Narzędzia dostępności

Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

Dodatkowe narzędzia

Poniedziałek, 18 maja 2020

Wywiad Prezydenta RP dla Radia Doxa

Wywiad Prezydenta dla Radia Doxa

Ewa Szyndler, Radio Doxa: Dziś naszym gościem jest Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Pan Andrzej Duda. Dzień dobry, Panie Prezydencie, witam serdecznie.
Prezydent RP, Andrzej Duda: Dzień dobry, witam Panią Redaktor, witam wszystkich naszych słuchaczy – w bardzo szczególnym miejscu.
 
Tak. Proszę Państwa, miejsce jest wyjątkowe. Jesteśmy w salonie domu rodzinnego Ojca Świętego, Jana Pawła II, gdzie dzisiaj mieści się muzeum. Sto lat temu właśnie tutaj, w Wadowicach, urodził się Karol Wojtyła, późniejszy Lolek. Dusza towarzystwa – przypomnijmy tylko – artysta, sportowiec, miłośnik gór, kapłan, potem kardynał i wreszcie święty Kościoła katolickiego. Jak Polska długa i szeroka świętujemy, przypominamy nauczanie polskiego Papieża, podejmujemy mnóstwo inicjatyw, przez które chcemy uczcić jego pamięć i po prostu zwyczajnie chcemy podziękować. Ale tutaj zawsze pojawia się pytanie: ile z tego przesłania Jana Pawła II wcielamy w życie bardzo konkretnymi działaniami, a ile pozostaje w sferze słów? Co prawda pięknie brzmiących, ale tylko słów i chęci. I tu pytanie, Panie Prezydencie: czy Pan na co dzień spotyka się z takimi postawami i z takimi czynami, które są ewidentnie ukształtowane według wartości Jana Pawła II? Po prostu widzi Pan człowieka – to, co robi, to, co mówi – i myśli Pan sobie: tak, ten nie tylko mówi, ale ten też działa. Czy to jest częste?
Myślę, że jest bardzo wielu takich ludzi, którzy nauczanie Ojca Świętego wzięli sobie do serca – zwłaszcza ludzi młodych, którzy właśnie wtedy byli dziećmi czy młodzieżą; w czasach, gdy Ojciec Święty był między nami. Należę do pokolenia, które mówi o sobie, że jest pokoleniem JP2, bo urodziłem się w 1972 roku. A więc wtedy, gdy Ojciec Święty wszedł na Stolicę Piotrową, czyli został papieżem, miałem sześć lat – właściwie było to moje dzieciństwo.
Pamiętam ten dzień, gdy Ojciec Święty został wybrany – ale pamiętam go tylko dlatego, że mój tata wziął mnie na kolana przed telewizorem i powiedział: „Andrzejku, dzisiaj wydarzyło się coś wyjątkowego”. Dlatego bardzo dobrze pamiętam tamten październikowy dzień.
Natomiast jego późniejsze przyjazdy do Polski – oczywiście kolejne coraz lepiej. Ten wyjątkowy 1979 rok, gdy po raz pierwszy był na Błoniach krakowskich...
 
Do tej wizyty wrócimy w naszej rozmowie.
I później wszystkie kolejne aż do ostatniej, gdy żegnał się z nami. Wszystkie, w czasie których pozostawiał nam za każdym razem to niezwykle ważne, kształtujące nas przesłanie: poczynając od czasów, gdy jeszcze nie byliśmy w pełni wolni i suwerenni jako państwo i naród; gdy nas do tej wolności – z jednej strony – w bardzo specyficzny sposób, bo poprzez wiarę i modlitwę nawoływał; ale – z drugiej – wtedy, gdy wolność już się zbliżała, bardzo zdecydowanie zapowiadał, co należy z nią robić, gdy ona już będzie.
Jednym z takich dla mnie dzisiaj – gdy patrzę z perspektywy czasu – najpiękniejszych momentów było jego kazanie, które powiedział do młodzieży na Westerplatte. Gdy właśnie mówił, że każdy z nas ma swoje Westerplatte i jest to jakiś cel w życiu, który musi zostać zrealizowany, z którego nie wolno zdezerterować; że jest to także jakiś system wartości, który mamy mieć. Pani Redaktor pyta o kształtowanie postaw – właśnie to było między innymi kształtowaniem postaw.
Ale także wtedy, gdy mówił, czym jest nasza ojczyzna i jaka jest jej wartość dla nas – czyli niezwykle patriotyczne słowa Ojca Świętego, gdy mówił o Polsce: jaką wartością jest Polska, ale też na czym jest ufundowana; co jest najważniejszą wartością Polski. Właśnie ten fundament – to, z czego wszyscy wyrośliśmy.
Dzisiaj wielu ludzi cały czas o tym pamięta. Choć bardzo często się podkreśla – i myślę, że jest w tym wiele racji – iż trzeba przypominać jego naukę tym młodym, dla których Papież jest już zamierzchłą opowieścią, którzy go nie znali, bardzo często urodzili się już po tym, gdy odszedł do domu Ojca, i którzy w związku z tym nie mieli możliwości bezpośredniego zetknięcia się z jego nauką – trzeba im ją przypominać, bo to bardzo ważne.
 
