przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Wtorek, 5 lutego 2019

Wywiad Prezydenta RP dla Polsat News [CAŁOŚĆ]

  |   Wywiad Prezydenta RP dla Polsat News Wywiad Prezydenta RP dla Polsat News Wywiad Prezydenta RP dla Polsat News Wywiad Prezydenta RP dla Polsat news Wywiad Prezydenta RP dla Polsat News

Wywiad Prezydenta RP dla Polsat News, 5 lutego 2019 r. 

 

Bogdan Rymanowski Wydarzenia i Opinie: Witam Państwa i zapraszam na specjalne wydanie programu prosto z Belwederu. Dzisiaj moim i Państwa gościem jest Prezydent Andrzej Duda. Dobry wieczór, Panie Prezydencie. Dziękuję za przyjęcie nas w Belwederze.

Prezydent RP Andrzej Duda: Dobry wieczór, Panie Redaktorze. Witam Pana, witam naszych widzów.

 

Panie Prezydencie, jutro rocznica rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu. Co Pan tak naprawdę na ten temat myśli? Bo wypowiadał się Pan na ten temat także kilka miesięcy temu w Gdańsku...

Oceny są oczywiście bardzo różne. Dzisiaj mieliśmy niezwykle ciekawą debatę młodzieży. Takich 17-18-latków, właśnie w Pałacu Prezydenckim w Sali Kolumnowej, gdzie stał okrągły stół. Został ponownie postawiony i przy tym okrągłym stole młodzi debatowali, czy Okrągły Stół był potrzebny, czy też można go było nie organizować, a i tak uzyskałoby się podobny efekt. Bardzo ciekawa debata. Młodzi przedstawiali swoje argumenty, swoje oceny.

 

A Pan po której stronie stanął?

Po pierwsze, byłem wtedy młodym człowiekiem – miałem 17 lat w 1989 roku, gdy był Okrągły Stół. Był to wtedy dla mnie ogromny przełom, tak samo dla mojej rodziny. Była to dla nas wielka radość – coś, na co czekaliśmy i głęboko wierzyliśmy, że rzeczywiście doprowadzi do zmienienia Polski. I gdy patrzymy na naszą dzisiejszą rzeczywistość i porównujemy ją z tym, co było wtedy, to chyba nikt dzisiaj nie ma wątpliwości, że Polska rzeczywiście przez te 30 lat ogromnie się zmieniła ‒ dzisiaj jesteśmy krajem, który jest członkiem Unii Europejskiej i Sojuszu Północnoatlantyckiego. Więc, czy Okrągły Stół był potrzebny, czy nie? Nie mam wątpliwości, że był potrzebny. Był potrzebny z jeszcze jednego względu – kiedyś bardzo mocno akcentował to Prezydent Lech Kaczyński, który uważał, że Okrągły Stół powinien mieć miejsce – po to, byśmy byli pierwszym krajem, w którym następowały przemiany. Mur berliński runął, bo Polska dała temu początek. I możemy dzisiaj to śmiało mówić. To jest fakt i to jest prawda.

 

Panie Prezydencie, ale słowa, które wypowiada Pan dzisiaj, brzmią nieco inaczej niż te, które słyszeliśmy z Pańskich ust parę miesięcy temu, gdy mówił Pan w Gdańsku: „Ceną za bezkrwawą rewolucję Solidarności były choroby, które drążą nasze państwo od tamtego czasu”.

Spór trwa, dlatego, że ten kij ma dwa końce.

 

Ale trzeba powiedzieć jasno: więcej plusów czy minusów?

Oponenci Okrągłego Stołu mówią: „Nie trzeba go było organizować, tylko jeszcze czekać, aż komuniści bardziej osłabną, i dopiero wtedy doprowadzić do zmian ustrojowych. Dlatego, że stało się to de facto na warunkach komunistów. Dzięki temu uwłaszczyli się na państwowym majątku, dzięki temu w polskim życiu publicznym pozostało to, co nazywamy postkomunizmem, czyli bardzo wiele patologii, z którymi walczymy do dzisiaj”. I to też jest prawda, tylko że ‒ moim zdaniem ‒ ogólny bilans jest jednak dodatni. Jeżeli patrzę wstecz ‒ oczywiście, było wiele rzeczy, których mogliśmy uniknąć. Wielu ludzi spotkał wręcz tragiczny los, upadające zakłady, złodziejskie prywatyzacje, PGR-y, które zostały zlikwidowane.

 

Ale jeśli miałby Pan zdecydować, jaki jest bilans. Jednoznacznie pozytywny?

Bilans nie jest jednoznacznie pozytywny, ale jest dodatni. I summa summarum, jeżeli ktoś pyta: „Opłacało się czy nie?”, mówię: „Tak, opłacało się, bo dzisiaj jesteśmy w NATO i w Unii Europejskiej”.

 

Bo wie Pan, jak zostały odebrane te Pańskie słowa sprzed kilku miesięcy: czyżby Prezydent oczekiwał krwawej jatki?

Panie Redaktorze, trzeba być wybitnie źle nastawionym, by w ten sposób odebrać moje słowa. Przecież ja podałem fakt! A fakt jest taki, że w polskim życiu publicznym w wyniku porozumień, które wtedy powstały i w wyniku tego, że pewnych rzeczy… Bo też trzeba popatrzeć na czas, na etapy, które wtedy miały miejsce. To, żeby doprowadzić do rozmów, do porozumienia, bezkrwawej rewolucji – bo chcę to bardzo mocno podkreślić: to jest niezwykle wielka wartość też wynikająca z tego porozumienia, które zawarto przy Okrągłym Stole, że rewolucja, która nastąpiła w Polsce, miała charakter bezkrwawy. Śmiało możemy powiedzieć: w zasadzie nikt nie zginął. Tak, były morderstwa, w szczególności księży w tamtym okresie, w 1989 roku, ale nie doszło do walk na ulicach, do wojny, do starć. Komuniści nie bronili się z bronią w ręku.

No, zapłaciliśmy za to – niestety – jakąś cenę. Wszystko ma swoją cenę, takie jest życie. Czy się opłacało? Z dzisiejszej perspektywy, patrząc globalnie, powiem tak: wielu ludzi ucierpiało, ale myślę, że globalnie opłacało się tę cenę zapłacić. Dla młodego pokolenia, dla pokolenia mojej córki, które urodziło się w wolnej Polsce, które w związku z tym żyje w innych warunkach, ma zupełnie inne szanse rozwojowe niż nawet my mieliśmy, nie wspomnę już o moich rodzicach – było warto.

 

Mamy okrągłą, 30. rocznicę rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu. Potem, w czerwcu, będzie rocznica pierwszych częściowo wolnych wyborów. Czy zamierza Pan – jako Prezydent – uczcić tę rocznicę w jakiś sposób?

