Menu rozwijane

28 marca 2020

Po śmierci Sobieskiego i rozdwojonej elekcji, królem w 1697 r. został elektor saski August II zwany Mocnym, z dynastii Wettinów. Uprzednio przeszedł z luteranizmu na katolicyzm. Dzięki szybkiemu przybyciu do Krakowa i koronacji udało mu się przypieczętować zwycięstwo nad rywalem, księciem Conti. Rok później król podjął jako kontynuator Sobieskiego wojnę z Turkami. Nie osiągnął wprawdzie ważnych zwycięstw, ale dzięki wcześniejszym sukcesom Jana III i klęskom Porty na innych frontach, na mocy pokoju w Karłowicach między Ligą Św. a Turcją w 1699 r. Rzeczpospolita odzyskała Podole wraz z Kamieńcem oraz przejętą już wcześniej Ukrainę.

Dla losów Polski decydujące stały się jednak inne wydarzenia - osobisty sojusz Augusta II z carem Piotrem I; obaj władcy korzystając z tego, że tron szwedzki objął młody Karol XII, postanowili zaatakować Inflanty. Dla Rosji sukces oznaczałby dostęp do Bałtyku, Wettin liczył, że zdobycie części Inflant ułatwi mu w przyszłości osadzenie na tronie Rzeczypospolitej syna. Decyzje o wypowiadaniu wojny były zarezerwowane dla sejmu; August II podpisywał więc traktaty z carem jako elektor saski. Gdy snuł plany podboju nad Bałtykiem, na Litwie toczyła się wojna domowa między Sapiehami a zbuntowaną przeciw ich wszechwładzy magnaterią i szlachtą; wygrali przeciwnicy Sapiehów, zadawszy im klęskę pod Olkiennikami (1700).

Rozpoczęta w 1700 roku wielka wojna północna zaczęła się dla agresorów (Moskwa, Saksonia, Dania) fatalnie. Karol XII najpierw pokonał Danię, następnie rozniósł Rosjan pod Narwą (1700), wreszcie zadał Sasom klęskę nad Dźwiną (1701). Korzystając z zamętu na wschodzie, elektor brandenburski koronował się w 1701 r. na króla w Prusach (wcześniej Książęcych) , jako Fryderyk I. Z kolei Karol XII wkroczył do Rzeczypospolitej. Uzyskawszy poparcie Sapiehów i innych przeciwników Wettina, odniósł wspaniałe zwycięstwo pod Kliszowem (1702 – tam miała miejsce ostatnia, nieudana szarża husarii).Zarówno ta, jak dalsze klęski ukazały niezmierną słabość Polski – ewidentnie nie zdołała się ona odbudować po rujnujących wojnach drugiej poł. XVII w. W zdobytej rychło Warszawie Karol XII przeprowadził elekcję uległego wobec siebie Stanisława Leszczyńskiego (1704), zawiązując przy nim konfederację warszawską. W obronie praw do tronu Augusta II powstała konfederacja sandomierska. W 1704 r. zawarła ona z Rosją traktat w Narwie; w ten sposób Rzeczpospolita, od dawna pustoszona przez Szwedów, oficjalnie weszła do wojny przeciw Karolowi XII. Gdy toczyła z nim boje, Piotr I, odrestaurowawszy armię po narewskiej klęsce, od 1703 r. zajmował kolejne części Inflant. W zdobytej Ingrii rozpoczął budowę nowej stolicy – Petersburga. Od r. 1704 główny korpus wojsk rosyjskich przeniósł się do Polski, żyjąc na jej koszt i grabiąc ją równie jak Szwedzi. Przerzucenie przez Karola XII działań wojennych na teren Saksonii (1706) niemal od razu skłoniło Augusta II do prośby o pokój; zawarto go tegoż roku w Altranstädt; jednym z warunków była abdykacja Wettina z korony polskiej. Oznaczała nie tylko wielkie poniżenie majestatu, ale także przywództwo Piotra I nad Polakami obozu antyszwedzkiego i trwałe związanie się wielu z nich z carem.

Losy wojny północnej rozstrzygnął pogrom armii szwedzkiej pod Połtawą (8 lipca 1709).  Niebawem po zwycięstwie Piotr I zjawił się w Rzeczypospolitej. Z jego łaski August II powrócił na tron, dla cara bowiem wygodny był król posłuszny mu i skompromitowany w oczach polskich poddanych małoduszną abdykacją. To car wskazał Wettinowi osoby na najwyższe urzędy; wprowadził na nie swych zaufanych. I wreszcie Piotr I zdecydował, że jego wojsko pozostanie w Rzeczypospolitej trwale. W ten sposób w latach 1706-1709 zaczął się proces utraty przez państwo polskie suwerenności. Niebawem musieliśmy ratyfikować traktat Grzymułtowskiego (1710). Podporządkowywanie Rzeczypospolitej Rosji zostało domknięte w 1717 r. Car narzucił się wówczas jako pośrednik w konflikcie między królem a zbuntowanym przeciw niemu szlacheckim społeczeństwem; podejrzewało ono Wettina o dążności absolutystyczne i w 1715 roku zawiązało rokosz – konfederację tarnogrodzką. Warunki ugody Piotr I wymusił na jednodniowym Sejmie Niemym, 1 lutego 1717 r.; m. in. zredukowano wówczas polską armię do 24 tys. (Rosja miała dziesięciokrotnie więcej). Gdy w latach 1719-1720 powstała międzynarodowa koalicja, która zamierzała ograniczyć rosyjskie zdobycze w wielkiej wojnie północnej (było to jeszcze przed narzuceniem Szwecji przez Rosję pokoju), August II postanowił wprowadzić tam także Rzeczpospolitą. Miał już dość Piotrowej kurateli. Car potrafił jednak zerwać sejm, który miał zdecydować o wejściu Polski do koalicji (1720), a wspomogły w tym Rosję Prusy. Od 1720 r. do końca XVIII w. Petersburg i Berlin odnawiały przymierza, w których tajnych klauzulach poręczano sobie niedopuszczenie do obalenia w Rzeczypospolitej „wolności”, tj. liberum veto i wolnej elekcji, wzmocnienia władzy króla lub dokonania aukcji (powiększenia liczby) zredukowanego w 1717 r. wojska. Wspólnym celem Rosji i Prus było utrwalenie słabości Polski. Piotr I uważał, iż stać go na utrzymanie całej Rzeczypospolitej pod hegemonią Rosji, podczas gdy Hohenzollernowie sugerowali rozbiór. Napotykało to na carską odmowę – do czasu.

