przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

"Polska stawia warunki Europie"

Le Monde: N. Sarkozy promuje przyjęcie uproszczonego traktatu, pozbawionego charakteru konstytucji, ale takiego, który przejmie najważniejsze innowacje instytucjonalne starego dokumentu. Czy Pan przyłączy się do tego planu?

Prezydent RP: Rozmawialiśmy już w tej sprawie z premierem Wielkiej Brytanii, Tony Blairem. Polska podziela stanowisko, iż traktat w obecnej formie jest za długi i reguluje dziedziny które nie mają charakteru konstytucyjnego. Czas na utworzenie jednego państwa europejskiego jeszcze nie nadszedł. Unia Europejska powinna pozostać związkiem państw. Powinna to być unia silniejsza, ale skupiająca samodzielne i niepodległe państwa. Oczywiście unia ta powinna być silniejsza, niż to jest obecnie.

Co rozumie Pan przez "silniejsza"?

Państwa Unii powinny mieć możliwość prezentowania wspólnych interesów na scenie międzynarodowej w sposób bardziej energiczny niż obecnie. Poza tym, aby móc rozwiązać pewne wspólne problemy należy pogłębić integrację. Myślę tu oczywiście o modnej ostatnio kwestii ocieplenia klimatu czy postępu naukowego. Jednocześnie uważamy, iż Unia powinna dysponować instrumentami, które umożliwią jej silniejsze działanie. Myślę tu o sile fizycznej, o armii europejskiej. Jest to idea trudna do zaakceptowania obecnie, ale powinna istnieć możliwość wysyłania żołnierzy europejskich w miejsca działań wojennych czy do stref wrażliwych, np. do Libanu.

N. Sarkozy chciałby ograniczyć stosowanie zasady jednomyślności w procesie decyzyjnym UE. Czy zgodziłby się Pan na tę propozycję?

W pewnym sensie tak, ale nie w takim stopniu, jaki proponuje obecny projekt konstytucyjny.

Odrzuca Pan, przewidziany przez Traktat Konstytucyjny, system podwójnej większości przy podejmowaniu decyzji wspólnotowych. Czy postawi Pan tę kwestię jako warunek ożywienia procesu integracji europejskiej?

Budowa europejskiego aktu fundamentalnego jest procesem dynamicznym. Nie chcę mówić teraz, w którym momencie Polska może postawić swoje weto. Ale wiem jedno: pomiędzy systemem głosowania ustanowionym przez Traktat Nicejski a tym zaproponowanym w projekcie obecnej konstytucji jest duża różnica, zwłaszcza dla Polski. Największym beneficjentem systemu zapisanego w aktualnej konstytucji byłyby Niemcy. Krajem, który straciłby najwięcej, byłaby Polska. Żaden kraj nie zgodziłby się na takie rozwiązanie.
Prawdą jest, że obecny system głosowania jest dla Polski bardzo korzystny. Możemy zgodzić się na pewne zmiany, ale nie zaakceptujemy systemu głosowania zaproponowanego w aktualnym projekcie. Dla Polski sprawa ta jest kluczowa.

Jakie jest Pana zdanie w sprawie propozycji utworzenia stanowiska unijnego ministra spraw zagranicznych?

Traktat konstytucyjny idzie w tej kwestii za daleko. Polityka zagraniczna Unii jest już obecnie rzeczywistością. Rzeczywistość rodzi pewne pytania: jakie państwa wpływają na tę politykę wspólnotową? Czy nie jest to sfera w której działają jedynie dwa lub trzy najsilniejsze kraje unijne. Polska z wielką uwagą śledzi to, co Unia robi w tej dziedzinie, zwłaszcza w sprawach związanych z polityką wschodnią. Podczas ostatniego szczytu unijnego w bardzo jasny sposób wyraziłem nasze stanowisko w tej sprawie, byłem jednak w mniejszości. Jeśli stanowisko ministra spraw zagranicznych zostanie utworzone, to najsilniejsze państwa Unii będą nadal prowadziły niezależną politykę zagraniczną, podczas gdy swoboda działania państw najsłabszych zostanie ograniczona do zera.

