przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Środa, 15 sierpnia 2018

Prezydent: 15 sierpnia to święto naszego wielkiego zwycięstwa i tryumfu

  |   Wywiad Prezydenta RP dla „Sygnałów Dnia”, Program I Polskiego Radia, 15 sierpnia 2018 r. Wywiad Prezydenta RP dla „Sygnałów Dnia”, Program I Polskiego Radia, 15 sierpnia 2018 r. Wywiad Prezydenta RP dla „Sygnałów Dnia”, Program I Polskiego Radia, 15 sierpnia 2018 r.

Dziś role nieco odwrócone, to my ‒ Program I Polskiego Radia ‒ jesteśmy gościem. A jesteśmy w Pałacu Prezydenckim, którego gospodarz, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Zwierzchnik Sił Zbrojnych, doktor nauk prawnych Andrzej Duda zechciał nas przyjąć. Witamy serdecznie.

 

Witam serdecznie, panie redaktorze, dziękuję za ten wstęp. To prawda, że radio i słuchacze są dzisiaj gośćmi w Pałacu, ale ja jestem gościem na antenie radia, więc tutaj witamy się z wzajemnością.

 

Jeden z ojców odzyskania i ‒ zważywszy na 15 sierpnia sprzed 98 lat ‒ utrzymania, co nie mniej ważne, naszej niepodległości Józef Piłsudski mawiał: „Naród, który nie szanuje swej przeszłości, nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości”. Jak Pan ocenia stosunek współczesnych Polaków do przeszłości?

 

Zobacz także: Święto Wojska Polskiego w 100-lecie odzyskania niepodległości [PL/ENG] Święto Wojska Polskiego w 100-lecie odzyskania niepodległości [PL/ENG] Myślę, że on się pozytywnie zmienia, to są te postawy, które nazywam patriotycznymi. Popatrzmy, jak duży jest udział zwłaszcza młodych ludzi w wydarzeniach patriotycznych, co ogromnie mnie cieszy ‒ myślę tu choćby o niedawno przecież przez nas obchodzonej rocznicy Powstania Warszawskiego, gdy czcimy naszych kombatantów, bohaterów – jak wielu młodych ludzi jest wtedy obecnych, jak wielu jest wolontariuszy, którzy pracują. Jak wielką energię daje to także tym weteranom Powstania Warszawskiego, którzy są jeszcze wśród nas, do tego, by się spotykać z młodzieżą, opowiadać swoją historię, opowiadać o swojej postawie. A my możemy czerpać z tego wspaniałego ducha II Rzeczypospolitej, którego oni cały czas, w zdecydowanej większości, w sobie noszą – to są wspaniali ludzie. Chociażby to.

 

Ale też i inne wydarzenia, jak teraz rocznica Bitwy Warszawskiej, która obecnie jest Świętem Wojska Polskiego. Jak wielu młodych ludzi uczestniczy w różnego rodzaju uroczystościach. To elementy ważnych, wielkich momentów naszej historii – dzisiaj bardzo dużo się o nich mówi i z wielką czcią się je świętuje. Uważam, że to niezwykle istotne. I to jest właśnie powrót do tej wspaniałej idei – można też w pewnym sensie powiedzieć: wielkiej przestrogi – którą wyraził kiedyś Marszałek Józef Piłsudski, mówiąc, jak to jest ważne.

 

A proszę pamiętać, jak bardzo czczono powstańców styczniowych w II Rzeczypospolitej. To byli właśnie ci wspaniali kombatanci, których wtedy w zasadzie noszono na rękach – właśnie po to, by też budować postawy. I ludzie wychowani na micie powstania styczniowego odzyskali dla Polski niepodległość. A z drugiej strony – oni wychowali później następnych, którzy w 1939 roku starali się tej niepodległości bronić, a potem zerwali się do Powstania Warszawskiego, byli w partyzantce, z których wielu potem było Żołnierzami Niezłomnymi i nigdy nie pogodziło się z tym, że Polska znalazła się w sowieckiej strefie wpływów.

 

Należę do tego nieszczęśliwego pokolenia, któremu próbowano odebrać prawo do takiego identyfikowania w głąb z historią. Rodziny, mądrzy nauczyciele, niekoniecznie szkoła – albo wręcz nie szkoła – pozwalały na to, żeby te zamysły zniweczyć. Pan Prezydent częściowo, bo to już troszkę późniejsze lata, też temu procesowi podlegał. No ale potem okazało się, że już jest wolność, że można.