Jest kilka bardzo ważnych dat, o których trzeba wspominać. Okrągły Stół się rozpoczął, jego efektem były wybory, do których doszło 4 czerwca – te prawdziwie wolne, rzeczywiście swobodne, do wywalczonego i odzyskanego, można powiedzieć, Senatu. Bo na powrót powstała w wyniku porozumienia Okrągłego Stołu właśnie druga izba polskiego parlamentu obok Sejmu – powrót do dawnej tradycji. I tu, do tej izby, wybory były całkowicie wolne ‒ i rzeczywiście w tym aspekcie to były wolne wybory. Natomiast te do Sejmu były jednak wyborami kontraktowymi, gdzie strona opozycyjna, czyli nie władza ludowa, miała tylko 35 proc.

Te wybory były przede wszystkim wielkim sukcesem Polaków – zwykłych ludzi, a nie porozumienia Okrągłego Stołu. Bo tu być może można było wywalczyć więcej – może całkowicie wolne wybory? Ale Polacy, którzy zmobilizowali się, prowadzili kampanię, a przede wszystkim nie zgłosowali na listę krajową, dali wtedy absolutnie jednoznaczny sygnał komunistom: „Nie!”. Dla komunistów to była klęska.

 

Czy w związku z tym z Pańskiej strony ‒ ze strony Urzędu Prezydenta RP ‒ należy się spodziewać w czerwcu jakichś fajerwerków?

Oczywiście, że to będzie ważny moment, w szczególności – odzyskanie Senatu. To będzie niezwykle ważny moment ‒ i właśnie to przede wszystkim chciałbym z całą mocą podkreślić. Jest to wielkie święto Polaków, którzy wtedy zdołali tak naprawdę pokonać komunę w tym znaczeniu, że pokazali całemu światu, że nie popierają komunistów. Że mówienie o legitymacji tamtej władzy było nieprawdą i kompletną pomyłką. Że to była zwykła propaganda – tamta władza nie miała żadnej prawdziwej legitymacji społecznej.

 

No dobrze, ale przy Okrągłym Stole po jednej stronie – jeśli tak można powiedzieć – był gen. Kiszczak, a po drugiej Lech Wałęsa. Czy o tych obu postaciach można powiedzieć: „Tak, to bohaterowie naszej wolności. Im zawdzięczamy to, w jakim kraju dzisiaj żyjemy”?

Przepraszam, ale nigdy tak nie powiem o panu gen. Kiszczaku, ponieważ to, że urodziłem się w komunizmie, zawdzięczam m.in. gen. Kiszczakowi. Był jednym z gwarantów tamtego ustroju i to właściwie od samego jego początku.

 

A o Lechu Wałęsie?

Lech Wałęsa to zupełnie inna sprawa. Lech Wałęsa rzeczywiście jest bohaterem lat 80. i z całą pewnością można go nazywać bohaterem naszej wolności. Ma ciemne karty w swoim życiorysie – oczywiście, że ma. Szkoda, że  nie wyznał prawdy i nie powiedział Polakom, jak rzeczywiście było, bo myślę, że ogromnie wielu ludzi by mu uwierzyło i wybaczyło.

 

Lech Wałęsa cały czas powtarza, że to są potwarze, kalumnie, oszczerstwa.

No tak.

 

I że jest mu bardzo przykro z tego powodu.

Mnie też jest przykro z tego powodu, że mamy taką sytuację, jaką mamy.

 

A czy ci bohaterowie naszej wolności powinni mieć swoje pomniki?

Bohaterowie naszej wolności powinni mieć swoje pomniki, a ten właśnie czas 1989 roku ma pewien szczególny wymiar osobowy, niezwykle symboliczny. A mianowicie: rząd z pierwszym niekomunistycznym premierem, czyli Tadeuszem Mazowieckim na czele. To była niezwykle ważna data: 12 września. To był niezwykle symboliczny dzień.

 

To słynne przemówienie, gdy Pan Premier Mazowiecki zasłabł.

Słynne przemówienie, słynne zdjęcia Premiera Mazowieckiego stojącego na trybunie sejmowej, pokazującego znak zwycięstwa – viktorię. To były wielkie chwile – wtedy wielkiego wzruszenia – i myślę, że to wydarzenie powinno być upamiętnione pomnikiem Tadeusza Mazowieckiego. Tadeusz Mazowiecki był jednym z twórców idei Okrągłego Stołu, to on był jego organizatorem – tak więc to była postać wielce zasłużona, człowiek, który walczył o odzyskanie przez nas wolności.

 

Chciałby Pan, aby ten pomnik stanął w Warszawie? Gdzieś tutaj niedaleko Belwederu, Krakowskiego Przedmieścia, na pl. Piłsudskiego?

Oczywiście nie mówię, że pomnik może stać tylko w jednym mieście. Ale w tej chwili myślę o Warszawie. I mam nadzieję, że Rada Warszawy podejmie tę inicjatywę.

 

Zaprosi Pan do siebie Prezydenta Trzaskowskiego? Pogada Pan z nim o tym?

Jeżeli tylko będzie taka wola, żebyśmy się spotkali, jestem gotów wspierać ten pomysł i tę ideę, bo uważam, że taki pomnik powinien się w Warszawie znaleźć.

 


 

Panie Prezydencie, od śmierci Pawła Adamowicza minęły ponad trzy tygodnie. I proste pytanie: co zostało z tych wszystkich apeli o pojednanie? O inny język, o brak nienawiści, brak agresji, brak pogardy w debacie publicznej.

Niestety, tak jak niektórzy przewidywali, zostało niewiele, jeżeli popatrzymy na to, co dzieje się w debacie publicznej. Mam nadzieję, że część ludzi, przede wszystkim uczestniczących w polskiej polityce – ale nie tylko w polskiej polityce, bo myślę także o dziennikarzach, którzy, niestety, mają tutaj często swoją niedobrą rolę…

 

Ale mówi Pan o dziennikarzach z obu stron czy z jednej?

Panie Redaktorze, nie mówię o dziennikarzach z jakiejś jednej strony, bo powiedziałem ogólnie: dziennikarze. I nie wszyscy, tylko są tacy dziennikarze, którzy po prostu również podgrzewają spór – i to jest złe. Powiedziałem nawet w jednym z wywiadów, że uważam, że jeżeli dziennikarz prowadzi program i w tym programie jest np. polityk czy publicysta, czy ktokolwiek, kto przekracza ramy języka debaty publicznej, dziennikarz powinien go po prostu wyprosić ze studia, powiedzieć: „Proszę Pana ‒ czy proszę Pani ‒ przepraszam, nie rozmawiamy w ten sposób, to nie jest język debaty. Proszę wybaczyć, ale – niestety – jestem zmuszony podziękować za udział w programie”. Takie powinny być u nas standardy.

