Narzędzia dostępności

Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

Dodatkowe narzędzia

Czwartek, 9 listopada 2017

Prezydent dla Radia Plus: Chcę, by dobra zmiana służyła polskiemu społeczeństwu

  |   Zadania Prezydenta Rzeczypospolitej realizuję zgodnie z własnym sumieniem - podkreśla Andrzej Duda Zadania Prezydenta Rzeczypospolitej realizuję zgodnie z własnym sumieniem - podkreśla Andrzej Duda Zadania Prezydenta Rzeczypospolitej realizuję zgodnie z własnym sumieniem - podkreśla Andrzej Duda

Wywiad z Prezydentem RP Andrzejem Dudą został wyemitowany w Radiu Plus 9 listopada 2017 roku.

 

Jacek Prusinowski: Dzień dobry, dzisiaj „Sedno Sprawy” wyjątkowo z Pałacu Prezydenckiego i absolutnie wyjątkowy gość – prezydent Andrzej Duda. Dzień dobry, Panie Prezydencie, witam.

 

Prezydent Andrzej Duda: Witam bardzo serdecznie, panie redaktorze. To jest taka specyficzna sytuacja, że ja jestem pana gościem w programie, a pan jest moim gościem w Pałacu.

 

Dokładnie.

 

Ale przede wszystkim słuchacze są naszymi gośćmi, więc witam bardzo serdecznie wszystkich słuchaczy.

 

Ja również ich witam. Kilka miesięcy temu mówił Pan, że nie da się być prezydentem wszystkich Polaków. Czy zawetowanie ustaw dotyczących KRS i Sądu Najwyższego nie pokazuje, że zmienił Pan Prezydent zdanie? I jest dla Pana właśnie istotne to, żeby przekonać do siebie nie tylko tych, którzy są za dobrą zmianą, za Zjednoczoną Prawicą, ale być Prezydentem właśnie wszystkich Polaków – jak wielokrotnie mówił Pan w kampanii wyborczej.

 

Przede wszystkim uważam, że prezydent powinien patrzeć na sprawy chłodno i myślę, że to jest tak, że ludzie oczekują, iż prezydent będzie w jakimś sensie równoważył, ale przede wszystkim – że nie będzie dopuszczał do sytuacji radykalnych. Uważam, że taka też jest rola prezydenta – powinien starać się pewne rzeczy balansować. Jestem absolutnie przekonany co do tego, że są konieczne zmiany w polskim sądownictwie, także w Sądzie Najwyższym – w tym, że jest absolutnie konieczna zmiana Krajowej Rady Sądownictwa, co ostatnia sprawa z asesorami w sposób absolutnie dobitny pokazała. Nagle powstał już swoisty dowód ‒ w zasadzie niepodważalny ‒ na to, że ta formuła Krajowej Rady Sądownictwa jest absolutnie nie do przyjęcia i ona się całkowicie wyczerpała. W związku z tym zdecydowałem się i powiedziałem, że ‒ nie zgadzając się na te rozwiązania, które w części oczywiście zostały przygotowane przez Prawo i Sprawiedliwość i przegłosowane w Sejmie ‒ nie powinno być tak, że Prokurator Generalny ma tak olbrzymią władzę nad Sądem Najwyższym. Uważam też, że powinno być tak, że Krajowa Rada Sądownictwa – jeśli ma być wybierana przez parlament – to powinna być wybrana przez parlament, a nie tylko przez jeden obóz polityczny. I stąd była moja decyzja i dlatego przygotowałem własne rozwiązania, które już półtora miesiąca temu zostały złożone do laski marszałkowskiej, czekają na uchwalenie.

 

Czy to była najtrudniejsza tej kadencji? Tych już ponad dwóch lat w Pałacu Prezydenckim.

 

To była trudna decyzja także dla mnie. Powtarzam bardzo mocno: chcę reformy w wymiarze sprawiedliwości, dlatego zdecydowałem się również wtedy podpisać ustawę o sądach powszechnych, bo przecież tam były trzy ustawy: dwie zakwestionowałem, ale jedną podpisałem ‒ tę, która dotyczy sądów rejonowych, okręgowych, apelacyjnych – ta ustawa jest podpisana, ona funkcjonuje. Natomiast co do tamtych dwóch wypowiedziałem się negatywnie, ale żeby nie zostawić sprawy, przedstawiłem własne projekty po to właśnie, aby ta kwestia była realizowana i po to właśnie, aby reforma została przeprowadzona.

