Narzędzia dostępności

Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

Dodatkowe narzędzia

Niedziela, 11 listopada 2018

Wywiad Prezydenta dla wPolsce.pl: Z dumą realizujmy interesy Polski

  |   Wywiad Prezydenta RP dla telewizji wPolsce.pl Wywiad Prezydenta RP dla telewizji wPolsce.pl Wywiad Prezydenta RP dla telewizji wPolsce.pl

Marcin Wikło, TV wPolsce.pl. Dzisiaj z Pałacu Prezydenckiego. Witam serdecznie Pana Prezydenta Andrzeja Dudę, dzień dobry, Panie Prezydencie.

 

Prezydent RP Andrzej Duda: Dzień dobry, panie redaktorze, witam pana i bardzo się cieszę, miło mi się spotkać z widzami.

 

Panie Prezydencie, dziękujemy przede wszystkim za zaproszenie, bo to Pan jest tutaj gospodarzem. Spotykamy się z okazji 11 listopada – wspaniałego stulecia odzyskania polskiej niepodległości. Ale zanim zapytam Pana o wymiar narodowy, to zapytam o osobistą refleksję i 11 listopada 2014 roku. Wtedy Jarosław Kaczyński ogłosił, że Pan będzie kandydatem Zjednoczonej Prawicy na prezydenta. Jak Pan osobiście wspomina tamten czas, tamten 11 listopada?

 

To przede wszystkim ogromne przeżycie – być nominowanym jako kandydat partii, która wtedy była największą partią opozycyjną w Polsce. Było wiadomo, że staję do konkurencji o najważniejszy urząd w państwie i staję z szansami, żeby ten urząd uzyskać. Więc to było dla mnie bardzo duże przeżycie. No, oczywiście wiadomo, że także olbrzymia odpowiedzialność – bo przecież jest to związane przede wszystkim z olbrzymią odpowiedzialnością.

 

I to było dla mnie najbardziej w jakimś sensie spinające, tremujące, że jednak biorę na siebie olbrzymią odpowiedzialność za to, że będę brał udział w tej kampanii, że w związku z tym będę prezentował program – i jaki wynik uda mi się uzyskać. Nie wspomnę już o tym, że jednak z pełną odpowiedzialnością za to, że walczę, by zostać Prezydentem Rzeczypospolitej. To był na pewno jeden z ważniejszych dni mojego życia.

 

To prawda. I wtedy też rozpoczął się – jak to teraz zauważamy – marsz do władzy Prawa i Sprawiedliwości. Bo to był pierwszy etap tego maratonu wyborczego, teraz też jesteśmy w takim małym wyborczym maratonie. Początek takiego marszu do naprawy Rzeczypospolitej, jak mówią o tym politycy Zjednoczonej Prawicy – do dobrej zmiany. Pan myśli, że po tych kilku latach jesteśmy rzeczywiście na dobrej drodze w tym kierunku?

 

Jeszcze wrócę na jedną sekundę do tamtego dnia – do 11 listopada 2014 roku. Proszę też zwrócić uwagę na niezwykły kontekst symboliczny, który wtedy dla mnie występował. Był to 11 listopada – święto odzyskania przez Polskę niepodległości. Był to 11 listopada obchodzony w Krakowie, czyli moim mieście ‒ z którego pochodzę. To spotkanie i ogłoszenie odbywało się wtedy w hali „Sokoła”, obok której stoi pomnik Czwórki, czyli idących legionistów marsz. Piłsudskiego. Więc to takie niezwykle symboliczne miejsce, nasycone wątkiem niepodległościowym, patriotycznym – i to także było dla mnie dodatkowo ogromnym przeżyciem, bo przecież ta hala widziała odzyskanie niepodległości. Zaraz obok jest ul. Oleandry, z której wyszła Pierwsza Kadrowa. Więc to rzeczywiście miało dla mnie swą ogromną specyfikę, był w tym ogromny duch.

 

To było takie dodatkowe tchnienie do początku marszu po dobrą zmianę?