Kształtowanie postaw, ale też bardzo konkretne działanie, bo myślę, że to jest też najważniejsze. A to konkretne działanie nie obędzie się bez takiego przypominania nieustannego tego, o czym nauczał Jan Paweł II. Pan, Panie Prezydencie, w jednym z wywiadów właśnie mówił, że – tu cytuję – „to, co mówił św. Jan Paweł II jest nadal aktualne. Jego nauka powinna być cały czas z nami, bo jest ponadczasowa”. Często Pan sięga do tekstów świętego już dzisiaj Jana Pawła II? Tak zwyczajnie – żeby sobie odświeżyć, poczytać, pozwolić na chwilę refleksji.
Dosyć często sięgam, zwłaszcza do tekstów jego wystąpień do nas, bo były bardzo ważne – gdy chcę sobie przypomnieć i uświadomić, co Ojciec Święty nam mówił, co chciał nam powiedzieć, w jaki sposób chciał, żebyśmy działali, żebyśmy podchodzili do wielu ważnych spraw, także politycznych. Bo można powiedzieć, że są to świetne rekolekcje również dla polityków. Polscy politycy powinni sobie od czasu do czasu to odświeżać.
Tak, rzeczywiście często to robię i staram się tam odnajdywać właśnie te jego kody, którymi nam przekazywał swoją wizję, ale też ostrzeżenia. Wielokrotnie przypominanym momentem, gdy powiedział coś takiego, był czas, gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej, gdy wszyscy z zapartym tchem czekali, co powie Ojciec Święty – największy dla Polaków autorytet – o wejściu do Unii Europejskiej. Wielu polityków bardzo się bało, że Ojciec Święty powie: „Nie, nie idźcie do Unii Europejskiej”.
Tymczasem Ojciec Święty powiedział coś zupełnie odwrotnego, ale bardzo wymownego i bardzo mocnego: „Tak, idźcie do Unii Europejskiej. Tak, idźcie do Europy, do tej wielkiej Wspólnoty, ale idźcie tam bogaci swoimi wartościami i to wielkie bogactwo – tak można rozumieć jego słowa – do Europy nieście. Macie je w sobie cały czas – wy, Polacy, my, jako naród. Gdy wielu innych już je zatraciło, wy cały czas je macie. I to jest dzisiaj wasz obowiązek, by z tymi wartościami iść i ubogacać nimi Europę”. I tak właśnie staram się robić.
 
