przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Rakiety są obroną przed szaleństwem

Magdalena Sodomkova: Na szczycie w Brnie, ku zaskoczeniu, zgodził Pan się z prezydentem Vaclavem Klausem, że Rosjanami należy prowadzić dialog…

Lech Kaczyński: To prawda. Nie demonizujemy Rosji, wiemy jednak, że Rosjanie starają się wykorzystać swoje ogromne zasoby ropy i gazu do celów politycznych. Sądzę, że Rosja dobrze wie, że historii nie da się zawrócić. Nowego Układu Warszawskiego czy też Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej [organizacja gospodarcza działająca pod dyktando Moskwy i skupiająca w czasach „zimniej wojny” kraje socjalistyczne – red.] już tutaj nie będzie. Rosja musiała się już do tego przyzwyczaić i przyjąć do wiadomości, że prawie wszystkie kraje, które niegdyś należały do obozu socjalistycznego, są już dziś w UE i Sojuszu Północnoatlantyckim. Co jednak nie oznacza, żeby Rosja nie chciała w tych krajach mieć ogromne wpływy.

A zatem nie zamierzacie dyskutować z Rosją o umieszczeniu amerykańskiej bazy rakietowej?

Z Rosjanami o tym z pewnością nie będziemy mówić. To są relacje między nami a Amerykanami. I żeby była jasność, to jest czysto obronna sprawa. Być może komuś tak się wydaje, może nawet ktoś to mówi, ale Zachód w ogóle nie jest zdolny do żadnej agresji. Gdybyśmy nawet wzięli pod uwagę interwencję w Iraku, to ci, którzy o niej decydowali, postrzegali ją tak, że miała charakter obronny. A zatem przekonanie Rosji, że grozi jej jakieś niebezpieczeństwo, jest całkowicie nieprawdziwe. Jest to przede wszystkim obrona przed szaleństwem dwóch państw, które być może opuszczą swoją dotychczasową drogę, a może nie. W żadnym przypadku co do tego nie mamy pewności. O jednym z tych państw dużo wiemy i nie możemy być optymistami, choćbyśmy chcieli. O drugim wiemy mniej…

Ma Pan na myśli Iran i Koreę Północną…

Tak. Nasze informacje na ich temat są bardzo zróżnicowane. Polska nie jest tak wielkim krajem, aby prowadziła politykę globalną, ale region, w którym leży Iran, nas interesuje.

A co o tarczy antyrakietowej mówili pozostali prezydenci, którzy przybyli na szczyt w Brnie?

W ogólny sposób skomentował to tylko austriacki prezydent Heinz Fischer, który stwierdził, iż bazy uważa za „problem europejski”. Co w zasadzie oznacza zupełnie inną płaszczyznę. Niektórzy już wcześniej mówili, że powinniśmy się tym zająć kolektywnie, w ramach NATO. Ale Austria nie jesz członkiem NATO. Stanowisko w tej sprawie zajął także prezydent Klaus, mówił między innymi o konieczności współpracy w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Ale i my mamy zamiar z nim współpracować. Całe spotkanie zdominowała jednak problematyka bałkańska. I ja się temu nie dziwię, bowiem jest bardzo gorący problem. Kosowo, Kosowo i jeszcze raz Kosowo. Z wystąpień innych prezydentów można wysnuć określone wnioski. Na razie zachowam je dla siebie.

Polska oczekuje teraz przybycia amerykańskiego prezydenta George W. Busha. Czy ta wizyta będzie pomocna w przekonaniu Polaków, że umieszczenie rakiet na waszym terytorium jest dobrym pomysłem?

Tak, ale przede wszystkim jest to sprawa na polityczną dyskusję. W Polsce ten temat nie jest tak gorący. Jeśli dobrze rozumiem sytuację w Republice Czeskiej, to ta sprawa budzi większe kontrowersje.

Gdybyście zawarli porozumienie z Amerykanami, to jest Pan przekonany, że parlament udzieli Panu poparcia?

Mamy inne procedury prawne, niż Republika Czeska. Parlament o tym nie decyduje, tym niemniej z pewnością dojdzie w nim do dyskusji na ten temat.

Ludzie w Polsce oczekują, że jeśli się z Amerykanami porozumiecie, to nie będzie to za darmo. Jakich korzyści oczekujecie dla swojego kraju?

To jest zawsze kwestia poufnych negocjacji. Nam chodzi jednak przede wszystkim o bezpieczeństwo naszego kraju. Nie tylko naszego, lecz także Republiki Czeskiej, całej Europy i oczywiście Stanów Zjednoczonych. Interesujemy się jednak również sprawami, które są Polsce bliższe. Potrzebujemy ścisłej współpracy wojskowej ze Stanami Zjednoczonymi i w tej dziedzinie poprowadzimy rozmowy.

Czy będziecie dążyć do obniżenia liczby odrzuconych wniosków o wizy do USA?

To trochę inna kwestia. Ten, kto rozumie mechanizmy rządzące amerykańską polityką, wie, że w obu przypadkach musi się w USA udać pod inny adres. Sprawami wiz zajmuje się Kongres, sprawy obronny należą do prezydenta i administracji. Z drugiej strony nie jest tak, że prezydent i rząd z jednej strony a Kongres z drugiej nie mają w tej drugiej kwestii nic do powiedzenia, ale ich waga jest inna.

Tym niemniej Polska jest w dobrej pozycji negocjacyjnej.

Z pewnością, to może być dobrym argumentem. Ale pamiętajmy, że jesteśmy obecni w Afganistanie, w Libanie, na Wzgórzach Golan, w Kosowie, w Bośni. Prawie wszędzie – ale polityki wizowej to nie zmieniło. Duża część Polaków, którzy przyjeżdżają do Stanów Zjednoczonych na trzy lub sześć miesięcy, wraca nie zdobywszy wcale pracy. Amerykańskie ustawodawstwo nas limituje, pomimo tego jednak wierzymy w pewne zmiany. Co więcej, w ostatnim czasie Ameryka staje się coraz mniej atrakcyjna dla Polaków poszukujących pracy.

Naprawdę? Czym może to Pan wyjaśnić?

Jest bardzo daleko, a wartość dolara stale spada. Polacy mogą już legalnie podejmować pracę w UE. Do Ameryki nasi ludzie jeżdżą przede wszystkim odwiedzić rodzinę – żyje tam liczna polska diaspora. Ci bogatsi jeżdżą tam w celach turystycznych. To już nie to samo, co kiedyś. Mnóstwo Polaków pracuje dziś w Irlandii czy Wielkiej Brytanii, gdzie cieszą się wielkim uznaniem. Zmniejsza się także napór na Niemcy. Mam więc nadzieję, że Amerykanie to zrozumieją. Jeszcze raz powtórzę: kurs dolara i złotego ciągle jeszcze nie jest wyrównany, ale kiedyś każdy dolar przywieziony do Polski nabierał prawie dziesięciokrotnie na wartości, dziś z trudem jest to tylko połowa.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.