Narzędzia dostępności

Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

Dodatkowe narzędzia

Sobota, 10 listopada 2018

Wywiad Prezydenta dla gazety „Lidové noviny” [PL/ENG]

  |   - Takie jubileusze uświadamiają nam, jak wielkie znaczenie ma wspólnota pomiędzy narodami - mówi Prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla gazety „Lidove noviny” - Takie jubileusze uświadamiają nam, jak wielkie znaczenie ma wspólnota pomiędzy narodami - mówi Prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla gazety „Lidove noviny” - Takie jubileusze uświadamiają nam, jak wielkie znaczenie ma wspólnota pomiędzy narodami - mówi Prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla gazety „Lidove noviny” - Takie jubileusze uświadamiają nam, jak wielkie znaczenie ma wspólnota pomiędzy narodami - mówi Prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla gazety „Lidove noviny”

 

Nasze państwa obchodzą swoje setne rocznice, Polska odzyskała niepodległość 11 listopada, Czechosłowacja powstała nieco wcześniej, 28 października. ENGLISH VERSION>>

 

Ale w ciągu tych stu lat historia tak się potoczyła, że los rozdzielił Czechosłowację na dwa odrębne państwa.

 

No tak, a kiedy powstawała odrodzona Polska, jej najważniejszymi miastami były Wilno, Lwów, Warszawa, Kraków. Nie było wśród nich Wrocławia, to wówczas był niemiecki Breslau, ani Gdańska, to był wschodniopruski Danzig...

 

Tak, nasza historia też była trudna. Polska przesunęła się na mapie Europy, choć trzeba pamiętać, że przesunięcie to wiązało się z utratą około połowy naszego terytorium na wschodzie.

 

Historia nie jest łatwa. Co Polska zyskała w ciągu tych ostatnich stu lat, a co straciła?

 

Można by o tym mówić naprawdę bardzo długo, ale warto zacząć od przypomnienia okresu poprzedzającego rok 1918 i odrodzenie niepodległego państwa polskiego.  W ciągu poprzednich 123 lat Polacy jako naród musieli  zdobyć się na gigantyczny wysiłek.  Przypomnijmy tylko kolejne próby powstań zbrojnych. W 1830 r. wybuchło powstanie listopadowe, a w styczniu 1863 r. powstanie styczniowe, lecz nie dały nam one wolności. Wiele osób myślało, że jeśli Polska kiedyś w ogóle wróci na mapę Europy, to będzie cud. Istniało przekonanie, że nie można pokonać potęg, które dokonały rozbioru Polski: Austrii, Rosji i Prus. Jednak Pierwsza Wojna Światowa to wszystko zburzyła, tworząc nowy porządek w Europie. W ten sposób, dzięki odwadze, determinacji i wysiłkowi – ale również bez wątpienia dzięki szczęśliwej konstelacji międzynarodowej – w 1918 roku Polska powróciła na mapę Europy. Jeśli zaś chodzi o samo odzyskanie niepodległości, to przypominamy przede wszystkim dzień 11 listopada, ale de facto był to proces, który wykraczał poza rok 1918, granice Polski kształtowały się przecież aż do 1922 roku. Wokół nas pojawiły się nowe państwa, które również powróciły na mapę. Czechy mają długą tradycję, a my z dumą wspominamy, że właśnie świętowaliśmy 1052 rocznicę chrztu Polski. Można powiedzieć, że ten chrzest – przyjęcie chrześcijaństwa i powiązane z nim powstanie polskiej państwowości – przyszły do nas  wraz z księżniczką Dobrawką właśnie z Czech. To właśnie Czechy przybliżyły ten bodajże najważniejszy moment w naszej historii – utworzenie państwa i powstanie narodu polskiego.

 

Nie jestem pewna, czy Czesi obecnie myślą w ten sposób.

 

Tego też nie wiem, ale my o tym pamiętamy. W ciągu ostatnich stu lat, w naszej wspólnej historii były także trudne chwile. Mam na myśli na przykład rok 1938 i sprawę Zaolzia. Polska objęła je w okolicznościach, których z oczywistych powodów żałujemy. W zupełnie otwarty sposób mówił o tym Śp. Prezydent Lech Kaczyński.

