Narzędzia dostępności

Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

Dodatkowe narzędzia

Środa, 8 lipca 2020

Wywiad z Andrzejem Dudą w „Gazecie Polskiej”

Gazeta Polska: Panie Prezydencie, podpisał Pan Kartę Rodziny, podczas kampanii wiele Pan mówi o tym, iż będzie działał na rzecz ochrony rodziny, jej statusu w polskim prawie, ale także dobrobytu. Czy zagrożenie przedefilowania rodziny, objęcia tym pojęciem jakichś innych relacji między ludźmi na przykład tej samej płci, jest dziś w Polsce realne?

Andrzej Duda: Rodzina jest fundamentem mojej polityki. To jej poświęcam największą uwagę. Jestem dumny, że przez pięć lat mojej prezydentury udało się nam tak wiele zmienić, tak wiele pomóc polskim rodzinom. To nie tylko programy społeczne, jak 500 plus czy Dobry Start, lecz także takie zmiany w prawie, jak choćby ta, która uniemożliwia odbieranie dzieci ze względu na biedę. Karta Rodziny z jednej strony jest podsumowaniem dotychczasowej polityki, którą prowadzę, a z drugiej strony jest deklaracją działań, jakie chciałbym podejmować w drugiej kadencji, jeśli wygram wybory. Świat zmienił się w ciągu kilku miesięcy bardzo mocno.

Gwarancja utrzymania ambitnej polityki rodzinnej jest dziś jeszcze ważniejsza. Te transfery stabilizują domowe budżety milionów Polaków. Kolejne wyzwania, przed którymi teraz stoimy, to wsparcie rodziców na rynku pracy, rozwój pracy zdalnej. Jeśli chodzi o małżeństwa osób tej samej płci, to polska Konstytucja, na którą opozycja tak chętnie się powołuje, jest jednoznaczna. Artykuł 18 mówi o ochronie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. Konstytucji trzeba przestrzegać.

 

Pana konkurent unika pytań dotyczących rozszerzenia statusu rodziny, małżeństwa na związki jednopłciowe, choć wcześniej chętnie wypowiadał się na te tematy, był ich gorącym orędownikiem. Zmienił zdanie czy uznał, iż w kampanii prezydenckiej może przez to stracić wyborców?

Rafał Trzaskowski i jego sztab z Platformy mają wyraźny problem z pytaniami od dziennikarzy. Przyzwyczaili się chyba, że są im zadawane tylko wygodne pytania. Te czasy skończyły się bezpowrotnie. Dziś jest więcej pluralizmu na polskim rynku mediów. Niektórym nie podoba się ta wolność, temperatura, w jakiej toczone są debaty publiczne, ale kiedy spojrzymy na takie państwa jak USA czy Wielka Brytania, to widać, że w dojrzałych demokracjach tak się po prostu dzieje. Dziennikarze nie są partnerami dla polityków, ale tymi, którzy mówią „sprawdzam”. A że Rafał Trzaskowski wypada przez to blado, to może mieć pretensje tylko do siebie. Wiarygodny polityk nie zmienia zdania co 5 minut i robi to, na co umawia się z wyborcami. Jakby tak postępował, to nie musiałby potem tak wić się przed kamerami.

 

Mimo to w jego programie znalazło się odwołanie do ustawy złożonej w Sejmie poprzedniej kadencji przez Nowoczesną, w której są zapisy dopuszczające adopcję dzieci przez osoby tej samej płci. Informacja na ten temat nie jest co prawda podana w programie Rafała Trzaskowskiego wprost, ale jeśli sprawdzimy dokumenty, to sprawa jest bezdyskusyjna. Jak Pan ocenia taki zabieg kamuflujący prawdziwe intencje kandydata Platformy?

O ludziach więcej mówią ich czyny niż słowa i jeśli ktoś obserwuje, na jakim polu Rafał Trzaskowski jest najbardziej aktywny w ratuszu, to nie powinien mieć wątpliwości, w jaką stronę będzie prowadził politykę.

 

Rozmawiamy przed zaplanowaną przez telewizję publiczną debatą w Końskich. Pan Prezydent odmówił udziału w debacie zorganizowanej przez TVN, Onet i WP.pl, Rafał Trzaskowski przynajmniej na ten czas nie deklaruje udziału w debacie TVP. Czy debata trzech mediów miała dać mu alibi na nieprzyjście na debatę w Końskich? Sam kandydat Platformy twierdzi, że to Pan przestraszył się spotkania z nim.

