przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Tema: Panie Prezydencie, pozwoli Pan, że złożę Panu gratulacje w związku z objęciem obowiązków. Został Pan głową kluczowego państwa europejskiego w chwili, gdy Unia Europejska przechodzi poważny kryzys tożsamości. Jakie będzie stanowisko Polski pod Pana przywództwem na scenie europejskiej i co odpowiedziałby Pan tym, którzy określają Pana jako eurosceptyka? 

Dziękuję serdecznie za gratulacje. Kryzys tożsamości to może za mocne określenie tego, co dzieje się wokół Traktatu Konstytucyjnego Unii Europejskiej. Sądzę, że mamy po prostu do czynienia ze sporem o to, jaka powinna być przyszłość Unii – czy powinna ona zmierzać w kierunku quasi-państwa federalnego, czy też ma pozostać związkiem suwerennych państw, współpracujących dla wspólnego dobra, jak zakładali to ojcowie-założyciele Wspólnoty Europejskiej. Odrzucenie przez część społeczeństw krajów członkowskich Traktatu jest sygnałem, że dalsze wzmacnianie unijnych ośrodków decyzyjnych kosztem państw wchodzących w skład UE nie jest pozytywnie postrzegane przez Europejczyków. Nie kryję, że ja również opowiadam się przeciwko koncepcji Unii jako silnie scentralizowanej, federalnej struktury. Zwolennicy takiego rozwiązania często wysuwają argument „europejskiej tożsamości”. Tymczasem w obecnej Europie nadal silna jest tożsamość związana z przynależnością do określonego narodu, z posiadaniem obywatelstwa danego państwa. Na „tożsamość europejską” część polityków powołuje się w sytuacjach konfrontacyjnych, gdy np. ta tożsamość ma uzasadniać konfrontacyjną postawę wobec Stanów Zjednoczonych. Jeżeli kiedyś poczucie europejskiej tożsamości ma całkowicie zastąpić tożsamość narodową, to na pewno nie stanie się to szybko. I wyniki referendów w sprawie eurokonstytucji ten fakt potwierdzają.

Określanie mnie jako eurosceptyka jest jednym z chwytów stosowanych przez moich przeciwników politycznych. Taki zarzut to oczywista nieprawda – uzyskanie przez Polskę członkostwa w Unii Europejskiej i w NATO uważam za ogromnie ważne dla naszego kraju, dla jego rozwoju i możliwości budowania bezpiecznej przyszłości. Nie znaczy to, że bez zastrzeżeń akceptuję wszystko, co się w Unii dzieje. Opinię, że Polska jako nowy członek UE powinna bez dyskusji akceptować wolę „starej Europy”, uważam za szkodliwą. Jesteśmy jednym z największych państw unijnych – to prawda, że pod względem sytuacji gospodarczej ustępującym Wielkiej Brytanii, Niemcom czy Francji, ale mimo to należymy do państw o dużym potencjale ekonomicznym. Powinniśmy stanowczo upominać się o swoje interesy, współpracując zarówno z krajami naszego regionu, jaki i innymi państwami wchodzącymi w skład UE. Taka jest zresztą idea Unii – związek wolnych państw o równych prawach, z których każde ma prawo zabiegać o swoje priorytety. Będę dokładał starań, by Polska z tego prawa korzystała wówczas, gdy będzie to konieczne. Chcę także, by nasz kraj aktywnie włączał się w pracę nad koncepcją rozwoju i przyszłego kształtu Unii, w tym także jej rozszerzenia o kolejne państwa. Nie kryję, że wśród tych państw Polska z radością powitałaby Bułgarię. 

W czasie kryzysu związanego z budżetem UE podczas grudniowego spotkania na szczycie w Brukseli osiągnięto kompromis dzięki gestowi pod adresem Polski ze strony nowego kanclerza Niemiec, Pani Angeli Merkel. Czy można to określić jako dobry sygnał dla porozumienia między nowymi kierownictwami Polski i Niemiec? Jaki to będzie miało wpływ na klimat polityczny w Europie? 

