Narzędzia dostępności

Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

Dodatkowe narzędzia

Środa, 22 kwietnia 2020

Wywiad dla „Gazety Polskiej”

Prezydent udziela wywiadu w swej bibliotece w Pałacu Prezydenckim   |   Prezydent: Mam nadzieję, że świat zacznie właściwie doceniać wartości, jakimi są rodzina i wspólnota. Epidemia pokazała, że w nich mamy prawdziwe oparcie. Prezydent: Miałem telekonferencję z przedsiębiorcami z branży odzieżowej. Chcą produkować, chcą utrzymać pracowników, ale jednocześnie podkreślali: jesteśmy Polakami, chcemy wzmacniać gospodarkę. Prezydent: Żadne państwo na świecie nie będzie w stanie zdjąć z obywateli wszystkich konsekwencji kryzysu. Nikogo na taką pomoc nie będzie stać.
Gazeta Polska: Panie Prezydencie, dlaczego  w Pana opinii  opozycja do tej pory nie zaproponowała alternatywnego terminu wyborów. To nie jest przecież tak, że nie zgadza się na tę czy inną datę, po prostu nie zgadza się na żadną. Zupełnie, jakby bała się wyborów prezydenckich.
 
Prezydent Andrzej Duda: Nie wiem, czy opozycja boi się wyborów. Trudno jednak nie dostrzec, że nie chce poważnie dyskutować o wyborach, zupełnie, jakby uważała je za rzecz nieistotną. Tymczasem wszyscy musimy mieć świadomość, że żyjemy w kraju demokratycznym, że obowiązuje nas konstytucja, w której jest zapisana ciągłość władzy państwowej. I nie ulega wątpliwości, iż wybory na urząd Prezydenta Rzeczpospolitej są jej warunkiem. Ustawa zasadnicza mówi, że kadencja głowy państwa trwa 5 lat. Obecna kadencja upływa 6 sierpnia. Nie ma od tego żadnych odstępstw i wyjątków. Marszałek Sejmu, zarządzając wybory prezydenckie, uruchomiła ten proces, jednak kiedy zapadała ta decyzja nikt nie mógł przewidzieć takiego rozwoju wydarzeń na świecie i problemów, z jakim dziś się mierzymy.
W sytuacji epidemii zaproponowano dwa rozwiązania. Jedno – wybory, które nie narażają obywateli na niebezpieczeństwo. Drugie – wychodzące na przeciw głosom opozycji – to przełożenie wyborów.
Mam na myśli propozycję Jarosława Gowina przesuwającą głosowanie na czas, w którym możemy założyć, że szczepionka będzie już dostępna i stosowana. Niestety, opozycja – w przeciwieństwie do obozu Zjednoczonej Prawicy – nie chcąc nawet podjąć dyskusji, od razu odrzuciła tę koncepcję. To wyraźnie pokazało, że merytoryczne argumenty nie mają dla opozycji żadnego znaczenia.
Nieprzeprowadzenie wyborów prezydenckich byłoby bardzo poważnym naruszeniem zasad demokracji. W obecnej sytuacji musimy mieć świadomość, że zapewnienie bezpieczeństwa państwu i obywatelom wymaga zachowania ciągłości władzy, a tego – bez przeprowadzenia wyborów – nie da się zrobić. To dziś powinno być podstawowym dążeniem wszystkich uczciwych polityków.
 
Parlament Europejski przyjął rezolucję, której fragment odnosi się do Polski  stwierdza się w nim, iż rządzący w naszym kraju wykorzystują epidemię dla ograniczenia demokracji, a dążeniem do przeprowadzenia wyborów łamią Konstytucję RP i postępują niezgodnie z wyrokami TK  chodzi o umożliwienie obywatelom głosowania korespondencyjnego. Ale zapytamy także o to, jak Pan Prezydent ocenia poziom bezpieczeństwa tej metody?
Zacznijmy od tego, że Konstytucja nie zakazuje przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych. Można oczywiście dyskutować, czy głosowanie tradycyjne – przy zachowaniu reguły tzw. społecznego dystansu – zapewniałoby bezpieczeństwo obywatelom.
W mojej ocenie propozycja głosowania korespondencyjnego wynika z troski o zdrowie wyborców. Pomysłodawcy chcą zminimalizować ryzyko podczas udziału w wyborach, przy zachowaniu wszystkich warunków przesądzających o ich demokratyczności. Mamy przykład z Bawarii. I w tym kontekście dotyczący Polski fragment wspomnianej rezolucji PE może dziwić.

