przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Miroslav Karas: Panie Prezydencie, ten pomysł spotykania się prezydentów w regionu środkowo-europejskiego urodził się w roku 93, w Czechach, w 94 roku wtedy było siedmiu prezydentów. I ta inicjatywa czasem się rozrastała do takiej, że dzisiaj się spotyka w Brnie szesnastu prezydentów, ale nawet w tym regionie jest osiemnastu (dwóch przeprosiło, że nie mogą). Jest to więcej niż region środkowo-europejski, bowiem są tam członkowie Unii i kraję będące poza Unią, są mocarstwa bogate i kraje biedniejsze, są małe i duże kraje. Niektóre są bardziej katolickie, niektóre są bardziej protestanckie, niektóre są bardziej muzułmańskie. Różnorodność tych krajów jest bardzo duża W czym widzi Pan, Panie Prezydencie, sens spotkania przedstawicieli tak różnorodnych krajów w regionie?

Lech Kaczyński: Przede wszystkim jednak jest to bardzo szeroko pojęty, ale jeden region europejski, po drugie spotkania głów państw zawsze mają znaczenie. Oczywiście, ta formuła ma różne znaczenie dla różnych krajów. Są kraje - i takich jest najwięcej w Europie - gdzie rola prezydenta jest istotną w państwie, ale nie w bieżącej polityce i są kraje - Polska do nich należy – w których prezydent jest uczestnikiem bieżącej polityki, chociaż Polska nie jest krajem systemu prezydenckiego. Na przykład sfera, o której mówimy, czyli polityka zagraniczna jest sferą kondominium między prezydentem a premierem. Nie znam dokładnie konstytucji Republiki Czeskiej, ale znam fakty. Na pewno Pan Prezydent Klaus odegrał aktywną rolę w polityce zagranicznej. Na spotkaniu będą też przedstawiciele państw, które bezpośrednio takiej roli nie odgrywają, ale to też stwarza - zauważyłem to już w zeszłym roku - swobodniejszą płaszczyznę wymiany opinii na różne tematy. A wziąwszy pod uwagę coraz bardziej wszechogarniający charakter Unii Europejskiej, to nie chodzi tylko o to, że ona się rozwija - dwa państwa wstąpiły od czasów ostatniego spotkania, bo one wtedy też miały już wstąpić - to było zadecydowane, tylko o to, że jakby kierunek na Unię Europejską jest coraz szerszy. Dzisiaj w Unii jest dużo sił, które by nie chciały poszerzenia, akurat Polska do nich nie należy. Oczywiście każdy musi spełnić warunki, ale Unia staje się coraz bardziej punktem odniesienia, tą płaszczyzną, w oparciu o którą się rozmawia i myślę, że warto też pod tym względem wymieniać opinie. W końcu ci prezydenci wiedzą bardzo dużo o pewnych zapalnych miejscach w tym regionie. Akurat Polska to nie jest miejsce, gdzie są jakieś sprawy zapalne, a tym bardziej jeszcze Republika Czeska. Natomiast my mamy prezydentów z Bałkanów i tutaj na przykład warto porozmawiać, wymienić opinie choćby w sprawie problemu dzisiaj najbardziej zaognionego, czyli problemu Kosowa.

Czy w tej sprawie nie powinna powstać jakaś inicjatywa, jakieś ogłoszenie wspólne? Czy ta wymiana zdań nie jest za mała?

To by się musiało udać, natomiast jest jasne, że pod tym względem różne kraje mają nieco różne opinie. Wśród tych szesnastu państw jest bardzo duża grupa, które są głęboko zainteresowane Zachodnimi Bałkanami. Jest tak, że w Europie liczne państwa, ze względu na swoje interesy czy historyczne związki, jak Austria na przykład, są bardzo zaangażowane w ten region. Polska nie należy do krajów, które są tak bardzo zaangażowane ze względów historycznych, ale ponieważ chcemy równowagi w Europie i ponieważ jesteśmy krajem w miarę dużym, to też staramy się prowadzić tam aktywną politykę i myślę, że będą rozmowy na przykład co dalej z Kosowem.

To będzie punkt najważniejszy?

