Narzędzia dostępności

Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

Dodatkowe narzędzia

Środa, 23 stycznia 2019

Wywiad Prezydenta RP dla TVP Info [CAŁOŚĆ]

 

Krzysztof Ziemiec: Prezydent Andrzej Duda. Dzień dobry, Panie Prezydencie. Jesteśmy w Davos.

 

Prezydent RP Andrzej Duda: Witam pana redaktora, witam naszych widzów.

 

Piękna zimowa sceneria, ale też bardzo ważne rozmowy. Przed Panem drugi dzień spotkań – i formalnych, i nieformalnych. Ma Pan na pewno napięty harmonogram. A ma Pan cel, który chciałby tutaj w tym roku osiągnąć?

Jeszcze raz witam. U nas też jest piękna zima. I ci, którzy w polskie góry w tym roku jeżdżą, mogą ją docenić. Natomiast w tym momencie aż tak ważne rozmowy u nas się nie toczą. Będą się toczyły za troszkę ponad dwa tygodnie, gdy będzie u nas konferencja bliskowschodnia – bardzo ważne spotkanie współorganizowane przez Polskę i Stany Zjednoczone.

 

O tym za parę minut.

Zobacz także: Prezydent: Prawo międzynarodowe jest gwarancją pokoju „Dane makroekonomiczne Polski robią ogromne wrażenie” [PL/ENG] Prezydent w Davos: Miarą skuteczności polityków jest poziom innowacyjności ich krajów [PL/ENG] Ale to dopiero za jakiś czas. A dzisiaj faktycznie tu, w Szwajcarii, w Davos, toczą się od wczoraj bardzo ważne rozmowy i spotkania. Oczywiście jest to Światowe Forum Gospodarcze, o którym na pewno wszyscy słyszeli, bo odbywa się od wielu lat, gromadzi głowy państw, rządów, wielki światowy biznes. Jest to okazja, by rozmawiać – z jednej strony – o polityce, ale przede wszystkim głównym tematem jest gospodarka: co było, co jest, kto czego się spodziewa i oczekuje. O tym się tutaj dyskutuje – jaka będzie przyszłość Europy i świata. Takie też są tematy paneli.

 

Ale domyślam się, że Pańska obecność tutaj też jest po coś, prawda? Zabiega Pan na pewno o obecność inwestorów w Polsce, no i w ogóle o wizerunek Polski na świecie. Wczoraj poznaliśmy dane dotyczące gospodarki – one są bardzo dobre. 5 proc. szacunkowy wzrost PKB w ubiegłym roku. No i minister Czerwińska powiedziała o dziurze budżetowej, że będzie ona dość niska. Więc są to bardzo dobre dane. Czy one tutaj kogoś w jakiś sposób zainteresowały? Wzbudziły czyjeś zainteresowanie?

Miałem wczoraj spotkania z dużymi inwestorami. M.in. z prezesem znanej chyba wszystkim firmy Procter & Gamble na naszą część Europy oraz z prezesem wielkiej chińskiej firmy, która zajmuje się elektromobilnością, produkuje samochody elektryczne, ogniwa; właściwie prowadzi też badania nad tymi kwestiami na całym świecie, m.in. w Stanach Zjednoczonych. Ta firma nazywa się Sokon. Namawiałem ich do przyjazdu do Polski.

 

Ale przede wszystkim przedstawiałem dane, o których pan redaktor przed chwilą wspomniał. Bo co chcę podkreślić? One na każdym robią wrażenie. Dzisiaj na świecie, gdy część państw cały czas jeszcze zmaga się z resztkami kryzysu 2008 roku, wzrost PKB na poziomie 5 proc. naprawdę robi ogromne wrażenie. Rzecz jasna, są kraje, które mają ten wzrost jeszcze wyższy, ale w Unii Europejskiej, gdzie wiadomo, że sytuacja gospodarcza jest raczej stabilna, gdzie trudno się spodziewać ogromnych, nagłych wzlotów, to, że Polska systematycznie rozwija się od samego początku przemian, że cały czas mamy dodatni wzrost gospodarczy, a teraz ten wzrost jest tak duży, rzeczywiście robi ogromne wrażenie i każdy inwestor przyznaje tutaj, kiwa głową, że to jest coś.