Na zerwanie sejmu, który mógł wprowadzić Polskę do antyrosyjskiej koalicji i pomóc jej odzyskać suwerenność, złożyło się wiele przyczyn. Propaganda Piotrowa straszyła Polaków krwawą wojną, a w Polsce boleśnie pamiętano i wojny domowe, i konflikt ze Szwecją w latach 1700-1717. Car ostrzegał, że wojna ułatwi Wettinowi narzucenie absolutyzmu przy pomocy saskich wojsk  - szlachta stale przed tym drżała. I choć August II uosabiał w 1720 r. polską rację stanu, nie miał ani autorytetu, ani zaufania swych poddanych. Wszystko to sprawiło, że carskim agentom, zajmującym czołowe miejsca w państwie, łatwo było dzięki liberum veto zerwać sejm. Rzeczpospolita pozostała trwale zależna od Rosji.

Po śmierci w 1725 r. Piotra I, od r. 1721 imperatora, Wettin próbował wzmocnić państwo popierając nowopowstałe stronnictwo Czartoryskich i Poniatowskich, zwane „Familią”. Jego przywódcy planowali gruntowne reformy. Po to, by ułatwić najważniejszą z nich, aukcję wojska, król chciał obdarzyć buławą hetmańską Stanisława Poniatowskiego. Był to dawny druh Karola XII, doświadczony oficer, wybitny polityk. Rywalizujące z „Familią” stronnictwo Potockich, do którego należał rywal Poniatowskiego do buławy, niszczyło jednak kolejne sejmy końcowych lat Augusta II, by nie dopuścić do sukcesu wroga.  Po śmierci Wettina w 1733 r. 12,5 tys. elektorów wybrało Stanisława Leszczyńskiego, już wówczas teścia króla Francji, Ludwika XV. Zainteresowana izolacją Polski, Rosja wykluczyła jego uznanie. W granice Rzeczypospolitej wkroczył 35-tysięczny korpus pod wodzą feldmarszałka Christopha Burkharda Münnicha i w ciągu dwóch lat pokonał walczące w obronie Leszczyńskiego pospolite ruszenie. Narzucony przez Rosję nowy monarcha, August III, syn Mocnego, także jednak wspierał „Familię”, która z wielkim impetem próbowała przeforsować reformy.

Wettin zdawał sobie bowiem sprawę, że w odzyskaniu sił przez Rzeczpospolitą leżał klucz do wzmocnienia pozycji jego dziedzicznej Saksonii. Mimo ofiarności dworu i Czartoryskich kolejne sejmy, na których promowano reformy (1738-1752), zrywała opozycja Potockich. Ci po doświadczeniu pogwałconej elekcji 1733 r. (podobnie jak Czartoryscy byli za Leszczyńskim), także rozumieli potrzebę reform, zwłaszcza aukcji wojska, tym bardziej, że  to przywódca ich rodu został hetmanem. Nie chcieli jednak dopuścić, by odrodzenia kraju dokonali rywale, bo to umocniłoby pozycję „Familii” jako stronnictwa rządzącego (dworskiego). Odkładając reformy do czasu, aż sami przejmą władzę, wybierali prywatę – stawiali interes stronnictwa ponad interesem państwa. Za kulisami zaś kryli się ościenni „opiekunowie” anarchii, czyli bezrządu, jaki wynikał z niefunkcjonowania sejmu, jedynego decydenta w kluczowych sprawach kraju. Tajne archiwa rosyjskie i pruskie ujawniły, że to Petersburg i Berlin rozstrzygały ostatecznie o losach Rzeczypospolitej: sejmy zwyczajne zrywali Potoccy za pieniądze Prus lub ich ówczesnej aliantki - Francji. Gdy zaś Czartoryscy i August III próbowali sięgnąć po nadzwyczajne metody ratunku państwa – konfederację przy majestacie, przy której veto traciło w sejmie moc –groźba uderzenia na gwałcicieli „wolności” (czyt.: veta) przychodziła z Petersburga.

Bezbronna Rzeczpospolita, pozbawiona sprzymierzeńców i mająca zaledwie kilkunastotysięczną armię (funduszy nie starczało nawet na 24 tys.), nie mogła ryzykować wojny z Prusami i Rosją. Po roku 1752, gdy władzę w kraju przejęli Potoccy, nie było już żadnych prób reform. Polska patrzyła bezczynnie jak oskrzydlały ją Prusy Fryderyka Wielkiego, zdobywając austriacki Śląsk (1740-1745), a w czasie wojny siedmioletniej (1756-1763) stała się „karczmą zajezdną” dla walczących armii. Kilkanaście zerwanych sejmów (uchwałami za Augusta III zakończył się tylko pacyfikacyjny z 1736 r.) przyniosło jednak otrzeźwienie. Opublikowany w latach 1761-1763 traktat Stanisława Konarskiego O skutecznym rad sposobie wykazywał dobitnie, że liberum veto służyło nie obrońcom wolności, lecz wrogom Rzeczypospolitej, i że reforma sejmu stanowiła niezbędny krok, by uchronić kraj przed zagładą.

Po 1733 r. było jasne, że nową elekcję rozstrzygną rosyjskie wojska. Gdy 5 października 1763 r. zmarł August III, panująca w Rosji imperatorowa Katarzyna II zdecydowała, że królem zostanie młody Stanisław Poniatowski (po wyborze w 1764 r. przybrał imię Stanisława Augusta), syn Stanisława. Znała tego członka „Familii” dobrze, bo pełniąc misję dyplomatyczną w Petersburgu (1755-1758) był jej kochankiem. Uważając, że będzie uległy (podobnie oceniała szefów „Familii”, starych książąt Czartoryskich, wujów przyszłego króla), liczyła, że dzięki temu jeszcze głębiej uzależni Rzeczpospolitą od Rosji. Na czas elekcji Petersburg miał też opracowany ze szczegółami plan aneksji części polskiego terytorium. Obejmował dokładnie te ziemie, które Rosja zagrabiła w I rozbiorze. W 1764 r. nie doszło jednak do ich przejęcia – zapewne dlatego, że Petersburg wciąż jeszcze nie chciał się Polską z nikim dzielić, a jednostronna aneksja zraziłaby marzące o nabytkach Prusy – sojusznika potrzebnego w czasie elekcji.