To będzie bardzo istotne. Pędzie prezydent Dadis, będzie prezydent państwa, które jest w bardzo trudnej sytuacji, którą ja rozumiem - dla Serbów Kosowo to miejsce, które jest kolebką ich państwa. A z drugiej strony ono dzisiaj etnicznie nie jest serbskie - jest albańskie. Tam dochodziło do wzajemnej przemocy, raz jedni byli silniejsi, raz drudzy.

Czy Pan będzie sam wychodził z inicjatywą, żeby rozmawiać na temat Kosowa?

Na pewno będę rozmawiał poza główną salą obrad na ten temat. Nie ulega wątpliwości. Ja w ogóle preferuję ten rodzaj spotkań - myśmy w tym roku mieli takie dwa spotkania z panem prezydentem Klausem.

Właśnie chcę zapytać, w tym tygodniu…

Przedwczoraj, wcześniej w styczniu i myślę, że w tym roku co najmniej jeszcze jedno tego rodzaju spotkanie się odbędzie, bo to okazja do wymiany opinii w swobodnej atmosferze.

Rozmawiał Pan, Panie Prezydencie, w poniedziałek w Lanach pod Pragą, z Prezydentem Klausem - już jest to drugie spotkanie, pod koniec stycznia było pierwsze - mówiliście o tarczy antyrakietowej przede wszystkim.

Mówiliśmy o tarczy, o Unii, także o innych sprawach.

Ale jeżeli rozmawialiście o tarczy, czy uzgadnialiście jakieś wspólne stanowisko? Czy deklarowaliście wspólne argumenty przed prezydentami, którzy w Brnie nie należą do zwolenników tarczy, którzy mają wątpliwości?

Akurat o tym, jak się będziemy bronić nie rozmawialiśmy, bo to jest dość oczywiste. My przede wszystkim będziemy przekonywać, że to nie jest przedsięwzięcie agresywne. Ono jest potrzebne Europie, nie tylko Czechom i Polsce - to, że propozycję dostały Czechy i Polska wynika z naszego położenia geograficznego. Akurat w tych miejscach na terenie północno-zachodniej Polski i na terytorium Republiki Czeskiej, z punktu widzenia geograficznego najlepiej ustawić zarówno wyrzutnie - to jest bardzo ważne – antyrakiet, a nie rakiet i radar, który ma charakter defensywny. Bronimy nie tylko siebie, nie jest to przedsięwzięcie przeciwko Rosji, bo nie chodzi o rakiety, które by z jej terytorium miały być wystrzelone. Nie sądzę, że to jest powód do niepokoju. Natomiast i Polsce, i  Republice Czeskiej zależy na dobrych relacjach ze Stanami Zjednoczonymi i to jest naprawdę dobrze pojęty nasz interes. Po drugie my będziemy tłumaczyć, szczególnie tym z naszych tych piątkowych i sobotnich partnerów, którzy są w NATO, że owszem to mogła być sprawa NATO, tyle tylko, że NATO tym się zajęło pięć lat temu. I nic z tego nie wynikło do dziś. A my gwarantujemy, że to zostanie załatwione szybko w ramach bilateralnych stosunków czesko-amerykańskich, polsko-amerykańskich. Obiecaliśmy sobie z Panem Prezydentem Vaclavem Klausem, że będziemy się bardzo często miedzy sobą konsultować.

Jest to, jeżeli dobrze rozumiem, sprawa bardziej czesko-polsko-amerykańska, niż europejsko-amerykańska?

Ona jest też dla Europy. Tylko tutaj chodzi o skuteczność działań. W 2002 roku, co mówiła mi sama pani kanclerz, NATO podjęło jakieś decyzje. Pięć lat to jest kawałek czasu, przyzna pan. A chodzi o to, żeby tą sprawę rozwiązać szybciej. Pragmatycznie szybciej jest w ramach bilateralnych stosunków, a poza tym w Europie jest taka tendencja, żeby kolektywizować przynależność państw Unii Europejskiej tych, które do NATO należą. Nie wszystkie należą, ale zdecydowana większość należy. Kolektywizowanie przynależności do NATO oznacza sytuację, w której do NATO nie należelibyśmy jako oddzielne kraje, tylko jako grupa krajów. A w grupie krajów na pewno się znajdą chętni na przywódców. I to już będzie miało zupełnie inny charakter. A i Czechy, i Polska mają swoje autonomiczne związki ze Stanami Zjednoczonymi, które chcą podtrzymywać.

