Narzędzia dostępności

Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

Dodatkowe narzędzia

Wtorek, 7 listopada 2017

Prezydent w TV Trwam: Chciałbym, żeby to była dobra reforma

  |   Wywiad Prezydenta RP dla Telewizji Trwam Wywiad Prezydenta RP dla Telewizji Trwam Rozmowa z prezydentem Andrzejem Duda została równolegle wyemitowana w Radiu Maryja - Urząd Prezydenta RP to zobowiązanie do tego, żeby realizować określoną misję dla kraju i wziąć na siebie odpowiedzialność - powiedział Andrzej Duda Rozmowa z prezydentem Andrzejem Duda została równolegle wyemitowana w Radiu Maryja

 

TR: Nam chodzi o pokój, o budowanie braterstwa. Myślę, że polskie społeczeństwo nie jest negatywnie nastawione, naród do narodu – nie.

 

Tak, ale jest jeszcze jedna rzecz i to – jako Prezydent Polski – chcę bardzo stanowczo powiedzieć: ja również oczekuję od pana prezydenta Petra Poroszenki, od jego współpracowników, od pana premiera Hrojsmana, że ludzie, którzy głoszą poglądy otwarcie nacjonalistyczne i antypolskie, nie będą zajmowali ważnych miejsc w ukraińskiej polityce. Ponieważ tacy ludzie nie budują relacji pomiędzy naszymi krajami, oni je burzą. Więc tacy ludzie w wielkiej polityce – tej, która ma międzynarodowe znaczenie – nie powinni mieć od strony ukraińskiej miejsca. A to, że są – bo przecież wszyscy wiedzą, że są – to jest bardzo niedobry znak ze strony ukraińskiej wobec nas i o tym trzeba też głośno mówić. Że na bardzo ważnych stanowiskach na Ukrainie są ludzie, którzy praktycznie otwarcie mają poglądy antypolskie. To jest nie do przyjęcia.

 

PD: Gdy mowa, Panie Prezydencie, o relacjach sąsiedzkich: reparacje wojenne – bardzo burzliwy temat przez różnego rodzaju środowiska oceniany przeróżnie. Jakie jest zdanie Pana Prezydenta?

 

Moje zdanie jest takie, jakie są fakty, a fakty są takie, że państwo niemieckie nie wypłaciło odszkodowań za straty poniesione przez Polskę w czasie II wojny światowej. Możemy dyskutować, jaki to ma charakter w relacjach międzysąsiedzkich, i dobrze, że ten temat został podniesiony w debacie międzyparlamentarnej – bo on na razie jest w debacie międzyparlamentarnej – i dobrze, że parlamenty na ten temat dyskutują, bo to nie jest problem błahy. Proszę zwrócić uwagę, że ostatnio we Włoszech mieliśmy orzeczenie w konkretnej sprawie dotyczącej mieszkańców jednej z niewielkich miejscowości we Włoszech, gdzie Niemcy po prostu dokonali pacyfikacji w czasie II wojny światowej, wymordowali mieszkańców – gdzie włoski sąd zasądził odszkodowanie od państwa niemieckiego. Czyli ci wszyscy, którzy u nas krzyczą: „O co w ogóle chodzi?!” – no o to właśnie chodzi, że jeżeli dokonano zbrodni, jeżeli wyrządzono ludziom krzywdę, to należy się za to odszkodowanie i to chyba jest normalne, i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Oczywiście dzisiaj, po 70 latach, jest to problem polityczny, ale on jest faktem – w związku z czym my, Polacy, nie musimy się tutaj ani niczego wstydzić, ani niczego bać. My rzeczywiście tego zadośćuczynienia nie otrzymali. Więc możemy dyskutować, w jaki sposób – czy to ma być zadośćuczynienie finansowe, czy innego rodzaju. Czy otrzymaliśmy jakieś dobro ze strony niemieckiej? Pewnie, że otrzymaliśmy wiele dobra także ze strony niemieckiej w okresie od II wojny światowej. Niemcy pomagali, przysyłali wiele darów, traktowali nas życzliwie w czasach, które były dla nas trudne, w okresie komunizmu, wspierali, otrzymywaliśmy przecież dary z Niemiec, z serca ludzkiego, bezinteresownie – i to także trzeba brać pod uwagę. Natomiast jeżeli ktoś pyta, czy formalnie sprawa została załatwiona, powiedzmy otwarcie: nie została załatwiona.

