przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Czwartek, 19 września 2019

Wywiad Prezydenta RP dla „Gościa Niedzielnego”

  |   Prezydent: Albo Polska będzie dobrze rządzona, z uwzględnieniem interesów obywateli, z uczciwym podziałem dóbr, ze sprawiedliwym rozwojem wszystkich części kraju, albo nie będzie. Prezydent: Nie znam kraju na świecie, w którym by zwracano majątek bezspadkowy. Prezydent: Trzeba zrobić wszystko, aby Amerykanie byli przekonani, że bezpieczeństwo naszej części Europy i niepodległa suwerenna Polska są w ich interesie. Prezydent: Jest kilka poziomów pojednania i przebaczenia. To, że Prezydent Niemiec przeprasza i prosi o przebaczenie, jest formą moralnego zadośćuczynienia. Natomiast czym innym są straty materialne. Prezydent, pytany o udział w przyszłorocznych wyborach prezydenckich: Jak na politykę i urząd Prezydenta jestem jeszcze względnie młodym człowiekiem.

Bogumił Łoziński, „Gość Niedzielny”: Liderzy największych partii twierdzą, że obecne wybory parlamentarne będą najważniejsze od 1989 r. Zgadza się Pan z tą tezą?

Prezydent RP Andrzej Duda: Każde wybory parlamentarne są ważne. Wszystkie po 1989 r. miały istotne znaczenie i w efekcie wpływ na kształt dzisiejszej Polski. 
 

Jednak zarówno politycy PiS, jak i PO podkreślają, że wyniki głosowania 13 października na długie lata wyznaczą kierunek, w jakim pójdzie Polska: prawicowy, jak obecnie, czy liberalny, jak za poprzedniego obozu władzy.

Przedstawiłbym tę alternatywę inaczej. Albo Polska będzie dobrze rządzona, z uwzględnieniem interesów obywateli, z uczciwym podziałem dóbr, ze sprawiedliwym rozwojem wszystkich części kraju, albo nie będzie.
 

Domyślam się, że pytanie, które ugrupowanie gwarantuje to „porządne rządzenie", jest dla Pana retoryczne...

Każdy obywatel sam bez trudu może stwierdzić, kiedy państwo było bardziej sprawiedliwe. Wystarczy sięgnąć pamięcią do czasu przed 2015 r. Szedłem do wyborów prezydenckich pod hasłem „sprawiedliwe państwo". Chodziło mi o takie państwo, w którym dochody są sprawiedliwie dzielone między obywateli, w którym środki są przekazywane rodzinom wychowującym dzieci, bo one wykonują wielką misję na rzecz trwania i rozwoju polskiego społeczeństwa, w którym obywatele otrzymują też inne świadczenia społeczne w celu wyrównania szans. To wszystko było przez ostatnie cztery lata realizowane i ogromnie się cieszę, że mogłem w tym współuczestniczyć.
 

W tej kampanii partie opozycyjne prześcigają się w składaniu obietnic socjalnych. Mają szanse przekonać tym Polaków do siebie?

Dlaczego tych obietnic nie zrealizowały, gdy rządziły przez osiem lat? PO i PSL sprawowały władzę od 2007 do 2015 roku i nie wprowadziły rozwiązań, które teraz zapowiadają. To jest kwestia wiarygodności. Dla Polaków istotne znaczenie ma to, kto miał program i w dużej części go zrealizował. Najważniejsze obietnice, właśnie te prospołeczne, spełniliśmy. W kampanii prezydenckiej zobowiązałem się przywrócić wiek emerytalny, który został podniesiony wbrew woli ludzi, obiecywałem, że będzie polityka prorodzinna, że środki będą równo rozdzielane, że będziemy podnosić poziom życia obywateli... To wszystko się dzieje i jest to dla mnie wielka satysfakcja.

 

Zaskoczyło Pana, że tak istotnym elementem tej kampanii, i wcześniejszej do europarlamentu, są spory światopoglądowe, etyczne?

Nie. Kwestie światopoglądowe wypływają w czasie każdej kampanii.
 