 

To najlepszy dowód, jak niezwykle ważna jest właśnie pamięć o historii, jak ważne jest pokazywanie tych najlepszych propaństwowych postaw. Dlaczego komuniści to zwalczali? Dlatego, że w ten sposób następuje budowa silnego, wolnego, niezależnego państwa – przez to, że ludzie mają określone postawy, że te postawy są budowane, potem ci młodzi ludzie dorośleją, idą w życie, mają coraz większe znaczenie społeczne, często polityczne, i ich postawa w związku z tym jest niezwykle państwowokształtująca. To im nie odpowiadało. Dlaczego? No bo wielkiemu patronowi z Moskwy nie odpowiadało wtedy, by Polska stawała się państwem silnym, żeby ludzie mieli poczucie niezależności.

 

W związku z tym historię zakłamywano, starano się zadeptać te właśnie ważne karty naszej historii, żeby o tym nie wspominano. Przecież jak wtedy Powstanie Warszawskie i powstańcy warszawscy byli spychani na margines. O Żołnierzach Niezłomnych w ogóle nie wolno było mówić, a jeżeli już komuniści mówili, to nazywali ich bandytami. Historia jest niezwykle ważna dla budowania silnego państwa, a oni tego nie chcieli. My dzisiaj chcemy, żeby Polska była silna, wolna, niepodległa, suwerenna, żeby się liczyła, a przede wszystkim, żeby ludziom w Polsce żyło się bezpiecznie, żebyśmy stawali się społeczeństwem i państwem coraz zamożniejszym – czyli żebyśmy budowali swój potencjał. I tu pamięć historyczna ma znaczenie rzeczywiście niezwykłe: pamięć o II Rzeczypospolitej i także o wcześniejszych czasach.

 

I żebyśmy mieli chęć identyfikowania się z naszym państwem.

 

Tak, przede wszystkim pamiętajmy, że jest to ponad 1050 lat wielkiej tradycji wyrastającej z korzeni chrześcijańskich. I to jest nasza wielka tradycja, wielka historia – to, w czym zostaliśmy wychowani, ukształtowani, to jest właśnie Polska i polskość.

 

Panie Prezydencie, wracamy na chwilę do 15 sierpnia tamtego roku. Geniusz wodza, męstwo żołnierza, wytrwałość narodu. W 10. rocznicę tej bitwy bito taki medal. To trzy elementy skutkujące jednym z największych zwycięstw – zwycięstwem w Bitwie Warszawskiej. Trzy elementy skutkujące jednym z największych zwycięstw w dziejach naszego narodu. No i jeszcze łaskawa opatrzność. W jakim rozumieniu tamtego sierpnia zdarzył się cud nad Wisłą?

 

Zobacz także: „Jesteśmy z Was ‒ naszych obrońców, naszych żołnierzy ‒ niesłychanie dumni” Nominacje i odznaczenia w Święto Wojska Polskiego [PL/ENG] Malkontenci narzekają, że czcimy tylko rocznice naszych klęsk, np. Powstanie Warszawskie, które nie zwyciężyło militarnie, ponieśliśmy ogromne straty. Proszę bardzo – 15 sierpnia to święto naszego wielkiego zwycięstwa i wielkiego triumfu, który był także wielką zasługą dla ówczesnego świata, ówczesnej Europy. Pamiętajmy, że Polska nie była wtedy ostatecznym celem ataku Sowietów. Celem było niesienie komunizmu na całą zachodnią Europę, dotarcie do Paryża i dalej – to był ich cel. Przede wszystkim Berlin, a Polska leżała po drodze i należało ją zniszczyć, bo stanowiła przeszkodę.

 

Tymczasem okazała się przeszkodą nie do przejścia, nie do pokonania, mimo że ta wojna nie układała się wtedy dla nas dobrze. Właśnie aż do tego 15 sierpnia, gdy nastąpiło kontruderzenie, genialny manewr taktyczny marsz. Józefa Piłsudskiego i dowódców, którzy dzielnie wtedy stali, cały czas zastanawiali się i rozważali, w jaki sposób można odwrócić losy tej wojny. Przecież Sowieci byli pewni, że już wchodzą do Warszawy, że miasto jest ich, już się nastawiali na to, co też tutaj będą mogli zrabować. Tymczasem okazało się, że uciekali stąd, gdzie pieprz rośnie, a polscy żołnierze pokazali męstwo, którego oni w ogóle nie spodziewali się w tamtym momencie.

 

Bogu dziękować, że wówczas właściwie i Tuchaczewski, i Stalin popełnili błędy.

 

No, niektórzy twierdzą, że właśnie całe późniejsze postępowanie Stalina wobec Polski, mord katyński, to była właśnie jego zemsta za klęskę, którą wówczas poniósł, za kompromitację, której doznał jako dowódca. Bo faktycznie wtedy po prostu uciekali, gdzie pieprz rośnie. Pamiętam jeszcze kombatantów z 1920 roku, którzy chwalili się, że żołnierze Tuchaczewskiego uciekali przed nimi w gaciach.