 

Gdy na uroczystościach pogrzebowych Pawła Adamowicza pojawił się apel ojca Ludwika Wiśniewskiego, Pan ‒ pytany o tę sprawę ‒ powiedział, że odbiera to także jako apel do siebie. Ojciec Ludwik Wiśniewski nawet Pana publicznie pochwalił, że to dobrze, że Pan tak zrozumiał. Ale pytanie jest następujące, jeśli chodzi o te trzy tygodnie: czy można tutaj mówić o symetrycznej winie obu stron tego konfliktu w Polsce? Jeśli chodzi o wzniecanie znowu emocji.

Emocje są, niestety, bardzo silne. Często bardzo negatywne, niepotrzebne. Nie będę tutaj wskazywał, czyje są większe. Ci, którzy są obserwatorami życia publicznego, potrafią to ocenić. Dla mnie to zjawisko jest w ogóle bardzo złe, bardzo przykre. Oczywiście, że ja również ‒ ponieważ jestem człowiekiem, który, przynajmniej mam nadzieję, potrafi siebie krytycznie ocenić ‒ jestem w stanie powiedzieć: tak, nie wszystkie moje wypowiedzi na przestrzeni ostatnich 10 lat były takimi, które bym powtórzył.

 

Żałuje Pan jakiejś konkretnej wypowiedzi z ostatnich trzech, czterech lat urzędowania jako Prezydent?

Na pewno były takie momenty, że można było się wypowiedzieć subtelniej, delikatniej.

 

Mówi Pan o przemówieniach czy o wpisach twitterowych?

O różnych rzeczach. W ogóle o języku, który jest używany. Powtarzam: nie jestem bezkrytyczny. I dzisiaj zastanawiam się właściwie nad każdą moją wypowiedzią.

 

A czy jest Pan dzisiaj gotów przeprosić za pewne swoje wypowiedzi?

No, Panie Redaktorze, ale to konkretnie: mi się też zdarzało, że przepraszałem, więc nie widzę tu problemu. Przecież zdarzało się, że mówiłem: tak, nie powinienem tego powiedzieć. Nie jestem człowiekiem, który ma jakieś problemy z tego typu – według mnie – normalnymi reakcjami.

 

Panie Prezydencie, sobotnie wydarzenia sprzed siedziby Telewizji Polskiej Donald Tusk skomentował tak: „Kłamstwo organizowane przez władze za publiczne pieniądze to perfidna i groźna forma przemocy, której ofiarami jesteśmy wszyscy. I wszyscy powinni solidarnie w ramach prawa przeciw temu kłamstwu protestować”. Jak Pan odczytuje te słowa?

Widziałem tego tweeta cytowanego w mediach. Przyjąłem go ze zdumieniem.

 

A co tu jest zdumiewającego?

Bo to jest ostry język. Uważam…

 

To jest ostry język?

Tak, według mnie – tak. To jest ostry język, według mnie, w tym momencie niepotrzebny. I że Przewodniczący Rady Europejskiej w taki sposób wypowiada się o Polsce, o sytuacji w Polsce – to zdumiewające. Nie rozumiem, dlaczego Przewodniczący wypowiedział się w ten sposób, zwłaszcza że ma też swoją historię, kiedy był Premierem i z tamtego czasu różne rzeczy można wspominać.
 

Co najbardziej Pana dotknęło, jeszcze raz zacytuję: „Kłamstwo organizowane przez władzę za publiczne pieniądze to perfidna i groźna forma przemocy, której ofiarami jesteśmy wszyscy”. Co w tym zdaniu Pana zabolało?

Przede wszystkim, jakie kłamstwo, proszę wskazać konkretnie, o jakie kłamstwo chodzi.
 

Może Przewodniczącemu Tuskowi chodzi o Telewizję Polską?

Nie wiemy tego. Z tego tweeta to nie wynika jednoznacznie. To jest pewna ogólna ocena, która w istocie może obrażać ludzi, którzy uważają siebie za prawdomównych. Na przykład ja uważam siebie za człowieka prawdomównego i powiem szczerze, że gdy zobaczyłem tę wypowiedź, to się zdumiałem.
 

Naprawdę odebrał Pan tę wypowiedź jako atak na siebie?

Odebrałem to jako atak ogólnie na polskie władze. I to mnie zdumiało, bo uważam, że – jak na Przewodniczącego Rady Europejskiej – jest to bardzo daleko idące stwierdzenia. Powtarzam jeszcze raz: niepotrzebne.
 

Jak Pan ocenia to, co stało się w sobotę w stosunku do Pani Magdaleny Ogórek?

Oczywiście, że oceniam to fatalnie. To nigdy nie powinno mieć miejsca. Można być krytycznym, można wyrażać odmienne oceny, można demonstrować, mamy w Polsce wolność słowa – oczywiście nie należy przekraczać granic tej wolności – ale można krytykować. Można się gromadzić, można demonstrować i wyrażać swoje niezadowolenie i dezaprobatę, ale obrażanie kogoś czy wręcz fizyczna agresja jest czymś, co nigdy nie powinno mieć miejsca.
 

A reakcja drugiej strony i upublicznienie wizerunków oraz nazwisk w programie telewizji publicznej ludzi, którzy wtedy protestowali, Pana zdaniem jest okej, jest w porządku?

Muszę przyznać, że mnie to zdziwiło. Uważam, że niestety to wszystko idzie za daleko.
 

Czyli takie upublicznienie to było naruszenie dóbr osobistych i praw tych osób?

Przede wszystkim, jeżeli są to osoby podejrzewane o popełnienie przestępstwa, to są odpowiednie ścieżki prawne do tego, aby takie kwestie realizować. Realizowac tutaj odpowiedzialność karną, wykroczeniową, czy cywilną.
 

Można pokazywać, Pana zdaniem, ich wizerunki i nazwiska, czy nie?

Tym jestem zdumiony.
 

Czyli Pan by tego nie zrobił?

Raczej nie.
 

Niedawno spotkał się Pan z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji. Upominał się Pan o nieprzekraczanie granic wolności słowa i przypominał, że nie można łamać dobrych obyczajów. Czy, Pana zdaniem, publiczne media w Polsce łamią dzisiaj obyczaje, czy nie?

Uważam, że media w ogóle – tak, jak powiedziałem wcześniej o dziennikarzach – bardzo często pozwalają na zbyt wiele i uczestnikom programów, i sami dziennikarze czasem pozwalają sobie na zbyt wiele, na zbyt daleko idące słowa, na zbyt ostre wypowiedzi i komentarze. Niestety, zdarza się też tak, że słyszymy nieprawdę. To jest coś, co nie powinno mieć miejsca. Między innymi na ten temat rozmawiałem z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji, bo uznałem, że jest to ten podmiot, z którym na ten temat, jako Prezydent Rzeczypospolitej, rozmawiać powinienem.
 

Coś wyniknie z tej rozmowy?