Już na sejmie konwokacyjnym 1764 r. (ustalał czas i porządek elekcji) „Familia” przeprowadziła pierwsze reformy: ustanowiono Komisje Skarbowe i Wojskowe, ograniczając władzę jednoosobowych ministeriów – podskarbich i hetmanów. Konserwatyści spod znaku Potockich, odsunięci po elekcji od steru rządów i grupujący w swych szeregach wspomnianych ministrów, uznali to za atak na wolność. W  1765 r. król założył i przez dwa pierwsze lata utrzymywał na własny koszt Szkołę Rycerską (Korpus kadetów); miała kształcić oficerów i urzędników państwowych.

W perspektywie sejmu 1766 r. Rosja zażądała od Warszawy politycznego równouprawnienia dysydentów (tj. luteranów i kalwinistów) oraz prawosławnych. W oświeceniowej Europie szerzyła się idea tolerancji religijnej, ale państwa miały charakter wyznaniowy i równouprawnienie polityczne innowierców było nie do pomyślenia. Społeczeństwo polskie żądanie jego wprowadzenia uznało za atak na religię katolicką. Król i Czartoryscy nie tylko odrzucili żądania Katarzyny II, ale na sejmie 1766 r. podjęli próbę definitywnego obalenia liberum veto. Pod groźbą wojny z Rosją i Prusami musieli tę reformę wycofać, imperatorowa nie zamierzała im jednak darować ani zlekceważenia jej woli w sprawie innowierców, ani próby nieuzgodnionej z nią zmiany ustrojowej. W granice Polski wkroczyły dalsze rosyjskie korpusy, pod których osłoną najpierw konfederacje zawiązali dysydenci i prawosławni, następnie ambasador rosyjski, Nikołaj Repnin, zaprosił do współpracy katolickich konserwatystów z dawnego stronnictwa Potockich. Ci zbiegli się ochoczo do wskazanego im Radomia, gdzie także stworzyli konfederację (czerwiec 1767). Liczyli na wycofanie reform Czartoryskich, unicestwienie „Familii”, zrzucenie z tronu Stanisława Augusta i powrót do steru państwa; z żądań w sprawie dysydentów zamierzali się wymigać. Jednak gdy na zwołanym do Warszawy w październiku 1767 r. sejmie kilku radomskich przywódców stawiło opór żądaniom ambasadora, Repnin odpowiedział bezprzykładnym gwałtem: porwał z Warszawy i wysłał na pięcioletnią niewolę do Rosji trzech senatorów i posła. Sterroryzowany sejm uchwalił zarówno równouprawnienie polityczne innowierców, jak przyjął ustawę o wiele dla Katarzyny II ważniejszą – gwarancję polskiego ustroju przez Rosję. Oznaczała ona, że wszelkie projekty zmian ustrojowych musiały odtąd uzyskać uprzednią zgodę Petersburga. Sejm uchwalił nadto prawa kardynalne – niezmienne i wieczne. Rosja pomieściła w nich najbardziej szkodliwe rozwiązania ustrojowe, z liberum veto i wolną elekcją na czele. Przyjmując gwarancję, Polska stała się niesuwerenna nie tylko faktycznie, ale także formalnie (de iure).

Gwałty Repninowskie wywołały wstrząs. Zanim sejm się skończył, w Barze na Podolu wybuchła 29 lutego 1768 r. nowa konfederacja. Jej hasłem stała się walka o wiarę i wolność. Wprawdzie, zwłaszcza w początkowej fazie, wolność rozumiano po staroszlachecku – broniono liberum veta i dawnej władzy hetmanów oraz podskarbich, traktowano Stanisława Augusta i jego rządy jako nielegalne i gwałcące wolność, ale z czasem Konfederacja Barska, trwająca 4 lata (1768-1772), przede wszystkim walczyła o wolność z rosyjskim wojskiem. Dlatego uważana jest za pierwsze powstanie narodowe. Jest znamienne, że prócz średniej szlachty, gotowej do ofiary z majątku i życia, do Baru rychło przyłączyli się radomscy szefowie, niemal całe stronnictwo Potockich. Ich odtrąciły od Rosji nie Repninowskie gwałty i sprawy wiary, lecz fakt, że Petersburg nie zrzucił z tronu Poniatowskiego i pozostawił Komisje Skarbowe oraz Wojskowe. Opanowanie przez ludzi Potockich (za ich symbol może uchodzić podskarbi wielki koronny Teodor Wessel) władz zwierzchnich Konfederacji Barskiej tłumaczy gorszące intrygi i spory, niedopuszczenie do współdziałania z Warszawą, ogłoszenie bezkrólewia, wreszcie zamach na króla. Skompromitowały one Bar i ułatwiły jego pokonanie przez Rosję, ale nie powinny deprecjonować konfederacji w pamięci narodu. Należy też zakwestionować rosyjską propagandę, która dla usprawiedliwienia rozbioru, w traktatach petersburskich z 5 sierpnia 1772 r. winiła za podział Rzeczypospolitej Bar oraz sprowokowaną jakoby przezeń wojnę turecko-rosyjską. W październiku 1768 r. Turcja wypowiedziała ją bowiem, niby w obronie zniewolonej Polski. Faktycznie Porta chciała ograniczyć groźną także dla niej potęgę Rosji; okazała się jednak słaba i konflikt, zakończony pokojem w Kuczuk Kainardżi (1774), przypłaciła klęską. Poprzedził ją ważny dla genezy rozbioru spór Rosji i Austrii; Wiedeń nie chciał dopuścić, by państwo carów zabrało Turcji znaczne tereny na Bałkanach; rekompensatę kosztem Rzeczypospolitej uznano w Burgu za mniej niebezpieczną.

Rozbiór była przede wszystkim karą za reformy Stanisława Augusta i Czartoryskich. Równocześnie realizował rosyjskie zamysły aneksyjne, których Katarzyna II, nie chcąc zrażać marzących o nabytkach Prus, nie zdecydowała się przeprowadzić jednostronnie. Wbrew wieloletnim iluzjom historyków, winiącym za rozbiór przede wszystkim Berlin, którego nagabywaniom rozbiorowym Petersburg w końcu miał ulec („Rosja nie chciała ale musiała”, to aktualny do dziś fałsz rosyjskiej historiografii), decyzję o podziale Rzeczypospolitej podjęto nad Newą. To od Rosji zależał wszak od półwiecza los państwa polskiego. Decyzja o rozbiorze zapadła między kwietniem a październikiem 1770 r., potem powiadomiono o tym Prusy za pośrednictwem zaproszonego do Petersburga księcia Henryka Hohenzollerna. Austrii zaproponowano udział w spółce najpóźniej; namyślała się przez rok.

