przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Ulysse Gosset: Witamy w studiu France 24, w nowej edycji Talk de Paris. Ten program został nagrany w Warszawie, stolicy Polski, na którą, w przeddzień szczytu europejskiego w Brukseli 21 i 22 czerwca, zwrócone są oczy wszystkich. To Polska, Warszawa, gdzie w Pałacu Prezydenckim przyjmuje nas prezydent Polski, Lech Kaczyński. Dzień dobry, Panie Prezydencie.

Lech Kaczyński: Dzień dobry.

Ulysse Gosset: W Warszawie jest też z nami pani Caroline de Camaret, nasz ekspert od spraw europejskich, która również zada Panu pytania. Chciałbym od razu zacząć od najbardziej niezwykłego faktu charakteryzującego dzisiejszą Polskę, zupełnie niepowtarzalnego, ponieważ to jedyny kraj który jest rządzony przez braci bliźniaków. Pan jest prezydentem, został Pan wybrany w 2005 roku i powołał Pan na stanowisko premiera swojego własnego brata. W jaki sposób pracujecie razem i jak funkcjonuje tandem braci Kaczyńskich? 

Ja sądzę, że ten tandem funkcjonuje dobrze. Przypomnijmy, że przed moim zwycięstwem w wyborach prezydenckich mój brat wygrał wybory parlamentarne. I ponieważ to on stoi na czele partii Prawo i Sprawiedliwość, która w znaczący sposób wygrała wybory w 2005 roku, to fakt, że został premierem w lipcu następnego roku, jest rzeczą naturalną w demokracji europejskiej. W większości przypadków szef zwycięskiej partii zostaje premierem. W niektórych krajach nie można wyobrazić sobie innej sytuacji. Ja bardzo jasno postawiłem bratu pytanie, że jeśli odmówiłby funkcji premiera, ja bym się czuł jak w kohabitacji. Taka jest sytuacja w Polsce, nawet jeśli prezydent RP nie ma takich uprawnień jak prezydent RF. A dlaczego tak zrobiłem? Z bardzo prostych powodów: ponieważ nie może być tak, że jakaś osoba sprawuje władzę (chodzi o ówczesnego premiera, a inna jest uznawana za odpowiedzialną za rząd – tak, jak media oceniały mego brata…

Caroline de Camaret: Czy to aby nie zmienia konstytucyjnych zapisów w Waszym kraju, ponieważ jeśli premier i prezydent są bliźniakami, to jedna z tych funkcji anuluje drugą. Trudno jest wyobrazić sobie, że pozostaje Pan w niezgodzie ze swoim bratem bliźniakiem…

Konstytucja polska nie przewiduje braku zgody między premierem a prezydentem. Ja sądzę, że ta sytuacja jest obojętna z punktu widzenia konstytucji. Konstytucja oczywiście do tego nie zobowiązuje, ale również tego nie zabrania.

Ulysse Gosset: Czy Pan sądzi, że ten tandem będzie funkcjonował do przyszłych wyborów, czy istnieje możliwość, że pozbawiłby Pan stanowiska premiera swojego brata w przypadku braku zgody?

Sądzę, że między nami mogą być różnice zdań, ale nie ma mowy o rozstaniu. Sądzę, że rząd Jarosława Kaczyńskiego będzie trwał tak długo, jak długo będzie skuteczny w działaniu z punktu widzenia interesu kraju. A zatem decyzje premiera będą dobre. Co do polityki zagranicznej, istnieje podział kompetencji między prezydentem a premierem. Z punktu widzenia konstytucji RP jest możliwe, że to prezydent uda się na szczyt UE, ale również może to zrobić premier.

Ulysse Gosset: Ale w tym przypadku to Pan tam pojedzie, czy Pana brat?

Decyzja będzie podjęta po naszej rozmowie z Kanclerz Merkel.

Ulysse Gosset: Panie Prezydencie, proponuję, aby powrócić do Pana politycznego życiorysu. Wiemy, że był Pan jednym z najbliższych doradców Lecha Wałęsy. Dzisiaj jest inaczej. Ale proponuję, abyśmy zobaczyli portret, jaki zrealizował dla celów tej audycji jeden z dziennikarzy France 24, Clement Masse. Popatrzmy razem.

(...)

Myślę, że jest tu kilka typowych nieporozumień, które utrudniają nam sytuację, a czasami współpracę z naszymi partnerami europejskimi. Przede wszystkim sądzę, że na pewno nie jestem człowiekiem skrajnej prawicy. Raczej określiłbym się jako bardzo nowoczesny konserwatysta. Jeśli chodzi o aktualną koalicję, to trzeba jasno powiedzieć, że została narzucona przez sytuację.