 

W jakimś sensie, można powiedzieć. Tak jak z pobliskich Oleandrów wyszła Pierwsza Kadrowa, tak ja wtedy wyszedłem do marszu po prezydenturę, jak się okazało.

 

 

Jesteśmy cztery lata później. Jak Polska się zmieniła przez te cztery lata? Czy ten marsz, rzeczywiście ta dobra zmiana następuje? I jak Pan ocenia tempo dobrej zmiany?

 

Myślę, że tak, następuje – to widoczne. Przede wszystkim jest to zupełna zmiana podejścia do tego, w jaki sposób powinno funkcjonować państwo i jak powinna być realizowana władza państwowa, jakie powinno być jej nastawienie. Proszę zwrócić uwagę, jak bardzo jest to nowoczesne podejście, zgodne ze wszystkimi trendami europejskimi. Mówię przede wszystkim o polityce społecznej, polityce równego rozwijania państwa.

 

Nie chcę tu używać wprost określenia „zrównoważonego rozwoju” – bo niektórzy przez to rozumieją bardziej ochronę środowiska naturalnego niż rozwijanie państwa także w sensie infrastrukturalnym – ale ja też bym chciał to rozumieć właśnie jako zrównoważony rozwój także w tym znaczeniu, że staramy się, by wszystkie części kraju były jak najbardziej równo rozwinięte.

 

I stąd takie zwrócenie uwagi na kwestie związane z Polską Wschodnią, gdzie przez lata tak bardzo brakowało infrastruktury. To takie inwestycje jak Via Carpatia, która w tej chwili jest realizowana; to taka ambitna inwestycja, jaką jest lotniczy Centralny Port Komunikacyjny. To są te elementy, które mają spowodować, że Polska rzeczywiście stanie się państwem bardzo nowocześnie, wysoko rozwiniętym, co – mam nadzieję – ułatwi również rozwój gospodarczy, przemysłowy.

 

To wiele działań, ale przede wszystkim polityka solidaryzmu społecznego głęboko oparta na idei społecznej gospodarki rynkowej, sprawiedliwego podziału dóbr. To elementem tego jest właśnie chociażby program 500+, w którym państwo jak gdyby dzieli się z rodzinami odpowiedzialnością za wychowanie dzieci. W tym znaczeniu, w jakim może, czyli materialnym – wspierając rodziny posiadające dzieci. Wydaje mi się, że są to bardzo ważne elementy tej polityki.

 

Oczywiście można wspomnieć też o innych programach: 300+, czyli wyprawki, która była realizowana od tego roku; Mieszkanie+, który – mam nadzieję – zostanie zrealizowany; tu można wskazać jako problem czegoś, co nie poszło tak, jak byśmy chcieli, a przynajmniej nie z taką skutecznością i nie z taką szybkością. Natomiast cały szereg elementów ważnych jest realizowany.

 

Proszę pamiętać o dobrej pracy chociażby w ramach Rady Dialogu Społecznego, o podwyższeniu minimalnego wynagrodzenia, płacy minimalnej, o najniższej stawce godzinowej – o tych wszystkich elementach propracowniczych, właśnie prospołecznych, które zostały w okresie ostatnich trzech lat wprowadzone. Wydaje mi się, że są to ważne zmiany – które odczuwa przeciętny obywatel – i są to zmiany na dobre, na lepsze.

 

Polityka solidaryzmu, o której Pan mówi, była obecna w Pańskim programie w zasadzie od początku. A co z polityką partyjną w Polsce? Zrobił się nam taki podział – szczególnie przez ten ostatni czas – na dwa plemiona, coraz bardziej oddalające się od siebie. Tutaj jakoś pola do dialogu nie widać.

 

To jest coś, nad czym boleję, nie ukrywam. Natomiast podziały polityczne są w jakimś sensie naturą demokracji. W każdym państwie demokratycznym te podziały istnieją. Proszę choćby spojrzeć na państwo, które jest uważane na pewno za jedno z najbardziej demokratycznych na świecie – Stany Zjednoczone – jak bardzo duże są tam podziały pomiędzy zwolennikami republikanów a demokratów. To są emocje, które się do tego wszystkiego dołączają.

