Narzędzia dostępności

Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

Dodatkowe narzędzia

Niedziela, 31 maja 2020

Wywiad z Prezydentem w Radiu Maryja i TV Trwam

Prezydent Andrzej Duda gościem „Rozmów niedokończonych" w Telewizji Trwam i Radiu Maryja

o. Grzegorz Moj: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja Zawsze Dziewica. Pozdrawiamy serdecznie widzów Telewizji Trwam i słuchaczy Radia Maryja z Warszawy, z Pałacu Prezydenckiego. Witamy też serdecznie Pana Prezydenta.

Prezydent RP, Andrzej Duda: Witam, dobry wieczór, szczęść Boże.

 

Zobacz także: „Ostatnie pięć lat to był dobry czas dla Polski” Bardzo dziękujemy, że nas Pan Prezydent zaprosił w swoje progi, że zechce się spotkać dzisiaj z widzami Telewizji Trwam i Radia Maryja, chociaż życie Pana Prezydenta jest dosyć zajęte. Dziś w Krakowie święto ludowe, bo też i zesłanie Ducha Świętego czy – Zielone Świątki. Pan składał też kwiaty przed popiersiem Wincentego Witosa. Jak Pan patrzy na rolników? Bo to jeden z tych, którzy też walczyli o niepodległość ojczyzny.

Bardzo serdecznie witam naszych widzów i także słuchaczy Radia Maryja.

Tak, rzeczywiście, podkreśliłem zresztą, bo też byli dziennikarze, pytali mnie: „Dlaczego właśnie Wincenty Witos?”, oczywiście śmiało można mówić – twórca ruchu ludowego. Ale trzeba pamiętać, że mamy w tym roku też stulecie Bitwy Warszawskiej, stulecie wielkiego zwycięstwa i tamtej wielkiej polskiej ofensywy w 1920 roku, gdy właśnie Wincenty Witos – nie kto inny – stanął na czele rządu tuż przed tym, gdy sytuacja była tragiczna, gdy wydawało się, że Polska upadnie pod ciosami sowieckiej Armii Czerwonej.

Wincenty Witos podjął się tego niezwykle trudnego i dramatycznego zadania. To dzięki niemu naprzeciwko Sowietów stanęła wtedy ponadmilionowa armia. Bo on właśnie wezwał polską młodzież – także wiejską, po prostu chłopców z polskich wiosek – by stanęli w obronie ojczyzny, i oni to zrobili.

Tak że Wincenty Witos jest nie tylko ojcem niepodległości w tym znaczeniu, że zabiegał o niepodległość i m.in. dzięki niemu odzyskaliśmy ją w 1918 roku. Ale jest też ojcem niepodległości niejako podwójnie, ponieważ wziął również czynny udział w obronie tej niepodległości w 1920 roku. To jego ogromna zasługa i my, jako Polacy, powinniśmy być mu za to wdzięczni po wsze czasy.

 

Spotykamy się w uroczystość zesłania Ducha Świętego, Zielone Świątki. I tak można powiedzieć – w przeddzień tej pamiętnej wizyty, pierwszej wizyty Papieża w naszej ojczyźnie, gdy mówił: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi”.

No właśnie, to kolejny element.

 

I Pan Prezydent też, abyśmy bronili ojczyzny dziś to bardzo wyraźnie mówił, bo do tego też zobowiązują nas dzieje, historia i chociażby wielcy Polacy, m.in. Jan Paweł II.

Elementów, które kojarzą mi się właśnie z dzisiejszym dniem, jest więcej, bo tym niezmiernie ważnym, którego sam jakby doświadczyłem – wprawdzie mając wtedy tylko siedem lat – była tamta pielgrzymka Ojca Świętego w 1979 roku. Pierwsza jego pielgrzymka jako papieża tu, do nas, do ojczyzny, i tamto słynne wystąpienie w przeddzień święta zesłania Ducha Świętego, gdy wzywał Ducha Świętego, by zstąpił tu i odnowił oblicze tej ziemi. Powiedział to bardzo wyraźnie. Nie było wątpliwości i nie ma ich do dziś, o co Papież wtedy się modlił, wołając na placu – wówczas Zwycięstwa – dziś Marszałka Józefa Piłsudskiego, dzisiaj już w wolnej Polsce.

 

Panie Prezydencie, jesteśmy – tak można powiedzieć – w przeddzień, bo czekamy jeszcze na datę wyborów prezydenckich. Pan 24 maja… no, już minęło pięć lat Pana prezydentury. Jak Pan ocenia ten czas? Bo to też i moment może refleksji, oczekując na to, by może ubiegać się kolejny raz. Wielu Polaków tego też pragnie, tak patrzy – jak słyszymy – nastawiamy nie tylko ucho, ale i serce i patrzymy tak trzeźwo na to, co dzieje się w Polsce, w państwie naszym. Ale Pana refleksje?

Myślę, że te pięć lat to był dla Polski dobry czas z wielu względów. To był dobry czas, gdy mieliśmy koniunkturę międzynarodową, którą udało nam się dobrze wykorzystać.

Proszę pamiętać, że – po pierwsze – byliśmy organizatorami szczytu NATO w Warszawie w 2016 roku. To było takie pierwsze wielkie wydarzenie, które odbyło się tu, w naszym kraju. Zaraz później mieliśmy Światowe Dni Młodzieży. Przyjechała do nas młodzież z całego świata. Oba wydarzenia świetnie zorganizowane, świetnie przeprowadzone. Można powiedzieć – od strony organizacyjnej zakończone wręcz spektakularnym sukcesem, bo byliśmy chwaleni przez przywódców państw NATO za organizację szczytu. No i później młodzież z całego świata była bardzo zadowolona z pobytu w Polsce, wszystko odbyło się dobrze i bezpiecznie. Więc to były wielkie wydarzenia, w czasie których daliśmy radę.