 

Panie Prezydencie, te dwa weta to jest jakaś wyraźna cezura oddzielająca pierwsze dwa lata Pana Prezydenta tutaj, w Pałacu, gdy obóz dobrej zmiany tak naprawdę nie kwestionował żadnego z Pańskich ruchów. I od tych ostatnich miesięcy, kiedy już nie tylko z Ministerstwem Sprawiedliwości, ale także z Ministerstwem Obrony Narodowej jest kilka obszarów co najmniej spornych. To jest wyraźna zmiana, inny styl prezydentury?

 

Ja nie postrzegam tego jako jakiś zupełnie inny styl. Realizuję swoją prezydenturę konsekwentnie i po prostu staram się wykonywać obowiązki prezydenta – myślę: tak jak oczekują tego Polacy, że obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej będą wykonywane. Pewnie, że nie wszyscy będą się zgadzali ze wszystkimi moimi decyzjami. Jedni wyborcy nie zgadzają się z jednymi moimi decyzjami, inni mają wątpliwości co do innych moich decyzji.

 

Ale chodzi mi o to, Panie Prezydencie, czy Pan w którymś momencie postanowił: czas na inny styl uprawiania prezydentury, czas na większą niezależność od obozu rządowego.

 

Chcę, żeby była realizowana dobra zmiana, bo zapowiadałem ją w swojej kampanii wyborczej jeszcze jako kandydat na prezydenta. Chcę, by dobra zmiana była realizowana, ale chcę, żeby to była dobra zmiana ‒ rzeczywiście dobra. Taka, którą Polacy będą dobrze przyjmowali, która będzie rzeczywiście dobrze służyła polskiemu społeczeństwu, a nie taką, która będzie budziła obawy.

 

Panie Prezydencie, znamy treść Pańskich projektów dotyczących Krajowej Rady Sądownictwa, Sądu Najwyższego, nie znamy niestety poprawek Prawa i Sprawiedliwości, nie znamy też stosunku Pana Prezydenta do tychże poprawek. Czy ten wyjątkowy tryb procedowania – jeżeli można użyć tego słowa, bo to taki zupełnie nieformalny tryb, który nie jest ujęty w prawie – nie jest po prostu nietransparentny? Czy nie powinno to wyglądać zupełnie inaczej? Tak jak z reguły to wygląda w Sejmie – są przecież odpowiednie kroki, praca w komisjach itd. Czy, Panie Prezydencie, nie jest niewłaściwe to, że nie wiemy teraz, o czym dokładnie toczy się dyskusja? My, społeczeństwo.

 

Dlaczego? O czym toczy się dyskusja, cały czas rozmawiamy. Toczy się o tym, żeby ustawa przede wszystkim mogła być przyjęta przez większość parlamentarną, mnie przecież na tym zależy. Jak nie będzie decyzji większość parlamentarnej, to nie będzie tych ustaw. Więc konieczne jest, żeby znalazły te projekty ustaw akceptację większości parlamentarnej, a potem konieczne jest, żeby znalazły moją akceptację jako Prezydenta Rzeczypospolitej. Więc tutaj konieczna jest akceptacja podwójna. Dzisiaj samodzielną większość w polskim Sejmie i w polskim Senacie ma Prawo i Sprawiedliwość, zgłosiło pewne swoje propozycje i ja te propozycje razem z moimi współpracownikami rozważam także po to, żebym ja na końcu mógł zaakceptować to, co chce zaproponować Prawo i Sprawiedliwość. Szkoda, że tak się nie stało wcześniej.

 

Że Prawo i Sprawiedliwość nie przyszło do Pana Prezydenta z takimi propozycjami, tak?

 