 

TR: A w Polsce? Co będzie w Polsce?
PD: Reforma wymiaru sprawiedliwości, Panie Prezydencie.

TR: Ten problem, który nurtuje wielu ludzi.

 

Bardzo ważna sprawa.

 

TR: Bardzo wiele osób pyta – teraz ten KRS, asesorzy pokrzywdzeni.

 

KRS to nie teraz, bo ja, jako Prezydent Rzeczypospolitej, mam z Krajową Radą Sądownictwa problemy od samego początku. Przypomnę, że przecież praktycznie na początku…

 

TR: Ale jak to będzie rozwiązane itd.? Czy to wszystko nie są jakieś pęknięcia pomiędzy Prezydentem a rządem?

 

To są być może nieco odmienne spojrzenia…

 

TR: Ale nie pęknięcia?

 

…wynikające także z roli, jaką się sprawuje. Większość parlamentarna odgrywa pewną rolę – to jest partia polityczna, która ma swój program, swoją wizję i ma do niej prawo, ale Prezydent Rzeczypospolitej jest Prezydentem Rze-czy-pospolitej, w związku z czym musi patrzeć na różne punkty widzenia, jakie w Polsce są reprezentowane – to jest jedno. Choć ja oczywiście mam swoje przekonania i w tych przekonaniach – mogę powiedzieć to, co zacząłem przed momentem. Po pierwsze, z Krajową Radą Sądownictwa mam problemy od samego początku. Z czego one wynikały? Z zupełnie odmiennego punktu widzenia, jeżeli chodzi o to, kto powinien być sędzią, i jakie są obowiązki człowieka, który wykonuje służbę sędziego, bo dla mnie to jest służba. Oczywiście wielce zaszczytna – to jest stan sędziowski, to nie jest zawód, niezwykła godność z jednej strony, ale z drugiej również i niezwykła odpowiedzialność, to jest trzymanie w rękach losów człowieka. I to jest niezwykle ważne. Ludzie nieodpowiedzialni, którzy nie potrafią prawidłowo rozpoznać wagi tej swojej roli dla życia ludzkiego – decyzja, którą oni w sądzie podejmują, często determinuje całe życie człowieka, każdą sprawę muszą widzieć indywidualnie, za każdą sprawą stoi indywidualny człowiek. Ja o to za każdym razem do sędziów apeluję, ilekroć wręczam nominacje sędziowskie.

 

No i przecież 10 kandydatur sędziowskich zostało przeze mnie odrzuconych, przysłanych mi właśnie przez Krajową Radę Sądownictwa, na początku mojej prezydenckiej kadencji. Jaka była awantura, jakie kalumnie rzucano na mnie jako Prezydenta. Ale ja twardo powiedziałem: „Uważam, że ci ludzie nie nadają się do tego, by otrzymać awans sędziowski – i koniec, po prostu jako Prezydent się na to nie zgadzam. Mam do tego prawo wynikające z tego, co stanowi Konstytucja, i będę twardo egzekwował to prawo Prezydenta do decydowania tutaj”. I ten mój konflikt z Krajową Radą Sądownictwa – bo to jest konflikt – cały czas trwa, bo ja bardzo wiele wątpliwości jeszcze w międzyczasie Krajowej Radzie Sądownictwa zgłosiłem co do bardzo różnych decyzji, które Krajowa Rada Sądownictwa podejmuje.

 

No i decyzja z zeszłego tygodnia dotycząca tych młodych ludzi, asesorów – absolutnie skandaliczna. Pamiętajmy o tym, że ja…

 

TR: Ale mówią, że gdyby Pan Prezydent nie zawetował tej ustawy, to do tego by nie doszło.

 

No tak, gdyby Prawo i Sprawiedliwość i Ministerstwo Sprawiedliwości nie zwlekało dwa lata z przygotowaniem ustawy, to też by do tego nie doszło.

 

TR: Że zwlekało… W ciągu dwóch lat na pewno nie można wszystkiego zrobić.

 

Jeżeli 500+, bardzo trudną ustawę, która głęboko wchodzi w budżet, a więc w finanse państwa, udało się pani minister Rafalskiej i jej współpracownikom przygotować w pięć miesięcy, to gdyby ta sprawa była uważana przez ministerstwo za superważną, to też by była szybciej przygotowana.