A przede wszystkim ustalenia szczytu NATO w Warszawie. Wprowadzenie wojsk Sojuszu Północnoatlantyckiego do naszego kraju na wschodnią flankę NATO i do państw bałtyckich. Ustanowienie tzw. wysuniętej i wzmocnionej obecności. To było bardzo ważne – w ogóle epokowe wydarzenie i epokowa zmiana. To było po prostu rzeczywiście przesunięcie granic bezpieczeństwa w Europie tu, na naszą wschodnią flankę, na naszą wschodnią granicę. Więc to zmiana rzeczywiście dziejowa. Dzisiaj są obecne w Polsce wojska NATO, wojska amerykańskie.

Zawsze pamiętam słowa Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, które kiedyś do mnie wypowiedział: „Andrzej, gdy tutaj, w Polsce, u nas, będą wojska amerykańskie, będzie amerykańska infrastruktura, to cały świat będzie wiedział, że to nie jest już rosyjska strefa wpływów”. I to jest rzeczywiście bardzo ważne. I jeżeli mówimy o wielkich zmianach, to jest to na pewno zmiana epokowa. Po tym, jak byliśmy w okowach sowieckich za żelazną kurtyną przez tyle lat po II wojnie światowej, mamy dziś rzeczywiście zupełnie inną Polskę, w innym miejscu. Więc choćby to.

Dzisiaj mamy bardzo dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi, jeżeli mówimy o polityce międzynarodowej. Ruch bezwizowy ze Stanami Zjednoczonymi, który rzeczywiście stał się faktem właśnie teraz, dosłownie w ostatnim czasie. Więc to kolejny dowód na to, że te relacje są naprawdę bardzo dobre.

Przez dwa lata byliśmy członkiem Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych, też istniejąc tam na forum i wychodząc z naszymi bardzo ważnymi ideami, jak pokój przez prawo, prymat prawa międzynarodowego jako gwarancja bezpieczeństwa na świecie – bardzo ważne inicjatywy, które zgłaszaliśmy. Jesteśmy w tej chwili w Radzie Praw Człowieka. Będziemy stali na czele OBWE. Więc to wszystko działo się w ostatnich latach, jeśli chodzi o wielką politykę międzynarodową.

Natomiast w kraju – z mojego punktu widzenia – najważniejsze jest to, że jakby zupełnie zmieniło się podejście. Myślę, że bardzo wielu rodaków to odczuło, że rodzina znalazła się na pierwszym miejscu zainteresowania polskich władz w ciągu ostatnich pięciu lat. I dla mnie też było to ogromnie ważne.

Wsparcie dla rodziny – przede wszystkim wychowującej dzieci. Oddanie rodzinie szacunku i pokazanie, że jest ważna; że jej rola jako ośrodka wychowawczego, gdzie właśnie rodzą się dzieci, gdzie przychodzą na świat, gdzie są rodzice, którzy dbają o dzieci, wychowują je, pielęgnują, by były w przyszłości dobrymi obywatelami Rzeczypospolitej.

Polskie państwo to dostrzega, jest za to wdzięczne i chce brać udział w tym procesie wychowawczym, pomagając rodzicom, choćby właśnie poprzez program 500+, który ma ułatwić rodzicom po prostu wychowywanie dzieci. Bo przecież dzieci to też kwestia utrzymania itd. Każda rodzina doskonale to wie.

Że ten program został ustanowiony, że działa, że w ten sposób nasze publiczne pieniądze są zupełnie inaczej dzielone, niż było poprzednio. Przecież poprzednio 50 mld VAT-u rocznie gdzieś odparowywało za rządów PO-PSL, znikało – te pieniądze po prostu ktoś kradł. Luka VAT została ogromnie zmniejszona na przestrzeni ostatnich lat i właśnie z tych pieniędzy można dziś realizować te wielkie prorodzinne, prospołeczne zadania i projekty. One są faktem – i to jest ogromna zmiana.

Więc zmiana zupełnie paradygmatu myślenia: przestawiliśmy się z patrzenia na kwestie liberalne itd. Nie, dzisiaj na pierwszym miejscu jest rodzina – i na każdym kroku jest to akcentowane.

 

Myślę, że Polacy też poczuli się bezpiecznie.

Mam nadzieję, że tak się poczuli. Jeżeli mówimy już o twardym bezpieczeństwie, to poczyniliśmy ogromne inwestycje właśnie w to twarde bezpieczeństwo, czyli modernizacja policji, straży granicznej, straży pożarnej, polskiej armii – to wszystko się działo, było realizowane na przestrzeni ostatnich lat.

I rzeczywiście bardzo wiele odbudowanych, odtworzonych posterunków policji, komisariatów, nowe wozy dla straży pożarnej – nie tylko państwowej, lecz także ochotniczej. Cały czas są realizowane programy w jakimś sensie nie tylko podziękowania strażakom ochotnikom – bo oni realizują rzeczywiście wspaniałe dzieło i jest to wspaniała działalność obywatelska, sąsiedzka – ale chcielibyśmy, aby także jak najlepiej i najbezpieczniej mogli ją realizować i dlatego jest dla nich ten nowy sprzęt.

Wspieramy koła gospodyń wiejskich, które przecież także odgrywają ogromną rolę w krzewieniu kultury, w przechowywaniu i przenoszeniu tradycji z matki na córkę, z babci na wnuczkę. To elementy, na które zwróciliśmy uwagę i które wsparliśmy na przestrzeni ostatnich lat. One właśnie są dla mnie i państwowotwórcze, i wspólnototwórcze, jeżeli chodzi o budowanie polskiego społeczeństwa – dzisiaj właśnie jako nowoczesnego, a także europejskiego.