 

Kto jest dla Pana bohaterem okresu międzywojennego?

 

To trudne pytanie. W młodości odpowiedziałbym bez zawahania: Józef Piłsudski. Zresztą tak, jak większość Polaków. Natomiast, kiedy zagłębimy się w historię, zbadamy wszystkie okoliczności i działania postaci, o których dzisiaj mówimy jako o ojcach naszej niepodległości, a więc nie tylko Piłsudskiego ale również Wincentego Witosa, Romana Dmowskiego,  Wojciecha Korfantego, Ignacego Paderewskiego czy Ignacego Daszyńskiego – to przecież nie można odmówić im udziału w odbudowaniu niepodległego państwa polskiego. Twierdzenie, że wyłącznie marszałek Józef Piłsudski był jedynym bohaterem, byłoby po prostu niesprawiedliwe, a dla wielu osób w Polsce nawet obraźliwe. Gdyby na przykład nie było zdecydowanej postawy Witosa podczas obrony Rzeczpospolitej w 1920 r. to nie wiem, czy zdołano by obronić Warszawę przed bolszewickim atakiem. Witos wezwał wówczas polskich chłopów do powstania, do obrony Rzeczypospolitej – i w ten sposób powstała półmilionowa armia ochotnicza. Zasługi Piłsudskiego z pewnością są niepodważalne i dla wielu Polaków to on jest ojcem niepodległej, międzywojennej Rzeczypospolitej. Musimy jednak pamiętać, że ten okres to były bardzo trudne czasy, nieporównywalnie cięższe niż dzisiaj. Podczas demonstracji strzelano do ludzi, były ofiary śmiertelne. Ludzie trafiali do więzienia za działalność polityczną, co wówczas nie było niczym nadzwyczajnym, ale dzisiaj jest to trudne do wyobrażenia.

 

Ja jestem starsza od Pana i jeszcze mogę to sobie wyobrazić.

 

Tak, ale nie mówimy przecież o czasie okupacji, kiedy wiedzieliśmy, że nie żyjemy w wolnych państwach. Nasze kraje w okresie międzywojennym były – jak na ówczesne standardy – demokratyczne, ale działy się także rzeczy z dzisiejszej perspektywy trudne do zaakceptowania.

 

Przejdźmy dalej.

 

Historia II wojny światowej, niemieckiego, a następnie sowieckiego totalitaryzmu była wielkim i straszliwym doświadczeniem i lekcją dla ludzkości.

 

Miejmy nadzieję.

 

Ja mam taką nadzieję.

 

Kto jest Pańskim bohaterem okresu okupacji hitlerowskiej i późniejszego okresu?

 

Do grona tych bohaterów niewątpliwie zaliczam Rotmistrza Witolda Pileckiego. Działając w polskiej konspiracji, jako ochotnik podjął się on niewyobrażalnego dziś zadania utworzenia w niemieckim, nazistowskim obozie Auschwitz ruchu oporu. Jak dowodzą archiwa i wspomnienia współczesnych, był to człowiek, na którego życiorysie nie było skazy. Za podobną bohaterkę, postać wręcz pomnikową, uważamy również Inkę – młodziutką dziewczynę, sanitariuszkę, która o wolną Polskę walczyła z sowieckim okupantem. Zamordowali ją komuniści, ale do historii przeszła jej niezłomna postawa podczas śledztwa, kiedy poddana straszliwym torturom nie wydała swoich towarzyszy. Na krótko przed śmiercią Inka napisała swoje ostatnie słowa: powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba. Dla młodych ludzi, którzy dziś wchodzą w dorosłe życie, jest to bardzo ważna postać.

 

A kto jest dla Pana bohaterem późniejszego nie-stalinowskiego okresu, od lat sześćdziesiątych do końca komunizmu?