Mam nadzieję, że wyniknie. Po pierwsze, w jakimś sensie uwrażliwienie członków tego w końcu konstytucyjnego organu na tę kwestię, to raz, a dwa – [członkowie KRRiT] mają też odpowiednie instrumenty oddziaływania.
 

Paweł Kukiz, który wczoraj był moim gościem, mówił, że rozmawia z Panem co jakiś czas, że ma pewne pomysły choćby dotyczące sędziów pokoju. On domaga się wprost dymisji Prezesa Telewizji Polskiej Jacka Kurskiego. Pan myśli podobnie? Ma Pan, tak jak Paweł Kukiz, krytyczne zdanie na temat Prezesa Kurskiego, czy nie?

Panie Redaktorze, nie uważam, żeby wszystko, co można zobaczyć w telewizji publicznej było idealne, ale to są decyzje odpowiednich władz i takie decyzje będą przez odpowiednie władze podejmowane.
 

Wracając do tego, co stało się w Gdańsku, czy Pan dostrzega związek przyczynowo-skutkowy między tak jak mówią niektórzy politycy, także dziennikarze między materiałami pokazywanymi w telewizji a śmiercią czy zamachem na Pawła Adamowicza? Można powiedzieć, że to jest mord polityczny spowodowany przez sianie nienawiści?

Nie uważam, że to jest mord polityczny. Dokonał go człowiek, który jest dotknięty chorobą psychiczną.
 

Diagnoza została postawiona w roku 2016. Nie wiemy na pewno, czy tak jest.

Niestety, z reguły jest tak, że tego typu przypadłość ma charakter nawracający i rzeczywiście jest to problem bardzo poważny. Zresztą proszę sobie przypomnieć zachowanie tego człowieka po dokonaniu tego czynu przestępczego. Przestępca, który działa racjonalnie, ma dokładnie przemyślane to, co chce zrobić i z reguły próbuje uniknąć schwytania, próbuje uniknąć odpowiedzialności. On nie uciekał. On stał na scenie. Krzyczał, chwalił się. To nie jest normalne zachowanie. Też to, co krzyczał… Że został zamknięty do więzienia. Jak się okazało, rzeczywiście siedział w więzieniu, ale za przestępstwa, za napady na banki. Każda władza normalnie funkcjonująca doprowadziłaby do tego, żeby został aresztowany i skazany przez sąd. To, że to się stało akurat za rządów Platformy Obywatelskiej? No tak się stało. Jestem przekonany, że ktokolwiek by rządził, to skutek byłby ten sam, więc trudno tutaj mówić, że on miał pretensje do Platformy Obywatelskiej o to, że siedział w więzieniu. Gdyby wtedy rządziło Prawo i Sprawiedliwość, też by wtedy siedział w więzieniu, gdyby rządziło SLD, wierzę w to, też by siedział w więzieniu. Nie można więc mówić, że on był zwolennikiem jednej strony politycznej i dokonał politycznego mordu. No nie. Myślał irracjonalnie. Dokonał po prostu zemsty na tych, których uważał za sprawców swojego nieszczęścia, czyli sprawiedliwego umieszczenia w zakładzie karnym.
 

Panie Prezydencie w wywiadzie dla „Newsweeka” Pani Magdalena Adamowicz, wdowa po Prezydencie Adamowiczu, była pytana, dlaczego [podczas mszy pogrzebowej] i Pan, i Pan Premier Morawiecki zostaliście posadzeni w piątym rzędzie. Pani Magdalena Adamowicz odpowiedziała tak: „Prawdę mówiąc, miałam wątpliwości, czy oni w ogóle powinni być. Dałam sygnał, że nie chcę ich w zasięgu swojego wzroku, że nie życzę sobie nikogo z rządu”. Jak Pan to skomentuje?

Przede wszystkim nie będę komentował słów wdowy, którą dotknęło nieszczęście. Proszę się ode mnie żadnego komentarza nie spodziewać. Powiem tak: byłem na uroczystości pogrzebowej, dlatego że prezydent miasta zginął podczas pełnienia służby publicznej. Uczestniczył w wydarzeniu o charakterze publicznym, realizując swoje zadania jako prezydent miasta, służąc mieszkańcom, służąc sprawie, co do której był przekonany, że jest dobrą sprawą, realizowaną w mieście, którego był gospodarzem. Przyszedłem złożyć mu wyrazy szacunku. Byłem na tym pogrzebie z tego względu, że to była właśnie taka, a nie inna śmierć – śmierć na służbie. Na tym polegała istota rzeczy. Cieszę się, że byłem tam razem z innymi, że mogłem tam być. A czy siedziałem w pierwszej ławce, czy w drugiej, czy w piątej? To uważam za sprawę wtórną. To bardziej sprawa organizatorów niż moja. Dla mnie ważne było, żeby tam być, pomodlić się i pokazać szacunek dla majestatu tej śmierci.
 

A gdyby Pan, Panie Prezydencie, usłyszał o tych obiekcjach, wątpliwościach rodziny Pana Prezydenta Adamowicza, to również by się Pan tam pojawił?

Panie Redaktorze, generalnie ludzi na pogrzeby się nie zaprasza. Na pogrzeby ludzie przychodzą z potrzeby osobistej, [przychodzi] ten, kto uważa, że na pogrzebie być powinien. Uważałem, że powinienem być na tym pogrzebie z uwagi na pełniony przeze mnie urząd. Osobiście prawie nie znałem Pana Prezydenta Adamowicza. Miałem z nim kontakt bezpośredni zaledwie kilka razy. I to dawno temu – kiedy pracowałem w Kancelarii Pana Prezydenta Profesora Lecha Kaczyńskiego. Wtedy czasem towarzyszyłem gościom – prezydentom innych państw, którzy chcieli zwiedzić Gdańsk. Prezydent Adamowicz spotykał się z nimi  i wtedy spotykałem go częściej. W ostatnich latach spotkałem go chyba tylko raz, powiedzieliśmy: „Dzień dobry”, uścisnęliśmy sobie dłoń. Nie mogę więc powiedzieć, że znałem Pana Prezydenta Adamowicza, że byliśmy kolegami. Jednak uważałem, że pełniona przez niego funkcja i ta sytuacja – zginął człowiek, pełniąc funkcję publiczną, pełniąc rolę prezydenta miasta, którą powierzyli mu mieszkańcy – to wymaga szacunku ze strony głowy państwa i mojej obecności. Jestem przekonany, że taka by też była wola moich wyborców.
 

Panie Prezydencie, czytał Pan stenogramy nagrań Jarosława Kaczyńskiego w „Gazecie Wyborczej”?

No tak, znam je.
 

I co Pan o nich myśli?

Nie widzę tam niczego zdrożnego. Rozumiem, że – skoro szereg podmiotów zgłosiło różne kwestie, wiem, że były zgłoszenia i do Komisji Wyborczej, i do prokuratury – odpowiednie organy się tym zajmą.
 

