przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Naszym najważniejszym punktem ciężkości jest i pozostanie UE

Paul Flückiger: Na początku czerwca spotka się Pan na Półwyspie Helskim z Georgem W. Bushem. Dlaczego amerykański prezydent przyleci właśnie do Polski?

Lech Kaczyński: Jesteśmy aktywnym sojusznikiem USA dysponującym dużą gotowością do działania. Nasze wojsko jest na misjach w Iraku, Afganistanie, w Libanie, na Wzgórzach Golan, w Bośni i w Kosowie. Drugim powodem jest tarcza antyrakietowa, która służy wyłącznie obronie, a jest tak ważna dla USA. Polska jest natomiast zainteresowana stacjonowaniem – wspólnie z Republiką Czeską – części tych urządzeń, jeżeli projekt zostanie zrealizowany.

Jakie warunki Polska postawi USA?

Jesteśmy dopiero na początku negocjacji, a w takiej sytuacji nikt nie chce odkrywać swoich kart. Nam chodzi o bezpieczeństwo Europy. Nie o obronę przed konkretnym wrogiem, ale o ochronę przed nieodpowiedzialnymi działaniami. Chcemy również ściślejszych stosunków z USA. Wynika to również z naszego sąsiedztwa z Rosją, którą chcemy skłonić do bardziej partnerskich stosunków.

Czy uważa Pan, że Rosja rozumie tylko język siły i że trzeba z nią  twardo negocjować?

Tutaj chodzi mniej o twardość, a raczej o konsekwentną postawę. Chcemy faktycznej współpracy, a nie szantażu energetycznego czy nierealnych, „przyjacielskich cen”.

Powiedział Pan, że tarcza antyrakietowa to w pierwszym rzędzie sprawa Polski, Czech i USA. Czy oznacza to, że Polska nie stawia dziś, tak jak to było jeszcze niedawno, w pełni na NATO?

Nie. Ja zawsze stawiałem na NATO. Jeżeli jednak w sprawie tarczy Polska będzie negocjować bilateralnie z USA, wówczas powstanie ona szybciej, co jest w interesie całej Europy. Jeżeli zaś będziemy pytali wszystkich członków, a w wśród nich jest kilku, którzy swoje zdanie w sprawie tarczy uzależniają całkowicie od postawy Moskwy, to może ewentualnie w ogóle nie dojść do jej zbudowania. Podobno NATO zajmuje się tym projektem od pięciu lat.

Czy nie boi się Pan, że Polska mogłaby stać się tym samym celem dla terrorystów?

A to dlaczego? Terroryści zajmują się innymi sprawami, a nie tarczą antyrakietową. Jeżeli chcemy skutecznie bronić zachodniej cywilizacji i demokracji, to musimy również robić coś w tym celu.

Czy dlatego polskie wojsko jest w Iraku?

Właśnie! Jestem przekonany, że wycofanie się z Iraku byłoby równoznaczne z drugim Wietnamem. Wycofanie wojsk amerykańskich z Wietnamu miało katastrofalne skutki dla samego Wietnamu, społeczeństwa amerykańskiego i całego świata, który stał później widownią wielu rosyjskich interwencji. W tej chwili nie myślę o wycofaniu się. Wręcz przeciwnie: w tej chwili chcielibyśmy nadać naszemu kontyngentowi irackiemu rolę bardziej ofensywną.

Czy oznacza to, że stosunki z USA są jedynym priorytetem polskiej polityki zagranicznej?

Nie, dla nas najważniejszym punktem ciężkości jest i pozostanie UE. Ale mamy naszą własną koncepcję osiągnięcia dla Polski najlepszej pozycji w ramach UE. Czy działamy w Afganistanie czy też w Iraku, to robimy to zawsze z myślą o Wspólnocie Europejskiej.

Czy jest Pan zadowolony z obecnej pozycji Polski w EU?

Nie, nie jestem jeszcze zadowolony. Natomiast nasza pozycja – wbrew stwierdzeniom naszych przeciwników – jest lepsza niż jeszcze przed rokiem. Mamy większy wpływ na politykę UE. Ponadto jesteśmy solidarni. Na każdym szczycie UE popieram południowych europejczyków – choć nie mamy problemu z migracją. Nie chcemy natomiast decydować o polityce UE wobec Afryki, bo w tym temacie nie mamy kompetencji. Natomiast jeżeli chodzi o politykę wschodnią albo o ważne dla nas wszystkich relacje transatlantyckie, to powinniśmy mieć na nie duży wpływ. Nie chcemy jednak nikomu niczego dyktować, bo UE opiera się na kompromisach.

