Narzędzia dostępności

Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

Dodatkowe narzędzia

Niedziela, 24 maja 2020

Wywiad Prezydenta dla 1 Programu Polskiego Radia

Katarzyna Gójska: Gościem Programu 1 Polskiego Radia jest Pan Prezydent Andrzej Duda. Witam bardzo serdecznie Panie Prezydencie. Dzień dobry.

 

Andrzej Duda: Dzień dobry. Witam bardzo serdecznie Panią Redaktor i witam bardzo serdecznie wszystkich naszych słuchaczy.

 

Panie Prezydencie dokładnie 5 lat temu odbyła się w Polsce druga tura wyborów prezydenckich, te wybory Pan wygrał. Chciałam zapytać Pana, jak z perspektywy tych pięciu lat od wygrania wyborów, bo to jeszcze nie jest jeszcze całe 5 lat prezydentury, patrzy Pan Prezydent na cele, które wówczas sobie wyznaczył na czas pierwszej kadencji. Co było priorytetem, co tym priorytetem nadal pozostało?

Dwa były takie elementy, które były wtedy bardzo priorytetowe. Przypomnę, że chyba w oba nie bardzo w ogóle wierzono. W jeden na pewno nie wierzono, a drugi bardziej pomijano, ale on był bardzo ważny. Myślę tutaj o polityce wewnętrznej, krajowej, myślę o polityce zagranicznej. Jeżeli chodzi o politykę wewnętrzną, to było przede wszystkim zupełnie odwrócenie wektorów jak gdyby w dotychczasowym działaniu władz. Po podwyższeniu wieku emerytalnego przez rząd Donalda Tuska, gdzie na czele ministerstwa pracy stał Władysław Kosiniak-Kamysz, po tym jak podniesiono wiek emerytalny, mimo protestów ludzi, po tych wszystkich działaniach związanych z podwyższaniem VAT-u, likwidacją polskich stoczni, zagrożeniem dla przemysłu górniczego, które wtedy bez przerwy było stwarzane, kiedy cały czas się mówiło o likwidacji kolejnych polskich firm, kiedy mówiło się o sprzedawaniu LOT-u. Wydawało się, że brniemy w sytuację zupełnie beznadziejną i tym najważniejszym postulatem, jaki wtedy podnosili ludzie w czasie wszystkich spotkań wyborczych – a ja postawiłem sobie wtedy za cel spotkanie się z moimi rodakami w całej Polsce, u nich na miejscu, to było zawsze dla mnie i jest najważniejsze, żeby właśnie spotykać się z ludźmi tam, gdzie oni mieszkają, rozmawiać o ich sprawach, o polskich sprawach, o naszych sprawach – było obniżenie wieku emerytalnego, ale były też postulaty też pracy, godnej płacy, żeby młodzi wrócili z zagranicy. To był szereg takich próśb, a właściwie żądań, które zgłaszali moi rodacy na spotkaniach. Ale chyba nie bardzo wierzono wtedy w to, że te wszystkie elementy uda się zrealizować. I ja wtedy się do tego zobowiązywałem, ale byłem ogromnie krytykowany przez ówcześnie rządzących i przez ich różnego rodzaju ekspertów, którzy im sprzyjali. Mówiono, że to są brednie, że można wprowadzić program 500 plus,  że to rozwali budżet państwa, że to jest nieodpowiedzialne, itd.