 

Co jest dla mnie ważne? Żeby były elementy wspólne, które rzeczywiście czynią nas wspólnotą. Jestem przekonany, że szacunek dla polskiej niepodległości ‒ a więc wielkie święto, które obchodzimy ‒ jest świętem prowspólnotowym. I dlatego cały czas apeluję do wszystkich, żebyśmy się rzeczywiście pod biało-czerwonymi sztandarami zgromadzili 11 listopada. Żebyśmy pod tymi biało-czerwonymi byli – i żebyśmy byli dumni z tego wielkiego osiągnięcia, jakim było odzyskanie niepodległości wtedy, po 123 latach zaborów. A więc dumni z dzieła, które zrealizowali nasi pra- czy prapradziadkowie – to jedno.

 

Ale dumni także z dzisiejszej Polski, która wyszła zza żelaznej kurtyny dzięki naszemu wspaniałemu wielkiemu ruchowi Solidarność, do którego przecież nikt Polaków nie przymuszał. Te 9 czy 10 mln obywateli w tym największym na świecie ruchu poszło do wolności dobrowolnie, nienakłaniane do tego przez nikogo, z poczucia potrzeby posiadania wolnego, niepodległego, suwerennego państwa – i to się udało. To wielka nasza zasługa i coś, co zdobyliśmy sami.

 

 

O idei wielkiej polskiej niepodległości za chwilę jeszcze porozmawiamy, ale chciałem zapytać o wybory samorządowe, po których teraz jesteśmy. Po pierwszej turze Jarosław Kaczyński powiedział: „Wygraliśmy czwarte wybory z rzędu”, a z drugiej strony Grzegorz Schetyna mówi: „Zbudowaliśmy skuteczny anty-PiS”. Patrząc po wynikach do sejmików ‒ ale też dużych miast ‒ to chyba i jeden, i drugi z polityków ma trochę racji?

 

To są specyficzne wybory, one mają trochę inny charakter niż wybory parlamentarne czy prezydenckie – to już w ogóle bez porównania. Chociaż może wybory na prezydentów, burmistrzów i wójtów ‒ czyli te indywidualne, które właśnie też odbywają się w ramach wyborów samorządowych ‒ są trochę podobne do wyborów prezydenckich. Natomiast w gruncie rzeczy istota tych wyborów polega na tym, że jednak wybiera się blisko, tzn. wybieramy naszych lokalnych włodarzy. Więc to jest trochę inna specyfika i tutaj takie czyste podziały partyjne w większości przypadków nie działają.

 

A nie ma Pan wrażenia, że trochę tak to właśnie zadziałało w tych wyborach? Że wystarczyło być PiS albo anty-PiS i jednak tak ta linia podziału została, niestety, narysowana?

 

Może ona jest tak rysowana przez media, ale proszę zwrócić uwagę, w ilu przypadkach tak naprawdę partie polityczne usiłują się przypisać do kandydata, który był niezależny, pozapartyjny. Takie przykłady można wskazać. I mówienie, że było to zwycięstwo jednej czy drugiej partii, w rzeczywistości zupełnie nie przekłada się na warunki lokalne i zapewne na odczucia tych, którzy głosowali. Oni po prostu głosowali na swojego lokalnego kandydata, co do którego byli przekonani, że jest dobrym gospodarzem ‒ jeżeli był już wcześniej ‒ albo że będzie dobrym gospodarzem. Wydaje mi się, że w gruncie rzeczy do tego to się tu sprowadza.

 

Natomiast podział polityczny istnieje. Partie ścierają się ze sobą, są różne wizje Polski, różne wizje poszczególnych elementów, jak powinno funkcjonować państwo polskie, jakie programy powinny być realizowane. Jestem przekonany co do tego, że kierunek prospołeczny – właśnie solidaryzmu społecznego, jak to podkreślam – jest słuszny i to jest właśnie budowanie nowoczesnego państwa.

