przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Czwartek, 2 maja 2019

Wywiad Prezydenta dla programu „Tak jest” TVN24

  |   Prezydent udzielił wywiadu w programie „Tak jest” telewizji TVN24. Zwycięstwo nad komunizmem zaczęło się od tego wielkiego czynu Polaków 4 czerwca. Powinniśmy być z tego ogromnie dumni - powiedział Prezydent. Nie ma dziś żadnej poważnej siły politycznej, która nie widziałaby korzyści wynikających z członkostwa Polski w UE, która uważałaby, że powinniśmy rozwijać się poza Unią Europejską - mówił Prezydent. Prezydent Donald Trump jest jednym z tych prezydentów, z którymi spotykam się najczęściej. Ogromnie mnie to cieszy, bo USA to największe mocarstwo na świecie i warto mieć takiego przyjaciela - mówił.

Krzysztof Skórzyński: Dzień dobry, Panie Prezydencie.

 

Prezydent RP Andrzej Duda: Dzień dobry, Panie Redaktorze, witam naszych widzów.

 

Panie Prezydencie, jesteśmy prawie cztery lata od rozpoczęcia prezydentury przez Pana, rok przed wyborami. Może to jest dobry moment, święto wagi państwowej, żeby się zadeklarować. Czy będzie się Pan ubiegał o reelekcję?

 

A dlaczego to jest dobry moment, żeby takie rzeczy deklarować?

 

Dlatego że jesteśmy już w takim momencie, w którym warto byłoby, wydaje mi się przynajmniej, wyborcom powiedzieć, czy Andrzej Duda będzie się ubiegał o nową kadencję, czy nie.

 

Mogę powiedzieć tak: czuję się jeszcze względnie młodo.

 

Uroczysty dzień.

 

Uroczysty dzień.

 

A czy wyobraża Pan sobie sytuację, że PiS wystawi innego kandydata?

 

Panie Redaktorze, uroczysty dzień dzisiaj jest, chyba możemy się trochę pouśmiechać. Wszystko w polityce jest teoretycznie możliwe. Ale tylko teoretycznie.

 

Panie Prezydencie, chciałbym Panu przypomnieć Pana wystąpienie z wieczoru wyborczego, tuż po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów prezydenckich. Powiedział Pan wtedy, że chciałby Pan być prezydentem, który nikogo nie wyklucza i robi wszystko, żebyśmy byli wspólnotą, jesteśmy w stanie odbudować wspólnotę, to są Pańskie słowa. Czy po tych czterech latach uważa Pan tę misję za zrealizowaną? Czy udało się odbudować w Polsce wspólnotę?

 

Nikogo nie wykluczam, taką mam zasadę. Rzeczywiście absolutnie nikogo nie wykluczam, staram się mieć szacunek do każdego człowieka, bo wydaje mi się, że to jest podstawa. Tylko w ten sposób można budować wspólnotę. Nie zawsze się to udaje, nie zawsze też są warunki, żeby można było to zrealizować, ale ja cały czas działam w tym kierunku. Przede wszystkim staram się, żeby wszyscy ludzie odbierali, że ich szanuję.

 

 

Panie Prezydencie, czy żałuje Pan na przykład swoich słów, pamiętnych słów, które wydaje mi się, że pamiętają je także Pana wyborcy. Użył Pan ich w Otwocku w marcu 2016 r. Niektórzy ludzie, którzy się z Panem nie zgadzają, śpiewają trochę prześmiewczo” ojczyznę dojną racz nam wrócić Panie.

 

Panie Redaktorze, są różne momenty i niedawno mieliśmy długą dyskusję na temat tego, jakim językiem posługujemy się w polityce. To było przecież w kontekście śmierci pana prezydenta Adamowicza. Ja wtedy powiedziałem, że każdy z nas powinien zacząć od siebie. Każdy z nas powinien zrobić rachunek sumienia. Ja też mam takie wypowiedzi, których żałuję, żałuję, że te słowa padły. Czasem człowiek jest w emocjach i coś powie, i potem żałuje, że to powiedział. Taka jest prawda. To są jedne z tych słów, słów, których, gdybym mógł cofnąć czas, tobym nie wypowiedział.

 

Panie Prezydencie, jesteśmy dzień po uroczystościach 15-lecia wejścia Polski do Unii Europejskiej i pół Polski śpiewało wczoraj „Odę do radości”. Pan Prezydent gdzieś zaśpiewał „Odę do radości”?

 

Przyznam się, że nie śpiewałem akurat „Ody do radości” wczoraj, natomiast byłem na Pikniku Europejskim w marinie w Puławach na bardzo sympatycznym spotkaniu, gdzie mówiliśmy o Unii Europejskiej w miejscu, które dla Puław jest symboliczne, bo zostało zrealizowane w ramach współpracy samorządów za środki europejskie. Jest to miejsce ładne, nowoczesne, rekreacyjne. To właśnie w jakimś sensie jest symbol tego dobrego, które przychodzi do nas z Europy.

 

Chcę tylko zapytać, Panie Prezydencie, dobrze, że Pan o tym mówi, czy Polska po tych 15 latach, gdyby nie Unia Europejska, na poziomie infrastruktury, na poziomie majętności, na poziomie bytu, byłaby w tym miejscu, w jakim jest dzisiaj?

 

 

Pewnie nie. Dlatego ja byłem zwolennikiem obecności Polski w Unii Europejskiej, dlatego ja – mogę się tutaj przyznać – głosowałem „za” wejściem Polski do Unii. Jestem zwolennikiem naszej obecności w Unii Europejskiej. Zawsze byłem, bo uważam, że oczywiście są w Unii Europejskiej problemy. Oczywiście my też płacimy do Unii Europejskiej. Żeby była pełna jasność – my też mamy naszą kontrybucję do Unii Europejskiej.

 

Ale cały czas wyjmujemy najwięcej.

 

Mam nadzieję, że kiedyś przyjdzie taki dzień, że będziemy więcej wpłacali, niż otrzymywali. Bo ktoś będzie brał, żeby się rozwijać. Ja jestem też zwolennikiem polityki otwartych drzwi. Uważam, że Unia powinna mieć otwarte drzwi, tak samo zresztą jak NATO, dla kolejnych państw, żeby kolejne państwa wstępowały do Unii Europejskiej i były razem w zjednoczonej Europie. Myśmy wiele dzięki Unii zyskali, ale też Unia zyskała dzięki Polsce.