Proszę zobaczyć, co się stało przez te 5 lat. Po pierwsze - od razu wniosłem projekt ustawy obniżającej wiek emerytalny i udało się praktycznie zupełnie bezboleśnie przywrócić poprzedni wiek emerytalny i jakoś państwo polskie się nie zawaliło. Ludzie mogą z powrotem – kobiety w 60., mężczyźni 65. roku życia przechodzić na emeryturę, a jak ktoś chce to może pracować dłużej. Bo najważniejsze było to, że przede wszystkim daliśmy Polakom wybór – proszę bardzo, jak chcesz, to możesz przejść na emeryturę, twoja decyzja; a jeżeli chcesz, masz możliwość, masz siłę, masz rodzinne możliwości – możesz pracować dalej. To była rzecz najistotniejsza i to dzisiaj jest faktem. Po drugie - wprowadzono program 500 plus. Bardzo spokojnie i w sposób bardzo mądry, dlatego że najpierw wprowadzono go poczynając od drugiego dziecka w rodzinie, co oczywiście od razu wzbudzało protesty, paradoksalnie głównie tych, którzy wcześniej mówili, że tego programu nie da się zrealizować. Ale potem, jak się okazało, że budżet państwa jest w stanie podołać temu programowi – przede wszystkim dlatego, że się udało zatkać dziurę VAT w ogromnym stopniu, że miliardy, które do tej pory były kradzione, znalazły się na powrót w polskim budżecie, okazało się, że parę nie mnie bardzo skomplikowanych zabiegów ustawowych, legislacyjnych zamyka możliwości dokonywania nieustannej kradzieży z polskiego budżetu i to się da zrobić. Okazało się, że można zrealizować wszystkie te programy społeczne właśnie takie, jak 500 plus, 300 plus - czyli dobry start dla dzieci na początek roku. Później okazało się, że można wypłacić 13. emeryturę i rentę emerytom i rencistom, a więc seniorom. Można teraz było nawet zacząć mówić o 14. emeryturze, biorąc pod uwagę bardzo dobrą jeszcze przed koronawirusem sytuację gospodarczą i duży jeszcze do niedawna wzrost gospodarczy.

Zmianą tych ostatnich 5 lat było przede wszystkim ukierunkowanie na sprawy społeczne, ukierunkowanie na sprawy zwykłego człowieka, ukierunkowanie na rodzinę, na to, w jakich warunkach ta rodzina żyje, żeby warunki życia rodziny podnieść, żeby wielu ludziom, którzy mieli dzieci, chcieli je wychować jak najlepiej, a żyli w bardzo skromnych warunkach, żeby po prostu, zwyczajnie państwo polskie wyciągnęło do mnie rękę i powiedziało: popatrzcie, szanujemy to, że wychowujecie dzieci, że macie dzieci, że macie odwagę, żeby budować polskie społeczeństwo i jesteście przez to absolutnie godni uwagi, a przede wszystkim godni tego, żeby was wesprzeć, żeby ten wasz trud wychowawczy wspomóc.

To była najważniejsza zmiana paradygmatu. Już nie wspomnę o bezrobociu, które zostało zmniejszone o połowę, do najniższego od 1989 roku poziomu – jako efekt poprawiającej się sytuacji gospodarczej, najniższa płaca wzrosła z 1750 zł do 2600 zł pomiędzy 2014 a 2020 rokiem. To są po prostu fakty, z którymi dzisiaj mamy do czynienia.

 

Panie Prezydencie, jeszcze i ja jeszcze dopytam i zaraz będziemy też rozmawiać na temat polityki zagranicznej, w której jest Pan niezwykle aktywny. Ale dzisiaj też Pan mówi, że jest Pan gwarantem kontynuowania programów społecznych. Mogę powiedzieć, że dzisiaj niemal wszyscy politycy mówią, że też są gwarantami, że będą gwarantować 500 plus, wiek emerytalny. Nawet wspomniany przez Pana polityk PSL mówi, że on żałuje tamtej decyzji o podniesieniu wieku emerytalnego. Już większość deklaruje, że żałuje. Jakie są źródła tej radykalnej zmiany? Przecież 5 lat temu opozycja była radykalnie przeciw, a – mało tego - tworzono także taką atmosferę linczu – mam wrażenie – wobec rodzin, które były z tego zadowolone, chciały pobierać program 500 plus. Przecież wszyscy słyszeli, pamiętają artykuły, wypowiedzi, w których mówiło się, że ludzie to po prostu przepiją, zmarnotrawią, że to jest wyrzucanie pieniędzy, że to jest niemoralne, że to jest namawianie do tego, żeby rodziny nie pracowały. Padało mnóstwo takich nieprzyjemnych, obraźliwych określeń. Skąd się wzięła ta zmiana?