Gest pani kanclerz odczytuję jako wolę zmiany panującego w ostatnich latach klimatu w politycznych relacjach między Polską a Niemcami – klimatu, który nie sprzyjał budowaniu ścisłych związków między dwoma państwami i kształtowaniu dobrych stosunków. Tak samo pozytywnie odbieram deklarację pani Merkel, że samoloty, którymi niemieccy politycy będą latać do Moskwy, będą się zatrzymywać w Warszawie. Mam nadzieję, że za deklaracjami dobrej woli pójdą konkretne czyny. Dla Polski Niemcy są ważnym partnerem zarówno w ramach Unii, jak i NATO. Istnieją jednak kwestie, bez rozwiązania których trudno będzie budować dobrą współpracę. Klucz do ich rozwiązania leży po stronie Republiki Federalnej Niemiec. Myślę tu o sprawie Centrum przeciw Wypędzeniom, które jest inicjatywą mającą fałszować historię II wojny światowej. Polska nie może zaakceptować ani nawet przejść do porządku dziennego nad tezą, że Niemcy są takimi samymi ofiarami wojny, jak inne europejskie narody. Oczekuję, że nowy niemiecki rząd zdecydowanie odetnie się od inicjatywy Centrum. Inna ważna dla Polski kwestia to budowa gazociągu na dnie Bałtyku. Projekt ten w kształcie, w jakim zaakceptował go rząd kanclerza Schroedera, godzi w podstawowe interesy naszego państwa. Nowy niemiecki rząd powinien uwzględnić w tym zakresie polskie stanowisko, szczególnie, że nie jest ono sprzeczne z interesami Niemiec.

Rozwiązanie tych problemów nie jest niemożliwe. Budowa dobrych relacji między Polską a Niemcami z pewnością przyczyni się do zasypania podziałów, które niestety wciąż są widoczne w Unii Europejskiej – na starą i nową Europę, na różnego rodzaju osie, jak Paryż-Berlin-Moskwa, które źle służą procesowi integracji europejskiej. Jestem gotowy aktywnie uczestniczyć w likwidowaniu tych podziałów. 

Jak Pan ocenia stosunki między Polską i Rosją i jaki wpływ na ich rozwój ma sytuacja na Ukrainie? 

Nie ma powodów, dla których nasze stosunki muszą pozostawać tak chłodne. Polska jest gotowa do budowy dobrych relacji z Federacją Rosyjską, jednak dobre mogą być wyłącznie relacje oparte na rzeczywistym partnerstwie. W mojej ocenie układ polityczny, który wytworzył się po jesiennych wyborach parlamentarnych i prezydenckich w Polsce ma szansę na poprawę dwustronnych kontaktów. U władzy nie znajdują się już osoby naznaczone serwilizmem wobec Moskwy jeszcze z czasów komunizmu. Ze strony polskiej dobrej woli nie brakuje, a jeśli równie dobrą wolę okaże Rosja, wtedy droga do polepszenia relacji polsko-rosyjskich stanie otworem.

Mówiąc o dobrej woli i partnerskim traktowaniu sąsiadów przez Rosję, mam na myśli również Ukrainę. Nie zgadzam się z teorią, jakoby Ukraina leżała w rosyjskiej strefie wpływów. To niepodległe, duże państwo, którego obywatele przy urnach wyborczych sami mają prawo decydować o swojej przyszłości. Dla Polski istotna jest dodatkowo rola, jaką Ukraina odgrywa pod względem tranzytu materiałów energetycznych, zwłaszcza gazu, do naszego kraju. Chciałbym, by Ukraina znalazła się w strukturach Unii Europejskiej i NATO. Integracja Ukrainy z tymi strukturami nie powinna być odbierana przez Rosję jako wrogi gest. To myślenie rodem z epoki Związku Radzieckiego, gdy Europę dzielono na wrogie bloki. Obecnie nikt nie chce budować żadnego antyrosyjskiego sojuszu i Rosja powinna to uznać. Powtarzam – dobra wola i odrzucenie myślenia z czasów ZSRR będą stanowić jak najbardziej pozytywne przesłanki dla kształtowania nowych relacji Rosji z Polską i całą Unią Europejską. 
 