Rozbiór okroił Rzeczpospolitą o ok. 1/3. Rosja wzięła tereny na wschód od Dźwiny i Dniepru (92 tys. km2 i 1,3 mln ludności). Prusy, znacznie rozszerzając swój zabór ponad to, co ustalono w Petersburgu, opanowały Pomorze Gdańskie (bez Gdańska i Torunia), Warmię oraz część Wielkopolski i Kujaw (36 tys. km2i 580 tys. ludności). Berlin przejął nie tylko najlepiej rozwinięte gospodarczo polskie ziemie, ale scalił  terytorium Królestwa Pruskiego i Brandenburgii. Austria także rozszerzyła nabytki ponad ustalenia traktatu rozbiorowego, opanowując Małopolskę po Wisłę i San na północy oraz Podole po Zbrucz na wschodzie (83 tys. km2 i 2,65 mln ludności). Prusy i Austria, śmiertelnie poróżnione o Śląsk, odwoływały się przy tym do świętej w XVIII w. zasady równowagi sił między mocarstwami i pilnowały, by żadne z nich nie wzięło więcej od rywala. Gwałt rozbiorowy pokazał, że w Europie pięciu mocarstw mogą one bezkarnie regulować własne konflikty kosztem państw słabych, nawet jeśli te w wojnie między nimi nie uczestniczyły, że o wszystkim rozstrzygała naga siła. Dlatego rozbiór wywołał panikę wśród państw Rzeszy; zrozumiały, że przemoc może zagrozić także im. Zaborcy uzasadniali podział polską anarchią (jak pamiętamy, gorliwie jej strzegli nie dopuszczając do reform), rzekomo zagrażającą spokojowi Europy. Opublikowali też wywody o swych historycznych prawach do zagarniętych ziem – repliki polskie bez trudu wykazały bezpodstawność tych roszczeń. Apele Stanisława Augusta o pomoc do Francji i Anglii pozostały bez echa. W Polsce strach przed kolejnym rozbiorem stał się od 1772 r. stałym elementem myślenia politycznego.

       

Zaborcy wymusili na królu zwołanie w Warszawie sejmu (obradował w latach 1773-1775), który miał zatwierdzić, czyli zalegalizować rozbiory. Poświęcenie Tadeusza Reytana i towarzyszy, którzy próbowali nie dopuścić do obrad, nie zdało się na wiele. Poza kwestią legalizacji rozbioru, na sejmie narzucono Rzeczypospolitej centralny organ wykonawczy, Radę Nieustającą, symbol rosyjskiej hegemonii. Wbrew jednak intencji Katarzyny II, która chciała znacząco osłabić władzę króla, Rada, zręcznie przemodelowana przez monarchę w czasie negocjacji o jej ostateczny kształt z nowym ambasadorem rosyjskim, Ottonem Stackelbergiem, nie spełniła tej roli. Przeciwnie, stała się pierwszym nowoczesnym polskim rządem, a krępowała skutecznie nie monarchę, lecz wszechwładnych wcześniej ministrów; byli tylko prezesami kolegialnych departamentów Rady. W zamian za zatwierdzenie przez parlament rozbioru (pod presją 100 tys. żołnierzy państw ościennych) król uzyskał zgodę na utworzenie 14 października 1773 r. Komisji Edukacji Narodowej – pierwszego w Europie ministerstwa oświaty. Podstawę bytu Komisji tworzyły fundusze uzyskane z rozwiązanego przez papieża w tymże roku Zakonu jezuitów.

       

Rozbiór stał się dla Stanisława Augusta bolesną nauczką; doszedł do wniosku, że nie wolno mu już nigdy narazić państwa Rosji. Z reform nie zrezygnował, ale liczył, że przeprowadzi je pod warunkiem zgody na to Katarzyny II. Szansy upatrywał w nowej wojnie rosyjsko-tureckiej; wisiała na włosku, bo Turcja nie pogodziła się z klęską. Król planował, że w razie wojny włączy do niej Rzeczpospolitą u boku Rosji, z którą zawrze przymierze; chciał, by Polska była aktywna, bo neutralność nie uchroniła nas przed rozbiorem. Ponadto władca reformował kraj małymi kroczkami: wprowadzał ulepszenia gospodarcze, czuwał nad odbudową miast, na Litwie patronował tworzonym z rozmachem przez podskarbiego Antoniego Tyzenhauza manufakturom, przede wszystkim jednak pokładał nadzieję w poczynaniach na niwie kultury i oświaty. Był mecenasem sztuki i artystów („obiady czwartkowe”), czuwał nad Szkołą Rycerską, wspierał dzieło Komisji Edukacji Narodowej. Zreformowała ona najpierw Akademię Krakowską, potem Wileńską, obie czuwały nad poziomem szkół średnich i parafialnych. Nowe programy szkolne miały przemienić Polaków w naród oświecony, wykorzenić sarmackie przesądy, słowem, trwało „nowe świata polskiego tworzenie”, jak u progu panowania Stanisław August określił swe zadanie.

       