Pani redaktor, myślę, że to jest głęboka różnica mentalności i głęboka różnica też ideologiczna i podejścia do polityki, do Polski, do polskiego społeczeństwa, jaka dzieli dwie strony debaty politycznej. Jedna strona, która rządziła w Polsce przez 8 lat do 2015 roku, która zabierała po prostu ludziom, podnoszono podatek VAT na ubranka dziecięce - pamiętamy te dyskusje. Podnoszono wiek emerytalny mimo protestów. Dzisiaj obydwaj panowie, którzy wtedy byli czynnymi innymi uczestnikami procesów antyspołecznych, dzisiaj mówią, że będą gwarantami i nie podniosą wieku emerytalnego, że będą bronili 500 plus, a obaj byli przeciwnikami 500 plus, obaj brali udział w tych procesach podnoszenia wieku emerytalnego. Władysław Kosiniak-Kamysz w sposób czynny. Ich szefem był Donald Tusk, który w 2011 roku w czasie kampanii wyborczej do parlamentu wprost do kamer, patrząc prosto w oczy wyborcom mówił, że nie będzie podniesienia wieku emerytalnego po wyborach parlamentarnych. I co? Jego ugrupowanie wygrało wtedy wybory i zaraz po tych wyborach ten wiek emerytalny został podniesiony. Wbrew wszelkim obietnicom. Tacy są ci ludzie. Nie mają honoru. Za nic mieli to słowo. Wydawało mi się, że można ludziom naobiecywać co się chce bez żadnych konsekwencji. Dlatego ten 2015 rok to była zupełna zmiana. Mam nadzieję, że wszyscy to widzieli, że wreszcie przyszła polityka, ta którą ja prowadziłem, a później obóz Zjednoczonej Prawicy, gdzie jak się coś powiedziało, to czyni się wszystko, żeby słowa dotrzymać. I dlatego większość zobowiązań wyborczych została dotrzymana – w mniejszym lub większym stopniu niektóre, to prawda. Nie wszystkie też udało się do tej pory zrealizować, ale ja walczę po to w tych wyborach prezydenckich, z tymi wszystkimi kłamstwami, które padają na różnych forach w przestrzeni publicznej, żeby po pierwsze – obnażyć je, a po drugie – żeby Polacy mieli przeświadczenie, że dzięki temu, że ja zostanę ponownie wybrany ten kurs, który był przyjęty przez ostatnich 5 lat będzie kontynuowany. Ukierunkowany na zwykłego człowieka, ukierunkowany na sprawy zwykłej rodziny, na to, żeby o nią dbać, żeby ona była tym pierwszym, absolutnym celem polityki rządzących, celem polityki polskich władz. Dla mnie to jest kwestia fundamentalna, była, jest i będzie. I to jest dla mnie sprawa oczywista.

 

Panie Prezydencie, pytałam Pana o priorytety, jakie Pan sobie wyznaczył na czas kadencji, na pewno znaczna część z nich jest po prostu aktualna. Pan jest aktywny bardzo mocno na forum międzynarodowym, mnóstwo spotkań, mnóstwo wizyt. Proszę powiedzieć, jak Pan patrzy na tę aktywność, jak te wizyty się przykładają na sytuację Polski. Pamiętam, myślę, że wszyscy pamiętają, sprzed wielu lat te określenia, że tak naprawdę Prezydent to jest ten, który „stoi pod żyrandolem” i niewiele z tego wynika. Proszę powiedzieć, jak Pan ocenia, co udało się Panu zrealizować poprzez właśnie aktywność międzynarodową?