Rzeczywiście, nie ma w nim mowy o potępieniu Niemiec za wybory korespondencyjne w Bawarii.
Mogę jedynie wyrazić zdziwienie, iż ci europosłowie, którzy poparli tę rezolucję, nie zauważyli, że życie już dawno zweryfikowało ich tezy. Wybory w Bawarii się odbyły, głosowano korespondencyjnie, nikt nie kwestionuje wyłonionych w nich władz. Zapewne te zarzuty nie biorą się z troski o naszą praworządność czy bezpieczeństwo polskich obywateli. Chodzi o względy polityczne. Wyłoniona w Polsce w wolnych wyborach – na kolejną już kadencję – władza nie podoba się liberalno-lewicowej większości, która ma dominujący wpływ na aktywność PE.
 
Panie Prezydencie, zaczęliśmy rozmowę od pytania dotyczącego intencji opozycji. Być może więcej światła rzuca na nie wypowiedź byłego szefa PO Grzegorza Schetyny, który kilka tygodni temu powiedział, iż chodzi o to, by nastąpiło nowe otwarcie. Być może opozycja nie jest zainteresowana przesunięciem wyborów, a dąży do przeprowadzenia jakiejś nowej procedury  z innymi kandydatami, inną kampanią.
Jeśli tak by było, to należałoby uświadomić opozycji, iż takie rozwiązanie w świetle obowiązującego w Polsce prawa jest niemożliwe. Realizacja takiego scenariusza byłaby sprzeczna nie tylko z zasadą zachowania ciągłości władzy, ale po prostu z porządkiem konstytucyjnym. Bez zmiany ustawy zasadniczej nie można takiego planu wcielić w życie. A przecież opozycja sprzeciwia się jakimkolwiek zmianom konstytucji.
 
Opozycja przyjęła taktykę: nie, bo nie. Nie chce rozmawiać, w zasadzie mówi teraz wyłącznie o konieczności wprowadzenia w Polsce jakiegoś rodzaju stanu wyjątkowego.
Szanowni Państwo, w 2008 roku dzisiejsza opozycja uchwaliła ustawę umożliwiającą wprowadzenie w naszym kraju stanu epidemicznego. Dzisiejszy rząd działa na podstawie przepisów obowiązujących w Polsce od niemal 12 lat. Czy teraz te przepisy przestały się opozycji podobać? Sama je uchwaliła.
 
To pokazuje, jak dzisiejsza opozycja jest obezwładniona taktyką negacji. Skąd, w opinii Pana Prezydenta, bierze się ta niemoc czy nieumiejętność przejścia od totalności do konstruktywnego krytykowania rządzących?
Mam wrażenie, że opozycja wciąż nie poradziła sobie z utratą władzy w 2015 r. Przez pięć lat jej jedynym programem politycznym była walka ze Zjednoczoną Prawicą. Nie przedstawili Polakom żadnej oferty. W tym samym czasie Zjednoczona prawica realizowała swój program. Skupiliśmy się na sumiennym wcielaniu w życie naszych obietnic, z których większość była adresowana do polskich rodzin, nakierowana na podniesienie jakości ich życia. I to się w ogromnym stopniu udało. Polacy to odczuli, skorzystali z naszych programów społecznych, które zmieniły ich życie. Jestem z tego naprawdę dumny.
Widzą to politycy opozycji i nie mają z czym wyjść do ludzi. Nie wiedzą, co im zaoferować. Co im mają powiedzieć? Że 500 plus to chybiony pomysł, albo że trzynastą emeryturę trzeba zamrozić lub znieść? Taki mają problem, ale to ich problem. Ja zostałem wybrany na urząd Prezydenta, by pilnować spraw polskich obywateli, polskich rodzin. By czynić wszystko, aby Polska była – parafrazując słowa śp. Profesora Prezydenta Lecha Kaczyńskiego – krajem uczciwym i sprawiedliwym, a nie takim, w którym panuje cynizm i draństwo. Państwem, który chroni słabszych i nie boi się silnych.
 