Najmniej udało się dokonać na niwie politycznej, gdzie król był czujnie pilnowany przez Stackelberga, z którym z konieczności ściśle współpracował. Stanisław August zdołał wprawdzie za rosyjską zgodą zbudować własne stronnictwo, którego szefem na Litwie był Tyzenhauz, a w Koronie brat monarchy, od 1784 r. prymas, Michał Poniatowski, ale działalność ustawodawczą paraliżowała opozycja. Rosja po rozczarowaniu do króla i Czartoryskich wróciła do systemu utrzymywania w Rzeczypospolitej marazmu poprzez pilnowanie, by istniały w niej dwie silne, śmiertelnie wrogie sobie partie. Po to, by opozycja miała niemal taką moc, jak regaliści, Petersburg wymuszał dla jej szefów nominacje na ważne urzędy. Na czele opozycyjnych magnatów stali hetman Ksawery Branicki (żonaty z Rosjanką, być może nieślubną córką Katarzyny II), najbogatszy magnat w Koronie Szczęsny Potocki, hetman Seweryn Rzewuski (były więzień Repninowski w Kałudze) oraz przywódcy nowej generacji „Familii”, z marszałkiem nadwornym litewskim Ignacym Potockim na czele. Połączeni nieprzyjaźnią wobec monarchy, przywódcy opozycji różnili się ideowo; najsilniejsi magnaci byli konserwatystami, natomiast szefów „Familii” ożywiał – tradycyjnie – duch reform; różnili się oni od reszty opozycji także niechęcią do Rosji i spoglądali z nadzieją na Prusy. Stronnictwo królewskie składało się ze średniej szlachty; Stanisław August, zawsze bardzo niechętny magnatom, wyszukiwał wśród młodych szlachciców ludzi zdolnych i aktywnych, czuwał nad ich kształceniem i wysuwał na ważne stanowiska w państwie. W ten sposób starał się odrodzić demokrację szlachecką, która od II poł. XVII w. przekształciła się w rządy magnatów, spychających szlachtę na pozycję klienteli.

Podejmując prowokacyjną wobec Turcji wyprawę na świeżo zdobyty Krym, Katarzyna II zgodziła się na spotkanie w drodze ze Stanisławem Augustem (Kaniów, maj 1787). We wręczonym jej tam memoriale król przedstawił swój program na wypadek wojny. Gdy w sierpniu 1787 r. Turcja ją Rosji wypowiedziała, imperatorowa poprosiła polskiego władcę o projekt sojuszu. Wysławszy go nad Newę na początku października 1787 r., Stanisław August musiał czekać na odpowiedź niemal 9 miesięcy. Ta zwłoka wynikała z intencji Petersburga, by odroczyć aktywność Warszawy do czasu sejmu, który przypadał na październik 1788 r.  Rosja godziła się na przymierze z Rzecząpospolitą nader niechętnie (wolała, by Polska nie istniała jako podmiot na arenie międzynarodowej) i tylko dlatego, by „zająć” naród, tzn. by w czasie wojny nie doszło do nowego Baru. Katarzyna nie przyzwoliła na żadne reformy poza aukcją wojska, które miało być użyte na froncie tureckim.

Wielomiesięczne czekanie na rosyjską odpowiedź było dla Stanisława Augusta okresem niezwykle trudnym. Rokowania o sojusz musiały do czasu pozostawać tajne, a tymczasem wśród Polaków narastały nastroje antyrosyjskie. Społeczeństwo miało dość nie tylko Rady Nieustającej (nie doceniano jej pozytywnej roli), ale także poniżania króla przez Stackelberga i nieustannego buszowania na ziemiach wschodnich rosyjskich korpusów, które porywały tysiące polskich chłopów, niszczyły majątki, terroryzowały ludność. Młoda generacja, wychowana w szkołach Komisji Edukacji Narodowej, z trudem znosiła jarzmo. Kłopoty wojenne Katarzyny II wzbudziły nadzieje, że uda się je rozluźnić. Stanisław August, wciąż czekając na odpowiedź imperatorowej, nie miał czym przekonać rodaków, że orientacja rosyjska przyniesie państwu korzyści. W dodatku na sejmikach poselskich  w sierpniu 1788 r. regaliści wypadli słabo, a to za sprawą popierania przez Petersburg opozycji, w obawie, by król, wzmocniony planowanym aliansem, nie stał się na sejmie zbyt silny.

Wieść o przymierzu polsko-rosyjskim wrogo przyjęły Prusy. Choć bowiem sojusz obiecywał Rzeczypospolitej niewiele, zawierał, jak każdy traktat przymierza, klauzulę integralności terytorialnej kontrahentów, zagradzałby więc Berlinowi drogę do kolejnego rozbioru. Fryderyk Wilhelm II zgłosił zatem w  Petersburgu veto wobec aliansu, a w Warszawie zaczął przygotowywać jego utrącenie. Orientując się w nastrojach Polaków, zamierzał sprowokować sejm do wystąpień antyrosyjskich i tym samym nie dopuścić do inkryminowanego przymierza, a może nawet doprowadzić do rozbioru. Pruskie veto nad Newą przyniosło efekt: imperatorowa, która prowadziła już wojnę nie tylko z Turcją, ale także ze Szwecją, nie mogła ryzykować trzeciej – z Prusami. Toteż jeszcze przed otwarciem obrad sejmu zrezygnowała z sojuszu z Rzecząpospolitą.

Sejm, który rozpoczął się 6 października 1788 r. i od razu przekształcił się w konfederację, sprowokowany przez Prusy, dokonał antyrosyjskiej wolty. Stanisław August jako rzecznik „przyjaźni” z Rosją stracił większość, ster obrad przejęła zorientowana na Prusy opozycja z Ignacym Potockim na czele. Łudząc się rzuconą przez Berlin przynętą aliansu z Warszawą, sejmujący uwierzyli w szansę i z impetem rozpoczęli reformy. Już 20 października uchwalono 100-tysięczną armię, a 19 stycznia 1789 r. obalono Radę Nieustającą. Było to otwarte zerwanie z ustrojem gwarantowanym przez Rosję. Katarzyna II milczała, jakby Polska jej nie interesowała. Sejm uznał się wobec tego za sprawcę wyzwolenia państwa z rosyjskiego jarzma i zyskał w społeczeństwie wielki autorytet. W rzeczywistości imperatorowa powzięła zamiar uderzenia na Rzeczpospolitą dopiero po pokonaniu Turcji. Dało to sejmowi (systematycznie przedłużającemu swe obrady) cztery lata względnie swobodnej działalności ustawodawczej, która Polskę odrodziła. Stąd nazwa – Sejm Czteroletni albo Sejm Wielki.

Stanisław August, choć przekonany do orientacji rosyjskiej i przenikający złowrogie cele Prus, gdy Stackelberg zaproponował mu opuszczenie parlamentu i zawiązanie pod skrzydłami Petersburga rekonfederacji – odmówił. Pozostawanie z narodem uważał za obowiązek władcy. Gdy więc sejm, wbrew radom króla, opowiedział się za przymierzem z Prusami, monarcha je podpisał (29 marca 1790). Dzięki takiej postawie po dwu latach obrad odzyskał zaufanie społeczeństwa, a w listopadzie 1790 r., gdy przeprowadzono powtórne wybory i dokooptowano do sejmu nowych posłów (w sumie obradowało ponad 400 osób), znów miał większość. I dlatego do niego zwrócił się przywódca opozycji, Ignacy Potocki, z prośbą o ułożenie nowej konstytucji dla Rzeczypospolitej.