Przede wszystkim, jak słyszę głosy o „staniu pod żyrandolem” i weźmie się pod uwagę, że w Polsce jest 380 powiatów, a ja objechałem wszystkie te powiaty, to chyba nie ta prezydentura, tylko komuś się chyba prezydentury pomyliły. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w ciągu tych ostatnich ponad 5 lat odbyłem grubo ponad 100 wizyt międzynarodowych i odwiedziłem wszystkie powiaty w Polsce, to łatwo policzyć, że w zasadzie w każdym tygodniu odbyłem przynajmniej jedną podróż, z czego niektóre podróże zagraniczne miały 2, 3 dni w zależności od tego gdzie pojechaliśmy i jakie były zadania do wykonania. Rzeczywiście tej aktywności było bardzo dużo. Mam nadzieję – patrząc uczciwie i spokojnie – że mimo całego medialnego moi rodacy pamiętają, co się przez ostatnie 5 lat działo i spokojnie to ocenią - jeżeli chodzi o moją osobę i o rozważanie mnie jako kandydata w tych zbliżających się wyborach prezydenckich i tego, czego potrafię dokonać.

Natomiast jeżeli chodzi o politykę zagraniczną, to najważniejszą sprawą było bezpieczeństwo. Proszę sobie przypomnieć, że 2014 rok to była wojna na Ukrainie i w 2015 roku było olbrzymie poczucie zagrożenia potencjalną rosyjską agresją. Przede wszystkim oczywiście na kraje bałtyckie, no ale w perspektywie, przecież wszyscy rozsądni pamiętają, że każdy gdzieś z tyłu głowy miał to, że może nie wiadomo co będzie, a może ktoś na nas spróbuję dokonać jakiejś agresji. Ta sytuacja zupełnie się zmieniła poprzez zmianę naszej sytuacji w Sojuszu Północnoatlantyckim. To był efekt polityki, którą ja zacząłem jeszcze zanim zostałem oficjalnie Prezydentem Rzeczypospolitej, zanim zostałem zaprzysiężony, bo pierwsze spotkanie na ten temat miałem w czerwcu 2015 roku, a więc jako prezydent-elekt. Przyjechał wtedy do Warszawy sekretarz generalny NATO pan Jens Stoltenberg, chciał się ze mną spotkać, jako z przyszłym prezydentem. Oczywiście skwapliwie zgodziłem się na to spotkanie. I powiedziałem: Proszę Pana, ja będę walczył o to, żeby były w Polsce bazy NATO. Pamiętam, że on się zdziwił i to głęboko, po prostu nic tak ostro i twardo tej sprawy jeszcze do tej pory widocznie nie postawił. Powiedziałem tak, bo my mamy taką sytuację, że jesteśmy w NATO od dłuższego czasu, od 1999 roku, tylko problem polega na tym, że NATO nie ma u nas. A my byśmy chcieli, żeby było normalnie tak, jak powinno być w Sojuszu, czyli jeżeli tutaj jest wschodnia flanka NATO, która dzisiaj jest w pewnym zagrożeniu, zwłaszcza państwa bałtyckie, to niech tutaj będą siły NATO. I zaczęła się rozmowa, która zakończyła się postanowieniami szczytu NATO w Warszawie w 2016 roku, gdzie ustanowiono Enhanced Forward Presence  czyli wysuniętą, wzmocnioną obecność. I dzięki temu pojawiły się w Polsce jednostki NATO, pojawiły się w państwach bałtyckich, pojawiła się u nas amerykańska armia. I to oznacza zmianę naszego bezpieczeństwa.

 

Dopytam, przecież to nie jest tylko tak, że nikt wcześniej nie wpadł na to, żeby w Polsce i na wschodniej flance NATO były bazy wojsk sojuszniczych, tylko to jest tak, że ten pomysł miał bardzo wielu przeciwników. Szczególnie w Europie były państwa, które uważały, że nie ma co drażnić Rosji, że tak jest dobrze jak jest, że wszystko jest w porządku. Nie mówię już o sygnałach, które płynęły z Kremla, z Moskwy, bo one są oczywiste. Mówię o opozycji wewnętrznej, w środku Paktu Północnoatlantyckiego.