Podczas ostatniej wizyty w Polsce kanclerz Niemiec, Angeli Merkel, polscy komentatorzy jednogłośnie uznali, iż stosunki Warszawy z Berlinem ociepliły się. Czy poprawa jest trwała?

Mam taką nadzieję, ale istnieje tu pewna sprzeczność. Moje osobiste stosunki z Prezydentem H. Kohlerem czy z Kanclerz A. Merkel są coraz bardziej sympatyczne i bezpośrednie. Jednakże, niektóre problemy pozostają nierozwiązane. Polska zgodziła się na pewne ustępstwa. Wyraziliśmy zgodę na to, iż obecny traktat konstytucyjny będzie służył jako podstawa de negocjacji, mimo, iż wolelibyśmy inne rozwiązanie - ponowne napisanie całego traktatu.
Nasze stosunki zatruwają jednak dwie delikatne sprawy: Gazociąg Północny pod Bałtykiem oraz starania niektórych obywateli Niemiec, nie rządu tego kraju, kwestionujących prawa własności na jednej trzeciej terytorium Polski. Obecnie, na terenie dawnych Prus Wschodnich, toczy się 200 procesów o zwrot dóbr. Jest to fatalny problem, zarówno w sensie psychologicznym jak i ekonomicznym.

Mimo to, w połowie marca Pani Merkel przyjęła bardzo wyraźną pozycję w tej kwestii, oznajmiając, iż nie poprze tych żądań.

To prawda, ale jednocześnie spotkaliśmy się z odmową, wtedy gdy poprosiliśmy rząd A. Merkel o podpisanie wspólnej deklaracji dot. braku podstaw do formułowania tego typu żądań.

Nowe, kontrowersyjne prawo lustracyjne zobowiązuje obywateli do tego, aby zadeklarowali czy współpracowali, czy nie, z komunistyczną policją polityczną, pod groźbą zwolnienia z pracy. 25 marca (data podana przez gazetę), prawo to wywołało niezadowolenie Parlamentu Europejskiego po tym jak eurodeputowany B. Geremek poinformował, iż może stracić swój mandat w związku z tym, że odmówił złożenia deklaracji. Czy Pan rozumie jego gest?

Rozumiem, ale oceniam go w sposób krytyczny. Doceniam zasługi Pana Geremka. Jednak nie mogę zaakceptować jego czynu, który szkodzi Polsce. Manifestacja Pana Geremka stworzyła absurdalne wrażenie, że w Polsce demokracja jest zagrożona. Nasz kraj musi rozwiązać problemy, które inne kraje postkomunistyczne rozwiązały ponad 15 lat temu. Nie widzę tu żadnej próby podważenia godności kogokolwiek. Nasze prawo jest łagodniejsze od tego, które zostało wprowadzone na przykład w Niemczech.

Jeśli Trybunał Konstytucyjny, który zbierze się pomiędzy 9 a 11 maja, uzna prawo za niezgodne z konstytucją, zrezygnuje Pan z lustracji?

Byłbym tym głęboko zasmucony. Oznaczałoby to, iż obywatele nie mają prawa poznać totalitarnej przeszłości reżimu, który był uzależniony od sowieckiego imperializmu.
Jeśli Trybunał, pod wpływem różnych interesów i mód, uzna to prawo za nielegalne, będzie to akt godny pożałowania, ale będziemy musieli się jemu podporządkować. W takim przypadku, będę musiał zaakceptować to, na co do tej pory się nie godziłem: poprzeć nowe prawo, które proponuje całkowite otwarcie archiwów komunistycznej służby bezpieczeństwa. Dokumentacja oraz zawarte w niej informacje - często bardzo delikatne - staną się własnością publiczną."

Wywiad przeprowadziła Celia Chauffour


Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.