Jeszcze pytanie związane z tarczą. Przyjeżdża amerykański prezydent Bush w najbliższych dniach i do Pragi, i do Polski. Czy jeszcze przed tą wizytą będziecie się z prezydentem Klausem konsultować? Omawialiście już tą sprawę?

Na pewno będziemy co najmniej telefonicznie rozmawiać przed ósmym czerwca. Ustaliliśmy wspólnie, co zresztą sam powiedziałem prezydentowi Klausowi, że on będzie zajęty jako gospodarz w piątek i sobotę, właściwie od czwartku wieczór, że nie będzie okazji na dłuższa rozmowę. Między innymi dlatego wcześniej przyjechałem do Lan żeby mieć okazję do rozmowy, bo w Brnie już będzie o nią trudniej. Natomiast na pewno będziemy jeszcze rozmawiać zarówno przed moim spotkaniem z prezydentem Bushem jak i po nim, choć prezydent Bush będzie też w Czechach.

I jak chcecie razem z prezydentem Klausem, a zwłaszcza Pan, politycznie w obu krajach przekonywać społeczeństwo, które jakby coraz bardziej zaczyna być przeciwne?

Oczywiście będziemy przekonywać. Będę rozmawiał ze wszystkimi klubami parlamentarnymi na ten temat. Myślę, że rozmowy podejmie też szef rządu. Natomiast sądzę, że w Polsce to nie będzie taki wielki problem ze względu na istotną popularność Stanów Zjednoczonych w naszym kraju. Polska jest jak na Europę krajem zdecydowanie proamerykańskim i to ułatwia sprawę. Myślę, że tutaj jakiegoś zasadniczego uporu nie będzie. Oczywiście są alterglobaliści, są przeciwnicy Stanów Zjednoczonych - to nie jest tak, że u nas nie ma ludzi przeciwnych - ale też proszę pamiętać, panie redaktorze, że żyjemy w pacyfistycznej Europie. Gdyby każda decyzja dotycząca jakichś działań zbrojnych podjętych przez NATO, bądź Unię miała być przedmiotem powszechnego głosowania to zapewniam, że z żadnego kraju ani jeden żołnierz by nigdzie nie wyjechał. A tak w imię interesów właśnie naszych obywateli być nie może.

Panie Prezydencie, przechodzimy do drugiego tematu. Nie ukrywam, że nie jest tajemnicą, że Pan należy do tych polityków w Europie, którzy nie są zbyt przychylni konstytucji europejskiej, która była przedstawiona Europie. Nie tak dawno z prezydentem Klausem w styczniu tu w tej sali Pan mówił, że niekoniecznie ożywiać tą dyskusję nad martwą, w nawiasie mówiąc, konstytucją, ale są przecież takie państwa kraje unijne, jak na przykład Włochy - właśnie dzisiaj czy wczoraj premier Prodi bardzo się wstawiał za tą konstytucją, która była, że nie warto jemj odrzucać. W takim razie co robić, co dalej?

To jest kompromis między państwami dotyczący głębokiej ich integracji i ten kompromis zawsze musi mieć miejsce przecięcia tam, gdzie wszyscy się zgodzą. Tutaj równania w górę być nie może, jeżeli to ma objąć wszystkie kraje. Ta konstytucja, ten obecny projekt konstytucji mówiąc dokładnie to jest projekt, który zawiera wręcz elementy unitaryzmu, już nie federacji, ale państwa unitarnego w niektórych fragmentach. W tej chwili, wziąwszy pod uwagę wyniki referendów w Holandii i Francji, wziąwszy pod uwagę to, że gdyby ten projekt został przedstawiony naszemu parlamentowi, to w stu procentach byłby odrzucony uważam, że to nie jest przedmiot prawdziwej rozmowy. Prawdziwy przedmiot rozmowy to jest: co zmienić by traktat był do przyjęcia dla wszystkich.