Ulysse Gosset: Który kraj w Europie i który z prezydentów europejskich jest dzisiaj Panu najbliższy? Pan mówi: „nie jestem skrajną prawicą, jestem konserwatystą”. Kto zatem jest Panu najbliższy w Europie?

Jest kraj z którym identyfikuję się całkowicie: to Polska. Niemniej mamy bardzo bliskie kontakty (i uważamy je za sukces) z małym krajem, który jest naszym historycznym partnerem, jakim jest Litwa. Mamy bardzo dobre stosunki z Republiką Czeską. To nowość w naszej historii, nowość bardzo korzystna, którą cenimy szczególnie. Jeśli chodzi o cztery największe kraje europejskie, mam nadzieję że łączą nas bardzo dobre stosunki z prezydentem Republiki Francuskiej. Myślę, że krok po kroku będziemy zbliżać stanowiska z Niemcami. Nie ulega wątpliwości, że przez ostatnie miesiące nasze stosunki z Niemcami charakteryzował kompromis ze strony Polski. Nie zauważamy wielu gestów ze strony tego partnera.

Caroline de Camaret: Dzisiaj Pan mówi: „mamy dobre stosunki z Niemcami”. Tymczasem Polska jest odwiedzana przez prawie wszystkich szefów państw europejskich, ponieważ Europejczycy są bardzo zaniepokojeni właśnie tą nieprzewidywalnym stanowiskiem Polaków na najbliższym szczycie, 21 i 22 czerwca. Polacy grożą, że wszystko zablokują, ponieważ nie są zadowoleni z systemu głosowania.

Ja nie rozumiem, dlaczego Pani mówi o nieprzewidywalności, ponieważ w sposób jak najbardziej przewidywalny mówimy, że nie wyrazimy zgody. System, jaki proponujemy, jest systemem, który zrównuje wszystkich obywateli UE i nie czyni różnicy między krajami większymi i mniejszymi z jednej strony, a średnimi z drugiej. Innymi słowy, proponujemy system, który z pewnością nie jest najprostszy, ale jest sprawiedliwy. Jest jeszcze jeden element, który mam nadzieję, nie obraża, ale żaden kraj nie lubi, jak jego sytuacja się pogarsza w ramach negocjacji. Proponowany system podwójnej większości w porównaniu z aktualnym systemem traktatu z Nicei najbardziej pogarsza sytuację Polski i Holandii.

Ulysse Gosset: Panie Prezydencie, pytanie jest następujące: czy zablokuje Pan porozumienie w Brukseli 21 i 22 czerwca, czy jest Pan gotowy na kompromis? Nicolas Sarkozy, francuski prezydent, powiedział w ubiegłym tygodniu, że „trzeba, aby Polska była przygotowana na kompromis”. Czy jest Pan gotowy na kompromis, czy będzie Pan blokował?

Caroline de Camaret: To właśnie ta sprawa weta…

W bardzo wielu kwestiach Polska jest gotowa do kompromisu. To, co byłoby najbardziej naturalne, to przygotowanie nowego traktatu, ale zgodziliśmy się pracować na aktualnym traktacie. To już jest kompromis, to istotna zmiana naszego stanowiska. Druga zmiana – uważamy, że było tyle problemów, że praca nad Traktatem powinna trwać do roku 2009. Dzisiaj zgadzamy się, że rok 2009 ma być rokiem ratyfikacji i jeśli do tego dojdziemy, to przyszłe wybory do Parlamentu Europejskiego przewidziane w czerwcu 2009 roku odbędą się po ratyfikacji nowego traktatu – nie ma znaczenia, jak go nazwiemy. Widzicie zatem, że poszliśmy na wiele kompromisów, które są nawet sprzeczne z naszymi przekonaniami. Mówienie, że Polska nie ma poczucia rzeczywistości, jest nieporozumieniem.

Ulysse Gosset: Po prostu chcemy zrozumieć Wasze stanowisko. Czy na szczycie w Brukseli będziecie blokować, stosować weto czy nie i ile czasu wydaje się wam konieczne do negocjacji nowego Traktatu? Mówimy o Traktacie uproszczonym – ile czasu będzie trzeba, aby go wynegocjować?