Nie widzę powodu, dla którego jedne media miałyby być uprzywilejowane kosztem innych. Uważam, że trzy największe telewizje powinny się porozumieć między sobą, a potem ze sztabami kandydatów w sprawie terminu i formuły debaty. Powinny też umożliwić udział innym zainteresowanym mediom. Chcę debaty dla wszystkich, a nie dla wybranych. Natomiast ja z zasady nie odmawiam udziału w debatach. Wziąłem udział w dwóch debatach przed I turą, choć nie robili tego ani prezydent Komorowski, ani prezydent Kwaśniewski.

 

Opowiada się Pan Prezydent za szerokim frontem inwestycji podejmowanych przez państwo – od wielkich projektów infrastrukturalnych po działania o charakterze lokalnym. Pana kontrkandydat mówi, iż to zbyt kosztowny plan na czasy kryzysu i przez to nierealny.

Gwarantuję Państwu, że można prowadzić wielkie inwestycje rozpisane na lata i w tym samym czasie realizować te mniejsze, jak te finansowane przez Fundusz Inwestycji Lokalnych dla każdej gminy, jak budowa ponad 100 przystanków kolejowych. Można wspierać budowę przydomowych oczek wodnych i dużą retencję. Można utrzymać programy społeczne, które stabilizują domowe budżety. Dopiero wtedy możemy mówić o zrównoważonym rozwoju, gdy pogodzimy te elementy.

 

Prowadzi Pan Prezydent politykę bliskich relacji pomiędzy Polską a Ameryką. Pana polityczni konkurenci albo mówią, że jest Pan poddańczy wobec USA, albo że Pan nie dostrzega znaczenia UE. Jak Pan odpowie na te zarzuty?

Nasza polityka zagraniczna jest ambitna i konsekwentna. Ktoś, kto sam się nie szanuje, niczego nie uzyska. Nie ma nic za darmo i ze Stanami Zjednoczonymi także prowadzimy twarde negocjacje. Przykład pierwszy z brzegu, LNG. Za ten gaz nie przepłacamy. Wizy? Tyle się o tym mówiło, kolejni prezydenci USA obiecywali. Proszę, po naszej rozmowie prezydent Donald Trump zniósł je w ciągu pierwszej kadencji.

Jeśli chodzi o Europę, to jak ktoś uważa, że jest się jak biedna panna na wydaniu, to trudno potem przestawić się na dojrzałe relacje. Od 15 lat tworzymy Unię, otworzyliśmy swój rynek i mamy prawo dbać o nasze interesy w zjednoczonej Europie. Bez kompleksów, konsekwentnie i co najważniejsze – skutecznie. Nie wszystkim się to podoba, ale to nie znaczy, że ulegniemy. Środki, jakie przypadną Polsce w ramach wspólnego budżetu i planu odbudowy, ambitnego, takiego, o jaki zabiegaliśmy od początku kryzysu, to będzie rekordowe 160 miliardów euro, czyli ponad 700 miliardów złotych.

 

Rafał Trzaskowski ze szczególnym zaangażowaniem podważa sens dwóch inwestycji - jedna jest krytykowana przez Niemcy, druga przez Federację Rosyjską. Czy to przypadek, iż akurat te ocenia krytycznie, czy może ta jego postawa pokazuje uzależnienie jego macierzystej partii od interesów innych państw?

Kiedy ma się takie problemy w zarządzanym przez siebie mieście jak te z „Czajką”, to faktycznie można zwątpić w sens jakichkolwiek większych inwestycji. Proszę być spokojnym, my damy radę. Z całą pewnością budowa Centralnego Portu Lotniczego wraz z siecią 1600 kilometrów nowych połączeń kolejowych leży w interesie Polski. Podobnie przekop Mierzei i uniezależnienie żeglugi w tym regionie od Rosjan. Co dla mnie jest szalenie istotne, to to, że te inwestycje dadzą impuls do rozwoju całej gospodarki, lokalnie i w skali całego kraju. Myślę, że kandydat na prezydenta jednego z pięciu największych państw w Unii nie powinien mieć klapek na oczach.

 

Mówimy wiele o obecności – zwiększającej się – wojsk USA w Polsce, bo to wpływa na nasze bezpieczeństwo, ale czy zaangażowanie U.S. Army w obronę naszej Ojczyzny ma też znaczenie gospodarcze? Czy te sprawy się łączą?

