przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Sobota, 27 października 2018

Wywiad Prezydenta dla „Plus Minus”

  |   Prezydent Andrzej Duda udzielił wywiadu red. Piotrowi Witwickiemu z tygodnika „Plus Minus” Prezydent Andrzej Duda udzielił wywiadu red. Piotrowi Witwickiemu z tygodnika „Plus Minus” Prezydent Andrzej Duda udzielił wywiadu red. Piotrowi Witwickiemu z tygodnika „Plus Minus” Prezydent Andrzej Duda udzielił wywiadu red. Piotrowi Witwickiemu z tygodnika „Plus Minus” Prezydent Andrzej Duda udzielił wywiadu red. Piotrowi Witwickiemu z tygodnika „Plus Minus”

Wywiad Prezydenta Andrzeja Dudy dla „Plus Minus” - magazynu  „Rzeczpospolitej”. Rozmawiał Piotr Witwicki, dziennikarz Polsat News.

 

Nie jest Pan zaskoczony, że Patryk Jaki przegrał w Warszawie już w pierwszej turze wyborów?

 

W pewnym sensie, oczywiście, jest to zaskoczenie. Z drugiej strony na tym właśnie polegają wybory i demokracja. Wygrywa ten, kto przekona do siebie, do swojego programu więcej wyborców.

 

Patryk Jaki porównywał kampanię swojego rywala Rafała Trzaskowskiego do ostatniej Bronisława Komorowskiego, ale czy jego kampania przypominała Pańską?

 

Trudno to porównywać. Prowadziłem kampanię, która z założenia przewidywała przemieszczanie się po całej Polsce. Pół roku spędziłem w drodze. 

 

A nie uważa Pan, że kampania Patryka Jakiego była zbyt grubo ciosana, jak na Warszawę?

 

Przepraszam, ale to ocenili wyborcy. Ja ze względu na miejsce zamieszkania nie głosowałem w Warszawie.

 

Na jak długo wynajął więc Pan mieszkanie w Krakowie?

 

W tym mieszkaniu mieszka nasza córka.

 

W przeciwieństwie do Prezydenta Komorowskiego, Pan swojego nie wynajął na czas dwóch kadencji. Podobno o tym rozmawiał Pan z Donaldem Tuskiem?

 

To był żart. Nawet gdyby moja córka nie studiowała w Krakowie, to i tak bym go nie wynajął. Polityk powinien liczyć swoją służbę na kadencję, a jeśli zdecyduje się znów startować, to wyborcy go rozliczają. Taka ocena może zawsze różnie wypaść.

 

Sondaże Pana uspokajają?

 

Panie redaktorze, wiadomo jak jest w życiu. Mam kadencję i staram się jak najlepiej wypełniać obowiązki.

 

Rozmawiał Pan z Donaldem Trumpem o słabości do Twittera?

 

Nie. Szczerze mówiąc, nie uważam korzystania z niego za słabość. Dla mnie to narzędzie komunikacji. Jestem zresztą jednym z pierwszych w Polsce twitterowiczów. Mam stare konto i cały czas go używam.

 

Wrócił Pan ze Stanów Zjednoczonych i zaczął pisać o „lewakach”. Prawie jak obecny prezydent USA. 

 

W polskiej polityce występuje grupa osób ze skrajnymi poglądami, która mnie atakuje, oczywiście ma do tego prawo, ale ja mam też prawo prezentować fakty w reakcji na manipulacje.

 

Pojawiają się pomysły, by Pana środowisko porozumiewało się z lewicą. Pisał o tym Rafał Woś, a całkiem niedawno Jarosław Kaczyński mówił o możliwej współpracy z SLD.

 

Myślę, że prawdziwa lewica sama forsowałaby taki program, jak 500 +, by wesprzeć rodzinę. W sprawach socjalnych PiS i ja mamy program prospołeczny, którego celem jest wspieranie rodziny.

 

 

Sięgnijmy idźmy do źródeł: Ignacy Daszyński, założyciel Polskiej Partii Socjalistycznej, jest bliskim Panu politykiem?

