przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
„Europa nie jest monolitem”
 
Tyden: Republika Czeska jest drugim po Watykanie państwem, które odwiedza Pan po objęciu urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. To niewątpliwie miły ukłon w stronę południowego sąsiada Polski...
 
Lech Kaczyński: To nie tylko miły gest. Republika Czeska jest dla nas z wielu względów bardzo ważnym partnerem. Myślę o podobieństwie historycznych doświadczeń i o wspólnych wyzwaniach, jakie stawiał przed nami los, ale także o paralelnej drodze, po której idziemy od kilkunastu lat. Nasze państwa razem przystępowały do NATO i razem wchodziły do Unii Europejskiej. A do tego dodajmy bliskość językową. Jesteśmy na dość podobnym etapie transformacji ustrojowej i modernizacji. Kiedy czytam analizy czeskiej sytuacji, bardzo często mam poczucie, że czytam o sytuacji w Polsce... Myślę, że Czechy i Polska są dosyć naturalnymi partnerami, których współpraca może określić polityczny – ale także gospodarczy – kształt Europy Środkowej, a tym samym w istotny sposób wpływać na obraz całej Europy. Przed kilkoma laty  w języku naszych dyplomacji używano określenia „ponadstandardowe stosunki”. Cieszyłbym się, gdybyśmy wrócili do tego sposobu myślenia.
 
Podczas niedawnego spotkania z korpusem dyplomatycznym powiedział Pan, Panie Prezydencie, że jako głowa państwa chce Pan brać aktywny udział w kształtowaniu polskiej polityki zagranicznej. Jakie są obecnie jej priorytety, jak Pan zamierza naprawiać czy też poprawiać stosunki dwustronne z tak ważnymi partnerami, jak Rosja czy Niemcy?
 
