom organów wspólnotowych jest panaceum na unijne bolączki, nie ma żadnego uzasadnienia. Nie mniej istotne jest pytanie o rozszerzanie Unii Europejskiej. Uważam, że proces rozszerzania UE powinien pozostać otwarty. Wszystko wskazuje na to, że już niedługo do grona członków Unii dołączą m.in. Bułgaria, Rumunia i Chorwacja. Ja w nieodległej przyszłości widzę w UE również miejsce dla Ukrainy. Obecne władze tego kraju – niezmiernie ważnego partnera Polski – są zdecydowane podtrzymać proeuropejski kurs i doprowadzić do integracji Ukrainy ze strukturami unijnymi. W tym procesie mogą liczyć na życzliwe wsparcie Polski. Większe kontrowersje wzbudza kwestia ewentualnego przystąpienia Turcji do UE. Uważam, że trzeba na ten temat rozmawiać. Podstawową kwestią jest tutaj spełnianie przez Turcję standardów obowiązujących kraje członkowskie Unii; jeśli ten problem zostanie rozwiązany, to tym samym zostanie usunięta najważniejsza przeszkoda na drodze rozszerzenia UE o ten właśnie kraj.

Pojęcie „tożsamości europejskiej”, którego Pan używa, jest dzisiaj ciągle jeszcze bardziej pojęciem umownym, niż wartością, do której rzeczywiście odwołują się mieszkańcy państw Unii Europejskiej. Nadal dominuje i z pewnością jeszcze przez wiele lat będzie dominować tożsamość narodowa – obywatel Polski, Czech, Francji czuje się przede wszystkim Polakiem, Czechem czy Francuzem, a dopiero potem mieszkańcem Europy. Tożsamość europejska nie może być budowana w opozycji do tożsamości narodowej – powinna ją uzupełniać, stanowić poczucie przynależności do określonego kręgu kulturowego i cywilizacyjnego. Na pewno nie uda się jej ukształtować w drodze szkodliwych konfrontacji, na przykład przeciwstawiając Unię Europejską Stanom Zjednoczonym. Procesu budowy wspólnej europejskiej tożsamości nie można zadekretować – na to potrzeba czasu.
 
Do jakich zmian może Pana zdaniem dojść w Europie w związku z jej rozszerzeniem na Wschód?
Sądzę, że wraz z powiększeniem Unii Europejskiej o pozostałe państwa dawnego bloku komunistycznego nastąpi faktyczny koniec podziału Europy ukształtowanego w Jałcie. Teraz niezwykle ważne jest, by nie dopuścić do innego podziału, choć nieformalnego, w łonie samej Unii – na kraje „starej” i „nowej” Europy. Tego rodzaju głosy, różnicujące państwa członkowskie UE, pojawiają się niekiedy i mogą budzić zaniepokojenie. Na szczęście na razie nie wygląda na to, by takie tendencje zaczęły w Unii dominować. Rozszerzenie Unii na wschód, zapoczątkowane przyjęciem m.in. Polski i Czech, nie jest przecież aktem dobrodziejstwa w stosunku do państw naszego regionu. Nowe państwa członkowskie są Unii Europejskiej potrzebne tak samo, jak Unia im. Należy o tym pamiętać.
 
Czy przystąpienie Polski do UE przyniosło według Pana więcej problemów czy korzyści?
 
Uważam, że dobrze się stało, iż Polska jest członkiem Unii Europejskiej. Myślę, że bilans naszego niedługiego członkostwa powinno się raczej sporządzać w kategoriach szans i zagrożeń, niż problemów i korzyści. Specyfika Unii Europejskiej  polega między innymi na tym, że od samych państw członkowskich zależy, czy wykorzystają szanse, jakie daje im Unia m.in. w zakresie korzystania z unijnych funduszy czy wpływu na wspólną politykę UE. Polska radzi sobie pod tym względem nie najgorzej, chociaż efektywność wykorzystania środków z funduszy mogłaby być większa. Konieczna jest do tego zmiana szeregu przepisów prawa polskiego, co – mam nadzieję – nastąpi. Jeśli chodzi o aktywność Polski jako członka Unii, to nasz kraj wielokrotnie demonstrował, że potrafi zdecydowanie dbać o swoje żywotne interesy, a jednocześnie być otwarty na kompromis. Polska polityka unijna nie może być oparta o – użyję tu sformułowania pana prezydenta Klausa – „euronaiwność”, ani o skrajny eurosceptycyzm. Konieczna jest polityka eurorealizmu – umiejętności obrony własnych interesów i jasnej wizji przyszłości Unii.
 