 

To pamiętajmy o jeszcze jednym, bo to zwycięstwo polskich wojsk w Bitwie Warszawskiej zadało wprawdzie strategiczny cios Armii Czerwonej, mało – pozwoliło Polakom przejąć inicjatywę, no ale wojny nie zakończyło i wcale nie przesądziło o jej wyniku. Potrzebna była jeszcze kropka nad i: bitwa nad Niemnem 20-26 września, często zapominana. A warto, żebyśmy teraz powiedzieli: tak, bez niej nie byłoby tego ostatecznego zwycięstwa w wojnie polsko-bolszewickiej.

 

To prawda, oczywiście, że tak – i to jest niewątpliwe. Natomiast my świętujemy 15 sierpnia, dlatego że był to moment zwrotny tej wojny – od tego czasu szale przechyliły się zdecydowanie na naszą stronę i to był właśnie absolutnie kluczowy moment tej całej wielkiej kampanii wojennej, wtedy dla nas zwycięskiej ostatecznie. I m.in. właśnie to pozwoliło – bo nie można zapominać o innych wielkich wydarzeniach, jak choćby powstania śląskie – na ostateczne ukształtowanie granic odrodzonej, niepodległej Polski.

 

Historię poznajemy nie tylko dla zaspokojenia własnej ciekawości o tym, jak nasi przodkowie radzili sobie z wyzwaniami losu, lecz w sposób nieunikniony porównujemy ją z teraźniejszością. Jak ocenia Pan rosyjskie zagrożenie dla naszej części Europy i dla nas bezpośrednio, teraz.

 

Ono istnieje. Dlatego że Rosja, władze rosyjskie podejmują takie, a nie inne decyzje, i zachowują się w taki, a nie inny sposób. Można spokojnie tutaj wymieniać, bo niedawno obchodziliśmy rocznicę słynnego wystąpienia pana prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego w Tbilisi w 2008 roku, a było to wystąpienie w obronie Gruzji wtedy zaatakowanej właśnie przez Rosję. Nagle, niespodziewanie Rosja dokonała aktu agresji, zagrabiła ziemie gruzińskie.

 

Wcześniej jeszcze przeprowadziła odpowiednią prowokację, jak to Rosja.

 

Oczywiście, wszyscy wiemy, jak to wyglądało. I wtedy przecież pan prof. Lech Kaczyński w Tbilisi przestrzegał, że jeżeli świat nie stanie i nie powie zdecydowanego „nie” takiemu postępowaniu, będzie to zachęta do dalszych działań. No i niestety – ponieważ świat nie powiedział wtedy zdecydowanie, bardzo twardo „nie”, zasadniczo nie zmienił swojej polityki wobec Rosji ‒ potem mieliśmy w 2014 roku agresję na Ukrainę. Mówienie dzisiaj, że Rosja nie jest agresorem, jest po prostu zupełnie niepoważne. Jest – taka jest prawda. Rosja jest agresorem. Cały czas zagrożona czuje się Gruzja, ciągle w sytuacji wojennej jest Ukraina, przez Rosję okupowany jest dzisiaj Krym, ziemie ługańskie i donieckie także. Przecież ci separatyści to tak naprawdę są Rosjanie wspierani przez Kreml i istnieją tylko właśnie dzięki wsparciu Kremla. Różnego rodzaju prowokacje rosyjskie: i te militarne, i o charakterze hybrydowym, i cyberataki, które są faktem, pokazują, że – niestety – nie jest to dzisiaj państwo, o którym można mówić, że jest bezpieczne, że jest dobrym sąsiadem, niestety.

 

Jaka może być nasza odpowiedź? Taka, na jaką nas stać i na jaką możemy sobie pozwolić, tzn. jesteśmy członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego, wystaraliśmy się o to, że wojska NATO są dziś obecne na polskiej ziemi, przede wszystkim wojska amerykańskie. Zresztą Stany Zjednoczone, w ramach obecności NATO, są u nas państwem ramowym, czyli koordynującym całą tę obecność – i to jest wielki postęp w budowie bezpieczeństwa. Ale naszym zadaniem jest również modernizacja polskiej armii, zwiększanie jej potencjału, unowocześnianie jej. Bardzo byśmy chcieli mieć taką armię, żebyśmy mogli spokojnie sami się obronić.

 

To we współczesnym świecie nie jest już realne.

 

Ale ważna jest oczywiście także współpraca, współdziałanie z sojusznikami, które tutaj ma dzisiaj – trzeba to jasno powiedzieć – znaczenie kluczowe.

 

No dobrze, czyli co? Gwarancje NATO, sojusz ze Stanami Zjednoczonymi to główne filary naszego bezpieczeństwa. Jak Pan, jako Zwierzchnik Sił Zbrojnych, ocenia kondycję i skuteczność polskiego wojska w przypadku potencjalnego konfliktu?

