przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Wtorek, 26 września 2017

Wystąpienie Prezydenta RP podczas uroczystego otwarcia II Ogólnopolskiego Kongresu Europeistyki w Szczecinie

  |   Prezydent: Zadaniem Polski jest obrona wspólnoty wolnych narodów i równych państw Uroczyste otwarcie II Ogólnopolskiego Kongresu Europeistyki w Szczecinie Prezydent: Zadaniem Polski jest obrona wspólnoty wolnych narodów i równych państw Prezydent: Zadaniem Polski jest obrona wspólnoty wolnych narodów i równych państw Uroczyste otwarcie II Ogólnopolskiego Kongresu Europeistyki w Szczecinie Prezydent: Zadaniem Polski jest obrona wspólnoty wolnych narodów i równych państw Prezydent: Zadaniem Polski jest obrona wspólnoty wolnych narodów i równych państw Uroczyste otwarcie II Ogólnopolskiego Kongresu Europeistyki w Szczecinie

Szanowny Panie Marszałku,

Magnificencjo, Panie Rektorze,

Ekscelencjo, Księże Biskupie,

Wszyscy Szanowni Państwo Posłowie, Senatorowie, Profesorowie,

Wszyscy Dostojni Zebrani Goście!

 

Przede wszystkim bardzo dziękuję za zaproszenie tutaj, na Uniwersytet Szczeciński, na to wielkie wydarzenie – na otwarcie II Ogólnopolskiego Kongresu Europeistyki. Dziękuję także za zaszczytną możliwość objęcia tego niezwykle ważnego, doniosłego naukowego wydarzenia prezydenckim patronatem. Pierwszy Kongres też był objęty patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej. Jest mi niezwykle miło, że Państwo to kontynuują ‒ może stanie się tradycją, że kolejni prezydenci będą obejmowali swoim patronatem następne kongresy.

 

Zobacz także: Prezydent: Zadaniem Polski jest obrona wspólnoty wolnych narodów i równych państw Bardzo serdecznie dziękuję Magnificencji Panu Rektorowi Uniwersytetu Szczecińskiego za to właśnie zaproszenie, za to, że mogę być tutaj dzisiaj z Państwem, z Wami, podzielić się kilkoma moimi uwagami, moimi spostrzeżeniami, jeżeli chodzi o Unię Europejską. Nie ukrywam, że robię to z pewną nieśmiałością w obliczu tak wielu fachowców, ekspertów, którzy na co dzień zajmują się tematyką Unii Europejskiej ‒ jej historią, podstawami ideologicznymi, filozoficznymi, jej kwestiami ustrojowymi. Ale cieszę się, że mogę być tutaj z Państwem i także swoje dwa słowa przedstawić.

 

Szanowni Państwo, ilość i różnorodność zagadnień, o których będą Państwo przez najbliższe dni dyskutować – nie ma co ukrywać – robią ogromne wrażenie. Cieszę się, że tematem przewodnim Kongresu uczyniono problematykę współczesnego państwa w Unii Europejskiej. Ale trzeba sobie powiedzieć, że tematów, o których można dzisiaj rozmawiać i o których można dzisiaj pisać różnego rodzaju rozprawy naukowe, w Unii Europejskiej jest bardzo wiele. W szczególności niestety – niestety, chcę to mocno podkreślić – Unia Europejska ma dzisiaj cały szereg poważnych problemów, przez które, mam nadzieję, uda się jej przejść z powodzeniem, i nie wpłynie to negatywnie na jakość życia jej obywateli, na jakość jej funkcjonowania.

 

Nie trzeba właściwie chyba nikomu tłumaczyć, jak istotne znaczenie – także właśnie w tym kontekście, w kontekście problemów – mają badania nad dynamiką integracji europejskiej oraz konsekwencjami, jakie niesie ona dla państw członkowskich. Nikt przecież nie bada tego wnikliwiej, niż robią to naukowcy, eksperci, specjaliści w tej niezwykle ciekawej dziedzinie.

 

Chciałbym się skoncentrować na pewnym szczególnym zagadnieniu, które posłuży do przedstawienia ważnych dla mnie ocen polityki europejskiej dzisiaj. Mam nadzieję, że w ten sposób może uda mi się zainspirować Państwa do głębszej refleksji na temat usytuowania Polski, naszego kraju, w Europie. Chcę dziś bowiem mówić o historycznych kontekstach współczesnej polskiej polityki europejskiej. Sięgają one w naszą przeszłość, ale przede wszystkim wyrastają z podstawowych doświadczeń Polski jako państwa i wspólnoty politycznej.