Szkoda, że wtedy nie przedstawiono mi projektów ‒ bo mi ich nie przedstawiono. Szkoda, że procedowanie trwało tydzień, a prezydent nie mógł wcześniej się zapoznać z tymi projektami, tak zresztą jak i zdecydowana większość różnego rodzaju organizacji i podmiotów. Bo gdyby mi je wcześniej przedstawiono, mógłbym wtedy zgłosić swoje zastrzeżenia i uwagi, a tak – to nie miałem takiej możliwości. No i stało się tak, jak się stało – nie było innego wyjścia. Przynajmniej ja mam takie poczucie jako Prezydent Rzeczypospolitej. Natomiast dzisiaj chcę, żeby te ustawy były dobrze przygotowane jako projekty i żeby mogły znaleźć akceptację ‒ i przecież one będą w szczegółach omówione w polskim Sejmie. One są dzisiaj już przedstawione od półtora miesiąca panu Marszałkowi Sejmu i ja tutaj nie widzę żadnego problemu z transparentnością. Będą normalne prace sejmowe się nad tym toczyły ‒ mam nadzieję, że jak najszybciej ‒ bo bardzo mi zależy na tym, żeby te ustawy były szybko uchwalone. Po to, aby reforma mogła być zrealizowana ‒ zarówno jeżeli chodzi o Krajową Radę Sądownictwa, jak i o Sąd Najwyższy.

 

A czym, Panie Prezydencie, dokładnie, jakimi ustaleniami zakończyły się Pana rozmowy z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim? Te trzy spotkania w Belwederze, jaki jest ich konkretny, dokładny efekt?

 

W moim poczuciu – efekt konstruktywny. Pewną część wątpliwości, jakie się nasuwały, czy różnych propozycji, omówiliśmy.

 

Co konkretnie panowie ustalili, Panie Prezydencie?

 

Po czym stwierdziliśmy, że przekażemy sprawę już szczegółowo w ręce ekspertów. Wyznaczyłem do tego zadania pana ministra Pawła Muchę, który jest doświadczonym prawnikiem, doświadczonym adwokatem, zna też kwestie procesowe właśnie ‒ co jest niezwykle ważne ‒ i funkcjonowania sądu. Natomiast pan prezes Jarosław Kaczyński powiedział, że on ze strony klubu parlamentarnego również wskaże jakiegoś eksperta ze strony Prawa i Sprawiedliwości po to, żeby prawnicy usiedli i szczegółowo już omówili treść konkretnych zapisów. Tak żeby po prostu była ta wspólna decyzja co do ostatecznej treści projektu, nad którym będzie już pracował Sejm w komisjach i na posiedzeniach plenarnych.

 

Panie Prezydencie, czy prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział zdecydowane „nie” tej procedurze „jeden poseł – jeden głos”? Procedurze, która miałaby wyłonić sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa po tym, gdyby nie udało się tego zrobić większością 3/5 głosów. Czy w tej sprawie jest twarde „nie” Prawa i Sprawiedliwości i zupełnie nowa propozycja?

 

Wyraził wątpliwości co do tej propozycji, przedstawił inną propozycję. Ja, jako prezydent, także przedstawiłem jeszcze modyfikację tej propozycji. To jest w tej chwili właśnie badane, szczegółowo analizowane przez prawników. Powiem, jaki jest mój cel: chciałbym, aby wybór sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa nie był wyborem jednopartyjnym. Tzn. chciałbym stworzyć takie warunki, żeby nie tylko większość parlamentarna, ale także inne kluby parlamentarne mogły skutecznie zgłosić swoich kandydatów, którzy będą członkami Krajowej Rady Sądownictwa jako sędziowie do niej należący. Na tym mi zależy. Czyli żeby Krajowa Rada Sądownictwa była wybrana przez parlament, a nie tylko przez jedną jego część. Ale rozumiem argumenty Prawa i Sprawiedliwości, że wobec totalnego zachowania opozycji bardzo często konieczne jest także zabezpieczenie, że jeżeli opozycja w ogóle nie będzie chciała wziąć udziału w procesie wyborczym, to jednak ten wybór będzie możliwy, żeby nie sparaliżować instytucji. I rzeczywiście zgadzam się, że tak powinien być przygotowany ten przepis.

 

Panie Prezydencie, w tych sprawach konsultował się Pan m.in. z premierem Janem Olszewskim, z panią Zofią Romaszewską. To osoby, które dzisiaj są dla Pana ważniejszym punktem odniesienia niż prezes PiS Jarosław Kaczyński? Są większymi autorytetami dla Pana Prezydenta dzisiaj?