 

A czy fakt, Panie Prezydencie, że od jakiegoś czasu – od półrocza – jesteśmy w gronie gospodarek rozwiniętych, a nie rozwijających się, aspirujących, ma znaczenie dla inwestorów, czy nie?

Oczywiście, że tak. Bo gospodarka rozwinięta to generalnie znaczy gospodarka stabilna, duża, w której dużo się dzieje. To nie jest gospodarka, która nagle jest rozwijająca się, ma świetne wyniki przypadkowo, chwilowo – że jest to coś, co ma miejsce dwa lata, a potem już będzie nagle ogromna dekoniunktura. Więc to też pokazuje pewną stabilność. Oczywiście znajdujemy się w tym momencie w gronie najpoważniejszych partnerów inwestycyjnych – od tej strony, gdzie można zainwestować. A gdy my dokonujemy ekspansji za granicę – to kto przyjeżdża, by zainwestować? Skąd jest ta firma?

Ogromnie się cieszę, że w tym roku jesteśmy w Davos tak widoczni jak nigdy do tej pory. Bo to nie jest tylko tak, że przyjechał Prezydent, przyjeżdża Premier, że są obecne wielkie polskie firmy. Bo są i były obecne w zeszłym roku i przedstawiciele Polski też byli obecni wcześniej – przypomnę, że pan prezydent Aleksander Kwaśniewski w zasadzie co roku w czasie swojej prezydentury tutaj, do Davos, przyjeżdżał.

Ale w tym roku jest tutaj widomy znak obecności Polski – Polish House, czyli Dom Polski – polski pawilon przy głównej ulicy w Davos, która jest trochę jak Krupówki w Zakopanem. Jest to budynek z dużymi pomieszczeniami właśnie przeznaczonymi na cele Polski. To wszystko dzieje się pod auspicjami dwóch wielkich polskich firm – banku Pekao SA i PZU. To one odpowiadają za ten element naszej obecności. Ogromnie się z tego cieszę, jestem im bardzo wdzięczny. Bo to, że Polska jest tutaj widoczna nie tylko właśnie pod względem personalnym, ale także infrastrukturalnym – że jest miejsce, gdzie można przyjść, masz pewność, że spotkasz polskich inwestorów, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że spotkasz kogoś z oficjalnych władz Polski – na pewno przyciąga i buduje też klimat gospodarczy.

A przede wszystkim – mimo że ktoś będzie się uśmiechał – to jednak pokazuje także potencjał. Tu swoje pawilony mają Niemcy, Rosja, wszyscy, którzy chcą się liczyć, pokazują się przez te kilka dni.

 

Wrócę do pytania, Panie Prezydencie: jaki w takim razie jest cel, skoro nasza obecność jest w tym roku tak bardzo widoczna i liczna? Stawiamy sobie jakiś cel? Chcemy przyciągnąć kilkunastu, kilkudziesięciu nowych inwestorów strategicznych?

To cel nieprzerwany. Tylko pytanie: na ile i w jaki sposób w ten cel inwestujemy? Doszliśmy do wniosku, że [najlepszy będzie] właśnie taki sposób zainwestowania tutaj – gdzie z całego świata zjeżdżają się ludzie, by przez te pięć dni spotykać się i rozmawiać o polityce i biznesie. Pojawiają się tu prawie że wszyscy najważniejsi, a w każdym razie wszystkie państwa są reprezentowane. I jest to rzeczywiście światowy zjazd – bo są Chiny, Pani Premier Nowej Zelandii, z którą spotkałem się wczoraj, koronowane głowy, książę Liechtensteinu, królowa i król Belgów, więc tu wszyscy…

 

Tylko że nie król i królowa inwestują, lecz bogate i sprawne firmy.