Panie Prezydencie, grożą niektórzy przedstawiciele zachodniej Europy, że w takim razie może dojść do dwóch prędkości w Europie. Co później?

Wie pan, to byłyby takie dwie prędkości, w które wątpliwe by się włączyła Wielka Brytania, wątpliwe by się włączyła Holandia, która w ogóle się boi nawet nazwy „konstytucja”, (którą wymieniam zresztą z pełnym szacunkiem – 62% Holendrów wypowiedziało się przeciw i to nie jest żadna przygana). W takim razie kto by miał tę większą szybkość nadawać?

Niemcy.

Z kim? Nie byłoby zbyt wielu chętnych. A jeśli to byliby to chętni, którym nadawanie większej szybkości szło by niezwykle trudno, bo to są Niemcy i niektóre małe kraje, które uważają, że konstytucja taka je przed czymś zabezpiecza. Boję się, że się głęboko zawiodą.

Nie boi się Polska, że byłaby w tym wolniejszym wagonie?

Ja po prostu nie bardzo wierzę, że będą dwa wagony. A poza tym Polsce jest potrzebna jednak pewna swoboda manewru w polityce zagranicznej, nam są potrzebne, jak każdemu, pewne reguły ułatwiające rozwój życia gospodarczego, które nie muszą być koniecznie takie same w Polsce i we Francji, bo mamy zupełnie różny poziom rozwoju gospodarczego dzisiaj. Francuzi nie mają za sobą okresu komunizmu. Polacy, Czesi również mają. Otóż ja podam jeden przykład. W trzeciej części konstytucji zawarto przepisy dotyczące pomocy publicznej, ale jest wyjątek dla terenów dawnej NRD. Czyli jak widać Niemcy dostrzegają różnicę, między krajem, który nie przeżył komunizmu i krajem, który przeżył. Pomijam, że takie zapisy są zupełnie zbędne w konstytucji, w ogóle to nie jest materia konstytucyjna. Dlaczego jednak wyjątek dotyczy tylko NRD, a nie Czech, Polski, Bułgarii, Rumunii i innych krajów, które komunizm przeżyły?

Niesolidarność państw.

Właśnie. W tej chwili abstrahuję od tego, że to jest przywilej dla Niemców, mówmy tylko o tym, że widocznie jest dostrzegana różnica, że reguły pomocy publicznej nie mogą być takie same w krajach, które nie przeżyły komunizmu i krajach, które komunizm przeżyły. Wskazuje to najlepiej na to, że te przepisy w ogóle należy z konstytucji wyrzucić. Czy to powinno być regulowane? Powinno, tylko na innej drodze, nie konstytucyjnej. Nowa konstytucja przewiduje nieźle sformułowany system źródeł prawa, w każdym razie dużo lepszy od obecnego, niebywałego bałaganu. To za pomocą aktów, które są tam przewidziane te sprawy można uregulować i wtedy można, jak zmienią się okoliczności, je zmienić. Gdy zaś coś do tej konstytucji zostanie wpisane, to przez całe pokolenie trzeba będzie zmieniać.

A co najbardziej Polsce przeszkadza? System głosowania?