Z jedną z pierwszych wizyt zagranicznych uda się Pan do USA. Czy to oznacza, że przywiązuje Pan większe znaczenie do stosunków z Waszyngtonem, niż z Unią Europejską? 

Alternatywa: albo dobre relacje z Unią, albo ścisłe kontakty ze Stanami Zjednoczonymi, jest fałszywa i niedobra dla samej Unii Europejskiej. Na szczęście zdecydowana większość polskich polityków zgadza się, że nasz kraj nie stoi przed takim wyborem. Relacje z USA, naszym sojusznikiem w ramach NATO, są dla Polski niezwykle ważne. Polska jest jednym z najważniejszych partnerów USA w misji stabilizacyjnej w Iraku, Polacy dobrze też pamiętają poparcie amerykańskich polityków dla „Solidarności” w czasach komunizmu. Oczywiście nie znaczy to, że bez zastrzeżeń będziemy akceptować wszystkie amerykańskie plany czy posunięcia i zgodzimy się, by nasze relacje były kształtowane jako relacje wielkiego mocarstwa ze słabym klientem, którego zdanie się nie liczy. Na razie nie ma jednak takiego zagrożenia, a nasze kontakty są bardzo dobre. Polska od początku swojego członkostwa w Unii Europejskiej udowadnia, że można być bliskim sojusznikiem USA, a jednocześnie krajem aktywnym w Unii Europejskiej i lojalnym wobec unijnych partnerów. Przecież nikt Wielkiej Brytanii, której stosunki ze Stanami Zjednoczonymi są bardzo bliskie, nie stawia przed wyborem: albo ochłodzicie relacje z USA, albo przestaniecie być liczącym się podmiotem Unii. Nie ma powodów, dla których przed takim wyborem ma stawać Polska. 

Temat Iraku bez wątpienia pojawi się w Pana rozmowach z amerykańskim prezydentem Georgem Bushem. Czy wprowadzi Pan korekty do zapowiedzianego przez poprzedni rząd zamiaru wycofania polskiego kontyngentu z Iraku? Co Pan Prezydent sądzi o obecności Polski w tym kraju? 

Między stanowiskiem moim a stanowiskiem rządu Kazimierza Marcinkiewicza nie ma w tej kwestii różnicy – polskie wojsko nie powinno pozostawać w Iraku dłużej, niż wymaga tego misja, którą tam pełni. Mam nadzieję, że w tym roku sytuacja w Iraku ustabilizuje się na tyle, że wysłanie tam kolejnej zmiany naszego wojska nie będzie już potrzebne. Trzeba zwrócić uwagę na odpowiedzialność, którą Polska wzięła na siebie angażując się w Iraku. Misję tę trzeba doprowadzić do końca; nagłe, nieuzasadnione wycofanie polskich żołnierzy byłoby posunięciem nielojalnym i wobec naszych sojuszników, i wobec młodej irackiej demokracji. Zdaję sobie sprawę, że przeciwników zaangażowania Polski w Iraku jest więcej, niż jej zwolenników. Pragnę zapewnić jeszcze raz: mam nadzieję, że obecna zmiana polskich żołnierzy w Iraku będzie ostatnią. 

Wiadomo Panu, że ambicją Bułgarii jest dotrzymanie terminów zobowiązań wynikających z Traktatu Akcesyjnego wobec UE i oficjalne przystąpienie do Unii 1 stycznia 2007 r. Istnieją jednak obawy, że z powodu szeregu przyczyn obiektywnych nasze członkostwo może być odłożone o jeden rok. Decyzja w sprawie terminu przyjęcia Bułgarii musi zapaść w UE w oparciu o consensus. Jak zagłosuje Polska? 