 

Szanowni Państwo, na poważnie zacznę ten temat od roku 1918, od kiedy to Polska ‒ prawie 100 lat temu po 123 latach zaborów, a w części Wielkopolski nawet po 127 ‒ odzyskała swoją niepodległość. Ale tak naprawdę Państwo jako eksperci doskonale wiedzą, że są historycy, europeiści, którzy tych korzeni doszukują się znacznie wcześniej – tych korzeni wielkiej, zintegrowanej Europy. Niektórzy wskazują nawet wydarzenie sprzed ponad 1000 lat, jakim był zjazd gnieźnieński, kiedy to cesarz niemiecki Otton III spotkał się z Bolesławem Chrobrym, przedstawiając mu swoją wielką wizję odbudowy Cesarstwa Rzymskiego, które ogarnęłoby całą Europę, o czym chciał z Bolesławem Chrobrym ‒ ówczesnym jeszcze księciem Polski, a późniejszym królem – rozmawiać. To także często wskazywana w naszej historii unia polsko-litewska ‒ właśnie jako przykład skutecznej próby realizacji procesu integracji międzypaństwowej, między narodami w Europie.

 

Ale rzeczywiście datą, od której faktycznie możemy liczyć tę naszą Europę, jest rok 1918. Tak jak powiedziałem, będziemy niebawem obchodzili ‒ w przyszłym roku ‒ 100-lecie odzyskania niepodległości. Ale jeżeli właśnie mówimy o naszej tożsamości narodowej, to ta data, 1918 rok ‒ oczywiście przede wszystkim 11 listopada, ale to bardziej jako data symboliczna, bo przecież był to cały, długotrwały proces – jest dla naszej tożsamości fundamentalna. I zarazem stanowi klucz do zrozumienia podstaw naszej polityki europejskiej.

 

W 1918 roku zakończył się w Europie koncert mocarstw, który trwał przez długie dziesięciolecia. Był on w ówczesnym kształcie efektem postanowień ponapoleońskiego kongresu wiedeńskiego. To dopiero w roku 1918 w Europie zapanował porządek oparty na zasadzie samostanowienia narodów. Wiele narodów europejskich, będąc dotychczas częścią wieloetnicznych monarchii, uzyskało wówczas polityczną suwerenność w ramach swoich własnych państw. W Europie Środkowej powstał cały szereg nowych podmiotów politycznych, nowych podmiotów państwowych. Rok 1918 był bez wątpienia rewolucją w wymiarze stosunków międzynarodowych. Jednym z jej głównych beneficjentów po wspomnianych 123 latach była nasza ojczyzna, Polska.

 

Na ten moment Polacy czekali przez cały XIX wiek, mierząc się z gorzką codziennością braku własnego państwa. Niezależnie od tego, czy jako naród porywaliśmy się na kolejne powstania, czy prowadziliśmy jak książę Adam Czartoryski na emigracji coś, co można nazwać dyplomacją bez listów uwierzytelniających, czy też kalkulowaliśmy w zaciszu galicyjskich gabinetów – działaliśmy na rzecz przełomu w stosunkach wewnątrzeuropejskich. Chcieliśmy bowiem Polski niepodległej, a droga do tego wiodła poprzez upadek systemu opartego na koncercie mocarstw. Krótko i bardzo potocznie mówiąc: po prostu czekaliśmy, aż wreszcie przewróci się stoliczek po to, by architektura Europy mogła być układana od nowa, wierząc w to, że z tej nowo układanej architektury uda się wyłonić wolną, niepodległą i suwerenną Polskę.

 

Dał temu zresztą wyraz w swoim piśmiennictwie Maurycy Mochnacki, który w dobie Wielkiej Emigracji pisał:

„Komu innemu rewolucja wolność, swobodę, prawo albo dobre mienie, nam więcej niźli to wszystko, bo ojczyznę powrócić musi. My się znajdujemy za granicą społeczeństw, za granicą życia. Nikt tyle nie spodziewa się od rewolucji”.