 

Małgorzata Wassermann, która kandydowała na prezydenta Krakowa, Pańskiego miasta, powiedziała w wywiadzie dla TV wPolsce.pl dwie zasmucające rzeczy. Jedna – że z badań wyszło, że tak naprawdę największy problem, jaki wyborcy z nią mieli, to taki, że ma właśnie szyld partyjny Prawa i Sprawiedliwości. A drugi – usłyszała od kogoś, że nie zagłosuje na nią, bo wtedy na co drugiej ulicy w Krakowie będzie pomnik smoleński.

 

Zawsze znajdzie się ktoś radykalny ‒ jak tutaj usłyszeliśmy te zdania. Są też przeciwnicy polityczni, oponenci. Te wybory mają właśnie swoją specyfikę. Bardzo często ludzie chcą głosować na kandydatów, którzy są niezależni od wielkich sił politycznych – i tak to jest. Tak samo jest też w dużych miastach. Ale proszę właśnie zwrócić uwagę na to, w ilu przypadkach wygrali kandydaci czysto lokalni. Czasem z poparciem partii politycznych, ale najczęściej byli jednak kandydatami startującymi z własnych niewielkich komitetów wyborczych. Taka jest specyfika tych wyborów – ludzie głosują lokalnie.

 

Panie Prezydencie, a to nie jest tak, że nawet obchody stulecia odzyskania polskiej niepodległości też zostały nieco uwikłane w bieżącą politykę, że zostały np. wręcz przytłoczone kampanią wyborczą? O kampanii mówiło się w mediach wiele, a o tych wielu lokalnych inicjatywach – niestety mniej.

 

No tak, ale bardzo się cieszę, że te lokalne inicjatywy jednak są, że odbywają się lokalne uroczystości, w których można brać udział i w których mieszkańcy rzeczywiście biorą udział. Zresztą o to apelowałem, by właśnie na szczeblu lokalnym, miejscowym organizować uroczystości i pokazywać czyn niepodległościowy także na miejscu. Wskazywać nazwiska bohaterów niepodległości – naszych, lokalnych, z sąsiedztwa, którzy poszli do Legionów, walczyli, także tych, którzy prowadzili wtedy pracę organiczną.

 

Przy każdej okazji w czasie moich spotkań w różnych miejscach w Polsce prosiłem o to i nauczycieli, i lokalnych polityków, samorządowców, żeby akcentować te elementy. Przede wszystkim dla młodzieży, bo ona jest najważniejsza. Patriotyczne wychowanie jest najważniejsze. No i duma – bardzo ważny jest dla mnie element dumy: że my tutaj lokalnie, nasi pradziadkowie przyczynili się także do odzyskania niepodległości, też mamy swój wkład w odzyskanie niepodległości.

 

Mówiłem to także na zachodzie Polski, gdzie przecież wtedy Polski nie było, tam niepodległość nie była odzyskiwana. Ale żyją tam dzisiaj ludzie, których pradziadkowie w innych miejscach, choćby gdzieś na Kresach Wschodnich, tę niepodległość odzyskiwali. Warto także o tym mówić ‒ pokazać albumy ze starymi zdjęciami, przypomnieć rodzinne dokumenty, pokazać je młodym, robić różnego rodzaju wystawy, pokazać czyn niepodległościowy. To właśnie bardzo istotne dla budowania także naszej tożsamości narodowej i przede wszystkim – poczucia dumy z tego, że jesteśmy Polakami i jak wiele udało nam się osiągnąć.

 

 

Panie Prezydencie, ma Pan świadomość, że dużo mówi o młodych? Oni wiedzą, że np. Żołnierze Wyklęci, którzy teraz są na topie – można powiedzieć – zostali przez kogoś wychowani? Że zostali wychowani właśnie przez osoby, które o pokolenie wcześniej walczyły o polską niepodległość? Młodzież to wie?

