Menu rozwijane

29 listopada 2020
Belweder | Obchody Dnia Podchorążego w 190. rocznicę wybuchu Powstania Listopadowego
o908344643.jpg

Szanowny Panie Ministrze Obrony Narodowej,

Szanowni Państwo Komendanci,

Szanowne Panie i Szanowni Panowie Oficerowie,

Wszyscy Dostojni Przybyli Goście,

ale przede wszystkim Szanowne Panie i Szanowni Panowie Podchorążowie, bohaterowie dzisiejszego dnia, bohaterowie dzisiejszej podwójnej rocznicy! 

To rocznica podwójna jak co roku od ponad stu lat – dokładnie od 102 lat – gdy w rocznicę tamtej nocy listopadowej 1830 roku, kiedy o Belweder walczyli belwederczycy i podchorążowie, znów młodzi polscy żołnierze, znów podchorążowie dla uczczenia 88. rocznicy tamtego zrywu już w wolnej Polsce 29 listopada 1918 roku wprowadzali symbolicznie tu, do Belwederu, Naczelnika Państwa, swojego wodza – Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Obchodzimy te dwie rocznice. Tamtą tylko na pół radosną. Bo w niezwykle trudnych czasach, gdy śmiało można mówić, że w zasadzie Polski nie było, młodzi polscy oficerowie i młodzi patrioci pamiętali o ojczyźnie, której nigdy nie znali, bo nie przyszło im się urodzić w wolnej Polsce. Ale chcieli jej, pragnęli.

I ich następcy, którzy wolną Polskę przynieśli na swoich bagnetach; którym przydarzył się ten niezwykły cud po 123 latach niewoli odzyskiwać Rzeczpospolitą – bo przecież była wtedy cały czas jeszcze odzyskiwana, jakże świeża, jakże nowa, odradzająca się. Ta wymarzona, ta wyrosła z morza krwi przelanej przez powstańców kościuszkowskich, listopadowych, styczniowych i wszystkie te pokolenia, które w różnych miejscach w Europie i na świecie o wolną Polskę walczyły, cały czas myśląc o wolności naszej i waszej – bo czasem przecież niosąc wolność innym, pamiętając, że inni też pragną wolności, jak pragniemy jej my, Polacy. Wsławili się przez te 123 lata w wielu miejscach na świecie i w wielu pamięta się o nich do dziś.

Ale tamte dwa momenty – najpierw 1830, a potem 1918 roku – miały szczególny wymiar. Może właśnie dlatego ci młodzi w 1918 roku, znając historię, tak doskonale rozumieli znaczenie i podniosłość chwili. Że oto Polska wraca w osobie Naczelnika Państwa do tego historycznego budynku, że oto znowu jest i że młodzi polscy żołnierze wypędzali stamtąd rosyjskiego księcia, rosyjską władzę, zaborcę, wypędzali tych, których uważali de facto za okupantów – choć teoretycznie wydawało się, że na mocy ustaleń Kongresu Wiedeńskiego i konstytucji 1815 roku car jest jednocześnie carem Rosji i królem Polski. Była to więc teoretycznie, formalnie władza uświęcona.

Może Cię zainteresować Dzień Podchorążego w 190. rocznicę wybuchu Powstania Listopadowego

Ale Polacy, ci, którzy zachowali polskie serce, polską dumę, ci, którzy zachowali głębokie hasło „Bóg, honor i ojczyzna”, wiedzieli, że to nie jest Polska, że Królestwo Polskie to udawany kadłub – nie jest wolny, suwerenny, niepodległy – w którym prawa, te podstawowe, będące już przecież w tylu innych miejscach na świecie, cały czas, systematycznie były ograniczane. Wiedzieli, że na ziemi, która chociaż jest ich ziemią, w sensie państwowym nie są u siebie.

I tej wolnej Polski pragnęli, tej, którą wcześniej w tak lekkomyślny i dramatyczny sposób utracono – przez swawole, zdradę, głupotę, sprzedajność, zachłanność. Wtedy jeszcze unosiła się cały czas nad nimi pamiętana przez ich ojców i dziadów legenda silnej i wielkiej Rzeczypospolitej – I Rzeczypospolitej, która pod ciosami zaborców przecież tak krótko przed tamtymi wydarzeniami upadła.