To właśnie dokładnie wyraża ówczesne nastroje tych z Polaków, którzy czekali na okazję do wybicia się na niepodległość. Właśnie ta diagnoza wytyczała kierunek naszym wysiłkom przez cały XIX wiek aż do ich pomyślnego zwieńczenia w 1918 roku. Był to rok narodzin europejskiej mozaiki państw – wolnych z wolnymi, równych z równymi.

 

Nie wszyscy jednak pogodzili się wtedy ze zmianą, a w każdym razie nie wszyscy pogodzili się z tą zmianą na dłużej. Ład oparty na sprawiedliwości realizującej się w prawie każdego narodu do samostanowienia szybko spotkał się z reakcją zwolenników systemu, w którym o wszystkim decyduje siła. Niemiecki rewizjonizm i nazistowska ideologia doprowadziły do powstania III Rzeszy ‒ państwa, którego celem był podbój Europy i zapewnienie narodowi niemieckiemu hegemonii. Na wschodzie istniała już przecież wtedy Rosja sowiecka ‒ podmiot kierujący się tą samą imperialną logiką ukrytą pod hasłem eksportu rewolucji komunistycznej, która miała przynieść wyzwolenie klasom pracującym.

 

Symbolem powrotu koncertu mocarstw stał się układ monachijski zawarty we wrześniu 1938 roku, gdy na ołtarzu rozgrywki silniejszych poświęcono słabsze państwo, którym była wówczas Czechosłowacja. W przyszłym roku będziemy więc świętować nie tylko chlubną 100. rocznicę odzyskania niepodległości, ale niestety będziemy też wspominać wstydliwą dla Europy 80. rocznicę tego haniebnego ‒ jak mówił Winston Churchill ‒ aktu polityki appeasementu, kiedy to największe europejskie państwa uległy sile agresywnego kraju, kupując krótkotrwały pokój w myśl własnych interesów. Jakże wymowny jest fakt, że niespełna rok później z mapy Europy zniknęła Polska, a nasz kontynent pogrążył się w barbarzyństwie najstraszliwszej wojny w dziejach.

 

W 1918 roku ustąpił więc w Europie mocarstwowy porządek, ale ‒ niestety ‒ nie ustąpiły mocarstwowe polityka i logika. Po 20 latach doprowadziły one do największej i najbardziej makabrycznej wojny w dziejach świata. Choć my, Polacy, walczyliśmy po stronie wolności, po stronie dobra, na wszystkich niemalże frontach, nie zdołaliśmy odzyskać suwerenności państwowej. Podczas gdy narody Europy Zachodniej mogły się cieszyć prawdziwym wyzwoleniem, nasze szybko okazało się jedynie propagandowym hasłem i fasadą. W Jałcie koncert mocarstw rozbrzmiał ponownie, dzieląc Europę na strefy wpływów. Nad jej środkowo-wschodnią częścią zapadła żelazna kurtyna, dzieląc Europę i świat. Na blisko pół wieku Europa stała się polem napiętej rywalizacji dwóch bloków, z których jeden niósł wolność i dobrobyt, a drugi biedę i zniewolenie.

 

Po 1945 roku na Zachodzie rozpoczęły się procesy integracyjne zwieńczone podpisaniem traktatu paryskiego, a następnie pogłębione traktatami rzymskimi. Przekonani o chrześcijańskich korzeniach Europy politycy, m.in. Robert Schuman, Konrad Adenauer czy Alcide De Gasperi, dobrze rozumieli, że integracja gospodarcza wolnych i niezależnych państw to najefektywniejsze narzędzie zabezpieczenia się przed powrotem systemu opartego na agresywnej rywalizacji. Krótko mówiąc: uważali, że jeżeli się uwspólni i jeżeli będzie się pracowało razem, to do maksimum ograniczy się konkurencję, która przechodząc w swoje patologiczne przejawy, prowadzi do wojny, której doświadczeni II wojną światową za wszelką cenę chcieli uniknąć. Żeby nigdy więcej takie nieszczęście nie dotknęło Europy i świata.

 

Podczas gdy zachodnia część Europy dynamicznie się rozwijała, jej środkowa część pozostawała jednak w marazmie narzuconego sowiecką dominacją niewydolnego systemu społecznego i gospodarczego, jakim był socjalizm. Dopiero rozpad ZSRR przywrócił Wilsonowskiej zasadzie samostanowienia narodów jej pełną obowiązywalność na naszym kontynencie. Rok 1989 otworzył środkowoeuropejskim państwom drogę do europejskiej wspólnoty, która od kilkudziesięciu lat z powodzeniem rozwijała się na Zachodzie.