Aby przygotować dobry traktat, potrzeba bardzo mało czasu. Ale pragniemy, aby nie była to decyzja podjęta w czerwcu, lecz aby można było otworzyć dyskusję na ten temat. Innymi słowy, aby konferencja międzyrządowa, która zajmuje się również tą kwestią, otrzymała mandat negocjacyjny.

Ulysse Gosset: Czyli oznacza to, że w Brukseli nie będzie zgody co do tego punktu?

Powtórzę to jeszcze raz: nie chodzi o to, aby w Brukseli dojść do zgody na temat pierwiastka kwadratowego, ale o to, aby konferencja międzyrządowa mogła o tym dyskutować. Innymi słowy, aby to zostało uwzględnione w mandacie negocjacyjnym. Nie kryję jednak, że Polska nie zaakceptuje aktualnego systemu. To nie ulega wątpliwości i mogę Państwa zapewnić, że to, co mówię dzisiaj, będzie tym, co powiem szefom państw i rządów – ja lub mój brat – za kilka dni.

Caroline de Camaret: Aby jasno przedstawić sprawę naszym widzom, gdyż są to sprawy złożone: pragniecie, aby na przyszłym szczycie w Brukseli sprawa podwójnej większości była ponownie przedyskutowana, nie zdecydowana teraz, ale dyskutowana później, i aby strona polska mogła posunąć do przodu swoje własne propozycje, czy tak?

Oczywiście, byłbym bardzo zadowolony, gdyby można było osiągnąć decyzję pozytywną dla Polski i ja się temu nie przeciwstawię. Ale minimalne warunki wymagają, aby otworzyć debatę na ten temat w mandacie negocjacyjnym, to znaczy, aby konferencją międzyrządowa mogła się tym zająć na jesieni.

Caroline de Camaret: Jeśli nie, to Polska zawetuje…

Nie widzę innego wyjścia. Nie zaakceptujemy aktualnego systemu.

Ulysse Gosset: A jeśli wszyscy zgodzą się, aby przenieść tę debatę na jesień, będziecie gotowi podpisać traktat uproszczony?

Tak. To znaczy, ten uproszczony Traktat nie będzie gotowy w czerwcu. To nie jest możliwe. Ja wiem, że prezydent Sarkozy chciałby, aby parlament francuski ratyfikował go jeszcze w tym roku. Ale chciałbym zrobić następującą uwagę: nie tylko Francuzi ratyfikują Traktat, Polacy również. A przy tym systemie głosowania, nawet jeśli premier czy ja sam podpiszemy Traktat – premier, ponieważ prezydent ratyfikuje go za zgodą parlamentu – to nie będzie miało większego znaczenia, ponieważ ten tekst będzie odrzucony przez parlament. Byłoby więc odrzucenie ratyfikacji. Innymi słowy, myślę, że nie ma racji bytu dyskusja, czy zachowamy ten system głosowania, ponieważ nawet gdyby prezydent i premier RP dali swoją zgodę, parlament jej nie da i będziemy mieli sytuację podobną do wyniku referendum we Francji i Holandii.

Caroline de Camaret: To obiecuje nam ożywiony szczyt 21 i 22 czerwca, Ulysse…

Ulysse Gosset: Ale to oznacza, Panie Prezydencie, że żądacie jednak więcej czasu, co najmniej pięć do sześciu miesięcy negocjacji…

Tak, to i wiele innych rzeczy, ponieważ trzeba przypomnieć, że wiele krajów UE ma propozycje do przedstawienia i chciałoby rozmawiać na wiele tematów. Na przykład Holendrzy nigdy nie zaakceptują nowego referendum. A to już wyklucza niektóre cechy aktualnego traktatu, który nadaje naszym państwom charakter unii. Wiemy, że ten element będzie wyłączony i Polska to podtrzymuje. Anglicy mają swoje propozycje, Czesi również, myślę, że Hiszpanie też. Dyskusja toczyć się będzie wokół wielu problemów, nawet jeśli przyjmiemy propozycję Nicolasa Sarkozy’ego, którą wspieram, koncepcji minitraktatu.. Ponieważ to, co sprawia, że aktualny projekt jest taki ciężki, to właśnie jego charakter tak konstytucjonalny, który wykuwa elementy w marmurze, elementy, które tam nie powinny się znaleźć i które są zmienne w Historii. Koncepcja minitraktatu doskonale nam odpowiada.

Ulysse Gosset: Dochodzimy do końca pierwszej części. Proponuję obejrzenie dziennika France 24 i spotkamy się za kilka minut.