 

TR: Bo znaleźli pieniądze.

 

Powiedzmy sobie otwarcie: prawie dwa lata trwało przygotowanie tych ustaw. Ja rzeczywiście jako prezydent podniosłem kilka kwestii, które były nie do przyjęcia i wobec których protestowały też ogromne rzesze moich rodaków. Ludzie wychodzili na ulice, byli zaniepokojeni ogromnym wzrostem władzy Prokuratora Generalnego i paroma innymi kwestiami, które w tej ustawie były, brakiem jakichkolwiek kryteriów de facto weryfikacji sędziów, absolutnie monopartyjnym sposobem wyborów Krajowej Rady Sądownictwa, co moim zdaniem nie służyło samej Krajowej Radzie Sądownictwa i wymiarowi sprawiedliwości.

 

TR: Z tym że przy tej totalnej opozycji nie można wiele liczyć na te totalne negacje ludzi, te partie… Partia rządząca ma większość, a tu 3/5 – wątpią, czy będą mieli.

 

Ojcze Dyrektorze, ja się dokładnie z tym zgadzam.

 

TR: Czy to się uda coś zrobić? A jak nie będzie reformy sądownictwa, to nie ma reformy? Dojdzie do tego?

 

Jestem przekonany, że jeżeli tylko Prawo i Sprawiedliwość będzie chciało, żeby reforma była, to ona będzie. O tym mogę zapewnić.

 

TR:  Tylko jaka?

 

Bardzo dobra.

 

TR: Dla kogo?

 

Dla Polski przed wszystkim.

 

TR: To dobrze.

 

Natomiast tutaj trzeba odrobiny spokoju. Proszę zauważyć, że w dzisiejszej Krajowej Radzie Sądownictwa zasiada na czterech posłów dwóch posłów opozycji. Dlaczego? Dlatego że ich wybrano i Prawi i Sprawiedliwość zgodziło się na ten wybór, żeby dwóch posłów opozycji tam zasiadało. I to jest dzisiejszy kształt Krajowej Rady Sądownictwa. Przez całe lata zgodnie w Sejmie wybierano i poprzednim razem, gdy ja byłem jeszcze posłem Prawa i Sprawiedliwości, zasiadałem w poprzednim Sejmie, od 2011 do 2014 roku, również moi koledzy z Prawa i Sprawiedliwości, z naszego klubu parlamentarnego byli w Krajowej Radzie Sądownictwa, mimo że większość miało zupełnie inne ugrupowanie – zawsze wybierano w sposób zgodny. Dlatego mówię: dlaczego robicie tak, że idziecie w całkowicie monopartyjny wybór? Nie powinno tak być. W Krajowej Radzie Sądownictwa powinni być ludzie wskazani przez różne ugrupowania po to, żeby była tam multipartyjność, po to, żeby nie było tego wrażenia ‒ jeżeli już dokonuje się wyboru sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa w Sejmie ‒ że jest to wybór jednopartyjny. Ludzi powinni mieć poczucie, że jest to wybór szeroki. O to mi chodziło i tu jest cała istota tego. Oczywiście mam pełną świadomość i absolutnie jestem przekonany, że Prawo i Sprawiedliwość powinno mieć dzisiaj możliwość wybrania większości sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa. Czemu? Bo ma w Sejmie większość. I to jest całkowicie naturalne, że ten, kto ma większość w Sejmie, będzie mógł wybrać większość do tego ciała – ale nie wszystkich. Chciałbym, aby mogły tych kandydatów wskazać także inne ugrupowania. Oczywiście są tacy, którzy mówią: „Zaraz, ale tu jest potrzebny mechanizm zabezpieczający”. Dokładnie to, co Ojciec mówi. Gdyby nagle totalna opozycja powiedziała: „Nie zgłosimy żadnych kandydatów”, to nie można dopuścić do tego, żeby doszło do paraliżu tej ważnej dla państwa instytucji ‒ w końcu konstytucyjnej, jak by nie było – jaką jest Krajowa Rada Sądownictwa. Więc musi być mechanizm, który powie: „O, nie, ale jeżeli nie zgłosicie żadnych kandydatów, bo będziecie realizowali totalną obstrukcję i będziecie mówili »nie, bo nie«, jak dzieci po prostu, to wtedy trudno – ten wybór nastąpi bez waszego udziału, jeżeli nie będziecie chcieli się do wyboru włączyć. Ale jeżeli będziecie chcieli się włączyć, jeżeli wskażecie swoich kandydatów, to macie prawo udziału w tym gremium”. I to powinno być zagwarantowane. I to jest właśnie dla mnie ważne, że powinno być to ukształtowane w sposób bezpieczny dla systemu, bo zmiana jest absolutnie konieczna, jeżeli chodzi o wymiar sprawiedliwości, także Krajową Radę Sądownictwa. Bo zgadzam się ze wszystkimi, którzy mówią, że ona ma znaczenie kluczowe dla wymiaru sprawiedliwości, tak – bo to tam właśnie dokonuje się tego awansu sędziowskiego, który później Prezydent ostatecznie dopełnia poprzez nominację sędziowską. Natomiast ona musi być dobrze ukształtowana. Poza tym pamiętajmy o jeszcze jednej rzeczy: to nie jest tak – żyjemy w państwie demokratycznym, władza się zmienia, sam tego niedawno doświadczyłem, gdy po wielu latach, kiedy inne ugrupowanie i prezydent z innego ugrupowania pełnił urząd Prezydenta. Sytuacja się zmieniła, dzisiaj większość samodzielną ma w Sejmie Prawo i Sprawiedliwość, ja, który byłem kandydatem Prawa i Sprawiedliwości, jestem dzisiaj Prezydentem Rzeczypospolitej, tak? Polacy dokonali innego wyboru. Wcześniej wybierali inaczej – w 2007 roku poparli Platformę Obywatelską, w 2011 roku znowu poparli Platformę Obywatelską, miała większość razem z PSL-em w polskim parlamencie, dzisiaj jest inaczej. To się zmienia, takie są reguły demokracji. A instytucja Krajowej Rady Sądownictwa musi być tak ukształtowana, żeby nie było odbijania się od ściany do ściany za każdym razem. Że zmieniła się opcja polityczna, to nagle następuje zmiana o 180 stopni, nie. Ta instytucja powinna mieć charakter stabilny i ludzie powinni mieć przekonanie, że sędziowie są rzeczywiście wybierani jakby ponad podziałami politycznymi – i to jest dla mnie bardzo ważne, i dlatego właśnie walczę o te rozwiązania.