Ale budują klimat. Ich obecność pokazuje [rangę wydarzenia]. Dlatego jest tutaj mnóstwo koronowanych głów i książąt – są to ludzie, którzy obracają się w światowym biznesie, bardzo często sami także prowadzą rozległe interesy, a przede wszystkim należą do towarzyskiego top of the top. Więc wiadomo, że wokół nich grupują się także ludzie wielkiego biznesu oraz ci, którzy aspirują do najwyższych sfer europejskich i światowych. I oni też w jakimś sensie budują tutaj klimat – może nawet bardziej gospodarczy niż polityczny. Ale trzeba jasno powiedzieć: wiele się dzieje.

Miałem wczoraj długą rozmowę z obecnym ministrem spraw wewnętrznych Szwajcarii – ale do niedawna jeszcze Prezydentem, bo tutaj prezydentura jest roczna, rotacyjna pomiędzy kantonami. Więc tych spotkań rzeczywiście jest bardzo dużo. Będę miał jeszcze spotkanie bilateralne z niedawno wybranym nowym prezydentem Brazylii, gdzie mamy ponad 1 mld 600 mln obrotów, a potencjał kraju – myślę tutaj o Brazylii – jest gigantyczny; i Polski też jest jeszcze cały czas niewykorzystany w tej relacji. To nasz największy partner w Ameryce Południowej. Chciałbym poprzez moje spotkanie z Panem Prezydentem tę relację pogłębić. Mam nadzieję, że może będziemy się mogli spodziewać wizyty Prezydenta Brazylii w Polsce. Te relacje chciałbym budować.

 

To jest właśnie ten cel naszej ekspansji gospodarczej – Brazylia?

Cele naszej ekspansji gospodarczej są wszędzie. Po to kładziemy tak bardzo silny nacisk na rozwój Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, byśmy istnieli właśnie we wszystkich miejscach na świecie. Przekonałem się już przez te ponad trzy lata mojej prezydentury, że dzisiaj są w Polsce firmy nie tylko te, które należą do tzw. państwowych, ale jest też szerokie grono firm prywatnych, które nie tylko mają odwagę, ale przede wszystkim potencjał, by inwestować poza granicami Polski. Każdym swoim działaniem w przestrzeni międzynarodowej staram się tę ekspansję wspierać.

 

Wymienił Pan, Panie Prezydencie, wielu ważnych tego świata, ale w tym roku zabraknie w Davos Donalda Trumpa. To jakiś wyraźny znak? Coś chciał powiedzieć, pokazać w ten sposób?

Nie sądzę. Są też poważne działania polityczne w Stanach Zjednoczonych i myślę, że nieobecność Pana Prezydenta jest związana bardziej z tym. W końcu jest człowiekiem biznesu – bo z biznesu przeszedł do polityki. Właściwie całe jego życie było życiem w biznesie i na pewno z wielką przyjemnością tutaj przyjeżdża, bo pewnie też jest to dla niego od strony biznesowej – a nie tylko politycznej – bardzo ciekawe: co się tu dzieje, o czym się rozmawia.

Natomiast ten rok rzeczywiście jest taki, że w Stanach Zjednoczonych są pewne polityczne rozgrywki i – siłą rzeczy – Prezydent, jako najwyższa władza w Stanach Zjednoczonych, musi w tym czynnie uczestniczyć. I rozumiem, że te względy w tym roku przesądziły o nieobecności Pana Prezydenta.

Ale będę miał tutaj jeszcze spotkanie z sekretarzem generalnym NATO, Jensem Stoltenbergiem. Także z wysoką przedstawicielką Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka, bo staramy się do Rady ds. Praw Człowieka jako kandydat na lata 2020-2022. Tak więc także i w tym politycznym aspekcie z naszego, polskiego punktu widzenia – a przecież w ten sposób na to patrzymy – dzieje się tutaj i jeszcze dużo będzie się działo.