 

 

Na pewno warto przypominać opozycjonistów skupionych wokół Antoniego Macierewicza czy Piotra Naimskiego. Byli młodymi ludźmi, którzy kontestowali ówczesny system z pozycji niepodległościowych, patriotycznych. Nie mieli dobrze umocowanych w aparacie komunistycznym ojców, którzy by ich chronili. Podobnie państwo Zofia i Andrzej Romaszewscy. Mieli odwagę by działać, mimo groźby wyrzucenia z uczelni lub z pracy, ryzykowali całą swoją przyszłą karierę by walczyć o naprawdę wolną Polskę, a nie tylko o trochę ulepszony komunizm. Były oczywiście także inne osoby, w większym stopniu upamiętniane w ciągu ostatnich trzydziestu lat – na przykład Jacek Kuroń czy Adam Michnik. W żadnym wypadku nie można o nich zapominać, ale – ze względu na pewne uwarunkowania, także rodzinne – oni byli jednak w nieco innej sytuacji. Dla mnie osobiście szczególne znaczenie ma osoba prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Był konsekwentnym członkiem opozycji antykomunistycznej i wykonał olbrzymią pracę. Dla robotników Wybrzeża i dla Solidarności był pod koniec lat siedemdziesiątych i w latach osiemdziesiątych postacią niezwykle ważną. Udzielał robotnikom porad prawnych, szkolił ich, jak zachowywać się w trudnych sytuacjach.

 

Czy nie wydaje się Panu ważne, że ówczesna opozycja w Polsce i Czechosłowacji potrafiła dojść do porozumienia, pomimo faktu, że ci ludzie mieli odmienne zaplecze ideowe?

 

Odpowiem przykładem mojego życia. W 1989 roku miałem 17 lat i nie byłem bezpośrednio zaangażowany w działalność opozycyjną, choć mój ojciec był członkiem Solidarności. W 1981 roku uczestniczył w protestach przeciw wprowadzeniu stanu wojennego, nigdy nie należał do partii komunistycznej, miał w tej sprawie zdecydowany pogląd, który mi przekazał. W tamtym czasie nie zdawałem sobie sprawy, że w ruchu, który uważałem za jednolitą, antykomunistyczną opozycję, walczącą o wolną Polskę, istnieją różne nurty ideowe. Miałem dość idealistyczne podejście. Ważne było to, co nosiłem na koszulce, a to był znak Solidarności, znak, pod którym wspólnie kroczyliśmy. W 1989 roku miałem wrażenie, że świat właśnie wywrócił się do góry nogami, że spotkało nas wielkie szczęście, że teraz wszystko będzie inaczej. Pamiętam moją rozmowę z ojcem, kiedy powiedziałem: za pięć lat będzie u nas tak, jak na Zachodzie. Ojciec wtedy odpowiedział: może nie za pięć lat, może za dziesięć lub piętnaście. Jednak minęło już trzydzieści lat i wciąż musimy nadrabiać dystans spowodowany blisko pięćdziesięcioletnim panowaniem komunistycznego systemu.

 

Mam wrażenie, że ludzie ówczesnej opozycji potrafili się jednak jakoś dogadywać. Natomiast dzisiaj społeczeństwo polskie – zresztą także czeskie – jest podzielone, ludzie sami stają wobec siebie na przeciwstawnych pozycjach , tak jakby najważniejsze było tylko to, co myślimy o polityce.

 