 

Przede wszystkim zacznijmy od tego, że pytałem pani Zofii Romaszewskiej jako osoby, która była doświadczona w pomocy ludziom na przestrzeni dziesięcioleci, jeżeli chodzi właśnie o relacje z sądami, z organami ścigania ‒ i za czasów komunistycznych, gdy współorganizowała Biuro Interwencyjne Komitetu Obrony Robotników razem ze swoim mężem i później przecież też, gdy już po 1989 roku następowały zmiany ustrojowe, pracowała w Biurze Interwencyjnym Senatu, a ostatnio wspierała mnie bardzo mocno w Dudapomocy i tę pomoc na bieżąco świadczyła ‒ i bardzo wielu ludziom przez te dziesięciolecia pomogła. Miała więc ogromne doświadczenie w ocenie tego, jak może funkcjonować i wymiar sprawiedliwości, i organy ścigania na podstawie w określony sposób przygotowanych przepisów. I dlatego ‒ jako właśnie doświadczonego eksperta, praktyka ‒ poprosiłem panią Zofię Romaszewską, podobnie zresztą jak pana premiera ‒ ale w końcu jak by nie było, mecenasa ‒ Jana Olszewskiego. Tej postaci chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Ten wielce zasłużony obrońca opozycji okresu stanu wojennego, doskonały prawnik, adwokat również z pewnością ma to niezwykłe doświadczenie procesowe w ocenie tego, w jaki sposób są rozwiązane kwestie ustrojowe związane z wymiarem sprawiedliwości i organami ścigania. I dlatego prosiłem ich o opinie co do tego, jak oni sobie wyobrażają i jak postrzegają ten kształt, który wcześniej został zaproponowany, jak również to, co ja proponuję.

 

Panie Prezydencie, czy dzisiaj, po doświadczeniach właśnie dotyczących kwestii Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego, myśli Pan, że mógłby się inaczej zachować w sprawie Trybunału Konstytucyjnego? Że wtedy mógł Pan postawić twardsze, bardziej konkretne warunki Prawu i Sprawiedliwości? Czy dzisiaj zrobiłby Pan to po prostu inaczej, czy dokładnie tak samo, jak wyglądało to już prawie dwa lata temu?

 

Zrobiłbym dokładnie to samo, co zrobiłem, panie redaktorze, ponieważ – przypominam – w czerwcu 2015 roku, gdy większość parlamentarną miała Platforma Obywatelska, apelowałem w moim publicznym wystąpieniu w Wilanowie o to, żeby nie dokonywać teraz, pod koniec kadencji parlamentu, działań legislacyjnych, które będą prowadziły do zmian ustrojowych. Między innymi chodziło mi właśnie o Trybunał Konstytucyjny i o skok na Trybunał Konstytucyjny, który realizowała wtedy Platforma Obywatelska. Niestety, oni na to nie zareagowali. I to, co się stało później, było już tylko następstwem skoku na Trybunał, który wcześniej zrobiła Platforma Obywatelska – do czego nie można było dopuścić, bo to jest łamanie wszelkich zasad demokratycznych.

 

Panie Prezydencie, czy dzisiaj Trybunał Konstytucyjny po tych zmianach ostatnich dwóch lat jest bardziej niezależnym organem, lepiej działającym, sprawniej ‒ z prezes Julią Przyłębską na czele? Jak Pan patrzy na tę instytucję?

 

Trybunał w moim przekonaniu działa i załatwia sprawy. Przede wszystkim wielokrotnie mówiłem: zależy mi na tym, żeby załatwiał zwykłe skargi obywatelskie, które w poprzednim Trybunale, podczas poprzednich kadencji sędziowskich zalegały i były tutaj ogromne opóźnienia, ludzie czekali latami na to, żeby zostały załatwione. Powiedziałem pani prezes, że na tym mi niezwykle zależy, żeby właśnie zwykłe ludzkie sprawy były przez Trybunał jak najszybciej załatwiane. Bo poprzednio mieliśmy takie sytuacje, że gdy sprawa dotyczyła Trybunału Konstytucyjnego, to na rozprawę czekało się dwa tygodnie, ale gdy sprawa dotyczy zwykłego człowieka, to na rozprawę czekało się dwa lata. Taka była różnica.

 

Czyli jest lepiej zdaniem Pana Prezydenta. Panie Prezydencie, w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” prezes Jarosław Kaczyński powiedział, że chętnie oddałby Panu Prezydentowi ‒ zasugerował w zasadzie – część uprawnień rządu, jeżeli chodzi o politykę zagraniczną. Czy w tych spotkaniach w cztery oczy padła taka propozycja?