Panie Prezydencie, kończąc wątek wyborów, poprosimy jeszcze o komentarz do słów opozycji, która mówi mniej więcej tak: w polskiej konstytucji jest mechanizm pozwalający przenieść wybory na inny termin, a jest nim wprowadzenie któregoś ze stanów nadzwyczajnych.
Konstytucja nie traktuje stanu wyjątkowego jako mechanizmu przenoszenia wyborów. Stany nadzwyczajne są w niej po to, by chronić dobra określonego rodzaju, a nie zmieniać datę takiego czy innego głosowania. W tym wypadku przeniesienie wyborów jest jedynie skutkiem ubocznym wprowadzenia stanu nadzwyczajnego. Chroni się jakieś dobra wspólne, ograniczając prawa i swobody obywatelskie, bo przecież do tego się ten mechanizm sprowadza. Jeszcze raz: to sama Platforma Obywatelska z PSL w 2008 roku uchwaliła przepisy umożliwiające walkę z takimi zjawiskami jak epidemia bez konieczności wprowadzania stanu nadzwyczajnego. To oni uznali taki model działania w czasie epidemii za bardziej zasadny i my dziś stosujemy się do przyjętego wtedy prawa. W mojej ocenie nie ma dziś ani potrzeby, ani podstaw konstytucyjnych do tego, by wprowadzać rygor stanu nadzwyczajnego, bo obowiązujące prawo całkowicie wystarcza do tego, by walczyć skutecznie z koronawirusem.
 
Przed wyborami czeka nas rozstrzygnięcie dotyczące Sądu Najwyższego. Kilka dni temu rzecznik SN w zasadzie ogłosił, iż Prezydent nie jest Polsce potrzebny, bo kapitan Iwulski przejmie władzę w Sądzie Najwyższym, gdyż jest najstarszy. Nie wiemy czym  wiekiem, doświadczeniem, stopniem w wojskowej bezpiece? Oczywiście pozwalamy sobie na ironię. Ale można decyzję prof. Gersdorf o odstąpieniu od procedury wyboru I Prezesa uznać już za otwarte wypowiedzenie lojalności państwu polskiemu.
Zamierzam przestrzegać obowiązującego prawa. I Prezes Sądu Najwyższego powinna była sześć tygodni przed zakończeniem kadencji zwołać zgromadzenie sędziów SN, a ono z kolei winno wyłonić pięciu kandydatów na jej następcę i przedstawić ich Prezydentowi Rzeczpospolitej. Tak się nie stało. Kilka dni temu Pani Profesor Małgorzata Gersdorf wydała zarządzenie, w którym stwierdza, iż przeprowadzenie zgromadzenia nie mogło dojść do skutku ze względów epidemicznych i zapowiada jego zwołanie w jakiejś niesprecyzowanej przyszłości. Tymczasem rozporządzenie Ministra Zdrowia z 10 kwietnia nie ma zastosowania do organizacji procedury wyborczej w SN. To są czynności stanowiące obowiązek zawodowy sędziów, a rozporządzenie nie mogło go zablokować.
Zgromadzenie Sędziów Sądu Najwyższego nie odbyło się. W tej sytuacji zastosowanie ma artykuł 13a ustawy o Sądzie Najwyższym – nakładający na Prezydenta obowiązek powołania sędziego Sądu Najwyższego, by pełnił obowiązki I Prezesa. Zamierzam – jak zawsze – wywiązywać się rzetelnie ze swoich obowiązków. Z tego także. Powierzę tę misję jednemu z sędziów SN.
 
Można się spodziewać, iż część składu Sądu Najwyższego nie zaakceptuje wyboru Pana Prezydenta. Taka zapowiedź przebrzmiewa z komunikatu rzecznika tej instytucji. Można się zatem spodziewać, że dojdzie do próby wprowadzenia kapitana Iwulskiego do gabinetu I Prezesa SN.
Będę realizował swoje obowiązki w tej sprawie od A do Z.
 