Bo chcę, byśmy byli nowoczesnym społeczeństwem europejskim, ale ta nowoczesność polega m.in. na tym, że mamy świadomość i dumę z naszej tradycji, z tego, co nas zbudowało przez ponad tysiąc lat i co pozwoliło nam przetrwać najtrudniejsze momenty naszych dziejów. A przecież jesteśmy zbudowani – my jako naród, jako państwo – na fundamencie chrześcijańskim. Nie tylko nie wolno nam o tym zapominać, ale przede wszystkim musimy ten fundament pielęgnować.

 

Teraz – tak można powiedzieć – trochę tąpnęło w świecie, w Polsce z racji koronawirusa. Tak się zastanawiamy, na ile Prezydent, Premier, rząd, właściwi ministrowie zdają – czy zdali – egzamin. Pytanie: jakie odczucie? Bo Pan Prezydent to się spotyka z różnymi. Ale ze strony Prezydenta? Patrzy Pan, co robi rząd, chociaż opozycja nie zawsze może jest zadowolona z tych działań. Czy zdaliśmy egzamin w tym trudnym czasie? Nie wiemy, jak będzie dalej. Ale na tym etapie, na którym jesteśmy.

Powiedzmy sobie otwarcie: krytyczne spojrzenie i krytyczna ocena są cechą i prawem opozycji w demokracji. W związku z tym nie jest dla mnie żadnym zdziwieniem, że opozycja uważnie obserwuje, krytykuje. Oczywiście nie jestem zadowolony, jeśli dochodzi do manipulacji czy po prostu zwykłego kłamstwa. Ale obserwowanie i rozliczanie jest prawem opozycji. W związku z powyższym to jakby nie jest nic dziwnego.

Natomiast chciałbym, aby wszyscy dostrzegali także to, co jest zasługą – a mianowicie, że w momencie, gdy znaleźliśmy się w obliczu koronawirusa, działania rządu były zdecydowane i szybkie. Szybko podjęliśmy decyzje w Polsce. To były trudne decyzje, często mocno restrykcyjne, ograniczenie życia publicznego, ograniczenie przemieszczania się, zablokowanie nauki w szkołach, hasło „zostań w domu”, zamrożenie gospodarki – niezwykle ryzykowne.

Ale – z drugiej strony – zwróćmy uwagę, jaki jest efekt. U nas krzywa zachorowań była cały czas płaska, wyglądała zupełnie inaczej niż w krajach na zachodzie Europy, jak Włochy, Hiszpania, Francja czy Niemcy. U nas zachorowań było dużo mniej jak do tej pory. W związku z tym także dużo mniej osób u nas zmarło. Więc o tyle – można śmiało powiedzieć – te działania okazały się skuteczne, wielu ludziom uratowały życie i zdrowie. To trzeba ze wszech miar podkreślać, bo po to były podjęte. I chwała za to wszystkim, którzy się na te działania odważyli – i Ministrowi Zdrowia, i Premierowi, i wszystkim, którzy za to odpowiadali.

Dzisiaj prowadzimy – po pierwsze – dalej walkę z epidemią, ale po drugie – prowadzimy także działania, które mają wyciągnąć polską gospodarkę z kryzysu. Stąd tarcze antykryzysowe, które zostały wprowadzone, by ratować w Polsce miejsca pracy i przedsięwzięcia gospodarcze, które były prowadzone, a które w związku z zamrożeniem gospodarki bardzo ucierpiały i były w wielkim zagrożeniu.

Przez ostatnie dni cały czas rozmawiałem z przedsiębiorcami w różnych miejscach naszego kraju i słyszałem bardzo wiele głosów rzeczywiście podziękowania i docenienia tego wysiłku i rozwiązań, które zostały wprowadzone.

 

A ci, którzy przyjechali do Warszawy, protestowali. Jak Pan to ocenia? Czy wszyscy są zauważeni, jeżeli chodzi o tarczę antykryzysową? Czy wszystkim w jakiś sposób jesteśmy w stanie pomóc?

Są różne sytuacje. Oczywiście są też warunki skorzystania z tarczy antykryzysowej. Jeżeli ktoś był lojalnym i dobrym przedsiębiorcą w tym znaczeniu, że realizował wszystkie swoje obowiązki, również wobec polskiego państwa, to absolutnie powinien móc liczyć na pomoc i taka pomoc do każdego takiego przedsiębiorcy absolutnie powinna dotrzeć.

Natomiast czasem jest tak, że były osoby, które miały tu jakieś zaległości i wtedy rzeczywiście mógł być problem z realizacją wobec nich tarczy antykryzysowej, przynajmniej niektórych jej elementów.

Rozmawiałem z przedsiębiorcami, którzy prowadzą przedsięwzięcia gospodarcze o bardzo różnej wielkości – od małego zakładu fryzjerskiego aż do dużej fabryki czy hotelu, branża usługowa, turystyczna. Pytałem, jak to wyglądało, czy pomoc była, nadeszła, czy udało się uratować miejsca pracy. W absolutnej większości przypadków była.

Poza jednym, gdy rzeczywiście pan skarżył się, że tarcza wobec niego nie zadziałała, ma kłopot, że kilkakrotnie już mu odmówiono. Ten przypadek będziemy teraz, w tym tygodniu, badali, bo rozmawiałem właśnie w jednym z miejsc, w których byłem w ostatnich dniach – tu, w naszym kraju, był pan, zgłosił swoje wątpliwości i rozczarowanie.

Będziemy to sprawdzali, bo chciałbym, abyśmy jak najwięcej takich przypadków też wyłapali. Bo gdyby gdzieś w tarczy zdarzały się jakieś niedociągnięcia czy było coś zrobione niewłaściwie, to żeby to po prostu szybko poprawić, zmodyfikować, tak żeby ta pomoc docierała wszędzie, gdzie jest potrzebna.