Muszę przyznać, że mam taką zasadę, że najmniej przejmuję się przeciwnikami. Bo jakbym chciał się przejmować przeciwnikami, to bym niczego nie zrobił. Patrzę przede wszystkim co chcę zrobić i gdzie mam sojuszników. Niespecjalnie się oglądam na przeciwników. Patrząc na to zadanie przede wszystkim miałem cały czas w pamięci słowa śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który kiedyś powiedział do mnie w zaciszu swojego gabinetu, kiedy rozmawialiśmy o tarczy antyrakietowej w Polsce, której wtedy zapobiegł rząd Platformy Obywatelskiej, de facto uniemożliwił jej ustanowienie, i Prezydent z żalem wtedy mówił, że prawdziwą wolność będziemy mieli wtedy, kiedy tutaj, w naszym kraju, będą wojska sojusznicze, wojska Stanów Zjednoczonych, kiedy będzie infrastruktura. Prawdziwą [wolność] będziemy mieli dlatego, że wtedy wszyscy będą uważali, że jesteśmy wolni, bo to nie jest już rosyjska strefa wpływów. Dokładnie tak wtedy powiedział, takich słów użył: „cały świat będzie wtedy wiedział, że to nie jest już rosyjska strefa wpływów”. Miałem te słowa i mam je cały czas gdzieś z tyłu głowy. Cały czas je słyszałem jak brzmiały. Trzeba zrobić wszystko, żeby ci którzy patrzą na nas zewnątrz, którzy czasem pytają, gdzie leży Polska, mieli tę świadomość, że to nie jest żadna rosyjska strefa wpływów, tak jak było to utrwalone i wbijane do głowy ludziom przez 50 lat, od II wojny światowej. To się stało…

 

Dzisiaj nikt już chyba rozsądnie myślący nie może powiedzieć o nas i naszych sąsiadach, że jesteśmy rosyjską strefą wpływów, ze względu na obecność wojsk NATO, wojsk amerykańskich w Polsce, ale również ze względu na bezpieczeństwo energetyczne.

Tak, to jest w ogóle zupełna zmiana podejścia. Bo to jest to myślenie, które my realizujemy to rzeczywiście jest myślenie o suwerennej Polsce we wszystkich płaszczyznach, również w tej płaszczyźnie energetycznej. To choćby gazoport, którego budowę zainicjował właśnie Pan Prezydent Lech Kaczyński, a która została dokończona w 2016 roku. Gazoport został oddany do użytku, on już w olbrzymim stopniu daje wzmocnienie naszej suwerenność energetycznej, bo możemy w tej chwili gaz odbierać skąd chcemy, między innymi odbieramy go ze Stanów Zjednoczonych w ogromnej ilości, na długoterminowych atrakcyjnych kontaktach. Ale przede wszystkim budujemy także gazociąg z szelfu norweskiego, który da nam całkowitą niezależność i wtedy rzeczywiście to my będziemy decydowali, czy podpiszemy kontakt z rosyjskim dostawcą, czy nie. Bo dzisiaj mamy tak, że musieliśmy te kontakty podpisywać, dlatego że nie było alternatywy, a gaz jest nam niezbędny. Tymczasem tworzymy to, że od 2022 roku to my będziemy decydowali, czy podpiszemy, czy nie, czy weźmiemy ten gaz z tego kierunku, czy weźmiemy ten z innego kierunku. I to jest prawdziwa suwerenność, to jest prawdziwa dywersyfikacja dostaw i to jest stawianie Polski i nas wszystkich w zupełnie innej sytuacji niż to miało miejsce dotąd, – kiedy płaciliśmy za gaz i płacimy więcej niż Niemcy. Przypominam o tym i zwracam na to uwagę – porównajmy Polskę i Niemcy to mimo wszystko chyba każdy wie, że Niemcy są bogatsze. To jak to się dzieje, że Niemcy płacą za gaz Rosjanom mniej niż my? Bo taka była sytuacja, bo tak negocjowano, bo takie były warunki, bo nie było alternatywy wobec rosyjskiego gazu, a my właśnie dzisiaj działamy tak, żeby była. I będzie. Jestem o tym przekonany, że właśnie to zapewni nam dużo lepsze możliwości i już nam zapewnia dużo lepsze możliwości zarówno bezpieczeństwa dostaw, jak i cen gazu które będziemy płacili, co ma oczywiście efekt dla naszej gospodarki, przemysłu, gospodarstw domowych, czyli budżetu każdej rodziny, itd. To są bardzo daleko idące zmiany, ale one wynikają z zupełnie innego sposobu patrzenia na polskie sprawy. My patrzymy na polskie sprawy jako na sprawy, które są absolutnym priorytetem. Nie ma żadnych innych ważnych spraw obok spraw polskich. Najpierw są polskie, potem jest długo, długo nic, a potem są następne sprawy. Polskie jest dla nas absolutnie na pierwszym miejscu.