Panie Prezydencie, jak rozumieć to działanie odchodzącej I Prezes, jej zaplecza w SN? Wygląda to tak, jakby środowisko, które reprezentuje Pani Małgorzata Gersdorf chciało zabezpieczyć swoje wpływy w SN na przyszłość.
Od trzech lat mamy do czynienia z buntem części środowiska sędziowskiego. Sędziów wysoko postawionych w strukturach zawodowych, bardzo często w przeszłości zaangażowanych politycznie w PRL czy wręcz w system represji komunistycznego państwa. Obserwujemy niewyobrażalne sceny – niewyobrażalne z punktu widzenia demokratycznego państwa prawa – podczas których sędziowie zupełnie otwarcie zaczynają uprawiać politykę i wypowiadają wojnę obywatelom, którzy w drodze wolnych wyborów wybrali swych przedstawicieli. To zachowanie bez precedensu w cywilizowanym, wolnym, szanującym demokratyczny porządek świecie. Moją odpowiedzią na tego typu działania zawsze było, jest i będzie konsekwentne stanie na straży przestrzegania prawa w Polsce. Nikt ani nic mnie nie zmusi do zejścia z tej drogi.
 
Czy rezolucja PE, wzywająca do karania Polski za utrzymanie demokracji mimo pandemii  tym przecież jest dążenie do przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych  to zapowiedź akcji podważania ważności ich rozstrzygnięć, jaka zostanie uruchomiona przez totalną opozycję przy użyciu instytucji UE i innych zagranicznych, które były wykorzystywane do tej pory w walce z polskim rządem ?
Od ponad czterech lat mamy stale do czynienia z sytuacją, w której niemal każda decyzja legalnie wybranych władz RP, która zmienia porządek ustrojowy, usuwając pozostałości czasów komunistycznych, która realizuje interesy naszej ojczyzny jest podważana przez opozycję i jej zagranicznych zwolenników. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, iż nie obawiam się tych działań, bo znam je doskonale.
 
Nie było do tej pory próby podważenia wyników demokratycznych wyborów w Polsce.
Przede wszystkim proszę pamiętać, że zanim zostałem Prezydentem to byłem europosłem, poznałem relacje panujące w PE i nie miałem i nie mam problemów z wyobrażeniem sobie tego, z czym obóz Zjednoczonej Prawicy może się zderzyć, jeśli będzie trwale stał na straży interesów Polski. Jestem przekonany, że polskie sprawy przez ostatnie pięć lat były prowadzone bardzo dobrze, bo mimo tych ataków umocniliśmy naszą pozycję na arenie międzynarodowej. Te ataki tylko to potwierdzają. Gdybyśmy nie mieli znaczenia, nikt by się nami nie przejmował. Opozycja stara się wmówić społeczeństwu, że relacje międzynarodowe to poklepywanie się po plecach, konkurs na najmilsze państwo, a nie realna, twarda walka o interesy. Są sojusze, jest współpraca, solidarność, ale to wszystko musi czemuś służyć – musi wzmacniać każdą z zainteresowanych stron, bo tylko wtedy to ma sens. Przez ostatnie niemal pięć lat Polska wzmacnia się jako państwo, rośnie gospodarka, obywatelom żyje się lepiej i nie wszystkim na świecie się to podoba. Proszę pamiętać, że są państwa, które widzą w mocnej Polsce swoją szansę, ale są i takie, które dostrzegają w niej zagrożenie. Taka jest natura świata. Jeśli ktoś opowiada bajki, że liczą się lubiani i potakujący to albo celowo wprowadza w błąd, albo sam nie ma bladego pojęcia o tym, czym są relacje międzynarodowe. Jeśli Państwo pytają, czy obawiam się takich ataków, odpowiadam: nie obawiam się ich. Mam świadomość, że będą. Trudno.
Zatem, jeśli wybory korespondencyjne są złe, to co proponuje opozycja? Przecież zmiana konstytucji wydłużająca kadencję też im się nie podoba. To co z wyborami? Co z zakończeniem kadencji Prezydenta? Ma Prezydenta w Polsce nie być?
 