W największym skrócie – priorytety polskiej polityki zagranicznej to: współpraca transatlantycka, współpraca unijna i współpraca sąsiedzka. Każdy z tych trzech priorytetów jest równorzędnie ważny. Stosunki z Rosją i z Niemcami  są historycznie, gospodarczo i geopolitycznie jednymi z najważniejszych dla Polski. Zapytał Pan o nie w jednym pytaniu, ale w rzeczywistości każdy przypadek jest inny. Z Niemcami jesteśmy razem w Unii Europejskiej i w NATO. Oznacza to, że istnieje szeroko rozbudowana infrastruktura kontaktów. Stosunki gospodarcze i międzyludzkie są bardzo dobre. Obszarem, gdzie występują pewne napięcia jest pamięć historyczna. Nie możemy zaakceptować roszczeń, pojawiających się w niektórych środowiskach tak zwanych przesiedleńców. Sprawiają one wrażenie, jakby nie brały pod uwagę konsekwencji II wojny światowej i nie uwzględniały tego, kto był sprawcą tego największego nieszczęścia w dziejach świata.
Ostatnie zmiany na niemieckiej scenie politycznej skłaniają ku ostrożnemu optymizmowi. Wysoko oceniam moją pierwszą rozmowę z Panią Kanclerz Merkel podczas jej pobytu w Warszawie. Zbliża się moja wizyta w Berlinie. Mam nadzieję, że tradycja „Polenlieder” z 1830 roku przebije się przez traumę naszych doświadczeń z czasów okupacji niemieckiej 1939-1945.
Inaczej wyglądają nasze stosunki z Rosją. Z jednej strony polska i rosyjska historia są mocno splątane z sobą, tak, że z obu stron można mówić o pewnym wzajemnym kompleksie. Nowoczesna polska tożsamość kształtowała się na walce z rosyjskim caratem, u zarania  niepodległości Polska musiała się bronić przed sowiecką agresją w 1920 roku, w czasie II wojny światowej, w 1940 roku sowieccy komuniści wymordowali w Katyniu z pełną świadomością ponad 20 tysięcy polskich inteligentów. Z drugiej jednak strony setki Polaków odegrało znaczącą rolę w dziejach Rosji. 
Obciążeniem stosunków polsko-rosyjskich był serwilizm z czasów komunistycznych. Myślę, że dzisiaj, kiedy w Polsce definitywnie odchodzą już z establishmentu ludzie pochodzący z komunistycznego układu władzy, pojawiła się nowa szansa na wypracowanie normalnych, dobrosąsiedzkich stosunków opartych na pragmatyzmie.
Jeżeli chodzi o współpracę w ramach Unii Europejskiej, to z całą mocą pragnę podkreślić, że jestem zdecydowanym zwolennikiem obecności Polski w UE – ale obecności aktywnej. Polska może i powinna aktywnie uczestniczyć w kształtowaniu przyszłości jednoczącej się Europy, tak samo zresztą, jak inni członkowie Unii z naszego regionu. Nie jestem zwolennikiem wizji Unii Europejskiej jako struktury zbliżonej do państwa federalnego. Przyszłość UE to dobra współpraca suwerennych państw, zajmujących w różnych sprawach różne stanowiska, ale umiejących się porozumieć dla wspólnego dobra. W mojej opinii dobrze się stało, że większość społeczeństw państw członkowskich odrzuciło projekt Traktatu Konstytucyjnego. Rozwiązania w nim zawarte nie były dobre dla Europy. Dzisiejsza Europa jest nadal Europą państw narodowych, a nie monolitem. Tożsamość europejska to pojęcie umowne, w odróżnieniu od tożsamości narodowej – przy czym chodzi mi o naród jako ogół obywateli danego państwa, a nie o kryteria etniczne. Nie zanosi się na to, by ten stan rzeczy uległ szybko zmianie. Proces integracji musi trwać długo, przez kilka pokoleń i nie da się go zadekretować żadną ustawą, nawet najwyższej rangi.
Minęło półtora roku od uzyskania przez nasz kraj członkostwa w Unii – ten okres uważam za udany. Fakt, że i Polska, i Republika Czeska należą do Unii Europejskiej, powoduje, że współpraca między naszymi krajami ma również inny wymiar, niż tylko sąsiedzki. Sądzę, że nasze państwa powinny ściśle współdziałać na płaszczyźnie unijnej, promując projekty i rozwiązania korzystne dla wszystkich krajów naszej części kontynentu.
Jestem zwolennikiem dalszego rozszerzania się Unii Europejskiej. Byłoby niedobrze, gdyby nasze kraje były ostatnimi nowymi członkami UE. Mam nadzieję, że już niedługo Unia poszerzy się o Bułgarię, Rumunię i Chorwację, a także – w nieodległej przyszłości – Ukrainę. Ukraina to ważny sąsiad zarówno Czech, jak i Polski. Nasze państwa powinny być rzecznikami integracji tego kraju ze strukturami europejskimi. Po stronie ukraińskiej nie brak do tego dobrej woli. Zapewne przyjdzie także czas, gdy w Unii Europejskiej znajdzie się również Turcja.
Demokratyczna Polska ma tradycyjnie dobre kontakty ze Stanami Zjednoczonymi. To nasz ważny partner w ramach NATO i istotny sojusznik. Nie ma sprzeczności między aktywnością Polski w strukturach unijnych a bliskimi kontaktami z USA. Powiem więcej – to naturalne uzupełnienie tej aktywności. Zdecydowana większość polskich polityków jest podobnego zdania i wydaje się, że jest dla tego coraz większe zrozumienie wśród naszych unijnych partnerów. Nie znaczy to, że Polska bez zastrzeżeń będzie akceptować wszelkie projekty i decyzje władz amerykańskich – nie sądzę zresztą, by takiej postawy oczekiwały Stany Zjednoczone od polskiego partnera.
 
Oczywiście, nie ulega dla mnie wątpliwości, iż jednym z filarów Pańskiej polityki zagranicznej będzie dalszy rozwój stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Nasuwa się w tym miejscu pytanie dotyczące dalszego udziału polskich żołnierzy w misji w Iraku...
 
Ograniczony kontyngent polskich żołnierzy pozostanie jeszcze jakiś czas w Iraku. Po pierwsze, na prośbę władz irackich, które cenią polskich instruktorów wojskowych i nasz wkład w budowę irackich sił zbrojnych. Rząd iracki obawia się,  iż gwałtowne wycofanie się wojsk sojuszniczych mogłoby spowodować destabilizację kraju. Istnieje ponadto jeszcze i drugi powód, jakim jest wierność zobowiązaniom i sojusznicza lojalność. My też liczymy na to, i jesteśmy przekonani, że nasi sojusznicy w każdym wypadku zaangażują się w obronę naszego bezpieczeństwa. Jaką ma wagę takie poczucie, nas ludzi z Europy Środkowej nie trzeba przekonywać.
 
