przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Poniedziałek, 5 października 2015

"Dążymy do wypracowania strategii prowadzenia polityki historycznej na najbliższe lata"

Wywiad ukazał się w tygodniku "Do Rzeczy" 5 października 2015 r.

 

Do Rzeczy: Od sierpnia odpo­wiada pan w Kancelarii Prezydenta za politykę historyczną i kulturę. Co już udało się zrobić?

 

Wojciech Kolarski: Kilkanaście spo­tkań roboczych z przedstawicielami różnych środowisk pozwoliło ustalić na pierwszą połowę października debatę szefów instytucji publicznych, które w swojej misji mają zapisane prowa­dzenie polityki historycznej. Kancelaria Prezydenta to doskonałe miejsce, by pomóc im skoordynować działania związane z polityką historyczną pań­stwa polskiego. Będzie to oczywiście pierwsze z całego cyklu spotkań. Myślę, że wszyscy zauważą, jaką korzyść niesie możliwość takiej wymiany informacji: co i która instytucja organizuje. Naszym celem będzie zorganizowanie współpra­cy przy konkretnych przedsięwzięciach i uzyskanie efektu synergii. Chciałbym, by te spotkania w perspektywie kilku najbliższych miesięcy doprowadziły do wypracowania strategii prowadzenia polityki historycznej na najbliższe lata.

 

Mam wrażenie, że dotąd ta kwestia była przez władze państwa zaniedbywana. Powstania śląskie, powstanie wielkopolskie, Czerwiec '56 są obchodzone raczej lokalnie, społecznie, jeśli pojawia się przedstawiciel państwa, to pośledniej rangi.

 

Nie mam tak pesymistycznego obrazu. Myślę, że wskazana tu rocz­nica powstania wielkopolskiego jest właśnie przykładem oddolnego ruchu i fenomenu powrotu do historii i jej wspólnego przeżywania. Jest więcej takich przykładów, gdy młodzi ludzie angażują się w organizacje lokalnych rocznic. Bardzo dobrze, że się tak dzieje, bo to od ich aktywności zależy obecność lokalnych wydarzeń z naszej przeszło­ści w tej ogólnopolskiej, narodowej pamięci historycznej. Proszę spojrzeć choćby na obchody rocznic powstania warszawskiego. Przez wiele lat roczni­cowe uroczystości powstańcze płynęły taką „podziemną rzeką", przeżywaną po cichu, głównie w Warszawie. A dziś? Dzisiaj są już wręcz wydarzeniem formacyjnym, i to dla wielu pokoleń Pola­ków. Powstanie warszawskie przestało być tylko wspomnieniem tego, co kiedyś zdarzyło się w historii Polski, a stało się wspólnie przeżywaną radością z posia­dania wolnej Polski.

 

A jak pan prezydent Andrzej Duda zamierza obchodzić Święto Niepodległości? W ostatnich latach 11 listopada stał się dniem, który politycz­nie dzielił.

 

Nie mogę się zgodzić z taką oceną. Uważam, że 11 listopada jest świętem, które jest obchodzone na różne sposoby, bo odwołuje się do różnych wrażliwości, różnych tradycji, i nie czyniłbym z tego problemu. Różne marsze to nie jest zły zwyczaj, bo pokazuje, że choć wywodzi­my się z różnych kręgów, to łączy nas 11 listopada, łączy nas sprawa polskiej niepodległości. Mam wrażenie, że 11 listopada mamy do czynienia z prze­budzeniem obywatelskiej, oddolnej inicjatywy przeżywania tego święta. Śpiewanie w miejscach publicznych piosenek legionowych, patriotycznych jest tego dowodem. A co do udziału pana prezydenta w uroczystościach 11 listopada - mogę tylko powiedzieć, że właśnie zaczynają się przygotowania obchodów, które będą oddawać istotę prezydentury Andrzeja Dudy - odbudowę wspólnoty.

 

Polskie władze powinny reagować na opo­wieści Jana Tomasza Grossa oskarżające Polaków o współudział w zagładzie Żydów?

 

Każdy ma prawo do swobody wy­powiedzi i może pisać dyrdymały czy wierutne bzdury. Każdy też ma prawo wyrażać w ten sposób swoje oburzenie, rolą obywateli jest, by je artykułować, gdy dochodzi do złamania pewnych ogólnie przyjętych norm. W świe­cie anglosaskim w takich sprawach świetnie sprawdza się bojkot konsu­mencki. Instytucje państwa powinny zaś dysponować informacjami oraz histo­rycznymi danymi, które w takiej sytuacji mogą zostać przedstawione na dowód kłamstwa. Organy państwa też mogą się oczywiście w taką dyskusję włączyć, krytykować autora, ale trzeba pamiętać, że w ten sposób czynią mu również reklamę. Nie wiem, czy Jan Tomasz Gross jest wart takiej darmowej reklamy. Nato­miast reakcja opinii publicznej jest bar­dzo krzepiąca. Pokazuje, że jest pewna granica absurdu, nienawiści do Polski, powielania nieprawdziwych obraźliwych dla naszego kraju wypowiedzi, z której przekroczeniem Polacy się nie godzą.