Dzisiejsza „Gazeta Wyborcza” pisze, że ostatnie słowo w sprawie inwestycji Srebrna należało zawsze do Jarosława Kaczyńskiego. Jest Pan tym zaskoczony?

Nie wiem, jak wygląda sytuacja w tej spółce. Nigdy tego nie badałem, nikt mnie w to nie wprowadzał, a ja nie pytałem. W związku z powyższym nie miałem do czynienia z tą spółką. Byłem członkiem Prawa i Sprawiedliwości, dopóki rodacy nie wybrali mnie na Prezydenta Rzeczypospolitej. Oczywiście znam Pana Prezesa Jarosława Kaczyńskiego i mogę o nim powiedzieć jedno: to jest krystalicznie uczciwy człowiek.
 

CBA nie stwierdziło podstaw do zbadania oświadczenia majątkowego Jarosława Kaczyńskiego, takie było żądanie, taki był postulat opozycji. To dobra decyzja CBA?

Proszę zapytać szefów CBA. Oni badają oświadczenia, mają dostęp do wszystkich oświadczeń majątkowych, więc mogą je sprawdzać w każdej chwili.
 

Ale czy – Pana zdaniem – to, co usłyszeliśmy i zobaczyliśmy, kogoś kompromituje? Bo Grzegorz Schetyna mówi, że te taśmy kompromitują Prezesa Kaczyńskiego.

A może, Panie Redaktorze, chodzi o to, że już wielokrotnie mieliśmy do czynienia z taśmami, które rzeczywiście były kompromitujące. Dzisiaj wielu ludziom słowo „taśmy” kojarzy się z czymś kompromitującym. Więc jak się pojawiają taśmy Jarosława Kaczyńskiego, to samo to słowo już brzmi dla ludzi kompromitująco. Może o to chodzi? Bo też zapowiadano, że ma być jakieś straszne trzęsienie ziemi na polskiej scenie politycznej, że nie wiadomo, co na tych taśmach będzie... Wysłuchaliśmy tych taśm i nawet politycy, którzy nie mają żadnych związków z Prawem i Sprawiedliwością… Słyszałem wypowiedź Pana Pawła Kukiza, który powiedział, że to kompletny kapiszon i że on nie rozumie, o co jest cała sprawa.
 

Ale politycy Platformy, bardzo poważna część opozycji, mówią, że Prezes Kaczyński mógł prawdopodobnie złamać prawo, że jako poseł nie powinien prowadzić takiej działalności gospodarczej.

No tak, ale ja nie wiem, czy Pan Prezes Jarosław Kaczyński prowadzi działalność gospodarczą, czy nie. Proszę mi wybaczyć, nie mam o tym pojęcia. Ale to nie jest kwestia oceny dokonywanej przez polityków Platformy Obywatelskiej, tylko jest to kwestia oceny dokonywanej przez uprawnione organy. Słyszałem – bo pisano o tym w mediach – że opozycja złożyła kilka wniosków do i Państwowej Komisji Wyborczej, i do prokuratury, w związku z czym – jak rozumiem – odpowiednie organy sprawą się zajmują. Wierzę, że będzie to zrobione rzetelnie.
 


 

Jeszcze jeden cytat z Grzegorza Schetyny: „Kaczyński przez lata szukał układu. Okazało się, że buduje go sam. Skromny poseł, który potajemnie steruje państwowym bankiem i prowadzi biznesowe gry, by za ponad miliard złotych budować partyjne wieżowce. To czysta patologia”. To jest patologia?

Patologię to mieliśmy wtedy, kiedy redakcja tygodnika „Wprost” była nachodzona przez służby nasłane przez Platformę Obywatelską, dlatego że w posiadaniu redakcji były taśmy naprawdę kompromitujące ówczesną władzę – koalicję PO-PSL. Wtedy to wysyłano służby [specjalne], by odebrały [dziennikarzom] ten materiał. Taki był strach. Proszę pamiętać, z jakiej partii jest Pan Schetyna. W związku z tym, co tu komentować? 
 

Ale taśmy, na których byli politycy Platformy, zaszkodziły Platformie. Kto wie, być może przez te taśmy Pan wygrał wybory prezydenckie, a PIS wybory parlamentarne? Czy sądzi Pan, że efekt tych taśm może być podobny dla PiS-u?

Wie Pan, jeżeli politycy, którzy  są jednak także politykami opozycyjnymi, mówią, że nic na tych taśmach nie wiedzą, a patrzą na to chłodno, bo są niezacietrzewieni, to nie wiem… Każdy z moich rodaków oceni i w odpowiedni sposób przy urnach podsumuje ten okres, kiedy rządziło Prawo i Sprawiedliwość, i dokonania rządu Prawa i Sprawiedliwości.

 

A widzi Pan podstawy do zawieszenia w obowiązkach Pana Ministra Mariusza Kamińskiego? Bo tego również domaga się Platforma z racji tego, że jest tutaj konflikt interesów. Ludzie, którzy dziś nadzorują służby specjalne, kiedyś byli związani ze spółką Srebrna. Czy oni powinni dzisiaj sprawdzać pod tym kątem tę spółkę?

Znam niewiele osób uczciwszych niż Pan Prezes Jarosław Kaczyński, a także Pan Minister Mariusz Kamiński.

 

Panie Prezydencie, czy Wiosna, nowa partia Roberta Biedronia zamiesza na polskiej scenie?

[Cisza]

 

Pan, zwolennik sportów zimowych…

Panie Redaktorze, lubię Pana Roberta Biedronia od czasu, kiedy razem uczestniczyliśmy w prowadzonym przez Pana programie, jeszcze w innej stacji. Razem chodziliśmy do tego programu w niedzielne przedpołudnia. I mogę powiedzieć, że jest to człowiek sympatyczny, tyle że jego punkt widzenia na sprawy polskie i także na wiele spraw światopoglądowych jest zupełnie odmienny od mojego. Powiem tak: były już podobne inicjatywy, z takimi inicjatywami występował kiedyś Pan Palikot. Został odpowiednio oceniony przez wyborców. Dzisiaj swojej szansy szuka Pan Biedroń... Zobaczymy, ocenią wyborcy.

 

Myśli Pan, że te postulaty, które usłyszeliśmy w niedzielę, czyli kwestia aborcji do 12 tygodnia, kwestia wycofania się z konkordatu, wycofania religii ze szkół – czy to może sprawić, że Pan Robert Biedroń zyska popularność i jego partia stanie się trzecią siłą w Polsce?

Nie wiem czy zauważył Pan pewien paradoks w wystąpieniu Pana Biedronia. Mówił o pokoju, o zgodzie, o dobrym języku, o tym, że trzeba skończyć z nienawiścią, a jednocześnie zaraz potem wyszedł z tematami programowymi, które budzą chyba największe emocje w debatach publicznych, jakie w ogóle są.  To one powodują, że budzą się demony. 