 

Panie Prezydencie, przez wiele lat Polacy ciągle słyszeli o tym, że już niebawem będą mogli podróżować do Stanów Zjednoczonych bez wiz, później też Pana poprzednik mówił o tym, że on w zasadzie to już nie będzie prosił Stanów Zjednoczonych i Prezydenta amerykańskiego o te wizy, bo one w gruncie rzeczy nie mają znaczenia. Panu się udało. Rzeczywiście Polacy mogą bez wiz podróżować do Stanów Zjednoczonych, a przypomnijmy, że nasi już dużo wcześniej niż my mogli. I wtedy, kiedy się to udało, to opozycja zaczęła mówić, że tak naprawdę to nie ma związku z Pana wysiłkami, z Pana działaniami jako prezydenta, tylko, że to Polacy okazali się odpowiedzialni, że w sposób prawidłowy wypełniali wnioski wizowe.

Opozycja zawsze będzie mówiła swoje. Nie chcę tego komentować. Oczywiście, nie wolno Polakom absolutnie odbierać ich wielkiej, przeważającej absolutnie zasługi w tym, że ten ruch bezwizowy jest. Dlatego, że to rzeczywiście ludzie się zachowywali odpowiedzialnie, nie nadużywali przepisów wizowych, nie nadużywali tego, żeby pozostawać w USA poza zakresem warunków prawnych wizy. Oczywiście, że tak. Natomiast proszę pamiętać, dlaczego tak się działo. Działo się tak między innymi, dlatego, że po prostu w Polsce życie okazało się znacznie lepsze, czyli jednak te wszystkie działania które prowadziliśmy – poprawianie polskiej gospodarki, stwarzanie lepszych warunków do życia dla rodziny – powodowały, że bardzo wielu ludzi, którzy być może wyjechaliby do Stanów do pracy nie jechało do tej pracy, bo uważali, że to im się nie opłaca. A wielu z tych, którzy być może zostaliby, żeby tam pracować mówiło: „dobra, to ja wolę wrócić do domu”. Dlatego, że mieli lepsze warunki. To była ich własna, osobista decyzja. Ona była spowodowana m.in. tym, że w Polsce była prowadzona skuteczna, dobra, prorodzinna polityka. To jest pierwsza sprawa. A druga sprawa, to jest to –rzeczywiście, mogę to z całą odpowiedzialnością powiedzieć – że Prezydent Donald Trump na spotkaniu bilateralnym, dowiedział, że Polacy potrzebują wiz – bo szczerze mówiąc nie zdawali sobie sprawy, a przypuszczam, że administracja amerykańska nad tym się nie zastanawiała - jak powiedziałem na tym spotkaniu, że to jest dla nas taka bardzo nieprzyjemna i bardzo wstydliwa sprawa, że Polacy potrzebują wiz, to Prezydent Trump ogromnie się zdziwił i powiedział, że trzeba wszystko zrobić, żeby przed końcem jego kadencji wizy zostały zniesione. Wydał odpowiednie polecenia polityczne, dosłownie przy nas, i pani Ambasador Georgette Mosbacher, i swoim współpracownikom. Efekt był taki, że w niecały rok wizy zostały dla Polaków zniesione. Każdy może sobie to komentować jak chce, ale takie są fakty. I to spotkanie wtedy i te słowa Prezydenta Trumpa wypowiedziane do nas i do mnie miały wtedy wielu świadków. Taka została przyjęta polityka, ale to m.in. jest efekt bardzo dobrych relacji pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi, które zostały zbudowane w ciągu ostatnich lat. I tak to dzisiaj wygląda. Cieszę się, że także i ten element takiego swoistego poczucia szacunku ze strony ze strony Stanów Zjednoczonych dla moich rodaków dzisiaj jest. Oczywiście, że ma to znaczenie symboliczne, jakiegoś szerszego znaczenia politycznego nie ma, natomiast symboliczne ma.