Jest dużo spraw. Oczywiście Polska najwięcej traci na systemie głosowania i się na to nie zgodzi, ale jest też sprawa tak zwanych dzielonych kompetencji. Tam jest domniemanie kompetencji Unii. Właściwie we wszystkich najważniejszych sprawach, w których państwo prowadzi politykę, może je przejąć Unia jako całość. Nie będę tutaj dokładnie opisywał tego przepisu, jego konstrukcji, różnicy miedzy ustępem pierwszym, drugim i trzecim, ale zapewniam, że będąc jednak jeszcze prawnikiem, jeszcze, bo od ładnych paru lat nie uprawiam tego zawodu - bez trudu widzę, że ona daje podstawy do tego żeby Unia, właściwie Bruksela zdominowała całą najważniejszą część polityki wszystkich państw. Tam jest wyraźne stwierdzenie, że państwo prowadzi politykę w danym zakresie tylko wtedy, kiedy Unia jej nie prowadzi, albo zaprzestała prowadzenia. Czyli to jest domniemanie dla Unii i to jest przepis, który rodzi nasze olbrzymie wątpliwości. Jest sprawa ministra spraw zagranicznych, a przede wszystkim klauzuli całkowitej lojalności każdego państwa wobec polityki europejskiej, co powoduje, że państwa czasami będą musiały prowadzić politykę wbrew swoim oczywistym interesom. To jest kolejny problem. Jest oczywiście problem już chyba rozwiązany, supremacji prawa unijnego i różnych oznak tego, że Unia jest państwem. Tutaj na przykład Holendrzy absolutnie się na to nie chcą zgodzić. Brytyjczycy są też bardzo sceptyczni. Jest w końcu nadmierna obszerność tej konstytucji, żadna konstytucja kraju unijnego nie jest tak wielka jak ta. Inaczej mówiąc, tam za dużo spraw uregulowano. Mnóstwo spraw uregulowanych w tej konstytucji powinno być uregulowanych na niższym szczeblu.

To w takim razie kiedy można się spodziewać nowej konstytucji?

Sądzę, że wziąwszy pod uwagę obecne tendencje, te z ostatnich tygodni, trzeba sobie jasno powiedzieć, że Europa była labilna. Dziś mamy dwudziesty trzeci dzień maja 2007 roku. Wygląda na to, że może potoczyć się szybko, ale pod warunkiem, że to będzie akt skrócony i do przyjęcia na dzisiejszym etapie integracji narodów europejskich. A te narody pozostają oddzielne, chociaż są sobie wzajemnie dużo bliższe, niż było kiedyś.

Panie Prezydencie, Polacy walczą w Iraku, w Afganistanie, słusznie?

Nie tylko tam, także w Libanie, na wzgórzach Golan, w Bośni, w Kosowie. Tak, jesteśmy aktywni i musimy być aktywni. To jest wyraz naszej solidarności. To nie oznacza, że każda decyzja, którą nie myśmy podejmowali przed laty musiała być słuszna, tylko, że nikt nie cofnie czasu. A Zachód, teraz mówię o Zachodzie jako całości, nie może sobie pozwolić na drugą klęskę w Wietnamie.

Jest Pan zwolennikiem pewnego energetycznego NATO czy energetycznego sojuszu w tej części Europy. Zorganizował Pan w Krakowie szczyt energetyczny. Czy idzie w tej sprawie coś do przodu?

Na tym odcinku, zwanym przez nas południowo-wschodnim, sprawy idą do przodu, tylko że to wymaga solidarności całej Europy. Myśmy nawiązali bliskie kontakty z państwami, które nie są w Unii Europejskiej, chociaż są w Europie, albo przynajmniej fragmentami są w Europie. Konferencja Krakowska jest wstępem do konferencji na jesieni tego roku, która już będzie w szerszym składzie.

Jeszcze bym chciał wrócić do kraju. Jak Pan ocenia inicjatywę byłego prezydenta, poprzednika, pana Aleksandra Kwaśniewskiego?

Przy całym szacunku dla człowieka, który był dziesięć lat Prezydentem Polski z powszechnego wyboru muszę powiedzieć, że po pierwsze jest to inicjatywa pusta. Ma bronić przed silnym wiatrem w miejscu, gdzie wiatru w ogóle nie ma. Jeżeli ktoś ustawia zapory przed wiatrem w miejscu, gdzie wiatr się nie zdarza to popełnia błąd.

Mówi pan o demokracji?

Tak, o demokracji. Ona w Polsce nie jest zagrożona, zagrożone są pewne interesy, które przedtem były nietykalne, zagrożeni są ludzie, którzy stali przedtem ponad prawem. Szkoda, że człowiek, który ma jednak autorytet dwukadencyjnego prezydenta, w coś takiego się angażuje. A już szczególnie szkoda, że związek bojowników o wolność i demokrację ma twarz pana Mieczysława Wachowskiego, a pieniądze pana Pinczuka.