Czy można zapewnić bezpieczeństwo obywatelom Rzeczpospolitej  zarówno zdrowotne, jak i ekonomiczne  bez zagwarantowania ciągłości władzy?
6 sierpnia kończy się kadencja prezydencka, z tym nie może być dyskusji. Bez przeprowadzonych wyborów nie będzie w Polsce Prezydenta i tym samym nie będzie podmiotu politycznego, który kończy proces ustawodawczy. Wedle naszej konstytucji, podpis głowy państwa decyduje o tym, czy ustawa wejdzie w życie, czy nie. A to by oznaczało, że żadne prawo – nawet nie wiem jak potrzebne i wyczekiwane przez obywateli – nie wejdzie w życie. W polskim prawodawstwie nie ma przepisu odnoszącego się do takiego stanu. Marszałek Sejmu nie może w takiej sytuacji zastąpić Prezydenta. Jeśli ktoś mówi inaczej, to nie ma dostatecznej wiedzy o naszym prawie. Wszyscy ci, którzy mówią, że wybory są groźne dla Polaków, powinni zrozumieć jak groźny jest brak wyborów, bo jego konsekwencją będzie paraliż państwa. Będą potrzebne nowe przepisy – potrzebne do walki z epidemią czy wywołanym przez nią kryzysem gospodarczym, nowe rozwiązania pomocowe, ale nie będą mogły wejść w życie.
Wybory to nie tylko święto demokracji, to przede wszystkim nasz obowiązek zapewnienia sobie skutecznego działania państwa. Jeśli nie wybierzemy Prezydenta, to kraj pogrąży się w chaosie. Może opozycji podoba się taka perspektywa, ale dla obywateli, dla zwykłych ludzi będzie ona dramatyczna.
 
Panie Prezydencie, przewodnicząca Komisji Europejskiej przepraszała kilka dni temu za opieszałość UE w walce z epidemią. Czy trwający kryzys nie obnażył słabości Unii, nie uświadomił nawet jej dotychczasowym entuzjastom, iż w tej formule jest to instytucja niewydolna. Prezes Jarosław Kaczyński powiedział w rozmowie z nami, że dla niego jasne jest to, że UE musi się gruntownie zmienić.
Chciałbym, by nastąpiła głęboka refleksja. Chciałbym, by wezwania do jednoczenia się, tworzenia jakiegoś super państwa zostały zastąpione przekonaniem o potrzebie solidarności. Dla Polaków słowo ‚solidarność” ma szczególny sens, ale ono winno nabrać szczególnego znaczenia we wszystkich językach Europy, powinno stać się słowem kluczem, mottem działania i współpracy. Unia Europejska musi stać się kwintesencją solidarności, solidarności państw narodowych. Czas epidemii pokazał jak na dłoni ich kluczową rolę i skuteczność. Krajowe parlamenty, rządy podejmują działania zrozumiałe dla obywateli, bliskie im, wyczekiwane przez nich. Potrafią reagować błyskawicznie na rzeczywiste potrzeby, szybko rozpoznawać sytuację i precyzyjnie przewidywać przyszłość. Państwa narodowe po prostu zdały egzamin. I tę diagnozę trzeba przekuć na nowe myślenie o Unii Europejskiej, której istnienie i rozwój leży w naszym interesie. Integracja musi się opierać na solidarności. Polityka europejska powinna dziś skupić się nie na walce z państwami narodowymi, nie na sztuczkach prawnych nakierowanych na ograniczanie ich możliwości działania i wpływy, ale na tworzeniu mechanizmów pozwalających wzmacniać solidarność między państwami narodowymi. Jeśli tak się stanie, to będziemy mogli powiedzieć, że wyciągnęliśmy poprawne wnioski z tragedii, z którą się zmagamy i idziemy w dobrym kierunku. Jednak przestrzegam także przed innym zjawiskiem – przed próbami rozbijania UE i próbami rozgrywania państw członkowskich przeciwko sobie. To także bardzo niebezpieczna droga.
 