Ulysse Gosset: Tu ponownie studio France 24, rozmowa z prezydentem Lechem Kaczyńskim, nagrana w Warszawie. Panie Prezydencie, ważna kwestia dla Europy i świata, projekt amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Niedawno spotkał się Pan z prezydentem Bushem. Wie Pan, że prezydent Putin zaproponował umieszczenie tej tarczy w Azerbejdżanie, już nie w Polsce czy Czechach. Jak ten projekt wygląda dzisiaj? Widzę, że się Pan uśmiecha… Czy Polska jest w dalszym ciągu kandydatem, aby przyjąć na swoim terytorium tarczę przeciwrakietową?

Tak, część tarczy, wraz z Republiką Czeską, oczywiście. Polska jest ciągle kandydatem. Odbyłem dobrą rozmowę z prezydentem Bushem. Myślę, że ta rosyjska propozycja, według tego, co wiem – mogę się mylić, ale nie sądzę, żeby mieli konieczną zgodę Azerbejdżanu, prezydenta Alijewa. Po drugie, to znowu nam pokazuje intencje naszego rosyjskiego partnera: tarcza wszędzie, z wyjątkiem Polski. Wydaje mi się, że to wynik polityki rosyjskiej, która wykazuje niezwykłą logikę. To polityka, która ma miejsce w całkowicie innym kontekście. Chcę jasno podkreślić, że nie porównuję sytuacji sprzed 20, 30 czy 40 lat z sytuacją aktualną, ale widzimy intencje Rosji odbudowania wpływów w Europie, a Polska znajduje się na tej liście. Być może nie na pierwszym miejscu, ponieważ jesteśmy wielkim krajem dla Europy, ale nie tak wielkim, jak Francja na przykład. Z tego punktu widzenia, instalacja części systemu, który wiąże Polskę ze Stanami Zjednoczonymi, z punktu widzenia Rosji, jest niekorzystna. Ale mówić, że tarcza jest niebezpieczeństwem, zagrożeniem dla Rosji… Czy Rosja jest zagrożona ze strony Zachodu? Sądzę, że nikt nie może rozsądnie tego twierdzić. Nasz świat jest całkowicie niezdolny do agresji, trzeba być o tym przekonanym. Nie wiem zresztą, czy to jest dobra rzecz.

Caroline de Camaret: Mówił Pan o napięciach między Polską a Rosją. Historycznie można też mówić o napięciach z Niemcami. To prawda, że jesteście oczywiście zaniepokojeni, że obywatele niemieccy, wydaleni w 1945 roku chcą wytaczać Polsce procesy o odzyskanie majątków. Niepokoi was również projekt gazociągu północnego pod Bałtykiem… To wszystko przeciwstawia was Niemcom, jak przedstawiają się wasze wzajemne stosunki?

Tak, to prawda, że są problemy w naszych stosunkach z Niemcami. To są problemy dwustronne, między nami. Ale chciałbym podkreślić – z całą sympatią, jaką żywię do pani Merkel jak i do mojego odpowiednika, prezydenta Horsta Koehlera – że z tego punktu widzenia Niemcy nie zrobiły żadnego gestu w naszą stronę. Były rozmowy, rozmowy trudne dla Polski. Wyobraźcie sobie, że mieszkańcy jednej trzeciej terytorium Francji nie są pewni co do swoich praw. To bardzo poważny problem i fakt, że rząd pani Merkel nie popiera tych roszczeń, nam nie wystarcza.

Ulysse Gosset: Panie Prezydencie, pomówmy o Pana kraju… Doszedł Pan do władzy z wolą zmiany wielu spraw, między innymi zaproponował Pan w parlamencie ustawę o dekomunizacji. Jak to się przedstawia dzisiaj? Wie Pan z pewnością, że ta ustawa wzbudziła wiele reakcji w Europie. Czy nie obawia się Pan powstania nowych podziałów w kraju? Mówi się o polowaniu na czarownice. Chciałbym, aby Pan nam wyjaśnił, jak sprawy wyglądają, bo Trybunał Konstytucyjny odrzucił częściowo tę ustawę.