 

TR: Czyli dalekomyślność. Można tak powiedzieć?

 

Także. W moim poczuciu ja mam obowiązek jako Prezydent patrzeć w ten sposób, tak? Ja mam obowiązek! Przecież po mnie przyjdzie ktoś następny, kto dalej będzie musiał te polskie sprawy z punktu widzenia urzędu Prezydenta prowadzić. Musisz patrzeć w dalekim horyzoncie, to nie jest tylko kwestia tego, co będzie jutro, to nie jest kwestia ciepłej wody w kranie – nie. To jest kwestia tego, jak Polska będzie wyglądała za lat 15, 20, 30, jak ona będzie wyglądała dla moje córki, jak będzie ona wyglądała – daj Boże – w przyszłości dla moich wnuków i dla następnych pokoleń. I to jest dla mnie kwestia istotna.

 

TR: Mamy coraz mniej czasu, a jeszcze pytania.

PD: Bezpieczeństwo…

 

Ale tylko dokończę. W tej chwili wytężam wszystkie siły, skierowałem pana ministra Pawła Muchę ‒ rzeczywiście bardzo profesjonalnego prawnika, świetnie przygotowanego, znającego doskonale także i funkcjonowanie sądów ‒ do tego, aby ostatecznie te rozwiązania, które będą wniesione jako poprawki przez Prawo i Sprawiedliwość, zostały wypracowane, i chciałbym, aby te prace jak najszybciej się zakończyły, mnie jako Prezydentowi na tym ogromnie zależy. Mam niestety ten problem, że Prawo i Sprawiedliwość ostatnio nie bardzo się kwapiło do tych prac, bo cztery dni czekaliśmy na to, aż się pojawi…

 

TR: Cztery dni to jest niewiele.