Panie Prezydencie, był Pan kiedyś prezydentem stolicy Warszawy, jest Pan Prezydentem kraju. Jak by Pan dzisiaj reagował na dyskusje będąc prezydentem miasta dotyczące możliwego usunięcia pomników kojarzących się ze Związkiem Radzieckim?

To są dwie różne sprawy. Pomniki, które się silnie kojarzyły ze Związkiem Radzieckim i jego panowaniem zostały w Polsce dawno zlikwidowane. Był na przykład pomnik i plac Feliksa Dzierżyńskiego, Polaka skądinąd, i pomnik ten runął  w 1989 roku. On był narodowości polskiej to niewątpliwe, ale nie działał w Polsce. Natomiast jeżeli chodzi o cmentarze tych sześciuset tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej, którzy polegli na naszej ziemi to należy się nimi opiekować. Na ogół młodzi, chociaż nie tylko młodzi ludzie, którzy ginęli często niepotrzebnie, ponieważ tu nie było takich walk, takiego oporu niemieckiego, który by uzasadniał śmierć sześciuset tysięcy ludzi, ale w Armii Czerwonej w ogóle nie szanowano życia żołnierza i ich pamięć szanujemy. Natomiast symboli panowania rosyjskiego, czy później sowieckiego - nie. Przypominam, że kiedyś niedaleko stąd stała wielka cerkiew zbudowana jako symbol rosyjskiego panowania i zaraz po odzyskaniu niepodległości ją wysadzono w powietrze.

Panie Prezydencie, jeszcze mam pytanie. Słuchając dzisiaj opozycję, ale taka jest zawsze rola każdej opozycji w każdym demokratycznym kraju - opozycja twierdzi, że dzisiejszy rząd czy kierownictwo kraju pędzi Polskę w stronę, że Polska bywa ośmieszana z powodów na przykład różnych spraw głoszonych przez ministra edukacji narodowej Romana Giertycha, dotycząca rozwodów, dotycząca homoseksualizmu, dotycząca różnych spraw, które budzą kontrowersje w kraju.

Minister Giertych czasem wyraża istotnie poglądy skrajne, ale jeżeli minister Giertych mówi, że nie powinno być homoseksualnej propagandy w szkołach to ma świętą rację. Ani ja, ani premier nie jesteśmy tych samych poglądów co pan Giertych to jest jasne, natomiast  mogę powiedzieć jedną rzecz na pewno: Polsce nie grozi likwidacja rozwodów cywilnych, chociaż oczywiście żaden rozwód cywilny nie rozwiąże małżeństwa w rozumieniu sakramentalnym. Każdy kto jest katolikiem to świetnie rozumie. Natomiast, z drugiej strony my będziemy się upierali przy tym, że szkoły na przykład nie są miejscem dla propagandy homoseksualnej.

Ale jeżeli o nich mówimy, że ich prawa są zagrożone, że to są prawa człowieka...

Ich prawa do propagandy w szkołach istotnie są zagrożone. Natomiast ich prawa jako normalnych obywateli, którzy mogą awansować, żyć i zajmować się w tej intymnej stronie życia nią tak jak chcą, to one w niczym nie są zagrożone w Polsce.

Jest Pan, Panie Prezydencie półtora roku prawie, bez miesiąca Prezydentem kraju. Co by Pan wymienił jako swój główny sukces, a równocześnie przyznał się do punktu, który się Panu nie udał do dzisiaj?