W tym roku na o wiele większą skalę.

Są politycy, którzy tymi sprawami grają na emocjach i w ten sposób próbują przechylać szalę wyborczą. Tak się dzieje nie tylko u nas. W wielu miejscach na świecie stosuje się tę metodę dla realizacji swoich celów politycznych.
 

W kampanii w Polsce na tych emocjach grają obie strony.

Akcja rodzi kontrakcję, tak to już jest w polityce.
 

Jednak nie jest to tylko kwestia emocji. Rozstrzygnięcie tego, co jest moralne, a co nie, jest sporem realnym.

Nigdy nie ukrywałem i nie będę ukrywał, że jestem katolikiem i w związku z tym mój system wartości wyrasta z nauczania Kościoła. I tym systemem wartości się kieruję, także w działalności publicznej. Uważam jednak, że każdy ma prawo do własnych poglądów. W jednym państwie mogą funkcjonować ludzie różnych przekonań i nie wolno obrażać czyichś uczuć, nie wolno traktować innych z pogardą, a przede wszystkim stosować fizycznej agresji. Pamiętajmy jednak, że dotyczy to obu stron. Szanując drugiego człowieka, chciałbym, aby on szanował także moje przekonania, to, w co ja wierzę, to, co jest dla mnie ważne. Nigdy nie zgodzę się, aby moje wartości były naruszane czy poniewierane.

Nie jest niczym nadzwyczajnym, że obok siebie żyją ludzie o różnych poglądach czy preferencjach. W normalnych krajach tak zawsze było. To za komuny nie można było mieć innych poglądów niż oficjalnie obowiązujące, inne były ścigane i karane.
 

Jak w skrócie określiłby Pan relacje polsko-amerykańskie: wspólne interesy, małżeństwo z rozsądku, protektorat za bezpieczeństwo, strategiczne partnerstwo?

To są relacje partnerskie. Oczywiście musimy mieć świadomość, że mamy do czynienia z największym światowym mocarstwem, który ma olbrzymią siłę ekonomiczną i militarną. My jesteśmy jednym z większych państw europejskich, może nie tak bogatym jak Zachód, ale mamy swoje wielkie ambicje, godność, politykę, interesy, które staramy się realizować. Współpraca ze Stanami Zjednoczonymi wzmacnia nasze bezpieczeństwo. Dziś jest ono coraz większe, bo na terenie Polski są obecne wojska amerykańskie. Chcemy też, aby Stany Zjednoczone były elementem budowania naszego systemu bezpieczeństwa energetycznego, dlatego kupujemy od nich m.in. skroplony gaz.
 

Problem polega na tym, jaka jest cena tego bezpieczeństwa. Na przykład po rozmowie z Panem Wiceprezydent Mike Pence ogłosił, że Polska nie wprowadzi podatku od cyfrowych gigantów. To jest część amerykańskiego rachunku za gwarancje bezpieczeństwa dla Polski?

Nie rozmawiałem z Wiceprezydentem Pence'em na temat podatku cyfrowego.
 

To skąd wzięło się to przekonanie Wiceprezydenta USA?

Rozmowy toczą się na różnych szczeblach, nie tylko Prezydentów. Pan Pence rozmawiał też z naszym Premierem. Jak Pan wie, w Polsce urząd Prezydenta nie decyduje o podatkach.
 

Polska i USA podpisały porozumienie o współpracy przy budowie technologii 5G, co oznacza, że nie będziemy w tej sprawie kooperować z Chinami. Ograniczenie relacji ekonomicznych z Państwem Środka też możemy dopisać do rachunku USA za bezpieczeństwo?

Polska współpracuje gospodarczo z Chinami, chociażby w ramach formatu 16 plus 1, czyli państw Europy Środkowowschodniej i Chin. Chińskie firmy są obecne w Polsce. Nie jest natomiast tajemnicą, że dwóch pracowników korporacji, która jest zaangażowana we wdrażanie technologii 5G, zostało u nas zatrzymanych w związku z podejrzeniem o szpiegostwo. Jeśli chodzi o dostarczanie technologii, to USA jest sprawdzonym partnerem, cały świat robi z nimi interesy, więc nasz wybór jest tu uzasadniony.