 

Na pewno lepiej niż było to przed 2015 rokiem – co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Bo – po pierwsze – jest w tej chwili realizowana tarcza antyrakietowa w Redzikowie. To inwestycja amerykańska, ale oczywiście na naszej ziemi. Jest to bardzo ważne, bo mamy do czynienia z infrastrukturalną obecnością amerykańską na terenie Polski – rzecz fundamentalna, o której pamiętam, że marzył pan prezydent prof. Lech Kaczyński. Mówił mi wtedy, że jeśli Amerykanie będą tu obecni właśnie w tym sensie infrastrukturalnym, to będą dbali o tę swoją instalację i w związku z tym pośrednio zadbają także o bezpieczeństwo Polski. Bo to są ich tajemnice wojskowe, traktują je poważnie i nie pozwolą nikomu tego zająć.

 

To raz. A dwa – że potencjalny agresor, gdyby zdecydował się wejść w okolice Redzikowa, wie, że automatycznie wchodzi w konflikt z najpotężniejszym mocarstwem.

 

Oczywiście. Ale my także rozwijamy nasze zdolności wojskowe – i to jest dla mnie niezwykle ważne. Przede wszystkim jednak ta umowa na zakup rakiet Patriot i całego systemu obrony przeciwrakietowej Patriot ma dla naszego bezpieczeństwa znaczenie fundamentalne ‒ ogromnie się cieszę, że to będzie realizowane.

 

Zresztą sprawę bezpieczeństwa Polski od strony militarnej w ogóle traktujemy niezwykle poważnie, stąd decyzje, które były podejmowane na przestrzeni ostatnich lat – o tym, by zwiększać jednak wydatki na cele obronne poprzez zwiększanie także, rzecz jasna, budżetu w tej sprawie. I chcemy, aby do 2030 roku było to 2,5 proc. PKB. Cieszę się, że nasze działania są także doceniane w przestrzeni sojuszniczej, że nasi sojusznicy – myślę tu przede wszystkim o NATO i Stanach Zjednoczonych jako głównym państwie NATO – dostrzegają, że sprawę naszego bezpieczeństwa traktujemy poważnie i właśnie nie liczymy tylko na naszych sojuszników i ich wsparcie, ale również poważnie to traktujemy, chociażby poprzez zwiększenie liczebności armii.

 

Myślę tutaj o świetnym pomyśle stworzenia Wojsk Obrony Terytorialnej. Muszę powiedzieć, że byłem pod ogromnym wrażeniem, gdy spotkałem się z żołnierzami Wojsk Obrony Terytorialnej na Podkarpaciu – jak niezwykłe jest ich morale, patriotyczny duch i taka determinacja, by stanąć i własną piersią bronić kraju. Rozmawiałem z tymi żołnierzami i jestem pod ogromnym wrażeniem – to utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest to rzeczywiście świetny pomysł. Mamy w tej chwili niezwykle wartościowy komponent w polskim wojsku, cały czas budowany.

 

Bo w przypadku Wojsk Obrony Terytorialnej patriotyzm jest przemnożony przez patriotyzm lokalny i w zasadzie na tym polega siła ducha żołnierzy obrony terytorialnej, że bronimy oczywiście polskiej ziemi, ale tu, naszej.

 

Przy okazji Wojsko Polskie zyskało bardzo wielu niezwykle potrzebnych specjalistów, często reprezentujących unikatowe dziedziny, gdzie zatrudnienie takiego człowieka jest po prostu bardzo drogie. Rozmawiałem np. z informatykami, którzy są w obronie terytorialnej, pracują w najlepszych światowych firmach w Polsce, ale obsługują dzisiaj różnego rodzaju urządzenia, właśnie posługując się swoją wiedzą o charakterze komercyjnym. Na co dzień pracują w różnych wielkich podmiotach światowej marki, a w czasie, gdy służą, wykorzystują te umiejętności dla Polski, dla podniesienia, poprawy naszego bezpieczeństwa. Uważam, że to jest wspaniałe, że właśnie ten potencjał został wykorzystany. Obrona terytorialna to naprawdę świetny pomysł i cieszę się, że cały czas jest budowana. Jestem przekonany, że uda nam się ten proces doprowadzić do końca i ten niezwykle ważny, nowy komponent polskiej armii, zwiększający także jej liczebność ‒ co bardzo chcę podkreślić ‒ będzie u nas dobrze funkcjonował i świetnie zda egzamin.

 

Panie Prezydencie, jak układa się Pańska współpraca z ministrem Błaszczakiem po nie najlepszych chyba relacjach z jego poprzednikiem?