 

Był politykiem, którego uważam za umiarkowanego. Człowiek o spojrzeniu prospołecznym. Jego pierwszy tymczasowy rząd, który powstał w Lublinie był prorobotniczy i prosocjalny. Dbał o bezpieczeństwo pracy i miał patriotyczne podejście. Przedyskutował sprawę z marszałkiem Piłsudskim i oddał się do jego dyspozycji wierząc, że czyni to dla polskiego państwa. Polityk dużej klasy i patriota.

 

Jak już jesteśmy w międzywojniu, to mieliśmy wtedy znacznie bardziej radykalny konflikt polityczny.

 

Niewyobrażalnie bardziej radykalny. To są sytuacje nie do porównania. Proszę pamiętać, że mieliśmy wtedy do czynienia z aktami przemocy zarówno po stronie skrajnej lewicy, jak i prawicy. Pierwszy Prezydent II RP Gabriel Narutowicz został zamordowany w 1922 roku. Z kolei w 1934 roku Minister Spraw Wewnętrznych Bronisław Pieracki został zamordowany przez ukraińskich nacjonalistów. Był też rok 1923 i wydarzenia krakowskie, zamach majowy czy Bereza Kartuska. To był inny świat. Nie chcemy pamiętać o tamtych czasach w ten sposób i o tym, że ojcowie niepodległości w II RP wcale się ze sobą nie przyjaźnili. To były bardzo trudne relacje. To była wrogość, a nie szorstka przyjaźń.

 

A dziś, patrząc na te osoby, widzimy, że miały rozwinięty zmysł propaństwowy….

 

...i swoją szlachetność.

 

Potrafi Pan tak myśleć o swoich politycznych przeciwnikach?

 

W polskiej polityce jest wielu ludzi, którzy się ze mną nie zgadzają, bo mają inną wizję. Uczciwą, ale inną. Podchodzą do Polski patriotycznie, choć uważają, że powinna ona inaczej wyglądać.

 

Ale doszliśmy do momentu, gdy siedzicie z Donaldem Tuskiem obok siebie i rozmawiacie. To szokujące.

 

Zdumiała mnie ta ocena. Spotkało się dwóch ludzi na gruncie obcego kraju i międzypaństwowej instytucji. Nie jesteśmy może kolegami, ale mówimy w tym samym języku i się znamy. Zamieniliśmy kilka zdań. Głównie żartowaliśmy, żeby rozładować napięcie. On miał zaraz wystąpienie, ja też miałem wystąpienie.

 

A potem Donald Tusk wyprzedził Pana z przekazem o pojednaniu na stulecie niepodległości. W dodatku zrobił to u Pana w Krakowie.

 

Nie trzeba żadnego specjalnego pojednania, żeby uczcić wspólnie stulecie odzyskania niepodległości. To święto samo w sobie jest tak ważne, symboliczne i wyjątkowe, że powinniśmy wspólnie je obchodzić. Przecież we wspólnym świętowaniu nie chodzi o to, żeby nagle pan prezes Jarosław Kaczyński miał poglądy jak pan przewodniczący Grzegorz Schetyna, a Schetyna jak ja. To jest niemożliwe.

 

Chodzi o pojednanie mimo przeciwnych poglądów.

 

Jedna rzecz jest istotna i mówię o tym od początku mojej działalności, więc Donald Tusk mnie nie wyprzedził. Mamy takie elementy w państwowym przeżywaniu, które są elementami wspólnymi: pamięć i cześć wobec Konstytucji 3 maja i jej twórców oraz pamięć ojców naszej niepodległości. Politycy PSL są wobec mnie krytyczni, ale możemy iść razem pod pomnik Wincentego Witosa. Tu nie trzeba żadnego pojednania, bo te elementy są wspólne i już. Chciałbym, żebyśmy razem poszli w marszu niepodległości, i jest to kwestia odpowiedzialności wobec społeczeństwa. Stańmy obok siebie i pokażmy ludziom, że można być razem. Można się nie gryźć. Tak, jak usiadłem z Donaldem Tuskiem i nie rozmawiałem z nim o moim stosunku do decyzji, które są podejmowane w Radzie Europejskiej.