 

Czy Prezydent Donald Trump albo Wiceprezydent Pence w rozmowach z Panem Prezydentem nawiązywali do uchwały 447 amerykańskiego Kongresu i naciskali na przekazanie przez Polskę organizacjom żydowskim mienia pozostałego po ofiarach Holocaustu, np. tzw. mienia bezspadkowego?

Ani Prezydent Trump, ani Wiceprezydent Pence w rozmowach ze mną nigdy nie poruszyli tego tematu. Nie znam kraju na świecie, w którym by zwracano majątek bezspadkowy. Powszechna jest zasada, że jeśli nie ma spadkobierców, to państwo przejmuje mienie, które potem zazwyczaj służy do celów publicznych, czyli służy wszystkim. To byłaby jawna niesprawiedliwość, gdybyśmy, nie wiadomo na jakiej podstawie, nagle zmienili prawo i oddali taki majątek tylko jednej grupie obywateli, a właściwie jakimś organizacjom. Jeśli chodzi o majątek, który miał spadkobierców, to od upadku komunizmu jest on cały czas zwracany. Wiem, że jest to długotrwały proces, ale on się odbywa.
 

Aktywnie uczestniczy Pan w budowaniu relacji z USA, które mają być gwarancją naszego bezpieczeństwa militarnego. Na ile ma Pan Prezydent przekonanie, że Amerykanie będą „umierać za Warszawę"?

Gdy amerykańscy żołnierze giną w Iraku czy Afganistanie, to nie mają poczucia, że giną za te kraje. Nie bądźmy naiwni. Oni giną za interesy Stanów Zjednoczonych, za swoją ojczyznę.
 

Czy w takim razie Stany Zjednoczone mają w Polsce tak ważne interesy, że ich żołnierze będą za nie ginąć?

Parafrazując generała Pattona – nie chodzi nam o to, żeby ktokolwiek ginął za Polskę, chodzi o to, żeby ginęli ci, którzy Polskę zaatakują. Trzeba zrobić wszystko, aby Amerykanie byli przekonani, że bezpieczeństwo naszej części Europy, że niepodległa suwerenna Polska, dobrze się rozwijająca, bogata, z którą można handlować, w której można założyć firmę – są w ich interesie.

 

A gdzie takie ideały jak pokój, wolność?

Ja właśnie mówię o pokoju. On sprzyja interesom. Bo kiedy jest stabilnie i bezpiecznie – łatwiej robić interesy. Nazywam sprawy po imieniu. Zaangażowanie Amerykanów w Polsce nie wynika wyłącznie z wielkiej bezinteresownej przyjaźni i miłosierdzia, to również kwestia politycznej kalkulacji.
 

Proces pojednania polsko-niemieckiego trwa już wiele lat, miał różne momenty. Jakie miejsce zajmują w nim słowa wypowiedziane przez Prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera podczas obchodów 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej? Szczególnie prośba o przebaczenie oraz podkreślenie, że Niemcy są „nieprzemijalnie odpowiedzialne" za zbrodnie nazizmu.

Uważam, że te słowa i w ogóle cała postawa Prezydenta Steinmeiera w czasie tych obchodów zasługują na szacunek. Do tej pory żaden niemiecki przywódca nie przyjechał do Wielunia. To miasto jest symbolem, bo w rzeczywistości tu doszło do pierwszej w II wojnie światowej zbrodni wojennej, zbombardowania bezbronnego, śpiącego miasta. Przybycie tam Prezydenta Steinmeiera było aktem odwagi. Nie jest łatwo przyjechać do miejsca, gdzie stoją dzieci i wnuki tych, których zamordowali twoi rodacy. Prezydent Niemiec to wyzwanie podjął i przed mieszkańcami Wielunia stanął. Uważam, że to był wielki gest. Bardzo ważny także z tego powodu, że w Niemczech Prezydent jest swego rodzaju sumieniem narodu, autorytetem moralnym.
 