W jakimś sensie jest to cena tego, że mamy demokrację. Ludzie wykorzystują to, że możemy się spierać, że możemy myśleć inaczej, że możemy dyskutować, argumentować. Nawet, jeżeli oznacza to protesty polityczne, manifestacje. Przedtem władza komunistyczna skazywała ludzi za inne poglądy, posyłała ich do więzienia. Ale wówczas istniał wspólny wróg – komuniści, Rosja Sowiecka, czy też ludzie wspierani przez ZSRS. To byli nieprzyjaciele społeczeństwa polskiego, opozycja walczyła przeciwko nim i była w tej walce zjednoczona. Gdy jednak mogliśmy już swobodnie prezentować swoje poglądy, okazało się, że istnieją olbrzymie rozbieżności co do tego, jak Polska ma wyglądać. Tak jest i dzisiaj. Obecnie ludzie cieszą się wolnością, mogą mieć różne przekonania i nie muszą ich ukrywać, co jest naturalnie jednym z dobrodziejstw demokracji. Trzeba jednak pamiętać, że niestety od samego początku istnieli również tacy, którzy nie byli zainteresowani wykorzenieniem złych mechanizmów i patologii wiążących się ze starym systemem.  O takiej postawie decydował przede wszystkim ich osobisty interes: w dotychczasowym, komunistycznym reżimie byli oni członkami grup uprzywilejowanych, trudno było im zrezygnować ze swojej pozycji.  Ta część opozycji, która miała największy wpływ na rządy po 1989 roku, uznała, że w imię pewnego kompromisu nie można naruszać tych interesów. W efekcie członkowie komunistycznego establishmentu weszli do nowej, również  uprzywilejowanej „elity” Trzeciej Rzeczpospolitej. Proszę tylko zwrócić uwagę na to, jak wielu przedstawicieli dawnego reżimu znalazło się na kluczowych stanowiskach po 1989 roku. Ilu z nich wzbogaciło się prywatyzując własność państwową, ilu z nich zdobyło ogromny majątek dzięki znajomościom. To dało im przewagę, gdy tworzyła się w Polsce klasa średnia. Po 1989 roku nie wszyscy w Polsce mieli równy start. Po 30 latach mamy obowiązek realizować konstytucyjną zasadę równości.

 

W jaki sposób?

 

Przykładem niech będzie polityka społeczna prowadzona przez obóz rządzący w Polsce od 2015 roku, nastawiona na wyrównywanie szans wszystkich grup społecznych. Ponadto trzeba też pamiętać, że upływ czasu robi swoje, ludzie się starzeją, większość elit komunistycznych, a później postkomunistycznych odchodzi, tak z polityki, jak i z biznesu. Oczywiście nie można zapominać o tym, że przekazali oni części kolejnego pokolenia wzorce i mechanizmy właściwe dla systemu opartego na uprzywilejowaniu jednych kosztem drugich. Dzisiejszy świat jest jednak inny, bardziej konkurencyjny niż w 1989 roku. Wymusza on współzawodniczenie  z ludźmi, którzy w nowej rzeczywistości musieli radzić sobie sami – zaczynali od „zera”, a przecież potrafili osiągnąć sukces. Nie mam wątpliwości co do tego, że w Polsce dzieją się pozytywne zmiany.

 

Oczywiście Polska nie jest sama ani na mapie ani w rzeczywistości. Co oznacza dziś Grupa Wyszehradzka, co oznacza Wyszegrad w stosunku do Unii Europejskiej? Czy czwórka wyszehradzka w ogóle jeszcze istnieje?

 