 

Na 550-lecie polskiego parlamentaryzmu nie udało się być razem.

 

Jeśli opozycja uważa, że nie może być razem z innymi choćby przy części uroczystości 11 listopada, to jest mi ogromnie przykro.

 

A co Pan zrobi, by tak to nie wyglądało 11 listopada?

 

A może Pan ma jakąś konkretną propozycję? Jeżdżę pod pomniki ojców niepodległości w całej Polsce i ściskam ręce wszystkich. Cóż więcej trzeba? Mam włożyć wór pokutny? Ja tego od nich nie oczekuję. Oczekuję, że staną ze mną normalnie, jak Polak z Polakiem. Odpowiedzmy sobie razem na pytanie: czy ważne jest to, by Polska była niepodległym i suwerennym państwem?

 

Myślę, że co do tego jest zgoda, a problem pojawia się, gdy mówimy o szczegółach.

 

Pójdźmy razem, a o szczegółach i sytuacji bieżącej będziemy rozmawiać jutro.

 

 

Panie Prezydencie, kto powiedział: „Niech nikt nie oczekuje, że zmieni się władza, przyjdzie rząd PiS-u i zdarzy się coś spektakularnego”. Kto to powiedział?

 

To zależy od kontekstu.

 

W 2014 roku mówił Pan tak na spotkaniu z Klubem Jagiellońskim. Coś się wydarzyło spektakularnego po dojściu PiS do władzy?

 

Zmieniło się podejście do spraw społecznych i ukrócono praktyki polegające na okradaniu polskiego budżetu. Zmieniła się jakość, jeżeli chodzi o rozmowy ze związkami zawodowymi, a najniższa płaca została podwyższona nawet więcej niż chciały związki. Nadrabiamy coś, przez co większość naszych obywateli żyła bardzo skromnie. 500 + jest prawdziwym sukcesem. Jeżeli bieda wśród dzieci zmniejszyła się o 90 proc., to to jest prawdziwy cud.

 

A co z Pana propozycją obniżenia VAT na ubranka dziecięce?

 

Chciałbym, żeby to zostało przeprowadzone, ale proszę pamiętać, ile zostało dane rodzinom wychowującym dzieci. Polskie rodziny dziękują nam za 500 + i obniżenie wieku emerytalnego. Wiele razy o tym słyszę, gdy spotykam się z ludźmi w całym kraju.

 

Ale to jest symboliczne, że VAT na trumny jest niższy niż na ubranka dziecięce.

 

Może i jest, ale chodziło o to, że rodziny wychowujące dzieci przez wiele lat nic nie dostały, a jeszcze im podniesiono VAT na ubranka dziecięce. Więc nie dość, że nic nie dają, to jeszcze zabierają tym, którzy są gwarantem tego, że Polska będzie trwała. Może Pan mówić o symbolach, ale tu nie chodzi o symbol, tylko o zawartość kieszeni i życie.

 

A co z referendami? W kampanii mówił Pan o obowiązkowych referendach. Może dzień referendalny, który raz w roku załatwiałby sprawę?

 

Mówiąc szczerze, nie zastanawiałem się nad ideą dnia referendalnego. Dwukrotnie wnioskowałem o referendum i za każdym razem nie spotkało się to z aprobatą senatorów. Nie ukrywam, że mam w tej sprawie swoje zdanie. Uważam, że należało pozwolić wypowiedzieć się obywatelom. Ale senatorowie są wybierani w okręgach jednomandatowych i mam nadzieję, że wyborcy ich z tego rozliczą.

 

Będzie Pan chciał w jakiejś formie wrócić do tej idei?

 

Jeżeli senatorowie będą mieć nadal takie stanowisko, to trudno będzie powtarzać takie wnioski.

 

Niektórzy senatorzy uważali, że idea była dobra, ale kontestowali formę.

 

Zawsze się znajdzie powód, by uzasadnić swoje stanowisko. Inteligentny człowiek sobie z tym poradzi, a prawda jest taka, że nie pozwolono się wypowiedzieć społeczeństwu. Choć muszę w tym miejscu bardzo podziękować tym senatorom, którzy mój postulat przeprowadzenia referendum poparli. Jestem im za to bardzo wdzięczny.