 

Biorąc pod uwagę, że mój projekt prawie od półtora miesiąca leży w Sejmie i nie jest procedowany, to dla mnie, jako Prezydenta, w tym momencie cztery dni to dużo. Chciałbym, żeby ten projekt wreszcie znalazł się pod obradami, żeby wreszcie go uchwalono i żebym ja, jako prezydent, mógł podpisać i wprowadzić w życie tę reformę wymiaru sprawiedliwości. Ja bym bardzo chciał, żeby to wreszcie nastąpiło, mnie na tym zależy. Tylko chciałbym, aby to była dobra reforma.

 

TR: Myślę, że dobra wola jest z obu stron.

 

Z mojej strony jest na pewno, mogę to zagwarantować, ale muszę patrzeć na to jako prezydent – i tak się staram patrzeć. Mam świadomość, że jestem krytykowany. Mało – jestem krytykowany czasami bezpardonowo również przez tych, o których mówi się, że są to media konserwatywne czy prawicowe. Rozumiem, że jest tak, że nie zawsze…

 

TR: Czy Pan Prezydent myśli o Telewizji Trwam czy Radiu Maryja po części?

 

Wyraziłem się ogólnie, żadnych mediów nie wskazuję, proszę Ojca.

 

TR: Aha, to dobrze.

 

Akurat muszę powiedzieć, że Telewizję Trwam…

 

TR: Czy Pan ogląda kiedykolwiek Telewizję Trwam? Ma czas?

 

Oglądam różne programy informacyjne po to, żeby się zorientować, jaki mniej więcej jest przekaz – dla mnie jako Prezydenta też to jest ważne.

 

TR: U nas najważniejsze wiadomości są wieczorem.

 

Zawsze uważałem, że Telewizja Trwam i Radio Maryja po prostu relacjonują fakty. I to jest bardzo ważne. I to jest bardzo dobra metoda ‒ każdy sobie sam te fakty oceni. Po prostu relacjonują fakty. Osobiście uważam to za bardzo dobry sposób przekazu medialnego.

 

PD: Panie Prezydencie, bezpieczeństwo. To militarne. Bardzo ważne. Bardzo wiele komentarzy dotyczących napięć, które rzekomo istnieją pomiędzy Panem Prezydentem a Ministerstwem Obrony Narodowej.

TR: I bezpieczeństwem, jeżeli patrzymy na świat, co się dzieje. Nie daj Boże, gdyby... Nam się wydaje, że świat jest bezpieczny. Myślę, że jesteśmy jak na wulkanie. W każdym razie wszystko może się zdarzyć. I Polska żeby była bezpieczna. Armię właściwie mieliśmy praktycznie szczątkową – i to odbudować teraz. To niezwykle trudne zadanie dla całego narodu, państwa.

PD: Nominacje generalskie, Panie Prezydencie.

 

W ogóle o całym systemie bezpieczeństwa bardzo długo moglibyśmy mówić, o problemie polskiej armii – czy ona była dobra, czy zła. Jeżeli ktoś wróci pamięcią do czasów, gdy mieliśmy jeszcze powszechny pobór do wojska i będzie próbował powiedzieć, że to były dobre czasy, to mimo wszystko zalecam trochę wstrzemięźliwości.

 

TR: Ale à propos tego poboru – to dobrze młodzieży robiło. Byli bardziej męscy. Wojsko – ten plus. Ja nie mówię o plusach dodatnich i ujemnych, tak żartobliwie.

 