Oczywiście. To zupełnie naturalne. Szczególnie wielki biznes lubi mieć gwarancje przewidywalności w dłuższej perspektywie. Zwiększanie obecności militarnej USA w Polsce to także sygnał dla amerykańskiego biznesu, że nasze relacje zacieśniają się i są trwałe. Wymiana handlowa między naszymi krajami wzrosła o połowę w ciągu ostatnich pięciu lat. Tylko ostatnio dwie amerykańskie firmy, Microsoft i Google, zapowiedziały kolejne zainwestowanie w Polsce ponad 10 miliardów złotych. Te dwie kwestie są powiązane. To jest klasyczna sytuacja win-win, gdzie obie strony korzystają.

 

W kampanii parlamentarnej, ale i prezydenckiej, ważnym elementem dyskusji jest sprawa jakości powietrza i związanej z nią konieczności transformacji energetycznej. Czy Polska gospodarka jest w stanie szybko odejść od węgla, a jednocześnie utrzymać tempo rozwoju? Taki plan ma Pana konkurent.

Jeśli ktoś by chciał odejść od węgla w Polsce w sposób gwałtowny, to koszty ponieśliby przede wszystkim zwykli Polacy. Ja uważani, że transformację energetyczną należy przeprowadzić z głową, w sposób przyjazny dla domowych budżetów. Polska potrzebuje zielonych technologii. Dlatego tak mocno wspieramy fotowoltaikę, jesteśmy w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o przyrost mocy z tego źródła. Co mnie szczególnie cieszy, to fakt, że za ten wzrost odpowiadają głównie właśnie instalacje przydomowe. Polacy polubili panele, chętnie korzystają z programu Mój Prąd. Rząd Zjednoczonej Prawicy jest pierwszym, który na serio zaczął walczyć z zanieczyszczeniem powietrza. Mam nadzieję, że będą rozwijane rodzime technologie w tej dziedzinie.

 

Gazprom przelał na konto PGNiG rekompensatę za nieuczciwe praktyki wobec Polski. To ogromna suma, którą udało się nam wywalczyć od Rosjan. Ale rząd PO-PSL nie miał problemu z tym, iż Polacy - bo przecież ostatecznie to każdy z nas płaci za gaz, czy to we własnym rozrachunku, czy kupując towary lub usługi - byli traktowani przez Gazprom nieuczciwie.

Dlatego ja robię wszystko, żeby Polaków od dostaw gazu z Rosji uniezależnić. Budujemy gazociąg Baltic Pipe, który doprowadzi do Polski gaz z Norwegii. Rozbudowujemy terminal LNG w Świnoujściu, tak aby mógł odbierać o połowę więcej gazu niż obecnie. Podpisaliśmy szereg dobrych kontraktów na dostawy gazu skroplonego, w tym wiele z naszym najważniejszym sojusznikiem militarnym – Stanami Zjednoczonymi. Dzięki tym wszystkim działaniom mogliśmy zadeklarować, że nie przedłużymy kontraktu jamalskiego na dostawy gazu z Federacji Rosyjskiej. Jeśli wygram w drugiej turze, to jeszcze w mojej kadencji, bo w 2022 roku, bezpieczeństwo energetyczne naszego państwa w sektorze gazu ziemnego będzie całkowicie zapewnione.

 

Zwraca się Pan Prezydent do wyborców Krzysztofa Bosaka o głosy w II turze wyborów. Jednak formacja, która tego kandydata wystawiła, jest w ostrym sporze z Pana macierzystym środowiskiem politycznym. Jakie Pan Prezydent widzi punkty wspólne pomiędzy Pana wizją rozwoju Polski a tym, co mówią na ten temat choćby przedstawiciele Ruchu Narodowego?

Wiem, że dla wyborców Krzysztofa Bosaka ważne są kwestie suwerenności i bezpieczeństwa, poczucia narodowej dumy. Tak samo jak ja chcą oni silnej Polski, która pamięta o słabszych: o seniorach, o rodzinach wielodzietnych, o małych lokalnych przedsiębiorstwach. Nigdy nie zgodzę się na to, by koszty wychodzenia z kryzysu wywołanego pandemią zostały przerzucone na najsłabszych, by bezrobocie rosło w sposób niekontrolowany. To by zresztą uderzyło we wszystkich, także tę zamożniejszą część naszego społeczeństwa, bo trwale osłabiłoby popyt. Nam udało się opanować sytuację i jesteśmy otwarci na potrzeby przedsiębiorstw w wychodzeniu z kryzysu.