 

Pan Prezydent nie obiecywał nigdy związków partnerskich, ale mówił Pan o statusie osoby najbliższej. Myśli Pan, że można wrócić do tego pomysłu?

 

Temat pewnie będzie wracał, bo są ludzie których interesuje.

 

Myśli Pan, że tematy światopoglądowe będą odgrywać coraz większą rolę?

 

To zawsze jest źródło emocji w polityce.

 

Opozycja liczy, że społeczeństwo będzie się liberalizować.

 

Mam nadzieję, że nie przesadnie. Uważam, że ludzie w Polsce są mądrzy, a wielu polityków tego nie docenia. Dużo jeżdżę po Polsce i rozmawiam z ludźmi, którzy rozwiązania polityczne testują na własnej skórze.

 

Jeździ Pan po kraju i mówi sporo o roli mniejszych miejscowości. Tymczasem w polskim życiu społecznym mamy cały czas ogromną centralizację. Kiedy idee deglomeracji zaczną być wcielane w życie?

 

Kiedyś odebrano wielu miastom status województwa i obiecano im coś w zamian. Dziś wiemy, że nic nie otrzymały. Miasta, które dziś są stolicami województw mają u siebie zarówno sejmik, jak i  siedzibę wojewody. Choć trzeba pamiętać, że są tutaj dwa wyjątki – województwa kujawsko-pomorskie i lubuskie. W Małopolsce mamy trzy ważne miasta: Nowy Sącz, Tarnów, a wszystko jest skoncentrowane w Krakowie. Mam duże wątpliwości, czy instytucje nie powinny być bardziej rozproszone. Powiem więcej: dla równomiernego rozwoju kraju nie byłoby źle, gdyby na przykład Trybunał Konstytucyjny, GUS czy ZUS miały siedzibę w innym mieście niż Warszawa. To są duzi pracodawcy, a ich obecność ma charakter nobilitujący. Mogłyby mieć siedzibę w takich miastach, jak Piła, Lublin czy Suwałki. Dlaczego nie?

 

Nic się w tej sprawie nie dzieje.

 

To wymaga głębokiego przemyślenia. Gdy stawiano postulat przeniesienia Trybunału Konstytucyjnego, to byłem zwolennikiem tej zmiany.

 

Pojawiło się to w jednej z wersji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, gdy trwało przeciąganie liny i wiele osób odebrało to humorystycznie.

 

Bo nie wszyscy zdają sobie sprawę, że na przykład w Niemczech Federalny Trybunał Konstytucyjny jest w Karlsruhe. Część ministerstw jest w Bonn. W Niemczech jest olbrzymia dekoncentracja i to działa, musi być tylko sprawna komunikacja. Jak pojawił się ten pomysł, to prezydenci miast mówili do mnie: mam budynek i od razu wam go oddaję. Widać, że jest duża potrzeba.

 

Może potrzebna jest trzecia część reformy samorządowej? Czy w Pana środowisku toczą się w ogóle takie rozmowy?

 

Są zwolennicy takiej koncepcji, ale wszyscy zdają sobie sprawę, że to będzie trudne i ryzykowne politycznie. Miasta, które mają 50 tysięcy mieszkańców, będą pewnie zachwycone, ale w Warszawie wzbudzi to spore niezadowolenie. Ważne jest za to, jakie to miałoby skutki długofalowe z perspektywy całego państwa. Podzielam zdanie ekspertów, którzy mówią, że to byłyby działania korzystne dla państwa.

 

 

Często konsultuje się Pan z Narodową Radą Rozwoju?

 

Często korzystam i z porad samej rady, i jej poszczególnych członków.

 

Niektórzy jej członkowie, jak Krzysztof Mazur, narzekają, że w ogóle nie pyta ich Pan o zdanie.

 

NRR wielokrotnie była mi pomocna, choć może nie wszyscy członkowie podzielają ten pogląd.