Otrzymało ją bardzo wielu przedsiębiorców. Są to naprawdę ogromne kwoty, bo to miliardy złotych, które zostały wyprowadzone do gospodarki właśnie poprzez ręce przedsiębiorców – zostały wypłacone wprost do przedsiębiorców, choćby przez Polski Fundusz Rozwoju. To rzeczywiście miliardy złotych – kwoty rzędu 60 mld, jak ostatnio słyszałem. Szacuje się, że około 4 mln miejsc pracy zostało w ten sposób ochronionych. Więc są to ogromne liczby. To setki tysięcy przedsiębiorców, którzy otrzymali tę pomoc. W związku z powyższym wydaje się, że tarcza działa co najmniej nieźle.

Powtarzam: po to właśnie sprawdzamy, po to rozmawiam z przedsiębiorcami, by w sytuacji, gdy jest taka konieczność, dokonać modyfikacji – po prostu zdecydowanie żądać od rządu, by te modyfikacje zostały wprowadzone, by działania, które są prowadzone przeciwko kryzysowi, były właściwe. Taka jest – mam poczucie – także i moja rola jako Prezydenta. Z jednej strony – starać się współdziałać z rządem w robieniu wszystkiego, co jest dobre i pomaga, ale z drugiej – także rozliczać, czy rzeczy zostały dobrze zrobione, sprawdzać.

I właśnie to w ostatnich dniach czynię, rozmawiając z obywatelami, spotykając się, rozmawiając z przedsiębiorcami, odwiedzając ich w miejscu, gdzie prowadzą swoją działalność i pytając. Bo dla mnie jest to właśnie sprawdzanie, czy elementy, które zostały wprowadzone, dobrze funkcjonują, czy podległe rządowi różnego rodzaju agendy dobrze działają – bo to także jest kwestia tego, że to musi być kontrolowane. I ja to kontroluję.

 

A jak wygląda współpraca Polski z innymi krajami, które przeżywają kryzys podobnie jak my, może nawet doświadczyły go szybciej?

Nie wiem, o jaki rodzaj współpracy Ojciec pyta.

 

Chociażby takiej nawet wzajemnej pomocy.

Wzajemna pomoc jest. Wysłaliśmy naszych lekarzy wojskowych do Włoch, w bardzo gorącym momencie wsparli lekarzy w Lombardii. Zresztą przywieźli też stamtąd wiele doświadczeń, które z naszego punktu widzenia również były bardzo ważne, potrzebne, właśnie jeżeli chodzi o walkę z koronawirusem. Ale przede wszystkim pomagali tam, rzeczywiście czynnie uczestniczyli w leczeniu.

Potem nasi lekarze byli także w Stanach Zjednoczonych, w Chicago – i tam również w różnych formach uczestniczyli w walce z koronawirusem. Tak że choćby od tej strony.

Oczywiście, ktoś powie: „To pomoc symboliczna”. Tak, to nie jest wielka pomoc, jeżeli wyjedzie kilkunastu lekarzy, ale zawsze jest to jakaś pomoc. A przede wszystkim jest to symbol współpracy międzynarodowej i pamięci o tym, że nie jesteśmy sami, są też inni. Więc wydaje mi się, że to były dobre posunięcia, że nasi lekarze tam byli.

Natomiast jeżeli chodzi o współpracę, jest to także kwestia współpracy politycznej i patrzenia w przyszłość. Przygotowałem i wysłałem list do koleżanek i kolegów, przywódców państw europejskich – nie tylko Unii Europejskiej, lecz także Partnerstwa Wschodniego, państw bałkańskich, tych, które do Unii Europejskiej aspirują – gdzie wskazałem pięć podstawowych pól, na których powinniśmy teraz skoncentrować naszą dyskusję, jak poprawić sytuację na przyszłość i co dalej robić w Unii Europejskiej, by funkcjonowała lepiej, żeby była w stanie odpowiedzieć na wszystkie wyzwania.

To m.in. była właśnie także kwestia walki z ewentualnymi epidemiami na przyszłość – a więc współdziałania w zakresie ochrony zdrowia. To była także wspomniana przeze mnie kwestia przestrzegania prawa międzynarodowego i moje bardzo wyraźne wskazanie, że nie możemy o tym zapomnieć, że to jest istotne i musimy żądać, by prawo międzynarodowe było przestrzegane. To kwestia współpracy badawczo-rozwojowej, którą powinniśmy razem realizować.

Ale to także kwestia, która ostatnio stała się w Unii bardzo żywa – mianowicie także napisałem, że przyszły budżet europejski musi jednak uwzględniać zróżnicowanie krajów i ich sytuację; i że nie można dopuścić do tego, by zmniejszano środki na realizację polityki spójności. Po to, by Unia Europejska jako całość była właśnie jednakowo rozwinięta, by w związku z tym wszystkie kraje – i ich obywatele – miały jednakową szansę w ramach Unii Europejskiej; i że prawdopodobnie trzeba będzie na przyszłość stworzyć nowy instrument finansowy w ramach Unii Europejskiej, który pomoże w walce z kryzysem gospodarczym, jaki został spowodowany pandemią koronawirusa.

No i ta – można powiedzieć w jakimś sensie – odpowiedź w ostatnich dniach przyszła poprzez to, co zapowiedziała Przewodnicząca Komisji Europejskiej. Mianowicie, że – po pierwsze – wzrasta europejski budżet na następną perspektywę finansową. Właśnie w aspekcie polityki spójności jest ogromny wzrost – ta pula wyniesie ponad 360 mld euro.

Wzrośnie również kwota na wspólną politykę rolną – ponad 370 mld euro, co jest bardzo dobrą wiadomością. Jestem z tego bardzo zadowolony, bo to oznacza, że będzie więcej pieniędzy również dla polskich rolników – to jedno.