Biorąc pod uwagę silne tendencje rewizjonistyczne w Niemczech, próby negowania skali zbrodni wojennych i przedstawiania się jako ofiary, postawa Prezydenta Steinmeiera w Polsce mogła zaskoczyć.

Być może to była właśnie odpowiedź Prezydenta Steinmeiera na tego typu tendencje. On przecież mówił nie tylko do Polaków, mówił także do swoich rodaków i szerzej – do całego świata.
 

Czy postawa niemieckiego Prezydenta w czasie uroczystości rocznicowych może być argumentem w dążeniach Polski do otrzymania od Niemiec reparacji za II wojnę światową?

Jest kilka poziomów pojednania i przebaczenia. To, że Prezydent Niemiec przeprasza mieszkańców Wielunia i prosi o przebaczenie, jest formą moralnego zadośćuczynienia. Ważne jest też, że Pan Steinmeier tak wyraźnie i jednoznacznie mówił o zbrodniach Niemiec. Postąpił tu uczciwie. Natomiast czym innym są straty materialne. One nigdy nie zostały wyrównane. Warszawę odbudowano rękami Polaków i na koszt polskiego społeczeństwa. Trwało to bardzo długo, gdyż zmuszono nas, abyśmy nie przyjęli planu Marshalla czy innej pomocy z Zachodu, a ze Wschodu pomocy nie było, chyba że uznamy za taką Pałac Kultury. Zadośćuczynienia konwencyjnego, czyli właśnie reparacji, nigdy nie było, a szacuje się, że 40 procent naszego majątku narodowego zostało zniszczone w czasie II wojny światowej. To są gigantyczne straty, dlatego słusznie ten problem podnosimy.
 

Jakie warunki musiałaby spełnić Rosja, aby jej Prezydent został przez obecny obóz rządzący zaproszony do Polski na kolejne uroczystości rocznicy wybuchu II wojny światowej?

Na przykład musiałaby należeć do Unii Europejskiej.
 

To wymagałoby co najmniej zmiany ustroju w tym kraju.

Członkostwo w Unii Europejskiej, NATO lub Partnerstwie Wschodnim to były kryteria zaproszenia na te obchody. Rola Rosji w czasie tych uroczystości byłaby trudna. Rosjanie twierdzą, że wojna rozpoczęła się w 1941 r. od napaści Niemiec na ich kraj, choć cały świat uznaje, że wybuchła 1 września 1939 r., a 17 września nie kto inny, tylko sowiecka Rosja napadła na Polskę na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow. Do dziś nie chcą przyznać, że gdy rozpoczynała się II wojna światowa, byli sojusznikami Hitlera. Oczywiście nie zaprzeczamy temu, że później odegrali jedną z zasadniczych ról w pokonaniu Niemców. Bezsporne jednak jest też to, że potem zostawili w Polsce swoje wojska, że NKWD prześladowała Polaków, że mordowali żołnierzy polskiego podziemia, że Polska w sensie wojskowym była pod sowiecką okupacją.
 

Kto będzie Prezydentem Polski po przyszłorocznych wyborach?

Ten, kto wygra.
 

Liderzy Pana obozu politycznego jednoznacznie mówią, że Pan jest ich kandydatem.

To jest bardzo miłe. Cieszę się, że moja praca jest doceniana przez koleżanki i kolegów z Prawa i Sprawiedliwości, ze Zjednoczonej Prawicy, bo staram się wspierać działania, które służą budowaniu sprawiedliwego państwa i jego wzmacnianiu.
 

Będzie Pan startował?

Jak na politykę i urząd Prezydenta jestem jeszcze względnie młodym człowiekiem.
 

Wygra Pan?

Generalnie jestem życiowym optymistą. Byłem nim nawet wtedy, gdy po ogłoszeniu pod koniec 2014 r., że będę kandydował, wszyscy mówili, że nie mam żadnych szans. Powtarzali to także w czasie kampanii, a jednak się okazało, że wygrałem. 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.