Oczywiście, że istnieje. Ostatnio uczestniczyłem w jej spotkaniu na Słowacji. Doskonale pamiętam, jak podczas kampanii prezydenckiej w Polsce w 2015 r. wielokrotnie pytano mnie o różne sprawy związane z Grupą Wyszehradzką. Odpowiadałem, że w mojej opinii jest to bardzo ważny format współpracy czterech krajów Europy Środkowej.  Jeszcze wówczas podśmiewano się z tego, dziennikarze mówili – przecież to fikcja. Jednak już niedługo po wyborach okazało się, jak ważne jest to forum naszej środkowoeuropejskiej współpracy. Mam tu na myśli zwłaszcza kwestię kryzysu migracyjnego. Czwórka wyszehradzka przemówiła zdecydowanym głosem rozsądku, pomimo całkowicie błędnych koncepcji politycznych, którym część krajów europejskich się podporządkowała, choć dziś powoli zaczyna je porzucać. Pomimo nacisków, państwa Grupy Wyszehradzkiej nie zmieniły swojej optyki i wystąpiły z własnymi propozycjami poradzenia sobie z kryzysem migracyjnym. Dziś Europa powtarza nasze propozycje: efektywniejsza ochrona granic, wsparcie dla uchodźców jak najbliżej ich domów, które musieli opuścić ze względu na zagrożenie wojenne, większe wsparcie w obozach dla uchodźców, rozsądna polityka imigracyjna. Takie było nasze stanowisko z 2015 roku, które wówczas potępiano, a obecnie powtarza je cała Unia Europejska. Format V4 odegrał więc znaczną role polityczną w ogólnoeuropejskiej debacie dotyczącej problemu migracji. Warto również zwrócić uwagę, że co chwila pojawia się ktoś, kto chciałby do nas dołączyć, uczestniczyć w naszych spotkaniach, nie jako członek, ale, powiedzmy, w roli zaprzyjaźnionego obserwatora. Przy czym nie są to wyłącznie kraje europejskie, ale także państwa spoza Europy. Oczywiście dla formatu wyszehradzkiego kluczowe znaczenie odgrywają historyczne związki pomiędzy naszymi narodami. Mamy podobną historię, choć inną mentalność. Czasami zdarza się, że nam – na przykład Polakom i Czechom – trudno dojść do porozumienia w jakiejś sprawie, ale wierzę, że jesteśmy przyjaciółmi i potrafimy zrozumieć siebie nawzajem; że potrafimy tworzyć wspólnotę, mieć wspólne interesy. Chciałbym podkreślić na przykład naszą współpracę z NATO w sprawie wysuniętej obecności Sojuszu na tzw. flance wschodniej.

 

Ale przecież w tej sprawie między naszymi krajami są różnice.

 

Rozmawiałem zarówno z prezydentem Słowacji, jak i Czech. Nasze państwa i nasze społeczeństwa mają różne koncepcje zagwarantowania swego bezpieczeństwa w ramach NATO. Ale w NATO jesteśmy razem, rozumiemy swoje racje i wzajemnie się wspieramy w realizacji naszych zróżnicowanych celów.  To oczywiste, że się różnimy, nie mamy wyłącznie wspólnych interesów. W końcu jesteśmy odrębnymi państwami, a każde z nich podlega innym uwarunkowaniom. Na przykład my nie wyrażamy zgody na Nordstream 2, Słowacja zresztą patrzy na to podobnie. 

 

Czy mógłby Pan wyjaśnić naszym czytelnikom, dlaczego Polska chce mieć bazy wojsk NATO?

 

Obserwujemy pogarszającą się sytuację bezpieczeństwa w naszym regionie i wyciągamy wnioski. Myślę tu o agresywnych działaniach Rosji – najpierw w Gruzji, a potem ataku na Ukrainę. Istnieją także przypadki innych, mniej widocznych, ale również godzących w bezpieczeństwo państw naszego regionu ataków hybrydowych, w tym zagrożenie dla tzw. bezpieczeństwa cybernetycznego. Narażone na nie są dziś przede wszystkim kraje bałtyckie, w których zamieszkują liczne mniejszości rosyjskie. Choć w Polsce to zjawisko nie występuje, to graniczymy z Rosją, która pokazała, że nie cofa się przed działaniami agresywnymi, wprost godzącymi w prawo międzynarodowe. Dlatego potrzebne jest wsparcie naszych sojuszników. We wszystkich tych krajach NATO, które odczuwają zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa, powinny być obecne jednostki wojsk sojuszniczych. NATO musi reagować i odpowiadać na wyzwania dla naszego bezpieczeństwa, aby pokazać, że jest sojuszem żywym. Właśnie temu służył szczyt NATO w Warszawie, który przyjął strategię obrony, odstraszania i dialogu. Dziś ją realizujemy.

 

Jak się na to zapatruje polska opozycja?

 

W Polsce nie ma sprzeciwu wobec obecności NATO. We wszystkich debatach, które odbywały się u nas przez ostatnie trzy lata, żadna znacząca siła polityczna nie opowiedziała się przeciwko obecności jednostek NATO.

 

Proszę mi wyjaśnić, czym jest inicjatywa Trójmorza.