 

To jest trochę tak, jak powiedział kiedyś Ojciec Święty Jan Paweł II, bo wspominaliśmy te słowa wczoraj wielokrotnie: Polska potrzebuje Europy, ale także Europa potrzebuje Polski. I pamiętajmy o tym, że nie kto inny, ale właśnie firmy z Unii Europejskiej przysłały tutaj swoje towary, kiedy już nie było cła itd., itd. Gospodarczo Europa zyskała na tym, że wielki kraj, jakim jest Polska, Polska ma 38 milionów obywateli, otworzył swój rynek. To nie jest bagatelna sprawa. Przecież otworzył swój rynek na dużo silniejszą konkurencję, bo jednak Zachód jest dużo zamożniejszy od nas, był o niebo zamożniejszy od nas, kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej. Wiele statystyk było pokazywanych w ostatnich dniach, gdzie widać było, ile zyskaliśmy przez tych 15 lat bycia w Unii Europejskiej. Ale widać też, z jakiego pułapu startowaliśmy, a więc widać, jakim wtedy byliśmy rynkiem, jak nasze przedsiębiorstwa nie były wtedy mocne. Dzisiaj jest sytuacja inna, ale inni też na tym zyskali przez te lata. To nie jest tak, że Unia Europejska nam dawała, a myśmy nie dawali Unii Europejskiej nic.

 

Panie Prezydencie, czy jest dzisiaj ktoś w Polsce, kto wzbudza niepokój co do naszej obecności w Unii Europejskiej. Wie Pan, do czego piję? Piję do Pańskiego orędzia, które było wygłoszone na 15-lecie Polski w Unii Europejskiej, w którym Pan powiedział: każdy, kto próbuje dziś wzbudzić niepokój co do naszej obecności w Unii Europejskiej postępuje wbrew interesowi Polski. Czy są tacy ludzie?

 

Są. Są oczywiście ludzie, którzy są generalnie przeciwni Unii Europejskiej. Mamy, proszę państwa, demokrację i w związku z tym można mieć różne poglądy i można te poglądy głosić. Nawet na ulicach Warszawy poglądy przeciwko Unii Europejskiej były głoszone i też można to robić legalnie, bo wolno demonstrować swoje poglądy. Natomiast mnie bardzo martwi sytuacja, kiedy poważni politycy wychodzą i mówią, że ktoś chce wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej, że to jest realne. To jest nierealne, jest to bzdura, po prostu czysta gra polityczna, próba pewnej manipulacji politycznej, z czym trudno jest mi się pogodzić. Nie ma dzisiaj żadnej poważnej siły politycznej, która nie widziałaby korzyści wynikających z członkostwa Polski w Unii Europejskiej, uważałaby, że powinniśmy się rozwijać poza Unią Europejską. To nie jest temat.

 

Panie Prezydencie, w tej pierwszej części naszej rozmowy sporo cytatów. To Pan powiedział, Panie Prezydencie, o Unii Europejskiej, że to wyimaginowana wspólnota, z której dla Polaków niewiele wynika.

 

Panie Redaktorze, wszystko zależy od tego, jaki kontekst bierzemy, bo proszę zwrócić uwagę, czym dla pana jest wspólnota? Dla mnie wspólnota jest przede wszystkim oparta na kilku ważnych elementach, na pewnym jednak wspólnym kośćcu. To jest jedno. Ale oprócz tego mamy jeszcze ciało na tym kośćcu. Jeżeli chodzi o ciało, dla mnie jest to przede wszystkim wzajemne zrozumienie, wzajemne życzliwe podejście, wzajemny szacunek, wspólne wartości też. Ale przede wszystkim wzajemny szacunek oznacza, że ja jestem w stanie się pochylić, że ja jestem w stanie wysłuchać, że ja jestem w stanie uznać to, że ktoś może chcieć coś zrobić inaczej, że ktoś może chcieć jakieś sprawy rozwiązać po swojemu i że traktuję tego partnera jako równego sobie. I tu niestety czasem jest problem. Przecież wszyscy znamy wiele wypowiedzi różnych polityków z krajów Unii Europejskiej, które, delikatnie mówiąc, nie były Polsce przychylne.

 

To jest jedna rzecz. Druga rzecz – w Unii Europejskiej też jest olbrzymia gra interesów. Bądźmy szczerzy i bądźmy realistami. To nie jest tylko wzajemne wspieranie się, ale to są także potężne gry interesów i ja jestem po prostu realistą. Natomiast uważam, że chociaż się ścieramy bardzo często politycznie, chociaż często mamy różne poglądy, chociaż czasem ciągniemy w różne strony, to jednak ten wielki projekt, jakim jest Unia Europejska, idzie naprzód. Ale dzisiaj mówimy o tym, że trzeba go naprawiać. Tak, ja też mam takie przekonanie, że trzeba go naprawiać. Dlaczego Brytyjczycy powiedzieli „nie”? Na to pytanie powinni dzisiaj sobie odpowiedzieć przede wszystkim politycy, którzy zasiadają w instytucjach europejskich. Dlaczego Brytyjczycy powiedzieli w referendum Unii Europejskiej „nie”?

 

Panie Prezydencie, przytaczam ten cytat, dlatego że – ja się podpisuję pod Pana słowami, że każdy, kto próbuje dziś w Polsce wzbudzić niepokój co do naszej obecności w Unii Europejskiej postępuje wbrew interesowi Polski.

 

 

Oczywiście, że tak.

 

Ale czy zaufanie do Unii Europejskiej buduje sytuacja, w której prezydent Rzeczypospolitej Polskiej mówi, że Unia Europejska jest wyimaginowaną wspólnotą?

 

Przede wszystkim ja nie użyłem tam określenia Unia Europejska. Powiedziałem o jakiejś wyimaginowanej wspólnocie.

 

Ale czy to nie podważa zaufania do Unii Europejskiej?

 

Panie Redaktorze, w Polsce nic nie podważa zaufania do Unii Europejskiej. Ludzie dawniej mieli zamkniętą granicę, nie mogli wyjeżdżać, nie mieli paszportów. Dzisiaj granica jest otwarta. Młodzi ludzie w wielu przypadkach w ogóle nie wiedzą, co to jest kontrola dokumentów na granicy, bo nikt tego nie robi. Dlaczego? Dlatego że jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, dlatego że jesteśmy członkiem jeszcze ściślejszego aliansu w ramach Unii, czyli strefy Schengen, i to są takie profity, z których każdy dzisiaj korzysta. Żyjemy dzisiaj w wolnym świecie, walczyliśmy o to, znaczy rodzice nasi walczyli, dziadkowie nasi walczyli, ludzie Solidarności walczyli, żebyśmy mogli żyć w wolnym kraju. To się udało, dzisiaj mamy wolną Polskę, możemy w niej świętować, możemy mieć także różne poglądy, ale nasza obecność w Europie jest na pewno wielką korzyścią. Znów wrócę do słów, które wypowiedział Ojciec Święty Jan Paweł II: Polska potrzebuje Europy, Europa potrzebuje Polski. Przecież wzywał nas do tego, żebyśmy nasze wartości do Europy nieśli, ale też mówił o Europie, w której jesteśmy na równych prawach. Na równych prawach z innymi i ja bym chciał, żeby to było respektowane.

