przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Welt am Sonntag: Panie Prezydencie, podczas Pańskiego wywiadu na Humboldt-Universität grupa gejów wtargnęła na salę i próbowała przerwać Pana odczyt. Czy był to dla Pana niemiły akcent na zakończenie tej trudnej wizyty?
 
Lech Kaczyński: Nie za bardzo się tym przejąłem. Wiem, że Berlin jest międzynarodową stolicą Pań i Panów o odmiennych preferencjach seksualnych. Ja działałem latami w antykomunistycznym podziemiu, także takim drobiazgiem jak ten happening specjalnie się nie przestraszyłem. Chciałbym jednak zauważyć, że akurat te środowiska, które próbuje się przedstawić jako niewinne ofiary, reprezentują często postawy nader agresywne.
 
Czy był Pan podczas wykładu źle ochraniany, że mogło dojść do takiego incydentu?
 
Sam pracowałem prawie 30 lat na uniwersytecie, wiem więc, że na uniwersytetach panuje specyficzny klimat. Po za tym sytuacja nie była w żadnym momencie niebezpieczna. Za niebezpieczne uważam natomiast to, co kryje się za takim protestami. Homoseksualiści zawsze byli i będą. Problem polega na tym, że oni próbują stworzyć wrażenie, że są alternatywą dla większości. Proszę wyobrazić sobie, jak wyglądałby świat, w którym połowa mężczyzn nie interesowałaby się kobietami. To byłby zupełnie inny świat i to byłoby niebezpieczne, zarówno w sensie biologicznym, jak i kulturowym.
 
Jak bilansuje Pan swoją wizytę w Niemczech? Podczas gdy media piszą o niej raczej pozytywnie, media niemieckie są w ocenie powściągliwe...
 
Nie wszystkie media niemieckie są w takim stopniu krytyczne, jak Pan to sugeruje. Myślę poza tym, że tym razem racje mają polscy dziennikarze: lody zostały przełamane. Prasa niemiecka w ogóle od dłuższego czasu tworzy pewien negatywny mit wokół mojej osoby, zresztą, nie oszukujmy się, w oparciu o nielojalne w stosunku do mnie źródła polskie. Trudno mi z tym walczyć.
 
Skoro lody zostały przełamane, czy nie należałoby wreszcie zamknąć polsko-niemiecki rachunek szkód?
 
Żeby można było ten rachunek zamknąć, muszą zostać spełnione pewne warunki. Musi być pewne, że ze strony niemieckiej skończą się próby relatywizacji winy. Przeszłość nie powinna nam zasłaniać teraźniejszości, ale jednocześnie jestem wrogiem zapominania o historii i jeszcze większym wrogiem kłamstwa. Ja nigdy nie twierdziłem, że Niemcy nie poniosły ofiar. Ale nie dopuszczę do tego, żeby ukrywać, kto był w przeszłości w większym stopniu ofiarą, a kto winowajcą.
 
Dotychczasowe wizyty zagraniczne jako Prezydent RP odbył Pan do Watykanu, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy, Czech, Francji. Do Niemiec pojechał Pan dopiero teraz.
 
Propozycje wizyt ustalane są kanałami dyplomatycznymi, także nie bardzo mogłem czekać z innymi wizytami, aż odbędę wizytę w Niemczech. Poza tym były faktycznie pewne zaszłości. Sposób, w jaki był traktowany przez stronę niemiecką były polski premier Leszek Miller – postkomunista, ale jednak wybrany demokratycznie premier mojego kraju – pod koniec swojego urzędowania jest dla mnie nie do zaakceptowania. Takie sprawy oczywiście rzutują troszkę na kolejność wizyt.
 
International Herald Tribune napisał o Panu: Lech Kaczyński przywozi ze sobą eurosceptyczną i nacjonalistyczną wizję Europy do Berlina. Zgadza się pan z tą diagnozą?
 
To jest część pewnej kampanii przeciwko ludziom, którzy są nieco inni niż dzisiejsza europejska poprawność. Ja nie jestem nacjonalistą, przede wszystkim dlatego, że w Polsce nacjonalizm oznacza antysemityzm. A o mnie można dużo powiedzieć, ale nie to, że jestem antysemitą. Niewątpliwie jestem natomiast patriotą. A co do eurosceptycyzmu: jestem po prostu realistą. Coraz więcej polityków dochodzi do wniosku, że traktat konstytucyjny jest co prawda ważnym wyzwaniem intelektualnym prowadzącym do ważnych dyskusji, ale że jego wdrożenie w życie nie jest realistyczne.
 