Ale jakiej pozycji życzyłby Pan sobie dla Polski?

Na pewno nie chcemy być najważniejszym krajem. Ale jestem przeciwny dyrektoriatowi, który decyduje o polityce UE: przeciwko tzw. małemu dyrektoriatowi składającemu się z Berlina, Paryża i po części Londynu, ale i dużemu dyrektoriatowi, w którego skład wchodziłaby także Warszawa. Szanuję również małe państwa członkowskie UE. Uważam, że o polityce UE powinny decydować zmieniające się koalicje. To najlepsza recepta dla dalszego istnienia UE oraz wzmocnienia jej wpływu na świecie.

Jak Rosja powinna zachować się w przyszłości, po zakończonym klapą szczycie w Samarze i utrzymaniu przez Kreml embargo na polskie mięso? Czy jest Pan za zablokowaniem przystąpienia Rosji do WTO przez UE?

Jeżeli Rosja pozostanie taka nieustępliwa jak teraz, to nie mogę tego wykluczyć. Ale powtarzam; my nie szukamy konfrontacji z Rosją. To jest mit. Chcemy natomiast, aby nasi rosyjscy partnerzy zrozumieli, że dziś nie ma jakichkolwiek podstaw do nowej dominacji Rosji nad Europą Wschodnią. Rosja musi wreszcie pożegnać się z tymi marzeniami. To jest nasz jedyny warunek.

Porównuje Pan chętnie Polskę z Hiszpanią. Jednakże tak mocna obecnie gospodarczo Hiszpania w ogóle niemal nie rozliczyła okresu rządów Franco – w porównaniu z tym, co usiłuje obecnie wprowadzić w Polsce współzałożona przez Pana konserwatywna partia rządząca, Prawo i Sprawiedliwość (PiS).

Istnieje jednak pewna fundamentalna różnica: początkowo system frankistowski był z pewnością krwawą dyktaturą, później zaś ustrojem na poły totalitarnym, ale jednak Hiszpania niezmiennie pozostała niepodległym państwem. Natomiast Polsce komunizm został narzucony. Jeśli ktoś służył temu systemowi, to służył obcemu imperium.

I dlatego trzeba rozliczyć się teraz z tą przeszłością?

Trzeba rozliczyć się z komunistyczną przeszłością, aby obywatele Polski mogli przekonać się, że aktywne wspieranie zła nie może po prostu pozostać bezkarne.

Zdemaskowany już po śmierci jako agent pisarz Ryszard Kapuściński nie mógłby nic napisać, gdyby nie był korespondentem zagranicznym reżimowej agencji informacyjnej PAP.

To nie takie proste. Książki Kapuścińskiego zawsze bardzo ceniłem. Ale nie było tak, że jeśli już ktoś mógł jechać za granicę, automatycznie musiał współpracować z tajnymi służbami. Naturalnie, tajne służby o to zabiegały. Dziś oczywiście każdy twierdzi, że został do tego zmuszony.

Czy to dlatego w Pańskiej niedawno odrzuconej przez Trybunał Konstytucyjny ustawie lustracyjnej przewidywał Pan publikowanie list agentów?

Przypadek Kapuścińskiego jasno dowodzi, że i bez list agentów wszystko i tak powoli wychodzi na światło dzienne. Ale teraz grozi nam brudna gra tych, którzy wiedzą o agentach wszystko. Ja nie wiem wszystkiego i premier też nie o wszystkim wie. Byli oficerowie tajnych służb będą teraz grali tymi teczkami. I to potrwa latami. To źle. Dlatego byłem przeciwnikiem nieograniczonego otwarcia teczek.

Słucham? Właśnie Pan był przeciwnikiem otwarcia teczek?

Upublicznienie wszystkich teczek paradoksalnie będzie swoistą karą za walkę przeciw komunizmowi. Oficerowie służb specjalnych nie zawsze pisali prawdę. Byłem za tym, by ujawnić tych, którzy naprawdę byli agentami, i na tym zakończyć sprawę. Jednak po wyroku Trybunału Konstytucyjnego już nie ma innego wyjścia, jak tylko całkowite otwarcie teczek. I tym samym niebawem ujawnione zostaną także intymne szczegóły o byłych opozycjonistach. To jest przecież nie w porządku.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.