Panie Prezydencie, jednak w dyskusji o przyszłości Unii słychać dziś coraz mocniej inne głosy. Próbuje się tłumaczyć niesprawność jej działań w obliczu epidemii zbyt wąskimi kompetencjami. Wielu mówi: chcecie skutecznej UE, to musimy się federalizować, stworzyć europejskie superpaństwo.
Unia była i jest zdominowana grą interesów, a nie solidarnością i dostrzeganiem potrzeby uzupełniania się. To między innymi dlatego dziś – jako Wspólnota – nie jesteśmy samowystarczalni w produkcji sprzętu ratującego życie, chroniącego służby medyczne. Jesteśmy uzależnieni w tej sprawie od produkcji zewnętrznych. Gdybyśmy się nie skupiali na sprawach ideologicznych, a na budowaniu europejskiego bezpieczeństwa – choćby w tym zakresie – dziś bylibyśmy w o niebo lepszej sytuacji. Wszyscy. To temat do rozmów o naszej wspólnotowej przyszłości – o tym, że źle rozumieliśmy do tej pory globalizację. Widać gołym okiem, że umknęła nam perspektywa europejska, zamiast mówić o globalizacji, powinniśmy mówić o europeizacji. Opartej o solidarność, współpracę, a nie o bezproduktywne narzucanie sobie jakiś interpretacji takich, czy innych zapisów traktatowych. Jeśli zbudujemy w Europie samowystarczalną, komplementarną gospodarkę to wówczas będziemy bardziej konkurencyjni na świecie. Odniesiemy sukces.
 
Na ile epidemia zmieni świat? W jaki sposób go przekształci, bo chyba nikt nie ma wątpliwości co do tego, że zmiany nastąpią w bardzo wielu dziedzinach naszego życia?
Mam nadzieję, że świat zacznie właściwie doceniać wartości, jakimi są rodzina i wspólnota. Epidemia pokazała, że w nich mamy mieć prawdziwe oparcie. Mówiąc „wspólnota” – mam na myśli różne jej przejawy. Kilka dni temu miałem telekonferencję z wielkimi polskimi przedsiębiorcami z branży odzieżowej. Zdecydowali się wytwarzać maseczki i środki ochrony osobistej. Dlaczego podjęli takie decyzje? Oczywiście, chcą produkować, chcą utrzymać pracowników, ale jednocześnie wszyscy podkreślali: jesteśmy Polakami, chcemy w tym trudnym czasie wzmacniać polską gospodarkę, nie jest nam obojętny los tysięcy naszych współobywateli. Jest dla mnie jasne, że ci ludzie o swój byt troszczyć się nie muszą, już zarobili na komfortowe życie, na którym mogliby się skoncentrować. Ale tego nie robią. Angażują się w polskie sprawy. Pragną coś zrobić dla ludzi, którzy kupowali ich produkty, dla ludzi, którzy z nimi współpracowali, budowali ich sukces. Po prostu mają poczucie wspólnoty. Dziś świat mówi nam: sprawdzam. Jako Polacy chcemy wyjść jako ci, którzy się sprawdzili. Jestem zbudowany taką postawą. Cieszę się, że odnajdujemy się w tych wyzwaniach.
Jestem umocniony, gdy widzę, że wiele rodzin zbliżyło się do siebie w tym trudnym czasie. Dla bardzo wielu rodziców jest to szansa – być może niełatwa – na dowiedzenie się więcej o swoich dzieciach, z kolei wiele dzieci mogło zobaczyć inną stronę swojego ojca czy matki, pogłębić z nimi relacje. Oczywiście na pewno doszło też do sytuacji złych, ale one, niestety, zawsze się w życiu zdarzają, bez względu na okoliczności. Jestem przekonany, że dla bardzo wielu polskich rodzin czas narodowej kwarantanny – niełatwy, wymagający poświęceń – przyniesie pozytywne zmiany życiu.
 