 

Jestem bardzo zadowolony ze współpracy z panem ministrem Mariuszem Błaszczakiem. To doświadczony nie tylko polityk, ale przede wszystkim jest to człowiek doświadczony w działalności rządowej. Świetnie sprawdzał się jako minister spraw wewnętrznych i administracji. Znamy się wiele lat, bo w latach 2005-2007 współpracowaliśmy, gdy był szefem Kancelarii Premiera, więc to naprawdę wszystko dobrze funkcjonuje i jestem bardzo zadowolony ze współpracy z Panem Ministrem. Jest człowiekiem bardzo oddanym swojemu działaniu, podchodzi do tego poważnie, wprowadził wiele odpowiedzialnych, ważnych zmian, jest też bardzo uważny w działaniach kadrowych, stara się to czynić z dużym taktem ‒ jestem z tego bardzo zadowolony. Mam nadzieję, że także polska kadra oficerska, ci, którzy są rzeczywiście bardzo oddani sprawie bezpiecznej Polski i służbie dla kraju w najmocniejszym tego słowa znaczeniu ‒ że oni również są zadowoleni z tego, w jaki sposób swoją służbę wykonuje pan minister Mariusz Błaszczak.

 

No to skoro o kadrze mówimy… W tym roku problemów z generalskimi nominacjami nie ma.

 

Ustaliliśmy z Panem Ministrem grono, które w tym roku otrzyma zaszczyt awansu generalskiego – w roku stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Więc to też ma na pewno wspaniałe, symboliczne znaczenie dla tych żołnierzy. Cieszę się, że to wszystko przebiega sprawnie, rzeczywiście nominacje generalskie już czekają i dzisiaj są realizowane.

 

Jaka jest pozycja współczesnej Polski w regionie, Europie, świecie? Co ją wzmacnia, a co osłabia?

 

Myślę, że ta pozycja jest dobra. Co ją wzmacnia? Choćby nasza obecność na arenie międzynarodowej. Proszę pamiętać, że rok temu zostaliśmy wybrani do Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych, oczywiście na niestałe członkostwo dwuletnie ‒ na lata 2018-2019 ‒ ale zostaliśmy wybrani 190 głosami. To absolutnie wynik bez precedensu. W zasadzie wszyscy na nas zagłosowali, nie mieliśmy ani jednego głosu wstrzymującego się i ani jednego głosu przeciwko. Nie wszyscy brali udział w głosowaniu, ale wszyscy ci, którzy głosowali, zagłosowali za Polską ‒ więc to w rzeczywistości pokazuje, jak jesteśmy postrzegani na arenie międzynarodowej. Był to dla mnie moment wielkiej satysfakcji. Oczywiście, że zabiegał o to pan Witold Waszczykowski, ówczesny minister spraw zagranicznych, oczywiście, że zabiegała o to obecna pani ambasador Polski przy Organizacji Narodów Zjednoczonych, a wielki wysiłek włożył w promowanie naszej kandydatury także ówczesny ambasador, pan Winid, ale i ja także mnóstwo się napracowałem ‒ bo jednak to był właściwie temat każdej mojej rozmowy ‒ żeby wyjednać poparcie dla Polski.

 

Ciągle jeszcze musi Pan jeździć.

 

Przecież występowałem nawet w tej sprawie przed państwami Unii Afrykańskiej w Addis Abebie, gdzie przekonywałem właśnie do tego, by poprzeć kandydaturę Polski. I to pokazuje, że jesteśmy liczącym się partnerem. Często mówię tak: jesteśmy też atakowani, ale słabych się nie atakuje, atakuje się właśnie silnych. To, że nas atakują ‒ w sensie politycznym oczywiście ‒ to także dowód na to, że nasze znaczenie wzrasta, bo jeśli ktoś się nie liczy, to się go omija i idzie dalej.

 

Gorzej, jeśli atakują najbliżsi. Myślę o wspólnocie unijnej.

 

W Unii Europejskiej też są różne interesy ‒ a nie ukrywam, że prowadzimy twardą politykę, idziemy do przodu. Często bardzo to podkreślam. Trzeba sobie uświadomić, że w przestrzeni polityki międzynarodowej, statusów państw i ich znaczenia w tej przestrzeni nie ma luk, wolnych miejsc. Jeżeli idziesz w górę, przesuwasz się do przodu, przesz, to siłą rzeczy rozsuwasz innych, zajmujesz kolejne miejsca, które kto inny chciałby zajmować. I oczywiście to nie wzbudza ani zachwytu, ani nie jest przyjmowane z aplauzem, no i wtedy następuje atak. I my też jesteśmy atakowani, ale ‒ w moim przekonaniu ‒ jest to tylko dowód na to, że idziemy do przodu, realizujemy właśnie takie działania, które mają charakter propaństwowy, wzmacniają Polskę, i to nie wszystkim się podoba.

 

À propos wzmocnienia Polski i regionu. Co dalej z Trójmorzem?

 

Trójmorze funkcjonuje bardzo dobrze, ogromnie się cieszę, że jako inicjatywa zostało także dostrzeżone z punktu widzenia gospodarczego przez Stany Zjednoczone, bo jednak jest to największa potęga gospodarcza na świecie ‒ każdy to wie i każdy liczy się ze Stanami Zjednoczonymi.