Ale trzeba jasno powiedzieć, że tak naprawdę – i to potwierdzają także i oficerowie, z którymi rozmawiam, którzy tamte czasy pamiętają – zwłaszcza w końcowej fazie ten dobór był w znaczącym stopniu negatywny. Tzn. niestety, ale jeżeli mówimy o poborze powszechnym, jeżeli chcielibyśmy ukształtować system – powtarzam: chcielibyśmy, żeby nikt nie zarzucał, że ja, jako Prezydent, mam jakieś plany, żeby wprowadzić pobór powszechny – ale gdyby się chciało ukształtować system na zasadzie poboru powszechnego, to proszę bardzo, tylko niech on będzie skonstruowany tak, jak jest np. w Izraelu czy Finlandii, że każdy, kto ukończył szkołę średnią, po prostu idzie do wojska. Niezależnie od tego, czy chce iść na studia, czy nie chce iść na studia, jakie są jego dalsze plany, jaka ma kategorię – oczywiście poza osobami, które są tak dotknięte niepełnosprawnością, że w ogóle w żaden sposób nie są w stanie służyć. Ale przecież są różne formy służby wojskowej, nie każda to jest bieganie z karabinem w polu, tak? Są służby, które dzisiaj realizuje się przy komputerze i z powodzeniem można tę służbę wojskową wykonywać. W związku z tym, jeżeli rzeczywiście gdzieś byłby pobór powszechny, to taki model powinien być stosowany – że każdy jest sprawdzany i zresztą przecież w Izraelu ten system służy także łowieniu bardzo specyficznych talentów, które właśnie wprowadzają superinnowacyjne rozwiązania. Bo działa cały system wyławiania ludzi szczególnie uzdolnionych i to jest dokonywane właśnie w oparciu o pobór powszechny. U nas dzisiaj tego nie ma. Przyjęliśmy model armii zawodowej. Teraz pan Minister Obrony Narodowej wprowadził dodatkowe rozwiązanie pt. budujemy nową formację wojsk, jaka jest Obrona Terytorialna. Czy słusznie? Bardzo słusznie. Ja, jako Prezydent, podpisuję się pod tym obydwoma rękami. Czy Obrona Terytorialna jest potrzebna? Jest bardzo potrzebna. Dlaczego? Bo potrzebujemy mieć więcej ludzi, którzy dosłownie umieją bronić Rzeczypospolitej – umieją się posługiwać bronią, przynajmniej w stopniu podstawowym znają się na taktyce wojskowej, rozumieją pewne elementy związane z funkcjonowaniem dyscypliny wojskowej, funkcjonowaniem wojska w ogóle, otarli się o funkcjonowanie armii. Czy sama w sobie Obrona Terytorialna u nas została jak do tej pory ukształtowana w sposób dobry? Oczywiście można dyskutować na ten temat.

 

TR: Ale już się coś zaczęło.

Ale najważniejsze jest to, że zaczęliśmy. Oczywiście jak zaczęliśmy, to możemy poprawiać. Jeżeli się okaże, że coś źle działa, to trzeba będzie to poprawić. Jest ustawa, którą zawsze można udoskonalić, zmienić. Natomiast dobrze, że jest. I chwała za to Ministrowi Obrony Narodowej, że mimo różnych oporów wprowadził to nowe rozwiązanie, które w efekcie ma nas prowadzić do tego, żeby zwiększyć liczebność polskich sił zbrojnych. Tak – jako Zwierzchnik Polskich Sił Zbrojnych mogę powiedzieć: uważam, że absolutnie jest to potrzebne. Potrzebujemy więcej ludzi przeszkolonych, umiejących bronić kraju. To jest pewne.

 

Natomiast czy są jakieś zastrzeżenia także z mojej strony jako Zwierzchnika Sił Zbrojnych i czy są w związku z tym jakieś – powiedzmy – różnice zdań pomiędzy mną a Ministrem Obrony Narodowej? Tak, są. I są pewne elementy, które mnie niepokoją. Ja bym chciał polityki bardziej zaplanowanej, chociażby kadrowej. Chciałbym, żebyśmy jednak działali według pewnego planu. Chciałbym, żeby nominacja generalska była przemyślana, była nominacją, która nie jest nagrodą – bo nominacja generalska to nie jest nagroda, to zobowiązanie. To tak, jakby ktoś powiedział, że wybór na urząd Prezydenta RP jest nagrodą. To nie jest żadna nagroda – to zobowiązanie do tego, żeby realizować określoną misję dla kraju i wziąć na siebie odpowiedzialność.

 

TR: To mniej więcej tak, jakby księdza robił biskupem czy proboszczem w nagrodę.

 

Dokładnie.

 

TRL A to trzeba wziąć się do pracy.

 

Dla duchownych to jest bardzo dobry przykład. Czy zostanie biskupem jest nagrodą? Nie jest. Jest zobowiązaniem. I to jeszcze większym niż kiedy się jest zwykłym księdzem, czy kiedy się jest proboszczem i opiekuje się człowiek parafią, czy dziekanem, kiedy się opiekuje dekanatem – to jest jeszcze większe zobowiązanie. I tutaj jest tak samo: generał to jest zobowiązanie. Zarazem jest to oczywiście przepustka do dalszej kariery wojskowej, do wspinania się po jej szczeblach.