 

Ale to są ludzie, których sam Pan wybrał.

 

Tak, ale proszę pamiętać, że jest to grono osób o bardzo różnych poglądach. Doceniam pracę Narodowej Rady Rozwoju – na przykład oceny dotyczące pracy nad ustawą o szkolnictwie wyższym czy oceny służby zdrowia.

 

Mówił Pan w kampanii o tym, że Polska potrzebuje promocji. Rozumiem, że do realizacji części tych obietnic wziął się Polski Fundusz Rozwoju.

 

Jestem zadowolony z działań PFR, na przykład takich, jak przejęcie Polskich Kolei Linowych, które są na powrót w polskich rękach.

 

Tylko nie wiemy, za ile.

 

Sprawa jest ważna, prestiżowa i było trzeba to zrobić. Cały czas staram się promować Polskę. Dopiero co wygłosiłem w Zurychu wykład o naszym spojrzeniu na Unię Europejską. Mówiłem o tym, jaką mamy historię i jak postrzegamy nasze członkostwo.

 

W czasie tej wizyty opowiadał Pan o Polakach ratujących Żydów. Nie ma Pan wrażenia, że za mało mówimy o tych historiach?

 

W tej kwestii nigdy za dużo. Powinniśmy mówić, ile się tylko da. Pomoc Polaków była potrzebna i mówią dziś o tym ocaleni lub ich potomkowie.

 

A Europa nie zawsze pamięta.

 

Nie chcą pamiętać.

 

Nie chcą? A może to my za mało robimy, by im przypomnieć?

 

My oczywiście robimy za mało. Stąd moja wdzięczność dla pana ambasadora Jakuba Kumocha. W niesłychanie prężny sposób przeprowadził działania dokumentacyjne w tej sprawie i wydobył naszych wielkich dyplomatów z ciemności niepamięci. Oni, poprzez przekazywanie siecią dyplomatyczną do USA zaszyfrowanych meldunków, uratowali setki, a może tysiące ludzi. Wystawiali też paragwajskie paszporty, które ratowały życie.

 

Filmowa historia.

 

Absolutnie tak. Historia do opowiedzenia, bo ci ludzie balansowali na granicy aresztowania, tak jak i władze Szwajcarii. Przymykały oko, ale były też zatrzymania. Ta współpraca pięknie obrazowała charakter II Rzeczypospolitej. Polski dwóch wielkich narodów i wspólnoty, jaką byliśmy. To przykład dla świata.

 

Podczas swojego wystąpienia mówił Pan też o Unii Europejskiej.

 

Akcentowałem przede wszystkim to, że Unia musi być wspólnotą, podkreślałem, że ważne jest zrozumienie wzajemnych interesów i oczekiwań.

 

W Polsce mówił Pan też mówił o wspólnocie, ale wyimaginowanej.

 

To było zdanie wyrwane z szerszego kontekstu. Prawdziwa wspólnota musi być oparta na solidarności, wzajemnym szacunku, poszanowaniu interesów narodowych, a nie dyktacie. Jeżeli, ktoś nam narzuca werdykt i uważa, że musimy się z nim zgodzić, to co to jest za wspólnota?

 

Jak Pan Prezydent odbiera zamrożenie reformy wymiaru sprawiedliwości przez TSUE?

 

Dziwi mnie ta sytuacja. Postanowienie zostało wydane w składzie jednoosobowym jeszcze przed przedstawieniem przez Polskę uwag w ramach postępowania w przedmiocie środków tymczasowych. Takie działanie Trybunału może budzić zatem wątpliwość w kontekście prawa do sądu Rzeczypospolitej Polskiej przeciwko Komisji Europejskiej przed TSUE. Przeczy to znanej jeszcze z czasów rzymskich zasadzie, iż przed wydaniem rozstrzygnięcia należy wysłuchać wszystkich stron.  

 

Unia musi się zmienić?