 

 

Panie Prezydencie, w wolnej Polsce możemy też strajkować. Trwa strajk nauczycieli. Jest co prawda zawieszony, prawdopodobnie jego kolejny odcinek będzie we wrześniu. Po czyjej stronie, czy po stronie rządu, czy po stronie nauczycieli Pan stoi i stał w tej sprawie?

 

Nie stałem po żadnej stronie, dlatego że według mnie forma strajkowania, straszenia uczniów, że nie będzie matury, że nie będzie egzaminów dla młodzieży gimnazjalnej, to nie są niestety według mnie standardy, jakie powinni stosować ludzie, którzy są nauczycielami z powołania. Dlatego mówiłem twardo, apelowałem, prosiłem, żeby takich rzeczy nie robić. Jestem wdzięczny przede wszystkim tym nauczycielom, którzy po pierwsze, wsparli egzaminy, a teraz sklasyfikowali uczniów i umożliwili im zdawanie matury, bo to jest niezwykle ważne dla uczniów i dla rodziców. Ja sam, jak wielokrotnie podkreślałem, kilka lat temu przeżywałem maturę córki, z żoną denerwowaliśmy się bardzo i wiem, co to znaczy dla rodziców, wiem, co to znaczy dla młodzieży. To była sprawa fundamentalna. Natomiast, że jest zła sytuacja w oświacie – zgadzam się, że pensja nauczycielska, zwłaszcza pensja nauczyciela żyjącego w wielkim mieście, jest pensją relatywnie niską – też się zgadzam, zwłaszcza jeśli nie jest on nauczycielem dyplomowanym, tylko albo stażystą, albo nauczycielem kontraktowym, albo dopiero nauczycielem mianowany.

 

Panie Prezydencie, od ćwierćwiecza, jeśli dobrze liczę, jest Pan małżonkiem nauczycielki.

 

 

Tak.

 

Panie Prezydencie, czy gdy pierwsza dama wykonywała swój zawód, była nauczycielką, czy była zadowolona ze swojej pensji?

 

Panie Redaktorze, to jest pewna opowieść o naszej historii rodzinnej. Mogę te szczegóły ujawnić na antenie, bo nie uważam ich za jakąś wielką tajemnicę. Żona swoją karierę zawodową, swoją pracę rozpoczęła w firmie. Zagranicznej firmie, która otworzyła swoje przedstawicielstwo w Polsce. Była tam pierwszym i jedynym pracownikiem. Była absolwentką germanistyki, a potrzebna była osoba z doskonałą znajomością niemieckiego, więc moja żona została do tej pracy przyjęta. Ja mówiłem jej, że to jest szansa na wielką karierę, bo to znana europejska firma. Mówiłem, słuchaj, masz szansę na wielką karierę, jesteś pierwszym pracownikiem, możesz w przyszłości zostać menedżerem, możesz zostać prawą ręką właściciela firmy, będziesz osobą najbardziej zaufaną. Ale mieliśmy wtedy małe dziecko i moja żona po roku tej pracy powiedziała: wiesz co, Andrzej, chciałabym iść do szkoły; po pierwsze, nie odnajduję się tak do końca w tej pracy, firma nie jest moim żywiołem, raczej wolałabym uczyć. Po drugie, mówi, nauczyciel ma wolne wakacje, nauczyciel ma wolne ferie, nauczyciel ma czas, by zająć się dzieckiem. A sam widzisz, ja siedzę w firmie, a Kinga nasza siedzi z opiekunką. Trudno się z tym nie zgodzić.

 

A potem przyszło zderzenie z rzeczywistością szkolną.

 

Nie było żadnego zderzenia z rzeczywistością szkolną. Mieliśmy świadomość tego, że pensja nauczycielska, zwłaszcza na samym początku pracy, będzie względnie niska. Ale po pierwsze, żona robiła to, co chciała, a po drugie, szczerze mówiąc, mogliśmy sobie na to pozwolić, bo ja lepiej zarabiałem. I to spowodowało, że przez wszystkie te lata sprawa wynagrodzenia żony nie była problemem, który byśmy akcentowali w jakikolwiek sposób.

 

Czy to była pensja zadowalająca, Panie Prezydencie, z perspektywy męża nauczycielki, z perspektywy nauczycielki, która także musi przynosić pieniądze do domu?

 

Myśmy tego nie rozważali w tym kontekście. Zawsze mieliśmy świadomość, że ta pensja nie jest wysoka. Tylko proszę pamiętać, że jednym z miejsc mojej pracy był uniwersytet, gdzie pensja była jeszcze niższa. Mieliśmy tego świadomość, bo obydwoje wywodzimy się ze środowiska akademickiego i wiemy, jakie są wynagrodzenia w tym środowisku. W związku z powyższym po prostu przyjmowaliśmy to. Ale też mogliśmy korzystać z profitów, jakie nauczyciel ma, chociażby wolnego przez większość wakacji. Oczywiście trzeba mieć świadomość, że nauczyciel jeszcze przez kilka dni po zakończeniu roku szkolnego jest potrzebny i zaangażowany, potem zanim rok szkolny się zacznie, są rady pedagogiczne.

 

Nauczyciele sprawdzają klasówki, przygotowują się do lekcji następnego dnia.

 

To jest oczywiste, że tak jest. Nauczyciel, który jest nauczycielem z powołania, traktuje swoją pracę i swoją służbę właściwie, solidnie. To jest nauczyciel, wobec którego powiedzenie, że on pracuje 18 godzin, to jest głęboka nieprawda. Nauczyciel, który rzeczywiście solidnie podchodzi do swoich obowiązków, pracuje znacznie, znacznie więcej i pracuje najczęściej w domu, bo takie z reguły ma możliwości. Nie ma tak, żeby w szkołach były specjalne miejsca pracy dla nauczycieli. Kilkudziesięciu nauczycieli jest w pokoju nauczycielskim, więc tu nie ma warunków.

 

Czy pierwsza dama nie zastanawiała się chociaż przez moment, czy nie zaangażować się bezpośrednio w rozwiązanie sporu między rządem a nauczycielami strajkującymi?

 

Żona moja nie angażuje się w sprawy polityczne, a niestety wszyscy widzieliśmy, przynajmniej na początku, że ta sprawa była bardzo mocno polityczna. Dlatego że tak się to wszystko zaczęło, jak się zaczęło, żądanie, które zostało postawione wtedy – 1000 zł netto – było po prostu nierealne i każdy wiedział, że to jest żądanie nierealne. I dopiero później, kiedy więcej nauczycieli włączyło się w ten spór, bo prawda jest taka, że po obu stronach sporu pojawiły się emocje i sytuacja zrobiła się nerwowa, dopiero potem ta dyskusja zaczęła być bardziej merytoryczna. I ja się wypowiadałem w naszym imieniu. Ja cały czas wspierałem jednak nauczycieli. Cały czas wspierałem nauczycieli, ponieważ faktycznie uważam, że nauczyciel, ten z wielkiego miasta zwłaszcza, on naprawdę nie zarabia pieniędzy, które można byłoby uznać za pieniądze godne. Godne dla człowieka, który ma za zadanie wychowywać nasze dzieci. Przecież szkoła nie tylko uczy, lecz także wychowuje. To jest niezwykle ważne. Kreuje, tworzy postawy, buduje przyszłe pokolenia. To jest na pewno poważny problem, bo nawet jeżeli nauczyciel dyplomowany ma w wielkim mieście 3100 zł na rękę, bo mniej więcej tak to jest w rzeczywistości.