Nie jest Pan także zbyt wielkim zwolennikiem przystąpienia Polski do strefy euro. Dlaczego?
 
Z oczywistych przyczyn: wprowadzenie Euro pociągnęło za sobą w wielu krajach gwałtowny wzrost cen oraz pewne przesuniecie bogactwa - nie na korzyść krajów biednych. Polska powinna wprowadzić Euro dopiero wtedy, gdy będzie dostatecznie silna gospodarczo aby na tym nie stracić.
 
Opowiada się pan także za protekcjonizmem, za ochroną własnej gospodarki przez politykę. Komisja Europejska jest temu przeciwna.
 
Wszystkie kraje stosują protekcjonizm, dlatego my powinniśmy to robić w tym samy stopniu co inni. Mamy prawo do ochrony naszych narodowych interesów. Nam się usiłuje wmówić, że interesy narodowe w dzisiejszej Europie nie istnieją. Ale ci, którzy nam to chcą wmówić, niezwykle twardo o swój interes narodowy dbają. Ja jestem zwolennikiem tego, żeby pewne segmenty rynku, energetyka, banki, prasa, pozostały w naszych rękach. Poza tym powinniśmy także bronić naszej tożsamości narodowej. Dlatego do spraw, które musimy koniecznie dołączyć do polsko-niemieckiego dialogu, musi być też nauka języka polskiego w Niemczech. Polska na Śląsku wypełnia wszystkie zobowiązania wynikające z odpowiedniego traktatu polsko-niemieckiego i subsydiuje naukę języka niemieckiego, Niemcy nauki polskiego nie subsydiują. A to oznacza asymilację żyjących tu Polaków. Problem ten został na spotkaniu z Polonią poruszony dopiero po moich rozmowach z panią kanclerz Merkel i z prezydentem Köhlerem, inaczej bym ten temat poruszył. Poza tym uważam, że Polacy żyjący w Niemczech powinni zostać uznani za mniejszość narodową, a nie jak teraz za grupę etniczną.
 
Jest Pan człowiekiem bardzo religijnym, znanym jednocześnie z tego, że ostro przeciwstawia się Pan objawom obrażania uczuć religijnych przez niektórych polskich artystów. Jak widzi Pan w tym kontekście dyskusje o karykaturach Mahometa?
 
Z tą religijnością to nie przesadzajmy. Jestem praktykującym katolikiem, ale znam wielu o wiele lepszych i gorliwszych katolików niż ja. Natomiast co do uczuć religijnych,  to sądzę, że rola jaką odgrywają niektórzy polscy artyści jest o wiele bardziej drastyczna niż karykatury Mahometa. Różnica polega jednak na tym, że nawet na jak największe szyderstwa z religii katolickiej nikt nie reaguje propozycją ataków terrorystycznych. Takie reakcje są po prostu nie do przyjęcia.
 
Czy znaczy to, że broni Pan wolność prasy tych gazet, które karykatury opublikowały?
 
Nie, bo uważam, że uczuć religijnych generalnie nie powinno się obrażać. Jednocześnie uważam, że my powinniśmy strzec przede wszystkim tego systemu wartości, tej religii, które wynikają z naszej kultury. Co nie znaczy, że publikacja karykatur Mahometa nie była pełną głupotą. To jest niepotrzebne obrażanie ludzi.
 
Prezydent Kwaśniewski w roku 2004 bardzo angażował się na Ukrainie. Przed nami wybory na Białorusi, czy odegra Pan podobną rolę?
 
Demokratyczna Białoruś jest naszym wielkim pragnieniem. Ale to jest oczywiście zupełnie odmienna sytuacja niż na Ukrainie w roku 2004. Nie ma takiego dostępu. Ale będziemy się mimo to angażować, mamy jak na polskie warunki znaczne środki, utrzymujemy rozgłośnię nadającą na Białoruś. Ale jednocześnie nie myślę, że uda się tam zastosować formułę bezpośredniej mediacji tak jak zrobił to Prezydent Kwaśniewski na Ukrainie. Ja nie przypuszczam, że z dzisiejszego punktu widzenia w ogóle zostałbym na Białoruś wpuszczony.
 
Prasa niemiecka nie zawsze się z  Panem łagodnie obchodziła. Jak oceniłby Pan przejęcie Rzeczypospolitej przez koncern Springera?
 
Niezależnie od tego jakie mam osobiste rozrachunki z poszczególnymi tytułami prasowymi, uważam że jest to w interesie Polski, aby jak najwięcej polskich gazet  było w rękach polskich wydawców.
 
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.