Menu rozwijane

27 grudnia 2021

Dzień dobry!
Witam wszystkich Państwa w tym pierwszym dniu po Świętach Bożego Narodzenia, które były dla mnie czasem nie tylko spotkania rodzinnego, nie tylko odpoczynku i chwili spokoju, o której każdy marzy, ale także i refleksji. Nie tylko refleksji świątecznej, ale także refleksji nad naszymi ważnymi sprawami państwowymi, które – nie ukrywam – przez ten czas spędzały mi sen z powiek.

Mówię o ważnej sprawie, o której dyskutowano w ciągu ostatniego czasu bardzo żarliwie, o której również i ze mną przeprowadzono szereg rozmów w ostatnim czasie. Dokładnie w czasie świątecznym, w różnych miejscach, gdzie po prostu spotykali mnie moi Rodacy. Ludzie podchodzili; mieli tę odwagę, za co ogromnie dziękuję, żeby podejść i porozmawiać. Dziękuję za to, bo to też potwierdzenie moich słów – kiedy mówiłem, że Pałac Prezydencki jest zawsze otwarty na rozmowy, dyskusje i różne argumenty, to oczywiście rozumiałem to nie tylko jako ten budynek, ale też mnie, jako człowieka, który tutaj sprawuje swój urząd. Dziękuję więc, że Państwo, Panie i Panowie, macie odwagę podjeść do mnie w różnych miejscach, gdzie spotykamy się, żeby sobie złożyć życzenia w okresie świątecznym, ale także i w tych miejscach, gdzie wypoczywamy, po to, aby porozmawiać też o ważnych sprawach. Ogromnie za to dziękuję. Jest to dla mnie istotne, żeby usłyszeć głos moich rodaków, po prostu, prawdziwy.

Szanowni Państwo!
Wszyscy wiemy, czego sprawa dotyczy – ustawy nowelizującej ustawę o radiofonii i telewizji, która od okresu wakacyjnego, a nawet i wcześniej, ale zwłaszcza od okresu wakacyjnego, wzbudzała bardzo duże dyskusje, co do której ja również wypowiadałem się kilkakrotnie. Po raz pierwszy – bardzo mocno, jak wtedy mówiono – 15 sierpnia 2021 r. w wystąpieniu na placu Marszałka Józefa Piłsudzkiego z okazji święta Wojska Polskiego.

Mówiłem wtedy o naszych sojuszach, o zobowiązaniach. Mówiłem również o tym, że umów trzeba dotrzymywać i jest to – dla nas Polaków – kwestia honorowa.

Rozważałem kwestie prezydenckiej decyzji nad tą ustawą. Jak Państwo wiecie, Prezydent może z każdą ustawą – zgodnie z Konstytucją – postąpić na trzy różne sposoby, a nawet cztery, ale trzy przede wszystkim. Może ją po prostu podpisać i skierować do publikacji w Dzienniku Ustaw – wtedy taka ustawa wchodzi w życie. Może skierować ustawę ponownie do rozpatrzenia przez Sejm i to popularnie nazywa się wetem, czyli może odmówić podpisania ustawy i skierować ją do Sejmu. Może również odmówić podpisania ustawy i skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego – taki tryb nazywamy trybem prewencyjnym. Czwarty tryb też jest też związany z TK, to forma taka nieco pośrednia, kiedy Prezydent podpisuje ustawę, ale ma jednak mimo wszystko wątpliwości konstytucyjne i w trybie tzw. następczym kieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego.

Może Cię zainteresować Prezydent zawetował ustawę o radiofonii i telewizji

Szanowni Państwo!
Łatwo się domyślić, że w ostatnim czasie, biorąc pod uwagę też i moje wcześniejsze wystąpienia, mając poważne zastrzeżenia w odniesieniu do przepisów nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji, rozważałem de facto dwa scenariusze. W każdym przypadku rozważałem odmowę podpisania ustawy, nie ukrywam tego, ale rozważałem też – czy skierować tę ustawę do TK czy też zwrócić ją Sejmowi do ponownego rozpatrzenia.