 

Mogą mieć też tutaj swój interes.

 

Ależ oczywiście. Zeszłoroczna obecność na szczycie Trójmorza pana prezydenta Donalda Trumpa tutaj, w Warszawie, w sposób niezwykle czytelny pokazała to amerykańskie zainteresowanie Trójmorzem. Rzeczywiście bardzo dużo rozmawialiśmy wtedy z Panem Prezydentem na temat współpracy w dziedzinie energetyki ‒ myślę tu przede wszystkim o dostawach gazu skroplonego do Polski, do naszego terminala LNG w Świnoujściu. Pan prezydent Donald Trump i Stany Zjednoczone chcą tę współpracę rozwijać i dostrzegły w tym regionalnym formacie, jakim jest Trójmorze, szansę na to, by współpracować. Chcę tylko podkreślić, że Trójmorze jest właśnie formatem w ramach Unii Europejskiej, bo tylko kraje Unii Europejskiej są członkami Trójmorza, tutaj z naszej części Europy.

 

Natomiast jakie jest nasze dążenie? Bardzo proste! Chcemy stworzyć efekt synergii, współpracy między sobą po to, aby jeszcze lepiej wykorzystać choćby środki unijne w ramach polityki spójności, aby podnosić poziom rozwoju naszych państw, bo to my byliśmy kiedyś w zdecydowanej większości krajów Trójmorza właśnie tymi krajami – niestety – bloku wschodniego, które znajdowały się pod wpływami radzieckimi, sowieckimi, i w związku z tym byliśmy bardzo zapóźnieni w rozwoju, także infrastrukturalnym. Myślę tu o infrastrukturze komunikacyjnej, której przecież tak bardzo nam brakuje, jeśli chodzi o koleje, o drogi – my to cały czas uzupełniamy od tych prawie 30 lat. Ale chcemy, aby te połączenia były sprawne nie tylko w przestrzeni zachód-wschód, lecz także północ-południe.

 

Mamy porty, w związku z tym możemy przyjmować statki z różnego rodzaju dobrami, które powinny być sprawnie transportowane do krajów z nami sąsiadujących – i do tego właśnie ma dążyć ta współpraca. By polepszyć możliwości prowadzenia działalności gospodarczej, aby poprawić także możliwości kontaktów międzyludzkich. Nie wspomnę już o możliwościach komunikacyjnych, jak choćby turystyka wakacyjna, gdy ludzie chcą dojechać do Grecji, Bułgarii, Rumunii, do Chorwacji oczywiście i w wiele innych miejsc. Więc tutaj ta współpraca właśnie ku temu zmierza – przede wszystkim ku współpracy infrastrukturalnej, inwestycyjnej.

 

Chcemy teraz stworzyć coś, co nazywamy funduszem Trójmorza, żeby właśnie wspólnie decydować o pewnych wydatkach, które będą realizowane. I to jest także element rozwoju. Chcemy, by Trójmorze było nie tylko współpracą pomiędzy prezydentami, ale przede wszystkim, by funkcjonowało również na poziomie rządowym, no i żeby to się przekładało także na współpracę czysto gospodarczą – czyli pomiędzy przedsiębiorcami. To są cele, do których dążymy. Wierzę, że nam się to uda i przyniesie pozytywny efekt przede wszystkim dla Polski – bo na tym oczywiście najbardziej mi zależy.

 

Na początku sierpnia minęły trzy lata Pańskiej prezydentury. Połowa Polaków ją docenia, druga nie. Podziały się pogłębiają, zwłaszcza że idą wybory. Jak w ich kontekście postrzega Pan rolę głowy państwa?

 

Panie redaktorze, zejdźmy na ziemię. Troszkę ponad połowę Polaków wybrało mnie na urząd Prezydenta, ale nieco mniej niż połowa tych, którzy wzięli udział w wyborach prezydenckich – a są to wybory cieszące się najwyższą frekwencją – głosowała na mojego kontrkandydata. Więc tu pod tym względem można powiedzieć: no cóż, sytuacja się nie zmieniła. Są napięcia polityczne? Oczywiście, że są. Jest demokracja, w związku z tym są różne zdania.

 

Ale są takie elementy, które mają charakter fundamentalny, są wspólne. Właśnie to, o czym mówiliśmy na samym początku rozmowy: nasza wspaniała, wielka historia, nasi bohaterowie – to są te elementy, które są doceniane. Głęboko wierzę, że przez wszystkich. Nie mam tu wątpliwości, że Święto Wojska Polskiego jest świętem od prawa do lewa – niezależnie od poglądów w bieżących kwestiach politycznych. Oczywiście, możemy ‒ i powinniśmy ‒ dyskutować choćby na temat, jak powinna się rozwijać polska armia. Dyskusja jest potrzebna. Natomiast nie mam wątpliwości, że wszyscy cenią polską armię, że absolutna, zdecydowana większość i Polaków, i polityków jest za tym, żeby Polska była państwem suwerennym, niepodległym. Żeby wzrastał potencjał Polski. To są elementy, które nas łączą.