 

Musi być wspólnotą, a nie narzucać komuś swoje werdykty i rozwiązania. Wspólnota to jest ustalanie czegoś przez wszystkich. Jeżeli NATO podejmuje decyzję kolektywną o tym, że w krajach Europy Środkowej będzie flanka, to podejmuje ją między innymi Portugalia. Rozmawiałem z prezydentem Portugalii, który mówił, że z ich punktu widzenia zagrożenie Rosją jest dość abstrakcyjne. Dla nich ważniejsze jest niebezpieczeństwo ze strony Afryki czy imigracji. Tłumaczyłem, że my im pomagamy i wysyłamy żołnierzy na misję, ale chcemy, żeby oni zrozumieli też nas i nasze obawy. Ostatecznie wszyscy nas poparli. W Unii Europejskiej mówimy o Nord Stream 2, który ma nas ominąć i jest oczywistym zagrożeniem. Prosiliśmy, by nie patrzono na ten projekt w kategoriach: business as usual. I co? I nic.

 

To co trzeba zrobić?

 

Wrócić do wartości, od których Unia się zaczęła, i z których się wywodzi.

 

Ale jak to zrobić? Prezes Jarosław Kaczyński mówił o tym, że trzeba pisać na nowo traktat, ale zdaje się, że nikt się tym nie zajmuje. Czy nie bylibyśmy bardziej wiarygodni z własną propozycją Unii również w aspekcie technicznym? Oczywiście korzystną dla nas.

 

Mamy swoje propozycje. Paradoksalnie, to zachodnia Europa idzie dziś za pomysłami Grupy Wyszehradzkiej. Tak było w sprawie imigracji. Mimo że przez trzy lata obrzucali nas inwektywami, jacy jesteśmy antyeuropejscy. Dziś mówią o tym, że priorytetem jest pomaganie ludziom, jak najbliżej ich rzeczywistego miejsca zamieszkania i wzmacnianie zewnętrznych granic. Dziś Unia mówi to, co my mówiliśmy w 2015 roku, bo poprawność polityczna zaprowadziła ich na manowce.

 

Może jeśli dziś my będziemy bardziej proeuropejscy, to w przyszłości będziemy mogli liczyć na większą solidarność, gdy zdarzy się coś złego? Solidarność za solidarność.

 

My jesteśmy proeuropejscy. Cały czas. Jak potrzebne było wsparcie na granicach, to wysyłaliśmy naszą Straż Graniczną. Nie zgadzaliśmy się tylko, by przywożono nam przymusowo ludzi. Nie zgadzam się, byśmy kogoś de facto więzili, stąd sprzeciw wobec przymusowej relokacji uchodźców.

 

Czy patriotyzm gospodarczy może liczyć na większe wsparcie instytucjonalne?

 

Tu właśnie mamy Polski Fundusz Rozwoju, z którego działań jestem zadowolony. Z wielu stron podchodzimy do tego zagadnienia. Sam też działam. Wielokrotnie byłem na otwarciu biur zagranicznych Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu. To jest dobry sposób na promowanie Polski i ułatwianie polskim przedsiębiorcom dostępu do rynków zagranicznych.

 

Czyli Piotr Borys, szef PFR robi dobrą robotę?

 

Uważam, że tam jest wykonywana dobra praca. Moim zdaniem powinna być jeszcze stworzona sieć diamentowych ambasad, czyli tych w kluczowych miejscach na świecie. Powinno też nastąpić radykalne wzmocnienie ambasady w Waszyngtonie. Mówiłem o tym szefom MSZ i czekam na działania.

 

 

Wrócę do wywiadu dla Klubu Jagiellońskiego z 2014 roku. Powiedział Pan tak: „mam za mało doświadczenia politycznego i myślę, że jeszcze bardzo dużo muszę się nauczyć, by być liderem czegokolwiek”. To nie było aż tak dawno Panie Prezydencie.

 

Było w tym trochę kokieterii. Nie byłem aż tak bardzo młody, gdy przyszedłem do polityki. Wcześniej pracowałem na uczelni, byłem zwykłym obserwatorem. To, że miałem zwykłe życie bardzo dużo mi dało. Gdy startowałem na urząd prezydenta, miałem dziesięć lat doświadczenia w polityce i kolejne dziesięć lat wcześniejszego doświadczenia zawodowego.