 

Weźmie Pan też udział w konferencji nt. pokoju i spokoju na Bliskim Wschodzie – wspomniał Pan już o tej konferencji – u nas, w Warszawie, w lutym. Czy w kontekście naszych dobrych relacji ze Stanami Zjednoczonymi, ale troszeczkę słabszymi z Unią Europejską, nie obawia się Pan, że ta konferencja, w dużej mierze dotycząca Iranu, może w jakiś sposób wywołać niechęć – tak to eufemistycznie nazwę – przynajmniej niektórych krajów Unii Europejskiej do Polski? Unia troszkę inaczej patrzy na kontakty z Iranem niż Stany Zjednoczone. Nasz udział w Iranie jest dzisiaj właściwie żaden, a w tej konferencji będzie znaczący. Jednym słowem: czy biorąc udział w takiej konferencji, organizując ją w Warszawie, nie stawiamy się trochę w kontrze do Brukseli?

Nie sądzę, by można tak mówić, ponieważ w tej sprawie jesteśmy neutralni. Dlaczego organizujemy tę konferencję u nas? Względy są dwa. Oczywiście nie można pominąć tego prestiżowego – że my się liczymy, że to się odbywa u nas, po raz kolejny jesteśmy w stanie zorganizować duże i ważne wydarzenie międzynarodowe. To ma, oczywiście, swoje znaczenie dla budowania prestiżu, wizerunku Polski na świecie. Mówi się o Polsce, więc Polska się liczy. To jeden element – i on ma tutaj, oczywiście, ogromne znaczenie, ale nie najważniejsze.

 

Najważniejsze jest to, jaką w tej chwili zajmujemy pozycję międzynarodową. A jest nią nasza dwuletnia obecność w Radzie Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych, gdzie od samego początku mówimy o przestrzeganiu prawa międzynarodowego, o ochronie osób cywilnych, przede wszystkim dzieci, mniejszości religijnych przed prześladowaniami, przed skutkami wojen itd. To jest nasza główna agenda. Ale przede wszystkim przestrzeganie prawa międzynarodowego.

 

Więc wychodząc z inicjatywą zorganizowania tej konferencji, proponując to Stanom Zjednoczonym i innym partnerom, działamy jako państwo neutralne, które nie ma swoich interesów, takich jak nasi partnerzy w tym rejonie świata.

 

Tylko że Iran już oficjalnie wyraził niezadowolenie z tego tytułu.

W polityce pewne rzeczy muszą być robione. Mają one czasem wręcz charakter rytualny, zwyczajowy. Iran ma taką sytuację, że czuje się zobligowany do wyrażania niezadowolenia, bo Stany Zjednoczone jakiś czas temu wykonały pewien zdecydowany krok – wypowiedziały porozumienie, które zostało zawarte za czasów prezydenta Baracka Obamy. Pan Prezydent Donald Trump inaczej na to patrzy. Ale właśnie po to jest ta konferencja, by – z jednej strony – oczywiście dyskutować o Iranie, ale przede wszystkim dyskutować o ogólnej sytuacji na Bliskim Wschodzie, o problemie uchodźców, problemie wojennym, który tam jest, i o tym, jak doprowadzić do pokojowych rozwiązań tam, w tym rejonie, gdzie jednak cały czas panuje nabuzowana i trudna sytuacja.

I to jest właśnie nasze zadanie jako państwa, które tutaj uważa się za neutralne, nie stoi po żadnej stronie, które w związku z tym podchodzi do tego w sposób jak najbardziej obiektywny i stara się szukać takich rozwiązań, które będą dla wszystkich do przyjęcia.

 

To może warto, Panie Prezydencie, zaprosić Iran jako uczestnika tej konferencji?

A to jest ‒ oczywiście ‒ także i nasza decyzja, jako gospodarza, ale pamiętajmy, że również uczestników. Więc zostawmy to na razie.

 

Czyli jest to kwestia otwarta?

Jest to kwestia otwarta.

 

A kto z możnych tego świata przyjedzie do Warszawy? Wiemy, że będzie Mike Pompeo, ale nie będzie pani Mogherini.