 

To nie jest kwestia oddania. Przypominam, że ten problem został w jakiś sposób omówiony przynajmniej, zasygnalizowany od strony prawnej przez Trybunał Konstytucyjny w czasie sporu kompetencyjnego wywołanego przez ówczesnego premiera Donalda Tuska przeciwko panu prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. I wówczas Trybunał Konstytucyjny wydał postanowienie dotyczące tego sporu kompetencyjnego, odnosząc się właśnie do kwestii Rady Europejskiej – bo rozumiem, że pan redaktor, mówi o Radzie Europejskiej.

 

Chociażby szczyty, tak.

 

I Trybunał powiedział tam bardzo wyraźnie, że konstytucja zasadniczo wskazuje bieżące prowadzenie spraw zagranicznych jako kwestię, którą powinna się zajmować Rada Ministrów, czyli rząd. Ale prezydent ma w sprawach zagranicznych również swoje kompetencje, a obowiązek współdziałania zapisany w Konstytucji obowiązuje w dwie strony – czyli zarówno prezydent ma współpracować z premierem i właściwym ministrem, czyli przede wszystkim z ministrem spraw zagranicznych, jak również premier oraz minister spraw zagranicznych powinni współpracować z prezydentem. Szczegółowe zdecydowanie w danym, konkretnym przypadku, kto będzie reprezentował Polskę, np. na Radzie Europejskiej, jest decyzją właśnie wewnętrzną, uzgodnień pomiędzy tymi organami w ramach współdziałania.

 

Ale była taka rozmowa między Panami, Panie Prezydencie?

 

Można uzgodnić tak, że będzie to robił prezydent – i tak było, gdy prezydentem był pan prof. Lech Kaczyński, a pan premier Jarosław Kaczyński był premierem, a potem było inaczej. Ale to jest kwestia rozstrzygnięcia dla danego momentu ‒ i rzeczywiście na ten temat z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim rozmawialiśmy. Powiedziałem, że to w zależności od okoliczności ‒ od tego, jak będziemy na bieżąco ustalali, jak będzie najlepiej dla interesów Rzeczypospolitej w danym, konkretnym przypadku.

 

A kiedy Pan Prezydent rozmawiał ostatnio z ministrem obrony narodowej Antonim Macierewiczem?

 

Z panem ministrem? Nie tak dawno, bo był obecny w Pałacu na uroczystości.

 

Panie Prezydencie, ale taka rozmowa w cztery oczy. Bo ‒ jak rozumiem ‒ na uroczystości, gdy był obecny, to pewnie była taka okolicznościowa rozmowa, nie dotyczyła spraw wojska. Bo jednak konstytucja wyraźnie mówi, że prezydent jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych i w czasie pokoju to zwierzchnictwo odbywa się za pośrednictwem Ministerstwa Obrony Narodowej. Zdaniem Pana Prezydenta minister obrony narodowej Antoni Macierewicz uznaje w pełni tę zwierzchność?

 

Patrzę na to, jakie są zapisy konstytucji, także zapisy prawa i wiem doskonale, że w administracji publicznej – a jesteśmy administracją publiczną: i Kancelaria Prezydenta, i Biuro Bezpieczeństwa Narodowego są w strukturze administracji publicznej – sprawy załatwia się na piśmie i ja tak sprawy właśnie dokładnie w tej formie z panem ministrem obrony narodowej i Ministerstwem Obrony Narodowej załatwiam, zgodnie z przewidzianymi w polskim prawie założeniami. I w tym dziele jestem wspierany przez pana ministra Pawła Solocha i właśnie przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, gdzie siedzą eksperci, którzy znają się na kwestiach bezpieczeństwa narodowego, obrony narodowej i wspierają mnie w tym zakresie.

 

Ale jest jakiś problem z uznaniem przez ministra obrony narodowej zwierzchności prezydenta nad siłami zbrojnymi?

 

Proszę pytać ministra obrony narodowej, czy ma jakiś problem.

 

O wrażenia Pana Prezydenta pytam. Czy nie ma Pan takiego odczucia, że nie może Pan w pełni realizować tego zwierzchnictwa właśnie z racji takiego, a nie innego zachowania ministra obrony narodowej?

 

Panie redaktorze, ja realizuję zadania Prezydenta Rzeczypospolitej w taki sposób, aby one były realizowane możliwie najbardziej prawidłowo, tak jak ja to oceniam. Realizuję je także zgodnie z własnym sumieniem, działam po prostu. Staram się współpracować z ministrem obrony narodowej tam, gdzie jest to możliwe, i tam, gdzie jest to konieczne, natomiast w każdej sytuacji, jako zwierzchnik sił zbrojnych, mam również oczywiście własną ocenę i postępuję zgodnie z własnym przekonaniem i własnym sumieniem.