Panie Prezydencie, wróćmy do tego dnia – 2 czerwca 1979 roku. Pan chętnie też wraca w różnych rozmowach właśnie do tego wydarzenia. Przypomnijmy: Warszawa, plac Zwycięstwa, pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do ojczyzny, Pan ma wtedy siedem lat, tato bierze Pana na barana, żeby Pan lepiej widział Ojca Świętego. Jak Pan wspomina ten dzień? Czy dane było też Panu gdzieś w życiu spotkać się, mieć ten osobisty kontakt z Ojcem Świętym? No i wreszcie: czy to, co przeżył wówczas mały Andrzej Duda, zaowocowało w jakiś sposób w życiu duchowym i religijnym dorastającego najpierw, a potem już dorosłego Andrzeja Dudy?
To był dla mnie z jednej strony radosny, bardzo ciekawy, a z drugiej strony trudny czas. Mówiąc szczerze, nie pamiętam szczegółowo tego dnia – 2 czerwca. Tak bezpośrednio nie pamiętam też tych słów, które Ojciec Święty wtedy, na placu – dzisiaj – Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie wypowiedział, kiedy wzywał Ducha Świętego, żeby zstąpił i odnowił oblicze tej ziemi. Po prostu tego momentu w czasie wtedy rzeczywistym nie pamiętam. Natomiast oczywiście pamiętam moje przeżycia związane wówczas z wizytą Ojca Świętego w Krakowie, w którym żyłem i w którym się wychowałem. Pamietam, kiedy chodziłem z moimi rodzicami, dokładnie – na barana u mojego taty, na Błonia krakowskie, gdy Ojciec Święty przejeżdżał. Machaliśmy mu – jechał wtedy odkrytym, dużym samochodem marki Star, przerobionym specjalnie dla Ojca Świętego. Pamiętam te ogromne tłumy ludzi, którzy pielgrzymowali wówczas na mszę świętą na Błoniach i którzy wszędzie podążali za Ojcem Świętym. To było wtedy dla mnie ogromne przeżycie. Nigdy wcześniej ludzi w takiej ogromnej liczbie jednocześnie nie widziałem – te nieprzebrane tłumy, które wtedy wszędzie po Błoniach i po okolicach Błoń się przemieszczały.
To było wtedy dla mnie – jako dla dziecka – bardzo duże przeżycie. Natomiast dla mojej rodziny był to szczególny czas, bo moja ukochana babcia była wtedy chora. Tutaj, w Krakowie leżała w szpitalu; była chora na chorobę onkologiczną, potem zmarła. Więc to był też taki czas, kiedy myśmy gdzieś tam, po cichu, liczyli na to, że babcia jeszcze wyzdrowieje, chociaż było wiadomo, że choroba jest bardzo groźna, że jest śmiertelna. Rodzice nie ukrywali przede mną, jaka jest sytuacja z moją babcią, z którą byłem bardzo związane.

Zanosili prośby o zdrowie dla babci do Ojca Świętego?
Wszyscy zanosiliśmy. Taki zazwyczaj jest w rodzinach ludzi wierzących – że się modli za chorą osobę. Ale wola Pana Boga była taka, a nie inna. Natomiast także przez to ta wizyta tak bardzo mocno utkwiła we mnie, bo te wszystkie wydarzenia biegły jakby obok siebie. Po prostu toczyło się życie.

Panie Prezydencie, to były lata dziecięce. A później? Jako młody chłopak, student być może – czy Jan Paweł II towarzyszył Panu w dorastaniu, w dojrzewaniu duchowym, religijnym?
Oczywiście, to było bardzo mocne. Mogę mówić za Kraków, bo tutaj się wychowałem, tutaj chodziłem do szkoły podstawowej i liceum, potem studiowałem. Więc mogę powiedzieć, jak to było w środowisku krakowskim – to było bardzo mocne wśród krakowskiej młodzieży, właściwie we wszystkich środowiskach, w których się wtedy obracałem: i w środowisku szkolnym, i w środowisku harcerskim, w którym wtedy byłem. Wszędzie. To były rzeczywiście bardzo duże przeżycia. Było bardzo wiele emocji, kiedy Ojciec Święty tutaj przyjeżdżał, kiedy w ogóle był w Polsce. I to nie tylko te wielkie wydarzenia, które miały miejsce w Krakowie, to też niebywałe spotkanie Ojca Świętego z góralami w Zakopanem – pamiętne do dzisiaj, wyciskające łzy z niejednych oczu, kiedy się to wspomina, ogląda, słucha słów Ojca Świętego. To wiele innych [pielgrzymek], choćby Westerplatte, czy na Zaspie w Gdańsku, czy w tylu innych miejscach w Polsce, czy w Starym Sączu  to była tak ważna także dla mojej rodziny pielgrzymka i obecność Ojca Świętego, mimo, że była wielka obawa, bo przecież [papież] zaniemógł, nie odbyła się msza święta z udziałem Ojca Świętego w Krakowie, został na Franciszkańskiej – wszyscy tak bardzo się wtedy bali. Pamiętam, byliśmy wtedy pod oknem [na Franciszkańskiej], razem z Kingą, taką malutką, bo to był 1999 rok i ona miała cztery latka, w wózku, pogoda była deszczowa. Pamiętam, że wszyscy byliśmy pełni trwogi. No, ale Ojciec Święty – jak się okazało – wrócił do sił i w tym Starym Sączu był; tak bardzo – mówię – ważnym miejscu dla moich najbliższych i dla mnie oczywiście też. Jest bardzo wiele przeżyć. Ojciec Święty Jan Paweł II jest, myślę, nie tylko w mojej duszy, ale w ogóle – w duszy mojego pokolenia, zwłaszcza młodzieży krakowskiej bardzo mocno wpisany, bardzo mocno zakodowany.