Na pewno będzie wielu ważnych przedstawicieli. Nie sądzę, by którekolwiek państwo mające swoje interesy wokół Iranu czy na Bliskim Wschodzie, które chce jednak mieć jakiś głos w tych sprawach, mogło się nie zjawić na wyższym lub niższym szczeblu. Proszę pamiętać, że jest to generalnie szczebel ministrów spraw zagranicznych – więc nie najwyższy. Oczywiście ja na pewno przyjmę gości jako Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, czyli najwyższy przedstawiciel gospodarza – z pewnej elegancji politycznej, a także dyplomatycznej. Natomiast generalnie jest to szczebel bardzo roboczy i tak należy tę konferencję postrzegać. To nie są jakieś tam rytualne rozmowy, tylko poważne dyskusje, z których – mam nadzieję – będą określone skutki.

 

Wróćmy do Davos, bo dzisiaj wieczorem konferencja, w której Pan też weźmie udział – to na sam koniec dzisiejszego dnia – „Europe Stepping Up to Lead?”. Ze znakiem zapytania, czyli można to chyba przetłumaczyć: czy Europa będzie przewodziła w tym świecie, który przed nami? Spytam Pana: jest to jeszcze możliwe, by Europa przewodziła? Wyznaczała trendy? Europa, która zmaga się z brexitem, od 10 tygodni z tym, co dzieje się we Francji. Kłopoty mają też Włochy i Grecja. Czy ta Europa może przewodzić światu?

Kłopotów nie brakuje. Ale przede wszystkim – jeżeli już tak mówimy – zadał pan pytanie o temat, który jest niezwykle szeroki, moglibyśmy cały program poświęcić na tę dyskusję i pewnie czasu by nie wystarczyło.

 

No tak. Ale pewnie w dwóch zdaniach też można powiedzieć. Czy mamy jeszcze szansę rzeczywiście stać się światowym liderem?

Europa ma ku temu wielką szansę. Wystarczy się cofnąć do lat 80., 90. czy samego początku dwutysięcznych, gdy Europa rzeczywiście była ogromną siłą światową. Nie chcę tu dyskutować, czy była silniejsza niż Stany Zjednoczone, czy nie. Sądzę, że nie. Ale zawsze stanowiła dla Stanów Zjednoczonych i Amerykanów pewien wzorzec, jednak patrzyli na Europę: „Ta stara Europa ze swoją tradycją i tym wszystkim, co dla niej ważne”. To ogromny dorobek kultury europejskiej, która przecież rozprzestrzeniła się właśnie na Stany Zjednoczone, na wszystkie inne kraje, które – jak by nie było – były zasiedlane przez Europejczyków. Więc kultura europejska promieniowała wszędzie i do dzisiaj ma to ogromne znaczenie.

 

Natomiast czy Europa może [przewodzić]? Może, tylko musi dokonać pewnej refleksji nad tym, co [zdarzyło się] do tej pory – co kiedyś doprowadziło Unię Europejską, naszą wspólnotę, do tego, że osiągnęła tak nieprawdopodobny poziom rozwoju i tak wspaniały poziom życia, jaki chyba nigdy w historii, w sensie powszechnym, nie miał miejsca. No i co teraz doprowadziło do tego kryzysu?

 

W moim przekonaniu należy na to spojrzeć tak: Unia Europejska została stworzona jako wspólnota o charakterze gospodarczym. Miała łączyć gospodarczo, by nie opłacało się w Europie prowadzić wojen, żeby silne państwa europejskie były tak ze sobą powiązane, by prowadzenie wojen nie kalkulowało się. I do tego elementu ekonomicznego – powiązań gospodarczych i tworzenia tutaj jak najlepszych więzi – powinniśmy wrócić. Mniej ingerowania w sfery ideologiczne, tożsamościowe poszczególnych państw i narodów europejskich, bo one tego nie akceptują. Najlepszym tego przykładem jest właśnie brexit, który tym był spowodowany: że za bardzo ingerowano w sprawy, które Brytyjczycy po prostu uważali za swoje.

 

Dziś czeka też Pana kolacja z Angelą Merkel, prawda? Spodziewa się Pan czegoś po tej rozmowie?