 

Teraz sympatykiem Ruchu Narodowego stał się też kandydat Platformy. Jeszcze kilka miesięcy temu przedstawiciele tej formacji i jej sympatycy byli dla niego faszystami.

Nie przywiązywałbym wagi do deklaracji Rafała Trzaskowskiego, gdyż jak widać w tej kampanii, dla swoich korzyści jest gotów zmienić zdanie w każdej sprawie.

 

Pan gwarantuje nienaruszalność programu 500 plus. Trzaskowski i cała PO mówią to samo. I argumentują, że nikt przy zdrowych zmysłach nie likwidowałby czy nie ograniczałby tego programu, bo straciłby władzę. Jak Pan ocenia ich zapewnienia? Nie jest tak, iż wszyscy polscy wyborcy są zachwyceni 500 plus czy Dobrym Startem. Część, szczególnie młodych, mówi, iż to rozdawnictwo. Zresztą jeszcze kilka tygodni temu mówiła tak sama Platforma i deklarowała, że programy społeczne trzeba powiązać z pracą - miałyby być dla tych, którzy pracują. Co Pan Prezydent o tym sądzi?

Proszę zauważyć, że za rządów Zjednoczonej Prawicy to nie jest albo-albo. Wprowadziliśmy i 500 Plus jako bezwarunkowe wsparcie dla rodzin, i zerową stawkę podatku dochodowego dla młodych. Najlepsze, co Platforma zrobiła dla polskich rodzin w ciągu ostatnich pięciu lat, to przyznanie, że 500 plus przyniosło korzyści i nie można z tego programu zrezygnować. Choć z drugiej strony zdajemy sobie sprawę, że deklaracje polityków Platformy są niewiele warte.

 

Zaproponował Pan Prezydent fundusz, który miałby finansować leczenie ciężko chorych dzieci, szczególnie tych wymagających niedostępnych w Polsce procedur medycznych czy bardzo kosztownych leków. Jakie są realne szanse na szybkie uruchomienie tego rozwiązania? Ale nie na papierze, lecz w rzeczywistości.

Projekt ustawy złożyłem w Sejmie. Na moją prośbę rząd dokonał przeglądu możliwości finansowania i znalazł w budżecie kwotę blisko 3 miliardów zł na Fundusz Medyczny, który umożliwi dostęp do środków na leczenie dzieci i dorosłych, którzy zachorowali na nowotwory i choroby rzadkie. To już zostało policzone. Premier Mateusz Morawiecki potwierdził, że są na to pieniądze. Nie zostawimy bez pomocy ludzi, którzy naprawdę najbardziej jej potrzebują.

 

Rafał Trzaskowski deklaruje, w razie wygranej, stworzenie apolitycznej Kancelarii Prezydenta i współpracę z rządem PiS. Jak Pan Prezydent ocenia te zapowiedzi? Można być apolitycznym politykiem?

Kancelarię Prezydenta tworzy otoczenie kandydata. Kto stoi za Rafałem Trzaskowskim, widać było w wieczór wyborczy. By wyobrazić sobie, jak wyglądałaby współpraca Rafała Trzaskowskiego z rządem, wystarczy popatrzeć na dzisiejszy Senat. To byłby totalny konflikt, byłaby to permanentna wojna. Każdy kandydat wywodzi się z jakiegoś środowiska. Dla mnie najważniejsza jest skuteczność w zmienianiu Polski na lepsze. Konstruktywna współpraca z obozem Zjednoczonej Prawicy umożliwiła realną zmianę – poprawę losu zwykłych ludzi. Rządy Zjednoczonej Prawicy to czas, w którym kolejne grupy Polaków wychodziły z biedy. Czas, w którym kolejne grupy Polaków zaczynały wierzyć w „lepsze jutro”. Dziś polskim rodzinom żyje się łatwiej, wyrwaliśmy wielu ludzi ze stagnacji i przeświadczenia, że nic się nie da zrobić. Zamiast deklarować apolityczność, wolę deklarować skuteczną służbę Polakom, rozwiązywanie ich problemów. Tak rozumiem politykę.