 

Dobrze, że pan nie mówi, że 6 tysięcy.

 

Oczywiście, że nie mówię. Trzy tysiące, 3100, 3200 w zależności od tego, gdzie to jest, bo pytanie, jakie ma dodatki, które dodatki są w jakiej wysokości. Zdecydowana większość dodatków zależy od samorządów. Myśmy się z żoną orientowali, w różnych miejscach kraju rozmawialiśmy z władzami, rozbieżności są nawet do 900, 1000 zł.

 

Panie Prezydencie, czy odpowiadała Panu formuła okrągłego stołu, czy też debaty rządowej nazwanej okrągłym stołem, zaproponowanej przez rząd?

 

Ja przede wszystkim powiedziałem, że nie jestem przekonany, że ludzie zdają sobie sprawę z tego, że na Stadionie Narodowym jest też możliwość prowadzenia obrad w formie kongresów, spotkań itd., itd. Że to nie jest stadion – boisko, i to nie będą żadne igrzyska, i że tam można prowadzić merytoryczną debatę. Większość osób w Polsce się nad tym nie zastanawia, dla nich stadion to stadion. Stąd określenie „zrobimy okrągły stół na Stadionie Narodowym” część nauczycieli, wiem to, oburzyło po prostu.

 

A dlaczego rząd nie skorzystał z Pańskiej propozycji, żeby zorganizować tę rozmowę, tę debatę, okrągły stół w Belwederze pod Pańskim patronatem?

 

Nie wiem. Proszę o to zapytać przedstawicieli rządu. Ja jestem cały czas otwarty, ja zresztą rozmawiałem już wstępnie z panem premierem, bo pan premier zaapelował do mnie, abym ja patronował okrągłemu stołowi. Ja mówię, dobrze. Jestem skłonny rozmawiać, bo przede wszystkim trzeba rozmawiać, tylko jeżeli to ma być rzeczywiście patronat prezydenta, jeżeli ma to być mój fizyczny udział, to ja sobie nie wyobrażam innej formuły niż taki stół, przy którym usiądą wszystkie strony. A dzisiaj mamy dwie duże organizacje związkowe, które powiedziały „nie” propozycji pana premiera. I tę sytuację trzeba jakoś rozwiązać i trzeba stworzyć takie warunki, żeby wszyscy mogli usiąść razem.

 

To może Pan złoży teraz tę propozycję. Zaapeluje do związków zawodowych, żeby pod pańskim patronatem się to odbyło.

 

Ja właśnie chcę spokojnie na ten temat rozmawiać, nie chciałbym, żeby doszło do jakiejkolwiek ognistej dyskusji teraz, kiedy młodzi mają matury, kiedy to jest podstawowe zmartwienie dla rodziców. Chciałbym, żeby to zostało przeprowadzone spokojnie, bo to jest dla nich jeden z najważniejszych, jeżeli nie najważniejszy w życiu okres egzaminacyjny, i chciałbym, żeby mogli to zrealizować spokojnie. Zresztą powiedzmy sobie też otwarcie: atmosfera kampanii wyborczej, a toczy się kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego, i w niej uczestniczy dzisiaj wielu polityków, nie jest dobrym okresem na spokojną rozmowę. Dlatego ja chcę te rozmowy rzeczywiście podjąć i sprawdzę, czy jest możliwość, żeby przy tym jednym stole usiąść. Już nie mówię, że to musi być Belweder. To może być inne miejsce, na które strony się zgodzą. Byleby tylko usiąść przy jednym stole, bo problemów, które trzeba pokonać, jest naprawdę bardzo dużo, chociażby te, co zrobić z tymi rozbieżnościami w dodatkach; jak rozwiązać sprawę nauczyciel wiejski – nauczyciel, który pracuje w wielkim mieście. Inne koszty życia, zupełnie inny faktycznie stosunek tej pensji do realiów. Co zrobić w sytuacji, kiedy w szkołach jest tak niewiele dzieci nieraz na wsi, że są klasy po siedmiu, po ośmiu uczniów. Co zrobić, kiedy dzisiaj samorządy mówią: Tylko nie podwyższajcie pensji, bo my tego nie przetrwamy.

 

Bo budżety tego nie wytrzymają…

 

… i tak dalej i tak dalej. Tych problemów jest więc cały szereg. Rodzice też mają swoje pretensje, bo przecież rozmawiam też z rodzicami, mam różne spotkania. Oni mówią: Zaraz, zaraz, ale w takim razie, dlaczego my musimy dawać korepetycje? Mówię: No tak, nie wszystko jest w porządku, jest cały szereg problemów, które trzeba rozwiązać, trzeba usiąść  z ekspertami, toczy się w tej chwili ten okrągły stół zorganizowany przez pana premiera, są tam merytorycznej rozmowy. Poprosiłem o udział w tym okrągłym stole mojego przedstawiciela, pana profesora Andrzeja Waśkę, który jest ekspertem od spraw związanych z oświatą, z edukacją, bierze udział w tych spotkaniach. Tam merytoryczna dyskusja się toczy, ale niestety nie toczy się z udziałem wszystkich stron, to nie jest dobre.

 

Panie Prezydencie, wspomniał Pan o kampanii, to ja trochę o kampanii.

 

Czy bez wahania podpisze Pan wszystkie ustawy z Piątki Kaczyńskiego, kiedy już trafią na Pańskie biurko?

Jestem absolutnie przeświadczony co do jednego: Moim, naszym, jako ludzi, którzy sprawują władzę – nie myślę tylko o tych, którzy sprawują władzę wykonawczą, myślę także o tych, którzy sprawują władzę ustawodawczą – podstawowym naszym obowiązkiem jest dbać o to, żeby ludziom żyło się coraz lepiej, żeby standard życia w Polsce się podnosił. To jest podstawowe oczekiwanie społeczne i to jest też nasz podstawowy obowiązek: żeby ludzie mogli godnie żyć. Jeżeli są przedsiębrane, jeżeli są tworzone takie rozwiązania prawne, które powodują wsparcie dla ludzi, także oczywiście, kiedy to  wsparcie ma charakter socjalny, to ja uważam to w gruncie rzeczy również za działania prospołeczne, uważam to w gruncie rzeczy również za działania propaństwowe, bo przecież my, jako społeczeństwo, tworzymy państwo, i w związku z tym zawsze popieram takie działania, jestem ich zwolennikiem.