 

Robert Biedroń może obudzić demony w Polsce?

Jeżeli ktoś podnosi takie postulaty programowe… Oczywiste jest, że te kwestie budzą niesłychane emocje w przestrzeni publicznej, wśród ludzi; emocje polityczne, ideologiczne, obyczajowe. Każdy wie, że to są tematy zapalne.

 

Mogą zapalić bardzo poważną część społeczeństwa?

To nie są tematy, które uspokajają społeczeństwo. Wolałbym [usłyszeć] więcej kwestii gospodarczych. Wolałbym proste, ale rzeczywiście dobre i odpowiedzialne recepty na to, jak podnieść poziom życia Polaków, jak spowodować, żebyśmy żyli bezpieczniej i spokojniej, żeby polskie rodziny były zamożniejsze, żeby im się żyło łatwiej, lepiej. To są dla mnie rzeczy, które są rzeczywiście ważne i nimi przede wszystkim powinniśmy się jako politycy zajmować.

 

Niektórzy nawet porównywali konwencję Roberta Biedronia na Torwarze do pierwszej Pańskiej konwencji, która zrobiła takie wrażenie, kiedy rozpoczął Pan kampanię prezydencką. Podobało się Panu to, co Pan zobaczył na Torwarze?

Moja konwencja wtedy mi się bardzo podobała. Byłem z niej bardzo dumny i zadowolony. Dziękuję, że Pan Redaktor podkreśla, że to była dobra konwencja. Bardzo dużo się nad nią napracowaliśmy…

 

Pan wtedy bardzo dobrze zaczął i Robert Biedroń pod tym względem też bardzo dobrze zaczyna.

Każdy oceni, Panie Redaktorze.

 

Pan ma inne zdanie? Nie podobało się Panu, w sensie wizualnym to, co się działo na Towarze?

Każdy oceni. Jak to mówią, było na bogato. Natomiast merytorycznie, w sprawach programowych mamy inne punkty widzenia, zawsze mieliśmy. I każdy, kto poznał nas obu, wie o tym, że mamy inne spojrzenia na te sprawy.

 

Byliście kiedyś razem na kolacji?

Nie, nie byliśmy nigdy razem na kolacji. Bywaliśmy u Pana w programie.

 

Tak, to pamiętam, ale nie serwowałem wtedy nic z mięsa. A chciałem Pana zapytać, czy jada Pan polską wołowinę?

Tak, z dużym smakiem.

 

Nawet po tych ostatnich rewelacjach, po tych ostatnich informacjach?

To jest rzecz, która nigdy nie powinna mieć miejsca. Rozmawiałam na ten temat z Panem Ministrem Ardanowskim, który podjął wszelkie czynności, włącznie z tym, że jest na ostatnim etapie przygotowań przepisów, które uszczelnią i wzmocnią kontrolę. Obaj mamy nadzieję, że te przepisy zostaną jak najszybciej uchwalone przez Sejm. W tej chwili eksperci już je dopracowują. A firma poniosła już odpowiednie  konsekwencje...

 

Ale ta sprawa może zaszkodzić Polsce, Panie Prezydencie. W przyszłym tygodniu ma być debata na ten temat w Parlamencie Europejskim.

Na rynku żywności w Europie panuje, niestety, ogromna konkurencja. A polski eksport w tym zakresie jest ogromny i stanowimy dużą konkurencję. I – jako konkurencję – też nas się zwalcza. Oczywiście, że jest to rzecz, która nigdy nie powinna mieć miejsca. Ale proszę pamiętać, że wartość eksportu naszej żywności to są miliardy [euro], więc w tej skali to, co się zdarzyło, jest dosłownie jakimś maleńkim promilem. Pan Minister podjął tutaj bardzo zdecydowane kroki. Cieszę się, że zareagował na to tak mocno, bo właśnie tak trzeba było zareagować, także po to, żeby nie ucierpiały polskie interesy eksportowe.

 

Ale część rolników jest też – przepraszam za kolokwialne wyrażenie – mocno wkurzona sytuacją na rynku. Jutro mają nawet demonstrować pod Pałacem Prezydenckim. Ma Pan jakiś pomysł? Chce Pan im coś zaproponować? Będzie Pan z nimi rozmawiał?

Oczywiście, Pałac Prezydencki jest otwarty i rolnicy zostaną przyjęci. Jeżeli będą mieli petycje, będą ją mogli przekazać, przedstawić wszystkie argumenty i oczekiwania. Przyjmujemy to z wielkim szacunkiem. Chcę powiedzieć jedno: jestem generalnie otwarty na debatę, dlatego zgodziłem się być patronem forum debaty rolnej, które rozpocznie się 20 lutego br. w Centralnej Bibliotece Rolniczej. Będzie to spotkanie wszystkich środowisk rolniczych, będzie dyskusja na temat sytuacji w rolnictwie i tego, co wymaga poprawy i jak należy to poprawić. Pan Minister nie uchyla się przed takimi tematami…

 

A ma Pan do niego zaufanie? Uważa Pan, że jest dobrym ministrem?

Uważam, że jest dobrym ministrem. Przede wszystkim uważam, że zna się na rolnictwie. Bardzo długo w swoim życiu nie tylko pracował z rolnikami, ale jest rolnikiem, więc wie, jak wygląda życie rolnika, praca na roli. Jest to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Oczywiście, i wobec niego pojawiają się różnego rodzaju zarzuty, ale takie, że na przykład bardziej wspiera rolnictwo wielkopowierzchniowe, wielkie gospodarstwa rolne. Nad tym można dyskutować. Zawsze, wobec każdego, są stawiane jakieś zarzuty. Przede wszystkim Pan Minister Ardanowski jest człowiekiem otwartym na rozmowę, człowiekiem, któremu bardzo zależy na poprawieniu sytuacji w polskim rolnictwie. I tutaj z Panem Ministrem zdecydowanie idę ręka w rękę, bo to jest rzecz, na której także mnie ogromnie zależy.

 

Panie Prezydencie, był Pan zaszokowany, kiedy usłyszał Pan, że Bartłomiej M., były rzecznik MON, były bliski współpracownik Antoniego Macierewicza pójdzie na trzy miesiące do aresztu?

Taką decyzję podjął sąd na wniosek prokuratury. Smutna wiadomość.

 

Czy słyszał Pan o tych zarzutach, o tych historiach, które wychodzą teraz na światło dzienne, kiedy ministrem był Antoni Macierewicz?

O takich zarzutach nie słyszałem. Słyszałem o tych sprawach, o których słyszeli wszyscy. Można było mieć wątpliwości, co do niektórych zachowań Pana Bartłomieja Misiewicza. Przed wszystkim to bardzo młody człowiek. Sądzę, że wiele można złożyć na karb zwykłego braku dojrzałości – może za poważne rzeczy w zbyt młodym wieku.