 

Zwieńczeniem tej drogi był dla nas rok 2004 i pomyślne zakończenie procesu akcesyjnego przez Polskę i siedem innych państw naszego regionu. To właśnie wtedy nastąpiło prawdziwe zjednoczenie Europy. Został przełamany jej podział na zachodnią i środkową część będący reminiscencją zimnowojennego porządku i – powiedzmy sobie otwarcie – całkowicie nienaturalny. Można więc powiedzieć, że dopiero po wejściu w struktury Unii Europejskiej w sposób ostateczny zniknął unoszący nad nami cień Jałty i chrześcijańska Europa narodzona z tradycji kolejnych państw, które na chrześcijaństwo przechodziły, znowu stała się jednością. Do tej chrześcijańskiej Europy my wtedy należeliśmy już od ponad 1000 lat.

 

Tak jak więc zawsze mówię: my zawsze byliśmy elementem Zachodu poprzez korzenie kulturowe i tylko polityczne problemy nas od tego Zachodu oddzielały. Jesteśmy jego częścią i w sensie kulturowym, i w każdym innym, ponieważ Zachód został zbudowany na filozofii i kulturze chrześcijańskiej. Fundamentem Unii Europejskiej nie są liberté, égalité i fraternité, tylko jest, proszę Państwa, niewiasta, a na jej skroniach wieniec z 12 gwiazd, które są na fladze Unii Europejskiej. I ci, którzy Unię Europejską zakładali, dokładnie tak właśnie myśleli i dokładnie na tych właśnie wartościach ‒ wynikających z kultury judeochrześcijańskiej, z tego korzenia rozwoju cywilizacyjnego ‒ oparli ten wielki projekt.

 

Ale można zadać w tym kontekście bardzo ważne pytanie, zwłaszcza patrząc na dzisiejsze czasy: czy w Europie zniknęła pokusa powrotu do polityki koncertu mocarstw? Czy zniknęła pokusa, by się układać z innymi silnymi graczami kosztem krajów średnich i małych? Czy wszyscy przyjęli do wiadomości, że Europa jest jedna i wspólna, bez podziału na Zachód i Wschód? Oraz że każde państwo ma w niej równe prawa i powinno być traktowane tak samo?

 

Otóż – Szanowni Państwo, Dostojni Goście – dziś, blisko 100 lat po zmianie europejskiego ładu, która przyniosła nam niepodległość, zadaniem Polski w Europie jest obrona porządku opartego na wspólnocie wolnych narodów i równych państw. Nie chodzi o walkę w imię romantycznych ideałów ‒ chodzi o powrót do rozumowania, którym kierowali się ojcowie założyciele europejskich wspólnot. Historia dobitnie pokazuje, że ilekroć tylko koncert mocarstw wybrzmiewał w Europie, tylekroć przynosiło jej to katastrofalne skutki. Narody Europy Środkowej pamiętają o tym szczególnie dobrze. Nawet moje pokolenie jeszcze bardzo dobrze o tym pamięta, a skutki odczuwa w tej chwili pokolenie mojej córki, które cały czas jeszcze nie ma takiego poziomu życia, jaki mają koledzy, rówieśnicy w krajach na zachodzie Europy. Oczywiście średnio patrząc.

 

Za każdym razem, gdy nasz region stawał się strefą wpływów zewnętrznych podmiotów, kończyło się to konfliktem, a w ostateczności wojną. Nikomu chyba nie trzeba o tym przypominać. Dla nas, Polaków, ład oparty na współpracy wolnych i równych narodów jest bezalternatywny. Tylko bowiem w takim porządku jesteśmy w stanie swobodnie i pokojowo realizować nasz potencjał z pożytkiem dla przyszłych pokoleń naszych rodaków oraz dla Europy ‒ co bardzo mocno chcę podkreślić i co bardzo mocno podkreślał, gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej, nasz Ojciec Święty, św. Jan Paweł II. Mam nadzieję, że wszyscy Państwo pamiętają jego słowa, którymi wtedy przekonywał Polaków, aby w referendum poparli akcesję Polski do Unii Europejskiej.