 

Aczkolwiek oczywiście są różne zdania, także co do dróg, którymi powinniśmy ku temu zmierzać. Ale powtarzam: ta wielość poglądów także służy rozwojowi i społeczeństwa obywatelskiego, i demokracji. Scena polityczna jest podzielona we wszystkich krajach demokratycznych, bo taka jest właśnie natura demokracji – że wolno mieć swoje poglądy, wolno je głosić, demonstrować je również na ulicy, jeżeli się chce. Taka jest natura demokracji.

 

A z drugiej strony – jeszcze się taki nie urodził, z którego wszyscy byliby zadowoleni. Z polityką tak to właśnie jest, zwłaszcza jeżeli są realizowane poważne zmiany. A zmiany, które są wprowadzane w Polsce przez obóz Zjednoczonej Prawicy, są poważne. Ale mają one służyć budowaniu silnego państwa, mają służyć temu, by polskie społeczeństwo mogło się dobrze rozwijać, one mają wspierać tych, którzy najwięcej dla rozwoju tego społeczeństwa robią – myślę tu przede wszystkim o rodzinie, o ludziach, którzy mają dzieci, którzy decydując się na dzieci, budują w ten sposób przyszłość naszego kraju, państwa, narodu.

 

I stąd ten tak silny, absolutnie wspierany i realizowany przeze mnie element polityki prorodzinnej, którego najlepszym przykładem jest program 500+, ale także i inne, które są realizowane – i są to działania ważne, których do tej pory nie podejmowano. Poprzednia władza w ogóle takich działań nie podejmowała. W związku z tym tu jest rzeczywiście realna polityka propaństwowa, prospołeczna. Cieszę się, że uczestniczę w jej realizowaniu.

 

A że są instytucje w państwie, które wymagają zmian – jak choćby teraz realizowane zmiany w polskim wymiarze sprawiedliwości. Trudno nie podjąć zmian, gdy większość społeczeństwa uważała, że tak naprawdę polskie sądy nie są sprawiedliwe, że w polskich sądach źle się dzieje, że polskie sądownictwo źle funkcjonuje. Jeżeli tak, to po prostu trzeba dokonywać zmian. A że są elity, którym się to nie podoba, bo dotychczasowa sytuacja była dla nich wygodna, bo były uprzywilejowane – trudno się dziwić, że się denerwują, że tracą przywileje. Ale niestety, wymaga tego dobro państwa.

 

Panie Prezydencie, sprawa gorąca: w poniedziałek spotkał się Pan z reprezentantami części opozycji w kwestii nowej ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Co budzi Pańskie wątpliwości?

 

Właściwie to można spokojnie nawiązać do tego, o czym mówiłem przed momentem. Chcę, żeby Polska rozwijała się w jak najlepszych warunkach, jeżeli chodzi właśnie o kwestie związane z tymi prawami o charakterze – nazwijmy to – wolnościowym, jeżeli chodzi o wolności polityczne. Tu oczywiście wymaga to zawsze pewnego balansu. Mamy swoje doświadczenia lat 90., gdy nie było progów wyborczych, gdy mieliśmy absolutną multipartyjność w polskim parlamencie i wszyscy wiemy, że nie było to dobre. Dlatego właśnie wprowadzono progi wyborcze i od tamtego czasu ‒ w moim przekonaniu ‒ funkcjonują znakomicie.

 

Jest także faktem, że – bo mówimy o wyborach zbliżających się w przyszłym roku do Parlamentu Europejskiego – również na tym poziomie europejskim poprzez unijne akty prawne jest to uregulowane, że te progi wyborcze nie powinny być większe niż 5 proc. Tymczasem zmiany, które zostały zaproponowane, powodują, że realnie ten próg wyborczy wzrasta ‒ różnie tutaj szacują – od 11 do, jak wykazywała ekspertyza sporządzona w Senacie, 16,5 proc. Trudno się z tym zgodzić, żeby polska scena polityczna została tak drastycznie ograniczona.

 

Bo – po pierwsze – okazuje się, że wtedy jest ogromna część polskiego społeczeństwa, które nie może w zasadzie skutecznie dokonać wyboru, bo z góry wiadomo, że partie, które nie mają takiego poparcia, a jest ich większość, nie dostaną się do Parlamentu Europejskiego samodzielnie. W związku z tym jedyne, co ewentualnie mogą zrobić, to próba zawiązania koalicji z silniejszymi, ale wtedy to jest jednostronny dyktat. Silna partia, która właściwie ma gwarancję, że będzie miała swoich posłów w Europarlamencie, dyktuje w tym momencie warunki. Bo jeżeli te warunki nie zostaną przyjęte, to nie – po prostu nie. I nie wydaje mi się, żeby to była dobra sytuacja dla naszego systemu. Jakby nie widzę też uzasadnienia dla tak drastycznej zmiany.