To raczej chodzi o lustrację, a nie o dekomunizację. Lustracja to inne zjawisko. Cecha charakterystyczna kraju komunistycznego, nawet w wersji umiarkowanej, jak to miało miejsce w Polsce, to wielka liczba tajnych agentów i współpracowników SB. To były tajne służby, które śledziły Polaków, ale również służby wywiadu, kontrwywiadu, wojskowego czy cywilnego, które zresztą istnieją do dzisiaj. Chodziło po prostu o ujawnienie tych wszystkich osób. Dlaczego? Przede wszystkich chodzi o kwestie moralne. Oczywiście, odróżniam tych, którzy pracowali dla wywiadu, od tych, którzy donosili na kolegów w ramach współpracy z tajnymi służbami. Chodzi o kwestie moralności, ponieważ uczynione zło niesie pewne konsekwencje. Drugi powód jest taki, że w Polsce jest wiele osób, które chcą lub chciały dawać innym lekcje, być autorytetem moralnym. Jeśli zobaczyłby Pan tajne archiwa i lekcje moralności dawane przez niektóre osoby, myślę, że przeciętny obywatel byłby tym co najmniej zirytowany. Po trzecie, udział takich osób w życiu politycznym lub zajmowanie przez nie ważnych funkcji publicznych niesie pewne niebezpieczeństwo, ponieważ takie osoby można by łatwo zmanipulować. Innymi słowy, chcieliśmy zrobić to, co uczyniły inne kraje postkomunistyczne.

Ulysse Gosset: Jest poczucie, że z jednej strony mamy do czynienia z Polską bardzo dynamiczną, o bardzo silnej stopie wzrostu (7 procent), krajem energicznym, z gospodarczym sukcesem, a z drugiej z Polską, która odwraca się plecami do Europy, z ustawą lustracyjną, zakusami, aby zakazać aborcji, wolą przywrócenia kary śmierci, kiedy Europa jest przeciwko tej karze. Czy nie obawia się Pan podziału między Pana Polską a dzisiejszą Europą? To jest prawdziwe pytanie…

Myślę, że wytłumaczyłem, jakie były uzasadnienia ustawy lustracyjnej. Opory, jakie wzbudziła, wskazują na ciągle obecne wpływy poprzedniego reżimu w naszym kraju. Sądzę, że nasz system wartości w Polsce jest wspólny temu, jaki wyznaje Francja i że ustawa lustracyjna nie ma nic wspólnego z opozycją względem wartości europejskich. Być może za chwilę powie mi Pan coś wręcz przeciwnego i że w istocie być współpracownikiem tajnych służb komunistycznych należy do spraw prywatnych i nie należy do nich się wtrącać, ale jeszcze musi Pan dać na to stosowne argumenty. Natomiast co do przerywania ciąży – byłem bardzo krytykowany za moje umiarkowanie w tej kwestii. Na przykład przeciwstawiłem się zmianom w konstytucji polskiej, które uniemożliwiłyby legalne stosowanie aborcji w przypadku gwałtu czy zagrożenia życia matki. Był taki projekt, który spowodował pewne kontrowersje w partii rządzącej, ale ani ja, ani mój brat, nie udzieliliśmy mu poparcia. Natomiast należy powiedzieć, że trudno być katolikiem i zwolennikiem aborcji. Te dwie rzeczy są całkowicie ze sobą sprzeczne. Ustawa polska jest bardziej restrykcyjna, niż w innych krajach europejskich, ale nie jest jedyna. W Irlandii jest surowsza. Sądzę, że Europa nie będzie się do tego wtrącać, ponieważ jest to sprawa obyczajów, moralności polskiej. Co do trzeciego problemu, czyli kary śmierci, nie mamy obecnie projektu przywracającego karę śmierci, nawet jeśli ja osobiście, i wcale się tego nie wstydzę, uważam, że abolicjonizm, czyli ruch walczący z karą śmierci w sposób bardzo skuteczny, to ślepa uliczka naszej cywilizacji. Ja mam na myśli tylko winnych mordu. Osoba, która nie zabiła, nie może być skazana na karę śmierci. Natomiast jeśli ktoś pozbawił bliźniego życia, a jego życie mu się daruje, to w pewien sposób oznacza, że życie mordercy jest ważniejsze, niż życie ofiary. Dla mnie to sedno problemu. Jeśli jest się abolicjonistą, oznacza to, że morderca jest nadczłowiekiem. Nigdy się z tym nie zgodzę, ponieważ dla mnie morderca należy do najgorszej kategorii ludzi.