Jakie najważniejsze zjawiska towarzyszyły gospodarczej transformacji Polski w ciągu ostatnich piętnastu lat?
 
Nie można niestety powiedzieć, by były to tylko zjawiska pozytywne. W Polsce nie wyeliminowano z życia publicznego osób ściśle powiązanych w komunistyczną władzą i z komunistycznymi służbami specjalnymi. Wiele z nich, wykorzystując swoje kontakty i działając w sposób często przestępczy zdołało w krótkim okresie czasu zgromadzić prawdziwe fortuny. Sprzyjały temu luki w polskim prawie. Wiele procesów prywatyzacyjnych państwowych przedsiębiorstw zostało przeprowadzonych w sposób nieprawidłowy. W efekcie doszło do wykształcenia się w Polsce silnego układu na styku polityki i biznesu, układu szkodliwego dla jakości polskiej demokracji. Dziś istnienie tej patologii jest kwestią oczywistą dla wszystkich. Jednak gdy jeszcze kilka lat temu politycy skupieni w obecnej partii rządzącej, Prawie i Sprawiedliwości, mówili o tym głośno, byli atakowani i wyśmiewani. Lewicowe i liberalne media wpajały Polakom teorię, że tego rodzaju poglądy nie mają żadnego oparcia w rzeczywistości. Obecnie wiadomo, że zarówno ja, jak i Prezes PiS Jarosław Kaczyński, mieliśmy rację. Sądowe procesy i postępowania przed sejmowymi komisjami śledczymi, które miały miejsce w ostatnich latach, ujawniły wierzchołek góry ludowej. Wiele spraw latami czeka na wyjaśnienie. Komisja Prawdy i Sprawiedliwości, której powołanie PiS zapowiadał w swoim programie wyborczym, będzie, mam nadzieję, skutecznym do tego narzędziem.

Oczywiście grubą przesadą byłoby stwierdzenie, że polska transformacja gospodarcza to jedynie patologie. Dostrzegam pozytywy naszych przemian, kosztujących społeczeństwo sporo wyrzeczeń. Polska ma dziś w miarę satysfakcjonujący wzrost gospodarczy, jest krajem atrakcyjnym dla zagranicznych inwestorów. Szereg polskich firm znakomicie wykorzystało szansę, którą stworzyła im gospodarcza transformacja, budując duże firmy i wchodząc na zagraniczne rynki. Stworzenie warunków dalszego rozwoju polskim przedsiębiorcom jest jednym z ważniejszych zadań stojących przed obecnym rządem.
 
Jak postrzega Pan pozycję rodzimego kapitału w porównaniu z pozycją zajmowaną przez inwestorów zagranicznych?
 
Bardzo zależy mi na tym, aby Polska była atrakcyjnym miejscem dla inwestorów zagranicznych. Ufam, że obecny rząd dołoży wszelkich starań, aby te zadania wypełnić. Jednocześnie jestem zwolennikiem tego, by pewne strategiczne segmenty rynku, jak np. energetyka, pozostawić w polskim ręku. Mówi się, że w Unii Europejskiej nie można stawiać na pierwszym miejscu narodowych interesów. Jednak właśnie państwa, które podkreślają to myślenie, są nieugięte wobec ich własnych interesów. We Francji coraz częściej pojawia się hasło gospodarczego patriotyzmu, Włosi skłaniają się ku protekcjonizmowi narodowemu, a Niemcy podpisują z Rosją układ o gazociągu pod dnem Bałtyku.
 
Niemcy i Rosja są dla Polski ważnymi partnerami gospodarczymi, lecz wzajemne relacje obciążone są wspomnieniami cierpień z okresu II wojny światowej. Jakie są perspektywy rozwoju tych relacji?
 
