przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Paul Holmes i Adam Jasser
 
WARSZAWA, 3 marca (Reuters) - Prezydent Lech Kaczyński powiedział w piątek, że Europa  i Stany Zjednoczone muszą się przyzwyczaić do bardziej zdecydowanej postawy Polski i  dodał, że jest mało prawdopodobne, by podczas jego przyszłotygodniowej wizyty w Niemczech  nastąpił przełom w napiętych ostatnio stosunkach z tym krajem.
Kaczyński, który sprawuje urząd od ponad dwóch miesięcy powiedział, że jest  przekonany, iż miejsce Polski jest w Unii Europejskiej, ale jasno dał do zrozumienia, że  Warszawa będzie zdecydowanie walczyć o swoje interesy w UE.
Prezydent uważa, że atmosfera jego rozmów w Berlinie będzie zależała od tego, czy  kanclerz Angela Merkel i jej współpracownicy "przyjmą fakt, że istnieje między tymi,  którzy sprawowali w Polsce władzę i tymi teraz (którzy sprawują obecnie) różnica w  mentalności".
"Konieczne jest, żeby zrozumieli to nasi partnerzy, szczególnie w Unii, trochę w  Stanach Zjednoczonych" – powiedział Kaczyński w wywiadzie udzielonym Reuterowi.
Prezydent dodał, że Stany Zjednoczone, które po upadku komunizmu stały się  fundamentem polityki bezpieczeństwa Polski, nie zawsze były najłatwiejszym partnerem, ale  tak czy inaczej pozostają strategicznym sojusznikiem.
Środowa wizyta Kaczyńskiego w Berlinie będzie jego pierwszą podróżą do Niemiec, które  są największym partnerem handlowym Polski. Wcześniej nowy prezydent był w Watykanie,  Waszyngtonie, Pradze i Paryżu.
Jego poprzednik – Aleksander Kwaśniewski był zdecydowanym zwolennikiem członkostwa  Polski w Unii Europejskiej i integracji europejskiej. Kaczyński przypomniał jednak, że on  wywodzi się z innej tradycji.
"Przede wszystkim to się przełoży w ten sposób, że my respektując interesy innych,  respektując oczywiste fakty, przecież w ramach Unii nie wszyscy mają te same interesy,  będziemy starali się nie tyle wpisywać w interesy innych, co bronić własnych" –  powiedział.
Relacje z Niemcami pogorszyły się za czasów rządów poprzednika pani Merkel – Gerharda  Schroedera, którego Warszawa postrzegała jako polityka nazbyt sprzyjającego prezydentowi  Rosji Władimirowi Putinowi i nie liczącego się polskimi obawami.
"Jest oczywiste, że my chcemy zdobyć dobre stosunki z Niemcami, największym krajem  Unii tylko, że nie jest tak, że my możemy przyjąć wszystkie warunki, tylko tyle" –  powiedział Kaczyński.
 
UMOWA GAZOWA DRAŻNI

Polskę oburzyło podpisanie w zeszłym roku przez Schroedera i Putina umowy o budowie  rurociągu pod dnem Morza Bałtyckiego, którym rosyjski gaz popłynąłby do Niemiec omijając  Polskę, w dużej mierze uzależnioną od surowca ze Wschodu.
"Myślę, że tutaj są to moje pierwsze wizyty, tutaj o sukcesach w sensie podejmowanych  konkretnych decyzji raczej nie ma mowy - istotna będzie atmosfera, w jakim zakresie  będzie możliwa otwarta, spokojna rozmowa" – powiedział.
"Są dwie istotne sprawy - rurociągu północnego i sprawa Centrum Wypędzonych (...). Ja  nie byłbym prezydentem, gdybym tych dwóch spraw nie postawił" - dodał.
56-letni Kaczyński, były prezydent Warszawy, nie ma większego doświadczenia w  gospodarce i polityce zagranicznej. Jego dojście do władzy oznacza przełom we polskiej  polityce, której ton nadawali dotąd bardziej koncyliacyjnie nastawieni postkomuniści i  liberalna część ruchu Solidarność.
 
 PREZYDENT ZACZYNA SZUKAĆ NASTĘPCY LESZKA BALCEROWICZA
 WARSZAWA, 3 marca (Reuters) - Prezydent Lech Kaczyński powiedział, że od przyszłego  tygodnia zacznie szukać następcy obecnego prezesa Narodowego Banku Polskiego (NBP). Osoba  ta powinna należeć do innej szkoły ekonomicznej niż Leszek Balcerowicz, którego kadencja  kończy się w styczniu 2007 roku.
"Chcę się zwrócić do tej niebalcerowiczowskiej części i to są ludzie, którzy bardzo  często znacznie lepiej niż pan prezes przewidywali rzeczywistość ekonomiczną, nie mieli  tylko siły przebicia. Chcę dać im tę siłę" - powiedział w piątek wywiadzie dla Reutera  prezydent Lech Kaczyński.
Wyjaśnił, że na razie nie ma jeszcze listy kandydatów, którzy mogliby zastąpić Leszka  Balcerowicza.
"Już w poniedziałek będą spotkania z ekonomistami. Oczywiście proszę nie traktować  każdego ekonomisty, z którym się spotkam, że będzie prezesem NBP, ale będę intensywnie o  tym myślał" - dodał prezydent.
Rząd, a także większość obecnych w parlamencie partii politycznych krytykuje obecną  politykę banku centralnego. Pojawiły się propozycje zmian w ustawie o NBP, według których  Narodowy Bank Polski miałby odpowiadać nie tylko za stabilność cen i pieniądza, ale także  za wzrost gospodarczy i walkę z bezrobociem.
"Profesor Balcerowicz jest bardzo wyraźnym monetarystą. W istocie kategorie  ekonomiczne, którymi się posługuje, to są kategorię związane z jego siłą, inflacją. Nikt  nie twierdzi, że tego rodzaju czynniki w ekonomii nie są istotne, ale jest dużo innych  jeszcze uwarunkowań" - powiedział prezydent Kaczyński.
"Ja nie jestem ekonomistą, więc nie chciałby tutaj wydawać sądów, ale mam czasami  wrażenie, że w przypadku prezesa Balcerowicza i jego zwolenników mamy raczej do czynienia z  pewną ideologią" - dodał.
Zdaniem analityków wypowiedzi prezydenta oznaczają, że rząd chce mieć wpływ na  prowadzoną przez bank centralny politykę pieniężną. A to może się rynkom nie spodobać.
"To zdecydowanie negatywny sygnał dla rynków. To po prostu nie brzmi dobrze. Można  różnie oceniać prezesurę Balcerowicza, ale ten bezpośredni atak jest krokiem za daleko i  czytelnym sygnałem, że rząd chce mieć bezpośredni wpływ na politykę banku centralnego i  wpływać na jego niezależność" - powiedział Lars Christensen, analityk Danske Banku.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.