 

Ja o tym mówię i wiem, że wielu ludzi o tym mówi, akcentują to. Zresztą trudno tego nie wiązać, bo jest to przecież następne pokolenie – dzieci właśnie tych, którzy walczyli o niepodległość. To jest pokolenie lat 20., czyli ci, którzy najpierw bronili Polski w 1939 roku, potem partyzanci, powstańcy warszawscy, wreszcie później Żołnierze Niezłomni ‒ ci, którzy nie pogodzili się z tym, że nie wróciła prawdziwie wolna i niepodległa Polska, tylko że jest to kraj uzależniony od wielkiego komunistycznego sąsiada, jakim była sowiecka Rosja. Za wszelką cenę chcieli wyrwać z tego siebie i Polskę.

 

Dochodzenie do niepodległości – nie można mówić o jednym momencie, bo to był proces i praca wielu ludzi – trochę przez komentatorów kojarzone jest z tym, co w Polsce dzieje się teraz. Oczywiście zachowując wszelkie proporcje. Że teraz też dopracowujemy się całkowicie niepodległej Polski na bardzo wielu płaszczyznach.

 

Nie, raczej bym to odzyskanie niepodległości – jeżeli mielibyśmy już z czymś je porównywać – raczej porównał właśnie do osiągnięcia tego wielkiego ruchu, jakim była Solidarność. Powszechnego ruchu – można powiedzieć – ogólnonarodowego, w którym tylu ludzi poszło i do końca wierzyło, że właśnie tę prawdziwie niepodległą i suwerenną Polskę uda się uzyskać. I uzyskaliśmy ją sami. Przecież to właśnie dzięki Solidarności, dzięki temu ruchowi, dzięki Polakom runęła żelazna kurtyna, runął mur berliński – bo przecież byliśmy pierwszymi, którzy właśnie poprzez Solidarność, wspierani przez ojca świętego Jana Pawła II to zwycięstwo osiągnęli.

 

A późniejszy proces raczej porównywałbym z próbą odbudowy polskiego państwa właśnie po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. I tu można zestawiać: czy w związku z tym rozwijamy się szybciej, czy były patologie, których być nie powinno ‒ porównywać to z tamtymi czasami. Aczkolwiek trzeba mieć świadomość, że w sensie politycznym i ideologicznym tamte czasy były dramatyczne w porównaniu z dzisiejszymi Polską i Europą. Rodzące się wtedy ruchy faszystowskie, potężne totalitaryzmy, które się wtedy rodziły – brutalność życia politycznego i publicznego w ogóle nieporównywalna z tym, co dzieje się dzisiaj. Obecnie mamy jednak dużo spokojniejszą rzeczywistość. Oczywiście narzekamy, że debaty są bardzo zapalczywe, że istnieją podziały, ale jednak mimo wszystko nie można tego porównywać z tym, z czym mieliśmy do czynienia przed II wojną światową.

 

Nie da się ukryć, że media trochę rządzą naszą wyobraźnią. W związku z tym pojawia się też takie stwierdzenie, że nic się w Polsce teraz, w 2018 roku, nie dzieje w związku ze stuleciem odzyskania polskiej niepodległości. Pan jeździ, ogląda i może powiedzieć, że to piramidalna bzdura, prawda?

 

Jest to piramidalna bzdura i oczywiście przechodzę nad tym do porządku dziennego, że media tak mówią. Te media, które chcą, tak mówią. Natomiast ja przede wszystkim akcentuję jedno: tak jak mieliśmy w ostatni weekend piękną uroczystość na cmentarzu wojennym nad Łowczówkiem, gdzie doszło do pierwszej, rzeczywiście bardzo poważnej i krwawej bitwy, w której uczestniczyła Pierwsza Brygada Legionów w grudniu 1914 roku. Piękna patriotyczna uroczystość, młodzież, ludzie, którzy się tam zgromadzili, parę tysięcy osób, które przyszły tam świętować, oddać hołd ojcom niepodległości i właśnie legionistom – tym, którzy krwawili się dla wolnej Polski, wierząc głęboko, że ją uzyskają, i ciesząc się, że ten cel zrealizowali.