Stanisław August uporał się z tym w ciągu kilku tygodni, przez następne w tajnych dyskusjach wypracowywano tekst ostateczny. Ignacy Potocki korygował projekt w kierunku republikańskim (decentralizacji), władca optował za silniejszą władzę centralną, czyli za monarchizmem. Pośrednikiem między nimi był sekretarz króla, Włoch Scipione Piattoli; jego redakcyjny udział miał charakter twórczy, toteż zaliczamy go do grona współautorów konstytucji. Czwartym autorem był sekretarz marszałka sejmu, Stanisława Małachowskiego, ksiądz Hugo Kołłątaj, niebawem podkanclerzy koronny. Słynny reformator Akademii Krakowskiej i niezmordowany autor sejmowych projektów, wyczulony był przede wszystkim na kwestie społeczne i w odniesieniu do nich jego autorski udział był największy.

Od lutego 1791 r. stopniowo rozszerzano grono wtajemniczonych, wreszcie zdecydowano się wprowadzić projekt do sejmu z zaskoczenia, zanim z przerwy wielkanocnej wrócą do Warszawy niewtajemniczeni konserwatyści – obawiano się ich oporu. 3 maja 1791 r., po starannym wyreżyserowaniu przebiegu sesji, projekt został ogłoszony jako ratunek dla zagrożonego bytu Rzeczypospolitej. Entuzjazm izby był ogromny, kilkudziesięciu przeciwników nie odważyło się wystąpić w sposób zdecydowany. Konstytucję przyjęto przez aklamację. Obok preambuły (wstępu) i 11 artykułów, Ustawę Rządową 3 Maja dopełniała „Deklaracja Stanów Zgromadzonych”, w której m. in. w podzięce Bogu za uratowanie kraju zobowiązano się do budowy świątyni Opatrzności. Za integralną część konstytucji uznano uchwalone nieco wcześniej prawo „Miasta nasze królewskie”.

Konstytucja uznając wolę narodu za źródło władzy, przyjmowała jej monteskiuszowski podział na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Ustawodawca, dwuizbowy sejm, podejmował decyzje zwykłą większością głosów. Z jego składu, a także z sejmików, usunięto szlachtę nieposiadającą (gołotę), która w praktyce była klientelą magnatów. Zdelegalizowano liberum veto i konfederacje, przy zasadzie większości zbędne. Na czele władzy wykonawczej, odpowiedzialnej przed sejmem, stał król z rządem, zwanym Strażą Praw. Moc władcy, który mianował ministrów, wzmacniało pierwszeństwo inicjatywy ustawodawczej. Silna pozycja króla pozwala mówić o monarchii konstytucyjnej, tym bardziej, że wprowadzono dziedziczność tronu. Nie ustalono jednak dynastii, jaka na nim zasiądzie; następczynią Stanisława Augusta została bowiem córka elektora saskiego Fryderyka Augusta (nie miał syna), Maria Augusta Nepomucena, i o dynastii miał przesądzić jej przyszły mąż. Mieszczanie nie otrzymali wprawdzie osobnej izby w sejmie, ale zapewniono udział ich delegatów (plenipotentów) w ministerstwach, co gwarantowało, że projekty ustaw dotyczących spraw wewnętrznych, skarbu, handlu i rzemiosła będą tworzone z udziałem i wolą mieszczan. Otrzymali oni także dostęp do wszystkich urzędów, mogli nabywać dobra ziemskie, zniesiono uprzywilejowaną pozycję posiadłości szlacheckich (jurydyk) w miastach, zdecydowano o masowych nobilitacjach mieszczan. Najmniej zyskali chłopi; uznano ich za część narodu, wzięto pod opiekę prawa, mogli zawierać z dziedzicami umowy, które stawały się obowiązujące dla obu stron, zaś imigranci z zagranicy zachowywali wolność osobistą. Pozostali włościanie nadal byli jej pozbawieni.

Konstytucję 3 Maja w ciągu następnego roku dopełniano artykułami szczegółowymi. Podczas rocznego okresu próby, zapisy konstytucyjne dobrze przeszły egzamin praktyczny. Ustawa Rządowa 3 Maja – będąca pierwszą w Europie nowoczesną konstytucją – została przyjęta z uznaniem za granicą i podniosła prestiż Polski. Szczególne znaczenie miała dla samych Polaków – przekonali się, że gdy pojawiła się szansa swobodnego działania, potrafili przezwyciężyć „zadawnione rządu naszego wady” (zwrot z preambuły konstytucji) i zaczerpnąć z polskiej tradycji ustrojowej wartościowe rozwiązania. Dzięki działalności Sejmu, a zwłaszcza dzięki dziełu 3 maja odzyskaliśmy szacunek dla samych siebie. Było to nader ważne wyposażenie na lata niewoli – wiedzieliśmy, że o państwo, którego nas pozbawiono, warto walczyć.

Choć wprowadzona metodą zamachu stanu, w lutym 1792 r. Ustawa Rządowa została poddana ocenie całego narodu, swego rodzaju referendum. 90% sejmików zaaprobowało ją w pełni, tylko wołyński odrzucił. Zza granicy bezsilnie patrzyli na ten triumf przeciwnicy sejmu. Byli to magnaci, którzy wyjechali z Warszawy, gdy sejm przyjął kurs antyrosyjski (Szczęsny Potocki i jego klienci) lub gdy mimo obalenia Rady Nieustającej nie doczekali się powrotu buław do dawnej potęgi (Seweryn Rzewuski, Ksawery Branicki). Opuściło też stolicę trochę agentów Stackelberga oraz konserwatystów z obozu królewskiego, którym tron dziedziczny wydawał się grobem wolności.