 

TR: Zapytam o to, czy będą te nominacje, czy nie będą?

 

Oczywiście chcemy, żeby to byli ludzie młodzi, tylko że ja chcę, aby te nominacje były przemyślane i wpisane w pewną strategię rozwoju i działania na przyszłość. Żeby nie było takich sytuacji, jak mieliśmy niedawno, że wspólnie zdecydowaliśmy się na nominację generalską dla – powiedzmy – względnie młodego żołnierza, lotnika, bo uważałem, że to jest człowiek wartościowy, który może bardzo wiele zrobić dla polskiego lotnictwa, który będzie wzorem dla młodych pilotów, którego nominacja pociągnie ich za sobą i da jakby nowy oddech polskiemu lotnictwu, on zostaje inspektorem sił powietrznych, po czym po kilku miesiącach zostaje attaché wojskowym w Stanach Zjednoczonych w Nowym Jorku.

 

TR: Może ‒ przepraszam, Panie Prezydencie – tak krawiec kraje, jak materii staje. Może był tam potrzebny.

 

Zgłaszałem te wątpliwości Panu Ministrowi i nadal moją wątpliwość podtrzymuję. Uważam, że to naprawdę jest człowiek, który mógłby być znacznie lepiej wykorzystany, bo oczywiście misja w Ambasadzie Polskiej w Stanach Zjednoczonych attaché wojskowego jest niezwykle ważna, ale to jest misja o charakterze dyplomatycznym, ona jest mało wojskowa – to jest praca dla wojskowego dyplomaty. Ona mimo wszystko wymaga jednak nieco innych kwalifikacji. A tu mamy do czynienia z żołnierzem z krwi i kości. Czy to jest dobre rozwiązanie? Osobiście mam wątpliwości. Chociaż oczywiście on jest wykształcony w Stanach Zjednoczonych, jest jednym z pierwszych polskich pilotów F-16, ukończył amerykańskie szkoły, fenomenalnie włada językiem angielskim, podejrzewam, że zna również amerykańskie relacje, jeżeli chodzi o armię amerykańską. Ale w związku z tym zna też bardzo dobre wzorce, które myśmy chcieli, żeby przynajmniej rozważał, czy nie zaszczepić ich w Polsce. I żeby był właśnie tym autorytetem dla naszych młodych żołnierzy jako człowiek młody, sprawny.

 

TR: Mnie się wydaje, że to wszystko na pewno nie jest proste, bo my tak właściwie to się odbudowujemy.

 

Tak, to prawda.

 

TR: Odbudowujemy Polskę – w cudzysłowie – ze zgliszczy duchowych, mentalnych. Marksizm jednak swoje zrobił. I lata komunizmu.

 

Tak, ale ja bym chciał, żebyśmy odbudowali porządnie.

 

TR: Dobrze, ale to nie wszystko da radę. Patrzę, jak my w Radiu Maryja codziennie ze sobą rozmawiamy – a to jest coś bardzo małego w stosunku do państwa. Ale co ja jeszcze widzę w różnych ministerstwach? Czasami obserwuję, że jest jakby jakaś kolumna szkodząca gdzieś wśród pracowników, nie mówię o konkretnym ministerstwie. I tak myślę, że to, co Państwo robią – Pan Prezydent, rząd, Pani Premier, inni – mają bardzo dużo dobrej woli, chcą. Ale jest jakiś opór materii. Wychodzimy skądś, prawda?

 

Ojcze Dyrektorze, powiedzmy otwarcie: nikt nie jest nieomylny, ja też nie. Przecież nie ma dogmatu o nieomylności Prezydenta. W związku z czym Prezydent też jest człowiekiem, też może się pomylić, ja też różne rzeczy rozważam, też trwają dyskusje. Oczywiście, że w ministerstwach są ludzie i na stanowiskach są ludzie, i ci ludzie mają swoje ambicje. Niestety, obawiam się, że jest też wielu ludzi, którzy mają złą wolę.

 

Natomiast to jest wielkie zadanie moje i moich kolegów, którzy mają tę legitymację ze strony społeczeństwa, do tego, żeby starać się prowadzić polskie sprawy jak najlepiej, nawet wtedy, gdy jest to trudne, gdy pojawiają się między nami odmienne punkty widzenia, jakoś musimy się starać je ucierać i wierzę, że to wszystko dzieje się z pożytkiem dla Rzeczypospolitej.