Czeka nas jeszcze cały szereg spotkań. Oczywiście, że zawsze są to ważne spotkania i zawsze coś ważnego w trakcie tych rozmów pada. Mam nadzieję, że relacje polsko-niemieckie nadal będą rozwijały się bardzo dobrze. Sytuacja w Niemczech jest w tym momencie skomplikowana – nie było tak od lat. Kto inny stoi na czele największej siły politycznej, a kto inny na czele rządu federalnego, czyli sprawuje urząd kanclerza – tak się stało, tak się potoczyły sprawy polityczne w Niemczech. Jest to w pewnym sensie nowa sytuacja, chyba niezbyt komfortowa dla niemieckiej polityki. W jakim kierunku dalej się to potoczy? Dziś trudno na sto proc. odpowiedzieć.

 

A podpisana wczoraj w Akwizgranie umowa niemiecko-francuska – Pańskim zdaniem – wzmacnia całą Europę jako wspólnotę? Czy jednak mimo wszystko pozwala snuć przypuszczenia, że będzie to Europa mniejsza? Być może właśnie ta tylko niemiecko-francuska, co będzie dla nas niebezpieczne.

A to, panie redaktorze, jest kwestia bardzo wielu różnych czynników, także i tego, w jaki sposób nasi wielcy partnerzy – Francja i Niemcy – podejdą do kwestii wspólnoty europejskiej. Czy rzeczywiście będą uważali wspólnotę za wspólnotę? A więc taki byt, w którym jest wiele podmiotów i wzajemny szacunek, uwzględnianie wzajemnych interesów, pewnych obaw i wzajemne zrozumienie. Czy też będą uważali, że Unia Europejska to tak naprawdę znaczy unia niemiecko-francuska i wszyscy inni muszą się im podporządkować? A to nie jest wspólnota.

 

To na koniec pytanie o wspólnotę polską. Bo wiele osób po tym, co wydarzyło się w Gdańsku w ubiegłym tygodniu, po tej tragedii ma takie nadzieje – że coś się zmieni w nas wszystkich; w nas, Polakach, również w Was, politykach. Pan też ma takie nadzieje?

Tak, ale pod jednym warunkiem: że każdy zacznie od siebie. Nie od rozliczania swojego konkurenta politycznego, swojego znajomego, kogoś, z kim ścierał się do tej pory na Facebooku, Instagramie, Twitterze czy jakimkolwiek innym forum – nie, tylko od siebie. Od tego, co sam mówił i pisał, czy rzeczywiście szanował swojego dyskutanta, interlokutora, czy nie powiedział gdzieś źle o jedno słowo, zdanie czy w ogóle za dużo – i właściwie powinien się sam uderzyć w piersi. Takiego rachunku sumienia powinniśmy dokonać. Jeżeli rzeczywiście go dokonamy, widzę ogromną szansę. Jeżeli nie, jeżeli pozostanie zasada, że będziemy wskazywali palcem „to oni!” – będzie jak do tej pory i nic się nie zmieni.

 

Nasi widzowie mogą teraz spytać, czy Pan, Panie Prezydencie – i ja także – też uderzyliśmy się już we własne piersi.

Zrobiłem to nie tylko teraz, ale pewne istotne przemyślenia miałem już wcześniej. Sam dostrzegałem również błędy z mojej strony, bo człowiek nie jest przecież nieomylny i zawsze może się zdarzyć pomyłka. Są różne sytuacje emocjonalne i są momenty, gdy następuje jakiś impuls. Jestem osobą dosyć aktywnego temperamentu, nie jestem introwertykiem, raczej ekstrawertykiem – i w związku z tym też zdarzały mi się gdzieś emocjonalne wystąpienia czy odpowiedzi. Można mi to przypomnieć i z pokorą będę musiał spuścić głowę, bo takie są fakty. Ale pamiętam o tym i staram się wyciągnąć z tego wnioski właśnie po to, by tej trudnej sytuacji nie tylko absolutnie nie pogłębiać, lecz starać się ją uleczyć.

 

Dziękuję, Panie Prezydencie. Dobrego, spokojnego, owocnego dnia dla nas wszystkich – dla Polski i polskiej gospodarki. Naszym gościem był Prezydent Andrzej Duda. Dobrego dnia dla Państwa.

 

Dziękuję, wszystkiego dobrego.

Wywiad dla TVP Info

Poleć znajomemu