 

To projekt na rzecz bardziej spójnej i rozwiniętej Europy Środkowej poprzez lepsze połączenia infrastrukturalne krajów naszego regionu na osi północ-południe. Pamiętajmy, że mówimy tu o współpracy dwunastu krajów UE. Pomysł zrodził się z realnych potrzeb odczuwanych przez obywateli naszych państw. Wystarczy podróż z Krakowa najkrótszą możliwą drogą do Budapesztu, by się przekonać, że względnie niewielka odległość geograficzna ma się nijak do czasu podróży. Zanim uda się przejechać wąską drogą między górskimi ośrodkami narciarskimi, gdzie w każdej chwili napotyka się ciężarówki, zakręty, to wszystko zajmuje naprawdę dużo czasu. Gdy po raz pierwszy po swoim wyborze spotkałem się z panią prezydent Chorwacji, kiedy rozmawialiśmy o naszej części Europy, o Polakach, którzy jeżdżą na wakacje do Chorwacji, o naszym bezpieczeństwie energetycznym i o połączeniach komunikacyjnych, oboje doszliśmy do tego samego wniosku: podczas gdy połączenia na kierunku wschód-zachód są całkiem rozwinięte, to na osi północ-południe sytuacja  nie rysuje się tak dobrze.  Na tym pierwszym kierunku  w Polsce przebiegają dwie niemal w całości dokończone autostrady. Ale budowa drogi łączącej polskie porty Gdańsk, Świnoujście, Szczecin z Czechami i Słowacją? Zajęło to dziesięciolecia. Dziś łącząca je autostrada A1 jest już niemal gotowa. Wkrótce będzie też gotowa droga ekspresowa S3 łącząca Szczecin i Świnoujście z Czechami. Dzięki pracy obecnego rządu powstanie również, mam nadzieję, śródlądowy szlak wodny, łączący Łabę, Odrę i Dunaj. Potrzebujemy dobrych połączeń komunikacyjnych łączących porty bałtyckie z portami na wybrzeżu Adriatyku i Morza Czarnego, by umożliwić swobodny przepływ towarów i stworzyć większy środkowoeuropejski rynek w ramach UE. Realizując projekt Trójmorza pracujemy również nad rozbudową infrastruktury energetycznej po to, by zagwarantować bezpieczeństwo energetyczne w naszym regionie. W tym kontekście istotne jest połączenie terminalu przeładunkowego gazu skroplonego w Świnoujściu z regionalną infrastrukturą energetyczną, by móc za pośrednictwem interkonektorów gazowych przesyłać gaz do Czech i na Słowację, a także by można było przesyłać gaz do Polski z południa. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że w interesie wszystkich naszych państw jest realna dywersyfikacja dostaw energii, gdyż to ona buduje energetyczną samodzielność. Podsumowując, kiedy przyjrzymy się mapie naszej części Europy i Zachodu, uderzy nas dysproporcja w infrastrukturze transportowej: drogowej i kolejowej, ale także energetycznej. Musimy wyjść temu wyzwaniu naprzeciw. Jeśli chcemy, aby UE była rozwinięta równomiernie, musimy tę dysproporcję wyeliminować. To właśnie jest inicjatywa Trójmorza – połączenie wybrzeży Bałtyku, Adriatyku i Morza Czarnego. Napędzi turystykę, pomoże przedsiębiorcom, wzmocni relacje międzyludzkie i wzajemne porozumienie na gruncie politycznym.

 

A co z Rosją, Panie Prezydencie?

 