 

TR: Kwiaty też są różne. Nawet tu w tym małym bukiecie. Ale dzięki temu, że są razem, są piękne. Różnić się to nawet trzeba, tylko żeby z tego wyszło dobro, prawda? Po to jest dialog.

 

Na szczęście nie jest tak, że jest z góry powiedziane, że wszyscy zawsze musimy się ze sobą zgadzać. Uważam, że ta debata jest potrzebna. Rozumiem, że niektórych to może martwić, że są odmienne punkty widzenia w obrębie tego samego obozu politycznego czy w obrębie ludzi, którym jakby generalnie przyświeca ta sama idea, że na pewne szczegółowe sprawy są różne punkty widzenia. Ale mnie się wydaje, że to dobrze, że są te różne punkty widzenia i naprawdę nie wszystko musi się odbywać w tempie ekspresowym, pewne rzeczy warto przedyskutować, warto przemyśleć. Pewne rzeczy czasem nawet warto przytrzymać po to, żeby nie popełnić błędu. Żeby dwa razy przemyśleć.

 

TR: Panie Prezydencie, ale przykładem jest Kościół. Proszę popatrzeć – Jan Paweł II.

 

Kościół ma ponad 2 tys. lat.

 

TR: Ale przecież nie miał łatwo. Nawet wśród współpracowników, wśród duchowieństwa, a jednak ciągle prowadził… I jest ten dialog, praca, usiłowanie…

 

Ale też trudno powiedzieć, że na przestrzeni tych ponad 2 tys. lat historii Kościoła nie było błędów, tak?

 

TR: Były.

 

Były i bardzo często prowadziły do nieszczęść, ale zawsze Kościół umiał wyciągnąć z nich wnioski…

 

TR: Poprawiał się, tak.

 

…i wrócić na tę drogę, która pozwoliła mu 2 tys. lat trwać.

 

TR: A więc potrzeba nam cierpliwości i pracy, rozmowy. I wszyscy idziemy w tym samym kierunku.

 

Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

 

TR: A czy jeszcze kiedyś możemy liczyć na rozmowę w domu Pana Prezydenta?

 

Oczywiście, zawsze – zaproszenie jest otwarte.

 

TR: Dziękujemy, że Pan Prezydent był rok temu na rocznicy, liczymy na dalsze spotkania, jak Pan Prezydent będzie miał czas i możliwości. A tu mamy taki mały upominek. Pan wie, że przyjechaliśmy z Torunia ‒ i dlatego małe pierniki.

 

Ale jaka piękna skrzyneczka.

 

Toruń to nie tylko pierniki, to też Mikołaj Kopernik, który wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię, napisał to wielkie dzieło „De revolutionibus orbium coelestium”. Życzymy, żeby Pan wstrzymywał wszelkie zło i ruszał dobro, żeby Pan miał siłę. Na pewno słuchacze Radia Maryja, telewidzowie Telewizji Trwam, Polacy modlą się też za Pana i życzą dobrze. I za całą rodzinę.

 

Dziękuję bardzo. I dziękuję za to dzisiejsze spotkanie, za rozmowę. Dziękuję także naszym widzom, którzy cierpliwie wytrzymali.

 

Dziękujemy serdecznie, Bóg zapłać, niech Pan Bóg błogosławi.

 

Bóg zapłać, wzajemnie. I bardzo dziękuję za piękny dar – słodki.

 

W Warszawie są może lepsze, ale z to z grodu Kopernika.

 

Ja jestem z Krakowa.

 

W Krakowie też ma.

 

Ale pierników takich dobrych jak w Toruniu to nie mają.

 

PD: Panie Prezydencie, bardzo gorąco dziękujemy za to dzisiejsze spotkanie. Dziękujemy także słuchaczom Radia Maryja i widzom Telewizji Trwam.

TR: Oczywiście nie zapytaliśmy o wszystko, o co chcieliśmy.

 

To tym następnym razem.

 

PD: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica.

TR: Teraz i zawsze.

 

Szczęść Boże.

 

TR: Bóg zapłać.

Poleć znajomemu