 

Dla wielu osób ma też znaczenie praktyczne.

Dla wielu moich znajomych ma też znaczenie takie godnościowe. Słyszałem co mówią, to są bardzo często dosyć zamożni ludzie, których naprawdę stać na to, żeby lecieć do Stanów i absolutnie nie musieliby tam pracować. Zaśmialiby się, gdyby ktokolwiek im to zaproponował. Pewnie mają pewnie dużo lepsze pieniądze niż ktokolwiek byłby w stanie zarobić w Ameryce, oni mają to tutaj, w swoich zawodach. Tylko, że oni mówią tak: „ja nie będę stał i prosił o wizę, dlaczego ja mam prosić o wizę, ja wolę sobie pojechać na Zachód Europy niż prosić Amerykanów o wizę. Dlaczego ja mam stać, żebrać przed okienkiem, pisać, tłumaczyć się, że nie będę kopał basenów”. To jest także kwestia wolności i ja się z tym podejściem całkowicie zgadzam. Dawno powinno tak się stać, to nasi żołnierze krwawili się w Afganistanie, w Iraku razem z żołnierzami amerykańskimi. I my, Polacy cały czas potrzebowaliśmy wizę? Uważam, że to było skandaliczne i cieszę się, że to się zmieniło. I ogromnie jestem dumny z tego, że to się zmieniło właśnie w czasie mojej prezydentury, bo mam takie poczucie, że jakiś kolejny, ważny dla nas – w sensie prestiżowym – element został załatwiony. A ja patrzę na moją prezydenturę przez pryzmat spraw, które udało się załatwić, a nie, że się po prostu odbyła.

 

Śp. Pan Prezydent Lech Kaczyński powiedział w jednym z wystąpień, że jeśli chce się być silnym państwem, to trzeba działać, trzeba zachowywać się jak silne państwo. W tym kontekście chciałbym Pana zapytać o politykę historyczną. Rozpoczął ją właśnie Pan Prezydent Lech Kaczyński, a Pan kontynuuje tę drogę. I często mówimy, w kontekście polityki historycznej, że to tylko symbole, które w gruncie rzeczy nie przekładają się na jakieś konkretne znaczenia. Chciałabym Pana zapytać, jak z Pana doświadczenia wizerunek państwa przekłada się na jego status i na jego możliwości realizacji własnego interesu? Jak się przekłada na konkrety, nasze tu i teraz?