 

A co z deklarowanym w kampanii wyborczej przez prezydenta Dudę programem wsparcia dla polskiej kultury?

 

Prezydent został nawet pochwalony przez pana Bogusława Kaczyńskiego za to, że w orędziu podkreślił znaczenie kultury narodowej. Jednak proszę też pamiętać, że Kancelaria Prezydenta nie jest Ministerstwem Kultury. To resort kultury odpowiada za programy finansujące poszczególne przedsięwzięcia kulturalne, współpracę ze środowiska­mi artystycznymi. Rolą prezydenta jest pomoc i współpraca w wypracowaniu takiego programu, takiego modelu działania, w którym ministerstwo będzie mogło udzielić realnego wspar­cia twórcom kultury. Prezydent będzie chciał wspierać ten rodzaj kultury, która ma szczególne znaczenie dla całej zbio­rowości. Na pewno będzie patronował ważnym przedsięwzięciom w wymiarze kultury, ale takim, które mają znaczenie dla wszystkich Polaków. Mogę podać przykład „Narodowego czytania". Akcja, która została wymyślona w poprzedniej kancelarii, została przejęta przez nową ekipę, pan prezydent postanowił o jej kontynuowaniu dlatego, że wspiera lite­raturę, promuje czytelnictwo, a zarazem pokazuje, jak ważna jest polska twórczość literacka.

 

Andrzej Duda powiedział niedawno, że polska kultura wymaga mecenatu ze strony państwa, będzie miała swojego patrona w Prezydencie RP. Jak wygląda dziś współpraca prezydenta ze śro­dowiskami kulturalnymi, artystycznymi?

 

Istnieje bardzo duże zainteresowa­nie, takie oczekiwanie na możliwość przedstawienia się, pokazania do­robku środowiska i zaproponowania współpracy. Nie ma oczywiście kolejki twórców, którzy przychodzą, by prosić o pomoc, o znalezienie odpowiednich środków finansowych, bo też nie jest to właściwe do tego miejsce. Natomiast często rozmawiam z osobami, które chcą pokazać, że ich twórczość może być widziana w kategoriach prezydenckiego celu, czyli odbudowy wspólnoty.

 

Jak się panu podoba pomysł przyznawania niewielkich, ale cyklicznych stypendiów państwa dla prywatnych lokalnych galerii dzieł sztuki, teatrów, muzeów...

 

Są dwie racje. Jedna, że to wsparcie dla przedsiębiorców, dla ludzi kreatyw­nych. Druga mówi, że taka ingerencja zaburza wolnorynkowe działania. Jed­nak to akademicka dyskusja. Uważam, że należy szukać dobrych rozwiązań. Gdy byłem jeszcze radnym Krakowa, byłem zwolennikiem uchwały, która różnicowała stawki czynszu dla księ­garń. Miało to wspierać małe księgarnie, którym trudno rywalizować z dużymi sieciowymi księgarniami. Bardzo boleję, że jeszcze parę lat temu przechodząc wokół krakowskiego rynku, mogłem wpaść do pięciu czy siedmiu małych księgarń, a teraz została już tylko jedna. W ten sposób ta publiczna przestrzeń ubożeje.

 

Prezydent zapowiadał cykl debat dla intelek­tualistów, ludzi kultury. Kiedy takie spotkania się rozpoczną?

 

Początek prezydentury ma to siebie, że naraz trzeba zrobić bardzo dużo rzeczy, stąd pierwsza debata nawiązu­jąca do tradycji intelektualnych debat prowadzonych w Lucieniu za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego jest zaplanowana na listopad.

 

Andrzej Duda przychyla się do pomysłu zmian ustawowych tworzących media publiczne instytu­cjami kultury?

 

Jedną z pierwszych organizacji, które zgłosiły się do kancelarii, byli przedsta­wiciele Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Chcą spotkać się z prezyden­tem i przedstawić projekt zmian w usta­wie medialnej.  Przeprowadzenie inicjatywy legisla­cyjnej i odpowiednich zmian, które będą dotyczyły mediów publicznych, wymaga jednak porozumienia z większością parlamentarną, bo do tego, że z mediami publicznymi nie dzieje się dobrze, chyba wszyscy są przekonani. I nie mam tu na myśli wymiaru politycznego, pewnego przechyłu tych mediów w stronę jednej partii. Media publiczne w Polsce są pewnego rodzaju hybrydą - nie są ani w pełni mediami pełniącymi misję publiczną, ani też nie są przedsięwzięciem nastawionym na zysk. Są czymś pomiędzy, ale to „po­między" oznacza, że stają się instytucją, w której jest coraz więcej taniej rozryw­ki i coraz mniej publicznej misji.

 
Rozmawiał Wojciech Wybranowski

 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.