Sprawa jest bardzo poważna, dlatego że w momencie, w którym zostaje podjęta decyzja o zwróceniu ustawy do ponownego rozpatrzenia, temat jest całkowicie przecięty i w całości jest decyzją wyłącznie prezydencką. Oczywiście później jeszcze kwalifikowana większość w Sejmie może takie prezydenckie weto odrzucić, ale nie jest to łatwe. Powiedziałbym, że wydaje mi się, że w tej sprawie jest to w ogóle niemożliwe, biorąc pod uwagę rozkład głosów w naszym Sejmie. No i druga sytuacja, w której Prezydent kieruje ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, również niepodpisaną. Wówczas Prezydent oddaje decyzję w ręce Trybunału, bo tak, jak Trybunał Konstytucyjny zdecyduje, tak jak orzeknie, tak będzie. A później Prezydent – jeżeli Trybunał nie podzieli w całości jego argumentów lub jeśli po prostu tylko część przepisów ustawy uzna za niezgodne z konstytucją, ale całą ustawę jako taką uzna za pozostającą w mocy prawnej – wówczas Prezydent nie ma wyjścia. Otrzymuje ustawę do podpisania i musi ją podpisać. Nie może już z tym w żaden sposób dyskutować – ani z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego ani z zapisami samej ustawy jako takiej.

Jednym z argumentów, które były przeze mnie rozważane w trakcie analizy zapisów tej ustawy była kwestia umowy międzynarodowej, która została zawarta przez Polskę 21 marca 1990 roku – to traktat polsko–amerykański pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi o wzajemnych stosunkach gospodarczych i handlowych. W tym traktacie m.in. jest mowa o ochronie inwestycji. Jest tam klauzula, która mówi, że wyłączone spośród tego mogą być inwestycje, które są związane z mediami, inwestycje w media, czy to radio czy w telewizję, ale dotyczy to inwestycji przyszłych.

Jak Państwo doskonale wiecie, w ustawie nowelizującej ustawę o radiofonii i telewizji chodzi o kwestie podmiotu, który pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, którego kapitał jest kapitałem amerykańskim, który posiada 100 proc. udziałów w jednym z podmiotów medialnych w naszym kraju –  ważnym i poważnym, a który ma legalną, obowiązującą koncesję na nadawanie, czyli któremu państwo polskie wyraziło – poprzez uprawniony do tego organ – zgodę na to, aby to nadawanie następowało. Podmiot ten realizuje swoje działania gospodarcze – podkreślam – w ramach wolności gospodarczej, w ramach polskiej konstytucji, w sposób w pełni legalny, aprobowany przez państwo polskie.

Tak, jak wspominałem, rozważałem w tym kontekście najważniejsze normy konstytucyjne w aspekcie całej ustawy. Po pierwsze: kwestia ochrony prawa własności. Po drugie: kwestia ochrony zasady swobody działalności gospodarczej. Po trzecie: kwestie ochrony interesów w toku. Po czwarte wreszcie, w aspekcie pośrednio konstytucyjnym: kwestie tejże polsko–amerykańskie umowy i jej przestrzegania jako elementu prawa międzynarodowego wiążącego Polskę. Podkreślę, że zgodnie z polską konstytucją, taka umowa – po jej przyjęciu i ratyfikowaniu – staje się po prostu częścią wewnętrznego porządku prawnego, w istocie jest więc prawem polskim. Wszystkie te aspekty wziąłem pod uwagę, podejmując tę decyzję. Zwłaszcza zagadnienie związane właśnie z podmiotami, które mogą posiadać w Polsce koncesje na nadawanie, gdzie zmiana tej ustawy ma aspekt najpoważniejszy.

Wszyscy Państwo wiecie, a dla tych, co nie wiedzą, powtórzę: ustawa wprowadza wyraźne ograniczenie, że podmiot zagraniczny, czyli taki podmiot, który jest nie tylko podmiotem niepolskim, w sensie kapitałowym, ale takim, który również jest podmiotem spoza Unii Europejskiej, spoza wspólnego Europejskiego Obszaru Gospodarczego, nie może posiadać w naszym kraju więcej niż 49 proc. akcji lub udziałów w spółce, która posiada koncesję medialną lub chce ją nabyć. I kwestia ta, jeżeli chodzi o podmioty obecnie istniejące – poprzez przepisy przejściowe – musi zostać załatwiona w ciągu sześciu miesięcy od wejścia w życie ustawy. To znaczy: jeżeli podmiot ma więcej akcji lub udziałów, musi tę liczbę zredukować do 49 procent.