 

Czy także wiekiem można wytłumaczyć inną sprawę? Mówię tutaj o zarzutach wobec Posła Stefana Niesiołowskiego. Jest Pan zaskoczony? Zaszokowany? To jest wielka postać polskiej opozycji lat 70., 80.

Z jednej strony być może tak, ale z drugiej... Były osoby, które negatywnie wypowiadały się o sprawach z tamtych lat i postawie Pana Posła. Natomiast jest to człowiek, który nie szanuje kobiet i pokazał to kilkakrotnie. Pokazał to, gdy kiedyś przed Sejmem z niezwykłą agresją zaatakował fizycznie dziennikarkę, co zostało sfilmowane. Swego czasu w obraźliwy sposób wypowiadał się również o mojej żonie, co było dla mnie zdumiewające. I, patrząc z tego punktu widzenia, powiem tak: kiedy usłyszałem, że są zarzuty, że ten człowiek się niemoralnie prowadzi, przyjąłem to bez jakiegoś specjalnego zdziwienia.

 

A jak Pan ocenia aktywność Centralnego Biura Antykorupcyjnego w ostatnich dniach? Jedno zatrzymanie, drugie zatrzymanie, trzecia sprawa. Pojawiły się nawet takie opinie, że chodziło o przykrycie innych zdarzeń, innych nagrań.

Panie Redaktorze, Centralne Biuro Antykorupcyjne istnieje już trzynaście lat. Działa – w moim przekonaniu – z dużą skutecznością, przede wszystkim likwidując wielką korupcję w Polsce, taką korupcję, która może dotykać szczytów władzy. I to jest wielka zasługa Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Pod tym względem mamy jedno z lepszych rozwiązań w naszej części Europy. Wystarczy postudiować zagraniczne media z krajów sąsiednich, krajów Europy Środkowo-Wschodniej, tych, które były w podobnej sytuacji jak my – też kiedyś wyszły zza żelaznej kurtyny. Myślę, że na przestrzeni tych lat CBA odegrało tutaj wielką rolę i wiele funkcjonariuszom CBA zawdzięczamy. Dobrze, że pracują.

 

Ale Panie Prezydencie, sytuacja z poprzedniego tygodnia, zatrzymanie byłego Prezesa Lotosu Pana Olechnowicza. Sąd stwierdził, że nie będzie przeciwko niemu stosował żadnych środków. Uznał, że to, co przyniosły mu służby, do tego nie wystarcza.

Od tego jest sąd, żeby także oceniać działanie służb. Jeżeli sąd tak uznał – dobrze. CBA przecież nie zawsze musi mieć rację. Natomiast cieszę się, że pracuje, bo w ten sposób także społeczeństwo dowiaduje się, że prowadzona jest walka z korupcją. Każdy się dowiaduje, że to nie jest tak, że można sobie po prostu wziąć [łapówkę] bez konsekwencji. To ma też działanie prewencyjne.

 

Czy sądzi Pan, że to, że za Grzegorzem Schetyną stanęli kilka dni temu byli Premierzy, również z SLD i z Platformy Obywatelskiej, da Koalicji Obywatelskiej dodatkowy wiatr w żagle i dzięki temu lider opozycji może wygrać wybory do Parlamentu Europejskiego?

Oczywiście – jako głosujący – wezmę udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Polacy zdecydują przy urnach. Mam nadzieję, że frekwencja będzie wysoka, wyższa niż do tej pory, bo zawsze była w tych wyborach dosyć niska, czy – jak niektórzy mówią – bardzo niska. Mam nadzieję, że Polacy pójdą zagłosować w wyborach europejskich, a później w wyborach parlamentarnych, do czego gorąco zachęcam. Każdy, patrząc na kandydatów – a są to znani kandydaci –  dokona wyboru, mając na uwadze również ich dotychczasowe dokonania.

 

Czyli nie zagłosuje Pan na listę, którą będą popierać ci byli Premierzy i Grzegorz Schetyna?

Panie Redaktorze, zagłosuję na tych ludzi, do których mam zaufanie, że będą dobrze reprezentowali Polskę w Parlamencie Europejskim, gdzie sam miałem przyjemność kiedyś pracować.

 

Panie Prezydencie, rozpoczęliśmy tę rozmowę od rocznicy Okrągłego Stołu. Przed nami całe pasmo rocznic, m.in. 1 września – 80. rocznica wybuchu II wojny światowej. Mamy dziś informację „Faktu”, że Pan bardzo się stara, żeby na Westerplatte pojawił się Prezydent Donald Trump. Czy to prawda?

Oczywiście zostaną wysłane zaproszenia do przywódców, do „wielkich” tego świata, a przede wszystkim przywódców tych państw, które brały udział w II wojnie światowej po stronie wolnego świata.

 

Uroczystości będą na Westerplatte, czy w innym miejscu?

Uroczystości z zaproszonymi głowami państw będą na Westerplatte, tak sądzę. Natomiast na pewno zostało już ustalone – bo kilkakrotnie rozmawiałem na ten temat z Panem Frankiem-Walterem Steinmeierem – rozpoczniemy ten dzień z Panem Prezydentem Niemiec od spotkania w Wieluniu. W Wieluniu, pierwszym polskim mieście, które zostało zbombardowane przez hitlerowskie Luftwaffe, gdzie zbombardowano zwykłych, śpiących ludzi, gdzie dokonano w związku z tym de facto mordu na ludności cywilnej. Pan Prezydent Steinmeier ustalił ze mną, że nad ranem tam będziemy świętować i złożymy hołd ofiarom wojny światowej – przede wszystkim tym, którzy 1 września zginęli w Wieluniu. Prawdopodobnie odbędą się również uroczystości z przywódcami innych państw i rządów.

 

A jacyś już potwierdzili?

Nie, ponieważ zaproszenia nie zostały jeszcze wysłane.

 

Czyli nie możemy jeszcze powiedzieć, czy Donald Trump przyjedzie, czy nie?

Nie możemy powiedzieć i nie wiem, skąd ta wiadomość znalazła się w „Fakcie”.

 

Ale Pan chciałby, żeby przyjechał?

Oczywiście, że Pan Prezydent Donald Trump otrzyma od nas zaproszenie i – jak zawsze – ogromnie byśmy się cieszyli, gdyby Pan Prezydent był z nami i gdyby uczcił z nami tę rocznicę.

 

 

Nie wiemy, czy będzie z nami 1 września, ale wiemy, że w przyszłym tygodniu będzie wiceprezydent Stanów Zjednoczonych w Polsce. Będzie też sekretarz stanu  USA. Panie Prezydencie, zapytam wprost: czy naprawdę musimy organizować u siebie konferencję na temat Iranu bez przedstawicieli Iranu?