 

Mówiłem zresztą, że polegli, ale gdyby mogli dzisiaj patrzeć – a wierzę, że patrzą – są dumni z tego, że Polska jest dzisiaj wolna, suwerenna, niepodległa także właśnie dzięki nim, dzięki ich odwadze, bohaterstwu, dzięki ich uporowi. Dziękowałem tym, którzy zorganizowali uroczystości, dziękowałem młodzieży, która była, dziękowałem, że została zaproszona. Takich wydarzeń w Polsce jest wiele – i to mnie bardzo cieszy, bo jest to prawdziwe obchodzenie odzyskania niepodległości, takie bezpośrednie.

 

Oczywiście, centralne uroczystości: ktoś popatrzy w telewizji, ktoś może nawet przyjedzie do Warszawy, żeby wziąć udział w uroczystościach, które – mam nadzieję – będą piękne tutaj, na miejscu. Ale jednak najważniejsze jest, by każdy czuł tę wolność, to wielkie święto i dumę z odzyskania niepodległości u siebie na miejscu, bo właśnie to buduje poczucie wspólnoty.

 

Pan mówi, że powinniśmy szukać pól wspólnych, i wydawałoby się, że stulecie odzyskania niepodległości jest takim polem. Tymczasem np. Lech Wałęsa czy Bronisław Komorowski nie przyjęli Pańskiego zaproszenia na wspólne uroczystości.

 

No cóż mogę powiedzieć? Zapraszałem i nadal jest to zaproszenie autentyczne, szczere, bo uważam, że powinniśmy być razem. Czy ktoś je przyjmie, czy nie ‒ to jest przecież jego decyzja. Mogę tylko powiedzieć, że jeśli ktoś otrzyma zaproszenie i nie zjawi się, jest mi z tego powodu przykro. Szkoda, żałuję, bo uważam, że powinniśmy stanąć pod biało-czerwonymi sztandarami tego dnia razem, tam, gdzie tylko jest to możliwe.

Natomiast mam nadzieję, że uroczystość stulecia odzyskania niepodległości obchodzić będą wszyscy – bardzo na to liczę i o to proszę. Czy ktoś będzie ją obchodził razem ze mną i z innymi osobami, które będą chciały wspólnie świętować, czy będzie ją obchodził gdzie indziej – chciałbym, żeby ją obchodził i uczcił.

 

Panie Prezydencie, jeszcze jeden bardzo symboliczny moment 11 listopada – Ordery Orła Białego dla 25 znamienitych Polaków. Patrząc na tę listę, można by zapytać: dlaczego nikt wcześniej nie wpadł na to, żeby takie osoby uhonorować?

 

Na to pytanie trudno mi odpowiedzieć. Cieszę się, że pracowaliśmy nad tym razem z kapitułą Orderu Orła Białego w zasadzie przez cały rok, właśnie rozpatrując różne kandydatury, i uznaliśmy, że te są najbardziej adekwatne. I że to są rzeczywiście takie osoby, które ogromnie przysłużyły się Polsce na przestrzeni tego stulecia, a do tej pory nie zostały w tak honorowy sposób uczczone. I to jest wyjątkowa sytuacja, bo to wszystko są rzeczywiście Ordery Orła Białego nadawane pośmiertnie osobom, które bardzo często zmarły już bardzo dawno temu. Ale cieszę się, że możemy właśnie w ten symboliczny sposób na stulecie odzyskania niepodległości podkreślić ich wkład w niepodległą Polskę.

 

To też pokazuje, że Polska musi się rozwijać w bardzo różnych kierunkach, bo mamy tutaj i nauki ścisłe, i literatów, i polityków, i duchownych, i sportowców.