 

Ale uważam, Panie Prezydencie, że należy również dyskutować o tym, czy te środki rzeczywiście kierowane są dobrze. Łączny koszty programów z Piątki Kaczyńskiego, szacowany przez samą partię Prawo i Sprawiedliwość, to jest prawie 40 miliardów. Czy to dlatego, Pana zdaniem, nie starczyło na podwyżki dla nauczycieli? Czy dlatego nie starczyło na wsparcie dla osób niepełnosprawnych? Pan doskonale wie, że 23 maja będzie w Warszawie protest osób niepełnosprawnych.

 

Patrzę tak: stopniowo są realizowane różne potrzeby, które są zgłaszane. Kiedy rozpoczęła się wypłata 500 plus, to od tamtego momentu w zasadzie na każdym moim spotkaniu słyszałem ciche, przyznaję, absolutnie ciche i takie spokojne prośby emerytów o to, że oni proszą, żeby zwrócić uwagę także na ich sytuację. Ludzie mówili: Proszę Pana, cieszymy się, że wsparliście nasze dzieci, cieszymy się, że wsparliście nasze wnuki przede wszystkim, tak, bo to dla dzieci kierowane są te pieniądze, ale my jeszcze jesteśmy, pamiętajcie też o nas.

 

Czy udało się to zrealizować w stu procentach? Nie udało się zrealizować, bo nie ma dzisiaj żadnego wielkiego stałego świadczenia dla emerytów. Ale ta trzynasta emerytura, która teraz jest właśnie wypłacana, ona była dla ludzi bardzo ważna. Ja się w ostatnich dniach o tym przekonałem. Ludzie mi mówili: Wiele różnych spraw życiowych, ważnych dla nas, także  dzięki temu jednorazowemu świadczeniu jesteśmy w stanie zrealizować. Prawda jest taka, że to też są działania, które podnoszą jakość życia. One są horrendalnie drogie. To jednorazowe świadczenie to było 11 miliardów. Więc to sobie też trzeba zdawać sprawę, że dziesięć milionów ludzi to świadczenie otrzymuje, więc ta skala jest ogromna.


Widzę, że rząd stara się po kolei zrealizować potrzeby różnych grup społecznych i cieszę się, że ta polityka jest realizowana. Nie udaje się zrealizować wszystkiego na raz, bo jest to po prostu niemożliwe.

 

Panie Prezydencie, z najnowszych badań takiego zespołu wybitnego ekonomisty Thomasa Piketty’ego wynika, że Polska w Unii Europejskiej jest cały czas krajem o największych nierówności społecznych. Czy to nie jest w jakimś sensie miara tego, że przynajmniej część tych rządowych zmian się nie udała?

 

Ale wielu ekspertów kwestionuje te badania prowadzone przez ten zespół i kwestionuje ich wyniki. Prawda jest taka, że jednak większość różnych zespołów eksperckich stosuje tak zwaną metodę Giniego, licząc kwestię rozwarstwienia majątkowego w społeczeństwie. Jeżeli się weźmie tę metodę Giniego, to według ostatnich badań wskaźnik dla Polski jest mniej więcej 29, więc to jest nawet powyżej średniej europejskiej. W rzeczywistości więc najprawdopodobniej nie jest tak źle.

 

Natomiast jedną rzecz chcę bardzo mocno podkreślić, a mianowicie to, że zarówno ten zespół francuski, jak i właściwie wszystkie inne badania pokazują, że bardzo poprawiła się w Polsce sytuacja od 2015 roku, czyli że właśnie ta polityka 500 plus, stopniowego podnoszenia świadczeń, a w efekcie także i stopniowego wzrostu wynagrodzeń w różnych sektorach, dzisiaj przynosi efekty i przekłada się na podniesienie jakości życia Polaków, co oznacza również pewne spłaszczenie. Może ono jeszcze nie jest wielkie, na pewno nie jest takie, jak byśmy tego oczekiwali, ale sprawy,  można powiedzieć, idą ku dobremu.

 

Panie Prezydencie, dzień świąteczny, piękne flagi w Belwederze, to ja o święto zapytam. Czy 4 czerwca powinien być świętem państwowym?

 

Nie zastanawiałem się nad tym, ale jest to z całą pewnością bardzo ważny dzień w naszej historii, ten 4 czerwca. Przede wszystkim uważam, że to powinien być dzień takiej naszej narodowej dumy. Czemu? Dlatego, że chociaż te wybory, które miały miejsce 4 czerwca 1989 roku nie były wyborami w pełni wolnymi, bo one były zupełnie wolne do senatu, ale do sejmu one jednak nie miały takiego charakteru, to przede wszystkim Polacy poszli do urn i zdecydowanie powiedzieli komunistom, a więc także i tamtemu ustrojowi: „nie”...

 

To może warto, żeby ten dzień uczynić świętem państwowym? Pan Prezydent ma inicjatywę.

 

... I to było tak jednoznaczne, że właściwie nikt nie miał wątpliwości i ta nasza decyzja, którą myśmy wtedy podjęli – ja jeszcze nie, bo przyznaję, że miałem wtedy 17 lat, więc jeszcze nie mogłem głosować, ale moi rodzice, którzy głosowali, pamiętam tata nawet był w komisji wyborczej – ta decyzja, która wtedy została przez Polaków podjęta, tak wielkie wrażenie zrobiła na całym świecie, że lista krajowa została wtedy przez wyborców zdecydowanie odrzucona, nikt się tego nie spodziewał, nawet nikt z tej strony solidarnościowej nie sądził, że uda się odrzucić listę krajową – to spowodowało olbrzymią konsternację. To było rzeczywiście wielkie zwycięstwo. Szkoda tylko, że potem trzymano się tych ustaleń Okrągłego Stołu, zamiast zdyskontować niewątpliwy sukces, który wtedy się pojawiał.

 

Panie Prezydencie, wrócę do mojego pytania. To jest proste pytanie i być może można na nie odpowiedzieć „tak” lub „nie”. Czy ten dzień powinien być świętem państwowym?

 

Nie wiem, sprawa jest do rozważania. Jeżeli większość posłów i senatorów chciałaby, żeby to było święto państwowe, to ja byłbym gotów…

 

Podjąć taką inicjatywę?

 

… podjąć taką inicjatywę, bo nie widzę problemu. Uważam, że to był rzeczywiście ważny dzień, a przede wszystkim jest jedna rzecz: jest tak, że nie zawsze ta prawdziwa wersja wydarzeń zwycięża. Wielu ludzi na świecie uważa, że tak naprawdę zwycięstwo nad komunikują zaczęło się od upadku Muru Berlińskiego. Wielu ludzi to się w ten sposób kojarzy. Tymczasem zwycięstwo nad komunizmem zaczęło się od tego właśnie wielkiego czynu Polaków 4 czerwca i to ten 4 czerwca doprowadził do upadku Muru Berlińskiego, więc my powinniśmy akcentować to, że byliśmy tymi pionierami, którzy przecierali ten szlak, i którzy ostatecznie doprowadzili do zmian właściwie sytuacji politycznej w całej Europie Środkowej. To jest w moim przekonaniu nasza wielka zasługa. Powinniśmy być z tego ogromnie dumni.