 

Każdy inny system skazuje nas bądź na zniewolenie, bądź na przymusową marginalizację. Jestem głęboko przekonany, że nie zasługujemy na taki los. Co więcej – uważam, że jest to obowiązkowe stanowisko każdego, kto chce dziś w polskiej polityce odgrywać jakąkolwiek istotną rolę.

 

Szanowni Państwo, powoli zbliżamy się do 15-lecia naszego członkostwa w Unii Europejskiej. Unia ‒ taka, jaką znamy z praktyki funkcjonowania – bardzo odbiega od modelu, który po zakończeniu II wojny światowej stał się podstawą procesów integracyjnych. Trzeba powiedzieć otwarcie: istnieje dziś w Europie pokusa przywrócenia systemu polegającego na supremacji silniejszych wbrew podstawowym zasadom europejskiej wspólnoty. I chcę w tym miejscu powiedzieć o pięciu zjawiskach obecnych teraz w polityce europejskiej, które potwierdzają ‒ niestety ‒ tę tezę.

 

Pierwsze z nich to polityczna propozycja Europy dwóch prędkości w modelu hierarchicznym. Nie chodzi o sam akt zróżnicowania zakresu integracji. To oczywiste, że zgodnie z traktatami państwa powinny mieć możliwość wyboru obszarów pogłębionej integracji – i tak też się dzieje. Naturalnym stanem jest więc istnienie w jakimś aspekcie różnych prędkości, które realizują się równolegle, nie wywołując podziału krajów na lepsze i gorsze. I tak się, proszę Państwa, dzieje, patrząc choćby na strefę Schengen lub na strefę euro. Są kraje, które są w strefie euro i się rozwijają. I kraje, które nie są w strefie euro, są członkami Unii Europejskiej – i też się rozwijają. Są kraje, które zgromadziły się w strefie Schengen, i są kraje Unii Europejskiej, które są poza strefą Schengen. Ale współpraca może się dobrze układać. Tak więc ‒ jak widać – są te różne prędkości przybierające różne kształty, ale jedność europejska nie zostaje przez to w żaden sposób nadwyrężona.

 

Propozycja, o której tutaj mówię, ma jednak radykalnie odmienny charakter, gdyż opiera się na wyraźnie zarysowanej hierarchii. Praktyczną konsekwencją jej przyjęcia będzie formalne usankcjonowanie podziału na podmiotowe i decyzyjne centrum oraz na marginalizowane peryferie. Integracja powinna być, szanowni Państwo, jak dobrze skrojony garnitur, dopasowana do każdego – nie wszystkim pasuje chodzenie zawsze w modelu slim fit.

 

Ta dwuprędkościowa logika manifestuje się dziś w debacie dotyczącej reformy strefy euro. Kraje pozostające poza nią odczuwają polityczną presję na rzecz włączenia się w jej obręb. Te naciski przybierają różne formy, jak np. postulaty wzrostu kosztów wejścia do strefy czy też stworzenia barier instytucjonalnych wewnątrz Unii Europejskiej. Powiedzmy otwarcie: jest to głębokie nieporozumienie. Dostrzegając sygnalizowaną przez państwa strefy euro potrzebę ratowania jej stabilności, mówimy jasno: reformy te nie mogą wywierać dodatkowej presji na kraje spoza strefy i nie mogą prowadzić do trwałych barier instytucjonalnych i budżetowych w Unii. I tutaj nasze stanowisko jest absolutnie jednoznaczne.

 

Drugim zjawiskiem jest powrót do protekcjonizmu w Unii Europejskiej. W imię realizacji własnego interesu gospodarczego silniejsze państwa gotowe są dziś podważać wartości, które legły u podstaw europejskiej wspólnoty ‒ idee wspólnego rynku i swobodę przepływu osób. Okazuje się bowiem, że przynoszą one odmienne ekonomiczne rezultaty niż te, które były przez owe państwa oczekiwane i pożądane. Co więcej, protekcjonizmowi wobec pracowników towarzyszą populistyczne i fałszywe argumenty skierowane wobec państw naszego regionu. Mówię tu o tzw. socjalnym dumpingu stosowanym rzekomo przez kraje naszej części Europy, w tym przez Polskę.

