przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Środa, 21 czerwca 2017

Minister Szczerski w "DGP": Prezydent nie jest zależny od PiS

Już teraz straszy się poszczególne państwa, że Polska wpycha je w jakiś antyniemiecki sojusz. To nieprawda - mówi minister Krzysztof Szczerski

Czego Kancelaria Prezydenta oczekuje od wizyty Donalda Trumpa?

 

Potwierdzenia tego, że nasze relacje z USA mają charakter realnego sojuszu, czyli takiego w którym mówimy nie tylko o intencjach, ale też o wspólnych interesach. Zarówno w zakresie bezpieczeństwa – zwłaszcza w kontekście obecności wojsk amerykańskich na terytorium Polski, jak i interesów gospodarczych. Polska podobnie jak inne kraje regionu potrzebuje inwestycji infrastrukturalnych. Wierzymy, że skonstruowana przez nas platforma Trójmorza pomoże w ich realizacji. To są konkretne sprawy, które chcemy uzgodnić z Prezydentem USA.

 
Jakie mogą być konkretne skutki tej wizyty? Potwierdzenie art. 5 NATO?
 

Trudno przed rozmową już określać jej skutki. Liczymy, że będzie to rozmowa realnych sojuszników. Ważnym elementem jest też to, o co zabiegała strona amerykańska – publiczne wystąpienie prezydenta Trumpa. To wpisuje się w dotychczasową tradycje w relacjach polsko-amerykańskich, podobne przemówienia m.in. na Placu Zamkowym określały przekaz nie tylko względem Polski, ale całego świata. Tak teraz prezydent Trump w Warszawie będzie chciał wygłosić przemówienie dopełniające szczyt NATO w Brukseli i przedstawiające jego koncepcję dalszej współpracy. Zgodnie z komunikatem Białego Domu, prezydent Trump podkreśli znaczenie Polski jako amerykańskiego sojusznika w bezpieczeństwie całego regionu.

 
Gdzie to się odbędzie?
 

Zostanie to ogłoszone zaraz po ostatecznych ustaleniach. Będzie to publiczne miejsce w Warszawie, na otwartej przestrzeni. Obecnie trwają rozmowy między służbami obu państw. Jest już kilka wariantów.

 

Taka wizyta nie traci na atrakcyjności na skutek problemów Trumpa w polityce wewnętrznej?

 

Każda wizyta Prezydenta USA jest istotna, niezależnie od kontekstu polityki amerykańskiej. Pamiętajmy, że następuje ona sześć miesięcy po objęciu urzędu, podczas drugiej wizyty zagranicznej w tej kadencji. Spotkanie z prezydentem Dudą nastąpi szybciej niż szereg innych spotkań z liderami poszczególnych państw – Prezydent Trump zaraz po nim leci na szczyt G-20. To nie jest przypadek i stanowi duże wyróżnienie. Szczyt Trójmorza został specjalnie zaplanowany dzień wcześniej niż spotkanie G-20.

 
Zobacz także: Minister Szczerski: tematem szczytu Trójmorza współpraca Europy Środkowej i USA Co skusiło prezydenta Trumpa na udział w Szczycie Trójmorza?

 

Myślę, że powie o tym sam prezydent Trump. Format Trójmorza to swoisty prezydencki parasol i zachęta do dalszych działań, zarówno między rządami poszczególnych państw, jak i przedsiębiorcami. To wielka szansa dla krajów regionu, aby pokonać bariery infrastrukturalne i zacząć postrzegać się nawzajem jako atrakcyjne rynki. Gołym okiem widać, że współpraca na linii północ-południe jest zbyt mało rozwinięta i nie odpowiada potencjałowi naszych państw. Chcemy to zmienić. Przecież nasz region bardzo dynamicznie się rozwija. Nie stanowi to konkurencji dla współpracy w ramach Unii Europejskiej, a przeciwnie – może ją wzmocnić i wzbogacić. Wbrew wielu głosom partnerów spoza UE, zdecydowaliśmy się na współpracę przede wszystkim w ramach tej organizacji. Chcemy pokazać, że mamy ambitne cele i chcemy działać na rzecz rozwoju Europy. Nie ukrywamy jednak, że wciąż potrzebujemy rozwoju wzajemnych inwestycji. Przygotowujemy się do dyskusji o dalszym budżecie unijnym. Uważamy, że polityka spójności wciąż powinna być kluczowym filarem rozwoju. Warto, aby była ona również wspomagana przez inwestycje spoza Unii.

 
To próba budowania przeciwwagi dla liderów starej Unii?
 