I tu pojawiły się podstawowe pytania, które sobie stawiałem – to nie jest zresztą pierwszy raz, kiedy Prezydent sobie takie pytania stawia – czy ten okres sześciu miesięcy jest tak naprawdę okresem wystarczającym, krótko mówiąc, czy te warunki są tak zwyczajnie po ludzku uczciwe. Czy to nie jest tak, że w momencie, kiedy zostanie tylko sześć miesięcy na to, żeby pozbyć się akcji, udziałów, to w sposób istotny wpłynie na ich cenę? Oczywistą sprawą jest, że podmiot, który jest właścicielem, nie będzie w stanie dokonać ich zbycia za takie pieniądze, które mógłby uzyskać w normalnych warunkach, gdyby obowiązku zbycia nie było.

To jest pierwsze pytanie –  jak to naruszyłoby kwestię prawa własności, własności tych udziałów, obniżając ich cenę, obniżając tym samym majątek tego podmiotu, obniżając zysk, który potencjalnie może osiągnąć ze sprzedaży swoich akcji lub udziałów. Druga sprawa: pamiętajmy o tym, że mówimy o spółce, która tę koncesję niedawno uzyskała. W istocie zatem państwo polskie nie tak dawno, w majestacie prawa, udzieliło zgody na emisję telewizyjną. I teraz trzeba sobie zadać pytanie: w jakim stopniu jest to uderzenie w coś, co nazywamy tzw. interesami w toku. Mało tego – prawami, które zostały dobrze nabyte, jak mówią prawnicy, bo zostały nabyte zgodnie z obowiązującymi przepisami, zgodnie z prawem. Otóż trzeba sobie jasno powiedzieć: bez wątpienia mamy tutaj do czynienia z bardzo poważną ingerencją, ingerencją w prawa już istniejące i obowiązujące.

W istocie zatem wszystko sprowadza się do problemu przepisu przejściowego, czyli że cała ustawa i cała ta zmiana dotyczy w gruncie rzeczy pomiotów, które już dziś są obecne na rynku i które już dzisiaj posiadają tutaj swoje inwestycje, swoją własność, które dzisiaj już na naszym rynku, w tym właśnie zakresie prowadzą działalność gospodarczą.

Kolejne pytanie – w jaki sposób takie rozwiązanie w istocie prowadzi do ograniczeń w zakresie swobody prowadzenia przez nich działalności gospodarczej. Oczywiście mówimy o bardzo specyficznym sektorze, bo mówimy o sektorze medialny, gdzie mamy działalność koncesjonowaną, a więc działalność, która jest i tak z góry ograniczona przez państwo, limitowana, ale jednocześnie poruszamy się w obszarze, na który dany podmiot już dostał ze strony państwa pozwolenie. Czyli działa całkowicie legalnie – można powiedzieć, że jest poza tym limitem, jako że się w nim zmieścił, i zostało to prawnie uznane poprzez przyznanie mu koncesji. Więc jak to w istocie wpływa na jego prawo do swobodnego, wolnego prowadzenia w Polsce działalności gospodarczej, jeżeli tuż po uzyskaniu uprawnień do jej prowadzenia, następuje uderzenie w te uprawnienia i następuje ich ograniczenie, poprzez wspomnianą ustawę? To są te najbardziej elementarne, najważniejsze kwestie.

Oczywiście dochodzi do tego jeszcze kwestia pluralizmu medialnego, wolności słowa. Także i tę kwestię badałem. Chcę wszystkich zaniepokojonych uspokoić, że podejmując swoją decyzję, także i ten element z całą powagą brałem pod uwagę i z całą powagą rozważałem. Ale cały czas – proszę Państwa –  znajdujemy się na etapie kwestii konstytucyjnych, czyli można powiedzieć tak: mamy rzeczywiście klarowne podstawy – i co do tego też nie mam wątpliwości – skierowania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Mogę tylko powiedzieć, że to są silne, poważne argumenty przeciwko tym przepisom i przeciwko samej ustawie, zwłaszcza, że są w ustawie także i przepisy – chociażby naruszające dodatkowo jeszcze prerogatywy prezydenckie – które zostały przyjęte w drugim czytaniu dopiero na skutek wniesionych poprawek, czyli z naruszeniem konstytucyjnych procedur.