 

Tak, bo chodziło o to, by w miarę możliwości była to w jakimś sensie grupa reprezentatywna – właśnie dla różnych części naszego społeczeństwa, dla różnych wyznań, różnych dziedzin życia, nauki, sportu takie właśnie osoby tutaj zostały wybrane. I w większości są to bardzo znane i rozpoznawalne nazwiska.

 

Panie Prezydencie, jak powinniśmy mówić o Polsce za granicą w roku niepodległości? A może po prostu, a nie tylko w tym roku 2018?

 

Powinniśmy być dumni ze swojej ojczyzny w każdym tego słowa znaczeniu. Dumni z tego, że nasi praojcowie odzyskali niepodległość, wywalczyli ją własną krwią, a także sztuką dyplomacji, jak Ignacy Jan Paderewski, nasz wspaniały pianista, kompozytor, ale także świetny polityk, dyplomata; jak Józef Piłsudski i inni ojcowie niepodległości ‒ Wincenty Witos, Roman Dmowski, Ignacy Daszyński; przecież premier pierwszego tak naprawdę rządu – tego lubelskiego – który był na tyle odpowiedzialny, że złożył swój urząd na ręce marsz. Piłsudskiego właśnie po to, by zapobiec niepotrzebnym podziałom na starcie tej niepodległości, gdy ona się rodziła. Więc mamy takie wspaniałe postaci i przede wszystkim o nich powinniśmy pamiętać, im oddawać tutaj cześć.

 

Po kilku latach swojej prezydentury widzi Pan, że zmienia się obraz Polski za granicą?

 

Myślę, że się zmienia. Oczywiście oponenci będą mówili, że zmienia się negatywnie, ale zawsze podkreślam jedno: Polska bardzo twardo w tej chwili działaniami jej władz – myślę tu o premierze, ministrach, ale także o mojej działalności – realizuje swoje interesy i walczy o należne jej miejsce na arenie międzynarodowej.

 

Jest to walka czasem twarda i w związku z tym jest to sytuacja, w której sąsiedzi – w szerokim tego słowa znaczeniu, nie myślę tu tylko o bezpośrednich sąsiadach Polski, lecz także w ogóle o sytuacji międzynarodowej, a więc o innych państwach, które poruszają się w tej samej przestrzeni międzynarodowej, w której jesteśmy – nie zawsze są z tego zadowoleni. Dlaczego? Dlatego że w polityce międzynarodowej nie ma pustych miejsc, wszystko jest od dawna wypełnione.

 

Jeżeli staramy się iść do przodu, chcemy rosnąć, zajmować należną nam pozycję, to siłą rzeczy rozpychamy się i inni muszą nam ustąpić – czy tracą jakąś część swoich wpływów, czy przez to mniej zyskują – nie są z tego zadowoleni. W związku z tym między państwami istnieje konkurencja, która jest całkowicie naturalna. I w związku z tym jesteśmy atakowani. Ale z drugiej strony można powiedzieć: nie atakuje się słabych, tylko silnych. Można więc powiedzieć: bądźmy dumni, że jesteśmy atakowani, bo to oznacza, że prowadzimy twardą i skuteczną politykę, która też jest dostrzegana – i dlatego jesteśmy atakowani.

 

Bądźmy dumni z naszej ojczyzny.

 

Oczywiście! I z dumą realizujmy jej interesy, bo każdy odpowiedzialny człowiek w innym państwie, patriotycznie wychowany w ten sposób do swojej ojczyzny podchodzi – że ją najbardziej szanuje, jej interesy stara się w pierwszej kolejności realizować. Niech nikt nie liczy na to, że przywódcy innych państw będą stawiali polskie interesy ponad interesami swoich państw. Żaden odpowiedzialny przywódca tak nie zrobi. Tak samo jak ja nigdy nie postawię interesów innego państwa ponad interesami Polski.

 

Bardzo dziękuję, Panie Prezydencie. Szanowni Państwo, dzisiaj gościliśmy w Pałacu Prezydenckim. Panie Prezydencie, serdecznie dziękuję za rozmowę.

 

Dziękuję bardzo, pozdrawiam serdecznie.

Poleć znajomemu