A drugie – powstanie specjalny europejski fundusz odbudowy, który właśnie będzie służył impulsowi gospodarczemu dla państw Unii Europejskiej, żeby wyjść z kryzysu spowodowanego koronawirusem; że Polska będzie najprawdopodobniej jednym z największych beneficjentów tego funduszu, tego wsparcia – będzie to impuls o charakterze inwestycyjnym.

Bardzo się cieszę, że w Unii Europejskiej myśli się w taki właśnie sposób – by poprzez wielkie inwestycje, danie dużych pieniędzy na inwestycje wyjść z kryzysu. Bo dzięki temu Europa już kiedyś wyszła z wielkiego kryzysu przełomu lat 20. i 30., a potem z kryzysu, który był spowodowany II wojną światową i zapaścią gospodarczą, która wtedy przecież nastąpiła w zniszczonych państwach europejskich. Plan Marshalla, który był wielkim zastrzykiem inwestycyjnym, doprowadził do rozkwitu gospodarczego. Oczywiście w zestawieniu z zasadami społecznej gospodarki rynkowej, czyli mądrego prowadzenia polityki gospodarczej opartej na filozofii chrześcijańskiej, jak by nie było.

 

Pan Prezydent na antenie Telewizji Polskiej mówił: „Mimo trudnej sytuacji epidemicznej cały czas zabiegam, by rolnikom zostały wypłacone wszystkie odszkodowania za zeszłoroczną suszę. Rząd musi tego dopełnić, to także kwestia honoru polskiego państwa wobec rolników”. Dziś może jeszcze trudniejsza sytuacja, też ta pogoda nie jest najlepsza. Jak dzisiaj Pan Prezydent na to patrzy i o to zabiega?

Cały czas o to zabiegam. Jest jeszcze pewna część środków, które do rolników nie trafiły. To już nie jest wiele gospodarstw – około 10 proc., gdzie rzeczywiście te środki cały czas nie zostały jeszcze wypłacone; chodzi o odszkodowania za suszę. Jak powiedziałem: one po prostu muszą być wypłacone, dla mnie nie ma tu żadnej dyskusji – rząd musi znaleźć te pieniądze i wypłacić je rolnikom. Z bardzo prostej przyczyny: jest to zobowiązanie, które podjął rząd – ludzi trzeba traktować poważnie, te środki muszą być wypłacone. Bardzo twardo i jednoznacznie stawiam tu sprawę.

Natomiast miałem ogromną obawę, jaka będzie sytuacja z suszą w tym roku. Bo przecież jeszcze miesiąc temu wszystko wskazywało na to, że znowu dotknie nas susza. Na szczęście wtedy minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski zapowiadał, by spokojnie podchodzić do sprawy, bo jeszcze jest pytanie, jakie będą deszcze majowe.

Jak na razie widać, że one są w całej Polsce, najbardziej na południu, gdzie już nawet mówi się o niebezpieczeństwie powodziowym – więc te deszcze rzeczywiście spadły i padają. Byłem dziś w Krakowie, gdzie przez cały dzień pogoda była bardzo deszczowa. I bardzo dobrze, że te deszcze są, bo polskiemu rolnictwu rzeczywiście są potrzebne te opady. Mam nadzieję, że dzięki temu zagrożenie suszą w tym roku nie będzie aż tak wielkie.

Natomiast trzeba dbać o rolnicze sprawy i cały czas ich pilnować, bo są one niezwykle istotne. I właśnie dlatego m.in. tak bardzo mocno żądałem od rządu, by w tarczy antykryzysowej rolnicy zostali potraktowani jak przedsiębiorcy. To był mój bardzo twardy postulat.

Powiedziałem: „To są gospodarstwa rodzinne, które bardzo często zatrudniają ludzi. Ci rolnicy muszą być potraktowani tak, jak traktuje się przedsiębiorców, i te same formy pomocy muszą trafić także do nich, m.in. również zwolnienie z KRUS-u, czyli z kosztów, które trzeba płacić. Zwłaszcza w gospodarstwach, które rzeczywiście dotknął kryzys związany z koronawirusem”. Była to ogromnie problematyczna sprawa.

 

Wczoraj w Skowronkach w woj. pomorskim Pan Prezydent powiedział, że poprzez pracę a nie kłótnie, poprzez miejsca pracy a nie awanturę, to jest najlepszy sposób na wyjście z kryzysu. Z tych słów może opozycja nie zawsze zdaje sobie sprawę, co Pan by powiedział opozycji w tej sytuacji?

Powiedziałbym tak: moje osobiste doświadczenie jest takie, że kiedy pracujemy w miarę zgodnie, a przede wszystkim, kiedy jest dobra wola osiągnięcia porozumienia, kiedy rzeczywiście szuka się porozumienia i do niego dojdzie, to osiąga się najlepsze rezultaty. Powstają wtedy ustawy, dobre programy, ludzie właśnie otrzymują wsparcie, kiedy jest ono potrzebne, stosuje się dobre środki do realizacji przedsięwzięć gospodarczych. Taka dobra, modelowa współpraca pozwoliła nam między innymi właśnie przyjąć i wprowadzić w życie ustawy, które w ogromnej części zablokowały możliwość rozkradania VAT-u, dzięki czemu były i są środki na wypłatę 500 plus, dzięki czemu można było realizować potem kolejny program „Dobry start” czyli tak zwane 300 plus – pomoc dla rodziców na wyprawkę dla dzieci do szkoły. To dzięki temu można wypłacać seniorom trzynastą emeryturę i rentę. Właśnie dlatego, że środki publiczne, które były do tej pory bardzo często rozkradane, zostały zabezpieczone i dzięki temu są. I można realizować wielkie zadania o charakterze prospołecznym, oczekiwane, potrzebne ludziom.