Oczywiście to są wielkie postaci. To jest nasz Ojciec Święty, to są wszyscy ludzie Solidarności, którzy wtedy twardo stawali, walczyli o to, żebyśmy mogli zwyciężyć, przecież byli internowani wcześniej, w stanie wojennym…

 

Lech Wałęsa…

 

Też, oczywiście, to jest zasługa wielu ludzi. To był więc naprawdę nasz wielki czyn, ale to w ogromnym stopniu jest właśnie zasługa Polaków i to jest nasz powód do dumy.

 

A Pan gdzie będzie świętował trzydziestą rocznicę 4 czerwca?

 

Jestem zaproszony do senatu, bo pan marszałek Stanisław Karczewski już dawno odwiedził mnie i mówił mi, że chce w senacie w szczególny sposób to podkreślić, że wybory senackie wtedy, 4 czerwca, były wyborami całkowicie wolnymi, że ta izba wracała na polską scenę polityczną i ustrojową, i że z ich punktu widzenia to jest bardzo ważne wydarzenie. Ja to zaproszenie od pana marszałka przyjąłem.

 

Natomiast mnie osobiście 4 czerwca kojarzy się z Krakowem, z tym, że stałem pod komisją wyborczą na ulicy Krowoderskiej z moimi przyjaciółmi z liceum, w koszulce „Głosuj na Jana Rokitę”.

 

 

A to ciekawe wspomnienie.

 

Tak, biegałem po Krakowie z ulotkami i takimi naklejkami: „Pierwszy raz możesz wybrać, wybierz solidarność”. To był piękny czas takiego niezwykłego uniesienia, rzeczywiście, że jak to sobie przypomnę, to aż mnie to wzrusza.

 

Panie Prezydencie, mnóstwo Polaków ma takie wspomnienia, fantastyczne wspomnienia z tamtego 4 czerwca. Czy w jakimś sensie miarą porażki Polski nie jest to, że te obchody 4 czerwca nie będą jedne, nie będą wspólne, nie będą jednoczące Polaków?

 

Są jakimś świadectwem naszych czasów z jednej strony, są na pewno trochę smutne dla takich ludzi, którzy faktycznie mają takie wspomnienie, jak ja. Tylko musi Pan też zdawać sobie sprawę z tego, Panie Redaktorze, że ja wtedy, jako siedemnastoletni chłopak, widziałem jeden obóz Solidarności i nie miałem pojęcia, że w tym obozie są jakiekolwiek różnice. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, że ci ludzie mają inne poglądy; że jedni są bardziej o poglądach prawicowych, drudzy są bardziej o poglądach lewicowych, i tak dalej, i tak dalej. Nie wiedziałem w ogóle tego, nie zastanawiałem się nad tym. Był jeden cel: obalić komunę, wyrwać się z okowów komunizmu, wyrwać się spod szponów Związku Sowieckiego, wszyscy tego chcieliśmy i tego pragnęliśmy, to było nasze podstawowe dążenie. Ludzie Solidarności byli dla nas jedną grupą, którą ceniliśmy, niezwykle szanowaliśmy i wszystkie nazwiska wtedy wymieniało się jednym tchem; nikt się nie zastanawiał nad tym, co uważa Adam Michnik, co uważa Lech Wałęsa. Mówię „nikt”. Nikt z takich zwykłych młodych ludzi, jak ja.

 

Myślę, że jest trochę tak, że dzisiaj młodzi ludzie też tak nie zwracają uwagi na te szczegóły polityki i bardzo często zapytani, nawet nie bardzo wiedzą, co odpowiedzieć, nie bardzo kojarzą nazwiska. My się koncentrujemy na polityce,  bo my się nią zajmujemy – ci, którzy się nią rzeczywiście interesują. Natomiast szkoda, że ten spór jest aż tak aż tak mocny, bo zawsze powtarzam: Spór jest naturą demokracji. To właśnie w tamtych czasach, słusznie minionych, nie wolno było mieć innych poglądów, tylko trzeba było mieć poglądy jedynie słuszne. Dzisiaj natomiast można mieć poglądy różne i te poglądy często wzbudzają emocje i często w emocjach się ścierają ze sobą. Byle tylko panować nad emocjami, bo to jest niezwykle ważna.

 

Panie Prezydencie, to ja przy sporze zostanę. Czy jest Pan gotowy, czy Polska jest gotowa na porażkę przed Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej?

 

A dlaczego porażkę?

 

Dlatego, że 23 maja rzecznik generalny będzie wydawał swoją opinię dotyczącą polskich ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i o izbie dyscyplinarnej. De facto powie, czy i KRS i izba dyscyplinarna są niezależne, czy mogą działać w sposób niezależny.

 

Ale Panie Redaktorze, skąd Pan wie, co powie rzecznik.

 

Nie wiem, pytam Panie Prezydencie, czy jesteśmy na to gotowi, bo to może być opinia krytyczna.

 

Ja też nie wiem, co powie rzecznik. Jestem przygotowany de facto na każdą opinię. Spokojnie czekam na opinię, wierzę w to, że ona będzie uczciwa, sprawiedliwa; że będzie uwzględniała różne argumenty, które zostały wskazane, i które zostały przesłane. Postępowanie toczyło się i nadal jest prowadzone, i ja spokojnie czekam.

 

Ale rozumiem, że rząd powinien dostosować się do ostatecznego wyroku TSUE?

 

Przede wszystkim poczekajmy spokojnie na werdykt. Będzie zapewne rozstrzygnięcie w odpowiednim czasie i ja tutaj nie będę w tej chwili przewidywał, jakie ono będzie, bo to nie jest moja rzecz.

 

Panie Prezydencie, oprę się na ostatnich, tak naprawdę dostępnych danych, oficjalnych danych dotyczących długości postępowań sądowych w Polsce. W sądach rejonowych średni czas oczekiwania na rozstrzygnięcie wzrósł z czterech miesięcy w 2015 roku do grubo ponad 5 miesięcy w roku 2017. To są, powtarzam, ostatnie dostępne dane udostępnione przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Czy to właśnie nie jest w jakimś sensie miarą porażki zmian w sądownictwie?

 

Panie Redaktorze, trudno jest jednoznacznie się do tego odnieść. Jeżeli zostały popełnione jakieś błędy, w tym sensie, że gdzieś dokonano jakiejś zmiany, która zamiast spowodować przyspieszenie, bo wierzę w to, że taka była intencja, a zmiana powoduje opóźnienie, to znaczy, że należy to poprawić. Trzeba mieć świadomość, z czego wynika to, co się stało, i jestem przekonany, że w Ministerstwie Sprawiedliwości ta sprawa jest badana, a przynajmniej były takie sprawy badane w czasach, kiedy pracowałem w Ministerstwie Sprawiedliwości przed dwunastu laty, więc…

 

Czas szybko leci.