 

Oczywiście mam tutaj wątpliwości także idące w drugą stronę, bo ta propozycja ustawowa upraszcza ordynację do Parlamentu Europejskiego, która jest straszliwie skomplikowana. Tylko jest cały czas to pytanie: czy powinniśmy zapłacić jako państwo i społeczeństwo aż tak wysoką cenę? Żeby to tak daleko idące ograniczenie zostało wprowadzone, bo ono jest rzeczywiście absolutnie drastyczne. Już nie wspomnę o tym, że w zasadzie na pewno wzbudzi to wątpliwości w instytucjach europejskich, ale przede wszystkim patrzę na nasza scenę polityczną. Rzeczywiście nie widzę uzasadnienia dla tego, by miało dojść do aż tak istotnego ograniczenia, że de facto tylko dwa ugrupowania istniejące dzisiaj na polskiej scenie politycznej będą mogły powiedzieć: „No tak, to my swoich posłów w Parlamencie Europejskim będziemy mieli na pewno”. Nie widzę uzasadnienia, dlaczego mielibyśmy tak zrobić, eliminując albo przymuszając do koalicji wyborczych mniejsze podmioty.

 

Jeżeli powstają koalicje wyborcze – to dobrze. Tak jak Zjednoczona Prawica jest koalicją, która powstała – ale ona powstała dobrowolnie. Dlatego że ugrupowania uzgodniły ze sobą, że będą współdziałały, będą szły razem – i tak się stało, i to jest taki pozytywny przykład. Ale nie widzę powodu, by wymuszać takie działania ustawowo, zabierając de facto mniejszym ugrupowaniom szansę na reprezentowanie swoich wyborców. Jeszcze raz chcę to podkreślić: ogromna rzesza Polaków – wyborców w Polsce – straci de facto możliwość wyboru swoich kandydatów.

 

Panie Prezydencie, krótkie pytanie – proszę o krótką odpowiedź. Kiedy decyzja w tej kwestii?

 

Decyzja w tej sprawie musi zapaść do jutra.

 

OK. Prośba: parę słów do żołnierzy. A może do ich matek, żon, partnerek, no i dzieci. O ojcach też nie zapominajmy.

 

Prawda jest taka, że powinniśmy od tego zacząć, żeby właśnie podziękować wszystkim: i żołnierzom, którzy służą, ale także ich najbliższym, którzy bardzo często drżą w niepokoju o tę służbę. Także w ramach moich podziękowań przyznam się, że wczoraj złożyłem w parlamencie projekt ustawy, która stwarza lepsze warunki do uzyskania statusu weterana misji zagranicznej. Z tego względu, że do tej pory tam było takie rozwiązanie, jeśli chodzi o żołnierzy, że trzeba było mieć 60 dni odsłużonych na misji zagranicznej w układzie ciągłym, żeby można było uzyskać status weterana. Proponuję tam zmianę, by ‒ oprócz oczywiście 60 dni ciągłych ‒ można było uzyskać status weterana także poprzez łącznie 90 dni spędzonych w służbie na misjach zagranicznych. Więc wierzę, że dzięki temu także kolejni żołnierze będą mogli status weterana misji zagranicznych uzyskać. Cieszę się, że mogłem złożyć ten projekt właśnie w przeddzień Święta Wojska Polskiego.

Chcę wszystkim żołnierzom bardzo serdecznie podziękować za służbę dla ojczyzny. Najczęściej służbę wspaniałą, niezwykle ofiarną, za oddanie dla Polski. Dziękuję także ich najbliższym. To niezwykle ważne, że rozumieją, że ta służba jest tak potrzebna, i godzą się na to, że w związku z tym ich najbliżsi spędzają przecież bardzo często długie miesiące poza domem w rozłące z rodziną, służąc budowaniu naszego bezpieczeństwa czy też niesieniu pokoju na świecie ‒ ale to także jest zawsze element budowania naszego bezpieczeństwa. Życzę wszystkim żołnierzom, żeby zawsze powracali ze służby do domu i szczęśliwi mogli paść w ramiona swoich najbliższych. Życzę, żeby zawsze im się powodziło we wszystkich sprawach, by mogli zrealizować swoje marzenia – oni i ich najbliżsi.

 

Panie Prezydencie, dziękujemy serdecznie. Gościem Jedynki, naszym gościem antenowym – bo to my byliśmy właściwie gośćmi – był Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda.

 

Bardzo serdecznie dziękuję i pozdrawiam wszystkich słuchaczy. W szczególności żołnierzy.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.