Przede wszystkim ta konferencja ma wymiar i charakter pokojowy. Jesteśmy państwem neutralnym w tej sprawie, państwem, które tradycyjnie miało, ma i – wierzę w to – będzie miało dobre relacje z krajami Bliskiego Wschodu. Jesteśmy w tej chwili członkiem Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych. Organizacja konferencji międzynarodowej, której celem jest stabilizacja sytuacji i uspokojenie niepokojów na Bliskim Wschodzie jest działaniem – z mojego punktu widzenia – absolutnie naturalnym. Powiem więcej, cieszę się, że takie wielkie wydarzenie międzynarodowe, na które ma przyjechać Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych, Premier Izraela – bo Pan Premier Netanjahu już potwierdził swoją obecność – będzie się odbywało właśnie u nas w Warszawie. Organizatorem konferencji jest Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Pan Minister Czaputowicz. To będą bardzo ważne rozmowy. Ale – powtarzam jeszcze raz – zajmujemy pozycję państwa neutralnego, które dąży do tego, żeby było przestrzegane prawo międzynarodowe, a w związku z tym, żeby konflikty się zakończyły.

 

Ale wie Pan, że Teheran odbiera to zupełnie inaczej. Mamy oficjalne wystąpienia ich przedstawicieli, chociażby szefa irańskiej dyplomacji: „Przypomnienie dla gospodarzy i uczestników antyirańskiej konferencji – ci, którzy brali udział w ostatnim amerykańskim antyirańskim show są albo martwi, albo zhańbieni, albo zmarginalizowani”. Czy warto ryzykować nasze relacje z Iranem?

Panie Redaktorze, ale to jest stały język, którym dyplomacja irańska posługuje się przede wszystkim w stosunku do Stanów Zjednoczonych. Z tego punktu widzenia nie ma w tych słowach nic nowego, ani nadzwyczajnego. Natomiast jeżeli chodzi o nasze relacje z Iranem, to dosłownie kilka dni temu w Iranie przebywał Wiceminister MSZ Maciej Lang. Prowadził tam rozmowy, razem z nim była delegacja Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Te relacje są normalne. W tych relacjach, proszę mi wierzyć, nic złego się nie dzieje. Specjalnie to weryfikowałem, rozmawiałem z Ministrem Jackiem Czaputowiczem. Nie mam tutaj żadnego niepokoju. Tak jak powiedziałem, jesteśmy państwem neutralnym, organizujemy konferencję, która ma walor pokojowy, która ma prowadzić do rozwiązania konfliktowych sytuacji na Bliskim Wschodzie. Oczywiście, uważam, że Iran powinien być częścią dyskusji na ten temat, bo tego bez Iranu się nie zakończy, ale dzisiaj odpowiedniego klimatu, by doszło do spotkania między przedstawicielami Stanów Zjednoczonych i Iranu nie ma. Wierzę, że to się zmieni, że zostaną wypracowane propozycje, które będą otwarciem do pewnego kompromisu, a wtedy – wierzę w to głęboko – że ten kompromis już z udziałem Iranu zostanie wypracowany. Ale do tego trzeba zmierzać pewnymi krokami. 

 

Na koniec, Panie Prezydencie, pytanie o to, jaki jest klimat relacji między Polską a Ameryką? Profesor Kuźniar dziś w „Rzeczpospolitej” stawia tezę, że „Polska jest od jakiegoś czasu klientem Stanów Zjednoczonych i wykona każde zlecenie Waszyngtonu. W tym przypadku bez szemrania zgodziła się na konferencję w sprawie Iranu”. Tak było?

Jeszcze nie słyszałem, żeby Pan Kuźniar powiedział dobre słowo na temat polityki zagranicznej, jaka jest realizowana w ostatnich latach, więc nie dziwi mnie to, że zachowuje się, jak zawsze. Prowadzimy rozmowy ze Stanami Zjednoczonymi zmierzające przede wszystkim do pogłębienia relacji gospodarczych, wzmocnienia naszego bezpieczeństwa energetycznego. I to się dzieje, bo kupujemy skroplony gaz.

 

Fort Trump będzie, czy nie?

Od 2016-2017 roku mamy w Polsce praktycznie rzecz biorąc stałą obecność armii amerykańskiej. To coś, czego wcześniej nie było.

 

„Praktycznie” – ważne słowo.

Bo jest ona rotacyjna, ale jest stała.

 

Ale zabiegamy o to, żeby była…

… żeby była jeszcze większa.

 

Będzie czy nie?

Wszystko wskazuje na to, że będzie. Trwają w tej chwili rozmowy i to już od dłuższego czasu. Zabiegam o to ja, zabiega o to Minister Obrony Narodowej, zabiegają o to nasi dyplomaci, również w Waszyngtonie. Z jednej strony jest to kwestia administracji Pana Prezydenta Donalda Trumpa, ale z drugiej strony także i Pentagonu, w związku z czym ta decyzja musi zostać wspólnie wypracowana. Jesteśmy w tym zakresie wspierani przez amerykańską ambasador, za co jestem wdzięczny i dziękuję. Przede wszystkim zależy mi na tym, by w jak największym stopniu zapewnić bezpieczeństwo Polsce i naszej części Europy. I to się dzieje.

 

Panie Prezydencie, piętnaście miesięcy dzieli nas od wyborów prezydenckich – tylko piętnaście miesięcy. Czy Pan już podjął decyzję, czy wystartuje, czy też nie?

Tak, czas szybko mija. Jak się dużo dzieje i jak się intensywnie realizuje funkcję, to – rzeczywiście – kilka lat mija niemalże jak mgnienie oka. Przyjdzie na to odpowiedni czas, to decyzje będą podejmowane. Pewnie wiele kandydatów wystartuje.

 

Czy należy się spodziewać, że będzie Pan tym ostatnim, który powie: „Tak, startuję”? Żeby zobaczyć, z kim ma Pan rywalizować?

Kiedy przyjdzie ten dzień, to z pewnością Pan Redaktor się o tym dowie. Tak jak i widzowie.

 

A dzisiaj Pan już coś czuje? Ma Pan jakieś przemyślenia, czy warto kontynuować urzędowanie, czy nie warto?

Stoję i zawsze będę stał na stanowisku, że warto służyć Polsce i Polakom. Tak zawsze traktowałem swoją rolę w polityce. Tyle mogę Panu odpowiedzieć.

 

Czyli możemy się spodziewać, że Pan wystartuje?

Zawsze byłem gotów do służby dla Rzeczypospolitej.

 

A skonsultuje Pan tę decyzję z żoną?

Zawsze byłem gotów do służby dla Rzeczypospolitej i moich rodaków.

 

Czyli nie usłyszę nic na temat Pierwszej Damy?

Zawsze byłem gotów do służby, Panie Redaktorze. Pozdrowię ją serdecznie od Pana Redaktora.

 

Bardzo proszę. Dziękuję. Pan Prezydent Andrzej Duda był gościem specjalnego wydania „Wydarzeń i Opinii”.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.