Dlatego tak bardzo zabiegałem, żeby – już w momencie, kiedy mieliśmy epidemię koronawirusa – 13. emerytura została wypłacona, bo dla mnie niezwykle ważną sprawą jest: słowo się rzekło – tak rząd obiecał, musi dotrzymać, musi dopełnić, musi być zrealizowane. Cieszę się, że zostało zrealizowane, bo to także było bardzo ważne. To jest budowanie z jednej strony prestiżu polskiego państwa, ale z drugiej strony to jest także budowanie poczucia wśród obywateli, że państwo polskie jest wiarygodne, że władze są wiarygodne i odpowiedzialne.

 

Jak Pan ocenia to, co dzieje się wokół wyborów prezydenckich? Miały być 10 maja, wiemy, że jesteśmy w trudnej sytuacji, kryzysowej, ale kwestia ustawodawstwa – tego, co dzieje się w obu izbach parlamentu, jak społeczeństwo to odbiera. Wiadomo, że chcemy żeby one były przeprowadzone bezpiecznie, ale też w terminie, żeby była realizowana konstytucja, na którą tak często powołuje się opozycja. Ale myślę, że ona jest ważna dla każdego z nas, ona też porządkuje to, co powinno się dziać w państwie, żeby urząd prezydenta, który jest tak ważny dla państwa, był, żebyśmy mieli następcę.

Dla mnie – jako tego, który jest także odpowiedzialny konstytucyjnie za tak zwaną ciągłość władzy państwowej – najbardziej istotna jest jedna rzecz, a mianowicie, żeby prezydent, który zostanie wybrany w tegorocznych wyborach prezydenckich mógł objąć urząd 6 sierpnia tego roku. To jest kwestia fundamentalna. 5 sierpnia jest ostatni dzień mojej kadencji i 6 sierpnia powinna się rozpocząć kadencja prezydenta, który zostanie wybrany w tych wyborach prezydenckich, które powinny się odbyć.

I to jest kwestia fundamentalna, ustrojowa, nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że kadencja prezydencka się kończy – czyli kończy się moja kadencja – i nie ma tego, kto wygrał wybory prezydenckie. To jest dla mnie coś niewyobrażalnego i uważam, że w tej chwili podstawowym obowiązkiem wszystkich polityków, niezależnie od barw politycznych, jest doprowadzenie do tego, żeby te wybory prezydenckie mogły się spokojnie odbyć, żeby obywatele mogli dokonać wyboru, oddać głos i żeby został zachowany porządek konstytucyjny i ład ustrojowy. To jest kwestia fundamentalna.

 

Marszałek Senatu mówi, że jeżeli zastąpi Andrzeja Dudę, to majestat Rzeczypospolitej absolutnie na tym nie ucierpi. Jak on sobie to wyobraża? Jak Pan Prezydent sobie taką sytuację wyobraża, jeżeli to mówi Marszałek Senatu?

Marszałek Senatu chyba nie zna polskiej konstytucji, bo polska konstytucja jest napisana w sposób bardzo jasny i jasno z niej wynika – patrząc na konsekwencje zawartych tam przepisów, poczynając od artykułu 128 i dalszych – że w pierwszej kolejności, jeżeli z wskazanych w konstytucji przyczyn zabraknie prezydenta czy też prezydent nie będzie zdolny do wykonywania swoich prezydenckich obowiązków, to wówczas w pierwszej kolejności zastępuje go Marszałek Sejmu, a nie Marszałek Senatu.

Słyszałem różne zdumiewające interpretacje, ale cóż, papier zniesie wszystko i powiedzieć również można wszystko, w związku z czym są różni prawnicy w Polsce, którzy w ostatnim czasie wymyślają niestworzone interpretacje, czytając konstytucję chyba od tyłu. Przede wszystkim obowiązkiem Pana Marszałka, jeżeli jest uczciwym politykiem, jest doprowadzić do tego, żeby Senat podjął wreszcie prace nad ustawą, a nie zwlekał za każdym razem w procesie legislacyjnym zupełnie niepotrzebnie 30 dni. Bo problem, który mamy dzisiaj w Polsce i między innymi to, że wybory się wybory się nie odbyły, wynikało również z tego, że Senat za każdym razem wykorzystywał 30-dniowy termin, mogąc za każdym razem zdecydowanie szybciej pracować.

Tu niestety jest ewidentna obstrukcja ze strony większości senackiej i Marszałka. I nie wiem, co Pan marszałek sobie tutaj wyobraża. I jakie są jego intencje. Uważam, że prestiż Rzeczypospolitej ucierpi w każdym przypadku, jeżeli okaże się, że kadencja prezydencka się zakończyła, a prezydent nie został wybrany. Po prostu będzie to sensacja na skalę światową, ale nie pozytywna, tylko negatywna.

 

Kandydaci na urząd prezydenta różnie podchodzą do tego co robi rząd, chociażby Centralny Port Komunikacyjny, przekop Mierzei Wiślanej. Niektórzy nawet myślą, że wystarczy nam Berlin, po co budować. Może zapominają o tym, że to będzie przynajmniej 150 tys. miejsc pracy na przyszłość i niezależność. Pan Prezydent też jest z tym, który cały czas pokazuje nam jak ważna jest suwerenność, niepodległość, niezależność. W dobie koronawirusa też dostrzegamy jak dobrze by było, gdyby nasza gospodarka była bardziej wydolna, gdybyśmy byli silniejsi. Czy to są dobre podejścia, czy też nie. Czy te pieniądze przydałyby się np. na służbę zdrowia dzisiaj? Czy warto dziś pod podejmować i kontynuować takie inicjatywy jak chociażby Centralny Port Komunikacyjny i przekop Mierzei Wiślanej?