Aktualnie Polska nie widzi potrzeby opóźnienia terminu przystąpienia Bułgarii do Unii Europejskiej. Oceniamy bowiem, że podjęte przez Wasz kraj wysiłki na rzecz dostosowania państwa do przyjęcia obowiązków wynikających z przyszłego członkostwa w UE są skuteczne. Wyrazem tego jest pozytywna ocena Komisji Europejskiej zawarta w Raporcie Okresowym. Jest przy tym oczywiste, że Bułgaria musi pilnie podjąć niezbędne działania na rzecz wypełnienia wymogów wskazanych przez Komisję. Polska głęboko wierzy, że zarówno rząd, jak i społeczeństwo bułgarskie podejmą ten wysiłek.

Jestem przekonany, że bułgarskie starania będą skuteczne i zostaną docenione przez Komisję Europejską. Dlatego też ostateczną decyzję w sprawie terminu przyjęcia Bułgarii do UE powinniśmy podjąć po przedstawieniu przez Komisję w maju br. tzw. Raportu Monitorującego. Polska przygotowując swoje stanowisko oprze się bowiem na rekomendacjach Unii. Jestem pewien, że Bułgaria do tego czasu zrealizuje swoje zobowiązania z procesu negocjacyjnego oraz dostosowawczego. 


Jakie polskie doświadczenia w zakresie akcesji do UE mogłyby być według Pana pouczające dla Bułgarii? Czy uważa Pan, że usprawiedliwione jest zdanie naszych polityków, którzy często tłumaczą swoje kompromisowe decyzje w stosunkach z UE argumentem, że nie zostaliśmy jeszcze przyjęci do Unii i że „my to nie Polska”?

Polska droga do członkostwa w Unii Europejskiej trwała kilkanaście lat. W tym czasie dostosowaliśmy nasze prawo i procedury do wymogów Unii. Kompromisy są w polityce, także tej międzynarodowej, czymś nieuniknionym, jednak mają swoje granice. To oczywiste, że Polska starała się wynegocjować takie warunki członkostwa, które uwzględniały jej narodowy interes, jej sytuację ekonomiczną i społeczną. Bułgaria również powinna określić jasno granice kompromisu. Trzeba pamiętać, że przyjęcie nowych krajów do unijnego grona nie jest aktem dobroczynności ze strony dotychczasowych członków UE. Unia jest potrzebna krajom, które do niej aspirują, ale również rozszerzanie Unii o nowe kraje jest dla niej niezbędnym warunkiem stabilnego rozwoju. Polska ma w Unii Europejskiej opinię kraju, który potrafi twardo negocjować – kraju, z którym trzeba się liczyć przy podejmowaniu decyzji. To, czy Bułgaria również będzie miała taką opinię, zależy jedynie od postawy bułgarskich władz.

Jak Pan Prezydent ocenia stosunki bułgarsko-polskie i czego Pana zdaniem im brak? 

Stosunki polsko-bułgarskie są tradycyjnie dobre i wszystko wskazuje na to, że mają szansę być jeszcze lepsze. Już teraz Republika Bułgarii jest naszym partnerem w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego, a – powtórzę – mam nadzieję, że niebawem będzie nim także w Unii Europejskiej. Unia będzie kolejnym polem współdziałania między naszymi krajami i trzeba dołożyć wszelkich starań, by to współdziałanie przyniosło korzyści dla naszych państw, dla tej części Europy i całej Unii. Na pewno pomocny będzie w tym fakt, że kontakty polsko-bułgarskie są coraz częstsze na poziomie zwykłych ludzi. Bułgaria była bardzo popularna wśród turystów w czasach komunistycznych, a teraz, z czego się bardzo cieszę, znowu jest chętnie odwiedzana przez Polaków. Nasi turyści tłumnie zjeżdżają do Złotych Piasków, Warny czy Słonecznego Brzegu. Wiem też, że polskie firmy inwestują w nieruchomości w turystycznych regionach Bułgarii. To dobry znak dla naszych dwustronnych kontaktów, zarówno gospodarczych, jak i politycznych. Powiem krótko wszystkim Bułgarom: czekamy na was w Unii! 

Dziękuję za rozmowę.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.