 

To prawda, czas szybko leci. Jestem przekonany, że to jest badane, natomiast czynniki, które wywołują opóźnia, mogą być bardzo różne. Może to być też czynnik ludzki.

 

Panie Prezydencie, zostanę przy tym temacie. Odmówił Pan zaprzysiężenia trzech legalnie wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Czy obawia Pan się w jakiejś perspektywie czasowej tego, że poniesie Pan za to odpowiedzialność, czym dzisiaj grozi, o czym mówi opozycja?

 

Nigdy nie odmówiłem ślubowania, zwłaszcza w czasie, kiedy jeszcze przyjęcie tego ślubowania było możliwe, czyli wtedy, kiedy były rzeczywiście te uchwały sejmu, które potem zostały przez sejm uchylone. W momencie, kiedy one zostały przez sejm uchylone, i zostały podjęte nowe uchwały, to w tym momencie byłem związany już tymi uchwałami.

 

Zwlekał Pan z zaprzysiężeniem trzech sędziów.

 

Nie zwlekałem, spokojnie oczekiwałem na to, jaka będą decyzje sejmu w tym zakresie, zwłaszcza, że uchwały sejmowe poprzedniego sejmu zostały uchwalone w bardzo kontrowersyjny okolicznościach, o co zresztą apelowałem, żeby tego nie robić.

 

Co do dwóch sędziów, co do trzech nie.

 

Uważam, że co do wszystkich pięciu, takie jest moje stanowisko. Uważam, że było w sposób bardzo kontrowersyjny zrobione, uważam, że zostały tam naruszone standardy, zwłaszcza, jeżeli porównamy to z sytuacją z roku, o ile pamiętam, 1997, w związku z powyższym taka była wtedy decyzja i nie ma zresztą żadnego terminu, który obligowałby prezydenta do tego, że to ma być w określonym czasie zrealizowane.

 

A jak Pan rozumie „niezwłocznie”, Panie Prezydencie?

 

Uważam, że bez nieuzasadnionej zwłoki, a to oczekiwanie na decyzje polityczne, było w tym wypadku, w moim przekonaniu, uzasadnione. Takie jest moje stanowisko. Później, kiedy sejm podjął już uchwały, byłem już tymi uchwałami związany i w związku z tym je wykonałem.

 

Panie Prezydencie, czy polski wymiar sprawiedliwości jest dziś, Pana zdaniem, w podobnej sytuacji, jak był francuski wymiar sprawiedliwości po okresie reżimu Vichy?

 

Uważam, że polski wymiar sprawiedliwości jest dzisiaj w stosunkowo trudnej sytuacji, przede wszystkim dlatego, że ludzie bardzo źle na jego temat sądzą – to jest dzisiaj największy problem wymiaru sprawiedliwości, i to jest też największy problem Polski, bo tak naprawdę, to bardzo zła sytuacja w sensie ustrojowym. Wymiar sprawiedliwości jest władzą bardzo ważną, ale żeby władza mogła dobrze funkcjonować, to musi się cieszyć jednak pewnym zaufaniem społecznym, zwłaszcza wymiar sprawiedliwości. I tu mamy problem bardzo zasadniczy: W jaki sposób zmieniać wymiar sprawiedliwości tak, żeby Polacy odzyskali do wymiaru sprawiedliwości zaufanie. To jest bardzo, bardzo zasadnicze pytanie, na które członkowie wymiaru sprawiedliwości niespecjalnie chcą odpowiedzieć.

 

Ale czy Pan by się podpisał pod słowami premiera?

 

Ale ja nie podpisuję się, Panie Redaktorze, pod niczyimi słowami. Ja mam swoje słowa i właśnie je wypowiedziałem.

 

Czy przypadkiem dowodem na upolitycznienie całego wymiaru sprawiedliwości nie jest to, że prokuratura konsekwentnie nie chce przesłuchać Jarosława Kaczyńskiego w sprawie taśm opublikowanych przez Gazetę Wyborczą, Pana zdaniem, Panie Prezydencie?

 

Proszę zapytać o to prokuratorów. Ja w sprawy funkcjonowania prokuratury w żaden sposób nie ingeruję, nie mam zresztą takich uprawnień i absolutnie tego nie robię.

 

Ale jest Pan niezwykle doświadczonym prawnikiem, Panie Prezydencie.


Proszę zapytać o to prokuratora generalnego.

 

Dobrze. Panie Prezydencie, kiedy wybiera się Pan do Stanów Zjednoczonych?

 

Wybieram się do Stanów Zjednoczonych w czerwcu, to od dawna zaplanowany wyjazd. Planowaliśmy odwiedzić Houston, centra medyczne, w związku z naszą polityką, jeżeli chodzi o leczenie raka, badania nad tym, w jaki sposób zwalczać raka, a tam jest jedna z absolutnie najlepszych placówek na świecie, w której zresztą pracuje cały szereg polskich profesorów i lekarzy polskiego pochodzenia. Tam mnie zaprasza, to było planowane, i mieliśmy w planie także odwiedzenie San Francisco, żeby spotkać się z mieszkającymi w tej części Stanów Zjednoczonych Polakami – taki był nasz plan i z takim zamiarem przygotowywaliśmy tą czerwcową wizytę.

 

Ale Pan wie, że nie pytam o Houston, Pan wie, że nie pytam o San Francisco, pytam o Waszyngton.

 

A, Pan pyta o Waszyngton. Jeżeli pan prezydent Donald Trump będzie chciał się ze mną spotkać, to ja oczywiście nie tylko z wielką przyjemnością, ale przede wszystkim z wielką ochotą zawsze spotkam się z panem prezydentem, bo dla mnie to jest zawsze szansa na załatwianiu różnych bardzo ważnych polskich spraw, a mamy dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi i warto chuchać tutaj na ten żar, żeby on był jak najcieplejszy, i żeby te relacje dobrze się układały.

 

Ale jest planowana rozmowa w Białym Domu w czerwcu? Uśmiecha się Pan.

 

Panie redaktorze, uśmiecham się.

 

Uśmiecha się Pan.

 

Uśmiecham się.

 

A czy złoży Pan zaproszenie dla prezydenta Trumpa, by odwiedził Polskę we wrześniu?

 

O sprawę pierwszą, czyli o sprawę mojego spotkania z prezydentem w Waszyngtonie, proszę zapytać pana prezydenta Donalda Trumpa, natomiast jeżeli chodzi o ewentualną obecność pana prezydenta Donalda Trumpa w Polsce, to mogę powiedzieć tyle, że zaproszenie do pana prezydenta wystosowałem w tej sprawie i liczę na to, że jakieś spotkanie pomiędzy nami do końca września nastąpi.

 

Do końca września.

 

Do końca września.

 

Pani ambasador Mosbacher za swoją misję obrała zniesienie wiz dla Polaków. Czy może Pan mieć jakiś wpływ na to, by do końca Pańskiej kadencji wizy dla Polaków wreszcie zostały zniesione?

