przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

(Dosłowny zapis rozmowy z dziennikarzem gazety)

Jak ocenia pan swoją wizytę w USA do tej pory?

Dobrze. Mieliśmy bardzo interesującą rozmowę – i to jest najważniejsza część wizyty – z prezydentem Bushem i jego współpracownikami. To była nasza trzecia rozmowa w ciągu półtora roku mojej prezydentury. Oprócz tego krótkie spotkania na szczycie NATO i w ONZ. To była bardzo konkretna rozmowa polityczna.

Konkretnie, o jakich zagadnieniach?

Oczywiście, o systemie antyrakietowym, o współpracy w sprawach bezpieczeństwa, o Iraku, Iranie, Ukrainie. Bałkanach, Rosji, wspomnieliśmy też o Afganistanie.

Chciałbym porozmawiać na te tematy, ale wcześniej, gdyby pan prezydent zechciał powiedzieć o tym, o czym wspomniał pan prezydent Bush – o programie zniesienia wiz.

Rozmawialiśmy o tym oczywiście także. Jestem niezwykle zadowolony z tego, że zyskałem tutaj poparcie dla Polski, choć w tej chwili to nie ma takiego znaczenia, jak kilka lat temu. Ale mówię to nie dlatego, żeby to lekceważyć. To jest bardzo ważna sprawa, tylko że już ma inne znaczenie. Polacy już nie przyjeżdżają do Ameryki, żeby zarobić pieniądze. Wynika to, po pierwsze, z otwarcia wielu rynków w Unii Europejskiej, które leżą dużo bliżej Polski – godzina do dwóch godzin lotu samolotem. Więc teraz chodzi o dwie sprawy. Po pierwsze o turystykę, która się bardzo rozwinęła. Najważniejsza sprawa to jednak olbrzymia liczba powiązań rodzinnych. Wielu Polaków ma rodzinę w Stanach Zjednoczonych. Kurs dolara się urealnił. Pod tym względem są już inne czasy. Rozumiem wasze problemy z nielegalną imigracją, z nielegalną pracą, ale udział Polaków w tych zjawiskach gwałtownie się zmniejszył. Dlatego myślę, że to jest już tylko problem natury prestiżowej, bo od kilkunastu lat Amerykanie nie mają wiz do Polski. Chcielibyśmy, żeby była tu symetria. Dla procesów gospodarczych czy migracyjnych w Stanach Zjednoczonych, które rozumiemy, to już nie ma większego znaczenia.

Natomiast, jeśli chodzi o wojnę w Iraku, jak pan prezydent wie, wśród naszych wyborców ta wojna jest w tej chwili szalenie niepopularna, a Polska jako sojusznik Stanów Zjednoczonych jest bardzo aktywnie zaangażowana w Iraku. Jakie jest zdanie pana prezydenta na temat tej wojny, co przyniesie przyszłość?

To jest taki smutny obowiązek polityka. Społeczeństwa europejskie też nie są nastawione na wojnę, są pacyfistyczne. Polskie społeczeństwo może trochę mniej niż inne, ale jednak jest to europejskie społeczeństwo. Powtarzam: mniej, ale również pacyfistyczne. Zadaniem polityka jest myśleć o tym, co będzie. A tutaj wycofanie się z Iraku, mimo wszystkich różnic, które widzę, które są bardzo znaczne, kojarzy mi się z wycofaniem z Wietnamu. Dlatego nie jestem jego zwolennikiem. Oczywiście, my nie będziemy tam ani jednego dnia dłużej niż Amerykanie. Ale uważamy, że zarówno ze względu na sytuację w samym Iraku jak i sytuację w Iranie, którą oceniamy pesymistycznie, trzeba tam trwać, mimo że to jest kosztowne i bolesne. My o tym świetnie wiemy. Mamy teraz zmianę żołnierzy w Iraku, a szykujemy już następną. I muszę ze smutkiem powiedzieć, że misję, która miała charakter szkoleniowy, z powrotem zmieniamy w bojową. Nie dlatego, że tak chcemy, tylko dlatego, że nie ma innego wyjścia.

Polacy byli słynni ze swojego uporczywego i nieustannego dążenia do wolności. Czy sądzi pan, że to samo żarliwe pragnienie wolności można zauważyć wśród Irakijczyków i wśród poddanych reżimu irańskiego?

To dwie różne sprawy. Nikt nie lubi ludzi, którzy przyszli z zewnątrz i mają broń. My to rozumiemy. Szczególnie, że nasza historia uczy nas to rozumieć. Tylko, że Amerykanie, a także Polacy i wielu innych nie przyszli tam po to, żeby zmienić Irak w swoją prowincję. Przyszli po to, żeby obalić dyktaturę i spróbować zaprowadzić demokrację. Talbani jest Kurdem. To jest przecież rzecz nie do pomyślenia w Iraku. Odbyły się tam wybory i to przy dosyć dużej frekwencji, relatywnie nawet bardzo dużej. Inaczej mówiąc, Ameryka, która tutaj odgrywa główną rolę, a także jej sojusznicy nie mają klasycznych zamiarów. Oczywiście, społeczeństwo irackie jest zupełnie inne niż społeczeństwo amerykańskie, polskie czy francuskie. Chociaż społeczeństwa amerykańskie, polskie i francuskie też się bardzo różnią między sobą. Trudno więc mówić, że to jest operacja o charakterze, który byśmy nazwali kiedyś imperialistycznym. Chociaż oczywiście, jeżeli się pytają czy dziwi mnie, że Amerykanów czy innych sojuszników tam nie lubią, to odpowiadam, że mnie to nie dziwi. Na to nic nie poradzimy. Natomiast obok jest Iran. Być może społeczeństwo irańskie dąży do wolności. Są kraje, które bardzo liczą na młode pokolenie Iranu. Bardzo bym chciał, żeby mieli rację. Ale nasza ocena jest pesymistyczna. To jest kraj, który się przygotowuje do wojny, wydając na to olbrzymie pieniądze. Oby się to nie sprawdziło. Wcale nie chcę mieć racji w tej sprawie. Trzeba próbować metod pokojowych, ale w oparciu o realne fakty, które są znane krajom takim jak Ameryka, jak Izrael, jak zresztą również Polska. Jeżeli się to uda rozwiązać pokojowo, to będzie olbrzymi sukces naszego świata.