 

W pierwszym wywiadzie po wyborach powiedział Pan: „teraz, gdy jestem w polityce rzadko kłócę się z żoną. Rzadko bywam w domu”. Teraz cały dom jest polityką.

 

Trochę tak. Nie kłócimy się, każde ma swoje zajęcia. Te momenty, gdy widzimy się wieczorem ograniczają się do tego, że obydwoje czytamy materiały na następny dzień. Każde z nas jest pochłonięte swoją lekturą, a obydwoje jesteśmy ludźmi bardzo obowiązkowymi. Takie mamy natury i pewnie dlatego się tak dobraliśmy jako małżeństwo.

 

A Pana żona cały czas uczy niemieckiego?

 

To jedna z wielu jej aktywności. Codziennie ma wypełniony kalendarz spotkaniami, wyjazdami. Spotyka się z dziećmi i młodzieżą, odwiedza szpitale czy hospicja, wspiera wiele akcji dobroczynnych. Świetnie wypełnia obowiązki Pierwszej Damy związane z oficjalnymi uroczystościami, wizytami zagranicznymi, czy przyjmowaniem zagranicznych gości. A co do lekcji niemieckiego: moja żona uczy jako wolontariusz, ma specjalny system nauczania.

 

Żona powinna mieć etat? Parlamentarzyści PiS zapowiadają zmianę ustawy.

 

Wiele osób z bardzo różnych środowisk dostrzega ten problem. Praca Pierwszej Damy jest bardzo trudna, a jak Panu już opisałem, jej aktywność jest nie mniejsza niż Prezydenta RP. Tutaj decyzja należy do parlamentu, a jeśli jakieś kroki będą podejmowane w tej sprawie, to powinny uwzględniać także byłe Pierwsze Damy.

 

Często przechodzi Pan pod słynnym żyrandolem w Sali Kolumnowej, który stał się niemal symbolem urzędu Prezydenta RP?

 

Jest zabytkowy i bardzo ciężki. Jeżeli ktoś mi powie, że sprawuję żyrandolową prezydenturę, to niech zobaczy, ile jestem w Pałacu Prezydenckim. W tym tygodniu jeden dzień. Pozostałe dni spędzam w podróżach, czy to krajowych, czy zagranicznych. Trudno uznać, że to jest prezydentura spędzona pod żyrandolem.

 

Ma Pan jeszcze czas na wyprawy w góry z harcerzami? Kiedyś jeździł Pan co roku.

 

To nawet nie jest kwestia czasu. Miałem kilka wypraw górskich.

 

Widziałem selfie.

 

Tak. Niektórzy turyści byli zdumieni, jak mnie tam zobaczyli. Problem polega na tym, że moje dawne wyprawy były związane z noclegami w górskich szałasach. Trudno dziś ciągnąć mi za sobą całą ochronę i zmuszać ją do nocowania w lesie. To byłoby trochę nie fair. Koledzy zrozumieli, że w czasie, gdy pełnię urząd, wspólne wyprawy są trudniejsze do zorganizowania.

 

Brakuje Panu tego szałasu?

 

Czy brakuje? Życie prezydenta jest po prostu inne.

 

A da się chociaż wyskoczyć na Krakowskie Przedmieście?

 

Cały czas towarzyszą mi funkcjonariusze ochrony. Gdybym tak wychodził na spacery po Krakowskim Przedmieściu, to wyglądałoby to trochę dziwnie.

 

Ale da się wymknąć z Pałacu Prezydenckiego?

 

Być może się da, ale ze względu na pewną odpowiedzialność nawet nie próbuję. Nie chcę utrudniać ludziom pracy.

 

Jednak historia uczy, że prezydenci potrafią to zrobić.

 

Ale nie robią tego zbyt często, bo to wymaga odpowiednich przygotowań. Takie są ograniczenia wynikające z pełnionego przeze mnie urzędu i koniec.

 

A palenie Pan Prezydent w końcu rzucił?

 

Mija od tego momentu już 20 miesięcy i namawiam każdego kto pali, żeby zrobił to samo, szkoda zdrowia.

 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.