A jednak nie mamy żadnej wątpliwości, że oni jej nie pamiętali, a większość z nich w ogóle się w niej nie urodziła; że urodzili się już po upadku I Rzeczypospolitej; urodzili się już w zniewolonej rzeczywistości. Ale wychowanie, pragnienie wolności i to, co przekazywali im rodzice i dziadkowie – jaka to była różnica: żyć w tamtej, nawet kulejącej, upadającej, ale jednak własnej ojczyźnie! Jakaż to była różnica między Księstwem Warszawskim a później Królestwem Polskim, zwanym Kongresówką! Jakaż to była różnica między wolnym, suwerennym krajem a krajem podległym, niewolnym, niesuwerennym, gdzie nie było się u siebie!

Dziś naszej młodzieży bardzo trudno to zrozumieć – tę subtelną, a jakże gigantyczną różnicę. Że coś się nazywa, a coś jest naprawdę. Co to znaczy mieć polską władzę wybraną w wyborach przez nas samych, Polaków. Co to znaczy, że sami stanowimy o sobie. Co to znaczy, że mamy suwerenność, i co to znaczy ją zachować. A co to znaczy jej nie mieć – gdy przychodzi obcy i narzuca Ci swoją wolę, swoje prawa, co masz myśleć, mówić i robić. O, jakże wielka to jest różnica!

Mówię to głośno, bo różnie się w dzisiejszych czasach dzieje. I niech ten wieczór listopadowy będzie wymownym świadectwem tamtego zrozumienia, że ci młodzi polscy żołnierze – dopiero rosnący w swoją dorosłość, rosnący w męstwo, które wkrótce na polach bitewnych mieli okazać – jakże byli już mądrzy i przeświadczeni o tym, co Polska znaczy i czego ta Polska oczekuje i wymaga.

Wreszcie na koniec ostatnie słowo. Ktoś może się uśmiechnie, ale ci, co znają historię, wiedzą, że Belweder został wtedy zdobyty prawdopodobnie zaledwie przez 18 podchorążych i belwederczyków, czyli patriotów, którzy podchorążymi, żołnierzami nie byli, ale chcieli wolnej Polski. Działo się to chaotycznie i – niestety – księcia Konstantego nie udało się ani pochwycić, ani zneutralizować. Tak ułożyła się historia, tak potoczyły się losy. Dziś historycy rozważając, mówią: może to właśnie legło u podstaw tego, że powstanie listopadowe nie zwyciężyło, nie udało się, że udało się potem je stłumić. Kto wie, kto wie…

Ale jedno jest pewne: zginęło także w tamtych pierwszych dniach z rąk powstańców siedmiu wysokich rangą oficerów Wojska Polskiego, które nazywało się „polskie”, bo służyli w nim Polacy, ale pod rosyjską komendą. Ci, co się zbuntowali – także podchorążowie – chcieli końca tego. Ale byli tacy dowódcy, którzy uważali cara za swojego wodza i władcę, sprzeciwili się powstaniu i powstańcom – i zginęli, zostali przez powstańców zabici.

Potem w Warszawie carat postawił im nawet pomnik, który przez długi czas stał na dzisiejszym placu Marszałka Józefa Piłsudskiego, później został przeniesiony w inne miejsce, a później, w 1917 roku, zlikwidowany – i to nawet nie przez polskich patriotów, tylko przez Prusaków, tuż przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości w 1918 roku.

Ale czemu to mówię? Dlatego że wymienialiśmy tu przed chwilą nazwiska podchorążych; nazwisko Piotra Wysockiego, ich dowódcy; wymieniamy do dziś nazwiska powstańców listopadowych i uczymy o nich młodzież w szkole; składamy im hołd; oddajemy cześć; pamiętamy o ich bohaterstwie, jesteśmy tutaj. Ale nikt nie pamięta nazwisk tamtych zdrajców, którzy niby mieniąc się Polakami i niby mieniąc się polskimi oficerami, służyli obcej władzy i obcemu władcy. Dziś nikt nie pamięta ich nazwisk, zadeptała ich historia. I niech to będzie ważne memento także dziś.

Niech żyje Polska! Cześć i chwała bohaterom!