Oczywiście życzylibyśmy sobie jak najlepszych stosunków z Rosją, to przecież nasz sąsiad. Ale trudno budować takie stosunki w sytuacji ograniczonego zaufania, braku chęci i otwartości z drugiej strony. Tym bardziej trudno jest rozwijać te stosunki, jeśli miałoby to oznaczać naszą zgodę na naruszanie przez Rosję zasad prawa międzynarodowego. Zaakceptowanie faktycznej aneksji części terytorium Ukrainy, całkowitej aneksji Krymu, naruszania granic Gruzji, poszerzania wpływów i destabilizowania innych krajów Mołdawii, wszelkiego rodzaju ataków hybrydowych, cyberataków i tak dalej. Jesteśmy państwem demokratycznym, które chce istnieć w demokratycznej Europie. Musimy więc postawić sprawę jasno: nienaruszalność prawa międzynarodowego jest podstawą pokoju. Ale przecież już doszło do naruszenia granic w Europie, a to samo w sobie jest bardzo niebezpieczne. Wystarczy przypomnieć pierwszą połowę XX wieku. Po aneksji Austrii i po odebraniu terytorium, a następnie aneksji Czechosłowacji przez III Rzeszę Europa wzruszała ramionami. Uznano, że należy utrzymać pokój kosztem wolności innych narodów, co jak wiemy okazało się fatalną decyzją. Musimy wyciągać wnioski z historii. Przedwczoraj Gruzja, wczoraj Ukraina – co będzie dziś, co będzie jutro? Rosja konsekwentnie forsuję politykę faktów dokonanych, ale my nie możemy się na to zgodzić. Oczywiście chcemy prowadzić dialog i robimy to, ale na takim poziomie, który w istniejących warunkach jest możliwy. Oczywistym cieniem na naszych relacjach z Rosją kładzie się także kwestia katastrofy polskiego samolotu państwowego w 2010 roku pod Smoleńskiem, w której zginął polski Prezydent i cała jego delegacja.

 

W jaki sposób w Pańskiej opinii Europa powinna postępować wobec takiego kraju, jak Białoruś? Wspierać opozycję? Czy zaoferować coś Łukaszence, wymienić coś za coś?

 

Białoruś to nasz sąsiad i kraj, w którym zamieszkuje znaczna liczba Polaków. Chcemy stosunków dobrosąsiedzkich. Realizujemy nasz obowiązek dbania o Polaków zamieszkujących ten kraj. Chcemy otwartych drzwi do Europy dla Białorusi, ale nie możemy przy tym rezygnować z naszych zasad.

 

W Rosji również nie ma zbyt wiele demokracji.

 

Dlatego nie jestem zwolennikiem koncepcji polityki business as usual. Być może część środowisk biznesowych jest jej zwolennikiem, ale my – politycy – musimy kierować się obowiązującymi standardami i wartościami.

 

Na zakończenie rozmowy, czy chciałby Pan coś przekazać czytelnikom gazety Lidové noviny?

 

Przede wszystkim chciałbym bardzo serdecznie ich wszystkich pozdrowić w tym szczególnym także dla państwowości czeskiej roku. Myślę, że takie jubileusze uświadamiają nam, jak wielkie znaczenie ma wspólnota pomiędzy narodami. Choć historia różnie się układała, a w naszej części Europy często szalał koncert mocarstw, geografii nie da się zmienić. Byliśmy i jesteśmy sobie bliscy. Żyliśmy obok siebie przez tyle lat i choć mamy zapewne nieco inną narodową mentalność, powinniśmy współpracować i uczyć się od siebie nawzajem. Chciałbym też jasno powiedzieć, że nigdy nie powinniśmy dawać się dzielić ani skłócać przez inne stolice. W czasie panowania okresu komunizmu próbowano używać nas przeciwko sobie, jak na przykład w 1968 roku, kiedy wojsko podległe gen. Jaruzelskiemu zostało instrumentalnie użyte przez ZSRR do tłumienia praskiej wiosny. W harcerstwie, do którego należałem jako dziecko w okresie komunizmu, śpiewaliśmy piosenkę, w której brzmiały takie słowa: „Przebacz mi smutna Bratysławo, Hradcu Kralowy, zlata Praho, za śmierć jaskółki tamtej wiosny. I polskie tanki nad Wełtawą”. Dzisiaj, gdy Polacy i Czesi są wolni, możemy podać sobie ręce, uśmiechać się do siebie i robić wspólne interesy. Tak sobie wyobrażam naszą przyszłość.  

 

Rozmawiała Petruška Šustrová. Wywiad ukazał się 10 listopada 2018 r. w czeskim dzienniku „Lidové noviny”.

 

Poleć znajomemu