przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Przywódca Polski liczy na efekty poparcia dla polityki Stanów Zjednoczonych
 
Autor: Craig Whitlock
 
WARSZAWA – Nowy prezydent Polski Lech Kaczyński powiedział, że jego kraj może utrzymać obecność swoich wojsk w Iraku jeszcze przez pewien czas w 2007 roku, jeżeli zajdzie taka potrzeba. W ten sposób zostanie przedłużona obecna misja w tym kraju i to nawet w obliczu decyzji innych państw o wycofaniu się lub planowania podjęcia takiego kroku.
 
Na tydzień przed wizytą w Waszyngtonie, w trakcie której planowane jest spotkanie z prezydentem Bushem i innymi wysokiej rangi przedstawicielami administracji, prezydent Kaczyński zauważył w wywiadzie, iż bynajmniej nie żałuje decyzji o dołączeniu do wielonarodowej operacji inwazji i okupacji Iraku. Bronił decyzji o usunięciu Saddama Hussaina jako „rzeczy słusznej” pomimo faktu, że nie udało się znaleźć broni masowego rażenia i że trwają zamieszki w tym kraju.
 
Jednocześnie prezydent Kaczyński powiedział, że spodziewa się ze strony Waszyngtonu zapewnienia, iż silne wsparcie udzielane polityce amerykańskiej przez Polskę zostanie nagrodzone w postaci pomocy wojskowej, zwiększonej wymiany handlowej i innych korzyści. W Europie Polska wyróżnia się jako jeden z najwierniejszych sojuszników Ameryki, chociaż badania opinii publicznej wskazują, że w odczuciu wielu Polaków ich wsparcie dla Stanów Zjednoczonych nie było tak opłacalne, jak by sobie tego życzyli.
 
„Polska jest i potrafi być lojalnym sojusznikiem”, powiedział prezydent Kaczyński w trakcie swego godzinnego wywiadu w piątek w Pałacu Prezydenckim. „Ale jednocześnie oczekujemy, że taka sama lojalność zostanie okazana także nam. Mamy nadzieje, że połączy nas strategiczne partnerstwo ze Stanami Zjednoczonymi również w tych dziedzinach, które są najważniejsze dla Polski.”
 
W ubiegłym roku Polska ogłosiła, że przed nowym rokiem wycofa resztę swoich wojsk: 1500 żołnierzy, którzy dowodzą międzynarodową formacją patrolującą część środkowego Iraku. Jednakże zeszłej jesieni wyborcy wybrali nowy rząd zdominowany przez partię Kaczyńskiego Prawo i Sprawiedliwość i rząd ten zgodził się ponownie rozważyć tę decyzję.
 
Wkrótce po objęciu swego urzędu w grudniu ubiegłego roku prezydent Kaczyński ogłosił, że zezwoli na dalszy pobyt polskich sił zbrojnych w Iraku do końca 2006 roku, chociaż liczebność wojsk zostanie zredukowana do 900 żołnierzy. Oświadczenie to zbiegło się w czasie z ogłoszoną zaledwie kilka dni przedtem decyzją Bułgarii i Ukrainy o ostatecznym wycofaniu sił zbrojnych z Iraku i z decyzjami innym krajów również przygotowujących się do wyjazdu z Iraku.
 
W swoim wywiadzie Prezydent Kaczyński powiedział, że Polski kontyngent może pozostać jeszcze dłużej, nawet w 2007 roku, jednakże nie poczynił w tej sprawie żadnych zobowiązań. „Mam nadzieję, że to nie będzie konieczne w świetle ogólnych zmian w Iraku”, zauważył. ”Możemy przedłużyć nasz pobyt na jakiś czas, nie wykluczam takiej możliwości, ale byłoby to tylko na krótki czas”.
 
Badania pokazują, ze Polska jest proamerykańskim bastionem w Europie. Lipcowe badanie opinii publicznej wykonane na zlecenie Niemieckiej agencji w ramach Fundacji Marshalla wykazało, że 52% Polaków akceptuje politykę zagraniczną Georga Busha, co jest zdecydowanie najwyższym odsetkiem w Europie i nawet wyższym niż w przypadku samych Amerykanów, którzy również zostali objęci tym badaniem.
 