 

Trzecie zjawisko to reakcja na kryzys migracyjny. Rosnące zagrożenie terrorystyczne to obecnie główne źródło niepokoju europejskich społeczeństw. Niestety, dotychczas nie udało się wypracować efektywnych instrumentów zabezpieczenia naszych obywateli przed tym zagrożeniem. Jako Prezydent Polski od samego początku mojego urzędowania przekonuję, że rozwiązanie kryzysu leży w działaniach humanitarnych i pomocowych u jego rzeczywistych źródeł, postulując jednocześnie wzmocnienie zewnętrznych granic Unii Europejskiej. Pracujmy wspólnie na rzecz pokoju i powrotu uchodźców do ich ojczyzn, z których zostali wypędzeni przez wojnę bądź religijną nienawiść, przez obawę przed śmiercią, rabunkiem, zniewoleniem.

 

Ci, którzy forsują przymusową relokację uchodźców, stają się pośrednio sojusznikami tych sił, które wypędzają uchodźców z ich domów – bo wypędzają ich po to, by ich wspólnoty zniknęły z miejsc, gdzie funkcjonowały przez wieki, jak np. chrześcijanie w Syrii. Tymczasem powinni mieć prawo i możliwość powrotu do miejsc, w których się urodzili, wychowali, w których żyli od pokoleń, od wieków.

 

Zjawisko czwarte to dążenie do realizacji interesów ekonomicznych z podmiotami zewnętrznymi kosztem bezpieczeństwa mniejszych państw. Tu sztandarowym przykładem jest projekt gazociągu Nord Stream 2 godzący w podstawowe zasady unii energetycznej i naruszający bezpieczeństwo energetyczne Europy Środkowej. Wbrew deklaracjom o jedności i solidarności wielu europejskich polityków utrzymuje intensywne kontakty z rosyjskim biznesem. Co szczególnie niepokojące – dzieje się to w momencie, gdy Moskwa prowadzi agresywną politykę tuż za wschodnią granicą Unii Europejskiej. Trudno o bardziej wymowny przejaw lekceważenia potrzeby bezpieczeństwa części państw wspólnoty.

 

I wreszcie zjawisko piąte: jest nim tendencja do kumulacji władzy przez instytucje wspólnotowe wbrew porządkowi usankcjonowanemu prawem traktatowym. Przykładów nie musimy szukać daleko. Są nimi chociażby działania Komisji Europejskiej w sprawie rzekomego zagrożenia praworządności w Polsce, których podstawy prawne budzą poważne wątpliwości, stając w kolizji z kompetencjami traktatowymi, które posiada Rada Europejska. Co więcej – szerzy się też dziś fałszywą i zupełnie zdumiewającą tezę o zagrożeniu demokracji w naszym kraju. Jak nazwać ingerowanie w wewnętrzny porządek państwa członkowskiego i w działania demokratycznie wybranych władz tego państwa przez instytucję, która nie ma czytelnej demokratycznej legitymacji?

 

Szanowni Państwo, Polska opowiada się dziś za modelem Europy wolnych narodów i równych państw. Chcemy Europy, która potrafi skutecznie odpowiadać na realne zagrożenia i wyzwania, a nie zajmuje się wyimaginowanymi problemami biorącymi się z przerostu ideologii nad rzeczywistością. Unię Europejską stworzyły narody demokratyczne rządzące się w ramach swoich wspólnot państwowych. Nie stworzyła jej żadna ponadnarodowa siła wyższa ani też nie przyszła ona z zewnątrz – właśnie w tym tkwi siła integracji. Jest ona każdego dnia potwierdzana przez wolę europejskich narodów i europejskich państw. Bez tych korzeni bujny ogród Unii Europejskiej szybko uschnie i stanie się pustynią.

 

Szanowni Państwo, Dostojni Goście, zadaniem europejskich polityków jest to, by takiemu scenariuszowi z całą mocą zapobiec. Dlatego tak ważne jest, by czerpać lekcję z doświadczeń ostatnich 100 lat europejskiej polityki i dbać, aby nigdy nie powróciła ona do modelu koncertu mocarstw, który podważa ideę legitymizacji integracji europejskiej przez wolę wolnych narodów i równych państw.

 

Mam nadzieję, że dyskusje, które podejmą Państwo tutaj, podczas II Ogólnopolskiego Kongresu Europeistyki, będą owocne dla polskiej polityki europejskiej oraz sprzyjającej nam wszystkim wizji europejskiej wspólnoty wolnych narodów i równych państw.

 

Dziękuję bardzo za uwagę.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.