 

Panie Prezydencie, ostatnio było kilka zdecydowanych, bardzo ostrych wypowiedzi ministra spraw zagranicznych, jeżeli chodzi o nasze relacje z Ukrainą. Czy tutaj trudne jest ważenie ‒ z jednej strony – polityki historycznej, z drugiej – dzisiaj istotności sojuszu z Kijowem właśnie i kwestii relacji z Moskwą w tym kontekście? Co, zdaniem Pana Prezydenta, jest ważniejsze: czy polityka historyczna, czy nasz bieżący interes i moskiewski kontekst w tym wszystkim?

 

Wszystko jest ważne. Polityka historyczna też jest ważna – i trudno odmówić jej racji, bo historia i pamięć historyczna wpływają na to, jakie są postawy dzisiaj. Wpływają też na to, jak są kształtowane różnego rodzaju instytucje, i wpływają też na relacje międzyludzkie. I chyba nikt, kto stara się patrzeć na politykę rozsądnie, nie ma wątpliwości, że właśnie w tej relacji międzynarodowej – dosłownie międzynarodowej, czyli pomiędzy narodami – prawda ma niezwykle istotne znaczenie. Nie mogą być te relacje oparte na kłamstwie, na pomówieniu, na przemilczaniu i negowaniu historii, zwłaszcza historii tragicznej. Jeżeli te relacje mają być dobrze ułożone, o historii – zwłaszcza wydarzeniach tragicznych – o winach trzeba mówić, trzeba je uznać, a ofiary trzeba pozwolić uczcić. I nie można też tolerować sytuacji, w której wysoko postawieni przedstawiciele różnego rodzaju instytucji w danym państwie zachowują się w sposób, który nie licuje z realizowaniem wzajemnych relacji na zasadzie stosunków dobrosąsiedzkich. Chcę to powiedzieć najdelikatniej, jak to jest tylko możliwe.

 

Panie Prezydencie, czy za rok 11 listopada odbędzie się w Polsce referendum konstytucyjne? Czy jest Pan przekonany, że tak właśnie będzie?

 

Ja na pewno będę chciał jako Prezydent Rzeczypospolitej, żeby takie referendum się odbyło, a cel jest jeden: chciałbym, żeby moi rodacy mogli się wypowiedzieć co do tego, czy uważają, że w naszym systemie ustrojowym powinny nastąpić zmiany i w jakim zakresie te zmiany powinny nastąpić. Na przykład czy ich elementarne prawa, do jakich zaliczam prawo do emerytury czy prawo do określonego wieku emerytalnego, są dzisiaj dobrze chronione, czy nie? Czy konstytucja powinna być bardziej precyzyjna w tym zakresie, czy też wystarczy tak, jak jest, czyli że można było podnieść wiek emerytalny wbrew protestom obywateli? Tak jak to się stało w okresie, gdy Donald Tusk był premierem, a Bronisław Komorowski prezydentem. Wtedy okazało się, że podniesienie wieku emerytalnego wszystkim Polakom nie jest sprzeczne z konstytucją, mimo że ludzie protestowali, mimo że dla wielu prawników było to oczywiste naruszenie interesów w toku.

 

Prezydent Andrzej Duda był dzisiaj gościem „Sedna Sprawy”. Bardzo dziękuję, Panie Prezydencie, za przyjęcie zaproszenia i za przyjęcie nas w Pałacu Prezydenckim.

 

Dziękuję bardzo. I muszę powiedzieć panu redaktorowi jeszcze na koniec, skoro ten wątek się pojawił, że było dla mnie wielką satysfakcją to, że mogłem wnieść, a na końcu podpisać ustawę, która Polakom ten wiek emerytalny obniżyła – bo to było wielkie społeczne oczekiwanie. A przez to podwyższenie wcześniej wieku emerytalnego było wielkie poczucie niesprawiedliwości – i to był jeden z elementów przywracania sprawiedliwego państwa.

 

I jedna z obietnic Pana Prezydenta jeszcze z kampanii wyborczej. Raz jeszcze bardzo dziękuję, mam nadzieję – do zobaczenia, do usłyszenia.

 

Dziękuję i pozdrawiam słuchaczy.

 

Poleć znajomemu