Katarzyna II, zakończywszy zwycięsko najpierw wojnę ze Szwecją, a potem z Turcją (pokój w Jassach, 9 stycznia 1792) uznała, że czas na rozprawę z Rzecząpospolitą. Interwencję upozorowała pośpieszeniem na apel malkontentów. Ci, wezwani do Petersburga, zawiązali tam w marcu-kwietniu 1792 r. konfederację. Na jej czele stanęli Szczęsny Potocki, Ksawery Branicki, Seweryn Rzewuski i bracia Kossakowscy – Szymon, generał rosyjski oraz Józef, biskup inflancki, utrzymanek rosyjskiej ambasady. Owi „prawdziwi patrioci” pod dyktando imperatorowej zaapelowali do niej o przywrócenie w Polsce wolności. Wejściu rosyjskich wojsk w granice Rzeczypospolitej (m. in. w rejonie miasteczka Targowicy, w którym konfederację fałszywie nazwano i datowano) towarzyszyło wręczenie polskim władzom deklaracji wojennej (18 maja 1792). Wypomniano w niej antyrosyjskie poczynania Sejmu Wielkiego i zapowiedziano przychylenie się do próśb „narodu” o przywrócenie wolności.

Dysproporcja sił między słabo uzbrojonym wojskiem polskim (ok. 58 tys.) a rosyjskim (ok. 100 tys.) była ogromna, toteż nikt z polskich przywódców nie wierzył w sukces. Wojnę traktowano jako demonstrację zbrojną, licząc, że zwycięstwa ułatwią w rokowaniach o pokój ocalenie jak najwięcej z dzieła 3 maja. Bardzo szybko padło Wielkie Księstwo Litewskie. Opanowaną przez wojska rosyjskie prowincję zaczęli terroryzować i rabować Kossakowscy; chcieli oddzielenia Litwy od Polski, licząc na otrzymanie z rosyjskich rąk jej zarządu. Koroniarze walczyli dłużej. Gdy 18 czerwca 1792 r. żołnierze księcia Józefa Poniatowskiego odnieśli zwycięstwo pod Zieleńcami, Stanisław August, dla podniesienia wiary w dalsze sukcesy, ustanowił order Virtuti Militari (Za męstwo wojenne); pierwsze odznaczenia otrzymali szefowie armii, generałowie Tadeusz Kościuszko i książę Józef Poniatowski. Drugą chlubną bitwę Polacy stoczyli 18 lipca pod Dubienką – wprawdzie Tadeusz Kościuszko nie zdołał zapobiec przeprawie Rosjan przez Bug, ale wojsko wycofało się w szyku, mimo przewagi liczebnej wroga. Kilka dni później (23 lipca) do Warszawy dotarła odpowiedź Katarzyny II na prośbę o rozejm. Zawierała żądanie przystąpienia Stanisława Augusta do targowicy i groźbę rozbioru w wypadku zwłoki. 25 lipca, po dyskusji w Radzie Wojennej (większość 8:5 opowiedziała się za kapitulacją), król podpisał targowicki akces; liczył, że za tę cenę Polska uniknie rozbioru. Przywódcy sejmu (który w obliczu wojny zawiesił działalność) w obawie przed zemstą rosyjsko-targowicką wyjechali z kraju. Mieli zamiar przeczekać w Saksonii, aż monarcha w negocjacjach z Rosją zapewni im szanse powrotu do kraju i przejęcia władzy – targowiczanie, pozbawieni autorytetu, nie gwarantowali wszak stabilizacji. Rachuby te zawiodły, rosyjska elita marzyła o nabytkach kosztem Rzeczypospolitej. Latem 1792 r. Katarzyna II rozpoczęła z Prusami rokowania o zakres zaborów; Austria wybrała zdobycze w Rzeszy. 16 stycznia 1793 r. Prusy ogłosiły wkroczenie do Wielkopolski, co stanowiło zapowiedź podziału; Petersburg i Berlin podpisały go 23 stycznia 1793 r. „Przebaczenie” Petersburga za udział w buntowaniu Polski i sowitą nagrodę Prusy uzyskały jako zapłatę za udział – obok Austrii – w interwencji przeciw rewolucyjnej Francji.

Tym razem Rosja wzięła część lwią – 250 tys. km2i ok. 3 mln ludności (ziemie na wschód od linii Druja-Pińsk-Ostróg-Zbrucz, który stał się graniczną rzeką rosyjsko-austriacką). Prusy otrzymały 58 tys. km2 i 1,135 mln ludności (ziemie na zachód od linii Częstochowa-Warszawa oraz Gdańsk i Toruń). Pozostały kadłub był mniejszy niż zabór rosyjski i niezdolny do samodzielnej egzystencji. Rosja ponownie wymusiła na Stanisławie Auguście zwołanie sejmu, który rozbiór zatwierdził (tym razem opór posłów był większy, niż 20 lat wcześniej) oraz narzuciła Polsce traktat „przymierza”; zabraniał on Warszawie prowadzenia polityki zagranicznej, a jej armię uzależniał od rosyjskiej, pozbawiając państwo podstawowych atrybutów suwerenności. Rozpoczęta redukcja wojsk i wcielanie żołnierzy do armii rosyjskiej dopełniała klęski.

Rozbiór oznaczał także bankructwo rachub pomajowych emigrantów na kompromis z Katarzyną II. Wśród przywódców Sejmu Wielkiego zapadła decyzja o powstaniu zbrojnym. Manifestem do niego stała się opublikowana w końcu 1793 r. anonimowa broszura (największy udział autorski miał Kołłątaj) O ustanowieniu i upadku konstytucyi polskiej 3 maja 1791 roku. Przedstawiała ona wydarzenia ostatniego roku sejmu i wojny 1792 r. w celowo wypaczony sposób, przerzucając winę za klęskę na kapitulancką, czy wręcz zdradziecką politykę Stanisława Augusta. W ten sposób chciano przekonać społeczeństwo, że szanse na zwycięstwo istniały, ale zostały zaprzepaszczone, a więc miało sens porwanie się na nowo do walki.