Stosunki z Rosją i Niemcami są historycznie, geopolitycznie i gospodarczo bardzo ważne dla Polski. Wysoko oceniam moją pierwszą wizytę w Niemczech i rozmowy z Panią Kanclerz Angelą Merkel oraz Panem Prezydentem Horstem Köhlerem. Stosunki polsko-rosyjskie przeżywają w ostatnich latach kryzys. Natomiast sądzę, że możliwe byłoby spotkanie w nieodległym czasie z Władimirem Putinem, nawet w kraju trzecim. Jednocześnie jestem przeciwny zapominaniu, a jeszcze bardziej przeciwny kłamstwom psującym wzajemne relacje. W relacjach naszych państw zdarzały się zarówno dobre, jak i trudne momenty. Jest to swoisty znak czasu, ze możemy dziś wspólnie pamiętać i razem iść drogą partnerstwa.
 
Jak oceniłby Pan pozycję Polski w ramach grupy Wyszehradzkiej, o której w ostatnim czasie zbyt wiele się nie mówi?
 
Chciałbym podkreślić, iż Polska postrzega współpracę w Grupie jako szczególnie istotną zarówno dla Europy Środkowej. Stolice „państw wyszehradzkich” były celem pierwszych wizyt polskiego premiera oraz ministra spraw zagranicznych. Nie sprawdziły się zapowiedzi pesymistów głoszących, iż wraz z wejściem naszych czterech państw do Unii, Grupa Wyszehradzka umrze śmiercią naturalną. Nie dość, ze tak się nie stało, grupa ma się coraz lepiej, a wkrótce będziemy obchodzić 15-lecie jej utworzenia. Jednakże, ze względu na tempo wydarzeń w UE, a także wewnętrzną dynamikę polityczną Republiki Czeskiej, Polski, Węgier i Słowacji liczę na to, iż tegoroczne spotkanie prezydentów GW da okazję do przeglądu sytuacji w Grupie i wytyczenie politycznej mapy drogowej na okres następny.
 
Czy mógłby Pan scharakteryzować obecne stosunki między Polską a Republiką Czeską? Czy sądzi Pan, że Pańska niedawna wizyta w RCz znajdzie odzwierciedlenie w postaci dalszego pogłębiania relacji?
 
Fakt, ze celem trzeciej wizyty zagranicznej Prezydenta RP, po Watykanie i Republice Włoskiej oraz Stanach Zjednoczonych, była Praga, wynika z doskonałego charakteru stosunków polsko – czeskich, które rozwijają się dynamicznie. Co istotne, polsko-czeska współpraca rozwija się nie tylko poprzez spotkania wysokich przedstawicieli obydwu państw, lecz przede wszystkim poprzez codzienne kontakty naszych społeczeństw, gdzie – zwłaszcza wzdłuż naszej południowej granicy – owocnie współpracują ze sobą władze lokalne, samorządy, są też realizowane wspólne projekty w wielu dziedzinach. Myślę, że wspólne dążenie do zbliżenia naszych państw i obywateli powinno znaleźć także wyraz we współpracy w kluczowych kwestiach, które obecnie kształtują politykę Unii Europejskiej. Uważam, że do takich kwestii należą m.in.: kwestia bezpieczeństwa, w tym zwłaszcza energetycznego, przyszłość samej Unii Europejskiej, w tym także Grupy Wyszehradzkiej, stosunki z Rosją, polityka wobec Ukrainy czy też Białorusi.
 
Czy Pański przeciętny prezydencki tydzień na regularny rytm? W jaki sposób stawia Pan czoła stresowi i napięciu, których z pewnością nie brakuje w Pańskiej odpowiedzialnej pracy?
 
Praca głowy państwa jest niezmiernie absorbująca, pochłania cały dzień. Niestety, wolnego czasu nie mam zbyt wiele. Staram się go spędzać z rodziną i bliskimi. Ma Pan rację, że w tej pracy nie brak ani stresu, ani napięcia, które wynikają przede wszystkim z poczucia ogromnej odpowiedzialności związanej z pełnionym urzędem. Miałem tego świadomość, startując w wyborach prezydenckich. Staram się jednak w miarę możliwości układać mój dzień pracy w taki sposób, by był jak najbardziej efektywny.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.