Sprawa jest bardzo prosta - przekop Mierzei Wiślanej i Centralny Port Komunikacyjny to mają być inwestycje, które w przyszłości będą przynosiły ewidentne profity gospodarcze polskiemu państwu. I jeżeli je zrealizujemy, to wielokrotnie więcej pieniędzy będzie na wspomnianą chociażby służbę zdrowia i wszystkie inne cele ponieważ to te właśnie inwestycje jako już funkcjonujące przedsięwzięcia o charakterze gospodarczym będą przynosiły profity. I to będą wielokrotnie większe pieniądze – wierzę w to głęboko – niż to co zostanie w nie zainwestowane. W związku z powyższym to są proste, jasne i oczywiste korzyści dla polskiego państwa, idące na dziesięciolecia, a może i stulecia, zwłaszcza biorąc pod uwagę kwestię przekopu Mierzei Wiślanej i budowy tam kanału, który będzie pozwalał na to, żeby statki mogły wpływać na Zalew Wiślany bez konieczności pytania Rosjan o zgodę, czy wolno wpłynąć czy nie. A dzisiaj mamy taką sytuację.

To rzeczywiście będzie udrożnienie i wprowadzenie prawdziwej wolności żeglowania na Zalew Wiślany, co stworzy zupełnie nowe możliwości rozwojowe dla miast, które tam leżą – takich jak Frombork, Tolkmicko, ale przede wszystkim Elbląg, który ma szansę rzeczywiście stać się czwartym portem Rzeczypospolitej i to jest postulat zupełnie poważny.

To jest wielka inwestycja, ale ona będzie służyła temu regionowi i Polsce we wspaniały sposób. To są nowe możliwości turystyczne, to mnóstwo różnego rodzaju profitów, które z tego będą wynikały i dla mieszkańców tam lokalnie, bo to będą nowe miejsca pracy, nowe perspektywy rozwojowe, jak również gospodarcze i handlowe dla całego regionu, chociażby także dla naszych stoczni, w których budowane są jachty, które słyną dzisiaj na całym świecie. Polska jest potentatem w budowie jachtów. Te jachty bardzo często są budowane w skoczniach w województwie warmińsko-mazurskim. To także dla nich będzie droga do tego, aby mogły być transportowane dalej w świat drogą morską, choćby ze wspomnianego Elbląga, kiedy tam już rzeczywiście będzie ten czwarty port. To są bardzo szerokie możliwości. Polska Marynarka Wojenna będzie mogła spokojnie wpływać na Zalew Wiślany i to także w sensie strategicznym stworzy dodatkowe …

 

Nie ma sensu zatrzymywania się na dwa, trzy lata z inwestycjami, żeby później je rozpocząć?

Żadnego sensu nie widzę. Bo te inwestycje, kiedy już będą i zaczną żyć jako zrealizowane, to one od razu zaczną przynosić profity i to jest sprawa oczywista. Nie mam co do tego wątpliwości. My powinniśmy je realizować. Już dzisiaj poprzez ich realizację dajemy miejsca pracy, na inwestycji na Mierzei mamy 50 polskich firm, które tam pracują, głównym wykonawcą jest konsorcjum polsko-duńskie, ale podwykonawcami jest tam 50 polskich firm. Te firmy zatrudniają ludzi, tam dziennie jest co najmniej 150 pracowników – Polaków, którzy tam codziennie pracują, zarabiają pieniądze, utrzymują swoje rodziny, a ma być ich tam dwa razy tyle. W związku z powyższym, to już pokazuje, że tam cały czas się po prostu dzieje. Tam ludzie zarabiają pieniądze, odprowadzają z tego podatki, firmy zarabiają, odprowadzają podatki, to są pieniądze, które wracają do polskiego państwa, z których utrzymywane są rodziny w naszym kraju. To już dzisiaj w oczywisty sposób przynosi profity.

A ta inwestycja, kiedy już będzie zrealizowana, otworzy mnóstwo nowych możliwości gospodarczych. To samo jest z Centralnym Portem Komunikacyjnym. To będzie wielkie lotnisko, do którego będzie musiała powstać w układzie gwiaździstym komunikacja kolejowa –1600 km torów, które będą zrealizowane, które dadzą właśnie nowe miejsca pracy. To będą rzeczywiście dziesiątki czy setki tysięcy nowych miejsc pracy. Nie tylko bezpośrednio przy CPK, ale także i w sposób pośredni. Na całym świecie jest tak, że takie przedsięwzięcia, takie miejsca, generują natychmiast gigantyczne zainteresowanie gospodarcze. Powstają huby różnego rodzaju, centra logistyczne i tak dalej. To jest mnóstwo miejsc pracy, mnóstwo różnego rodzaju mniejszych, większych firm – to są ogromne koła napędowe gospodarek światowych. Chciałbym, żeby to było też koło napędowe polskiej gospodarki w przyszłości.

 

Chciałem zapytać o reformę sądownictwa. Opozycja chciała pewnie, żeby Pan wybrał pana profesora Włodzimierza Wróbla, a Pan na pierwszą prezes Sądu Najwyższego wybrał panią profesor Małgorzatę Manowską. Dlaczego Pan tak zrobił? Chociaż przecież połowa głosów…

Dlatego że prezydent wybiera swobodnie pierwszego prezesa Sądu Najwyższego spośród pięciu kandydatów, którzy są mu przedstawieni przez Zgromadzenie Ogólne Sądu Najwyższego, zgodnie ze wszystkimi przepisami obowiązującymi – i konstytucji i ustawy. Tych pięciu kandydatów zostało mi przedstawionych przez sędziego, który tymczasowo zastępował pierwszą prezes Sądu Najwyższego, która zakończyła swoją kadencję, i trzeba było właśnie dopełnić tych czynności związanych z wyborem. To zostało zrealizowane. To jest prerogatywa prezydencka – prawo wybrania na pierwszego prezesa jednej z pięciu osób. Ale tylko z tych przedstawionych przez Zgromadzenie ogólne Sądu Najwyższego, a więc sami sędziowie tutaj wybierają, wskazują. Ale kiedy już prezydent te kandydatury dostanie, to zgodnie z przepisami, nic go nie wiąże. Może sobie dowolnie wybrać jedną z tych pięciu osób i ja się zdecydowałem na panią prezes Małgorzatę Manowską. Jest to bardzo doświadczony sędzia, jest to też osoba bardzo uczciwa, z dużym, bardzo pozytywnym dorobkiem i życiowym, i sędziowskim, i naukowym – bo jest to także doktor habilitowany nauk prawnych, profesor jednej z warszawskich uczelni, specjalista z zakresu procedury cywilnej i prawa cywilnego. Posiada wszelkie cechy, które jestem przekonany, że powodują, że jest bardzo dobrą sędzią, i będzie przez sześć lat bardzo dobrym pierwszym prezesem Sądu Najwyższego – co do tego nie mam żadnych wątpliwości.