To jest bardzo złożony problem. Dlatego, że jeżeli mówimy o polityce historycznej, to mówimy o wielu aspektach spojrzenia ludzi. Ja przede wszystkim czerpałem natchnienie do tego co robić ze spotkań z rodakami. Nigdy nie zapomnę takiego spotkania – jeszcze chyba w kampanii wyborczej na samym końcu w 2015 roku, gdzieś na Śląsku, już nie pamiętam dokładnie, które to było miasto, bo tych spotkań było rzeczywiście bardzo dużo i odbywały się całymi seriami, było ich nawet po kilka dziennie, później też w czasie prezydentury tych spotkań było bardzo dużo, więc jest mi trudno rozróżnić, ale na pewno był to początek, kiedy kształtowałem się do prezydentury, w takim sensie czego ludzie potrzebują najbardziej – ono już się kończyło, już je opuszczałem, ściskałem ręce tych, którzy się zgromadzili, w zasadzie się żegnałem, na samym końcu tego zgromadzenia stał mężczyzna, który pamiętam zrobił na mnie wrażenie górnika, który jest już na emeryturze, człowiek spracowany, spracowana twarz, dłonie szorstkie. On spojrzał na mnie i powiedział: „wie pan co, niech nam pan przywróci godność”. To był dla mnie taki wstrząs, to był taki wielki facet i ja sobie pomyślałem: „Boże, jak taki wielki facet, potężny mężczyzna, o takiej ogromnej sile, mówi do mnie: niech nam Pan przywróci godność, to  rzeczywiście coś jest nie tak”. Wtedy ja przez to rozumiałem godność w sensie materialnym i w sensie rodziny, żeby ona żyła w lepszych warunkach, żeby nie wyprzedawać tej Polski, zablokować te procesy rozkradania nas. Ale ta godność oznaczała dla mnie także politykę historyczną, to czego w innych miejscach już expressis verbis ludzie ode mnie żądali: niech Pan twardo powie o naszej historii, niech Pan twardo powie, kto był najeźdźcą. Ludzie tak do mnie mówili: Niech Pan powie prawdę. I ja tę prawdę rzeczywiście twardo mówiłem na forach międzynarodowy, nie obawiając się żadnej politycznej poprawności, że czegoś nie wolno powiedzieć, że obozy koncentracyjne były niemieckie, nie nazistowskie, tylko niemieckie, bo młodzież dzisiaj na świecie przestaje wiedzieć, kto w ogóle był nazistą. Dlatego, że tak jest prowadzona od wielu lat polityka przez innych. I to widać w wielu miejscach. Powiedzmy sobie otwarcie – tak jest. I takich elementów mamy bardzo wiele. I ja się nigdy tego nie obawiałem, mówiłem prawdę o tym, jaka była nasza historia, kto nas napadł, kto był agresorem, a kto był ofiarą, jakie były fakty historyczne. Nigdy się nie obawiałem o tym mówić, mało - uważałem, że bohatera trzeba nazwać bohaterem, a zdrajcę trzeba nazwać zdrajcą. I nie wolno się bać tego słowa, bo to słowo jest dla Polaków bardzo dobrze zrozumiałe i dla ludzi uczciwych na świecie słowo zdrajca też jest doskonale zrozumiałe, oni wiedzą, co się za tym kryje. I w związku z tym, jeżeli określam postawę jakiejś postaci historycznej czy grupy mianem zdrajców, to ma to określone znaczenie. I powoduje, że ludzie wiedzą, że ci ludzie zachowywali się w określony sposób. Ja się nie boję tego, żeby to powiedzieć, jeżeli to jest oczywiście zgodne z faktami historycznymi, z moją wiedzą. Ja rzeczywiście bardzo dużo pracuję, żeby się przygotować do wszystkich wystąpień, to jest zawsze pogłębiona wiedza, konsultacje z doradcami, ekspertami. W związku z tym, ja nie mam tutaj obaw i wiem co mówię. Po prostu reprezentuję polskie interesy i reprezentuję to, do czego jestem przekonany, że takie są oczekiwania moich rodaków. Znam te oczekiwania, bo spotkałem się z ludźmi bezpośrednio, nie czytałem o nich w gazetach. Rozmawiam z ludźmi cały czas. Cieszę się też, że wczoraj mogłem rozmawiać wreszcie po tylu tygodniach przerwy z mieszkańcami w Garwolinie, na targowisku w Garwolinie, gdzie normalni ludzie rano przychodzą po to, żeby zrobić zakupy; w Maciejowicach na rynku, gdzie ludzie się spotykają w sobotę po to, żeby pójść do sklepu, porozmawiać, załatwić swoje sprawy. I dziękuję wszystkim, którzy na tym spotkaniu byli, czekali na mnie, rozmawiali ze mną. Bo dla mnie ważne jest każde słowo. Zawsze było, jest i będzie. Uważam, że na tym powinna być budowana prezydentura i tak się staram i tak będę starał się robić.

 

Bardzo dziękuję.

 

Rozmawiała Katarzyna Gójska.

 

Poleć znajomemu