Kilka dni temu rząd zakreślił ścieżkę odblokowywania polskiej gospodarki, a tym samym także ograniczeń nałożonych na każdego obywatela. Jak Pan Prezydent ocenia ten plan, ale także działania mające na celu wspieranie firm w dobie epidemicznego kryzysu?
Inne państwa także rozpoczęły marsz ku normalności, mówi się dziś o „nowej normalności”. Oczywiście dobrze, że to robimy. Tak trzeba. Żadna gospodarka na świecie nie może sobie pozwolić na to, by w 80 procentach przez kilka miesięcy była wyłączona. Bo to by oznaczało upadek państwa, bankructwo nas wszystkich. Zatem przy zachowaniu adekwatnych środków ostrożności musimy powracać do swoich zajęć. Oczywiście etapami, aby nie nasilić fali zachorowań i nie zniweczyć ogromnych wysiłków społecznych z minionych tygodni. Ale nie mam wątpliwości, że wszyscy też czujemy potrzebę powrotu do aktywności.
Tak jak apelowaliśmy o powstrzymanie aktywności na początku zachorowań – by ograniczyć ich skalę, tak teraz apelujemy o staranność w stosowaniu środków ochrony osobistej, by przywracanie aktywności gospodarki i instytucji było bezpieczne oraz skuteczne. To sprawa kluczowa.
Tarcza antykryzysowa czyli wsparcie budżetowe dla firm, pracowników, osób samozatrudnionych jest uzupełniana, by mogła być jak najlepiej dostosowana do zmieniających się ciągle okoliczności. Wiem, iż skorzystało z niej prawie milion podmiotów gospodarczych i obywateli.
Niestety, słuchając przedstawicieli opozycji, mam wrażenie, iż nie rozumieją sytuacji, w której się znaleźliśmy. Powiem zupełnie szczerze – żadne państwo na świecie nie będzie w stanie zdjąć z obywateli wszystkich konsekwencji kryzysu. Nikogo na taką pomoc nie będzie stać. Musimy mieć świadomość, iż – wbrew temu, co mówią politycy opozycji – nie da się przejść przez załamanie gospodarki, nie odczuwając jego skutków. Oczywiście, jedne branże odczuwają je bardziej, inne mniej, ale wszyscy – w jakimś zakresie – stracą. I to jest nieuniknione – wszędzie na świecie tak będzie. Jednak rolą państwa jest pomaganie ludziom, zdejmowanie z nich części ciężarów i polski rząd to robi. Dlatego cały czas trzymamy rękę na pulsie, podchodzimy elastycznie do form oferowanej pomocy i tego dowodzi modyfikowanie elementów tarczy. Dla mnie bardzo ważna jest też dbałość i troska o byt rodzin wychowujących dzieci. Z tej perspektywy dzisiaj program 500 plus wydaje się mieć nie tylko znaczenie wspierające, ale również stabilizujące podstawy finansowe egzystencji milionów rodzin.
 
Polscy lekarze w ramach misji medycznej zorganizowanej przez Wojskowy Instytut Medyczny w Warszawie wspomagali włoskich medyków, walczących na pierwszej linii frontu z COVID-19 w Lombardii. Zdaje się, że byliśmy jedynym państwem, które w taki sposób pomogło Włochom. Przewodnicząca Komisji Europejskiej – gdy mówi o działaniach UE wspierających Italię – wymienia przede wszystkim właśnie polską misję medyczną.
Ta misja była wyrazem naszej solidarności z Włochami, najlepiej pojętej troski o dobro wspólne w Europie. W poczuciu solidarności zdecydowaliśmy o wysłaniu tej misji, uczestniczyłem w tym procesie. Cieszę się, że mogliśmy w tym trudnym dla nas wszystkich czasie pokazać Włochom, że nie są nam obojętni, podać im pomocną dłoń. Ale ta misja pokazuje również efektywność działań solidarnościowych – z jednej strony wspieraliśmy, z drugiej zdobywaliśmy od włoskich lekarzy doświadczenia w walce z epidemią. Za przekazaną wiedzę medyczną, dotyczącą organizacji opieki nad chorymi, procedur medycznych jesteśmy Włochom niezwykle wdzięczni. Solidarność służy wszystkim.
 
Z Prezydentem rozmawiali Katarzyna Gójska i Tomasz Sakiewicz.
Poleć znajomemu