 

Jak Pan wspominał, jeździ Pan po Polsce, odwiedza ludzi tam, gdzie pracują, gdzie żyją. Dzieci, młodzież, dorosłych, dziadków, każdego. I pytanie: co mówią o sytuacji w Polsce, bo myślę, że warto spotykać człowieka tam, gdzie żyje, tam gdzie ma to własne, osobiste doświadczenie życia –trudniejsze, łatwiejsze. Prezydent do nas przyjeżdża, chce z nami zamienić zdanie, chce się zapytać, jak my żyjemy, bo mu zależy.

Muszę powiedzieć, że dla mnie to była w ogóle wielka ulga, że mogłem wrócić do tych moich odwiedzin u moich rodaków, tam, gdzie mieszkają. Bo ja robiłem to przez całe przecież pięć lat prezydentury i wcześniej jeszcze w czasie kampanii prezydenckiej. Obiecałem, że odwiedzę wszystkie powiaty i odwiedziłem wszystkie powiaty, ale dla mnie na odwiedzeniu wszystkich powiatów nie kończyła się moja prezydencka droga i moje zadanie prezydenckie. Ja uważam, że obowiązkiem prezydenta jest po prostu bywać wśród rodaków, ale nie tylko tutaj w Pałacu Prezydenckim, zapraszać ich, ale przyjeżdżać do nich, rozmawiać z nimi, patrzeć, w jakich warunkach żyją. I ogromnie się cieszę, że mogłem do tego wrócić, bo dla mnie to jest ważne, te spotkania mają dla mnie ogromne znaczenie. Ja dzięki tym spotkaniom uzyskuje wiedzę, bo ludzie mi mówią po prostu, co jest dla nich ważne, co jest im potrzebne, co oceniają pozytywnie, co oceniają negatywnie, czego powinniśmy nie robić, a co właśnie powinniśmy zrobić, jakie są ich oczekiwania. Stąd bardzo cieszę się z tych spotkań, bo tak jak powiedziałem, mogłem rozmawiać z przedsiębiorcami na przestrzeni tych ostatnich dni, ale mogłem też rozmawiać ze wszystkimi tymi, których spotkałem, będąc w różnych miejscach w Polsce.  Słyszałem różne głosy. Jedne głosy są zadowolone, jedni podkreślają wartość tych programów społecznych, dziękują za trzynastą emeryturę, dziękują za 500 plus, za różne inne formy wsparcia. Wielu ludzi też dziękowało za Tarczę Antykryzysową. Ale były też głosy krytyczne, tak jak wspominałem o tym jednym panu przedsiębiorcy który żalił się, że jego zdaniem wobec niego tarcza nie zadziałała dobrze. I bardzo dobrze, że to powiedział, bo ja chcę takie przypadki też wyjaśniać, sprawdzać, właśnie po to, by polityka była prowadzona skutecznie i dla obywateli. To jest dla mnie bardzo ważne, że mogłem wrócić do tych moich wizyt w całym kraju, do tych moich spotkań. Rozmowy, które mogę prowadzić z tymi, których spotykam – a kiedy gdzieś jestem, to może przyjść każdy – mają dla mnie ogromne znaczenie.

 

Panie Prezydencie, wielu się interesuje życiem codziennym małżonki. Niedawno Pan tak ładnie mówił o matce, wspominał Pan wtedy też i o swojej żonie. Niektórzy chcieliby żeby Pierwsza Dama bardzo mocno wchodziła w politykę. Ale też pytanie, czy taka jest właśnie jej rola? Jak Pan widzi rolę swojej małżonki?

Ja przede wszystkim mojej żonie niczego nie narzucam, od tego zacznijmy. Moja żona realizuje swoją funkcję Pierwszej Damy i swoją rolę Pierwszej Damy w taki sposób, w jaki chce to robić i taki sposób, jaki uważa za najbardziej słuszny. Przyjęła zasadę, że się nie wdaje w politykę, że nie wdaje się w żadne polityczne debaty o jakimkolwiek profilu. I czyni to konsekwentnie. Nie chce mieć również większych kontaktów z mediami, nie udziela wywiadów – tak się zdecydowała i ja jej decyzję szanuję. Natomiast bardzo wiele przez całe pięć lat pracowała, pomagając osobom niepełnosprawnym, spotykając się z dziećmi, pomagając edukacyjnie młodzieży, nawet tutaj w Pałacu Prezydenckim. Do Pałacu Prezydenckiego młodzież przychodziła i nadal przychodzi po to, żeby mieć z nią zajęcia z języka niemieckiego. Więc podejmowała i podejmuje bardzo wiele aktywności, ale robi to cicho. Robi to po to, żeby to było zrealizowane, a nie po to, żeby uzyskać rozgłos medialny. Uważała, że rozgłos medialny nie jest jej potrzebny, uważała że nie służy. Nie robiła tego nigdy dla rozgłosu medialnego, tylko właśnie po to, żeby pomóc ludziom i zrobić coś dobrego. Ogromnie ją za to szanuję.

 

Wywiad do obejrzenia >>>

Poleć znajomemu