To kompletne nieporozumienie. Już teraz straszy się poszczególne państwa, że Polska wpycha je w jakiś antyniemiecki sojusz. To nieprawda. Fakty są takie, że obecnie w Unii mamy deficyt spójności na osi Północ-Południe. Widoczne jest to zarówno na Zachodnie Europy jak i w naszym regionie. To właśnie to napięcie powoduje niebezpieczeństwo rozpadu Unii. Do tej pory Europa rozwijała się, inwestując w oś Wschód-Zachód, co po zakończeniu zimnej wojny było procesem naturalnym. Teraz jednak czasy się zmieniły. Ktoś, kto tego nie rozumie i mówi, że budowanie spójności regionu od Bałtyku po Adriatyk i Morze Czarne jest przeciwko komukolwiek, myli pojęcia. Spójność jest korzystna dla wszystkich.

 

Silniejsza gospodarka zwiększa siłę polityczną. To próba wzmocnienia głosu regionu?

 

Chcemy przede wszystkim rozwijać nasz region gospodarczo. Choć już dziś mówi się, że nasze kraje mogą wyrażać wspólne interesy polityczne, to ekonomicznie wciąż jesteśmy bardzo podzieleni. Nie zapominajmy, że dyskusja o Europie wielu prędkości najbardziej uderza właśnie w nasz region. Jest on najbardziej podzielony, jeśli chodzi o przynależność do strefy Schengen oraz strefy euro. Z dwunastu krajów Europy Środkowej jedynie Słowacja i Słowenia są równocześnie w Schengen, mają walutę euro i opowiadają się za wspólną armią europejską.

 
Jak prezydent Duda odbiera sukces prezydenta Macrona?
 

Wybór prezydenta to zawsze dobry moment, by na nowo określić ramy współpracy i dokonać pozytywnego resetu. Wraz ze zdobyciem większości parlamentarnej prezydent Macron przejął odpowiedzialność za politykę francuską i praktycznie samodzielnie rządzi Francją. To silny partner do rozmów. Poczekamy jeszcze do wyborów w Niemczech. Jeśli one potwierdzą trwanie rządu kanclerz Merkel, to na kilka lat będziemy mieli w tych trzech stolicach stabilne władze, które muszą ze sobą rozmawiać.

 
Czy taka sytuacja determinuje zmiany w naszej polityce zagranicznej?
 

Polityka zagraniczna podlega ciągłym korektom, bo musi dostosowywać się do zmieniającej się rzeczywistości. Jedynie sam plan powinien być stabilny i plan prezydenta Andrzeja Dudy właśnie taki jest. Trzy najważniejsze cele pana prezydenta są realizowane – szczyt NATO w Warszawie zakończył się sukcesem, Polska została niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, a za chwilę odbędzie się szczyt Trójmorza z udziałem prezydenta USA. Wszystkie te sukcesy są rezultatem konsekwentnych działań prezydenta Dudy i polskiego rządu oraz dyplomacji, którzy budują polskie bezpieczeństwo i wzmacniają pozycję naszego kraju na arenie międzynarodowej. Czwarty cel, który sobie wyznaczamy, to właśnie integracja ekonomiczna z państwami regionu. Nie zmienia to jednak faktu, że musimy dostosowywać urzeczywistnianie tego planu do zaistniałych okoliczności.

 
Jakie korekty są potrzebne?
 

Musimy być zdolni do zaproponowania europejskim partnerom pozytywnej wizji rozwoju Unii Europejskiej. Takiej, która połączyłaby nasze interesy z interesami innych państw i przyczyniłaby się do reformy struktur unijnych.

 
W którą stronę ma iść Unia?
 

Prezydent mówi o czterech jednościach, które według niego tworzą integrację europejską i których naruszenie niosłoby wielkie szkody dla całej struktury. Unia Europejska powinna zachować jedność instytucjonalną – w Europie nie może powstać żaden dualizm organizacyjny, prawny, rynkowy czy budżetowy. To oznacza, że opowiadamy się za jednością UE oraz stabilnością strefy euro, jednak Unia nie może w przyszłości budować barier między państwami, które do tej strefy niej nie należą. Nie zapominajmy, że rynek oznacza przecież konkurencję. Mówienie zatem o rzekomych dumpingach w ramach Unii jest nie na miejscu. Nie ma czegoś takiego jak dumping socjalny ze strony państw Europy Środkowej. Równie dobrze moglibyśmy powiedzieć, że państwa Europy Zachodniej stosują wobec nas dumping technologiczny albo dumping zamożności. Dyskusja o dumpingach zabija rynek, a my dążymy do jego otwartości.

 

Prezydent Duda przyjmuje, że w jakimś horyzoncie czasowym Polska mogłaby przystąpić do strefy euro?

