przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Nasze kraje mają te same interesy w Unii Europejskiej

Emil Hurezeanu: Panie Prezydencie, fakt przyjęcia mnie przez Waszą Ekscelencję w historycznej bibliotece Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Rumunii stanowi dla mnie szczególny zaszczyt. W tym pomieszczeniu, którego ściany, wyłożone drewnem, pełne są książek, w roku 1921 przebywał marszałek Piłsudski, a w 1939 r. ówczesny Minister Spraw Zagranicznych Polski Józef Beck, który wskutek niemieckiej inwazji opuścił wtedy Wasz kraj. Oto już pierwsze dowody pewnych powiązań historycznych, a przecież związki takie pomiędzy Polską i Rumunią są zbyt ważne, by o nich nie pamiętać. W okresie międzywojennym Polskę i Rumunię łączyły przecież sojusze wojskowe zawarte w latach1921 i 1926. Istnieją również pewne związki personalne. Teść Pana matki był osobistym lekarzem króla Karola II. Pan znalazł się na czele państwa polskiego z ramienia partii noszącej nazwę „Prawo i Sprawiedliwość”. Prezydent Rumunii był, tak jak Pan, burmistrzem stolicy swojego kraju i znalazł się na czele naszego państwa w imieniu koalicji, która nosi nazwę „Sprawiedliwość i Prawda”.

Lech Kaczyński: Właściwie łączą nas dwa pokolenia, które możemy nazwać „pokoleniami straconych szans”. Są to te dwa pokolenia z okresu komunizmu, z wszystkimi oczywistymi różnicami. Ja mogę to określić następująco: Rumunia na zewnątrz, była bardzo niezależna. Z kolei wewnątrz komunizm polski był bardziej „łagodny” od komunizmu rumuńskiego. Życie codzienne płynęło u nas w sposób normalny. Nie musieliśmy się bać nas samych i oczywiście zapalaliśmy światła kiedykolwiek chcieliśmy. Jeżeli ktoś zachowywał się w zasadzie poprawnie i nie wchodził w konflikt z władzami, to począwszy od 1970r. mógł podróżować po całym świecie. Był jednak pewien okres, kiedy mieliśmy wspólnie, jednakowe albo podobne doświadczenie. Na tej podstawie można wysnuwać wniosek wspólnego interesu w przyszłości. Granica wschodnia i południowo-wschodnia Unii Europejskiej jest bardzo długa. Wzdłuż tej linii demarkacyjnej znajduje się zarówno Polska jak i Rumunia. Stąd również wniosek, że w ramach Unii Europejskiej mamy te same interesy. Jest jeszcze jedna sprawa. Zarówno w Rumunii jak w Polsce mamy wiele jeszcze do zrobienia, by móc osiągnąć wielkość produktu krajowego brutto pierwszych krajów członkowskich w Unii. Pragniemy, by ten dystans pomiędzy naszymi krajami a pierwszymi krajami Unii Europejskiej został jak najbardziej zmniejszony. To prawda, że rozwiązanie tego problemu nie mieści się obecnie w granicach ani moich, ani naszych możliwości. Pozostawiam pokoleniu mojej córki dopełnienie tej misji, powinniśmy jednak już od teraz dążyć do poziomu istniejącego w krajach zachodnich, a w tym celu powinniśmy pracować wspólnie. Mam tu na myśli pozyskiwanie jak największej ilości unijnych środków finansowych, szczególnie na cele inwestycyjne. Jeżeli mowa o strategii lizbońskiej, to walczmy wspólnie, by nas nie zostawiono gdzieś na uboczu. Innymi słowy, musimy walczyć o wiele spraw, które powinniśmy osiągnąć. Na krańcach Unii Europejskiej istnieją takie kraje, jak z jednej strony Portugalia, z drugiej Rumunia, a z innej jeszcze Finlandia. Z Warszawy do Lizbony jest również daleko. Oni maja swój własny punkt widzenia określonych spraw i to nas nie dziwi. Ważne jest, abyśmy również mieli i my, w tej części Europy, nasz punkt widzenia. Mam na myśli problemy dotyczące Ukrainy czy Republiki Mołdowy. Polska będzie solidarna z Rumunią w sprawie Bałkanów Zachodnich. Istnieje również, wprawdzie dalej od Rumunii, ale bliżej Polski, problem związany z Białorusią. Innymi słowy, ważne jest, by ta wizja świata, która wynika z różnego położenia geograficznego naszych państw na kuli ziemskiej, była prezentowana z całą mocą i na wysokich szczeblach Unii Europejskiej. Kiedy mówię „wyższe szczeble Unii” to nie mam na myśli jedynie spotkań na szczycie tej organizacji, ale także zwyczajne posiedzenia Rady Europy czy też spotkania przedstawicieli krajów członkowskich, względnie ich zastępców. Trzeba podkreślić, że życie Unii Europejskiej polega na pracy codziennej. Tam nie ma dnia, w którym nie zdarzałoby się coś istotnego. Musimy więc uczyć się obserwowania wszystkiego, co się tam dzieje. Jest również problem zatrudnienia personelu z Rumunii i Polski w instytucjach Unii Europejskiej. Mam tu zresztą na myśli nie tylko obywateli naszych dwóch państw, ale także Bułgarów i Litwinów, czy obywateli innych nowych krajów członkowskich Unii. My wszyscy mamy komisarzy europejskich. Ale ilu Rumunów jest na szczeblu dyrektorów generalnych w UE? Podejrzewam, że ani jeden. Polska również nie ma ani jednego swojego przedstawiciela na stanowisku dyrektorskim w UE.  Dlatego musimy walczyć każdego dnia. Jestem przekonany, że zarówno Polska, jak Rumunia dysponują ludźmi dobrze przygotowanymi do takich funkcji i oni powinni być tam obecni w odpowiedniej proporcji liczbowej do potencjału naszych państw. My znajdujemy się obecnie na miejscach szóstym i siódmym w Unii pod względem liczby ludności. Mamy więc wspólne problemy i nie ukrywam faktu, że są to problemy trudne. Dlatego musimy wspólnie walczyć. Nie bójmy się wyrażania naszego punktu widzenia.