Myślę, że sukcesem jest bardzo znaczne zaktywizowanie relacji międzynarodowych Polski. Odbyło się kilkanaście konsultacji w tym roku w Warszawie, nie mówiąc o liczbie moich wyjazdów. Tutaj w ciągu ostatniego roku nastąpiła gwałtowna intensyfikacja i Polska mówi swoim głosem, Polska broni swoich interesów i często skutecznie - weźmy choćby sprawę embarga. Udało się przekonać Europę, ja w tym biorę istotny bardzo udział. Udało się rozwiązać w Polsce kilka konfliktów społecznych, zapobiec im, nie wszystkim, ale te sprawy, w które wkraczała Kancelaria zawsze się kończyły rozładowaniem różnego rodzaju konfliktów. Udało się przeforsować rozwiązanie WSI, w którym wziąłem bardzo istotny udział. To niby sprawa, którą wielu postulowało, ale nikt tego nie zrobił. Myśmy zrobili i w tym brałem bardzo istotny udział. Co się nie udało? Na pewno nie udało się stworzyć pewnej równowagi w mediach, bo oczywiście media muszą być krytyczne, ale w tej chwili liczba informacji, które są notorycznie nieprawdziwe, a które są w mediach zagraża demokracji. Jeżeli są jakieś zagrożenia dla demokracji, to one są dwa: jedno to jest liczba nieprawdziwych informacji, które otrzymują obywatele. Podam taki przykład sprzed dwóch, trzech dni. PiS zdecydowanie wygrał wybory na Podlasiu, a w największym polskim dzienniku jest napisane: „Klęska PiS na Podlasiu”. I za to nie ma w istocie żadnych sankcji, to jest pierwsza sprawa. A druga sprawa - i to nie jest tylko sprawa PiS-u - to jest sprawa demokracji, bo jeżeli obywatel otrzymuje nieprawdziwe informacje, to nie może podejmować prawidłowych z punktu widzenia swoich interesów decyzji. To mi się nie udało. Z drugiej strony na pewno w tej chwili między świetną sytuacją gospodarczą Polski, szybkim spadkiem bezrobocia, wzrostem optymizmu społecznego, pewnym spadkiem przestępczości, silniejszym od tego spadku wzrostem poczucia bezpieczeństwa a liczbą różnego rodzaju drobnych ekscesów politycznych, jest nadmierna różnica. Polska czasami może stwarzać wrażenie kraju nieustabilizowanego, chociaż jest krajem zdecydowanie ustabilizowanym. Polska ma większość parlamentarną, rząd funkcjonuje dość energicznie, ale czy ja mam na to wpływ? W Polsce prezydent odpowiada za to, żeby wszystkie organa państwa funkcjonowały, żeby konstytucja była przestrzegana, w tym sensie to mi się nie zawsze udaje.

A jeśli Panie Prezydencie, jak Pan mówi, że udane jest to embargo, nie obawia się Pan, że Polska będzie kojarzona z krajem, który wetuje, bo jest to niebezpieczna gra.

Dotąd raz zawetowaliśmy, niejedno państwo już dotąd to zrobiło. W tej chwili potrzebna jest polityka energiczna, tego się w ogóle nie obawiam.

Jeszcze jedno pytanie Panie Prezydencie - lustracja. Często do mnie nawet dzwonią dziennikarze i wypowiadam się, bo chcą wiedzieć jak to było w Czechach, i opowiadam im o moim stosunku pozytywnym akurat do lustracji. Jak Pan Prezydent to odczuwa? Jest to klęska to co się dzisiaj dzieje, czy jest to polowanie na czarownice jak to niektóre gazety piszą?

To jest w tej chwili porażka ludzi, którzy chcieli elementarnej uczciwości, bo to nie jest rzeczą obojętną, nawet wziąwszy pod uwagę, że polski komunizm był dość łagodny, czy ktoś współpracował ze służbą bezpieczeństwa, czy wywiadem, w szczególności służbą bezpieczeństwa czy nie. Pisanie donosów na kolegów czy koleżanki nie należy do czynności szlachetnych w państwie totalitarnym. Tutaj chodzi o to, żeby takowych właśnie ochronić. Żeby to się nie liczyło, żeby to zginęło gdzieś w mrokach historii. To jest historia tak niedawna. Ci sami ludzie żyją, ci sami ludzie działają.

Należy otworzyć teczki?

Trzeba będzie zastosować metody, które są nieporównanie bardziej drastyczne niż dotychczas, którym dotąd się przeciwstawiałem. Przypominam, że żądała ich Platforma Obywatelska, a w szczególności Jan Maria Rokita, on był głównym pomysłodawcą, ba - zarzucał mi, że należę do kategorii tajniaków. Ja przeprowadziłem ustawę o lustracji. Ta - dużo łagodniejsza - została uznana za sprzeczną z konstytucją - więc teraz trzeba będzie przejść do form radykalniejszych niż dotąd. No i zobaczymy.

Bardzo dziękuję za rozmowę.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.