 

Panie Prezydencie, media wraz z Platformą Obywatelską zarzucają Panu, iż ułaskawił Pan pedofila. Takie postawienie sprawy jest manipulacją i kłamstwem – to może sprawdzić każdy, kto zada sobie trud głębszego wniknięcia w tę sprawę. Mimo wszystko podjęcie decyzji ułaskawienia mężczyzny, który odsiedział pełen wyrok za czyn pedofilski, na pewno nie było proste. Czym się Pan kierował?

To jest brudna kampania. Rodzina, której sprawa dotyczy, w podły sposób została wciągnięta do walki wyborczej, w imię której ofiary raz jeszcze muszą przeżywać swoją tragedię, tym razem na oczach milionów czytelników. Sprawę przede mną przebadały sądy dwóch instancji i Prokuratura Generalna. Kara pozbawienia wolności została wykonana, a wszystkie opinie były jednoznacznie za ułaskawieniem, czyli anulowaniem zakazu zbliżania się do dorosłej poszkodowanej, która sama o zniesienie tego zakazu zawnioskowała. Chciałbym przede wszystkim wyciszyć już emocje wokół tego tematu i dać tej rodzinie wreszcie zaznać spokoju.

 

Dziennik „Fakt” na okładce jednego z wydań przedstawił sprawę tak, jakby to Pan Prezydent był zamieszany w sprawę pedofilską. W takich sytuacjach powraca pytanie o rolę zagranicznych mediów w polskim życiu publicznym, szczególnie w tak newralgicznych momentach jak wybory. Zwłaszcza że jakiś czas temu ujawniono list wydawcy do dziennikarzy tej bulwarówki, który zupełnie otwarcie instruował ich, jak powinni pisać choćby o relacjach Polska-UE.

W Polsce, w przeciwieństwie do Niemiec czy Francji, pozycja zagranicznych koncernów medialnych jest znacząca i ma duży wpływ na to, jak wygląda rynek medialny. Kapitał ma narodowość, właściciele mają swoje interesy. Jednak odpowiedzialność za to, jak gazeta wygląda, i to, co na co dzień się w niej ukazuje, spoczywa na redakcji. Niemiecki właściciel powinien być szczególnie ostrożny, by nie dawać pretekstów do zarzutów o próby ingerencji w życie polityczne w Polsce, zwłaszcza gdy redakcja nie ukrywa swojego politycznego zaangażowania. Jedynka „Faktu” przejdzie do czarnej historii prasy w Polsce.

 

Stałym elementem spotkań wyborczych Rafała Trzaskowskiego jest poseł Sławomir Nitras, atakujący tych, którzy zadają wiceszefowi PO niewygodne pytania. Z nagrań dostępnych w internecie wiemy, że atakuje każdego – czy to posła, czy zwykłego człowieka przechodzącego z dziećmi. Stosuje przemoc fizyczną i chyba czuje się kompletnie bezkarny. Po co Trzaskowskiemu taki pobudzony Nitras, skoro ciągle mówi o szacunku i pojednaniu?

Dobór współpracowników wiele mówi o Rafale Trzaskowskim. Więcej niż słowa, które wypowiada. Słowa o wspólnocie, szacunku, ponadpartyjności.

 

W internecie organizowana jest akcja dezinformacyjna, której celem jest wprowadzenie w błąd wyborców, przekonując, że ich głos oddany na Pana w pierwszej turze jest ważny w drugiej i nie muszą ponownie głosować. Pojawiły się też doniesienia, iż ulotki o takiej treści będą wrzucane do skrzynek pocztowych. Czy to sprawa dla służb specjalnych?

Tonący brzydko się chwyta. To jeszcze jeden przykład brudnej kampanii. Państwowa Komisja Wyborcza przekazała sprawę prokuraturze – mamy tu do czynienia z próbą ingerencji w proces wyborczy. Myślę, że Polacy to widzą, tego typu różne działania i obraz, jaki zaczyna wyłaniać się z nich, stają się dla nich coraz bardziej czytelne. Była akcja „Zabierz babci dowód”, teraz próbują wprowadzać w błąd. Nowa twarz, ale widać metody te same, pełne kłamstw i pogardy dla osób, które mają odmienne poglądy, inną wizję Polski.

 

Rozmawiała Katarzyna Gójska.

 

Wywiad ukazał się także w „Gazecie Polskiej Codziennie” .

Poleć znajomemu