7 maja rozpoczęły się procesy beatyfikacyjne Emilii i Karola Wojtyłów, rodziców Jana Pawła II. Można by powiedzieć, że właśnie od nich się wszystko zaczęło, wszystko czyli przykład wiary. Święty Jan Paweł II często mówił, że chciałby zostać zapamiętany jako papież rodziny. Czego Pana osobiście papież nauczył jako syna, jako męża, jako ojca?
Przede wszystkim wielkiego szacunku dla matki – Ojciec Święty zawsze wspominał swoją mamę, która odeszła, kiedy był małym chłopcem. Przeniósł jak gdyby tę miłość do swojej matki na Matkę Najświętszą, na Maryję. Ten jego niezwykły kult, który często zresztą zadziwiał tam, w Watykanie, hierarchów kościelnych – tak silny kult Maryjny, który Ojciec Święty niósł w sobie i wszędzie wokół siebie był – można powiedzieć  jego znakiem rozpoznawczym. Nie kto inny, tylko właśnie on przecież powtarzał cały czas: Totus Tuus Maryja, Totus Tuus – cały Twój. I ten wielki szacunek, z jakim zawsze mówił o swoich rodzicach, z jakim zawsze mówił o swoim ojcu, jako jego wychowawcy, który przecież opuścił go też tak wcześnie – 21 lat miał zaledwie, kiedy ojciec umarł, w 1941 roku. Nie cieszył się więc bardzo długo swoimi rodzicami, a jednak bardzo silnie pozostali oni w jego sercu i zawsze z ogromnym szacunkiem o nich mówił. I to było dla mnie rzeczywiście bardzo ważne. Często wspominał widok ojca modlącego się przy łóżku. Kiedy budził się, często widział ojca modlącego się. To był wzór rodziny, która z dużą pieczołowitością wychowywała dzieci. Bo przecież nie był sam, miał brata, miał małą siostrę – siostra zmarła bardzo szybko. Brat też zmarł jako młody chłopak, ale jednak rodzice go wychowali. Taki dom tworzyli przez dłuższy czas we czwórkę. Później, kiedy odeszła mama, żyli z ojcem we trójkę. Był to właśnie wzór dobrej, uczciwej, rzetelnej rodziny, która w sposób bardzo przemyślany wychowywała dzieci, wychowywała synów przy udziale wielkiej troski i odpowiedzialności ojca. To jest, muszę powiedzieć, dla mnie bardzo ważne.

Krótko mówiąc, rodziny silnej Bogiem, mimo trudności. Panie Prezydencie, Ojciec Święty, oprócz bardzo wielu rzeczy, o których tutaj już rozmawialiśmy, uczył nas także dystansu do siebie i poczucia humoru. Skąd sporo anegdot. Oto jedna z nich  Jan Paweł II do odwiedzającego go kiedyś polskiego księdza, zwrócił się z prośbą: Poczekaj na mnie chwilę, muszę teraz trochę popapieżyć. Czy Pan ma też czasami takie poczucie, że musi Pan trochę poprezydencić?
[Śmiech] Proszę mnie nie porównywać do Ojca Świętego. Ale też staram się mieć dystans przede wszystkim do siebie, ale czasem też do różnych prezydenckich zajęć. One nie są tak trudne, jak zajęcia Ojca Świętego  to jednak jest troszkę inny wymiar, troszkę inny kaliber. Natomiast tak, czasem trzeba z humorem podchodzić do życia, bo inaczej przecież by człowiek oszalał. Więc oczywiście, że staram się czasem podchodzić z dystansem, z przymrużeniem oka do różnych rzeczy, które robię.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Prezydent Andrzej Duda był dzisiaj naszym gościem tu, w Wadowicach, 18 maja, dokładnie w setną rocznicę urodzin Świętego Jana Pawła II. Dziękuję bardzo Panie Prezydencie.
Dziękuję bardzo i pozdrawiam serdecznie wszystkich słuchaczy.
Poleć znajomemu