Caroline de Camaret: W ubiegłym miesiącu wiele osobistości, w tym Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Geremek i Andrzej Wajda zorganizowali publiczną konferencję, aby poddać krytyce to, co nazywają Pana autorytaryzmem i wolą zagarnięcia całego Państwa oraz oczyszczenia wszystkich instytucji i całego Państwa na waszą korzyść…

Sądzę, że zapomnieliście tu o moim bracie, ponieważ obaj byliśmy skrytykowani, a szefem rządu jest Jarosław Kaczyński, nie ja. Muszę powiedzieć, że w Polsce – a jest to prawda bardzo smutna, z trudem wyznaję to na antenie telewizji innego kraju, ale ponieważ nasi opozycjoniści wynoszą nasze spory za granicę, jestem do tego też zmuszony – po 1989 roku powstał układ oparty na nieuzasadnionych przywilejach osób związanych z poprzednim systemem. Podważyliśmy ten system, nie ma ludzi nietykalnych. Nikt nie może stać ponad prawem. W imię obrony demokracji broniono nieuzasadnionych przywilejów.

Ulysse Gosset: To oznacza, jeśli rozumiem, że w Internecie opublikujecie, tak jak to obiecano, całość archiwów tajnych służb dotyczących wszystkich obywateli polskich?

Jest oczywiste, że ja sam tego nie zrobię. Najpierw potrzebna jest odpowiednia ustawa. Ale, mówiąc jasno, byłem temu przeciwny. Ja opowiadałem się za publikacją list współpracowników, a nie, jak to chciał ważny polityk polski, Jan Rokita, za otwarciem wszystkich archiwów, ponieważ to metoda brutalna. To sposób ukazania życia ludzi i wielu kłamstw ich dotyczących, ponieważ tajne służby sporządziły wiele fałszywych materiałów. Czasami, z moralnego punktu widzenia, to było całkiem neutralne, ale mogę powiedzieć, że w mojej własnej teczce jest lista moich wielu przyjaciół, a wśród nich jest jedna osoba, którą znałem i cztery zupełnie mi obce. Innymi słowy, jest wiele kłamstwa, błędów, złej woli… Chcę powiedzieć, że byłem temu przeciwny, bo to by było zbyt brutalne, ale jeśli nie ma innego wyjścia, to albo dawni agenci pozostaną incognito i wyciąga się teczki, dokumenty w sposób dowolny, albo pokaże się światu całą prawdę. To ja chciałem rozwiązania bardziej umiarkowanego: ujawnić teczki agentów, zachowując oczywiście zasadę domniemania niewinności. To oznacza, że jeśli ktoś podważa fakt, że był agentem, jest domniemanie niewinności, że nim nie był i należy wówczas to udowodnić. Trybunał uznał, że to jest sprzeczne z konstytucją i w takim przypadku trzeba odwołać się do metody o wiele bardziej brutalnej. Ale jeśli Trybunał będzie również bronić agentów komunistycznych, to będzie nowy dowód na to, że agenci komunistyczni ciągle mają duże wpływy w Polsce i niech mi nikt nie mówi, że to jest sprzeczne z wartościami europejskimi.

Ulysse Gosset: Ostatnie pytanie dotyczy jednego z najlepiej Panu znanych ludzi, Lecha Wałęsy, który powiedział, że zdradził Pan ideały „Solidarności”. Co Pan odpowie mu dzisiaj?

Po prostu, że jest wprost przeciwnie. Wałęsa doszedł do władzy z ideą doprowadzenia do końca rewolucji „Solidarności”. Najpierw wsparł się na najbardziej radykalnej części społeczeństwa, przede wszystkim na antykomunistach, a następnie swoją władzę oparł na dawnych tajnych służbach komunistycznych.

Ulysse Gosset: A więc to on zdradził?

Oczywiście, że on. Powtórzę jeszcze raz: to, co mówię, nie jest skomplikowane, ponieważ ówczesna rzeczywistość nie była tak złożona. Opierając się na opozycji przekonał byłych komunistów, że oni są najlepsi, aby rządzić. Tak już zdarzyło się w historii, to nic nowego, ale trudno uznać to za wierność ideałom „Solidarności”. A zatem, czy demokracja w Polsce była zagrożona po 1989 roku? Tak, do 1995 roku. A jeśli często mi zarzucano, mnie i mojemu bratu, że sukces Kwaśniewskiego był dla nas ulgą, to przyznam, że tak było. Ja wiem, że to spowoduje zgrzytanie zębów wielu antykomunistów polskich, że to nie jest politycznie poprawne, ale tak – przyznaję to, ponieważ uważałem, że Kwaśniewski, nawet jeśli jest człowiekiem z innej opcji politycznej niż moja, był mniejszym zagrożeniem dla demokracji, niż Wałęsa.

Ulysse Gosset: Dziękuję, Panie Prezydencie, za udział w programie Talk de Paris.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.