 

Panie Redaktorze, ja nie mogę czegoś takiego zadeklarować, dlatego że to nie jest decyzja Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, to jest decyzja władz Stanów Zjednoczonych, podjęta przy odpowiednich uwarunkowaniach prawnych. Mogę powiedzieć tak: rzeczywiście o to zabiegam. Bardzo mocno, mogę to ujawnić, podniosłem ten temat w czasie właśnie tej ostatniej wizyty w Waszyngtonie, która przecież miała miejsce rok temu, więc to było niedawno, i to też pokazuje, jaka jest skala naszej relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Pan prezydent Donald Trump jest jednym z tych prezydentów, z którymi spotykam się najczęściej, więc mnie to ogromnie cieszy, bo jednak Stany Zjednoczone są największym mocarstwem na świecie i warto mieć takiego przyjaciela.

 

Natomiast podniosłem to bardzo mocno w czasie naszego ostatniego spotkania, najpierw w części, w której rozmawiałem z panem prezydentem w cztery oczy, a później w części, w której mieliśmy posiedzenie już takie, nazwijmy to tą częścią oficjalną, razem z delegacjami. Bardzo mocno to podkreśliłem. Podkreśliłem to w kontekście naszego braterstwa broni, naszych żołnierzy, którzy dzielnie stawali z żołnierzami Stanów Zjednoczonych niejednokrotnie i w Iraku i w Afganistanie. Podniosłem to w kontekście obecności Polaków w Stanach Zjednoczonych, naszej Polonii, jej dorobku także i dla Stanów Zjednoczonych, podniosłem to w kontekście historycznym: Kościuszko, Pułaski.

 

Są argumenty „za”, Panie Prezydencie.

 

No tak, przecież to jest sytuacja kuriozalna, że Polak, który jest takim przyjacielem Stanów Zjednoczonych, musi się ubiegać o wizy, przechodzić te wszystkie procedury, stać przed drzwiami – to powinno zostać zmienione. Widziałem, że część przedstawicieli amerykańskiej administracji była głęboko zdumiona, nie mieli w ogóle świadomości tego, że po prostu potrzebne są wizy dla Polaków żeby do Stanów Zjednoczonych przyjechać, i byli zdumieni. Miałem nawet takie wrażenie, że niektórzy z nich byli zdruzgotani, bo rzeczywiście podniosłem tych argumentów cały szereg i powiedziałem: Proszę państwa, zróbmy coś, żeby wreszcie była normalna sytuacja, i żeby po prostu Polacy byli rzeczywiście traktowani jak sojusznicy Stanów Zjednoczonych. Bardzo mi na tym zależy. Mam dzisiaj tę możliwość, żeby to osobiście powiedzieć do prezydenta Stanów Zjednoczonych i czołowych przedstawicieli amerykańskiej administracji. Pani ambasador też się bardzo tym przejęła jestem jej wdzięczny za to, że podejmuje tak wiele różnego rodzaju starań, żeby ta sytuacja się zmieniła, i liczę na to, że ona się zmieni, ale nie mogę powiedzieć, że zmieni się na pewno, bo to nie jest decyzja, która leżałaby w moich rękach.

 

Panie Prezydencie, krótkie pytanie, krótka odpowiedź. Siergiej Ławrow, szef rosyjskiej dyplomacji w kontekście naszych negocjacji dotyczących także Pańskiego projektu, czyli Fortu Trump, zwiększenia obecności amerykańskich wojsk na terenie Rzeczpospolitej, powiedział, że byłoby to złamanie wszystkich ustaleń w sferze bezpieczeństwa, które istniały w regionie euroatlantyckim. Jak Pan interpretuje te słowa?

 

Nie pierwszy raz słyszymy tego typu słowa od przedstawicieli prezydenta Władimira Putina. Powiedzieliśmy sobie, Panie Redaktorze, w pewnym momencie, że jeżeli o coś apelujemy, czy przeciwko czemuś protestujemy, to najpierw trzeba byłoby spojrzeć na siebie i zacząć od siebie. Pan minister Ławrow więc też powinien najpierw spojrzeć na działania Rosji, choćby w Obwodzie kaliningradzkim, i wtedy sam zobaczy, chociaż wie o tym doskonale, że to właśnie oni prowadzą tam politykę ofensywną, zbrojeniową, i to już od wielu lat. I nie jest to kwestia obronna, a ja przypominam, że Sojusz Północnoatlantycki jest sojuszem obronnym, nie jest sojuszem agresywnym, natomiast to, co dzieje się w Obwodzie kaliningradzkim, to są bardzo często właśnie zbrojenia o charakterze ofensywnym i prawda jest taka, że te ustalenia dawno już od tej strony zostały złamane. Natomiast retoryka się nie zmienia.

 

A czy w tym roku Panie Prezydencie zakończą się negocjacje co do Fortu Trump i co do zwiększonej obecności amerykańskich wojsk w Polsce?

 

Bardzo bym chciał, żeby tak się stało.

 

Panie Prezydencie, zmienię temat. Czy, a jeżeli tak, to gdzie będzie Pan jutro słuchał przemówienia Donalda Tuska na Uniwersytecie Warszawskim? Czy będzie Pan słuchał?

 

Zdaje się, że w tym czasie jest akurat planowana defilada, która zresztą wcześniej była zaplanowana, natomiast na pewno będzie jeszcze możliwość wysłuchania tego wystąpienia  wielokrotnie.

 

Czego Pan się spodziewa po tym wystąpieniu?

 

Nie wiem, zobaczymy. Każdy sam decyduje, co mówi. Kiedyś przez lata prowadziłem zajęcia ze studentami, więc…

 

Sugeruje Pan, że będzie to wykład akademicki?


… dyskusja czy mówienie do studentów nie jest mi obce. Nie wiem, jaką formułę będzie chciał tutaj przyjąć pan przewodniczący Tusk. Pamiętajmy o tym, że jest politykiem, który dzisiaj działa w bardzo ważnej instytucji europejskiej, jaką jest Rada Europejska, i zajmuje się sprawami europejskimi.

 

Panie Prezydencie, to jest pytanie polityczne. Czy spodziewa się Pan, że to Donald Tusk będzie Pana kontrkandydatem w przyszłorocznych wyborach prezydenckich?

 

Zobaczymy, pewnie różnych kandydatów w wyborach będzie jak zawsze bardzo wielu, a kto się zgłosi? Zwykle do wyborów stawał pan Korwin-Mikke, ostatnio przedstawiciele wszystkich dużych ugrupowań stawali do wyborów prezydenckich, więc pewnie i tym razem tak będzie.

 

Panie Prezydencie, dziękuję bardzo serdecznie za rozmowę. To było specjalne wydanie programu „Tak jest” z Belwederu. Bardzo dziękuję.

 

Dziękuję bardzo.

 
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.