 

To nie jest kwestia czasu, tylko naszego interesu gospodarczego. Ta decyzja musi zostać podjęta w oparciu o chłodną, ekonomiczną kalkulację. Nie mamy horyzontu czasowego. No i obecna konstytucja nie pozwala na wejście do strefy euro.

 

Czy nie otworzyliśmy zbyt wiele frontów? Spór o imigrantów i kontrolę praworządności może być problemem.

 

Pytanie tylko, kto te spory wywołuje. Spory o praworządność czy imigrantów są wywołane działaniami instytucji unijnych, które ingerują w wewnętrzną politykę rządu – w naszym przekonaniu słuszną.

 

Prezydent ma wątpliwości wobec kandydatów na ambasadorów? Minister Waszczykowski mówił, że wciąż czeka na decyzje w sprawie nominacji. Ma prosić o wyjaśnienia w tej sprawie.

 

Minister Waszczykowski zaprezentował błędną ocenę sytuacji, być może nie będąc właściwie poinformowanym przez urzędników. Sprawa ta była przedmiotem rozmowy prezydenta z ministrem i jest wyjaśniona. Odrębną rzeczą jest styl wypowiedzi ministra, którego niż można zaakceptować. Takie słowa nie powinny paść, bo stworzyły fałszywy obraz podziału i konfliktu MSZ z prezydentem. Sugerowałem panu ministrowi podjęcie wysiłku w celu odbudowy dobrych relacji z prezydentem. Dla dobra polskiej polityki zagranicznej.

 
Prezydent jest bardziej skupiony na sprawach krajowych czy zagranicznych?
 

W zakresie polityki wewnętrznej jesteśmy aktywni przede wszystkim w ramach realizacji dwóch priorytetowych projektów. To referendum konsultacyjne w sprawie przyszłej konstytucji i poprzedzająca je ogólnonarodowa debata dotycząca ustroju państwa. Drugi zaś to obchody stulecia odzyskania niepodległości, wydarzenie, które także będzie miało olbrzymi wymiar społeczny. Przygotowujemy bardzo rozbudowany program obchodów, który ma mieć duże znaczenie symboliczne, budujące tożsamość Polaków. Oprócz tego pracujemy nad projektami ustaw. W zakresie polityki zagranicznej chcemy wykorzystać swoje członkostwo w ramach Rady Bezpieczeństwa i rozwijać współpracę regionalną.

 

Czy te działania przyczynią się do emancypacji prezydenta z obozu PiS? Projekt referendum konstytucyjnego spotkał się z konsternacją w szeregach partii.

 

Zgodnie z ideą tego przedsięwzięcia, ma ono być on skierowane do społeczeństwa. Nie można zatem było zacząć dyskusji od partii politycznych, nawet od tej tworzącej własne zaplecze. To nie projekt polityków wobec obywateli, tylko odwrotnie. W tej sprawie prezydent rozmawiał z marszałkami Sejmu i Senatu oraz przedstawicielami Klubu Kukiz ’15. Powiedział przy tym, że każda grupa społeczna, która zgłosi chęć do takiej dyskusji, zostanie uwzględniona. Partie też mogą zostać wzięte pod uwagę, ale to element większej mozaiki, a nie wiodąca część. Prezydent komunikuje się ze społeczeństwem bezpośrednio.

 
Prezydent jest postrzegany jako zależny od PiS.
 

To narracja, którą wytworzono w bardzo określonym celu, a nie wiarygodny opis rzeczywistości. Ludzie, którym nie podoba się to, że właśnie on wygrał wybory, próbują atakować go za pomocą różnych instrumentów. Te działania są jednak nieskuteczne – prezydent jest wciąż najpopularniejszym polskim politykiem.

 

W zakresie sporu o Trybunał Konstytucyjny prezydent stanął po stronie swojego środowiska politycznego. Jednak teraz widać, że ta instytucja jest po prostu dysfunkcyjna.

 

To niesprawiedliwa, w moim przekonaniu, ocena, a kwestia organizacji pracy to wewnętrzna sprawa trybunału. Prezydent podjął określone decyzje, ponieważ uważał, że trzeba naprawić stan prawny zaistniały w zeszłej kadencji, gdy poprzednia władza dokonała niekonstytucyjnego zamachu na kadencyjność Trybunału. To był punkt wyjścia. Prezydent dokonał sanacji stanu prawnego tej instytucji. W sposób oczywisty obecna efektywność Trybunału zależy jednak nie od prezydenta, tylko od zasiadających w nim sędziów.

 
1 lipca kongres PiS. Prezydent jest zaproszony?
 
Nie, prezydent nie bywa na kongresach partii politycznych.
 
Rozmawiał: Grzegorz Osiecki
Współpraca: Grzegorz Kowalczyk
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.