Polska i Rumunia są traktowane – i tak przecież jest – jako kraje najważniejsze we wschodniej Europie, zarówno kiedy mówi się o Unii Europejskiej, jak o NATO. Obydwa nasze kraje są zaangażowane w sprawy bezpieczeństwa zewnętrznego na warunkach – używając bardziej dziś aktualnej retoryki - „strategicznego partnerstwa” ze Stanami Zjednoczonymi. Czy te uprzywilejowane stosunki Polski oraz Rumunii z Ameryką stanowią źródło pewnych trudności w ramach wewnątrzeuropejskich relacji naszych krajów?

Ja, przede wszystkim, nie akcentowałbym zbyt mocno znaczenia tego statusu uprzywilejowanego. Zarówno Rumunia, jak Polska, starają się wypełniać misje, jakie zostały im powierzone, przykładowo w Iraku. Ja wiem, że w Rumunii istnieją bazy amerykańskie. Nie jest wykluczone, że również na terenie Polski zostanie usytuowana tarcza antyrakietowa. To prawda, że w Unii Europejskiej są kraje, które podchodzą z rezerwą do tej sprawy. Ale powinniśmy im, tj. tym państwom, zadać następujące pytanie: Czy są one w stanie zapewnić nam ten sam poziom bezpieczeństwa? Dzisiaj odpowiedź brzmiałaby: nie. Ja uważam, że teraz prowadzimy politykę odpowiadającą obecnym warunkom realnym. Ale jeżeli zdarzyłoby się na przykład, że Rumunia miałaby inny punkt widzenia, odmienny od Stanów Zjednoczonych, a to może się zdarzyć, to nie powinniśmy się obawiać wyrażania własnego odmiennego punktu widzenia.

Przykładowo, sprawa Kosowa...

Tak, to przykład. Rumunia zajmuje w tej sprawie bardziej różniące się od Stanów Zjednoczonych stanowisko, aniżeli Polska. Z kolei polski pogląd na tę sprawę jest bliższy temu rumuńskiemu, niż amerykańskiemu. Trzeba też przyznać, że my nie jesteśmy tak mocno i bezpośrednio  zaangażowani w sprawę Kosowa jak Rumunia. Tak więc my spełniamy nasze zobowiązania sojusznicze, ale jednocześnie zachowujemy nasz punkt widzenia w tej kwestii.

Panie Prezydencie, bardzo Panu dziękuję za tę rozmowę.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.