 
Spotkanie prezydenta Kaczyńskiego z Georgem Bushem w ramach jego drugiej oficjalnej podroży zagranicznej jako prezydenta planowane jest na czwartek. W ujawnionym w poniedziałek projekcie budżetu amerykańskiego na rok 2007 Polska ma otrzymać 30 milionów dolarów na cele dalszej reformy obronności, czyli taką samą kwotę, jak w 2006 roku, i to pomimo ogólnych cięć budżetu na cele wojskowe w Europie.
 
Deklarując podtrzymanie silnych więzi ze Stanami Zjednoczonymi Kaczyński znajduje się jednak pod presją i musi wykazać, że niezmienne popieranie polityki Stanów w Iraku, doczekało się bardziej konkretnych dowodów wzajemności i form wsparcia. Wielu Polaków gniewa zwłaszcza fakt, że muszą poddać się kosztownej i uciążliwej procedurze ubiegania się o wizę amerykańską: np. płacą równowartość 100 dolarów tytułem bezzwrotnej opłaty, która nie obowiązuje mieszkańców większości innych krajów Zachodniej Europy.
 
Jacek Kucharczyk, wicedyrektor Instytutu Spraw Publicznych w Warszawie zauważył, że sam Lech Kaczyński był w gronie osób krytykujących jego poprzednika na urzędzie Aleksandra Kwaśniewskiego za to, że nie zyskał on więcej ustępstw w Waszyngtonie, takich jak kontrakty dla polskich firm przy odbudowie Iraku.
 
„Jedno jest jasne: ludzie sądzą, że Polska z tego sojuszu nie otrzymała tyle, ile powinna.” Stwierdził: „Teraz Kaczyński ma możliwość poparcia swych słów czynami i zobaczymy, na ile lepiej sobie poradzi tam, gdzie nie udało się to Aleksandrowi Kwaśniewskiemu.”
 
Kaczyński wysunął się na czoło i wygrał w walce o fotel prezydencki w II turze wyborów w październiku. Jego brat bliźniak Jarosław był kandydatem na stanowisko premiera, kiedy to zdecydowanie antykomunistyczna partia Prawo i Sprawiedliwość zapewniła sobie większość miejsc w parlamencie, co dawało braciom Kaczyńskim kontrolę nad dwoma najważniejszymi urzędami w rządzie.
 
Biorąc pod uwagę ogólny niepokój związany z perspektywą objęcia przez dwóch identycznie wyglądających bliźniaków najważniejszych w państwie stanowisk, Jarosław Kaczyński zgodził się na nominację innego wiodącego działacza ze swej partii: Kazimierza Marcinkiewicza na fotel premiera.
 
Jednakże analitycy twierdzą, że w ostatecznym rozrachunku Jarosław Kaczyński zapewnił sobie kontrolę nad parlamentem i że nawet czasami wydaje polecenia swojemu bratu – prezydentowi. Lech Kaczyński nie rozwiał bynajmniej tych domysłów, kiedy w swoim wystąpieniu tuż po zwycięstwie w wyborach prezydenckich pozdrowił brata słowami; „Panie Przewodniczący, melduję wykonanie zadania”.
 
Lech Kaczyński powiedział, że rozmawia z bratem kilka razy dziennie przez telefon, natomiast zbagatelizował pomysł, jakoby mieli w rezultacie wspólnie kontrolować rząd.
 
„Jesteśmy bardzo lojalni zarówno w polityce, jak i wobec siebie nawzajem, nie ukrywam. Ale stwierdzenie, że dwóch Kaczyńskich rządzi tym krajem jest prawdziwe tylko w pewnym stopniu”, powiedział wskazując na rolę odgrywaną przez premiera Kazimierza Marcinkiewicza. „Nie widzę tutaj żadnego zagrożenia dla demokracji. Zostałem wybrany na prezydenta w wyborach bezpośrednich, w których ludzie wiedzieli bardzo dobrze, że jest dwóch Kaczyńskich. Najogólniej rzecz biorąc, to społeczeństwo zadecydowało.”
 
Reportaż ten powstał przy udziale redaktor Glenn Kessler z Waszyngtonu.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.