Przejdźmy do spraw krajowych. Obserwuję tu spore zamieszanie. Rządowi mniejszościowemu, co zrozumiałe, trudno jest rządzić. Jak Pan, Panie Prezydencie, zamierza wpłynąć na uspokojenie sytuacji politycznej? Czy wizja wcześniejszych wyborów parlamentarnych jest Panu bliska czy też widzi Pan szansę dotrwania przez obecny parlament do końca jego czteroletniej kadencji?
 
Polska znajduje się dzisiaj w samym środku nietypowej sytuacji parlamentarnej. Być może zakończy się ona przedterminowymi wyborami parlamentarnymi. Proszę zwrócić uwagę na określenie, którego użyłem: „sytuacja parlamentarna”, ponieważ oczywiście, możemy mówić o kryzysie pewnej konstrukcji politycznej w parlamencie, ale  - na całe szczęście – Polska jest stabilnym i demokratycznym krajem, dla którego podobne perturbacje w życiu politycznym nie oznaczają żadnej katastrofy. Chcę wyraźnie podkreślić: wszystkie wydarzenia mieszczą się w ramach przewidzianych prawem procedur parlamentarnych i nie istnieje żadne zagrożenie destabilizacją. Życie społeczne i kulturalne toczy się normalnie, a gospodarczo przeżywamy bardzo dobry okres. Patrzyłbym spokojnie na rozwój sytuacji w parlamencie; widzę ją jako jeden z wielu etapów na drodze do odzyskiwania normalności przez społeczeństwo i klasę polityczną po prawie półwieczu braku demokracji i możliwości artykułowania się poglądów politycznych. Przedterminowe wybory byłyby problemem w naszym życiu politycznym, ale nie będzie to tragedia.
 
Pozwoli Pan, że przejdę do spraw nieco lżejszych. Jest Pan, czy też był Pan czołowym działaczem partii o nazwie Prawo i Sprawiedliwość. Nazwa ta budzi, podobnie jak funkcja prezydenta – co zrozumiałe – respekt, powagę. Tymczasem z przyjemnością odnotowałem, iż jest Pan od dawna odbierany jako tak zwany normalny człowiek, który ma rodzinę, chodzi na spacery z psem, bawi się z kotem i dba – co zauważyłem jeszcze w czasach, kiedy był Pan prezydentem Warszawy – o bezdomne zwierzęta...
 
Jestem „homo politicus”. Sprawy społeczne są moją pasją. W przypadku moim i mojego brata – bo chyba Pan Redaktor wie, że jesteśmy bliźniakami – ciągnie się to od wczesnego wieku młodzieżowego. Myślę, że wpływ na to miał nasz dom rodzinny, gdzie kultywowano pamięć o polskich walkach narodowych z XIX wieku. Moi rodzice brali udział w Powstaniu Warszawskim. Wychowałem się w specyficznej, inteligenckiej i patriotycznej dzielnicy Warszawy – na Żoliborzu, gdzie po prostu w dobrym tonie była niezgoda na niesprawiedliwość i zło. Większość mojego dorosłego życia poświęciłem walce z komunizmem i obronie ludzi szykanowanych. Pomagał mi w tym zawód. Jestem uniwersyteckim profesorem prawa pracy. Swoją wiedzę starałem się wykorzystać dla pomocy robotnikom przeciwko antyrobotniczej władzy komunistycznej – tworzyłem prawne i intelektualne zaplecze dla robotników z niezależnych od władz związków zawodowych, jakie powstały w połowie lat 70-tych w Gdańsku.
A prywatnie: myślę, że jestem człowiekiem z poczuciem humoru, chociaż nie przepadam za płytkimi dowcipami damsko-męskimi albo o teściowych. Dużo czytam – przeważnie książki historyczne. Z literatury lubię klasykę europejską, np. twórczość Tomasza Manna, często wracam do jego książek. Niestety, sport nie jest moją silną stroną. Uwielbiam psy i koty. Zawsze z żoną mamy w domu kilka zwierzaków. Poranny spacer z psami, to, chyba, już jedyne moje prywatne zajęcie, jakie mi pozostało, odkąd zostałem prezydentem.      
 
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.