Jeśli już wspomniał pan prezydent o Izraelu, jakie jest zdanie pana prezydenta na temat sytuacji w Gazie i konfliktu na Zachodnim Brzegu?

Można powiedzieć, że to nic nowego. Polska w ramach swoich sił chciałaby się bardzo przyczynić do poprawy sytuacji na linii Palestyna-Izrael. Mamy dobre stosunki zarówno z Palestyńczykami, jak i z Izraelem, z którym mamy bardzo silne relacje historyczne. Jesteśmy gotowi do dobrych usług, ale to wymaga woli wszystkich stron.

I, jak pan prezydent wie, Stany Zjednoczone uważają Izrael za swojego bardzo ważnego sojusznika i zrobią bardzo wiele, żeby chronić jego granice.

W ogóle państwo Izrael, nie tylko granice. Wiem o tym i nie dziwi mnie to. Polska jest krajem od wielu lat zdecydowanie proizraelskim. Ale to nie oznacza, że my nie rozumiemy problemów Palestyny czy Libanu. Jeżeli się koncentruję na Palestynie, to dlatego, że te problemy znamy dużo lepiej. W Libanie są nasze wojska. Ale myślę na przykład, że sytuację w Libanie wśród Europejczyków Francuzi znają lepiej niż my. Polska jest krajem dość dużym, jak na Europę, ale jak na świat średniej wielkości. Nie możemy więc zajmować się wszystkim. Natomiast raz jeszcze powtarzam – to zależy od tego, czy chcą tego nasi partnerzy. Na jesieni pewnie będzie w Polsce pan prezydent Perez. Znamy się już od ładnych kilku lat, będziemy rozmawiać. Mam nadzieję, że premier Izraela również pojawi się w Polsce. Również znam premiera Olmerta. Polska jest krajem należącym do Unii Europejskiej. A w ramach kwartetu Unia Europejska występuje. Bardzo dobrze życzę premierowi Blairowi, który został jego przedstawicielem do tych spraw.

Zmieniając temat, jeśli chodzi o obronę antyrakietową – dlaczego to stanowi taki priorytet dla Polski?

Nam zależy na bardzo dobrych stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi – z oczywistych względów. Historia potoczyła się tak źle dla nas od XVIII wieku, że część naszego państwa stała się częścią rosyjskiego imperium. Po pierwszej wojnie światowej zdołaliśmy się z tego uwolnić. Po drugiej wojnie światowej nie straciliśmy państwowości, ale była to państwowość zależna od tego imperium. Absolutnie nie chcemy przywrócenia tego stanu rzeczy, nawet w zupełnie innej formie, bo stare formy nie grożą. I stąd tendencja do związku ze Stanami Zjednoczonymi. My świetnie wiemy, że ten system nie jest przeciwko Rosji, że on nawet nie jest zdolny do walki z Rosją, przynajmniej jeżeli chodzi o rakiety krótkiego i średniego zasięgu. Chodzi tutaj o pewien związek ze Stanami. Te rakiety służą obronie przed tymi krajami, które wy nazywacie rozbójniczymi. Absolutnie nie są przeciwko Rosji. Ale sama obecność tego systemu w Europie zbliża nas do Stanów Zjednoczonych – i to jest podstawa. Nie wynika to z idealizacji waszego kraju, choć on jest popularny w Polsce. Wynika po prostu z tego, co chcemy osiągnąć. Ale dla Ameryki z tego też wynikają korzyści, bo w końcu Polska nawet w trudnych okolicznościach potrafi być sojusznikiem lojalnym. Macie tutaj sojusznika, którego się nie da łatwo przestraszyć. A takich na świecie nie jest wielu.

Jeśli chodzi o nowego premiera Wielkiej Brytanii – czy miał pan okazję spotkać się z panem premierem i jakie są pana wrażenia?

Muszę z przykrością powiedzieć, że o ile znam, cenię i lubię premiera Blaira, o tyle premiera Browna nie miałem okazji poznać. Mam nadzieję, że we wszystkich tych aspektach, które były bardzo owocne dla Europy, a także dla relacji euroatlantyckich, będzie kontynuował politykę premiera Blaira. I też mam nadzieję go w krótkim czasie poznać. Jest to w istocie jedyny w tej chwili istotny polityk w sferze euroatlantyckiej, którego jeszcze nie znam.

Dziękuję bardzo.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.