Argumentów, które pozwalają skierować ustawę do Trybunału, jest więc dużo. Oprócz tego, mamy jeszcze kwestię wspomnianej przeze mnie umowy polsko–amerykańskiej. Otóż jest tak, że w momencie, gdy Trybunał zajmuje się wnioskiem prezydenckim w trybie prewencyjnym, to wniosek ten – i cała ustawa – rozpatrywana jest przede wszystkim – czy też w ogóle – w aspekcie wyłącznie z przepisami konstytucji. Traktat ma oczywiście powiązanie z konstytucją, ale wyłącznie o charakterze pośrednim, poprzez artykuł 9 i inne przepisy konstytucji. Nie mogę zatem na 100 proc. – jako Prezydent – powiedzieć, że Trybunał Konstytucyjny na pewno odniósłby się do kwestii samego przestrzegania traktatu polsko–amerykańskiego jako takiego, a ta kwestia – z mojego punktu widzenia – jest niezwykle istotna.

Do tego wszystkiego, jeżeli chodzi o moją decyzję, dołożyły się również wspomniane przeze mnie rozmowy i spotkania z rodakami. Rodacy, którzy ze mną rozmawiali, jak sądzę, nie byli prawnikami, nie wchodzili w tajniki tych wszystkich rozważań. Nie były to zresztą na tyle długie rozmowy, żeby można było jakiekolwiek wnioski prawne z tych rozmów wyciągnąć. Ale z większości z nich można było wnioskować jedno: zaniepokojenie. Po prostu ludzie, którzy ze mną rozmawiają są zaniepokojeni sytuacją. Różnie to argumentowali – mówili po prostu o spokoju, mówili o tym, że sporów mamy dokoła za dużo. Prawda jest taka, że gdyby ustawa medialna zaczęła obowiązywać, to prawdopodobnie mielibyśmy kolejny spór. Polska znalazłaby się w sporze arbitrażowym z firmą, która uważałaby się poszkodowaną tą sytuacją. Krótko mówiąc: czy oznaczałoby to koszty? Tak, oznaczałoby to koszty dla Polski, na pewno niemałe, bo kwestia wartości, które wchodzą w grę, to są miliardy dolarów. Nie ma co ukrywać, wartość sprawy jest w tym przypadku ogromna. Więc z jednej strony, to był niepokój o to, z drugiej niepokój także i o to, po co nam kolejna sprawa, po co kolejny problem. Mamy tych problemów dużo, bo rzeczywiście z jednej strony mamy pandemię koronawirusa, a z drugiej strony mamy inflację, która dotyka nas wszystkich. Mamy wzrastające ceny, które jeszcze bardziej dotykają nas wszystkich – przecież to widzę, też płacę rachunki, też robię zakupy. Jest to dla mnie sprawa oczywista, widzę to zaniepokojenie.

Muszę Państwu powiedzieć, że podzieliłem zdanie większości moich rodaków, którzy uznali, że kolejna niepokojąca i jątrząca sprawa, kolejne spory nie są nam tak naprawdę potrzebne, a w każdym razie nie w tym momencie. Chcę podkreślić z całą mocą: uważam, że generalnie ograniczenie możliwości posiadania udziałów lub akcji w podmiotach – nazwijmy to medialnych – jeżeli chodzi o kapitał zagraniczny – jest rozwiązaniem sensownym, rozwiązaniem, które funkcjonuje w bardzo wielu krajach. Jest kwestią bezpieczeństwa państwowego, jest kwestią żywotnych interesów każdego kraju. Dlatego takie rozwiązania – bardzo silnie restrykcyjne – mamy we Francji, dlatego takie rozwiązania mamy także w Hiszpanii, troszkę inaczej sformułowane są w Niemczech i w innych krajach europejskich. Są też i w Stanach Zjednoczonych – proszę to sobie przeanalizować. Właściwie ograniczenia są w każdym demokratycznym kraju, przede wszystkim, by uniemożliwić powstanie monopolu w mediach, ale także, by ograniczyć zagraniczne wpływy. Bo każde państwo i każda władza państwowa kieruje się tutaj zdroworozsądkowymi zasadami interesu własnego kraju i własnego narodu, własnego społeczeństwa. Jako Prezydent absolutnie podzielam opinię, że takie ograniczenia powinny być w Polsce wprowadzone, ale powinny być – proszę państwa – wprowadzone w Polsce na przyszłość, to znaczy dla tych, którzy w przyszłości i po wejściu takich przepisów w życie będą chcieli w naszym kraju zainwestować, którzy będą w związku z tym wiedzieli, w jakich warunkach tę inwestycję mogą prowadzić. I jak w związku z tym będzie wyglądała kwestia ich interesów, które się rozpoczną na skutek tej inwestycji.

Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności: tak, decyzja została podjęta. Odmawiam podpisania nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji i kieruję ją do Sejmu do ponownego rozpatrzenia, to znaczy że ją – proszę Państwa – wetuję. Tym samym zamykam ten temat. Oddaję to Sejmowi z powrotem do rozważenia i zarazem apeluję, aby Sejm przyjął – liczę na to – w miarę ponad podziałami politycznymi – bo wierzę w to, że także i przedstawiciele opozycji są przekonani, że takie rozwiązania są dla Polski i dla naszego rynku medialnego dobre, żeby ograniczyć możliwość udziałów i akcji posiadanych przez podmioty zagraniczne w spółkach, które są posiadaczami koncesji czy będą posiadaczami koncesji medialnych w naszym kraju. Ale zależy mi na tym, żeby zrobić to na przyszłość, żeby zrobić to dobrze, żeby zrobić to w sposób uporządkowany, bez tak zwanych wrzutek legislacyjnych czyli – jak wspomniałem – bez wrzucania w ostatniej chwili poprawki w drugim czytaniu, co jest sprzeczne z zasadami konstytucyjnymi, bez – tym samym – naruszenia prawa, a przede wszystkim – o co bardzo proszę – bez niepotrzebnego niepokojenia naszych współobywateli i bez naruszania ważnej zasady, zasady: pacta sunt servanda. Proszę Państwa, jeżeli zawarliśmy umowę, a zawarliśmy, to trzeba tej umowy dotrzymać. Jeżeli my nie będziemy dotrzymywali umów, to inni też nie będą dotrzymywali umów z nami zawartych. Jeżeli my będziemy dotrzymywać umów, to zawsze będziemy mogli powiedzieć: spokojnie, my umów dotrzymujemy, jesteśmy solidnym i honorowym państwem, jesteśmy solidnym i honorowym społeczeństwem, a przede wszystkim odpowiedzialnym. Jeżeli na coś się umawiamy, to tego przestrzegamy. Chciałbym tego jako Prezydent i nie widzę innej możliwości, żeby Polska tak właśnie była w przestrzeni międzynarodowej postrzegana przede wszystkim przez naszych sojuszników. I w Unii Europejskiej i w Sojuszu Północnoatlantyckim.

To jest dla mnie – jako Prezydenta – kwestia ogromnie ważne. A więc: pacta sunt servanda plus spokój naszych współobywateli. Rozumiem, że w polityce są różne emocje. Rozumiem, że w polityce są debaty, czasem nawet bardzo żarliwe. Martwię się i jest mi przykro z tego powodu, że czasem i w debacie politycznej i także w debatach między obywatelami te granice kulturalnego sporu zostają przekroczone. Ubolewam nad tym ogromnie; jest to dla mnie sprawa bardzo przykra. Ale nie mam wątpliwości co do jednego: jako Prezydent Rzeczypospolitej muszę się wznieść ponad te wszystkie spory i spojrzeć na sprawę zdroworozsądkowo. Właśnie – proszę Państwa – tak na nią patrzę: większość moich rodaków, większość moje współobywateli nie chce kolejnych sporów i moim zadaniem – jako Prezydenta – jest taki sposób działać, aby tych sporów uniknąć.

Stąd właśnie taka, a nie inna decyzja. Dziękuję bardzo.