       

Wybuch nastąpił 24 marca 1794 r.; przewidziany na naczelnika insurekcji generał Kościuszko złożył w Krakowie uroczystą powstańcza przysięgę. Nadzieje na masowe przyłączenie się do powstania chłopów okazały się mirażem, choć pod Racławicami 4 kwietnia 1794 r. odznaczył się oddział kosynierów. Mimo rozgłoszenia tego zwycięstwa dalsze niepowodzenia sprawiły, że los insurekcji wisiał na włosku. Uratował ją wybuch powstania w Warszawie (17 i 18 kwietnia). Wskutek panicznej ucieczki rosyjskiego dowódcy, Osipa Igelströma, w ręce powstańców wpadło archiwum ambasady rosyjskiej z listami agentów. Insurekcja wybuchła także w Wilnie (gdzie powieszono hetmana Szymona Kossakowskiego), na Żmudzi, w Grodzieńszczyźnie, w Lubelskiem i Ziemi Chełmskiej. Ogłoszony przez Kościuszkę 7 maja w Połańcu manifest nadawał chłopom wolność osobistą i zmniejszał wymiar pańszczyzny, ale włościan do insurekcji nie przyciągnął. Pogorszyło sytuację powstania włączenie się do walk przeciw Polsce Prus. Dwukrotnie (9 maja i 28 czerwca) w radykalizującej się, „jakobińskiej” Warszawie, przeżywającej trudności aprowizacyjne, doszło do samosądów (na szubienicy zawisł m. in. biskup Kossakowski). Ostro potępił ów terror Kościuszko i władze insurekcji. Wybuch powstania w Wielkopolsce  w sierpniu sprawił, że wojsko pruskie, przygotowujące się do szturmu na Warszawę, wycofało się na początku września. Do Polski wkroczyły jednak kolejne tysiące Rosjan i dysproporcja sił była ogromna. O klęsce powstania przesądziła bitwa pod Maciejowicami (10 października), dokąd z Warszawy skierował się Kościuszko, by zastąpić drogę silnemu korpusowi Iwana Fersena podążającemu z Lubelszczyzny ku stolicy. Naczelnik nie zdołał zapobiec wzmocnieniu Fersena przez drugi rosyjski korpus (Fiodora Derfeldena) i poniósł druzgocącą klęskę, dostając się do niewoli. Niebawem Aleksandr Suworow znalazł się z korpusem wojsk pod Pragą; po jej zdobyciu dokonał rzezi ludności cywilnej (4 listopada 1794 r.). To okrucieństwo miało skłonić Warszawę do szybkiej kapitulacji; stolica poddała się 7 listopada.

Najważniejszy powód tego, że insurekcja nie stała się sprawą całego narodu, a była tylko ruchem szlachty, tkwił w niedokonaniu na wsi przemian, które sprawiłyby, iż włościanie dojrzeliby w przetrwaniu Polski sprawę dla siebie istotną. Otóż ulgi dla chłopów musiałyby zaowocować zubożeniem szlachty, która z przymusowej, darmowej pracy włościan korzystała. Dla szlachcica, który miał jedną czy dwie wioski mogło to oznaczać ruinę. Nie bez powodu eksperymentów z przejściem z pańszczyzny na czynsz lub parcelacją folwarków między chłopów dokonywali magnaci; w ich wypadku koszty reform części majątku finansowały dobra pozostałe. Dla średniego szlachcica nie było to możliwe. Tu tkwił węzeł gordyjski niezbędnych dla rozwoju kraju przemian na wsi, ten dylemat pozwala też zrozumieć, dlaczego polskie ziemiaństwo w XIX w. tak ociągało się z uwłaszczeniem. Ale już w XVIII w. w zaborze austriackim cesarz Józef II pokazał, jak można przeciwstawić chłopów szlachcie. Reformy józefińskie zniosły poddaństwo osobiste włościan, zakazały rugowania ich z ziemi i zwiększania pańszczyzny, chłop mógł się też odwoływać od wyroku dziedzica do sądu państwowego. Arbitrem stosunków wiejskich stawało się absolutystyczne państwo. Ale wróćmy do czasu po klęsce insurekcji 1794 r.

Jeszcze w czasie bojów z powstaniem Katarzyna II rozpoczęła z Austrią i Prusami negocjacje rozbiorowe. Wiedeń szybko zgodził się na zakreślone przez Petersburg granice zdobyczy, ociągały się Prusy, żądając więcej. 3 stycznia 1795 r. Austria i Rosja podpisały traktat podziałowy. Prusy skapitulowały i dokonały tego 24 października 1795. Austria wzięła w trzecim podziale terytorium po Pilicę i Wisłę na zachodzie, Bug na północy i wschodzie (47 tys. km2 i 1,5 mln ludności), Prusy Warszawę, pas od Pragi do ujścia Bugu i Narwi po Niemen na wschodzie oraz resztę Wielkopolski (48 tys. km2 i 1 mln ludzi), Rosja pozostałą część państwa (120 tys. km2 i 1 mln mieszkańców). W trzech rozbiorach Rosja zagarnęła 62% terytorium i 45% ludności dawnej Rzeczypospolitej (odpowiednio 463 tys. km2 i 5,5 mln), Prusy 20% terytorium i 23% mieszkańców (141 tys. km2 i 2,6 mln ludzi), Austria 18% ziem i 32% mieszkańców (129 tys. km2 i 4 mln ludzi). W konwencji podpisanej 26 stycznia 1797 r. rozbiorcy przyrzekli sobie, że nie będą odtąd używali nazwy nieistniejącego już Królestwa Polskiego.

Natychmiast po unicestwieniu Rzeczypospolitej imperatorowa zażądała od Stanisława Augusta abdykacji. Po krótkim oporze król uległ 25 listopada 1795 r., szantażowany odmową niespłacenia w wypadku odmowy jego 40.milionowych długów. Wprawdzie ich źródłem było finansowanie przez monarchę potrzeb państwa, którego skarb (zwłaszcza po rozbiorze) wciąż nie wystarczał na pokrycie podstawowych potrzeb, wprawdzie niespłacenie długów oznaczałoby ruinę wielu posesorów starostw, na których długi były zabezpieczone, jednak abdykację trzeba uznać za poważny błąd Stanisława Augusta. Godząc się na pozbawienie korony, ostatniego atrybutu państwowości, po raz pierwszy w życiu rezygnował on z wartości politycznej na rzecz poniekąd prywatnej. Obok akcesu do targowicy i traktatu O ustanowieniu i upadku konstytucji miało to decydujący wpływ na czarną legendę ostatniego króla.

Naród, który stracił państwo, był już jednak zupełnie inną społecznością, niż u progu epoki stanisławowskiej. Wchłonąwszy w zreformowanych szkołach zdobycze Oświecenia i pozbywszy się sarmackich przesądów, Polacy ulegli bezprawiu, za którym stała naga siła. Wiedzieli, że choć późno, dokonali wiele dla obrony swej ojczyzny, mieli poczucie szacunku dla niej i dla własnych osiągnięć. Epoka stanisławowska nie uchroniła państwa przed rozszarpaniem, ale odrodziła społeczeństwo, powstał nowoczesny naród, ożywiony wolą walki o odzyskanie ojczyzny.